DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 51 -> Stupa od kuchni

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Stupa od kuchni

Florindą i Guido Czeija
_________

Salzburg, wrzesień 2011

Sądzisz, że budowa stupy w rezerwacie przyrody na Mnisiej Górze z katolicką historią jest niemożliwa? Zastanawiasz się jak zaczarować nieprzychylnych urzędników i konserwatorów? Przeczytaj jak mało aktywna sanga zbudowała Stupę Oświecenia, oddając całkowicie swoją prywatność i przechodząc przez serię niezwykłych zdarzeń.


Od czego się zaczęło?

Florinda: Właściwie to w ogóle nie myśleliśmy o tym, żeby zbudować stupę. Kiedy około 8-10 lat temu wracaliśmy z pewnego sangowego spotkania organizacyjnego, jeden z przyjaciół – Werner – rzucił do nas żartobliwie: „I zbudujemy stupę na Mönchsberg”. Oczywiście wszyscy potraktowali to jako dowcip, ponieważ byliśmy pewni, że jest to po prostu niemożliwe. To prawie tak, jakbyśmy marzyli o stupie w centrum Watykanu. Poza swą katolicką przeszłością Mnisia Góra jest rezerwatem przyrody i nikt nie dostaje pozwoleń na jakąkolwiek ingerencję na tych terenach. Jednak ten żart stał się nasieniem, które zaowocowało w przyszłości...
Przez wiele lat nie wracaliśmy do tego tematu. Nasza sanga jest mała, jest nas około 40 osób, i nawet nie udaje nam się czasami zebrać przez miesiąc tyle pieniędzy, żeby zapłacić za wynajem ośrodka. Z trudem kupujemy nowe posążki itp. Dlatego pomysł zbudowania stupy był dla nas tak wielką abstrakcją. Nie byliśmy na ten projekt wystarczająco otwarci i brakowało nam mocy na tak wielkie przedsięwzięcie. W ogóle nie dopuszczaliśmy do siebie takiej możliwości – wyparliśmy tę ideę całkowicie.

I jak się wszystko dalej potoczyło?

Guido: Werner organizuje zawodowo różne imprezy masowe w mieście i w związku z tym spędza dużo czasu na rozmowach z urzędnikami, dyskutując z nimi o pozwoleniach, warunkach, pieczątkach itd. Pewnego dnia powiedział do Johana Padutscha, jednego z radnych miasta Salzburga: „Co pan myśli o wybudowaniu stupy buddyjskiej na Mönchberg?”. Podczas kolejnego spotkania Padutsch odpowiedział: „Wiesz, myślałem o tym, właściwie czemu nie?”.
Florinda: Po jakimś czasie, w 2008 roku, Werner od niechcenia rzucił w ośrodku: „Może będziemy mieli możliwość postawienia stupy na Mönchberg”. I jak się możecie spodziewać, nikt na to nie zareagował. Ludzie go zignorowali, ponieważ pomyśleli, że z nikim tego nie skonsultował. Ten pomysł nie niósł ze sobą mocy, brakowało w nim jakiejś formy zobowiązania i odpowiedzialności – przypominał raczej klasyczną sytuację typu „jeden mały człowiek i jego wielki projekt”. Jednakże Wernerowi naprawdę udało się przekonać do całego przedsięwzięcia radę miasta i sprawa „rozhuśtała się” poważnie na linii: jeden buddysta – prezydent miasta. Z czasem jednak wszystko nabrało pewnej równowagi i cała historia zaczęła przybierać coraz bardziej realne kształty. Werner wciąż pozostawał na placu boju sam – nikt z sangi do niego nie dołączył, ponieważ naprawdę nie mieliśmy żadnego nadmiaru na takie wydarzenie. Borykaliśmy się wtedy także z małymi tarciami w sandze, nie mieliśmy pieniędzy i w ogóle byliśmy pasywni. Sanga salzburgska to nie jest jednostka specjalna przodowników aktywności. I dalej po prostu nic się nie działo.

Kiedy nastąpiła decydująca zmiana kursu?

Florinda: Na corocznym narodowym spotkaniu ośrodków austriackich. Każde miasto mówi wtedy trochę o sobie, więc uzgodniliśmy z Wernerem, że podzielimy się ze wszystkimi pomysłem ze stupą. On sam jednak nie pojechał i niejako automatycznie ogłoszenie tej nowiny spadło na moje barki. Bałam się, że ta idea nie spotka się z aprobatą. Jednak po jej ogłoszeniu wszyscy nagle wykrzyknęli: „Tak, tak, tak! Super, kiedy zaczynamy! Pomożemy wam, chcemy tej stupy, zorganizujemy pieniądze i ludzi do pracy. Zróbmy to koniecznie!”.
Guido: No i stało się! Byliśmy w szoku, bo nie mogliśmy się już wycofać. Czuliśmy się zobligowani do realizacji tego projektu. Najśmieszniejsze było to, że ta decyzja w końcu przyszła niejako z zewnątrz.
Florinda: Zrozumieliśmy wówczas, że to sama stupa jakoś nami dyryguje. To ona chce być zbudowana i koniec. Nie było miejsca na żadne wymówki. Od tego momentu zaczęliśmy naprawdę intensywnie „biegać” za projektem, który rozwijał się tak szybko, że ledwo za nim nadążaliśmy. Był zdecydowanie szybszy od nas. Wróciliśmy do Salzburga i powiedzieliśmy o tym przyjaciołom. Do wszystkich dotarło, że po prostu musimy to zrobić, ponieważ nie mamy innego wyjścia.

Tymczasem Werner wciąż rozmawiał z urzędnikami?

Guido: Tak, wybrali nawet teren pod budowę stupy. Nie jest to miejsce prywatne, należy do dystrybutora energii elektrycznej. W październiku 2009 roku Lama Ole miał trasę po Austrii, więc pojechał je obejrzeć. To był magiczny moment. Zaplanowaliśmy, że Lama zerknie na przyszły plac budowy, powie: „Och, jest extra, dziękuję!” i w ten sposób klepniemy wszystkie papiery. Niestety, gdy Lama zobaczył to miejsce jakoś nie wyraził zachwytu, rozglądał się, unikał odpowiedzi na pytania: „I jak? Podoba Ci się?”, czy też: „Co myślisz o tym, żeby stupę wybudować właśnie tutaj?”. Zamiast tego Ole zaczął biec pod górę. Ruszyliśmy więc za nim przez jakieś 120 metrów, przeskakując krzaki, aż w końcu zatrzymaliśmy się na tym kawałku ziemi, na którym stoi dziś stupa. Chociaż Lama nigdy tam wcześniej nie był, od razu się zorientowaliśmy, że wybrał najwyższy i najpiękniejszy widokowo punkt na całym wzgórzu. W końcu powiedział: „To jest odpowiednie miejsce!”. Stojąc w wybranym przez Olego miejscu niektórzy z nas, znając austriacką biurokrację, próbowali przekonać go, że może lokalizacja wskazana przez miasto jest lepsza. Reakcja była stanowcza: „To jest miejsce, w którym będzie stała stupa”.

A jak na tę zmianę zareagowały władze miasta?

Guido: To nie było łatwe. Zastanawialiśmy się, jak im oznajmić, że jesteśmy bardzo wdzięczni za tę niespotykaną możliwość postawienia stupy we wskazanym miejscu, ale właściwie to interesuje nas bardziej inna lokalizacja – najlepszy punkt na całym wzgórzu.

Komu przypadł zaszczyt porozmawiania o tym z urzędnikami?

Guido: Obawialiśmy się trudności, więc zaprosimy ich do ośrodka – czuliśmy, że pomóc może nam bezpośredni, ludzki kontakt. Chcieliśmy też pokazać, że jesteśmy sporą grupą ludzi, mamy doświadczenie w budowaniu stup, buddyzm na Zachodzie jest bardzo ciekawym zjawiskiem i tak dalej. Plan przewidywał, że zapraszamy jednego urzędnika po drugim, żeby nie czuli się obserwowani przez innych i mogli się rozluźnić; przygotowaliśmy też przekąski, kawę, ciasto, itp. Spotkanie zaczęło się sztywno, ale kiedy razem przekroczyliśmy próg gompy, wszystko zaczęło się zmieniać – twarze naszych gości łagodniały, oczy zaczynały im błyszczeć itd. Całkowicie się otwierali. W czasie każdej wizyty działo się dokładnie to samo, jakby rzeczy przebiegały zgodnie z tym samym scenariuszem. Prawie zawsze takie samo było również zakończenie – większość z nich mówiła w końcu: „Wiecie, w czasie studiów podróżowałem po Indiach i Nepalu, podobały mi się stupy i kultura buddyjska. Nie wiem zbyt wiele o tym, ale dobrze się z tym czuję...”. I w ten sposób otrzymaliśmy pozwolenie na budowę w wybranym przez Lamę miejscu. Najśmieszniejsza historia wydarzyła się w czasie wizyty burmistrza Salzburga, który nic nie wiedział o buddyzmie. Kiedy odwiedził nas po raz pierwszy, w gompie od razu bez wahania podszedł do zdjęcia Lamy Ole i zapytał: „A to co za Wiking?”.

Kiedy otrzymaliście ostateczne pozwolenie na budowę stupy?

Guido: W 2010 roku. Tak naprawdę potrzebne nam były dwa zezwolenia – zwyczajne na budowę i dodatkowe na ingerencję w parku krajobrazowym. Z drugim było więcej zabawy – musieliśmy się przedrzeć przez zaporę złożoną ze specjalistów niechętnych wszelkim zmianom na terenie chronionym. Nie było łatwo, ale ostatecznie otrzymaliśmy wszystkie papiery – w gruncie rzeczy tylko dlatego, że burmistrzowi podobało się nasze przedsięwzięcie i uważał je za wartościowe. Przyszedł kiedyś do ośrodka i zobaczywszy wielkie zdjęcie Lamy Ole stojącego z sześćdziesięciorgiem uczniów na miejscu wybranym przez nas pod budowę, stwierdził: „Co za wspaniałe miejsce na stupę!”. Po czym wyjął telefon, zadzwonił do konserwatora przyrody, i przekonał go. Zaproponował też, żebyśmy przygotowali lekki model stupy odpowiednich rozmiarów. Zbudowaliśmy więc stupę z bawełny i drewna i na spotkaniu z władzami pokazaliśmy ją wszystkim zainteresowanym urzędnikom. Byli zachwyceni. Tylko jeden bardzo krytyczny architekt terenu próbował przeforsować swoją wizję i przesunąć stupę na bok, ale żadne inne miejsce wyraźnie nie pasowało. W końcu poddał się, mówiąc: „OK, wasz Lama ma rację, stupa musi stanąć właśnie tu”.

Czy to był już koniec historii z lokalizacją?

Florinda: Nie. Warunkiem otrzymania wszystkich podpisów było udowodnienie, że nie ma w naszym mieście żadnego lepszego miejsca na stupę niż to. Dopiero po odrzuceniu wszystkich innych opcji mogliśmy sfinalizować sprawę. Powiedzieliśmy urzędnikom, że nasz Lama nie mieszka na stałe w Salzburgu, więc nie jest w stanie przyglądać się co tydzień innemu miejscu. Po zawiłych dyskusjach urzędnicy zgodzili się na budowę tylko dlatego, że dostali takie zalecenie od swojego przełożonego – Johana Padutscha.

Chyba kryje się za tym jakaś ciekawa historia...

Florinda: Tak, rzeczywiście. We wrześniu 2010 roku polecieliśmy we trójkę do Szieraba Gjaltsena Rinpocze, żeby wyjaśnić z nim wszystkie szczegóły dotyczące projektu stupy. Pokazałam mu wtedy zdjęcie Padutscha i powiedziałam, że od początku jest po naszej stronie i przez cały czas nas wspiera. W czasie wszystkich spotkań i rozmów o stupie Rinpocze trzymał fotografię w ręce, błogosławiąc ją nieustannie.
Guido: Johan Padutsch i Szierab Gjaltsen Rinpocze nigdy wcześniej o sobie nie słyszeli, nie znali się. W przeddzień inauguracji stupy Padutsch odprowadzał dziecko do przedszkola i po drodze przypadkowo spotkał Rinpocze, który akurat zanosił tormy do rzeki. Popatrzyli na siebie i zapamiętali się, nie wiedząc kto jest kim. Ponownie spotkali się na ceremonii inauguracyjnej i rozpoznali się wzajemnie – myślę, że mają ze sobą dobry związek. Jak wiemy z nauk Rinpocze i Lamy Ole, nie jest łatwo zbudować stupę, gdyż nie chodzi tu tylko o wylanie betonu i ułożenie kilku kamieni. Stupa to symbol oświeconego umysłu. Nie stawia się stup ot tak – jest to możliwe jedynie dzięki nagromadzeniu ogromnej ilości zasługi. Zbudowanie stupy może też stać się bezpośrednią przyczyną osiągnięcia oświecenia.

Kto zdecydował, że zbudujecie Stupę Oświecenia?

Guido: Decyzję podjął Lama Ole. W wywiadzie, który z nim przeprowadziliśmy powiedział, że dokonał takiego wyboru, ponieważ Mnisia Góra jest usytuowana w centrum Salzburga, a oświecenie jest elementem łączącym istoty i zjawiska, a także celem wszystkich buddystów. Lama uważał, że najodpowiedniejszy będzie w tym przypadku symbol celu – chciał, żeby przechodzący w pobliżu ludzie otrzymywali to błogosławieństwo i dzięki niemu rozpoczęli kiedyś pracę z umysłem.

Czy mieliście wątpliwości związane z tym, że stupa nie będzie wybudowana na naszej ziemi, lecz w miejscu publicznym, co może się wiązać na przykład z wandalizmem?

Guido: Tak, z jednej strony mieliśmy wiele tego typu obaw, z drugiej jednak Lama Ole powiedział, że jeśli zbudujemy stupę, nikt jej nie zburzy. Z czasem nabierze rangi pomnika i będzie objęta ochroną konserwatorską. Mieliśmy też wątpliwości odnośnie materiału, ponieważ gdyby ktoś pomalował stupę sprayem, trudno byłoby ją wyczyścić. Jednak Ole powiedział, że stupa potrafi ochronić się sama. Podjęliśmy więc ryzyko i wybraliśmy polski granit, ponieważ najlepiej komponuje się z surową skałą konglomeratową w tle.

Jaką funkcję będzie stupa pełniła w przyszłości? Planujecie tam jakieś publiczne wydarzenia?

Guido: Nie mamy jeszcze konkretnego planu. Rozmawialiśmy o tym z Lamą Ole i Caty. Może zorganizujemy jakiś festiwal wspólnie z innymi grupami buddyjskimi działającymi w Salzburgu. Myślę, że stupa może być miejscem takich spotkań i współpracy. Zamierzamy też umieścić informację o niej w przewodnikach po mieście, tak by stała się lokalną atrakcją turystyczną.
Florinda: Podobnie zrobiono to w Benalmadenie. Tamtejsza stupa ma bardzo dobry PR. W pobliżu naszej stupy w Salzburgu znajduje się Muzeum Sztuki Współczesnej, które zwróciło się do nas z prośbą o przygotowanie broszur informacyjnych na jej temat. Także właścicielka kiosku stojącego pomiędzy muzeum a stupą poprosiła nas o ulotki. W 2012 roku planujemy też obchody czterdziestolecia buddyzmu Diamentowej Drogi w Austrii. W każdym mieście zorganizujemy duże wydarzenie kulturalno-informacyjne; zaprosimy wtedy wielu gości na wzgórze na wykłady.
Guido: Z pewnością nie będziemy jednak organizować tam regularnego programu, będziemy tylko okazjonalnie zaznaczać swoją obecność.

Planujecie jakieś prace na terenie otaczającym stupę?

Florinda: Tak, położymy trawnik i ustawimy ławki, całość będzie wtedy wyglądała bardziej „parkowo”. W pobliżu staną też tablice informacyjne, pojawi się oświetlenie itd. Nie chcemy jednak za bardzo rzucać się w oczy. Te wszystkie szczegóły są ważne. Konserwator przyrody zaproponował na przykład, żebyśmy pomalowali stupę na zielono, wtedy jego zdaniem wspaniale komponowałaby się z okolicznymi zaroślami… Subtelnie, ale zdecydowanie odwiedliśmy go jednak od tego genialnego pomysłu.

Jak proces budowy stupy wpłynął na waszą sangę?

Florinda: Zwykle kiedy zaczyna się budowę, dochodzi do różnicy zdań, kłótni o szczegóły itd. My jednak mieliśmy szczęście, ponieważ przebrnęliśmy przez zasadnicze nieporozumienia w sandze już wcześniej – ów proces oczyszczenia trwał u nas przez blisko sześć lat i zakończył się tuż przed rozpoczęciem prac. Ponieważ projekt zdecydowanie przerastał nasze możliwości, nie mieliśmy po prostu ani czasu, ani energii na spory. Nie kłóciliśmy się więc między sobą, ale każdy przeszedł przemianę na osobistym poziomie. Statystyki głoszą, że cztery pary się rozstały, dwie osoby zbankrutowały, kilkoro przyjaciół musiało zmienić pracę, przekwalifikować się itp. Chociaż wydarzenia te nie były przyjemne, śmialiśmy się z nich wiedząc, że mają związek ze stupą.
Guido: Przypominało to nyndro. Budowanie stupy jest procesem obejmującym wszystkie fazy: wstępnego i głębokiego oczyszczenia, gromadzenia dobrych wrażeń i wreszcie cieszenia się błogosławieństwem otrzymanym dzięki oddaniu. Najpierw pojawiają się surowe doświadczenia, porównywalne z rezultatami pokłonów. Następnie wiele się dzieje na poziomie wewnętrznym – zdarzało się na przykład, że przychodzili do mnie ludzie i mówili: „Słuchaj Guido, jakoś na niczym nie mogę się skupić, jestem rozproszony i gniewny”. Ton naszych spotkań też był ostrzejszy przez jakiś czas, staliśmy się mniej cierpliwi, nie byliśmy zbyt szczodrzy dla siebie nawzajem, wytykaliśmy innym to i owo. Potem nastała faza wzbogacająca, podobna do praktyki mandali – spontanicznie pojawiali się ludzie o wyjątkowych cechach charakteru i szczególnych właściwościach, dokładnie tacy, jakich potrzebowaliśmy. Można było na nich naprawdę polegać. Przybyli z Węgier, Czech i innych krajów i pomagali nam całymi tygodniami. Przestrzeń zamanifestowała swoje bogactwo, to było niesamowite. Potem nastała faza budowania mandali przez Szieraba Gjaltsena Rinpocze. Ten etap można porównać do guru jogi. Wtedy to spędziliśmy razem z Rinpocze półtora tygodnia, mogliśmy się skupić tylko na nim – wcześniej zajmowaliśmy się głównie przygotowaniem mu przestrzeni do pracy. Staraliśmy się zorganizować wszystko tak, żeby miał jak najlepsze warunki do działania w tym ostatnim, intensywnym okresie.

Oboje uczestniczyliście w procesie przygotowań, organizacji i budowy. Czy miało to wpływ na was jako na parę?

Guido: Właściwie prawie nie mieliśmy czasu na normalne rozmowy, prywatność itd. Stupa absorbowała nas całkowicie. Kiedy budziliśmy się codziennie rano, od razu planowaliśmy, co mamy do zrobienia danego dnia, potem wcielaliśmy to w życie, wreszcie szliśmy spać i rano cała zabawa zaczynała się na nowo.
Florinda: Zorganizowaliśmy trzy „fabryki”, w których wyrabialiśmy to, co miało wypełnić stupę. Jedną z nich był nasz dom. Wszystkie elementy wypełnienia gromadziliśmy na poddaszu – ciągle czegoś tam przybywało. Kolejnym etapem było malowanie różnych przedmiotów. Nasz dom zmienił się nie do poznania, prywatność „wyparowała” z niego całkowicie, nagle okazało się, że mieszkamy w miejscu publicznym, przez dom nieustannie przewijały się tłumy, wszyscy wiedzieli gdzie są klucze itd.
Guido: Co najmniej dwadzieścia osób przebywało u nas przez cały czas, pracując, śpiąc, jedząc itd. W weekendy przyjeżdżało wsparcie. W jednym pokoju część tej załogi produkowała tsa-tsa, w drugim je malowano, a w kolejnym poprawiano szczegóły.
Florinda: Przygotowaliśmy też przytulną gompę dla Rinpocze, żeby mógł tam wykonywać niezbędne rytuały. Szierabowi tak się to miejsce spodobało, że na placu budowy stupy pojawił się tylko kilka razy, natomiast wszystkie przygotowania i pudże odbywały się w naszym domu. Tłumy waliły więc do nas przez cały czas. W piwnicy znajdowały się skarbce, stosy wypełnień rosły na poddaszu, a w reszcie pomieszczeń roiło się od pracujących ludzi. Nasz dom po prostu zamienił się w stupę – pewnego dnia Rinpocze wyszedł na zewnątrz i zaczął go obchodzić dookoła...
Guido: Zaobserwowałem, że przestrzeń, której potrzebuje zwykle ego, kurczyła się z dnia na dzień. Jako para przeszliśmy też przez fazę oczyszczeń – nie były one wprawdzie spektakularne, ale dawały o sobie czasami znać. Pamiętam, że w pewnym momencie kompletnie wykończeni marzyliśmy o tym, żeby już był październik.
Florinda: W czasie przygotowań do stupy moja córka przygotowywała się do matury. Uczyła się bardzo dużo i właśnie ten czas był okresem najintensywniejszych prac w naszym domu. Sami polecieliśmy wtedy do Karma Guen na życzenie Lamy Ole, ale w domu praca nadal wrzała. Uprzedziliśmy wszystkich o wyjeździe i poprosiliśmy ich, żeby dbali o ciszę, kiedy moja córka się uczy. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie jednak i powiedziała: „Mamo, to jest przegięcie, jesteście bandą wariatów. Za trzy dni mam swój najważniejszy egzamin, a u nas roi się od Czechów, z których żaden nie mówi po niemiecku, nikt mnie nie zna, muszę się chować we własnym domu, nie wiem co mogę zjeść, czego mogę dotykać, a czego nie – mam tego dość!”. Płakała i naprawdę nie było jej łatwo. W domu przez całe miesiące nie było po prostu i nadal nie ma miejsca na jakiekolwiek ego. Wynajęliśmy tuż obok dwa mieszkania – jedno dla Rinpocze, Anili i Khenpo, a drugie drugie dla „lamaserwisu” i Jima, a w naszym domu zamieszkał Lama Ole z teamem. W rezultacie sami nie mamy ani pokoju, ani łazienki – śpimy na poddaszu pomiędzy tsa-tsami, a myjemy się w piwnicy. Jest to całkiem zabawne.
Guido: Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, przypuszczalnie jedyne tego typu w życiu. Prawdziwa duchowa przygoda.
Florinda: Tak, z jednej strony jest to dosyć wyczerpujące, z drugiej jednak fakt, że mamy okazję umożliwić takie niezwykłe wydarzenie i wziąć w nim udział, jest dla nas wspaniałym prezentem.

Dziś jest niedziela – co powiecie jutro w pracy, gdy znajomi zapytają was: „Jak wam minął weekend?”?

Guido: Moi znajomi wiedzą, czym się zajmuję, zaprosiłem ich na inaugurację. Tym, którzy się nie pojawią, powiem, że było po prostu doskonale.
Florinda: Ja też odpowiedziałabym, że ten weekend był wspaniały. Wiem jednak, że żadne słowa nie są w stanie tego opisać. Nasi niebuddyjscy znajomi nie rozumieją, co robimy, nie rozumieją dlaczego jesteśmy tak zmęczeni po dharmicznych uroczystościach i dlaczego potrzebujemy po nich kilku wolnych dni, żeby się wreszcie normalnie wyspać.
Guido: Tak, marzę o całkiem wolnym tygodniu wypełnionym miłością. Poświęciliśmy stupie ostatnie dwa miesiące w stu procentach. Nie byliśmy w stanie połączyć tego całego procesu z pracą zawodową. Pamiętacie przecież, jak to wyglądało w Becske – kilka osób było tam przez cały czas, inaczej prace nie posuwałyby się naprzód.

Czy chcielibyście jeszcze coś dodać?

Florinda: Jak już wspomniałam, to był dla nas niezwykły prezent, do głębi poruszający. Wspaniały! Pracowaliśmy tak długo, przechodząc kolejne etapy małymi kroczkami, pokonywaliśmy różne przeszkody, choć nie zawsze było łatwo. Stupa wpłynęła na tak wiele aspektów naszego życia, zmieniła sangę... Najpierw była abstrakcyjnym tworem w naszych głowach, a teraz nabrała kształtu i jest gotowa, zainaugurowana, odpalona. Działa! Najbardziej niezwykłe jest to, że w takim małym gronie udało nam się tak wiele. To jest po prostu niewiarygodne.
Guido: Wczoraj podczas publicznej inauguracji wszystkim otworzyły się serca, to było niezwykłe. Piotr pierwszy to zauważył. To ewidentnie sprawka Szieraba Gjaltsena Rinpocze – jest specjalistą od medytacji Kochających Oczu, uosobieniem współczucia. Oczywiście my też włożyliśmy w budowę stupy wiele pracy, ale nic nie wydarzyłoby się bez jego wkładu. Przygotowaliśmy mu teren do efektywnego działania, nic więcej nie mogliśmy zrobić.
Florinda: To był wielki skok dla naszej sangi – z hermetycznej zmieniła się w międzynarodową. Mała grupa myśląca tylko o swoich problemach zrobiła coś dla całego świata. Prowadziliśmy medytacje po angielsku przez rok, dzięki pracy dla innych powstały między ludźmi silne związki, udało nam się wyjść poza myślenie lokalne. Przez ostatni tydzień codziennie udzielaliśmy wywiadów, o całym wydarzeniu pisała prasa, telewizja filmowała ceremonię otwarcia itd.
Guido: Kiedy wszyscy się rozjadą, prócz Rinpocze, najbardziej będzie nam brakowało Piotrka Kaczmarka. Naprawdę doskonale się z nim pracuje, dobrze jest widzieć go na placu budowy. Jest prawie pół-Austriakiem. Zajmował się wszystkimi niuansami związanymi z granitem, pracował wspólnie z Ronaldem nad procesem cięcia kamieni, przygotował metalowe skarbce, a kiedy Szierab Gjaltsen Rinpocze przyjechał do Austrii, pomagał mu z Drzewem Życia. Jest świetnym przyjacielem.

Opracowanie: Mira Starobrzańska i Marcin Wąsik

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Współczucie i mądrość są kluczem - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Zasada mandali - Lama Ole Nydahl | Wydarzało się to po prostu spontanicznie - Dzigme Rinpocze | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Oddanie - Lama Ole Nydahl | Być pożytecznym - Lama Ole Nydahl | Wskazówki do medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Nie ma żadnego powodu, żeby nie zrobić czegoś dobrego - Topga Rinpocze | Cytat - Guru Rinpocze | Możesz cieszyć się radościami życia - Lena Leontiwa | Co robić, zanim staniemy się buddą - Lama Ole Nydahl | Stupa od kuchni - Florindą i Guido Czeija | Życie Gendyna Rinpocze - Mira Starobrzańska | Przepowiednie Karmapy - Buddhismus Heute 50 | Mekhala i Kanakhala - Mira Starobrzańska | Drzewo schronienia - Mira Starobrzańska | Kapala - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Buddyjskie cywilizacje VII-XII wieku na terenie obecnego Dalekiego Wschodu Rosji - Aleksandra Tretjakowa | O medytacji, falach theta i profesorskim Karmapa Czienno - Wasilisa Miszuchina | 4 podstawowe rozmyślania z perspektywy astrofizyka - Blakesley Burkhart | Ameryka Południowa - Michał Bobrowski | Polski weekend w EC - Karolina Karkosińska i Hubert Bramowicz | KIBI - Magdalena Rydzewska i Jarek Kochanowicz | W medytacji stajemy się lamą - Karol Ślęczek | Zagórzany - Ekipa Zagórzan | Bartołty - Bartołty Team | Znamin - Thomas Friedman | East Side Mandala - East Side Mandala team | Kolejny krok - Grupa moreEC | News |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: