DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 51 -> Oddanie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Oddanie

Lama Ole Nydahl
_________

Po prostu odnajdźcie je i rozwińcie

Wywiad przeprowadzony przez redakcję „Buddhism Today”


Często mówisz, że w przeszłości religia uśmierciła więcej ludzi niż polityka. Wiele osób się z tym zgadza. W buddyzmie Diamentowej Drogi duży nacisk kładzie się na odadanie dla nauczyciela. Jak je rozumiesz, jako nauczyciel Diamentowej Drogi?

Lama Ole: Oddanie powinno być życzeniem przejęcia pewnych właściwości, które nauczyciel przekonująco demonstruje. Z jednej strony właśnie dlatego oddanie jest tak nieprzewidywalne – złych ludzi pociągają często źli nauczyciele i potem z upodobaniem utożsamiają się oni z ich złymi właściwościami. W rezultacie mamy święte wojny, ucisk kobiet i inne negatywności tego typu. Z drugiej strony natomiast, otwartość na dobrego nauczyciela może być pomocna i pozytywna. Od żywego człowieka można najpełniej przejmować różne wartościowe właściwości i wzorce zachowań, ucząc się bezpośrednio, jak przynosić pożytek sobie i innym. Ważne jest tylko, czy obiekt naszego oddania szkodzi innym, czy też im pomaga. W buddyzmie, którego celem jest wyzwolenie i oświecenie, nauczyciele o szkodliwej motywacji zawsze należeli do wyjątków. Gdy źle traktowali uczniów, nie robili tego, żeby ich wykorzystać, lecz szybko przeprowadzić przez pewne stopnie rozwoju. Tak postępował Marpa z Milarepą i do pewnego stopnia także Tilopa z Naropą. Dziś nie słyszy się już o sto-sowaniu takiej osobistej presji w relacji nauczyciel – uczeń, gdyż działa to tylko wtedy, kiedy umysł nauczyciela już się więcej nie zmienia.
Powiedziałbym, że nie trzeba blokować zdrowego uczucia oddania, dopóki oczywiście nie włączy się w nie polityka, a sytuacja pozostaje przejrzysta. Oddanie umożliwia nam utożsamianie się z pięknymi, ludzkimi właściwościami. Dlatego wpływa ono pozytywnie na nasz rozwój – pod warunkiem, że nauczycielowi zależy na naszej niezależności i nie stara się nas zmusić, żebyśmy stali się trybikami jego organizacji. Jeśli ten czy inny nauczyciel wykorzystuje oddanie uczniów do tego, żeby ich kontrolować, bogacić się lub osiągać inne egoistyczne cele, tego typu zachowania powinno się ujawniać. O ile wiem, nauczyciele Diamentowej Drogi przekazu Karma Kagyu nie próbują wykorzystywać innych, ponieważ cała nasza tradycja jest po prostu zbyt przejrzysta.
Zdrowe oddanie pojawia się, gdy ponownie natrafiamy na oparty na głębokim zaufaniu związek z poprzedniego życia lub spotykamy kogoś, kto odzwierciedla nasze najgłębsze, pozytywne tendencje i dążenia – nagle czujemy się tak, jakbyśmy zobaczyli własną twarz w lustrze. Taki rodzaj komunikacji i aktywności bardzo nas inspiruje – mamy wrażenie, że wzbogaca nas i sprawia, iż stajemy się bardziej przekonujący i użyteczni dla innych. Dzięki temu rozwojowi z czasem inni zaczynają brać z nas przykład i z przyjemnością budzą w sobie nasze właściwości. Tak właśnie działa ten system „podaj dalej” – w naszym przypadku ów proces rozpoczął się wraz z pełnym oświeceniem Buddy 2450 lat temu.

Mówiłeś kiedyś, że w Tybecie istniał system pozwalający skutecznie sprawdzić nauczyciela…

Lama Ole: Tak, to prawda. Po pierwsze, nauczyciel powinien należeć do nieprzerwanej linii przekazu nauk Buddy. Po drugie, jak mówią, czy też jak mówili niektórzy Tybetańczycy: „Najpierw nauczyciel powinien sprawdzać ucznia przez trzy lata, a potem uczeń nauczyciela przez kolejne trzy lata. Jeśli się potem dogadają, mogą zacząć ze sobą współpracować”. Czy jednak chodzi tu o to, że dopiero po sześciu latach nagle odkrywamy w sobie oddanie? Oczywiście tak się tylko mówi, bo od chwili, gdy zaczynamy sprawdzać nauczyciela, już się od niego uczymy, prawda? Ta wskazówka jest po prostu przestrogą dla uczniów – ma ich zainspirować do sprawdzenia nauczyciela, do tego, by nie tracili krytycyzmu. Nauczyciel ze swojej strony powinien być profesjonalistą – to jego część zadania. Musi sprawdzić, czy uczeń pasuje do grupy, czy też straci tylko swój i jej czas, i w końcu będzie jedynie bardziej sfrustrowany? A może dana osoba wyląduje w ośrodku jak spadochroniarz i natychmiast poczuje się jak w domu w tej promieniującej przestrzeni, którą proponujemy? Kiedy przychodzą do mnie ludzie, którzy chcą natychmiast wziąć wszystko, muszę trochę studzić ich zapał, ale bardzo się z nich cieszę.
Pod koniec lat 60. moją żonę Hannah i mnie – jak wszystkich innych przyjaciół – olśnili przede wszystkim wielcy ludzie. Na początku byli to różni hinduistyczni guru, a później tybetańscy rinpocze i lamowie, których poznaliśmy. Pokazywali nam, czego potrafi dokonać umysł, co jest możliwe. Dziś, po czterdziestu latach spędzonych w drodze i mając mnóstwo zobowiązań wobec buddyzmu Diamentowej Drogi na Zachodzie, najpierw przyglądam się polu energii innych nauczycieli. Obserwuję ich grupy – to, jacy ludzie do nich przychodzą, jak się zachowują itd. Zadaję sobie pytanie, czy poszedłbym z nimi kraść konie? Patrzę, czy ludzie ci się obmawiają, czy przypadkiem nie rozmawiają o sobie, zamiast ze sobą? Czy mężczyźni wyglądają jak mężczyźni, a kobiety jak kobiety? Czy w grupach tych panują wyraźnie zdefiniowane hierarchie, czy istnieje wiele tematów tabu itp.? Sam nie przyjmowałbym nauk o umyśle od kogoś, kto ma nudnych uczniów. Z drugiej strony, jeśli wyczuwam gdzieś swobodną atmosferę, jeżeli zachodzi tam zdrowa wymiana damsko-męska, panuje przekonujące poczucie humoru i nikt nie plotkuje o innych po kątach, uznałbym taką grupę za wartościową i sensowną. Najwidoczniej ludzie znajdują w niej otwartość niezbędną do podbudowania swego życia, wzbogacenia go i przekształcenia w coś wspaniałego. Dziś oceniam drzewo po owocach, bo prawdziwym osiągnięciem lamy czy guru jest to, co wyczuwamy w otaczających go ludziach. Jeśli emanują nieustraszonością, radością i niesentymentalnym współczuciem, które wyzwala umysły innych, oznacza to, że mają dobrego nauczyciela. Jeśli natomiast dana grupa stara się raczej niedojrzale imitować nauczyciela, jeżeli panuje w niej atmosfera zależności, czy wręcz poddaństwa, widok ten będzie dla kogoś poszukującego głęboko żenujący. Każdy uczeń promieniuje tym, co dostał od swoich mistrzów – obserwując organizację i uczniów jakiegoś nauczyciela można się bardzo wiele dowiedzieć o nim samym. Nawet po pięćdziesięciu latach rozwoju buddyzmu tybetańskiego na Zachodzie, jego cztery główne linie przyciągają dziś te same typy ludzi, co w Tybecie.

Jak myślisz, dlaczego XVI Karmapa kładł taki nacisk na praktykę guru jogi, skoro potem miało się wydarzyć w tradycji Kagyu tyle dziwnych rzeczy na linii nauczyciel – uczeń?

Lama Ole: Karmapa podkreślał znaczenie guru jogi, mówiąc do ludzi, którzy mieli stać się jego uczniami. Guru joga nie jest metodą dla każdego. Istnieją ludzie, którzy po prostu nie potrafią poczuć doskonałości w innym człowieku. Myślą, że aby być świętym, trzeba być martwym albo prawie martwym. Tymczasem słowo „święty” (ang.: „holy”) pochodzi od „cały” (ang.: „whole”) i po prostu oznacza kogoś, kto funkcjonuje w pełni. Tak, jak nie rozmawia się o tęczy z daltonistą, również buddyjski ideał jogina nie inspiruje wszystkich ludzi. Jeżeli nauczyciel zauważa, że niektórzy uczniowie mogą się dobrze i szybko rozwijać, przekraczając, dzięki utożsamieniu z jego właściwościami, swoje nawykowe ograniczenia, powinien ich wprowadzać na tę ścieżkę – bardzo dobrze sprawdzają się tutaj na przykład okazyjne skoki spadochronowe w tandemie lub skoki bungee. Nic nie zmienia charakteru szybciej od identyfikacji i nic nie oddziałuje głębiej, niż pełny, inspirujący ludzki kontakt i bliskość z kimś, kto wyszedł poza poziom osobisty.
Jak można się o tym czasem przekonać, chociaż wielu uczniów ma kłopot z oddaniem, problem we współpracy pomiędzy uczniem i nauczycielem na tym bezpośrednim poziomie powstaje często po stronie lamy. Zazwyczaj to właśnie nauczycielowi trudniej jest zachować dobry styl i pozostać dla uczniów dobrym przykładem – w tej sytuacji na przykład odizolowany od codzienności styl życia mnicha bardzo chroni takiego guru przed nieustanną obserwacją ze strony uczniów. Chciałbym jednak powiedzieć coś więcej o sytuacji ucznia. Powinien on szybko sprawdzić, czy w ogóle chce się uczyć od danego nauczyciela, a jeśli tak, to na jakim poziomie chce to zrobić. Dobrze byłoby, gdyby zadał sobie także pytanie: czy wystarczy mu kontakt z lamą na intelektualnym poziomie Wielkiej Drogi, czy też być może najlepszym wyjściem będzie jednak spotkanie się z nauczycielem w pełen sposób i przebudzenie w sobie jego właściwości dzięki bezpośredniej identyfikacji, co jest możliwe dopiero dzięki Diamentowej Drodze.
Jeśli w grę wchodzi ta druga opcja, zawsze dobrze jest przyjrzeć się trzem rzeczom: czy nauczyciel jest nieustraszony, naturalnie radosny i aktywnie współczujący – to znaczy, czy pracuje ciężko dla pożytku innych? To są właśnie trzy najważniejsze właściwości, które dowodzą urzeczywistnienia umysłu. Każdy, kto rozpoznaje to, co istnieje pomiędzy myślami i za nimi oraz jest ich jednocześnie świadomy – kto dostrzega lustro pod obrazami i ocean pod falami – stanie się naturalnie nieustraszony, gdyż świadomość promieniująca w tej przestrzeni jest niezniszczalna i nie można jej w żaden sposób zaszkodzić. To właśnie jest wyzwalający i oświecający wgląd, którym Budda dzieli się ze wszystkimi. Tą samą nieustraszonością musi również emanować Wasz obecny nauczyciel, który go reprezentuje. Jeśli tego brak, pozostaje mu dzielenie się z uczniami skarbem bardziej konceptualnych wskazówek. Ta niewzruszona nieustraszoność i zaufanie, które od 1968 roku z radością obserwowałem u wielu swoich nauczycieli medytacji z Tybetu i Bhutanu, i które dzisiaj inspirują moich niezliczonych zachodnich uczniów, jest rezultatem praktyki w poprzednich żywotach. Właściwości te są wyrazem najgłębszej esencji umysłu, jego stanu prawdy. Z uczucia pewności, że podobny przestrzeni umysł, który istnieje zawsze i wszędzie, jest nieskończenie bogaty, pełen potencjału i swobodnie gra sam ze sobą, wyłania się spontaniczna radość. Wreszcie dzięki tym doświadczeniom stajemy się dobrzy – widzimy wyraźnie, że wszystkie istoty pragną szczęścia, dostrzegamy, że jest ich mnóstwo, a my jesteśmy tylko jednostką. Dlatego przynoszenie pożytku innym jest dużo ważniejsze, niż troszczenie się głównie o siebie.
To właśnie te absolutne właściwości – nieustraszoność, radość i aktywne współczucie – są naszym ostatecznym celem. Powinniśmy także wspierać w tym rozwoju innych – pomagać im w odkrywaniu umysłu. Wróćmy jednak do Waszego pytania o wybór nauczyciela, o jego jakość. W dzisiejszym świecie dobrze jest mieć się na baczności przed nauczycielami, którzy są wyraźnie nieodpowiedzialni albo tchórzliwi, nie obserwują krytycznie działań różnych religii itd. Ludzie zajmujący się dziś duchowością muszą być świadomi, mają obowiązek poznawania informacji o wydarzeniach na świecie i uczulania na nie innych – w przypadku, gdy religie nie stosują się do naszych humanistycznych, zachodnich konstytucji, ideałów i wolności. Wiem, że to stwierdzenie zazgrzyta w wielu amerykańskich uszach, ale każdy, kto dziś głosi komunały, że „wszystkie religie są tym samym”, naraża społeczeństwa demokratyczne na wielkie niebezpieczeństwo, a skutki takiego postępowania są coraz poważniejsze. Podczas gdy dobrze poinformowani obywatele kręcą z niedowierzaniem głowami, większość europejskich polityków pozwala dziś naruszać historyczne wolności naszych społeczeństw pod nieustannym naciskiem średniowiecznej, fanatycznej religii, której zadeklarowanym celem jest opanowanie całego świata.
Jako buddyści potrafimy bardzo jasno zidentyfikować ten kryzys, ponieważ nie przyjmujemy skrajnej postawy „albo-albo” – dobro albo zło. Nasza nauka brzmi, że zło pochodzi z niewiedzy, którą można usunąć, i że wszystkie istoty mają naturę buddy. Dlatego powinniśmy być jednocześnie krytyczni i konstruktywni. Na drodze rozwijania współczucia i mądrości oraz doświadczania tym sposobem, że przestrzeń jest radością, pewne zachowania są bardzo użyteczne, a inne są całkowicie szkodliwe i prowadzą bezpośrednio do cierpienia. Praktykując nauki Buddy możemy to rozróżniać bez odczuwania silnych przeszkadzających emocji, ponieważ jesteśmy świadomi, że wszystkie istoty są na najgłębszym poziomie całkowicie doskonałe i że doskonałość tę można urzeczywistnić stosując właściwe metody. Ludzie funkcjonują jednak na poziomie relatywnym. Pewne kultury i ich działania zbliżają nas do tej doskonałości, a inne prowadzą istoty do stanów głębokiej paranoi i na długo blokują wszelki ludzki rozwój. Choć moraliści często tych środków nadużywają, ogólnie to dobrze, że mamy sądy, więzienia i inne miejsca, w których można umieścić tych, którzy celowo szkodzą innym.

Czy oddanie pojawia się zawsze jako silne uczucie i takim już pozostaje, czy też z czasem się zmienia?

Lama Ole: Chociaż oddanie opiera się na rozpoznaniu własnej niezmiennej natury buddy, jednak ono samo się zmienia. Prawdziwe oddanie jest pełne tęsknoty, radosne i niezmienne – nie staje się ono silniejsze, gdy lama fruwa w powietrzu lub dokonuje innych cudów i nie słabnie, gdy nauczyciel mówi lub robi pozornie dziwne rzeczy. Po prostu myślimy wtedy: „On wie, co robi”. Taka reakcja oznacza, że powstało w nas rzeczywiste zaufanie.

Jak działa oddanie na poziomie medytacji?

Lama Ole: Jako czynnik wzmacniający. Wszystko zależy od tego, ile postawiliśmy w ruletce – to decyduje, ile możemy wygrać. Jeśli postawimy 20 dolarów, czyli w tym przypadku podejmiemy ogólną medytację uspokajania i „utrzymywania” umysłu, wygramy jakieś 200 dolarów – to dobry wynik, lecz niezbyt wiele zmienia w naszej sytuacji. Jeżeli postawimy 200, czyli współczucie i mądrość – pragnienie, by wszystkie istoty osiągnęły szczęście i zrozumienie podobnej do snu natury egzystencji – to wygrana przyniesie nam już jakieś 2000. Ale gdy postawimy wszystko – całkowicie otworzymy się na mądrość emanującą od nauczyciela i jego linii przekazu, oraz będziemy medytować przyjmując całe to błogosławieństwo, otwarci na wygenerowane w ten sposób pole energii, to w końcu staniemy się właścicielami kasyna. Tak to już jest; jeżeli potrafimy uwolnić cały swój potencjał – zewnętrzny, wewnętrzny i tajemny – wówczas dzięki najwyższemu poglądowi, medytacji i działaniu wszystko będzie nasze.

Jak oddanie pojawia się w Twoim umyśle?

Lama Ole: Najsilniej pojawia się jako wdzięczność oraz gdy widzę, że mogę być użyteczny dla innych. Wtedy w myślach dziękuję naszej linii za to, że znalazłem się w takiej sytuacji. Oddanie nie jest pasywne, tak jak konto w banku – powstaje raczej w chwili działania i bycia świadomym. Na przykład, kiedy prowadzę wykład i widzę w oczach słuchaczy zrozumienie: „Mój umysł nie jest rzeczą, nie może umrzeć”, albo: „Dlaczego szukam szczęścia w zewnętrznych przedmiotach i sytuacjach, skoro tylko umysł może być naprawdę szczęśliwy? Może powinienem szukać trwałej radości tam, gdzie rzeczywiście jest?”. Gdy ludziom otwierają się oczy, myślę: „Dzięki wam, Karmapo, Lobpynie Tseczu Rinpocze i Kalu Rinpocze! Dziękuję wam, wszyscy inni lamowie, którzy przekazaliście nauki Hannah i mnie”. W takich chwilach odczuwam obecność ich przekazu.

Czujesz, że w takich chwilach przejawia się błogosławieństwo linii przekazu?

Lama Ole: Tak, ale odbieram to zupełnie nieosobiście. Czuję radość i dzielę się nią bez żadnych ograniczeń. Przeżywam wtedy tylko otwartość i szczęście.

W guru jodze wyrażamy w pewnym momencie życzenia, żeby postrzegać wszystkie formy jako ciało nauczyciela, wszystkie dźwięki jako jego mowę, a każdą radość jako przejawienie się jego umysłu. Jak to się odnosi do czystego poglądu?

Lama Ole: Dla współczesnego, krytycznego słuchacza sens tych słów może być niejasny. Chodzi tu o to, żeby być przez cały czas nieoddzielnym od Schronienia, co pozwala nam widzieć wszystko na najwyższym poziomie. Tu wszelka forma wyraża naturę prawdy tylko dlatego, że może się pojawić. Każdy dźwięk niesie błogosławieństwo mowy Buddy lub mowy nauczyciela i dlatego jest pełną znaczenia mantrą. Każda myśl pokazuje bogactwo umysłu Buddy lub umysłu nauczyciela i dlatego jest doskonała. W ten sposób całe nasze doświadczanie zjawisk staje się wyzwalające i oświecające. Tak bym to rozumiał. To życzenie oznacza, że pragniemy doświadczać wszystkiego jako błogosławieństwa Buddy.

Czy ta wiedza pomaga nam zrozumieć pustkę? Fakt, że umysł jest podobny przestrzeni?

Lama Ole: Łatwo jest odczuwać inspirację i być otwartym, gdy ma się umysł wypełniony dobrymi wrażeniami. Jest to trudniejsze, gdy przeszkadza nam dużo negatywnego „bagażu”. Choć doświadczamy przeszkadzających uczuć tylko przez moment – pojawiają się i nie mogąc pozostać na stałe, po chwili same odchodzą – i tak nieprzyjemnie jest mieć takie emocje. Oczywiście myślenie i mówienie rzeczy pozytywnych także jest snem, relatywną, zmieniającą się iluzją. Jednak napełniając umysł dobrymi wrażeniami dochodzimy do punktu, w którym widzimy tyle piękna wewnątrz i na zewnątrz, że umysł ośmiela się wyjść poza swoje koncepcje i poglądy, i zaczyna doświadczać własnej, doskonałej i przytomnej świadomości. Kiedy ta świadomość zaczyna się pojawiać, nie pragnie się już niczego więcej. Oczywiście to doświadczenie nie usuwa ego całkowicie – będzie ono jeszcze wracać i mówić na przykład: „W zeszłym tygodniu moje przejrzyste światło trwało dłużej niż jego”, albo: „Teraz już niedługo osiągnę oświecenie”. W takich chwilach niektórzy myślą, że stracili to doświadczenie promieniującej przytomności umysłu, ale nie jest to możliwe. Nigdy go nie tracą. Słońce świeci zawsze, również wtedy, gdy po niebie przepływają chmury. Świadomość jest ponadczasowa, a nietrwałe iluzje przemijają. Gdy przestajemy lgnąć do tego, co przychodzi i odchodzi, urzeczywistniamy swobodną przestrzeń umysłu i nigdy już nie opuszczamy tego doskonałego stanu.

Czy istnieją przypadki, gdy oddanie i krytycyzm kłócą się ze sobą?

Lama Ole: Nie, ale musicie być świadomi różnic kulturowych, a potem zdecydować co jest dla was ważniejsze. Nawet przy wielkim XVI Karmapie, którego błogosławieństwo było dla mnie i dla Hannah częstokroć tak porażające jak ładunek elektryczny; którego widzieliśmy jako wszystkich buddów na raz i który na moich oczach, udzielając przekazów mocy, zmieniał się w formy medytacyjne, nie zapominałem o tym, jak wychowała mnie matka – wciąż odwracam wzrok, gdy widzę, jak ludzie jedzą palcami. Również, gdy ktoś zabierał Karmapę do sklepu, żeby kupić mu nowe buty, zostawałem zwykle gdzieś w pobliżu, czytając „International Herald Tribune”. Choć taka wizyta w sklepie – czasem dość długa – była ważna dla ofiarodawców, uważałem że marnują w ten sposób cenny czas Karmapy. Natomiast gdy on sam odwiedzał sklepy z ptakami, byłem zwykle bardzo poruszony, chociaż sam nie jestem miłośnikiem ptaków – nie przepadam za ich zapachem, dotykiem itd. Zazwyczaj wszystkiego dotykam – jeśli tego nie zrobię, nie czuję żywego kontaktu z tym, co mnie otacza – a do ptaków nie można za bardzo się zbliżyć, choć są inteligentne i współczujące. W czasie wizyt Karmapy w tych sklepach, które znajdował zresztą intuicyjnie w miastach, gdzie nie był nigdy wcześniej, wiele się działo. Stał tam przez chwilę, a potem stwierdzał, że dany ptak mówi inteligentne rzeczy, a inny plecie byle co. Potem po prostu wkładał rękę do klatki i ptak, którego pochwalił, siadał mu na dłoni. Wtedy Karmapa go wyjmował, dmuchał na niego itd., po czym właściciel często dawał mu tego ptaka w prezencie albo bardzo obniżał cenę. Karmapa robił to wielokrotnie. Kiedy te ptaki umierały, pozostawały nieruchome, z dziobem zadartym do góry. Wtedy Karmapa mówił: „Teraz medytuje. Dziś wieczorem będzie wyzwolony, wtedy można go będzie pogrzebać”.

W ilu sklepach zoologicznych byłeś z XVI Karmapą?

Lama Ole: Od 1974 do 1977 roku chyba w dziesięciu, a Hannah odwiedziła ich jeszcze więcej. Czasem Karmapa spotykał się z kolekcjonerami, którzy nie sprzedawali ptaków. Raz zawieźliśmy go do pewnego szkockiego ośrodka. Gdy Karmapa wszedł do swego pokoju, trzy ptaki pukały z zewnątrz w szybę dziobami. Zostawiliśmy go samego czując, że to niezwykła sytuacja. Wkrótce potem Karmapa wyszedł do nas, naszkicował jakąś stodołę i powiedział, że utknęły w niej trzy ptaki. Nie przejeżdżaliśmy obok tej stodoły, Karmapa także przyjechał inną drogą, z lotniska Prestwick. Jednak kiedy ludzie wysłani przez Karmapę pojechali we wskazanym kierunku, znaleźli ten budynek, a gdy weszli do niego i otworzyli świetlik, wyleciały stamtąd trzy duże ptaki. Każdy, kto poznał XVI Karmapę miał pewność, że jest on buddą. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. A dziś, zajmujący się religią, a nie polityką XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże – który sam się rozpoznał – mówi, że gdy będzie w wieku XVI Karmapy z czasów kiedy my go znaliśmy – to znaczy będzie miał od 46 do 52 lat – spodziewa się osiągnąć podobne zdolności. Usłyszawszy to nie posiadałem się z radości. Nie ma większego prezentu dla świata. Takie moce dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że nasza rzeczywistość jest zbiorowym snem, widzianym przez okulary zabarwione stanami naszego umysłu. Wiele osób odniesie pożytek ze zrozumienia tego faktu.

I ostatnie pytanie. Jakie wyrazy oddania chciałbyś widzieć u swoich uczniów?

Lama Ole: Ciężką pracę, odwagę, entuzjazm, nieustraszoność, poczucie humoru, podstawowe zaufanie do siebie i innych. Chciałbym, by moi uczniowie podnosili „poziom mentalny” wszędzie, gdzie się pojawią. Często widziałem, jak to się wydarza spontanicznie. Znam w Kopenhadze popularnych modeli – mężczyzn. Wyglądają jak nordyccy bogowie, ich twarze są jak wyrzeźbione, o idealnych proporcjach. Gdy miałem jeszcze czas, żeby chodzić na ich imprezy, obserwowałem jak tylko siedzą w niedbałych pozach – wspaniali i piękni – i uważają, żeby nie spadł im z nosa kosztowny, biały puder. Potem nagle wchodziły dwie, czy trzy nasze buddystki i dopiero wtedy zabawa naprawdę się zaczynała. Do momentu ich pojawienia się wszystko już było gotowe – muzyka, piękne ciała, drinki itd., ale nie było iskry potrzebnej, żeby naprawdę zaczęło się coś dziać. Zawsze tacy jesteśmy. Dlatego niektórzy ludzie o „monastycznych” charakterach uważają nas za fatalnych buddystów. Wykorzystują nasz własny wewnętrzny żart, że jesteśmy „ĺinią imprezową”, i tak nas nazywają. Ale jak wiecie, każda religia, która traci dostęp do transcendencji, staje się muzealnym zabytkiem. Podstawą wspólnej pracy i najlepszym sposobem pogłębienia bliskości między ludźmi jest po prostu dobra impreza – nic tak skutecznie nas ze sobą nie łączy. Tylko proszę: niech to nie będzie „rave party”…
Takie spotkanie to doskonały prezent dla buddów – w jednej chwili możemy podarować im zdrowie, piękno, siłę i miłość wszystkich wspaniałych ludzi na parkiecie: ich ruch, światła dookoła; całe bogactwo, którego wtedy doświadczamy. Nasza najwyższa nauka brzmi, że najwyższa radość jest najwyższą prawdą. Gdy ktoś wygląda jak trzy tygodnie mżawki i moralizuje, a jednocześnie twierdzi, że ma niezwykłe osiągnięcia duchowe, powinniście powiedzieć: „Wybacz, ale to dla mnie za wysoki poziom”. Prawdy dotykamy w chwilach całkowitej świeżości, będąc w tu i teraz – to w tych momentach pojawiają się w naszym umyśle doświadczania „aha!”. Szybka jazda na motorze, skoki ze spadochronem i wszystkie inne ekscytujące sytuacje budzą w nas to zrozumienie. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nasze wewnętrzne i tajemne zdolności są niewiarygodne. Im więcej z wewnętrznego potencjału potrafi przebudzić w nas nauczyciel, tym więcej powinniśmy, moim zdaniem, odczuwać wobec niego oddania i wdzięczności.

Czy chciałbyś powiedzieć coś jeszcze o oddaniu?

Lama Ole: Po prostu odnajdźcie je i rozwińcie.

Opracowanie: Ewa Gajownik, Joanna Niesłuchowska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Współczucie i mądrość są kluczem - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Zasada mandali - Lama Ole Nydahl | Wydarzało się to po prostu spontanicznie - Dzigme Rinpocze | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Oddanie - Lama Ole Nydahl | Być pożytecznym - Lama Ole Nydahl | Wskazówki do medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Nie ma żadnego powodu, żeby nie zrobić czegoś dobrego - Topga Rinpocze | Cytat - Guru Rinpocze | Możesz cieszyć się radościami życia - Lena Leontiwa | Co robić, zanim staniemy się buddą - Lama Ole Nydahl | Stupa od kuchni - Florindą i Guido Czeija | Życie Gendyna Rinpocze - Mira Starobrzańska | Przepowiednie Karmapy - Buddhismus Heute 50 | Mekhala i Kanakhala - Mira Starobrzańska | Drzewo schronienia - Mira Starobrzańska | Kapala - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Buddyjskie cywilizacje VII-XII wieku na terenie obecnego Dalekiego Wschodu Rosji - Aleksandra Tretjakowa | O medytacji, falach theta i profesorskim Karmapa Czienno - Wasilisa Miszuchina | 4 podstawowe rozmyślania z perspektywy astrofizyka - Blakesley Burkhart | Ameryka Południowa - Michał Bobrowski | Polski weekend w EC - Karolina Karkosińska i Hubert Bramowicz | KIBI - Magdalena Rydzewska i Jarek Kochanowicz | W medytacji stajemy się lamą - Karol Ślęczek | Zagórzany - Ekipa Zagórzan | Bartołty - Bartołty Team | Znamin - Thomas Friedman | East Side Mandala - East Side Mandala team | Kolejny krok - Grupa moreEC | News |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: