DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 51 -> Możesz cieszyć się radościami życia

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Możesz cieszyć się radościami życia

Lena Leontiwa
_________

Krótka biografia Marpy

Marpa wszystko robił w stu procentach – czymkolwiek by się nie zajął, zawsze to kończył. Jeśli walczył, walczył do końca. Jeśli pił, pił na umór. Jeśli się uczył, uczył się aż do skutku.


Niektóre religie niszczą kulturę, którą zastają po to, by na gruzach jej świątyń zbudować swoje. Buddyzm jednak zawsze rozwijał się inaczej – zwykle na początku był po prostu ciekawą alternatywą dla elit. Na przestrzeni ostatnich 1500 lat nazywany był na wielu obszarach Azji „królem religii”. Pojawiał się najczęściej w nowej kulturze w ten sam sposób – w pewnym momencie jakaś wykształcona i zamożna osoba (często był to król) odwiedzała sąsiednie kraje, w których praktykowano buddyzm. Tam podróżnik taki poznawał kilka buddyjskich prawd, które przypadały mu do gustu. Po powrocie do domu czytał kolejne buddyjskie teksty, zapalał kadzidełka przed posągiem Buddy i w końcu zaczynał praktykować. Po jakimś czasie najbliższe otoczenie zauważało zmiany w charakterze i sposobie bycia nowego buddysty – ktoś taki stawał się bardziej zrelaksowany, radosny, nieustraszony i współczujący, co z kolei inspirowało innych. W ten sposób zainteresowanie naukami Buddy rosło i docierało do pozostałych warstw społeczeństwa.
Marpa Tłumacz należy do „drugiej fali” rozprzestrzeniania buddyzmu w Tybecie. „Pierwsza fala”, zwana także „falą króla”, którą zapoczątkował w VIII wieku przez król Trisong Detsen oraz nauczyciele tacy jak Szantarakszita, Kamalaszila i Padmasambawa, zakończyła się niepowodzeniem – 100 lat po przeniesieniu buddyzmu do Tybetu królowi Langdarmie, który panował zaledwie przez sześć lat, udało się zniszczyć wszystkie buddyjskie instytucje. Nauki zostały zakazane i przez następnych 200 lat praktykowano je tylko w kręgach rodzinnych. W „drugiej fali” nastąpił ruch oddolny – wielu młodych bohaterów pochodzących z różnych warstw społeczeństwa tybetańskiego, wyruszyło wtedy do Indii po nauki Buddy, by sprowadzić je znowu do ojczyzny.
Marpa urodził się w 1021 roku w urodzajnej dolinie Lhodrag, w Południowym Tybecie. Jego rodzice byli dobrze sytuowanymi posiadaczami ziemskimi – należało do nich całe zbocze górskie, mieli wielu pracowników itd. W dzieciństwie Marpa był po prostu… łobuzem. Po latach napisał w swojej autobiografii: „Będąc dzieckiem uwielbiałem się upijać i bić”. Mały Marpa terroryzował wioskę tak skutecznie, że pewnego razu do jego ojca zawitała delegacja sąsiadów mówiąc: „Prosimy cię, wymyśl coś, żeby uspokoić swojego syna. Jeśli nic z nim nie zrobisz, będziemy musieli się wszyscy przeprowadzić do innej doliny”. Ojciec Marpy wziął sobie do serca prośby sąsiadów i znalazł dla niego nauczyciela dharmy, który mieszkał z dala od ich rodzinnej wioski. Okazało się, że nie był on zwykłym lamą, lecz słynnym uczonym i tłumaczem, zwanym Drogmi Lotsała – wymienia się go zwykle wśród pierwszych nauczycieli szkoły Sakja w Tybecie.
Marpa miał 12 lat gdy spotkał Drogmi Lotsałę. Już po trzech latach nauczył się wszystkiego, co jego lama mógł mu przekazać. Zrozumiawszy, że nauczyciel nie może już dać mu żadnych nowych wyjaśnień, młody Marpa postanowił wyruszyć do Indii i tam, u samego źródła, poszukać najlepszych mistrzów. Można sobie tylko wyobrazić, jak trudna była to podróż w tamtych czasach. W Tybecie, który leży na wysokości 3000 m n.p.m., panuje klimat arktyczny. Po drodze na południe Marpa musiał pokonać niebezpieczne, pokryte śniegiem przełęcze górskie, położone na wysokości 6000 m. Górskie pustkowia pełne były dzikich zwierząt, grasowały tam też bandy rabusiów. Marpa pragnął jednak za wszelką cenę otrzymać nauki Buddy i dlatego nie dbał o niebezpieczeństwa. Pewnego dnia spotkał po drodze starszego i bogatszego od siebie Tybetańczyka o imieniu Njo, który również zmierzał do Indii w poszukiwaniu buddyjskich nauczycieli.
Zbliżając się do Nepalu, który pod względem wysokości nad poziomem morza oraz klimatu znajduje się dokładnie pośrodku drogi pomiędzy Tybetem i Indiami, Marpa spotkał dwóch lamów, którzy byli uczniami indyjskiego jogina Naropy. Znane są imiona niektórych indyjskich mahasiddhów epoki tantrycznej, która trwała od VI do XII wieku. Prawdopodobnie część z nich to postaci fikcyjne, ale o kilku można śmiało powiedzieć, że rzeczywiście żyli i nauczali w tym czasie. Naropa z całą pewnością był postacią historyczną – podróżnik o imieniu Nagtso Lotsała, który przebywał w Indiach w 1040 roku, prawdopodobnie na krótko przed śmiercią Naropy, wspomina o nim w swoich pamiętnikach. Pisze w nich, że Naropa był tak sławny i szanowany, że nawet lokalni królowie uważali za wielkie błogosławieństwo możliwość spotkania z nim i oddania mu szacunku poprzez położenie sobie na głowie jego stopy. Był jakoby „wyraźnie korpulentny, a jego białe włosy ufarbowane henną na połyskliwy, czerwony kolor, okrywał cynobrowy turban. Żującego liście betelu, niosło w lektyce czterech mężczyzn”. Marpa uczył się przez trzy lata od uczniów Naropy w Nepalu – chłonąc wszelkie wyjaśnienia i instrukcje wkraczał tym samym w pole mocy Naropy. Kiedy skończył 19 lat, wyruszył w dalszą podróż do Indii. Tam udał się prosto do miejsca, w którym przebywał Naropa. Chociaż niektóre źródła opisują je jako klasztor, na pewno tak nie było – nazywało się ono „Pola pokryte kwiatami” i nie było tam ani jednego mnicha. W rzeczywistości było to miejsce odosobnieniowe, w którym joginki i jogini spotykali się, by móc wspólnie praktykować i otrzymywać nauki od słynnych mistrzów. Kiedy Marpa przybył do Indii w 1031 roku, miał przed sobą jeszcze dziewięć lat nauki u wielkiego mahasiddhy Naropy, aż do jego śmierci.
W czasie pobytu w Indiach Marpa odwiedzał wielu tantrycznych nauczycieli, otrzymywał nauki, błogosławieństwa i instrukcje medytacyjne. Wszystko to spisał i przetłumaczył na tybetański, pragnąc zabrać ów skarb do Tybetu i przekazać go jego mieszkańcom. Był przekonany o wielkiej wartości wszystkich większych i mniejszych przekazów, które otrzymał zarówno od słynnych mistrzów, jak też od „zwykłych medytujących”, którzy praktykowali wtedy w jaskiniach i na cmentarzyskach Indii.
Po latach Marpa powiedział, że miał 108 nauczycieli. Do dzisiejszego dnia znane są imiona 13 z nich, a dwóch – Naropa i Maitripa – było rdzennymi guru Marpy. Wyjaśniając, dlaczego uczył się od tak wielu nauczycieli, Marpa powiedział kiedyś: „Chociaż jednemu nieoświeconemu uczniowi wystarczy w zupełności jeden oświecony nauczyciel, na życzenie Naropy szukałem także innych guru”. Wielki mahasiddha Naropa zdawał sobie z pewnością sprawę z tego, że buddyzm w Indiach nie przetrwa, ponieważ muzułmanie już wtedy napierali na granice kraju. Głosząc hasła dżihadu przeciwko niewiernym rozpoczęli „świętą wojnę” w północnych Indiach. Począwszy od 1000 roku, wódz Mahmud Gaznawy siedemnaście razy uderzał na Indie. Po tych najazdach z niezliczonych buddyjskich świątyń i klasztorów nie pozostał przysłowiowy kamień na kamieniu, a medytujący i studiujący w nich mnisi wycięci zostali w pień. Dlatego właśnie wielu indyjskich mahasiddhów tak chętnie nauczało przyjezdnych, zwłaszcza Tybetańczyków – mistrzowie ci zdawali sobie sprawę z tego, że w nadchodzących ciężkich latach buddyzm tantryczny przetrwa jedynie za gigantyczną, ośnieżoną ścianą Himalajów.
Naropa pragnął więc, by Marpa został jego następcą i zapoczątkował w Tybecie ważną linię przekazu, dzięki której wielu praktykujących osiągnie oświecenie. Dlatego zależało mu na tym, żeby Marpa poznał wielu indyjskich mahasiddhów i zapoznał się z ich różnymi stylami nauczania, tak aby później mógł korzystać z tego bogactwa po powrocie do ojczyzny. Tak też się stało – zebrawszy wiele instrukcji i wyjaśnień, Marpa pożegnał się wreszcie z Naropą i wyruszył w drogę powrotną do Krainy Śniegów. Towarzyszył mu stary znajomy – Njo – z którym kilkakrotnie spotkał się także wcześniej w Indiach. Jak to mężczyźni, obaj podróżni wiele pili i jedli w przydrożnych zajazdach i przy różnych okazjach popisywali się wiedzą na temat dharmy. Z tych dysput zawsze zwycięsko wychodził Marpa, co budziło u Njo rosnącą zazdrość. Widząc ogromną ilość notatek i tłumaczeń na tybetański, które wiózł ze sobą Marpa, Njo myślał: „Cała jego wiedza zapisana jest na tym papierze. Jeśli się tylko uda mi się tego pozbyć, zostanę największym uczonym w Tybecie”. Wreszcie kiedy przekraczali Ganges, Njo w tajemnicy namówił przewoźnika, żeby ten wyrzucił książki Marpy do wody. Kiedy Marpa odkrył, że jego teksty przepadły, przez moment był głęboko zrozpaczony. „Może najlepiej byłoby – zastanawiał się – gdybym rzucił się do rzeki w ślad za moimi notatkami i również utonął?”. Szybko jednak otrząsnął się z tych czarnych myśli, gdyż intuicyjnie czuł, że cała jego rzeczywista wiedza i mądrość tkwią w sercu, więc nie przepadły wraz z książkami. Umocniwszy się w tym przekonaniu, powiedział do Njo: „Jak możesz nazywać siebie nauczycielem dharmy, skoro jesteś podatny na takie uczucie, jak zazdrość? Powinieneś teraz oczyścić swój umysł, praktykując na odosobnieniu!”. Chociaż Marpa bardzo szybko przestał żywić urazę do Njo, pomyślał: „Jeśli będę kontynuował podróż w jego towarzystwie, nagromadzę negatywne emocje”. Dlatego postanowił odłączyć się od swego towarzysza i w dalszą podróż ruszył sam.
Marpa odwiedził Indie trzykrotnie. Kiedy wrócił z pierwszej wyprawy, zgromadziła się wokół niego grupa pierwszych tybetańskich uczniów. Kilkakrotnie też się żenił. Jego główną partnerką była Dagmema, której imię oznacza po tybetańsku „kobieta bez ego”. Miał siedmiu synów i kilka córek. Założył trzy ośrodki studiów dharmy i centrum odosobnieniowe w rodzinnej dolinie, podobne do tego, jakim kierował Naropa – było to gospodarstwo, w którym uczniowie Marpy mieszkali, pracowali i praktykowali. Jeszcze inni medytujący odwiedzali to bezpośrednie pole mocy jedynie na krótko, aby wziąć udział w wykładach i inicjacjach. Marpa pozostawił bogatą spuściznę przekładów z sanskrytu na tybetański – były to najróżniejsze teksty tantryczne, komentarze, poematy, traktaty historyczne, filozoficzne i logiczne oraz wyjaśnienia do wielu praktyk. Miał wielu uczniów – pięciu z nich zostało dzierżawcami różnych pochodzących od niego przekazów. W ten sposób Marpa zainicjował tradycję praktyki, która została później nazwana Kagyu – Ustną Linią Przekazu Słów Buddy. Nazwa nie oznacza wcale, że szkoła Kagyu odrzuca teksty pisane. W linii tej było wielu słynnych uczonych, którzy napisali ważne i obszerne komentarze i traktaty filozoficzne, jednak główny nacisk kładzie ona na bezpośredni, ustny przekaz. Podejście to było zresztą typowe dla buddyzmu już od czasów samego Siakjamuniego – prawdziwe wyjaśnienia i doświadczenia mogą być przekazane jedynie przez żyjącą osobę, przez kogoś, kto sam praktykował nauki i je urzeczywistnił. Dzięki spotkaniu z taką osobą, nie tylko można usłyszeć słowa dharmy, ale także doświadczyć ich znaczenia i otrzymać głębokie błogosławieństwo. Wielu z przekazywanych w Tybecie nauk nigdy nie spisano, dlatego nie sposób jest znaleźć je w książkach – można je tylko otrzymać osobiście od doświadczonego nauczyciela, metodą „z ust do uszu”. Ten sposób przekazywania dharmy bardzo przemawiał do Tybetańczyków, którzy będąc zwykle dzikimi i silnymi wojownikami, od razu pragnęli przejść do sedna sprawy.
Analizując różne historie z życia Marpy Tłumacza, napisane przez różnych autorów, można natknąć się na wiele rozbieżności co do datowania określonych wydarzeń. Próby skorygowania takich niejasności prowadzą czasami do nowych odkryć. Jednym z nich jest to, że Marpa opuścił Indie jeszcze za życia Naropy, prawdopodobnie po sześciu latach pobytu, w 1038 roku. Naropa, jego główny nauczyciel, zmarł w 1049 roku. Marpa nic jednak nie wiedział o jego odejściu, udał się więc do Indii ponownie, prawdopodobnie w tym samym roku. Wtedy usłyszał, że Naropa „wkroczył w działanie”, co Lama Ole wyjaśnia jako śmierć. Ciekawe jest to, że tylko jeden z wcześniejszych biografów Naropy wpadł na taki sam pomysł – był nim Gö Lotsała Zhönnu Pal, autor „Niebieskich Annałów”. Zhönnu Pal także zasugerował, że to wyrażenie oznacza śmierć. Znaczyłoby to, że kiedy Marpa po raz drugi przybył do Indii, Naropa już nie żył. Po przybyciu na miejsce, Marpa szukał swojego ukochanego guru dopóty, dopóki nie spotkał jego pola mocy lub „świetlistego ciała” – Stanu Radości. Oznacza to, że Marpa był już wtedy na wysokim stopniu bodhisattwy i mógł komunikować się z formami energii i światła – buddami Sambogakaji. Podczas tego drugiego spotkania miało miejsce niezwykle ważne dla linii Kagyu zdarzenie. Naropa, w Stanie Radości, wypromieniował w przestrzeni formę Hewadżry z energii i światła – postać osobistego jidama Marpy. Wizja ta zrobiła na Marpie ogromne wrażenie. „Kogo pozdrowisz najpierw – zapytał Naropa – jego czy mnie?”. Marpa, pchany wewnętrznym impulsem, najpierw pokłonił się jidamowi. Naropa stwierdził wtedy: „Popełniłeś błąd! Dla nas najważniejszy jest nauczyciel!”.
Po tym doświadczeniu Marpa ciężko się rozchorował. W końcu był prawie umierający. Od czasu do czasu tracił świadomość, a kiedy ją znowu odzyskiwał, myślał: „Przez ostatnich dziesięć lat byłem lamą. Zawsze wiedziałem, że wszystkie jidamy są wypromieniowaniami nauczyciela. Tego samego uczyłem swoich uczniów. Dlaczego więc pokłoniłem się najpierw przed Hewadżrą, zamiast pozdrowić jako pierwszego Naropę? Musiało to być oczyszczenie splamień z poprzednich żywotów”. Kiedy tak leżał, członkowie jego rodziny, przyjaciele i uczniowie zastanawiali się, w jaki sposób mogą mu pomóc, jak mogą go wyleczyć. Słysząc, że chcą posłać po lekarzy i kupić dla niego lekarstwa, powiedział: „Drodzy bracia i siostry w dharmie! To czy umrę, czy przeżyję, zależy wyłącznie od karmy Tybetańczyków. Jeśli mają na tyle dobrą karmę, żeby dalej otrzymywać ode mnie nauki, i tak przeżyję, niezależenie od tego, czy podacie mi właściwy lek, czy też nie. Jeżeli jednak nie mają takiej karmy i tak umrę, obojętne jak bardzo będziecie się starali mnie wyleczyć. Nie wydawajmy więc niepotrzebnie pieniędzy sangi i zaufajmy w pełni naturze zjawisk!”. Wkrótce potem Marpa wyzdrowiał, co oznaczało, że Tybetańczycy mieli dużo dobrej karmy – dotyczy to teraz także nas, na Zachodzie. Potem przyszedł czas pożegnania z Naropą. Marpa poprosił guru, by ten przepowiedział przyszłość linii przekazu. Martwiła go kwestia wyboru pomiędzy życiem świeckim lub klasztornym, kwestia stylu życia, która była bolączką praktykujących buddystów od czasów samego Buddy.
Marpa wiedział, że nie nadaje się na mnicha – kochał kobiety i lubił alkohol, cieszył się nieustannie wszystkimi przyjemnymi aspektami życia. Chcąc jednak mieć pewność, jakie postępowanie będzie najwłaściwsze, zapytał Naropę: „Czy powinienem złożyć ślubowania mnicha i zażądać tego samego od moich uczniów?”. Naropa odpowiedział: „Nie musisz tego robić, skoro twoje pożądanie jest tak konkretne i oczywiste, jakby było wykute w kamieniu. Jeżeli natomiast chodzi o twoich uczniów, w przyszłości praktykujący w twojej linii będą zarówno ludźmi świeckimi, jak też mnichami – wszyscy oni spowodują, że linia będzie się rozprzestrzeniać i rozwijać. Możesz cieszyć się radościami życia, ponieważ nie jesteś przez nie schwytany”. Marpa odbył swoją ostatnią podróż do Indii, kiedy miał już ponad 60 lat. Udał się w nią sam i można zadać pytanie, po co tam pojechał? Przecież jego rdzenny nauczyciel od dawna już nie żył! Analiza różnych historii z życia Marpy prowadzi do następującego wniosku: chciał się tam spotkać z Maitripą. Będąc doświadczonym praktykującym Marpa wiedział, że powinien mieć żyjącego rdzennego nauczyciela. Naropa już co prawda nie żył, ale w Indiach nauczał nadal słynny z urzeczywistnienia mahamudry Maitripa, który był jednocześnie uczniem Naropy. Wszystko to zdawało się świadczyć o tym, że jego przekaz był czysty i wiarygodny.
Przyglądając się spuściźnie Marpy zauważamy, że zawiera ona wiele tłumaczeń różnych prac Tilopy, Naropy, Sarahy, Kukkuripy, Dharikapy oraz innych mahasiddhów, ale tylko jeden przekład prac Maitripy. Może to oznaczać, że Marpa spotkał Maitripę stosunkowo późno – wtedy, kiedy był już znanym nauczycielem i nie tłumaczył tekstów. Współcześnie uczeni przypuszczają, że Maitripa urodził się albo w 995 albo w 1007 roku – obie te daty wskazują, że był stosunkowo młody, kiedy Marpa po raz pierwszy i drugi przybył do Indii. Można z tego wyciągnąć przekonujący wniosek, że Marpa spotkał Maitripę dopiero podczas swojej trzeciej i ostatniej wyprawy do Indii. Następnie, po otrzymaniu od niego przekazu mahamudry, wrócił do Tybetu. W ten sposób, dzięki Marpie, dotarły ponownie do Kraju Śniegów najgłębsze i najważniejsze nauki udzielone przez Buddę i praktykowane przez mistrzów tantrycznych w Indiach.
Prace Marpy wskazują na jego głębokie oddanie dla nauczycieli i poglądu Diamentowej Drogi. Tylko w książkach Marpy możemy przeczytać o zjednoczeniu błogości i pustki – pozostali historyczni lamowie nie odnoszą się do tego delikatnego i tajemnego tematu w swoich tekstach. Na około tysiącu stronach swych pisemnych wyjaśnień Marpa wspomina nauki mahajany, takie jak paramity, tylko kilkakrotnie i to zawsze po to, aby zaznaczyć, że na tej ścieżce potrzeba dla osiągnięcia oświecenia trzech nieskończonych kalp, podczas gdy praktykując Diamentową Drogę można urzeczywistnić naturę umysłu w ciągu jednego życia. Marpa po prostu nie zajmuje się wyjaśnianiem stopniowej ścieżki do osiągnięcia stanu Buddy. Jego głównym celem jest ukazanie zdolnym uczniom zalet bezpośredniej drogi do tego celu – praktyki tantr i Wielkiej Pieczęci. Metody te, wykorzystujące głębokie oddanie i umiejętność utrzymywania najwyższego poglądu, mogą szybko przekształcić zwykły umysł w umysł Buddy.

Tekst powstał w oparciu o pracę doktorską autorki.

Opracowanie: Xenia Chudy

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Współczucie i mądrość są kluczem - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Zasada mandali - Lama Ole Nydahl | Wydarzało się to po prostu spontanicznie - Dzigme Rinpocze | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Oddanie - Lama Ole Nydahl | Być pożytecznym - Lama Ole Nydahl | Wskazówki do medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Nie ma żadnego powodu, żeby nie zrobić czegoś dobrego - Topga Rinpocze | Cytat - Guru Rinpocze | Możesz cieszyć się radościami życia - Lena Leontiwa | Co robić, zanim staniemy się buddą - Lama Ole Nydahl | Stupa od kuchni - Florindą i Guido Czeija | Życie Gendyna Rinpocze - Mira Starobrzańska | Przepowiednie Karmapy - Buddhismus Heute 50 | Mekhala i Kanakhala - Mira Starobrzańska | Drzewo schronienia - Mira Starobrzańska | Kapala - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Buddyjskie cywilizacje VII-XII wieku na terenie obecnego Dalekiego Wschodu Rosji - Aleksandra Tretjakowa | O medytacji, falach theta i profesorskim Karmapa Czienno - Wasilisa Miszuchina | 4 podstawowe rozmyślania z perspektywy astrofizyka - Blakesley Burkhart | Ameryka Południowa - Michał Bobrowski | Polski weekend w EC - Karolina Karkosińska i Hubert Bramowicz | KIBI - Magdalena Rydzewska i Jarek Kochanowicz | W medytacji stajemy się lamą - Karol Ślęczek | Zagórzany - Ekipa Zagórzan | Bartołty - Bartołty Team | Znamin - Thomas Friedman | East Side Mandala - East Side Mandala team | Kolejny krok - Grupa moreEC | News |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: