DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 51 -> Co robić, zanim staniemy się buddą

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Co robić, zanim staniemy się buddą

Lama Ole Nydahl
_________

Wywiad ukazał się 10 lutego 2012 roku w Dzienniku Bałtyckim Polska the Thimes.


Lubi pan powtarzać, że buddyzm Diamentowej Drogi jest jak diament – odbija kolor otoczenia, nie tracąc jednak nic ze swojej esencji i blasku. Jaki w takim razie jest polski buddyzm?

Lama Ole: Najłatwiej byłoby powiedzieć, że tęczowy. Ale myślę, że polski buddyzm jest koloru czerwonego – oczywiście nie w sensie politycznym, ale emocjonalnym – to kolor krwi: symbolizuje głębokie uczucia, nadzieje i idealizm. Buddyzm jest najlepszym diamentem ze wszystkich religii, dlatego że zawiera w sobie wszystko, czego oczekują od swojego życia ludzie, którzy chcą uczynić je ważnym. Przyciągamy w Polsce i w innych częściach Europy coraz większą liczbę osób, ponieważ jesteśmy religią doświadczenia. Ludzie dostają od nas komunikat, żeby sami czegoś doświadczyli, a nie tylko uwierzyli na słowo.

W Polsce potrzeba wiary w wyższą siłę, która ingeruje w nasze życie. Czy trudno szerzyć więc tutaj buddyzm, który jest w wielu aspektach pragmatyczny i skupia się bardziej na relacjach poziomych: wewnątrz- i międzyludzkich? 

Lama Ole: W Europie jest naprawdę wielu buddystów, więcej niż w innych miejscach na świecie. Najwięcej jest nas w Niemczech, dlatego że zaczęliśmy tam nauczać wcześniej i wszystko jest świetnie zorganizowane – założyliśmy tam już 140 ośrodków. W dużo większej Rosji mamy ich około 150. Polska jest gdzieś pomiędzy tymi dwoma krajami. Kiedy potrzebuję zebrać w tydzień tysiąc osób, dzwonię do Europy. Ale kiedy potrzebuję 10 tysięcy w jeden dzień, wówczas dzwonię do Polski. Bo wiem, że moi polscy przyjaciele rzucą wszystko i przyjadą ze mną pracować, jeśli będzie taka potrzeba.

Jak został pan buddyjskim nauczycielem – lamą?

Lama Ole: Prawdopodobnie byłem nim w poprzednim życiu, bo zawsze bardzo interesowałem się wschodnią Azją, zwłaszcza jej północną częścią. W 1968 roku moja żona i ja po raz pierwszy pojechaliśmy do Nepalu i spędziliśmy tam cztery lata. Spotkaliśmy najbardziej ekscytujących i przekonujących zarazem lamów. Mieliśmy dużo szczęścia – wcześniej studiowaliśmy filozofię w Kopenhadze i innych europejskich miastach, więc nie musieliśmy zaczynać od pobytu w klasztorze i studiowania książek, lecz spędzaliśmy czas na rozmowach z tymi niezwykłymi, mądrymi joginami. To było dla nas głębokie przeżycie i ważny czas w naszym życiu – przekonali nas, że możemy się rozwijać używając buddyjskich metod. Nie brakowało też podczas naszych spotkań poczucia humoru i zabawy. Do dziś pamiętam szerokie uśmiechy na twarzach naszych nauczycieli.

W końcu XVI Karmapa wybrał pana na osobę, która będzie szerzyć buddyzm w zachodniej Europie...

Lama Ole: Powiedział nam: „Sprawdźcie, czy Wasi przyjaciele nie chcą nauczyć się naszych metod”. Okazało się, że chcieli. Dziś mamy 620 ośrodków na całym świecie

Regularnie je pan odwiedza, dwa razy do roku objeżdżając cały świat. Ma pan w ogóle dom, czy przy takim trybie życia spędza pan cały rok w podróży?

Lama Ole: W niektórych miastach, w których regularnie bywam, mam w ośrodku buddyjskim pokój, z którego mogę korzystać. Przechowuję tam głównie ubrania. Wiem, że zawsze mogę tam wejść, przebrać się i zostawić je do czasu, kiedy będę tam następnym razem. Cóż, jestem koczownikiem na pełen etat (śmiech).

Zanim zainteresował się pan buddyzmem, był pan hippisem.

Lama Ole: Ale nigdy nie wyglądałem jak hippis... Wcześniej przez cztery lata byłem też bokserem, uczyłem się wielu różnych rzeczy. Zawsze bardzo interesowałem się umysłem – jak zresztą wiele osób w tamtym czasie. Moja praca dyplomowa z filozofii dotyczyła Aldousa Huxleya i jego słynnych esejów – „Filozofii wieczystej”, „Drzwi percepcji”, „Nieba i piekła”. Był niezwykłym człowiekiem.

Początkowo zajmował się pan też przemytem narkotyków...

Lama Ole: Na początku przemycałem złoto (śmiech). W tych eksperymentach życiowych chodziło też o to, żeby poznać umysł i zobaczyć, jakie ma możliwości.

I stwierdził pan, że buddyzm jest lepszą drogą do poznania umysłu niż środki psychoaktywne?

Lama Ole: Tak. Nie przestałem jednak jeździć szybkimi motocyklami czy skakać ze spadochronem – ciągle sprawdzam więc mój stary umysł w różnych, niecodziennych sytuacjach. Ale jedyną rzeczą, która daje odpowiedzi na wszystkie pytania i wszystko w sobie zawiera, jest buddyzm. Nauki Diamentowej Drogi są naprawdę niesamowite.

Z powodu łatwości w dopasowywaniu się do współczesnego świata buddyzm ma jednak wielu oponentów. Sugerują oni, że to złożona z kilku zgrabnych powiedzonek i uniwersalnych morałów pop-religia – nie polemizuje z zachodnim, konsumenckim stylem życia, ani nie kwestionuje osiągnięć nowożytnej nauki.

Lama Ole: Naszym celem jest przynoszenie ludziom pożytku. Nie obiecujemy im jakiegoś raju po śmierci, naszym celem jest życie tu i teraz. I jeśli ludzie czerpią z tego korzyści, czuję że robię to, co powinienem.

I nie tracicie w ten sposób nic z oryginalnych nauk Buddy?

Lama Ole: Budda nauczał przez 45 lat – zaczął w wieku 35 lat i dożył 80. Udzielał nauk trzem rodzajom ludzi. Podstawowa tradycja – therawada – była skierowana do tych, którzy chcieli przede wszystkim uniknąć cierpienia i problemów – byli to zazwyczaj mnisi lub mniszki. Tym, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej – a były to zwykle osoby świeckie, funkcjonujące w centrum życia – udzielił nauk o motywacji przynoszenia pożytku innym i rozwijaniu współczucia i mądrości. Trzeci, najwyższy poziom, to wykorzystanie pełnego potencjału umysłu. Chodzi w nim o to, żeby wszystko postrzegać na najwyższym poziomie i nigdy nie opuszczać tej czystej krainy, którą sami stwarzamy. W ten sposób osiągamy przeznaczoną nam przestrzeń szczęścia, która jest między myślami, zna myśli i rozpoznaje samą siebie. Wtedy pojawia się przekonanie, że samo zwierciadło jest ważniejsze niż nawet najpiękniejszy obraz, który może się w nim pojawić. A pełna mocy głębia oceanu ma dużo większe znaczenie niż wszystkie fale, które pojawiają się na jego powierzchni. Ten poziom został przekazany joginom. 

Jakie jest w tym miejsce buddyzmu Diamentowej Drogi? 

Lama Ole: Budda zostawił po sobie wiele nauk: 108 ksiąg – czyli Kandziur – które zawierają 84 tysiące nauk. Pierwszych 21 tysięcy (Winaja) dotyczy przywiązania, drugie 21 tysięcy (Sutra) – gniewu, a kolejne 21 tysięcy (Abidharma) – niewiedzy i pomieszania. Ostatnia grupa 21 tysięcy nauk – nazywana Diamentową Drogą lub wadżrajaną – zawiera wskazówki, jak zachowywać się jak budda, aż do momentu kiedy sami się nim staniemy. 

Jesteście najbardziej popularnym na Zachodzie, ale nie jedynym odłamem współczesnego buddyzmu.

Lama Ole: Budda miał bardzo inteligentnych uczniów, byli na poziomie Sokratesa, Platona, Sofoklesa, Diogenesa, Arystotelesa czy Heraklita. Co więcej, tuż przed śmiercią powiedział: „Mogę umrzeć szczęśliwy, nie zatrzymałem żadnej nauki w zamkniętej dłoni – wszystko, co może wam przynieść pożytek, już Wam dałem”. Ponieważ niektórzy uczniowie zaczęli pytać: „W co powinniśmy teraz wierzyć?”, co w pewnym sensie trąciło fanatyzmem, Budda powiedział również: „Nie wierzcie nawet w jedno moje słowo tylko dlatego, że wypowiedział je Budda, ale sprawdzajcie wszystko sami”. A jego ostatnie słowa brzmiały: „Bądźcie swoim własnym przewodnim światłem”, lub jak byśmy to ujęli dzisiaj – ufajcie sami swojej krytycznej inteligencji.

Buddyzm uczy, jak unikać cierpienia. Tymczasem chrześcijaństwo przekonuje, że cierpienie uszlachetnia, czyni nas lepszymi. Uważa pan taki pogląd za nieprawdziwy?

Lama Ole: Nie, to dobry pogląd dla tych, którzy tak myślą. Wszystko, co satysfakcjonuje ludzi, jest dla nich dobre. Natomiast z buddyjskiego punktu widzenia cierpienie jest skutkiem niewiedzy. Podejmujemy błędne wybory, które prowadzą do nieprzyjemnych sytuacji: chwytamy za ostrze noża zamiast za rękojeść – i jesteśmy zaskoczeni rezultatem. My, buddyści, uważamy że należy ograniczyć cierpienie do takiego poziomu, na którym mamy wewnętrzny nadmiar dla innych, dzięki czemu możemy coś dla nich zrobić. Inaczej nieustannie borykamy się z własnymi problemami i nie mamy przestrzeni do przynoszenia pożytku ludziom. Przyczyną całego cierpienia jest właśnie to – skupianie się przede wszystkich na sobie, zamiast na innych.

Ciekawe, że pan to mówi, bo skoro buddyzm naucza, że wszystko – także nasza droga do własnego szczęścia – jest w nas, w naszym umyśle, może zrodzić się pytanie, czy potrzebujemy w ogóle innych ludzi...

Lama Ole: Nie możemy oddzielać siebie od innych ludzi – wszędzie ich przecież widzimy i czujemy. Jeśli mamy ten nadmiar, to w naturalny sposób będziemy chcieli im pomagać.

A moralne reguły, które pomagają w drodze do szczęścia?

Lama Ole: Istnieje przyczynowość czyli karma, która jest często źle rozumiana jako przeznaczenie. Tymczasem to my sami stwarzamy naszą karmę – nasze obecne działania z pewnością przyniosą rezultaty w przyszłości. Pozytywne czyny prowadzą do szczęścia, a negatywne do cierpienia. Zwykle nie doświadczamy tych rezultatów w tym życiu, ponieważ przetwarzamy nasze wrażenia przez zmysły, więc nasz umysł jest ciągle zajęty. Dopiero kiedy umieramy, zmysłowe wrażenia znikają – i wtedy do głosu dochodzi treść naszej podświadomości.

I ona ma wpływ na nasze przyszłe życie, nasze kolejne wcielenie?

Lama Ole: Tak. To zależy od tego, co jest w nas najsilniejsze: chęć przywództwa, duma, zazdrość, pożądanie, pomieszanie, chciwość, gniew... Jeśli jest to na przykład pożądanie, będziemy chcieli szybko odnaleźć przyszłych rodziców, żeby na nowo się urodzić i znów mieć ludzkie ciało – tak jak teraz. To, jakie rodzaje genów otrzymamy, zależy od tego, jak traktowaliśmy innych w naszym ostatnim życiu. Podobnie jak to, w jakim środowisku się urodzimy – czy w północnej Europie, która jest dobrym miejscem do życia, czy np. w Ugandzie, Kongo albo Birmie. Będzie to miało również wpływ na rodzaj motywacji, jaką będziemy mieć – czy naturalnie będziemy starali się pomagać innym, czy też będziemy chcieli im szkodzić i sami na tym skorzystać. To z kolei będzie miało wpływ na nasze kolejne życie.

Jest jakiś sposób, żeby odwrócić ten krąg karmy?

Lama Ole: Jeśli chcemy ją oczyścić, musimy najpierw dostrzec, że to co zrobiliśmy, jest nie w porządku i zastosować medytację, w której manifestuje się nad nami przezroczysta forma buddy. Wypływający z niej biały nektar symbolicznie usuwa z nas wszystko, co szkodliwe – opuszczają nas zalążki przyszłych ciężkich chorób itd. W życiu bardzo mocno utożsamiamy się z naszym ciałem, jeśli więc zostaje ono oczyszczone, wpływa to także na naszą podświadomość. Po takiej medytacji decydujemy, żeby nie robić więcej szkodliwych rzeczy, lecz wykonywać zamiast tego pozytywne działania pomagające innym.

Nie ma jednak moralnego systemu, zespołu uniwersalnych zasad?

Lama Ole: Oczywiście, że jest, ale nie na zasadzie sądu. Budda nie twierdził, że nas stworzył – ale że sami się stworzyliśmy. Wyłoniliśmy się z przestrzeni. My, a konkretnie nasz umysł, istnieliśmy od zawsze. Jesteśmy wyrazem ponadczasowej wiedzy – przestrzeni – w której zakodowane są nasze podstawowe cechy i informacje. Skoro więc Budda nas nie stworzył, nie może nam mówić, co mamy robić. W związku z tym daje nam rady, a nie przykazania i nakazy.

I jakie to rady?

Lama Ole: Radzi, żeby być dobrym dla innych, dawać im szczęście i nie szkodzić. Żeby używać swojego ciała do chronienia innych i nikogo nie krzywdzić. Żeby dawać innym to, czego potrzebują, nie oszukiwać ich ani nie okradać. A także, żeby używać swojej seksualności w taki sposób, aby nie wykorzystywać innych, nie szkodzić im, ale być dla nich dobrym i przynosić im szczęście. Są też rady dotyczące mowy: nie kłam, bo ludzie wpadają przez to w kłopoty; nie intryguj, używaj swojej wiedzy, żeby pomóc innym w rozwoju – sprawiaj, żeby mężczyźni centrum swych zainteresowań przenosili stopniowo z piwa i piłki nożnej na osiągnięcia nauki, a kobiety od mody i kolorowych żurnali przechodziły na przykład do literatury. I jeszcze jedna rzecz: „Rozejrzyj się, kto jeszcze ma coś do powiedzenia, i daj mu szansę bycia wysłuchanym”.

Pewnie najważniejsze rady dotyczą jednak umysłu?

Lama Ole: Tak. Ważne, żeby nikogo nie nienawidzić, bo jest to kompletnie głupie. Kiedy nienawidzimy ludzi, to „zatrzymujemy ich” w umyśle. Rozmyślając o nich intensywnie, podnosimy tym samym ich znaczenie w swoim życiu i przejmujemy ich cechy. Lepiej jest życzyć im dużo szczęścia... ale daleko stąd. Następna rada: „Nie bądź zazdrosny o kogokolwiek, bo to niszczy życie tego człowieka”. Jeśli pojawiają się w umyśle negatywne myśli i złe życzenia w stosunku do innych, chęć odebrania im radości, to jest to sprzeczne z nauką o przyczynie i skutku. To, co ludzie dostają od życia, zależy od ich karmy. Jeśli w poprzednich żywotach byli dobrymi osobami, mają teraz dobre rezultaty. I ostatnia rzecz: warto używać tego, co się wydarza w naszym życiu jako nauki – jak lustra, w którym się nieustannie przeglądamy – i wyciągać z tego wnioski. Patrząc na innych łatwo powiedzieć: „To przytrafiło się z powodu ich negatywnej karmy”, ale gdy chodzi o nas samych, to za każdym razem zastanawiamy się jak to się mogło nam przydarzyć – to musiał być jakiś straszny pech.

W buddyzmie wyróżnia się trzy fundamentalne, dobre uczucia?

Lama Ole: To nieustraszoność, spontaniczna radość i aktywne współczucie. I one następują jedno po drugim. Kiedy medytujemy, odkrywamy że nie jesteśmy ciałem, które staje się stare, chore i umiera. Nie jesteśmy też myślami ani uczuciami, które cały czas przychodzą i odchodzą. Przecież nie możemy być czymś, co ciągle się zmienia. Odkrywamy więc, że jesteśmy przestrzenią, która sprawia że wszystko jest możliwe, która widzi i rozumie co dzieje się dookoła. I zaczynamy stopniowo identyfikować się z lustrem pod odbiciami, z głębokim oceanem pod falami. Chociaż wszystko przychodzi i odchodzi, świadomość postrzegająca zjawiska jest przez cały czas obecna. Kiedy więc odkrywamy, że umysł nie jest rzeczą tylko przestrzenią – bogatą, pełną możliwości – najpierw stajemy się nieustraszeni. Kiedy to zrozumiemy przestajemy być jak człowiek, który chodzi do kina w nadziei, że zobaczy dobry film, lecz zaczynamy się coraz bardziej czuć jak właściciel kina – nie jest ważne, czy film będzie trochę lepszy czy trochę gorszy. Ważne jest tylko to, żeby w ekranie nie było dziur i żeby działał projektor. Wreszcie rozglądamy się wokół z tego poziomu nieustraszoności i radości, i dostrzegamy innych. Ich jest więcej, a ja jestem sam jeden, więc może ważniejsze od troszczenia się głównie o siebie jest to, żeby im pomóc? W ten sposób powstaje współczucie.

Współczucie to też bardzo ważna emocja w buddyzmie.

Lama Ole: To przychodzi naturalnie. Współczucie jest dobre dla innych i dla nas samych. Każdy chce, żeby ludzie byli szczęśliwi. Mnie interesuje każdy człowiek. Kiedy widzę nieszczęśliwych ludzi, od razu myślę co mogę zrobić, żeby to zmienić.

Z jednej strony buddyzm głosi potęgę umysłu – przekonuje, że jesteśmy panami swojego życia, że sami siebie tworzymy. Z drugiej jednak – mówicie, że życie jest snem, że nic od nas nie zależy. Nie ma tu sprzeczności?

Lama Ole: Życie jest snem w tym sensie, że ciągle się zmienia. Nie możesz znaleźć w nim niczego trwałego, czegoś co nie przeminie. Jeśli zaczniemy rozdzielać atomy, schodząc do poziomu protonów i neutronów oraz kolejnych cząstek, które będziemy rozszczepiać – dojdziemy do poziomu, w którym pozostaje tylko przestrzeń i nie znajdziemy tam niczego więcej. Dlatego Budda mówił, że forma jest pustką. I odwrotnie: pustka jest formą – jeśli zaczniemy od przestrzeni całkowicie pozbawionej materii, okaże się, że coś się w niej w końcu pojawi, prawda? Forma i pustka nie mogą być oddzielone. Kiedy to zrozumiemy, wychodzimy z małego pudełeczka z napisami „ja – ty, oczekiwania – obawy, lubienie – nielubienie”, a także z pudełka „bycia – niebycia, materializmu – nihilizmu”. Materializm jest bolesny, bo niezależnie od tego jak wspaniały mamy samochód, nie zostaniemy w nim pochowani, gdy nadejdzie śmierć. Musimy więc starać się balansować między tym, że z jednej strony życie jest jak sen, a z drugiej, że przyczynowość działa także na poziomie relatywnym, że sami tworzymy nasze życie – na takim poziomie, który rozumiemy. Musimy zrozumieć, że jeśli robimy, myślimy i mówimy rzeczy pozytywne, odpręża to nasz umysł, nasze wnętrze staje się coraz bogatsze i mamy coraz więcej życiowego doświadczenia. I osiągając ten wyższy poziom dostrzegamy, że wszyscy ludzie są tacy jak my i podobnie się zachowują. Znowu robimy więc coś dobrego i znowu zdobywamy kolejny wgląd – doświadczenie „Aha!”,  ponieważ stopniowo ograniczenia umysłu znikają i możemy doświadczać coraz więcej. W końcu dochodzimy do poziomu umysłu, na którym ja dziś jestem – stanu, w którym jest tyle samo piękna na zewnątrz i wewnątrz, gdzie wszystko jest pełne znaczenia. Na tym poziomie nie biegamy już za rzeczami, które nas otaczają, które do nas przychodzą, tylko spoczywamy w równowadze we własnym umyśle. Oczywiście przez pierwsze lata nadal miewamy stany, w których myślimy: „W zeszłym tygodniu moje przejrzyste światło było dłuższe niż jego”. Ale takie myśli są jak chmury, które się w końcu rozwiewają. A słońce oświecenia i potęgi umysłu nieustannie świeci samo z siebie. I w końcu stajemy się po prostu szczęśliwą osobą, która robi wszystko jak potrafi najlepiej. Życie zaczyna być bardzo proste... Stajemy się człowiekiem, który po prostu robi to, co ma akurat przed nosem i traktuje wszystkich jak przyjaciół.

Ten często przypisywany buddystom spokój ducha, usuwanie emocjonalnych stanów yo-yo, to cel czy narzędzie do osiągnięcia celu?

Lama Ole: Myślę, że to dzieje się samo z siebie. Kiedy żyjesz w sposób buddyjski, przeszkadzające uczucia odchodzą naturalnie i pojawiają się pozytywne wrażenia. To bardzo przyjemny i pełen radości cel.

Nauczacie, że szczęście jest najwyższym celem, a cierpienie to nieporozumienie, którego łatwo można uniknąć, znając naukę o przyczynie i skutku. Ale nakładacie też na ludzi obowiązek walki z własnym ego. Jak to pogodzić?

Lama Ole: To jak przemiana dzikiego zwierzęcia w domowe. Pomagasz innym, robisz coś dobrego i stopniowo problem sam się rozwiązuje. Na początku mówisz: „Ja zrobiłem coś dobrego”. Ale w końcu coraz bardziej pochłania cię pomaganie innym i przestajesz tak mówić, bo masz świadomość, jak wiele jest do zrobienia. W ten sposób ego stopniowo zanika. Zaczynamy rozumieć, że nie powinno go być, bo nie ma niczego osobistego, co byłoby trwałe. Osobiste jest nasze ciało, nasze myśli i uczucia – i one wszystkie cały czas się zmieniają: w ciele nieustannie obumierają jedne komórki, a inne się pojawiają. Również myśli i uczucia przychodzą i odchodzą. Ale to nie znaczy, że nie ma niczego, co byłoby prawdziwe. Prawdziwe jest lustro za odbiciami, głębia oceanu pod falami – świadomość, która jest w swej esencji taka sama w każdym z nas. I kiedy znika przekonanie, że jesteśmy oddzieleni od innych, wszystko zaczyna dziać się spontanicznie i bez wysiłku. I to jest esencja buddyzmu: wszystko dzieje się spontanicznie i bez wysiłku, tu i teraz.

Jak bumerang powraca pytanie – czym jest buddyzm? Religią, systemem filozoficznym?

Lama Ole: To „ligia”, nie „religia”. Łączy wszystko, ale nie robi tego powtórnie – jak „religia” – bo my nigdy nie opuściliśmy raju. Ludzie często zachowują się jak ktoś obdarzony dobrym wzrokiem, kto potrafi zobaczyć wszystko wokół, ale nigdy nie spogląda w lustro i nie widzi własnej twarzy. Buddyzm uczy właściwego postrzegania rzeczy. W efekcie postrzegający, samo postrzeganie i obiekt postrzegania stają się jednością. To jest stan pełnego rozwoju, stan doskonałości.

Mówi się też, że buddyzm jest dla ludzi niezależnych, którzy lubią brać życie w swoje ręce i nie ulegają politycznej poprawności.

Lama Ole: Zdecydowanie tak. Ja sam na pewno jestem wolny od poprawności politycznej. Nie ma dnia, żebym nie ostrzegał przed islamem. Widzę, co się dzieje na świecie, czytam gazety i czuję się za to odpowiedzialny. Chcę, żeby kobiety były wolne i dlatego zawsze o tym wspominam.

Powiedział pan kiedyś, że gdyby buddyzm zapanował na Zachodzie, robilibyśmy to samo co dzisiaj, tyle że byłoby w tym więcej zabawy, a mniej poczucia winy.

Lama Ole: To prawda. Dlatego właśnie chcielibyśmy, żeby ludzie wyrzucili poczucie winy ze swoich umysłów, żeby byli od tego wolni. Bo naprawdę żyjemy w raju. Gdybyśmy tylko umieli czerpać z tego radość i myśleli o dzieleniu się tym, byłoby wspaniale.

Na jakich prawach się dzielić? Pomagać biednym krajom?

Lama Ole: Znów będę niepoprawny politycznie i niestrawny dla katolików, ale myślę że powinniśmy przekonywać ludzi w biednych krajach, żeby mieli mniej dzieci. Oni w ten sposób sami się zabijają. Nie ma żadnej szansy, żeby wszyscy przeżyli, a my ich nie przyjmiemy do Europy, bo bez wykształcenia ani wiedzy nie są przystosowani do życia we współczesnym świecie. Powinniśmy więc płacić dwa dolary kobietom, które mają jedno dziecko, jednego dolara mającym dwoje dzieci i nic nie płacić w przypadku większej liczby dzieci. To jedyny sposób, żeby ich liczba zmalała. Mniejsza liczba dzieci poprawi jakość ich życia – każdy będzie mógł zdobyć wykształcenie, skorzystać z opieki lekarskiej i mieć szansę na godne życie. W Senegalu, Nigerii i innych krajach afrykańskich, każda kobieta ma przeciętnie co najmniej sześcioro dzieci. Te kraje już teraz są zniszczone, wiele gatunków zwierząt wymiera, wszystko upada. Kościół powinien w odpowiedzialny sposób użyć swojego autorytetu i ochronić świat, zalecając tam kontrolę narodzin. Nie mam na myśli aborcji – jestem jej przeciwnikiem – ale kontrolę narodzin. W ten sposób urodzą się tylko te dzieci, które będą miały szansę przeżyć i którym będzie można zapewnić właściwe warunki życiowe. Dziś znaczna ich część umiera.

Wracając do poprzedniego pytania – chce pan powiedzieć, że tradycyjne religie bazują na wzbudzaniu w ludziach poczucia winy?

Lama Ole: Myślę, że bazują na niewiedzy. To z niewiedzy biorą się przeszkadzające uczucia. Najpierw trzeba zdać sobie sprawę, że nasz umysł jest jak oko. Może zobaczyć wszystko wokół, ale nie może zobaczyć sam siebie. A jeżeli umysł nie może zobaczyć siebie, wówczas nasza świadomość postrzega świat wyłącznie z poziomu „ja”. Kiedy „włączymy” również myślenie z poziomu „ty”, otworzymy się i wykroczymy poza ramy tego ciasnego, egoistycznego świata. W przeciwnym razie do głosu dochodzi przywiązanie i inne przeszkadzające uczucia: pożądanie, zazdrość czy ograniczająca duma, która, w przeciwieństwie do tej szlachetnej, nie polega na myśleniu że wszyscy jesteśmy wspaniali, tylko – „ja jestem lepszy od ciebie”. Budda nauczał, że z pięciu podstawowych przeszkadzających uczuć tworzy się kombinacja 84 tysięcy szkodliwych emocji. Kiedy się pojawiają w umyśle, wówczas robimy, myślimy i mówimy głupie rzeczy. Powoduje to niekorzystne rezultaty, które do nas potem wracają – jesteśmy chorzy, nikt nas nie lubi, mamy problemy. I zapominamy, że sami zasadziliśmy kaktusy, na których teraz siedzimy, że sami stworzyliśmy te trudności i problemy. I znowu robimy, myślimy i mówimy coś głupiego – i koło się ponownie zamyka...

Niedługo ukaże się w Polsce pana nowa książka „Być użytecznym”. Jakie są jej główne tezy?

Lama Ole: Piszę w niej, że receptą na życie jest bycie naturalnym – ufanie naszej naturze buddy, prawdziwej naturze umysłu. Ważne jest zrozumienie, że przestrzeń jest informacją, że wszystkie istoty szukają szczęścia. Trzeba tylko pracować w inteligentny sposób z tym, co się pojawia i omijać trudności na drodze do celu.

Opracowanie: Marcin Mindykowski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Współczucie i mądrość są kluczem - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Zasada mandali - Lama Ole Nydahl | Wydarzało się to po prostu spontanicznie - Dzigme Rinpocze | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Oddanie - Lama Ole Nydahl | Być pożytecznym - Lama Ole Nydahl | Wskazówki do medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Nie ma żadnego powodu, żeby nie zrobić czegoś dobrego - Topga Rinpocze | Cytat - Guru Rinpocze | Możesz cieszyć się radościami życia - Lena Leontiwa | Co robić, zanim staniemy się buddą - Lama Ole Nydahl | Stupa od kuchni - Florindą i Guido Czeija | Życie Gendyna Rinpocze - Mira Starobrzańska | Przepowiednie Karmapy - Buddhismus Heute 50 | Mekhala i Kanakhala - Mira Starobrzańska | Drzewo schronienia - Mira Starobrzańska | Kapala - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Buddyjskie cywilizacje VII-XII wieku na terenie obecnego Dalekiego Wschodu Rosji - Aleksandra Tretjakowa | O medytacji, falach theta i profesorskim Karmapa Czienno - Wasilisa Miszuchina | 4 podstawowe rozmyślania z perspektywy astrofizyka - Blakesley Burkhart | Ameryka Południowa - Michał Bobrowski | Polski weekend w EC - Karolina Karkosińska i Hubert Bramowicz | KIBI - Magdalena Rydzewska i Jarek Kochanowicz | W medytacji stajemy się lamą - Karol Ślęczek | Zagórzany - Ekipa Zagórzan | Bartołty - Bartołty Team | Znamin - Thomas Friedman | East Side Mandala - East Side Mandala team | Kolejny krok - Grupa moreEC | News |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: