DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 51 -> Być pożytecznym

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Być pożytecznym

Lama Ole Nydahl
_________

Fragment nowej książki


Jakim człowiekiem jest XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże?

Lama Ole: Kiedyś XVI Karmapa powiedział do Hannah i do mnie: „Moja następna inkarnacja będzie o wiele łagodniejsza”. Zapytaliśmy wtedy: „Dlaczego łagodniejsza? Przecież tak świetnie się z Tobą bawimy...”. Jego odpowiedź brzmiała: „Do tego czasu ludzie staną się jeszcze bardziej wrażliwi i pomieszani, niż są obecnie. Dlatego będę musiał być taki”. XVI Karmapa, przy swoim metrze osiemdziesiąt wzrostu, był z wyglądu potężny i miał bardzo grube kości. Kiedy się śmiał – zazwyczaj spontanicznie – ponieważ zobaczył coś, co uszło uwadze innych, można go było usłyszeć pięć domów dalej. Karmapowie nie są „osobami”. Są raczej jak woda, która wnika w każdą szczelinę – pojawiają się wszędzie tam, gdzie są potrzebni. Przebywając z obecnym Karmapą Taje Dordże, którego poprzednik – jak ojciec – przez 12 lat dawał nam ekscytujące zadania, mieliśmy z Hannah niezliczoną ilość okazji, żeby się przekonać, że mamy do czynienia z prawdziwą inkarnacją naszego nauczyciela. Oczywiście – jak mawiają Tybetańczycy – nie można dostrzec szczytu wysokiej góry z niższej, ale paru spostrzeżeń nie da się uniknąć: XVII Karmapa jest naprawdę wspaniały. Jest świetny we wszystkim, co robi. Niczego nie udaje, ani nie prowadzi żadnych gier. Naucza tego, czego sam doświadczył i jest dokładnie tym, czego obecnie potrzebujemy. Jest otwarty na wszystkich i sam od wszystkich się uczy. Jest całkowicie wolny od dumy, która często sprawia, że potężni ludzie tracą równowagę i po prostu głęboko wdzięczny za każdą możliwość przyniesienia pożytku innym. To wszystko pojawia się u niego całkowicie naturalnie. Myślę, że z pewnością posiadamy lepszy „model” Karmapy, nie mamy jednak pomocy ze strony Chińczyków ani wsparcia prasy, żeby go promować. Tym niemniej ponad 600 naszych ośrodków Diamentowej Drogi wspaniale się rozwija.

Czy istnieją lamowie, którzy odrodzili się na Zachodzie?

Lama Ole: Tak, młodych jest wielu. Ale większość z nich nie chce odebrać tradycyjnego wykształcenia, ani utrzymywać klasztornej dyscypliny i dlatego nie mogą działać wśród Tybetańczyków. Świat jest dla nich zbyt pasjonujący, żeby chciało im się uczyć na pamięć wielu książek, których zawartość znacznie szybciej można uczynić użyteczną z pomocą naszych dzisiejszych metod. Zarówno oni sami, jak też ich rodzice, inaczej wyobrażają sobie wykształcenie. Na przykład pewien Amerykanin, dziecko dwójki naszych przyjaciół, pary hippisów z Katmandu, urodził się jako emanacja mowy nauczyciela VIII Karmapy Miczio Dordże. Wyglądał jak amerykański marine. Zdążył otrzymać solidną porcję tradycyjnego wykształcenia, ale ostatecznie przepadł gdzieś z deskorolką w Nowym Jorku. Po prostu chciał żyć.
Naprawdę martwi mnie jednak fakt, że tak wielu uzdolnionych, dojrzałych i pełnych radości joginów, z którymi Hannah i ja mogliśmy spędzić tak dużo czasu, już od dziesięcioleci nie żyje. Ich następcy najczęściej przez całe lata zdobywają jedynie czysto książkową wiedzę. Mało otrzymują dzikiego przekazu, który mógłby przebudzić ich moc. Często czuć, że również oni sami za nim tęsknią, ale do kogo mieliby pójść? Być może – właśnie przyszła mi do głowy taka myśl – sam stałem się już jednym z tych starych. Tybetańczycy traktują mnie jak żywioł, stawiają mi tron do udzielania nauk, godzinami grzecznie słuchają bez tłumaczenia i przynoszą długie kataki jako podziękowanie za błogosławieństwo. Robię wszystko, by w nowoczesny sposób przekazywać dalej nauki, które otrzymałem od Karmapy, Lobpyna Tseczu Rinpocze, Kalu Rinpocze, Tengi Rinpocze i tak wielu innych, ponieważ właśnie o to chodzi – o siłę tkwiącą w Diamentowej Drodze, o ten nieprzerwany przekaz błogosławieństwa, który rzeczywiście się czuje. Zachód bardzo wyraźnie poszukuje nauczycieli dysponujących mocą płynącą z doświadczenia, a nie „chodzących książek”.

Czy masz następcę?

Lama Ole: Tak, kilkudziesięciu bardzo bliskich uczniów, a będzie ich jeszcze więcej. Wspólnie mają wszystko i teraz chodzi tylko o to, żeby się nawzajem rozumieli, byli przyjaciółmi i nauczyli skutecznie i świadomie wykorzystywać swoje różnorodne właściwości. Bardzo ufam tej grupie – to obiecujący, dojrzali i coraz bardziej doświadczeni ludzie. Będzie ona rosła, specjaliści będą się uzupełniać nawzajem we wszystkich dziedzinach. Dopóki Hannah i ja nie pojawimy się z powrotem w nowych opakowaniach, Caty i pozostali przyjaciele będą doskonale rozumieli, co jest naszym wspólnym zadaniem. Związki międzyludzkie, chroniące je minimum organizacji i styl, który rozwinęliśmy, już teraz mają się bardzo dobrze, a w przyszłości będą funkcjonowały jeszcze lepiej. Dzięki wspólnej mądrości i doświadczeniu wszystko będzie jasne. Poza tym, kiedy uczniowie pytają mnie, co się stanie po mojej śmierci, zawsze odpowiadam: „Kiedy będę miał dziewięćdziesiąt lat, ucieknę z Twoją dziewczyną”. Niektórzy mi nawet wierzą!

Odrodzisz się?

Lama Ole: Na to pytanie odpowiem półżartem: jeśli dziewczyny ciągle jeszcze będą słodkie i nadal można będzie jakoś przechytrzyć ograniczenia prędkości, wtedy wrócę. Inaczej byłoby za nudno – co miałbym tu robić? Przeszkadzałbym tylko.

W porządku. Tak to przekażę...

Lama Ole: Jestem pewien, że powrócę. Mam tu tylu przyjaciół i tak wiele do zrobienia. Nawet jeśli przez jakiś czas będę się z wielką radością cieszył mocą umysłu w Czystych Krainach, dawne obietnice z pewnością sprowadzą mnie tu z powrotem. 

Czy sądzisz, że buddyzm tybetański będzie Ci wówczas znowu bliski?

Lama Ole: Byłem buddystą w poprzednim życiu, jako strażnik ludności oraz XV i XVI Karmapy, w pobliżu Kantse we wschodnim Tybecie. Hannah towarzyszyła mi tam również – potwierdzili to nasi nauczyciele. Naprawdę porusza mnie tylko rozpoznanie umysłu. Jestem zdecydowanie typem pożądania i dlatego uważam prawie wszystko na tym świecie za co najmniej ekscytujące. Jeżeli chodzi o to, co naprawdę jest istotne i prawdziwe, chciałbym pomóc ludziom w rozpoznaniu, że ich umysł jest niezniszczalnym, przejrzystym światłem. Wtedy będą mogli się rozwijać w nieustraszony i pełen radości sposób dla dobra wszystkich istot. Na tym polega moje zadanie.

Jeśli mógłbyś sobie czegoś życzyć na przyszłość, co by to było?

Lama Ole: To, co już od trzydziestu lat wszędzie codziennie powtarzam: powinniśmy ograniczyć przyrost naturalny w biednych krajach, płacąc rodzicom za posiadanie tylko jednego lub maksymalnie dwójki dzieci. Poza tym należy zakazać wszelkich wrogich człowiekowi i dyskryminujących kobiety ideologii, również wtedy, gdy noszą miano religii. Jeśli chodzi o przyjaciół, życzyłbym sobie, żeby się wielostronnie rozwijali i trzymali razem. Dzięki temu będą mieli moc, błogosławieństwo oraz przekaz i nasza praca będzie bez przeszkód postępowała naprzód.

Czy Twoi uczniowie mogą przekazywać dalej błogosławieństwo, które otrzymują od ciebie?

Lama Ole: Nie mogą wręcz tego uniknąć! Ten wpływ będzie coraz silniejszy. Mamy wspaniałe kobiety i mężczyzn. Ze wszystkich stron przychodzą pochwały ich mocy i dojrzałości. Chociaż doświadczają tej energii coraz bardziej nieosobiście, każdy z nich dzieli się ze światem błogosławieństwem przekazu na swój własny sposób. Moi przyjaciele wiedzą, że sam staram się udzielać błogosławieństwa pojemnikiem wypełnionym relikwiami przez XVI Karmapę – dzięki temu ludzie nie tracą go, jeśli nagle dojdą do wniosku, że jednak nie odpowiadam ich wyobrażeniu o „świętym”. Dobrze jest, jeśli nowe osoby, które do nas przychodzą, odbierają błogosławieństwo ponadosobiście, ponieważ w przypadku późniejszych ewentualnych oczyszczeń i nieprzyjemnych doświadczeń nie będą uważały, że to z lamą coś jest nie tak. Nie obrażą się przecież na ghau, na relikwiarz. I tak właśnie praca może postępować naprzód. Im wyraźniej łączy się dobre wrażenia z żyjącymi osobami, tym łatwiej jest je ograniczyć poprzez oceny typu „lubię – nie lubię”. Podejście ponadosobiste chroni błogosławieństwo i tym sposobem podstawę rozwoju.

Szkoda, że nie mamy w Niemczech kultury błogosławieństw. Znam codzienne błogosławieństwa z Irlandii, to jest naprawę piękna rzecz... Błogosławieństwo może przenosić nauki duchowe w taki sposób, że dotykają one ludzi bardzo głęboko i dają im „na drogę” coś, co potem znowu działa w świecie.

Lama Ole: Tak, a w buddyzmie wydarza się to głównie dzięki prowadzonej medytacji. Praktyka taka daje każdemu dostęp do bogactwa umysłu. Wyobrażenie określonej formy buddy przed albo nad sobą, a w naszej linii przede wszystkim XVI Karmapy, od którego płyną do nas trzy światła – przejrzyste, czerwone i niebieskie – bezpośrednio porusza wielu ludzi. W dodatku coraz wyraźniej rozpoznają oni, że spotykają się w ten sposób z własnymi właściwościami – że ta błogość i wgląd były od zawsze nieoddzielne od ich umysłu. Te doświadczenia nie są niczym zewnętrznym, lecz przypominają świadome patrzenie w lustro. Budzi to coraz więcej dojrzałości i wkrótce można medytować samemu! Czuje się wtedy siłę przekazu, jest to spotkanie zewnętrznego i wewnętrznego wglądu. Działa to na wielu poziomach, zmienia całego człowieka i stanowi główny korzeń Diamentowej Drogi.

Czy można powiedzieć – co trzeba przyznać, zabrzmi bardzo cynicznie – że paradoksalnie chińska inwazja na Tybet, okazała się ostatecznie czymś pożytecznym?

Lama Ole: Eksodus lamów z Tybetu dał światu dostęp do nieznanych dotąd poziomów świadomości, ale dla samego kraju to był jego koniec.

Ale przecież nauki buddyjskie prawdopodobnie nie rozprzestrzeniłyby się po całym świecie, gdyby nie chińska inwazja, czyż nie?

Lama Ole: Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa i prawami rządzącymi ludzkim rozwojem, zawsze musieli istnieć nauczyciele zdolni do patrzenia na rzeczy z lotu ptaka – tacy jak Lama Kazi Dewa Samdup, który w latach 1914-1918 w Sikkimie przekazał najwyższe nauki Diamentowej Drogi amerykańskiemu badaczowi W. Y. Evansowi-Wentzowi. Jednocześnie partia rządząca z Lhasy dzieliła się swoją filozoficzną wiedzą z Zachodem tylko w bardzo niewielkim zakresie, dopóki w 1959 roku Tybet nie został zniszczony i Dalajlama nie wysłał niektórych uczonych buddyjskich jako profesorów na zachodnie uniwersytety. Tybet był samotną wyspą lub całym archipelagiem takich wysp – był zupełnie odcięty od świata. Wśród uchodźców tendencja ta jest nadal wyraźnie widoczna. Tybetańczyk przede wszystkim uważa się za mieszkańca swojej wioski, potem okolicy, następnie regionu i dopiero na końcu za Tybetańczyka. To jest zrozumiałe. Khampowie, mieszkańcy wschodniego Tybetu byli wojownikami, natomiast żyjący na zachodzie kraju Bopasowie byli raczej spokojnymi ludźmi uciskanymi przez feudalizm. Jeśli ludzie z obu tych regionów chcieli się ze sobą porozumieć, musieli używać języka pisanego, bo różnice w mówionym tybetańskim były zbyt duże – często dialekty dwóch sąsiednich dolin brzmiały zupełnie inaczej. Każdy w Tybecie żył w swoim własnym świecie; takie nastawienie mieli Tybetańczycy również do zewnętrznej rzeczywistości.

Czy uważasz, że religie zawsze będą miały znaczenie w naszym świecie? Czy możesz sobie wyobrazić, że następne pokolenia, patrząc na nasze czasy, będą postrzegać chrześcijaństwo, islam, buddyzm i judaizm oraz wszystkie inne religie tak samo, jak my odnosimy się obecnie do geocentrycznego obrazu świata? Czy możesz sobie wyobrazić, że kiedyś czas religii przeminie?

Lama Ole: Raczej nie, gdyż zaspokajają one głęboko zakorzenione pragnienia i dążenia wielu ludzi. Kiedy po wyjściu z wojska zdałem egzamin z filozofii – głęboko zainspirowany i z najlepszym wynikiem na uniwersytecie w Kopenhadze – oczekiwałem rychłego końca wszystkich religii; nie wiedziałem wtedy prawie nic o religiach Dalekiego Wschodu. Chyba zawsze będą istnieć ludzie poszukujący, gotowi albo podążać za kiepskim przykładem swoich proroków, albo oczekiwać zbawienia z rąk szlachetnych nauczycieli, takich jak Jezus.

Opracowanie: Ewa Gajownik

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Współczucie i mądrość są kluczem - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Zasada mandali - Lama Ole Nydahl | Wydarzało się to po prostu spontanicznie - Dzigme Rinpocze | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Oddanie - Lama Ole Nydahl | Być pożytecznym - Lama Ole Nydahl | Wskazówki do medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Nie ma żadnego powodu, żeby nie zrobić czegoś dobrego - Topga Rinpocze | Cytat - Guru Rinpocze | Możesz cieszyć się radościami życia - Lena Leontiwa | Co robić, zanim staniemy się buddą - Lama Ole Nydahl | Stupa od kuchni - Florindą i Guido Czeija | Życie Gendyna Rinpocze - Mira Starobrzańska | Przepowiednie Karmapy - Buddhismus Heute 50 | Mekhala i Kanakhala - Mira Starobrzańska | Drzewo schronienia - Mira Starobrzańska | Kapala - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Buddyjskie cywilizacje VII-XII wieku na terenie obecnego Dalekiego Wschodu Rosji - Aleksandra Tretjakowa | O medytacji, falach theta i profesorskim Karmapa Czienno - Wasilisa Miszuchina | 4 podstawowe rozmyślania z perspektywy astrofizyka - Blakesley Burkhart | Ameryka Południowa - Michał Bobrowski | Polski weekend w EC - Karolina Karkosińska i Hubert Bramowicz | KIBI - Magdalena Rydzewska i Jarek Kochanowicz | W medytacji stajemy się lamą - Karol Ślęczek | Zagórzany - Ekipa Zagórzan | Bartołty - Bartołty Team | Znamin - Thomas Friedman | East Side Mandala - East Side Mandala team | Kolejny krok - Grupa moreEC | News |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: