DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 51 -> Ameryka Południowa

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Ameryka Południowa

Michał Bobrowski
_________

Opowieści z podróży z Lamą Ole do Ameryki Południowej w 2011 roku. Poniższe opowieści stanowią zapis mailowych relacji Danusi i Michała z podróży z Lamą Ole po Ameryce Południowej jesienią 2011 roku. Wspólnie odwiedzili Brazylię, Chile, Argentynę i Urugwaj.


Brazylia

Drodzy Przyjaciele!
W Sao Paulo wylądowaliśmy rano. Zwiedzaliśmy lotnisko przez ponad 10 godzin, zanim spotkaliśmy pierwszych przyjaciół czekających na Lamę Ole. Nadia i Piter przyjechali kilka dni wcześniej. Znaleźli w necie jeden z najtańszych hosteli i wylądowali w… burdelu! Na ścianach i suficie lustra, reszta wystroju w czerwieni. Dwa wejścia – jedno dla wynajmujących, drugie dla „obsługi”. Śniadanie podawane przez szufladę w drzwiach, bardzo smaczne. Klienci wynajmowali głównie na godziny. Oni zostali trzy dni.
Lama Ole przyleciał z USA późnym wieczorem. Wsiedliśmy do autobusu i z grupą ponad 40 osób z różnych, głównie niemieckojęzycznych krajów, ruszyliśmy do Botucatu, naszego pierwszego miejsca w Brazylii. Lama oglądał na laptopie film „Jogini Tybetu”. Zdecydowanie bardziej podobała mu się pierwsza połowa – powiedział, że wszystko możemy osiągnąć bez wieloletnich odosobnień, pracując z poglądem, medytując i wykorzystując wszystkie życiowe sytuacje do rozwoju.
W Botucatu nocowaliśmy u jednej z sangowiczek, Juliany. Rano obudziliśmy się w małym, pięknym domku za miastem, który wyglądał jak domek Hobbitów. Na dworze było 25°C, śpiewały ptaki, wszystko tonęło w zieleni – właśnie zaczyna się lato… Na polach widać było kopce termitów wysokie na 1-1,5 m, które robiły niesamowite wrażenie. Sama ziemia była czerwona. Zjedliśmy po bananie, wypiliśmy brazylijską kawę i pojechaliśmy dwoma busami do dżungli. Przeszliśmy przez ogrodzenie parku narodowego tuż obok napisu, który jak się potem dowiedzieliśmy, zabraniał wejścia i po 10 min marszu wąską, śliską ścieżką wśród gęstej roślinności, dotarliśmy do wodospadu. Z wysokości kilkudziesięciu metrów woda spadała do niewielkiego jeziorka. Rzuciliśmy się pod ten prysznic... Pęd powietrza i wody był tak wielki, że po podpłynięciu bliżej trudno było tam oddychać. Przechodziliśmy po śliskich skałach za wodospadem i rzucaliśmy się do wody. Było wspaniale…
Potem pojechaliśmy oglądać ziemię, którą lokalna sanga chce kupić na ośrodek odosobnieniowy. Po około pół godzinie dojechaliśmy na szczyt wzgórza, skąd roztaczał się piękny widok na leżący poniżej płaskowyż. Działka miała pięć hektarów powierzchni. Lama Ole poprowadził medytację na 5 Karmapów i udzielił wszystkim ślubowania bodhisattwy. „Odpalił” też miejsce przy pomocy medytacji, w czasie której wyobrażaliśmy sobie 5 Buddów w różnych kierunkach świata i powtarzaliśmy ich rdzenne sylaby. Gdy śpiewaliśmy Przywołanie Strażników, przyleciały dwa czarne ptaki. Pojawiły się również po drugiej stronie wzgórza, kiedy tam poszliśmy. Zobaczywszy je Lama stwierdził, że już podczas medytacji wiedział, że powinniśmy tam pójść. Zaproponował, żeby kupić również tę część ziemi jeśli cena nie będzie zbyt wygórowana.
Po powrocie do Botucatu ruszyliśmy na wykład. W hotelowej sali siedziało około 80 osób. Lama Ole był w świetnej formie. Niestety po godzinie dopadł mnie jet lag i przez cały wykład walczyłem, żeby nie zasnąć, a siedzieliśmy w drugim rzędzie… Po medytacji i długich błogosławieństwach przeszliśmy do sąsiedniej restauracji, gdzie siedzieliśmy razem do pierwszej w nocy, integrując się z gospodarzami. Lama w tym czasie rozmawiał z sangą z Botucatu i dał blessing i schronienie dwóm kelnerom… Rano wyjechaliśmy autobusem z powrotem do Sao Paulo. Lama wraz z grupą leciał do Porto Allegre. My musieliśmy ominąć ten punkt programu – lecieliśmy prosto do Chile.
Teraz przykład na to, jak działają życzenia i związki: na lotnisku spotkaliśmy Andrzeja z Kielc. Właśnie wracał do Polski po trzymiesięcznym kontrakcie w Brazylii. Na lotnisku pomyślał sobie, że Lama lata do Ameryki Południowej i fajnie byłoby go spotkać. Oczywiście nie wiedział kiedy i czy w ogóle Ole będzie w tym roku w Brazylii. I… spotkał go przy wyjściu z ruchomych schodów:).

Pozdrowienia Danusia i Michał

PS. Zasłyszane od przyjaciela, który był na kursie mahamudry w Teksasie:
Pytanie: Lamo Ole, jak radzisz sobie z taką liczbą uczniów?
Lama: Hmm, czasami nie jest lekko. Mówisz ludziom piętnaście razy, co mają zrobić, a oni przychodzą do ciebie po raz szesnasty tylko po to, żeby ci powiedzieć, dlaczego tego nie zrobili…

Chile i Argentyna

Drodzy Przyjaciele!
Do Santiago de Chile przylecieliśmy jeden dzień przed Lamą. Z lotniska odebrał nas Sandino z chilijskiej sangi i pojechaliśmy do ośrodka. Właśnie skończył się wykład Carlosa Vegi z Limy (Peru), więc poznaliśmy od razu większą część miejscowej grupy. Ośrodek to bardzo ładne, czteropokojowe, wynajęte mieszkanie z dużym tarasem, w dobrej dzielnicy Santiago. Sanga przeniosła się tam dopiero półtora miesiąca temu.
Następnego dnia wraz z Carlosem i trójką Peruwiańczyków przeszliśmy się po mieście i zjedliśmy obiad w restauracji pełnej „miejscowych”. Dodatkową atrakcją była konieczność nabycia kawałka papieru toaletowego przed wizytą w łazience. Wieczorem pojechaliśmy na lotnisko odebrać Lamę Ole – najpierw przywitaliśmy przyjaciół z Argentyny i Urugwaju, a potem już wszyscy razem Lamę. Były wiwaty, wszyscy rzucali mu się na szyję i robili sobie z nim zdjęcia. Lama był zachwycony. Ludzie z Ameryki Południowej są niesamowici – otwarci, pełni ciepła, bezpośredni, pomocni bez względu na to czy mają pieniądze, czy nie. I dużo się śmieją. Można się od nich naprawdę wiele nauczyć. Szkoda, że mieszkają tak daleko…
W ośrodku Lama zrobił krótki wykład dla około 40 osób i odpowiadał na pytania. Co ciekawe, kiedy tylko zrobił się szum i ludzie zaczęli rozmawiać, odpowiedział na jedno pytanie komuś, kto mógł go usłyszeć, powiedział „dobranoc” i poszedł do swojego pokoju. Dobrze będzie o tym pamiętać, kiedy odwiedzi nas w Gdańsku. Następnego dnia Lama Ole miał wykład o 11.00 w centrum miasta, w pięknym budynku galerii sztuki. Przyszło około stu osób. W przerwie przed medytacją połączyliśmy się przez skypa z przyjaciółmi w Kucharach. 150 osób, które brały tam udział w zebraniu ośrodków, widziało Lamę na ekranie, a on widział wszystkich na komputerze Tomka Lehnerta. Lama żartował, pozdrowił wszystkich i odpowiedział na pytania dotyczące organizacji festiwali w Polsce. Chwilę później prowadził medytację na wykładzie w Santiago.
Potem pojechaliśmy do ośrodka, gdzie Lama zdecydował, że zrobi wykład zamiast podróżującego nauczyciela. I tak w pięćdziesiąt osób słuchaliśmy nauk Tilopy o mahamudrze. W końcu przyszedł czas na imprezę na dachu budynku, w którym mieści się ośrodek – w tle wybuchały sztuczne ognie odpalane przez kogoś w innej części miasta. Opowiedzieliśmy Lamie o zmianie ekipy robiącej elewację gdańskiego ośrodka i poprosiliśmy o życzenia na dobrą pogodę. Ole podziękował nam wszystkim za wspaniałą pracę i przez chwilę siedział w skupieniu koncentrując się na życzeniach. Lama przez cały czas coś robi – dyktuje odpowiedzi na maile, poprawia teksty, wysyła dobre życzenia itd. Świetnie było pisać do Was pierwszą część opowieści z wyjazdu, widząc kątem oka jak Lama pracuje na tarasie. Cały czas jesteśmy w jego polu mocy.
Następnego dnia odbyły się dwa wykłady w innej części miasta, w sali gimnastycznej. Przyszło na nie około 60 osób i Lama kontynuował swój komentarz do mahamudry Tilopy, upewniając się wcześniej, czy na sali nie ma ludzi związanych z innymi religiami. Jak powiedział, mogłoby im to zaszkodzić w praktykowaniu ich ścieżki. Mam nadzieję, że te dwa wykłady zapisały mi się w podświadomości, bo kiedy tylko vOle zaczynał mówić o mahamudrze, natychmiast zasypiałem… Na wszelki wypadek zabezpieczyłem się dodatkowo nagrywając całość nauk;). Rano, po trzech godzinach snu, pojechaliśmy taksówką na lotnisko i polecieliśmy do Buenos Aires. Na miejscu zostawiliśmy bagaże w mieszkaniu Sebiego – syna rosyjskich, żydowskich emigrantów – i po szybkim prysznicu pojechaliśmy do lokalnej restauracji na słynne argentyńskie steki, po których potwornie objedzeni ruszyliśmy na wykład Lamy Ole. W armeńskim centrum kultury, tuż obok należącego do niego kościoła, siedziało około 140 osób. Lama Ole zrobił długi, piękny wykład, na którym niestety znowu zasypiałem. Danusia ma piękne, dwuminutowe nagranie, na którym bez większego powodzenia walczę ze snem w czasie medytacji… Dużo osób przyjęło tego wieczora Schronienie, po którym przyszła kolej na długie błogosławieństwa. A w nocy ruszyła pełną parą kolejna impreza.
Następnego dnia Lama Ole miał „project day”, a my czas wolny, więc w końcu się wyspaliśmy. Po tygodniu spania po 4-5 godzin na dobę, doświadczyłem na własnej skórze, jak bardzo taki luźniejszy dzień jest potrzebny… Różnica polegała tylko na tym, że podczas gdy my spaliśmy do 13.00, a potem rozmawialiśmy z niektórymi z Was przez skypa, Ole przez cały czas pracował. Gerge powiedział, że Lama poszedł spać o 4.00, wstał o 12.00 i od razu zabrał się do pracy. Miał ponad centymetrowej grubości plik kartek A4 z prośbami o życzenia i trochę grubszy z prośbami o poła. A na jednej stronie A4 mieściło się więcej prośb… Czasami można odnieść wrażenie, że Lama Ole jest po prostu niezniszczalny. Dom Sebiego był bardzo przyjazny – położony wewnątrz zarośniętego na zielono dziedzińca, stary, pomalowany z zewnątrz na czerwono. Było 31°C w cieniu, naokoło stare, drewniane i żelazne żaluzje. Wszystko klimaciarskie!
Wieczorem pojechaliśmy do ośrodka na wspólną medytację. Później sanga z Buenos Aires miała spotkanie z Caty na temat zakupu domu pod nowy ośrodek. Ciekawie było posłuchać, jak radzą sobie z tym tematem inni i jakie szerokie spojrzenie ma Caty na pracę Lamy Ole na całym świecie.

Pozdrowienia z promu do Montevideo w Urugwaju. Lama siedzi właśnie kilka rzędów dalej i czyta „International Herald Tribune”.

Danusia i Michał

PS. Utkwiło mi też w pamięci kilka słów komentarza Lamy Ole do wersu z mahamudry Tilopy, mówiącego o ambicji. Ole powiedział, że ambicja powoduje, iż zawsze gubimy się w przeszłości lub przyszłości, przez cały czas coś planujemy i nigdy nie jesteśmy w tu i teraz.

Urugwaj

Drodzy Przyjaciele!
Do ośrodka odosobnieniowego w Urugwaju dojechaliśmy późno w nocy, po przebyciu 180 km z Montevideo, po zjedzeniu wielkiego steka w lokalnej restauracji i po zgubieniu się w bezkresnych przestrzeniach tego wielkiego, liczącego 3,5 miliona mieszkańców kraju. Ośrodek znajduje się w górach, jest oddalony o ponad 50 km od najbliższej miejscowości, z czego prawie 30 km trzeba przejechać po bezdrożach. Nic dziwnego, że przyjaciołom nie udało się tam dotrzeć za pierwszym razem. Ciekawa jest historia tego miejsca. Lama Ole po kilku kursach poła w Ameryce Południowej poprosił lokalne sangi – z Brazylii, Urugwaju i Peru – o znalezienie miejsca na ośrodek odosobnieniowy. Otworzył po prostu w pewnym momencie polityczną mapę Południowej Ameryki, wskazał palcem jakieś miejsce i powiedział: „Tutaj”. Oczywiście na mapie nie było zaznaczonych gór ani „terenów zielonych”. Sangowicze zaczęli szukać odpowiedniej działki w wyznaczonym miejscu i po jakimś czasie znaleźli ponad 50 hektarów ziemi położonej w górzystej, łąkowej części Urugwaju. Sergio – geolog z urugwajskiej sangi – powiedział, że ośrodek odosobnieniowy KDL (Karma Dechen Ling – przyp. red.) leży na resztkach najstarszych gór naszej planety.
Po spontanicznej imprezie, która trwała do 4.00, obudziliśmy się w pięknej okolicy stanowiącej jakby „mieszankę” Bartołt i Berczen Ling w Grecji. Z naszego terenu rozciąga się niesamowity widok na położony poniżej płaskowyż. Potem Lama miał kolejny „project day”, a my mogliśmy w końcu trochę pomedytować, robiąc trzy sesje VIII Karmapy dziennie. Ciekawie było znowu popatrzeć, jak Ole pracuje. Nawet kiedy wychodził przed dom, żeby się poopalać przez 15-30 minut, Caty czytała mu maile, a on dyktował jej odpowiedzi. Czasem dosiadali się do nich przyjaciele i wtedy Lama opowiadał najróżniejsze historie. Miejscowa przyroda jest niesamowita – udało nam się zobaczyć prawie metrowego jaszczura, który próbował udawać gałąź, a także pięknego, szmaragdowego (świeża zieleń z odblaskami tęczy) kolibra z długim dziobkiem, machającego skrzydełkami tak szybko, że prawie nie było ich widać – latał przed drzwiami do pokoju, w którym pracował Lama z resztą teamu. Kolejną niespodzianką był mały, jaskrawoczerwony ptaszek wielkości wróbla; Danusia widziała też martwego skorpiona. Cały obraz uzupełniały widoczne na horyzoncie krowy – narodowy produkt Ameryki Południowej.
Kurs odbywał się w namiocie wielkości prawie połowy naszego nowego ośrodka. Najpierw do akcji ruszyli podróżujący nauczyciele, a potem Caty odpowiadała na pytania – nawet te osobiste. Wreszcie Lama Ole przekazał pełen pakiet nauk – zaczął od historii naszej linii przekazu (tak szczegółowych wyjaśnień jeszcze nie słyszałem), potem udzielił komentarzy do mahamudry Tilopy i medytacji XVI Karmapy, by następnie przeprowadzić medytację na VIII Karmapę, która miała moc inicjacji. Wszystko zakończyło Schronienie i Obietnica Bodhisattwy. Niesamowite było przebywać na tak małym kursie – było nas w kulminacyjnym momencie być może 170 osób. Przez ponad trzy dni mieliśmy Lamę „na wyciągnięcie ręki”. Ole inwestuje w Amerykę Południową tyle energii i czasu, ile może. Ludzie mają szansę na kontakt z nim raz, być może dwa razy do roku, jeśli oczywiście wystarcza im pieniędzy na podróż do KDL w Urugwaju, nie mówiąc już o Europie. Przebywając w polu mocy Lamy tak długo, trudno jest czasami uniknąć wrażenia, że wszystko jest naprawdę czyste, świeże i nowe – pełne niczym nieograniczonych możliwości…
Ostatniego dnia, kiedy Lama udzielał Schronienia i Obietnicy Bodhisattwy, w tej zazwyczaj suchej okolicy zaczął nagle padać ulewny deszcz. Ole powiedział, że jest to bardzo dobry znak i że dzień wcześniej zastanawiał się, jak lokalne energie zareagują na nasze pole mocy. Dodał, że ta ulewa oznacza, iż wszyscy obecni zrealizują to, o czym mówił na kursie. Padało przez cały czas, kiedy Lama przekrzykując szum deszczu wyjaśniał znaczenie Schronienia i udzielał Obietnicy Bodhisattwy. Po pół godzinie do namiotu przybiegła przemoczona Caty i stwierdziła: „Ole, jesteś magikiem!”. Lama uśmiechnął się, wyszedł zobaczyć skrawek podwójnej tęczy i jeszcze raz powiedział, że są to bardzo dobre znaki – świadczą o tym, że buddowie wspierają to miejsce. Potem dawał wszystkim długie błogosławieństwa. Kiedy po ponad czterech godzinach skończył, wyszliśmy na zewnątrz w noc pełną mrugających świetlików.
Podczas wspólnej kolacji Ole powiedział, że choć jesteśmy przyzwyczajeni do tęcz i deszczu w czasie naszych kursów, to takie nagromadzenie dobrych znaków jest rzadko spotykane. Przypomniał jeszcze, że jak wyszliśmy z namiotu, błyskawica oświetliła ośrodek – dodał, że wszystkie lokalne energie powiedziały nam „Welcome!”. Mamy więc kolejne, pełne mocy miejsce.
Wstaliśmy o 5.30. Pół godziny później ulewny deszcz zmoczył nam namioty. Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy trzema busami na lotnisko do Montevideo, stamtąd dotarliśmy do Sao Paulo, gdzie pobiegliśmy na samolot do Monachium. Uff, udało się – znowu mieliśmy szczęście…;))
Pozdrowienia z samolotu do Europy! I do zobaczenia może już na medytacji we wtorek:)
Danusia i Michał

PS. Cytat z Lamy: „Możemy być dumni z naszej linii. Możemy być dumni z dharmy. Ale nie możemy być dumni z samych siebie. Na to nie możemy sobie w żadnym wypadku pozwolić”.
PS2. I jeszcze jeden: „Można siedzieć w jaskini, podczas gdy nasz umysł biega wokół. Można też być w samym centrum tłumu, podczas gdy nasz umysł spoczywa sam w sobie. Tu i Teraz. O to nam właśnie chodzi”.
PS3. I jeszcze jedna krótka historia od Caty, a propos wielkości Szamara Rinpocze. Ostatnio Szamar Rinpocze zadzwonił do Rumteku z pytaniem: – Co Lama Jesze robi w Czystej Krainie? Bo właśnie go tam widziałem. – Eee, no… zmarł 20 minut temu.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Współczucie i mądrość są kluczem - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Zasada mandali - Lama Ole Nydahl | Wydarzało się to po prostu spontanicznie - Dzigme Rinpocze | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Oddanie - Lama Ole Nydahl | Być pożytecznym - Lama Ole Nydahl | Wskazówki do medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Nie ma żadnego powodu, żeby nie zrobić czegoś dobrego - Topga Rinpocze | Cytat - Guru Rinpocze | Możesz cieszyć się radościami życia - Lena Leontiwa | Co robić, zanim staniemy się buddą - Lama Ole Nydahl | Stupa od kuchni - Florindą i Guido Czeija | Życie Gendyna Rinpocze - Mira Starobrzańska | Przepowiednie Karmapy - Buddhismus Heute 50 | Mekhala i Kanakhala - Mira Starobrzańska | Drzewo schronienia - Mira Starobrzańska | Kapala - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Buddyjskie cywilizacje VII-XII wieku na terenie obecnego Dalekiego Wschodu Rosji - Aleksandra Tretjakowa | O medytacji, falach theta i profesorskim Karmapa Czienno - Wasilisa Miszuchina | 4 podstawowe rozmyślania z perspektywy astrofizyka - Blakesley Burkhart | Ameryka Południowa - Michał Bobrowski | Polski weekend w EC - Karolina Karkosińska i Hubert Bramowicz | KIBI - Magdalena Rydzewska i Jarek Kochanowicz | W medytacji stajemy się lamą - Karol Ślęczek | Zagórzany - Ekipa Zagórzan | Bartołty - Bartołty Team | Znamin - Thomas Friedman | East Side Mandala - East Side Mandala team | Kolejny krok - Grupa moreEC | News |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: