DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 50 -> Wyprawa do spadkobierców Buddy

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Wyprawa do spadkobierców Buddy

Vilas Rodizio
_________

Wywiad z producentem filmu „W poszukiwaniu starego Tybetu“


Jak powstał pomysł tego filmu?

Vilas: Wydaje mi się, że wielu z nas zafascynowanych jest koncepcją, że świat jest bardziej snem niż solidną, materialną rzeczywistością i dlatego tak bardzo zachwycamy się magicznymi historiami tybetańskich joginów. Ja również, jak większość ludzi z typu „pożądania”, z tego powodu jesteśmy chyba Kagyupami. Ze wszystkich buddyjskich książek, które połknąłem jako świeżo upieczony buddysta, największe wrażenie zrobiła na mnie historia życia Milarepy i jego przykład. Już wiele lat temu zapragnąłem pojechać do Tybetu i zobaczyć prawdziwego jogina na własne oczy. Nie mieliśmy żadnego scenariusza – pojechaliśmy po prostu tak jak staliśmy, z nadzieją, że znajdziemy tam coś z tradycji joginów.

Jakie są twoje korzenie? Jako filmowca, buddysty, podróżnika? Zawsze ciągnęło cię do Tybetu?

Vilas: Mam za sobą typową karierę operatora filmowego: staż, szkoła filmowa, asystent kamerzysty i operator kamery. Wyrzuciłem jednak telewizor z mieszkania jeszcze zanim zostałem buddystą. Zauważyłem, że nie czuję związku z owocami mojej pracy i powstało we mnie życzenie realizacji projektów filmowych, które są w stanie zdziałać więcej, niż tylko zabawiać. To nastawienie zastąpiło moje dotychczasowe ambicje zrobienia kariery. Jednak musiało minąć jeszcze kilka lat, zanim powstały warunki umożliwiające mi nakręcenie filmu w Tybecie. Zawsze wiele podróżowałem, zawsze na Wschód. Byłem na przykład przy stupie Swajambu w Katmandu i w tamtejszym klasztorze Szamara Rinpocze; wkrótce po tym, w roku 1995 przyjąłem schronienie u Lamy Ole. Do Tybetu jednak wyruszyłem po raz pierwszy dopiero z kamerą.

Czy trudno było nakłonić pokazanych w filmie joginów, żeby dali się sfilmować?

Vilas: Samo znalezienie jakiegokolwiek jogina nie było łatwe. W książce telefonicznej w Lhasie pod „J” nie znaleźliśmy nic. [Vilas śmieje się]. To było szukanie igły w stogu siana. Najczęściej szliśmy do największego klasztoru w mieście, pytaliśmy o najwyższego lamę i właściwie zawsze byliśmy przez niego przyjmowani. Wielu spośród monastycznych dostojników nie wiedziało jednak, co dzieje się w okolicznych górach. Na przykład w Karma Guen pewien khenpo około trzydziestki był przekonany, ze w Tybecie od dawna nie ma już joginów. Czasem udawało nam się nawet wytropić jogina, ale był na odosobnieniu i słyszeliśmy: „Najlepiej przyjdźcie przyszłą wiosną”. Większość joginów spotykaliśmy raczej przypadkowo, jak na przykład „bosego lamę”. Odkryliśmy jego zdjęcie na osłonie przeciwsłonecznej w taksówce. Nie jestem pewien czy wszyscy jogini zrozumieli, co my tak na prawdę robimy i czemu ma to służyć. Kiedy jednemu z nich wpiąłem mikrofon w szatę, odpiął go i wyczyścił nim sobie ucho... Częścią drogi joginów jest porzucenie wszelkich spraw tego życia – tak zwanych „ośmiu światowych dharm”, na przykład nie chwalenie siebie samego, czy nie opowiadanie o właściwościach, które osiągnęli. Na szczęście nie wszyscy traktowali to tak dosłownie: „Bosy lama” podczas naszego pierwszego spotkania mówił jak wodospad.

Niektórzy z tych joginów nie mieli z pewnością wcześniej kontaktów z zachodnimi buddystami. Jak reagowali na to, kiedy opowiadaliście im o Diamentowej Drodze na Zachodzie?

Vilas: Nigdy nie wyciągaliśmy kamery pierwszego dnia, tylko zawsze próbowaliśmy najpierw z pomocą zdjęć przedstawić nas i buddyzm na Zachodzie, stworzyć osobisty kontakt. Największe wrażenie robiła na nich wielka ilość namiotów na naszych letnich kursach – jakby rozpoznawali coś znajomego. W kilku sytuacjach byłem totalnie zaskoczony, jak szybko powstawała prawdziwa bliskość i zażyłość z Tybetańczykami, zwłaszcza z Kagyupami. W Gosze Gompa, klasztorze Szamarpy, mnisi oprowadzali nas trzymając mnie za rękę i opowiadając o dawnych mistrzach mahamudry. Na zewnętrznym poziomie nie moglibyśmy być bardziej różni – tybetańscy mnisi i zachodni „cywile” – ale poczucie więzów rodzinnych było więcej niż wyraźne; stare związki. W większości miejsc byliśmy pierwszymi białymi, którzy tam dotarli i Tybetańczycy mieli wielki szacunek wobec trudów jakie podjęliśmy, żeby odbyć naszą „pielgrzymkę”. Regpa (jeden z wielu tybetańskich odpowiedników sanskryckiego słowa „jogi”) w naszym filmie, Tsültrim Tarczin, powiedział jednak do mnie: „Przybyłeś tutaj z bardzo daleka i nie powinieneś tylko robić zdjęć, ale także nauczyć się czegoś ode mnie!”.

Otrzymaliście od joginów nauki?

Vilas: Było trochę ogólnych nauk o medytacji czy mahamudrze, ale żadnych instrukcji medytacyjnych. To nie było też naszym celem. Podczas naszej drugiej podróży Regpa zaproponował nam, że nauczy nas tummo, medytacji „wewnętrznego żaru”. Dodał jednak: „Ale przyjdźcie lepiej w tym celu na wiosnę, potrzeba kilku miesięcy, żeby osiągnąć rezultaty”. Zaskoczyło cię, że w Kham żyje jeszcze tak wielu wielkich mistrzów? W dzisiejszych czasach raczej uważa się, że w Tybecie nie można już znaleźć zbyt wiele buddyjskiej jakości. Nasze starania, żeby przed wyjazdem dowiedzieć się czegoś o joginach w Tybecie, spełzły na niczym i najbardziej bałem się tego, że być może będę musiał stwierdzić, iż w Tybecie rzeczywiście nie ma już joginów. Jednak w 2006 roku rozmawiałem w Kalimpongu z Karmapą i opowiedziałem mu o moim pomyśle filmu. Karmapa zapewnił mnie, że w Tybecie są jeszcze jogini, ale to, czy się ich spotka, zależy od naszej osobistej karmy. Ucieszyłem się słysząc to, choć z drugiej strony „jogiczna karma” naszej grupy była czynnikiem trudnym do oszacowania. uż w Tybecie usłyszeliśmy, że XVI Karmapa przed swoją ucieczką w 1959 roku, poprosił swojego mistrza odosobnień w Tsurpu, Karmę Norbu, żeby został w Tybecie i troszczył się o zachowanie jogicznej tradycji. Karma Nobu przekazał podobno ponad tysiącu uczniom „sześć Jog Naropy”. Prawie wszyscy jogini, których spotkaliśmy, byli jego uczniami.

Możesz powiedzieć co najbardziej cię poruszyło przy tym projekcie? Na przykład jakie miejsce, albo który z mistrzów? Jakie wrażenie zapisało się najsilniej?

Vilas: Cała podróż była olbrzymią przygodą i jednocześnie jakby snem. Początkowo natrafiliśmy na kilka przeszkód – utknęliśmy na przykład na kilka tygodni w Derge, ponieważ nagle zabrakło tłumacza. Nasza podróż do Karma Guen była nielegalna – nie mieliśmy wiz do TAR (Tibet Autonomous Region) – tłukliśmy się więc dżipem bocznymi drogami przez lód i błota. Po sześciu tygodniach pobytu straciliśmy właściwie już wszelką nadzieje, że uda nam się spotkać prawdziwych joginow, ale wtedy właśnie natrafiliśmy na Repę Tsültrima Tarczina – jogina, który żyje dokładnie tak samo, jak żył Milarepa 900 lat temu. Nasze spotkanie trwało wprawdzie tylko kilka minut, a on nie powiedział ani słowa, ale osiągnęliśmy wreszcie nasz cel.

Planujecie następne wyprawy do Kham i kolejne filmy?

Vilas: Tak, z pewnością. Każdy kto był w Tybecie, chce tam kiedyś wrócić. „W poszukiwaniu starego Tybetu” jest moim pierwszym filmem dokumentalnym i dopóki ludzie będą znosić moje filmy, będę je nadal kręcił. Po naszej pierwszej podroży byliśmy w Tybecie jeszcze dwa razy i mam nadzieję, że posiadam już wystarczającą ilość materiału na drugi film. Ten pierwszy jest swojego rodzaju „filmem drogi” – podróżowaliśmy po Tybecie bez przygotowania i filmowaliśmy wszystko, co się dało. W następnym filmie chcę bardziej skoncentrować się na joginach. Czym zajmują się właściwie jogini, dlaczego to robią i jak to jest w ogóle możliwe? Podczas drugiej podróży przeprowadziłem półtoragodzinny wywiad z Repą, w którym opowiadał, jak powstaje gorąco podczas praktyki tummo i dlaczego on potrafi zostawiać odciski dłoni w skale, a ja nie. Pracuję nad tym... I nad drugim filmem, i nad odciskami dłoni (śmiech).

Rozmawiał: Detlev Göbel, „Buddhismus Heute”

Vilas Rodizio to pseudonimem. Autor chciałby pozostać anonimowy, żeby nie narazić przyszłych wypraw do Tybetu na niepowodzenie.

Film Vilasa Rodizio: „W poszukiwaniu starego Tybetu. Podróż śladami spuścizny Buddy” Ekipa filmowa dotarła do odległych pól mocy we Wschodnim Tybecie, aby odnaleźć ostatnich żyjących dzierżawców jogicznej tradycji o historii mającej tysiące lat. Zdjęcia, które powstały w malowniczych górskich krajobrazach Himalajów, poddają w wątpliwość nasze pojmowanie rzeczywistości.
Film trwa 76 minut, kosztuje 25 Euro. Do zamówienia: − dosoby prywatne w wydawnictwie „Logos”: www.logosbooks.com/product/auf-der-suche-nach-dem-alten-tibet/ − dharmashopy ośrodków Diamentowej Drogi: info@yogifilm.de
Film dostępny jest w dwóch wersjach językowych: niemieckiej i międzynarodowej. Wersja międzynarodowa posiada ścieżki dźwiękowe w 5 językach: niemieckim, angielskim, polskim, rosyjskim i hiszpańskim oraz napisy w 12 językach: duńskim, angielskim, fińskim, francuskim, holenderskim, litewskim, łotewskim, portugalskim, słowackim, czeskim i węgierskim.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Guru Joga XVI Karmapy - XVI Gyalwa Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Przekaz buddyzmu tybetańskiego w praktyce - Lama Ole Nydahl | Przekaz w Diamentowej Drodze - Kalu Rinpocze | Radość pojawi się sama - Hannah Nydahl | Do śmierci można się przygotować - Lama Ole Nydahl | Trawelling teachers, podróżujący nauczyciele - fascynujący przyjaciele, którym ufam - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | 900 lat Karmapy - Szamar Rinpocze | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Reczungpa - Rosi Fisher | Strzała Sarahy - Karma Trinlepa | Mandarawa Bogini Długiego Życia - Mira Starobrzańska | Buddyjska nauka o karmie - Manfred Seegers | Cytat - XVI Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Szczęście - temat, który porusza wszystkich | Nóż drigug - Mira Starobrzańska | Pochodzenie czarnej korony - Lama Karma Wangczuk | Mala - Mira Starobrzańska | Diagnoza: rak - Gretchen Newmark | Zachodni jogin w królestwie smoka - Klara Kazelle i Roman Laus | Wyprawa do spadkobierców Buddy - Vilas Rodizio | Lama - 24h | Więcej (z) nas w Europe Center | Odosobnienie nad Bajkałem - René Lackner | Z pamiętnika strażnika | O sandze w Norwegii - Nastia Tracewska | Warszawski Mahakala - Marta Ruta | Deszcz, błoto i ... błogosławieństwo - Eskadra Nagodzice | News | 35-lecie Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Zosia Siwczyńska |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: