DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 50 -> Trawelling teachers, podróżujący nauczyciele - fascynujący przyjaciele, którym ufam

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Trawelling teachers, podróżujący nauczyciele - fascynujący przyjaciele, którym ufam

Lama Ole Nydahl
_________

Wywiad o podróżujących nauczycielach

W 2010 roku Lama Ole powiedział publiczne dwie rzeczy, które w zestawieniu mogły dać do myślenia... Pierwsza z tych wypowiedzi brzmiała: „Jeśli nagle bym umarł, zostali by wam tylko Caty i podróżujący nauczyciele”, a druga: „Dwie trzecie moich podróżujących nauczycieli zawiodło”. Korzystając z okazji redakcja Buddhismus Heute poprosiła Lamę Ole o komentarz na ten temat.


Tak zwani „podróżujący nauczyciele” – w sumie jest ich ponad dwustu na całym świecie – są Twoimi uczniami, których upoważniłeś do nauczania. Jakimi kryteriami kierujesz się przy ich wyborze?

Lama Ole: Biorę pod uwagę ich doświadczenie życiowe, przyjaźń, zdolności do uczenia się i znajomość języków obcych, odwagę oraz ilość wolnego czasu, który mogliby przeznaczyć na podróże. Jeśli do tego skończyli praktyki wstępne, medytują na Karmapów, potrafią przybliżać innym ważne dla nas nauki i książki, posiadają bogatą ogólna wiedzę, a także umieją zdecydowanie i sensownie odpowiadać na pytania polityczne, widzę przyszłych współpracowników. Krótko mówiąc, są to fascynujący przyjaciele, którym ufam. Potrafią wykorzystać pojawiające się okoliczności i nadać im pożyteczny kierunek.

Podróżujący nauczyciele nie mają żadnego formalnego buddyjskiego wykształcenia. Co na to tybetańscy nauczyciele?

Lama Ole: Tybetańczycy są zainteresowani rezultatami, dlatego cieszą się, że nasze zachodnie, abstrakcyjne wykształcenie, połączone z wystarczająca ilością życiowego doświadczenia, potrafi w tak płynnie doprowadzić ludzi do poglądu Wielkiej Pieczęci, jak też że Diamentowa Droga oferuje tak dużej ilości osób o dobrej karmie dostęp do natury własnego umysłu.

Czy istnieje jakaś hierarchia pośród podróżujących nauczycieli? Niektórzy z nich nauczają od ponad 20 lat, inni są całkiem nowi; niektórzy dużo się nauczyli, inni nieco mniej…

Lama Ole: Oczywiście – ten kto więcej potrafi, będzie mógł nas reprezentować bardziej wszechstronnie, ale nie ma żadnych gwiazdek na pagonach czy czapkach. Podróżujący nauczyciele powinni czuć się grupą i wiedzieć, kto najlepiej się zna na tym czy innym aspekcie nauk, wymieniać się pod tym kątem wiedzą, a w szczególnych przypadkach właśnie tej osobie zaproponować wykład.

Oboje z Hannah nieraz mówiliście, że „podróżujący nauczyciele mają przekazywać informacje, a nie błogosławieństwo”. Czy funkcja podróżującego nauczyciela ma coś wspólnego z realizacją?

Lama Ole: Dobrze jeśli ją posiadają, ale nie odgrywa to kluczowej roli. Istotne jest raczej, czy podróżujący nauczyciele mają wystarczająco wiele doświadczenia, aby być w stanie klarownie przekazywać dalej wiedzę i metody.

Zdajesz się pokładać bardzo wiele zaufania w podróżujących nauczycielach. Jednocześnie nie pozwalasz im na przykład udzielać Schronienia albo dawać lungu, czy też pisać książek o aspektach buddów. Czym to jest spowodowane?

Lama Ole: Zadaniem Hannah i moim było – i nadal jest, także w przypadku olbrzymiego rozwoju – utrzymywanie wszystkiego dokładnie w strumieniu błogosławieństwa XVI Karmapy, a w międzyczasie również XVII Karmapy. Dlatego to, co przekazujemy musi być zawsze najlepszej jakości. Wprowadzenia do praktyk Diamentowej Drogi nie mogą stać się rozwodnione, ani przesadnie skomplikowane i z tego powodu ich zachowanie wymaga konkretnych warunków, takich jak ustny przekaz, który uczeń otrzymuje od doświadczonego nauczyciela. Pracujemy tutaj z wysokim napięciem, które w przyszłości – w tym również w przyszłych żywotach – będzie miało wpływ na naszych przyjaciół. Nie zostałem dotąd poproszony, aby przekazywać dalej prawo do udzielanie Schronienia, myślę też że jak najwięcej z nas powinno czerpać z tego samego źródła. Pewien pan z Sycylii zaczął 15 lat temu udzielać Schronienia na własną rękę, ale od dawna nie ma już z nami nic wspólnego.

Czy poza nauczaniem podróżujący nauczyciele odgrywają jakąś szczególną rolę w organizacji Diamentowej Drogi, która odróżnia ich od „normalnych” przyjaciół z sangi?

Lama Ole: Podróżujący nauczyciele mają takie same zadania, jak wszyscy. Ponadto nauczają i zdają mi relacje ze swych podróży, pomagając mi w ten sposób być na bieżąco z tym, co się dzieje w różnych miejscach oraz są naszymi łącznikami na bliskich i dalszych dystansach.

Niektórzy z Twoich podróżujących nauczycieli mają uczucie, że proponuje im się buty, które są dla nich na początku o numer za duże. Czy dajesz im najpierw kredyt zaufania, a potem patrzysz, jak wszystko się rozwinęło?

Lama Ole: Tak, człowiek uczy się skakać ze spadochronem skacząc ze spadochronem, a nauczać nauczając. Myślę, że dzięki życiowemu doświadczeniu potrafię ocenić, ile rund ktoś wytrzyma na ringu i jak dotąd ci, którzy utrzymali swoje związki, są z nami nadal. Ochrona naszej linii jest bardzo mocna i prędzej czy później zamienia każde doświadczenie we wgląd.

Czy istnieje jakaś kontrola jakości, czy sprawdzasz nauczycieli regularnie?

Lama Ole: Znam swoich bliskich uczniów bardzo dobrze i śledzę ich rozwój. W czasie najróżniejszych spotkań i wspólnych podróży stajemy się sobie nawzajem tak bliscy, że mogę zobaczyć dokładnie, w jakim punkcie każdy z nich się właśnie znajduje. A kto za mało wie, przekona się o tym sam bardzo szybko w czasie własnych wykładów albo dowie od przyjaciół i kolegów po fachu.

W jaki sposób funkcjonuje „kuźnia kadr” podróżujących nauczycieli? Czy spotykasz się z nimi regularnie?

Lama Ole: Przez cały ten czas staliśmy się żywym polem mocy. Ci, którzy oglądają streamingi z moich wykładów, będą wiedzieli, co w trawie piszczy. Nic nie pomaga nam dziś bardziej w pracy, niż mejle, cały internet, „Diamentowa Droga” i przede wszystkim różne coroczne spotkania ośrodków i podróżujących nauczycieli. W ten sposób jesteśmy w stanie ogarnąć naszą aktywność.

Czego od nich oczekujesz? Co decyduje o tym, czy ktoś jest dobrą podróżującą nauczycielką lub nauczycielem?

Lama Ole: Ludzie powinni wiedzieć, co działo się dawniej i co wydarza się teraz, znać i dobrze reprezentować nasze ponadczasowe nauki, utrzymywać swoje związki, jeśli to konieczne, zadawać pytania, starać się robić wszystko najlepiej jak potrafią i na każdym poziomie dalekosiężnie dbać, by swoim zachowaniem wyzwalać innych, zamiast blokować ich rozwój.

Zawsze bardzo podkreślałeś, że przyjaźń oraz „więzi rodzinne” są podstawą funkcjonowania Twoich ośrodków. Ostatnio coraz większy nacisk kładziesz na solidarność. Możesz to wyjaśnić?

Lama Ole: Solidarność polega na tym, że stoimy ramię w ramię i pomagamy sobie nawzajem, kiedy pojawiają się trudnośći lub sytuacje trudne do zrozumienia, zamiast myśleć, że każdy musi poradzić sobie ze wszystkim sam. Oznacza to też, że nie staramy się konkurować z kolegami po fachu, oferując w ośrodkach egzotyczny program, szczególnie, gdy sami go wybraliśmy. W nauczaniu nie ma miejsca na takie gry lub dążenie do zdobycia uznania. Jeśli jacyś budzący nadzieje nauczyciele zaczynają budować u nas „własne” grupy, życzymy im powodzenia, ale nie pośredniczymy dalej w ich działaniach.

Podróżujący nauczyciele na pewno popełniają czasem błędy. W jakich sytuacjach postanawiasz któregoś z nich „zwolnić” i jak często już do tego dochodziło?

Lama Ole: Jak już wspomniałem, żegnamy się z kimś tylko wtedy, gdy nie potrafi być solidarny, lub naucza w naszych ośrodkach „specjalnych” praktyk, przypuszczalnie po to, by związać ze sobą tamtejsze grupy. Najgorszym wrogiem w pracy podróżującego nauczyciela była zawsze duma.

Co w takich przypadkach poszło nie tak? Myliłeś się od samego początku, czy też sytuacja rozwinęła się w innym kierunku niż tego oczekiwałeś?

Lama Ole: Niektórzy przyjaciele wzięli swoje zadanie zbyt osobiście. Odebrali pochwały oraz widok spełnionych twarzy jako swoją osobistą zasługę, zamiast zrozumieć, że jest to rezultat błogosławieństwa i pola mocy linii przekazu. Inni, którzy współpracowali z nami od dawna, odeszli, gdyż nie potrafili pogodzić mojego stosunku do islamu z własnym młodzieńczym idealizmem, lub też dlatego, że ich związki z innymi nauczycielami okazały się silniejsze. Dlatego jestem zawsze wdzięczny tym z przyjaciół, którzy sprawdzają oferty innych szkół i nauczycieli w zaciszu prywatności, zamiast rozprawiać o tym publicznie. Oszczędza to wszystkim niepotrzebnego pomieszania i gadulstwa – kiedy potem taki uczeń odchodzi, ma moje pełne błogosławieństwo.

Wróćmy do Twojej publicznej wypowiedzi o tym, że dwie trzecie podróżujących nauczycieli zawiodło. To była Twoja pierwsza zdecydowanie krytyczna uwaga na temat podróżujących nauczycieli. Co poszło nie tak?

Lama Ole: Słowo „zawieść” było dla mnie nowo poznanym niemieckim słowem i dopiero zobaczywszy reakcję słuchaczy na sali zrozumiałem, jak jest mocne. Miało ono oznaczać, że nauczyciele powinni wzmocnić swój związek ze mną, być bardziej aktywni, częściej przyjeżdżać na nasze spotkania, podróżować ze mną, spędzać czas w EC itd. Chociaż użyłem przesadnego słowa, okazało się ono jednak skutecznym bodźcem do zmian.

Czy rozmawiałeś potem z poszczególnymi osobami?

Lama Ole: Kilku przyjaciół zapytało mnie, co miałem dokładnie na myśli – jak zwykle byli to ci, którzy i tak starają się dawać z siebie jak najwięcej. Jednocześnie każdy, kto poczuł, że to o nim mowa, z pewnością się czegoś nauczył. Cały obszar aktywności nauczycieli znacznie się od tego czasu ożywił.

Zbudowaliście wraz z Hannah największą organizację buddyjską na świecie, Ty sam masz dziesiątki tysięcy uczniów. Dotąd nie pojawił się chyba jednak nikt Twojego formatu. Czy istnieją jacyś „uśpieni olbrzymi”, którzy powstaną w odpowiednim czasie?

Lama Ole: Wraz z Hannah poczuliśmy przypływ ogromnej mocy po odejściu XVI Karmapy, w 1981 roku. Kiedy mój cień przestanie już zasłaniać słońce, wydarzy się to samo. Gdy umierają ci, którzy przenoszą błogosławieństwo, moc przechodzi na przekonujących, zżytych ze sobą uczniów, którzy z błogosławieństwem Karmapów będą dalej przekazywać nasze ponadczasowe i praktyczne wglądy. Ci liczni uczniowie, którzy teraz u mojego boku nadają kierunek naszej pracy, na pewno nie wyczerpali jeszcze wszystkich swoich możliwości rozwoju i w przyszłości będą w stanie z czystą motywacją, jako przyjaciele, dzielić się z innymi całym bogactwem Diamentowej Drogi.

W ostatnich latach mówi się dużo w Twojej organizacji o przekazie. Czy podróżujący nauczyciele mają przekaz?

Lama Ole: „Przekaz” oznacza u nas dzielenie się czymś całościowym, wykraczającym poza to, co osobiste i ograniczające; czymś co umożliwia przeżywanie chwil wyzwolenia. Opiera się on na prawdziwym wglądzie w naturę umysłu i prezentuje ścieżki naszej linii, które oferują takie wglądy. Przynależność do linii przekazu oznacza przenoszenie dalej owej mocy i głębi, w sposób pasujący do określonych czasów i kultury. Powinno się to również odbywać we współpracy z naszymi lokalnymi przyjaciółmi. Każdy dobry przykład, wskazujący drogę prowadzącą poza wszelkie ograniczenia, pozwala poznać bogactwo naszej transmisji. Indyjski jogiczny buddyzm musiał w Tybecie stać się tybetański, a tybetański przyjmie u nas formę europejską. Jest to wprawdzie wciąż ten sam ponadczasowy diament ostatecznych nauk, ale świeci on kolorami krajów i obyczajów, stanowiących w danym momecie jego tło.

Twoi uczniowie mają naturalnie nadzieję, że będziesz żył jeszcze długo i Ty również twierdzisz, że tak właśnie będzie. Jednak od wielu już lat, chociażby od Twojego prawie śmiertelnego wypadku spadochronowego w 2003 roku, ludzie często pytają Cię o to, jak będzie wyglądała sytuacja po Twoim odejściu. Możesz przedstawić swój pogląd na ten temat?

Lama Ole: Błogosławieństwo Karmapów i naszej linii jest bezkresne jak morze – wypełnia przestrzeń niezależnie od czasu i miejsca. Już dziś przekazuje je niezliczona ilość doświadczonych życiowo i samodzielnych Kagjupów, będzie ono również w stanie w niedogmatyczny sposób dopasowywać się do zmieniających się okoliczności. Kiedy znów pojawię się jako piegowaty urwis, po raz kolejny ludzie będą często z powątpiewaniem potrząsać głowami, ale jednocześnie dojdzie do dynamicznych postępów w rozwoju. Jeśli dalej czerpać będziemy ze źródła naszej Guru Jogi, na pewno tak się stanie!

Mówisz, że to Twoja dawna partnerka, a obecnie asystentka Caty Hartung i podróżujący nauczyciele będą dalej kierować organizacją. Jaką rolę pełniliby wówczas Karmapa, Szamarpa oraz inni tybetańscy Rinpocze?

Lama Ole: Omówiliśmy kształt naszej pracy na całym świecie z tybetańskimi dzierżawcami linii i ma ona ich błogosławieństwo. Zdają oni sobie sprawę z tego, że samodzielni ludzie Diamentowej Drogi będą w stanie pracować dalej i rozsądnie ich wspierać jedynie w oparciu o obecny, wolny styl. Pod względem swego nastawienia są w końcu joginami, a w życiu codziennym skutecznymi w działaniu, świeckimi ludźmi. Każdy, kto praktykuje z nami Diamentową Drogę, będzie w stanie urzeczywistnić nauki żyjąc pełnią życia. Jest nas zbyt wielu, by poddawać w wątpliwość nasz zwyczajowy styl pracy – byłoby to wyjątkowo niemądre. Odpowiada on życzeniom wielkiego XVI Karmapy, moim oraz Hannah i cieszy się wsparciem i błogosławieństwem obecnego Karmapy Taje Dordże.

Czy istnieje jakiś szczególny aspekt organizacji Diamentowej Drogi, który chciałbyś zachować na przyszłość? Jak powinni o to zadbać podróżujący nauczyciele?

Lama Ole: Otwarty, wolny styl „płaskich” hierarchii daje o sobie znać wtedy, gdy każdy może wnieść w działania grupy najlepsze, na co go stać, a specjalistyczne zadania powierzone zostaną fachowcom, w tym również tym z innych ośrodków. W przeciwnym wypadku niekończące się dyskusje doprowadzą do straty czasu i radości ze wspólnej medytacji i pracy. Szczególnym znakiem rozpoznawczym Diamentowej Drogi są przede wszystkim medytacje Guru Jogi, które XVI Karmapa przekazywał nam i założonym przez nas ośrodkom przy każdym spotkaniu. Wraz z praktykami wstępnymi i przenikającym wszystko poglądem Wielkiej Pieczęci, tworzą one podstawę naszej ścieżki. Staniecie się w pełni rozwiniętymi, dojrzałymi ludźmi dopiero wówczas, kiedy w tym samym stopniu wykorzystacie medytację, sangę (wspólną pracę i naukę), dharmę (słuchanie nauk i właściwy pogląd), lamę (wspólne podróżowanie i spędzanie ze mną czasu, także krótkiego) i normalne życie (dające spełnienie związki, zdrowe stosunki w pracy). Jeśli ktoś zajmuje się tylko niektórymi z tych obszarów, często oznacza to, że chce od czegoś uciec i, jak pokazuje doświadczenie, już na początku budzi mieszane uczucia, co z czasem się nasila. We współczesnym świecie skrajna jednostronność nie jest ani zbyt użyteczna, ani pociągająca. Bycie „świętym” oznacza dziś wśród nie-mnichów zdolność do wszechstronnego funkcjonowania.

Przestrzegasz także nieustannie przed mieszaniem ze sobą różnych stylów nauczania w praktyce Diamentowej Drogi. Czym to jest spowodowane i na czym polega tutaj rola podróżujących nauczycieli?

Lama Ole: Już w 1970 roku Kalu Rinpocze z naciskiem wielokrotnie powtarzał: „Jedna ścieżka może być jak piwo, druga jak mleko, kolejna jak woda, a jeszcze inna jak sok owocowy lub wino – każda z tych rzeczy może ugasić pragnienie, ale wszystkich ich zmieszanych razem nie da się wypić”. Nie oznacza to w żadnym wypadku, że każdy buddysta lub Kagjupa musi stosować te same metody – różne religie cywilizują różne rodzaje ludzi. Tym niemniej wszyscy powinniśmy jak najwcześniej zwracać uwagę nowych osób na szczególne cechy Diamentowej Drogi, aby nie zaprzepaścić ich pierwotnej otwartości i nie marnować ich czasu – jest to nasza wspólna odpowiedzialność. Wybieram na podróżujących nauczycieli tych przyjaciół, którzy rzeczywiście nas reprezentują – w czasie ich wykładów natychmiast się to czuje. Kopanie głęboko w jednym miejscu przynosi rezultaty.

Zawsze pisałeś listy zwracające uwagę na ślepe uliczki, w które można zabrnąć praktykując i zajmując się organizacją, zawierały one również zwykle drobne wskazówki, nadające wszystkiemu zdrowy kierunek. Twoi uczniowie oczywiście Ci ufają, czy uważasz jednak za realistyczne, że w czasach które nastąpią po Tobie, rady Twoich bliskich uczniów będą się cieszyły takim samym zaufaniem?

Lama Ole: Z pewnością. Wielu kompetentnych ludzi we współpracy z Caty bardzo skutecznie panuje już dzisiaj nad całą masą najróżniejszych zadań. Nie widzę powodu, dla którego miałoby się to zmienić. Nasze rusztowanie stoi pewnie zarówno na zewnętrznym, jak też na wewnętrznym poziomie i będzie w stanie przetrwać także kryzysy społeczne. W strumieniu błogosławieństwa naszej linii – tradycji Marpy, Milarepy, Reczungpy, Gampopy, a także Karmapów i Szamarpów – nasi praktykujący przyjaciele czują, że stają się nie tylko coraz starsi, ale również coraz mądrzejsi, szczęśliwsi, bardziej nieustraszeni i przekonujący. Uczniowie, którzy po mnie i obecnych „filarach odpowiedzialności” przejmą na siebie nasze zadania, już teraz z pewnością wzrastają wśród nas. Będą się rozwijać z pomocą Guru Jogi i zasadniczo kontynuować nasz styl. Poza tym jestem w świetnej formie.

Przed kilku laty w akademickim studium dotyczącym organizacji Diamentowej Drogi znalazło się zdanie: „It is hard to foresee how a clash between the organizational leaders in power and the yet to be appointed spiritual successors can be avoided”. Czy istnieje ten podział pomiędzy głównymi organizatorami i duchowymi liderami?

Lama Ole: Profesor Burkhard Scherer, który to napisał, zdążył już poznać nas trochę lepiej. Przed ludźmi o różnych uzdolnieniach stoją różne zadania, ale pomiędzy nami wszystkimi panuje przede wszystkim głęboka przyjaźń. NIgdy nie istniał konflikt pomiędzy specjalistami od duchowości i liderami praktycznej aktywności, a poza tym w przypadku publicznie użytecznej pracy, takiej jak nasza, każdy powinien w zasadzie posiadać całościowy ogląd sytuacji. W którąkolwiek stronę bym nie spojrzał, ufamy sobie nawzajem i pracujemy razem jak przyjaciele. Cieszymy się z tego, że wszyscy robią to, co potrafią najlepiej. Zgodnie z moimi obserwacjami, w naszym polu mocy właściwi ludzie znajdują się zawsze na właściwych dla siebie miejscach.

Na jakim etapie znajduje się organizacja Diamentowej Drogi obecnie, w 2011 roku? Wyrosła na olbrzymią, dobrze zorganizowaną, opartą na zdrowych finansach, ogólnie uznaną społecznie itd. Czy istnieje coś, na co Twoi uczniowie powinni właśnie teraz uważać, czy przewidujesz jakieś niebezpieczeństwa?

Lama Ole: Nie powinniśmy pomiedzy sobą budować społeczeństwa klasowego czy hierarchii, ale merytokracja jest użyteczna. Ludzie którzy więcej robią i posiadają doświadczenie, mają też większy wpływ na bieg wydarzeń. Zasadniczo nie musimy niczego poprawiać w naszych ponadczasowych ofertach. Dzięki rozluźnieniu, zimnej krwi i radości, Diamentowa Droga będzie wzrastać bez końca.

Z Lamą Ole Nydahlem rozmawiali Claudia Knoll i Detlev Göbel

Opracowanie: Michał Siwek

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Guru Joga XVI Karmapy - XVI Gyalwa Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Przekaz buddyzmu tybetańskiego w praktyce - Lama Ole Nydahl | Przekaz w Diamentowej Drodze - Kalu Rinpocze | Radość pojawi się sama - Hannah Nydahl | Do śmierci można się przygotować - Lama Ole Nydahl | Trawelling teachers, podróżujący nauczyciele - fascynujący przyjaciele, którym ufam - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | 900 lat Karmapy - Szamar Rinpocze | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Reczungpa - Rosi Fisher | Strzała Sarahy - Karma Trinlepa | Mandarawa Bogini Długiego Życia - Mira Starobrzańska | Buddyjska nauka o karmie - Manfred Seegers | Cytat - XVI Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Szczęście - temat, który porusza wszystkich | Nóż drigug - Mira Starobrzańska | Pochodzenie czarnej korony - Lama Karma Wangczuk | Mala - Mira Starobrzańska | Diagnoza: rak - Gretchen Newmark | Zachodni jogin w królestwie smoka - Klara Kazelle i Roman Laus | Wyprawa do spadkobierców Buddy - Vilas Rodizio | Lama - 24h | Więcej (z) nas w Europe Center | Odosobnienie nad Bajkałem - René Lackner | Z pamiętnika strażnika | O sandze w Norwegii - Nastia Tracewska | Warszawski Mahakala - Marta Ruta | Deszcz, błoto i ... błogosławieństwo - Eskadra Nagodzice | News | 35-lecie Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Zosia Siwczyńska |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: