DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 50 -> Odosobnienie nad Bajkałem

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Odosobnienie nad Bajkałem

René Lackner
_________

W lutym 2009 roku udałem się w podróż na Syberię. Celem mojego wyjazdu był Bojarskij nad Bajkałem. Zainspirowali mnie Vita i Andrej z Irkucka – dwoje bliskich przyjaciół, którzy robią wiele dla dharmy na terenie Syberii, a Lama Ole Nydahl dał mi swoje błogosławieństwo.


W Bojarskij znajduje się stosunkowo nowy ośrodek odosobnieniowy, jest on oddalony jedynie kilka metrów od brzegu znanego wszystkim jeziora. miejsce to jest wspierane zarówno przez ośrodek w Irkucku, który jest oddalony o 300 km, jak i przez ośrodek w Ułan-Ude, który jest oddalony od Bojarska o 150 km. czasami przyjaciele z obu tych ośrodków spotykają się w Bojarsku, czyli „w połowie drogi”. wszyscy uwielbiają tam przebywać, ale nikt tam jeszcze nie odbył odosobnienia. wpadłem więc na pomysł, by to miejsce „rozruszać”. Od wielu lat zimą Lama Ole odbywa trasę po Rosji, podczas której odwiedza liczne ośrodki pomiędzy Moskwą i Władywostokiem. Co roku też wielu entuzjastów podróżuje z Lamą – chcą poznać kraj i Rosjan oraz zobaczyć niesamowity krajobraz z okna kolei transsyberyjskiej. Sam Bajkał również działa jak magnes, ludzie z całego świata chcą zobaczyć to potężne jezioro, którego linia brzegu mierzy ok. 2200 km. Prawdopodobnie słyszeliście wiele historii o tym, jak Lama Ole i cała grupa podróżująca skakali do jeziora przy minusowych temperaturach. To właśnie tutaj powstał ośrodek. Podczas odosobnienia możemy podziwiać widok rozpościerający się na Bajkał – niezależnie od pory roku. Ole wraz z garstką przyjaciół odwiedził to miejsce w 2008 roku i je zainaugurował.
Przyjaciele z ośrodków w Rosji wspierali mnie, jak mogli. Ośrodek w Petersburgu pomógł mi załatwić formalności związane z wizą, a w Moskwie piękna blondynka przybyła po mnie na lotnisko. Mimo trwających przygotowań do pierwszej wizyty Karmapy w Rosji wszyscy byli bardzo gościnni i już niebawem znalazłem się w samolocie lecącym na Syberię. W Irkucku i Ułan-Ude, czyli w odległości 7000 km od Bawarii, przyjęto mnie bardzo serdecznie. Ze względu na przesunięcie czasu godzina mojego przylotu była nieprzyzwoita, a mimo to zostałem zaproszony na miłe śniadanie. Byłem tu już w 2001 roku z Lamą Ole i teraz znowu miałem okazję zwiedzić miasto. Kiedy odwiedzaliśmy jedyny w okolicy tybetański klasztor (pozostałe klasztory są mongolskie), „przypadkiem” właśnie rozpoczynała się inicjacja Mahakali, głównego strażnika Buriacji. Zachwyceni wzięliśmy w niej udział, a następnie stanęliśmy w długiej kolejce po błogosławieństwo. Kiedy nadszedł czas mojego odosobnienia, dwie radosne damy z ośrodka w Ułan-Ude towarzyszyły mi w drodze do Bojarska. Jechaliśmy pociągiem osobowym, a ja byłem obładowany zapasami jedzenia. Następnego dnia księżyc był w nowiu – właśnie ten moment wybrałem na rozpoczęcie swojego dwumiesięcznego odosobnienia.
Bojarskij znajduje się z dala od wszelkiego zgiełku, ośrodek jest dosyć duży i przyjemnie czysty. W odległości kilku kilometrów znajduje się sklepik, w którym można kupić świeże ryby w dobrej cenie i wiele innych produktów. Dom jest zbudowany z grubych drewnianych bali. Salon jest ogrzewany drewnem, a troje drzwi sprawia, że ciepło nie ucieka na zewnątrz. Piec znajduje się pośrodku domu, niczym stupa. Mimo że na zewnątrz było – 35˚C, nawet nie musiałem rozpakowywać swojego śpiwora. W pobliżu domu jest rosyjska sauna (bania) ogród, ścieżka prowadząca do jeziora (50 m) i bezgraniczna przestrzeń. Myślę, że to miejsce jest idealne dla par, niczego nie brakuje. Przez dwa miesiące mojego pobytu pogoda była głównie słoneczna. Oczywiście nie należy lekceważyć niskich temperatur – przede wszystkim trzeba zadbać o właściwe nakrycie głowy. Za to na niebie można zaobserwować wszystkie kolory, a zachody słońca wydają się bezkresne. Moim głównym zamiarem było „uruchomienie” ośrodka, w związku z tym zabrałem ze sobą flagi modlitewne z indyjskiego Tsok Pema – świętego miejsca Guru Rinpocze i jego partnerki Mandarawy, oraz relikwie od różnych lamów z bezpośredniego otoczenia Karmapy. Nieraz wyraźnie czułem błogosławieństwo, które Lama Ole pozostawił w tym miejscu, czasami pojawiały się również tęcze na niebie.
Pierwszego maja rosyjscy przyjaciele przygotowali dla mnie niespodziankę. Kiedy wracałem z zakupów, nagle kilka samochodów zatrzymało się obok mnie. Gdy drzwi się otworzyły, sięgnąłem na wszelki wypadek po swój nóż. Okazało się jednak, że to przyjaciele z pobliskich ośrodków przyjechali mnie odwiedzić i szeroko się do mnie uśmiechali. Moja radość była ogromna i wspólnie wróciliśmy do ośrodka. Tam zostałem obdarowany jedzeniem, ciastami, moją ulubioną rejaszanką (to rodzaj maślanki) i wieloma innymi prezentami. Po długim okresie samotności cieszyłem się obecnością buriackich piękności jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i wspólnie spędziliśmy miłe popołudnie przy kawie i torcie. Im dłuższy był mój pobyt, tym bardziej otwierali się na mnie mieszkańcy małej wioski położonej nieopodal. Nasze spotkania były przyjemne, ale czasami musiałem wyjaśniać, co wypada, a co nie. Zdarzały się niespodzianki: pewnego razu zostałem zaproszony na barszcz, a innym razem odwiedziła mnie „prostytutka-amatorka”. Niezależnie od moich poglądów w tym temacie, ta dama po prostu nie była w moim typie, a na dodatek nie stroniła od alkoholu. Kilka razy próbowała się do mnie zbliżyć, podczas kiedy ja, siedząc w ogródkuna wybudowanym przez siebie podwyższeniu, które miało mnie chronić przed zimnem od gruntu, grzecznie recytowałem życzenia do linii przekazu zawarte w Guru Jodze. Pomyślałem sobie, że w ten sposób chociaż otrzyma trochę błogosławieństwa. Używając paru znanych mi rosyjskich słów, udaremniłem jej próbę wkradania się do domku odosobnieniowego. W końcu doszła do pewnego wniosku, który zakomunikowała mi łamaną angielszczyzną: „I love you, but you don’t love me!”. Pozostało tylko przytaknąć: „Hmm… da!”. Prawie codziennie jadłem rybę z Bajkału, a do tego czasami warzywa. Mimo że można się umyć w nieogrzewanej saunie, używając do tego zimnej wody z własnej studni, raz w tygodniu człowiek jednak potrzebuje się porządnie wykąpać. Dlatego co środę nagrzewałem banię. Czasami się rozpędzałem i z uśmiechem wskakiwałem do Bajkału. Na początku nie było to możliwe, ponieważ warstwa lodu pokrywająca jezioro była tak gruba, że jeździły po niej ciężarówki.
„Zmumifikowany mnich”, czyli Hambu Lama z klasztoru Iwolginski Dazan, miał zostać pokazany publicznie nieopodal Ułan-Ude. Tubylcy odwiedzili mnie i zasugerowali, żeby tam pojechać. Ta relikwia jest pokazywana bardzo rzadko, więc taka okazja i błogosławieństwo z niej płynące były dla mnie wielką pokusą. Ostatecznie jednak zdecydowałem, że przerwanie odosobnienia z takiego powodu nie byłoby właściwe. Tuż przed zakończeniem dwumiesięcznego odosobnienia dopadły mnie w końcu „córy Mary”. Nie wiedziałem, czy śnię i gdzie się znajduję, kiedy w przeddzień zakończenia odosobnienia (znów księżyc w nowiu) usłyszałem, jak ktoś o piątej rano puka do mojego okna. Dwie piękności z Ułan-Ude patrzyły mi prosto w oczy. Właśnie były w drodze na imprezę w Irkucku i zaproponowały, żebym zakończył odosobnienie dzień wcześniej i pojechał razem z nimi. Oczami wyobraźni już widziałem, jak kończy się okres mojej samotności i jak otacza mnie muzyka oraz dwie piękności… Postanowiłem jednak, że będę nieugięty! Tego dnia niespodziewanie pojawił się mężczyzna z oddalonej o 5000 km Elisty. Przyjechał do miasteczka w interesach. Byłem zaskoczony, ile wiedział o Lamie Ole i długo opowiadał o różnicach między gelugpami i kagjupami. Wspomniał na przykład, że Dalajlama, gdy udziela schronienia, kładzie nacisk na dharmę, podczas gdy Lama Ole mówi, że lama jest najważniejszym aspektem schronienia. Był zachwycony moim odosobnieniem i kiedy udaliśmy się na krótki spacer wzdłuż brzegu Bajkału, podarował mi 1000 rubli.
Ostatniego dnia spełniłem obietnicę złożoną mieszkańcom wioski i poszedłem się z nimi napić. Poprowadziłem nawet motocykl z przyczepą, który należał do byłego żołnierza. Był on bardzo dumny, kiedy na syberyjskich drogach szybkiego ruchu sprawdzaliśmy, jaką prędkość jego maszyna potrafi rozwinąć. Potem spotkaliśmy się z paroma rybakami z wioski i na wyścigi strzelaliśmy do butelek. Na końcu odosobnienia podzieliłem się zasługą, która z niego płynęła, i wyraziłem życzenia, żeby przyniosła pożytek wszystkim istotom. Obdarowałem miejscowe energie i wskoczyłem do jeziora wraz z ważącą 13 kilo mandalą. Było to radosne zakończenie odosobnienia. Udało mi się powtórzyć Podarowanie Mandali 55 000 razy, życzenia Guru Jogi 23 000 razy, zrobiłem również 5000 pokłonów i wyraziłem życzenia, żeby móc inspirować wiele istot.
W ośrodku w Ułan-Ude odbyła się wielka impreza, wszyscy cieszyli się razem ze mną. Niebawem siedziałem w samolocie powrotnym do Moskwy, a podróż była magiczna. Przesunięcie czasowe i czas lotu wynosiły tyle samo, w związku z tym wylądowałem o tej samej godzinie, o której odleciałem: podróż w mgnieniu oka. Bardzo już potrzebowałem towarzystwa innych ludzi. Kiedy dotarłem do ośrodka w Moskwie, wszyscy byli zaangażowani w przygotowania do przyjazdu Karmapy. Szybko zapomniałem o samotności i cieszyłem się obecnością wspaniałych rosyjskich przyjaciół i rosyjską atmosferą. Następnie udałem się do Petersburga, ponieważ następnego dnia tam właśnie miał wylądować XVII Karmapa podczas swojej pierwszej wizyty w Rosji. Po prostu płynąłem w strumieniu naszej sangi i udało mi się uczestniczyć w pierwszej inicjacji na Białą Wyzwolicielkę. Potem pojechaliśmy na południe i po 36 godzinach w autobusie dotarliśmy do Elisty w Kałmucji. Mimo czterdziestostopniowego upału nasiąkaliśmy atmosferą tego miejsca. Mieszkali tam potomkowie uczniów II Karmapy Karma Pakszi. Przy dwóch stupach, które zostały zbudowane przez Lobpyna Tseczu Rinpocze, spotkały się setki przyjaciół i oprócz inicjacji, których Karmapa udzielał na stadionie piłkarskim, cieszyliśmy się również inauguracją fundamentów nowego ośrodka, który powstał zaraz przy stupie. Ponieważ termin ważności mojej rosyjskiej wizy kończył się, przyjaciele z Ukrainy zabrali mnie do siebie. W Minkovce, niedaleko Charkowa, trwały intensywne przygotowania przed wizytą Karmapy i kursem poła z Lamą Ole. Dokładano starań, by przygotować miejsce przewidziane dla 400 osób na wizytę 2600 gości! Przez Kijów dotarłem do Polski na kurs w Kucharach, do wspaniałego ośrodka niedaleko Warszawy, na którego terenie Tseczu Rinpocze wybudował Stupę Cudów. Po dyskretnej sugestii samego Karmapy: „It’s time to cut hair”, poszedłem do fryzjera w pobliskiej wiosce. W końcu dotarłem do Ośrodka Europejskiego, gdzie również trwały przygotowania do kursu. Mimo że pieniędzy, które zaoszczędziłem na tę wyprawę, było coraz mniej, kurs z XVII Karmapą, Szamarem Rinpocze, Szierabem Gjaltsenem Rinpocze oraz Lamą Ole był niesamowitym zakończeniem mojej niezapomnianej przygody ze Wschodem.
Dziękuję wszystkim, którzy umożliwili mi tę podróż oraz odosobnienie i mam nadzieję, że wielu z was będzie zainspirowanych, by medytować w jednym z naszych wspaniałych ośrodków.

René Lackner ma 38 lat. Schronienie przyjął u Lamy Ole w 1996 roku. Z wykształcenia jest muzykiem.

Opracowanie: Marta Przysiężniak

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Guru Joga XVI Karmapy - XVI Gyalwa Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Przekaz buddyzmu tybetańskiego w praktyce - Lama Ole Nydahl | Przekaz w Diamentowej Drodze - Kalu Rinpocze | Radość pojawi się sama - Hannah Nydahl | Do śmierci można się przygotować - Lama Ole Nydahl | Trawelling teachers, podróżujący nauczyciele - fascynujący przyjaciele, którym ufam - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | 900 lat Karmapy - Szamar Rinpocze | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Reczungpa - Rosi Fisher | Strzała Sarahy - Karma Trinlepa | Mandarawa Bogini Długiego Życia - Mira Starobrzańska | Buddyjska nauka o karmie - Manfred Seegers | Cytat - XVI Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Szczęście - temat, który porusza wszystkich | Nóż drigug - Mira Starobrzańska | Pochodzenie czarnej korony - Lama Karma Wangczuk | Mala - Mira Starobrzańska | Diagnoza: rak - Gretchen Newmark | Zachodni jogin w królestwie smoka - Klara Kazelle i Roman Laus | Wyprawa do spadkobierców Buddy - Vilas Rodizio | Lama - 24h | Więcej (z) nas w Europe Center | Odosobnienie nad Bajkałem - René Lackner | Z pamiętnika strażnika | O sandze w Norwegii - Nastia Tracewska | Warszawski Mahakala - Marta Ruta | Deszcz, błoto i ... błogosławieństwo - Eskadra Nagodzice | News | 35-lecie Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Zosia Siwczyńska |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: