DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 49 -> Utrzymywanie przekazu to wasz obowiązek

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Utrzymywanie przekazu to wasz obowiązek

Lama Ole Nydahl
_________

Nauki zostały udzielone podczas spotkania ośrodków w Braunschweigu w 2009 r.

Muszę Wam podziękować. Gdy zaczynaliśmy z garstką hippisów, nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, co z tego się rozwinie – że powstanie coś tak wielkiego. Zaczynaliśmy z kilkoma przyjaciółmi w Oslo i Kopenhadze, a dziś ponosimy odpowiedzialność za nasze społeczeństwo. Jestem przeszczęśliwy, że zaszliśmy tak daleko, że tak bardzo się rozwinęliśmy.

Oto jesteśmy rozprzestrzeniającą się falą. Również inne buddyjskie szkoły w międzyczasie zaczęły podążać naszą drogą. Nie jesteśmy rozkoszą jedynie dla nas samych, lecz również dla wielu innych.


Lama Ole: Dobrze jest jednocześnie rozumieć, że chociaż wykonujemy pracę dla innych, tak naprawdę to my sami odnosimy z niej największą korzyść. Przypominajcie to sobie, proszę, kiedy będzie Wam ciężko: właśnie wtedy uczymy się cierpliwości, możemy wyjść poza to, co osobiste, rozwinąć nadmiar i współczucie. Oprócz tego ważne jest, żebyście znali historię swojego ośrodka. W książkach Buddowie dachu świata i Dosiadając tygrysa opisałem naszą historię. Poznanie własnej historii pozwala uniknąć popełniania wciąż tych samych błędów. Drzewo bez korzeni nie jest stabilne, zaś drzewo mocno zakorzenione – a więc solidna wiedza o własnej przeszłości i teraźniejszości oraz dobre pomysły na przyszłość – ma niezbędną stabilność, która pozwala kierować sprawy w rozsądną stronę.

To w naszych ośrodkach dokonuje się przekaz błogosławieństwa i wiedzy. Spotykamy się jako grupa i nagle powstaje między nami miłe uczucie. Niemal wszystko na świecie działa jak potężny spisek przeciwko rzeczom naprawdę ważnym. Dopiero pod koniec życia dochodzi się do wniosku, że z tych wszystkich rzeczy, które nam się cały czas zachwala, ostatecznie nie mamy żadnego pożytku. Miejscami, w których otwieramy się na ponadczasowe wartości, są ośrodki. Dlatego ważne jest, żeby wiedzieć, kto je założył i rozwijał, znać ich wzloty i upadki, ponieważ w ten sposób można uczyć się z popełnionych błędów i podwajać zwycięstwa. W ten sposób otrzymujemy „zawartość”, stateczną prawdę, 2500-letni przekaz o naturze umysłu, jak i „pojemnik”, za pomocą którego przekaz ten możemy dawać dalej. Znaleźliśmy równowagę pomiędzy skrajnościami zbyt ścisłej organizacji i braku porządku. Wypracowaliśmy sposób, dzięki któremu największa możliwa liczba ludzi uzyska możliwość rozwoju.

Jak można odróżnić przekaz mocy od zwykłego przekazu wiedzy?

Lama Ole: 2500 lat temu Budda dał nauki, które można usytuować na trzech poziomach. Nauczał o przyczynie i skutku, czyli o tym, jak unikać cierpienia, po drugie mówił o naszym życiu wewnętrznym – czyli o współczuciu i mądrości – a także o poglądzie, czyli o nierozdzielności przestrzeni i radości. Gdyby nauki Buddy miały teraz zniknąć, gdyby zabrakło buddystów i za 500 lat znowu znaleźlibyśmy buddyjskie książki, to każdy, kto posiada zdrowy rozsądek, mógłby w miarę łatwo zastosować nauki o przyczynie i skutku, ponieważ dotyczą naszej codzienności. Ktoś o bogatym życiu wewnętrznym mógłby w ten sposób także rozwinąć współczucie i mądrość, które prowadzą do wewnętrznej dojrzałości. Jednak metody Diamentowej Drogi działają tylko wtedy, gdy jest ktoś, kto te nauki urzeczywistnił, rozumie je, doświadcza ich, ponieważ sam otrzymał je od dzierżawcy nieprzerwanej linii tego przekazu.
Gdyby zabrakło któregoś z tych warunków, musielibyśmy zająć miejsce w kolejce do następnego Buddy, który mógłby przekazać nam to doświadczenie w przyszłości. Przekaz mocy jest tym, co Budda dał swoim uczniom, kiedy nie postrzegali go jako boga, osobę czy coś „zewnętrznego”, lecz jako zwierciadło własnego umysłu. Przekaz jest jak żywa energia, która umożliwia nam przeżywanie świata na czystym poziomie, w każdym momencie pełnego możliwości. Dzieje się tak, gdy przechodzimy ze zwykłego poziomu „to albo tamto” na poziom wyzwolenia i oświecenia „zarówno to, jak i tamto”. Wtedy spoczywamy w swoim centrum, wszystko na bieżąco się potwierdza, doświadczamy wszystkich poziomów życia i wszystko ma sens. Tak naprawdę jednak rosnące dzięki przekazowi – prezentowi od Buddy – wdzięczność, otwartość, odwaga i radość są naszymi wrodzonymi właściwościami. O naszych lamów dbamy – może czasem wręcz przesadnie – właśnie z powodu drogocenności ich nauk i tego, że tak łatwo jest przerwać przekaz niesiony przez żywego człowieka, a nie dlatego, że oni to lubią czy też tego oczekują. Ich umysł jest – miejmy nadzieję – na takim poziomie, że najważniejsza jest możliwość pracy bez przeszkód dla pożytku innych, a to, czy są otoczeni luksusem, czy nie, jest im zupełnie obojętne. W azjatyckich kręgach kulturowych w tę grę w czasochłonne wyrazy szacunku bawią się nawet dojrzali uczniowie, ponieważ to pokazuje wartość praktykowanych przez nas metod. Na Zachodzie dobrze sprawdza się model, gdy ceremonie przebiegają sprawnie i bez przesadnej uniżoności.

Prawdziwy przekaz mocy jest tylko wtedy możliwy, gdy hak i pierścień – otwartość i błogosławieństwo – spotykają się, a jest to zasługą pełnego wdzięczności oddania, odpowiedzialności oraz prawdziwego urzeczywistnienia, jak i właściwości, które w pełni rozwijamy dzięki metodom Diamentowej Drogi. Zwyczajna wiedza, „z poziomu głowy”, jest bardzo praktyczna, dobra i niezbędna, jeśli chcemy zostać mistrzami życia. Nie jest jednak wyzwalająca, nie zaprowadzi nas tym bardziej do pełnego oświecenia. Doświadczenie umysłu jako ponadczasowego, przejrzystego światła – doświadczenie prawdziwego przekazu – daje wolność oraz zrozumienie, że zewnętrzny świat również jest „pozbawiony swojej natury”, co rozwija w nas wszystkie właściwości buddy. Buddyści terawady mówią, że osiągnięcie wyzwolenia – ich celu – za pomocą ich metod trwa niezliczone kalpy. Do tego czasu z powodu złożoności prawa przyczyny i skutku jest się podatnym na cierpienie. Stabilniejsza jest Wielka Droga, w której nastawienie na szersze przynoszenie pożytku innym daje moc i ochronę. Jeśli otrzymamy tu nauki o pustości uwarunkowanego świata, może uda nam się nawet osiągnąć oświecenie. Jednak według tych nauk droga do celu trwa w dalszym ciągu dosyć długo – mianowicie trzy wielkie kalpy. Przyjrzyjmy się natomiast przykładom z naszej linii: Marpa zaczął od piwa, wina, kobiet i śpiewu, wszystkiego, co niesie ze sobą życie; Milarepa pod silną presją matki zaczął od zabicia 35 wrogów swojej rodziny. Ostatecznie Marpa osiągnął oświecenie poprzez swoją moc, a Milarepa poprzez swój strach, ponieważ bał się konsekwencji swoich czynów po śmierci. Działające na głębokich, psychologicznych poziomach, pozwalające wykorzystać i przekształcić takie okoliczności metody Diamentowej Drogi są po dziś dzień dostępne, są charakterystyczne dla mocy i błogosławieństwa nieprzerwanej linii przekazu oświeconego doświadczenia natury umysłu. Tego poziomu nauk nie znajdziemy nigdzie indziej. Mądrość Wielkiej Pieczęci doświadczana w głębokim wchłonięciu medytacyjnym, zawarta w sformułowaniu „twój umysł jest przejrzystym światłem” oraz stapianie się z formami buddów, a następnie „zachowywanie się jak buddowie, dopóki się nimi nie staniemy” – głęboko zmienia nasze postrzeganie świata. Jeżeli uda nam się na te nauki otworzyć, będziemy się bardzo szybko rozwijać.

Co robi nauczyciel, jeśli uczeń ma problemy z otworzeniem się na ten poziom?

Lama Ole: Jeśli ludzie mają trudności z utrzymywaniem czystego poglądu, jeszcze nie wszystko stracone. Wtedy radzę im swobodnie przejść na poziom Wielkiej Drogi, na której wszyscy robią przynajmniej to, co w ich mocy, żeby przynosić pożytek. A jeśli ktoś jest głęboko urażony, polecam rozluźnić się na poziomie Małej Drogi, gdzie nikt nie planuje niczego naprawdę złego. Istotne jest to, żeby związek ucznia z nauczycielem, chociaż osłabiony, nie został złamany, nawet gdy pojawiają się przeszkody lub trudna karma. Rzadko o tym wspominam, ponieważ wolę posługiwać się marchewką niż batem, jednak prawdą jest, że od momentu zrozumienia i wejścia na Diamentową Drogę – ścieżkę najwyższego poglądu – jesteśmy jak wąż w rurze. Możemy poruszać się w górę albo w dół. Gdy zaczynają się problemy, zadaniem lamy jest otworzyć rurę na możliwie najwyższym poziomie, co oczywiście jest możliwe tylko wtedy, gdy uczeń gdzieś nie zniknie. Wtedy można mu powiedzieć na przykład: „Nie musisz już postrzegać nauczyciela jako wiedzące zwierciadło, ale ciesz się przynajmniej z udanej pracy i bierz udział we wszystkich jego sukcesach”. To rozluźnia związek z zabójczego dla ego, przez co trudnego poziomu Diamentowej Drogi, chroni go jednak na mniej wiążącym poziomie mahajany, polegającym na stopniowym rozwoju. Jeśli związki zostały bardzo nadszarpnięte, nauczyciel musi powiedzieć: „Przynajmniej nie robię świadomie niczego złego, prawda?” – i w ten sposób ich ścieżki się rozchodzą, ale zachowanie pozostaje wciąż w obrębie buddyzmu, tylko że terawady,
poziomu unikania cierpienia. Jeśli nauczyciel nie potrafi rozluźnić relacji bez przeszkadzających emocji – zejść z poziomu relacji, dopóki karmiczne zawieje się nie rozpogodzą – by po tych wszystkich konfliktach i jazdach móc znowu podnieść poziom ludzkich relacji, to powinien się zastanowić, czy rzeczywiście robi i mówi to samo, myśli o pożytku innych oraz czy jest w stanie działać i reagować w nieosobisty sposób.

Jakie tkwi w tym niebezpieczeństwo?

Lama Ole: Istnieje niebezpieczeństwo, że z powodu utraty zaufania pod koniec będziemy wewnętrznie wyglądać jak spalone ruiny. Jeśli wejdziemy w strumień mocy nauczyciela Diamentowej Drogi i w nim pozostaniemy, pewnego dnia ta rura sama naturalnie się otworzy jako przestrzeń i radość, oddanie zamieni się w mądrość, a my znajdziemy się na poziomie, z którego nie można już spaść. Uzyskana w ten sposób prawdziwa pewność i moc sprawia, że sami stajemy się schronieniem dla innych. Jeśli jednak ta oferta nie pasuje jakiemuś uczniowi, odpowiedzialny nauczyciel powinien polecić mu inne wartościowe szkoły, tak żeby znalazł dla siebie coś, czemu może zaufać. Dzięki mocy przekazu w Diamentowej Drodze pracujemy z bardzo silnymi i głębokimi metodami, co jest bardzo pociągające. Dlatego rola nauczyciela polega na uzmysłowieniu uczniom, czy jest to dla nich rzeczywiście odpowiednia droga. Powodem, dla którego na wykładach i poprzez swoje zachowanie pokazuję, że postrzegam seksualność na najwyższym poziomie, nie jest to, że muszę udowodnić, iż siedemdziesięcioletni mężczyzna co wieczór cieszy się na myśl o nadchodzącej nocy. Chodzi o to, że ludziom, którzy nie potrafią przeżywać seksualności na czystym poziomie, Diamentowa Droga nie przyniesie większego pożytku. Czasami wręcz ich problemy z ludzkimi kontaktami się pogłębią i w ten sposób możemy im zaszkodzić. Ponieważ znam świat i mam głębokie poczucie odpowiedzialności za nasze wartości i wolności, a szczególnie wolność kobiet, często mówię, jak bardzo nieludzki jest islam. Żaden prawy obywatel nie może dziś uchylać się od tej odpowiedzialności i w ten sposób odsiewam ludzi, którzy nie są jeszcze gotowi. Jak można medytować bez dobrego systemu wartości? Nie chciałbym ani nie mógłbym wtedy odpowiadać za duchowy rozwój takich uczniów.

Od kogo otrzymujemy przekaz mocy i jakie są warunki niezbędne do otrzymania przekazu?

Lama Ole: Praktycznie każdy, kto otrzymał tybetańskie inicjacje, wziął udział w prowadzonej w jego języku medytacji albo z zapartym tchem wysłuchał nauk o naturze umysłu od doświadczonych nauczycieli, zna to ciepłe uczucie, które nazywamy błogosławieństwem. Wszyscy nosimy w sobie tyle przekazu i metod, na ile udało się nam na nie otworzyć. Właśnie to przekazujemy światu, rozsiewamy ciepło, miłość, zaufanie i moc, które rozwinęliśmy w sobie. Przeżywamy to wyraźnie, gdy jesteśmy razem: ludzie przychodzą do ośrodka i czują się dobrze z powodu naszych wartości, takich jak zaufanie i otwartość. To zwyczajnie czuć, czy ktoś, kto idzie ulicą, ma ponadosobisty pogląd, chce pomagać innym, czy też nie. Jako nauczyciele powinniśmy uważać, ponieważ czasami wpadamy w tarapaty, jeśli nie rozumiemy danego języka czy kultury. To się zmienia, gdy otwarcie przyznamy, że opowiadamy jedynie o tym, jak sami rozumiemy nauki Buddy i nie twierdzimy wcale, że je urzeczywistniliśmy. Jeżeli stawiamy samych siebie jako przykład pewnych osiągnięć, to również musimy mieć te urzeczywistnienia. Szczególnie gdy zaczynamy mówić o naturze umysłu, na przykład udzielamy nauk Wielkiej Pieczęci. Natomiast wszystko, co dotyczy wymiany codziennych doświadczeń buddysty, jest w porządku.

Jakie są rodzaje przekazu? Jakie ma dla nas znaczenie przekaz „zewnętrzny”, poziom działania w uwarunkowanym świecie?

Lama Ole: Najważniejszy jest przekaz pustości wszystkiego, co osobiste, jak i całego zewnętrznego świata. Jednak by otrzymać ten przekaz, trzeba mieć stabilny umysł. Wchłonięcie błogosławieństwa i rozwinięcie nieporuszonego stanu umysłu zabiera kilka lat lub dziesięcioleci. Trzeba spoczywać w sobie i robić, mówić oraz być tym samym. Poza tym istnieją też wszystkie kulturowe oczekiwania, na przykład jak obchodzić się z formami buddów, to znaczy utrzymywać je w czystości, a tekstów medytacji nie kłaść bezładnie na podłodze. One są elementami naszej ścieżki do oświecenia. Jeśli jesteśmy tu pionierami, możemy oczywiście otrzymać zrozumiałe wyjaśnienia o wolności, jaką zyskujemy dzięki nowemu stylowi zachowania. Do zewnętrznego poziomu zalicza się też na przykład, rozluźnione i przyjazne zachowanie oraz świadoma, jak i nieświadoma inicjacja w prostotę wszystkiego, co się wydarza. Dzięki temu jesteśmy w stanie doświadczyć tego całego bogactwa przestrzeni.

Czy jest jakaś różnica pomiędzy przekazem mocy w kontekście buddyjskim a przekazem doświadczenia życiowego?

Lama Ole: Nasz przekaz dotyczy zawsze doświadczenia ponadczasowej natury umysłu. Dobry mechanik nauczył się na przykład, z jakim naciskiem wkręcać śruby. Wie, co się zepsuło, już w 10 sekund po uruchomieniu samochodu. To jest tzw. wiedza światowa, zdolność, jaką rozwijamy dzięki ćwiczeniu. W przekazie na poziomie Diamentowej Drogi chodzi jednak o bezpośrednie doświadczenie samego umysłu. Jej celem jest rozpoznanie tego,
co ponadczasowe, co patrzy naszymi oczami i słucha naszymi uszami. To coś zupełnie innego. W lustrze odbija się wiele obrazów, ale jest też i samo lustro – są fale i jest morze. Wykształcony, uzdolniony człowiek ma dobry wgląd w funkcjonowanie świata zjawisk. Schronieniem może być jednak tylko samo lustro za obrazami, morze pod falami – to, co widzi i co doświadcza, nie jest jednak ograniczone przez to, co jest widziane.

A co, jeśli nie ma nauczyciela? Czy można otrzymać przekaz mocy w ośrodku buddyjskim?

Lama Ole: Tak, ale w większości przypadków wydarza się to powoli, krok po kroku. W Diamentowej Drodze przekaz otrzymuje się poprzez ogólną wibrację zaufania, błogosławieństwo, które wcześniej ludzie otrzymali i teraz noszą w sobie. Gdy ludzie przychodzą do naszych ośrodków, czują, że dzieje się tu coś szczególnego – ta radość, zaufanie i pozytywne uczucia. Ludzie się znają i lubią. To jest pociągające, nowe osoby wewnętrznie się otwierają i chcą wziąć w tym wszystkim udział. Natomiast ludzie, którzy to wszystko wyrażają, zwykle nie są świadomi tego, co przekazują. Buddysta wyraża swą rosnącą, przepełniającą go pewność, nie jest jednak w stanie do końca powiedzieć, co poza radosnymi doświadczeniami reprezentuje. Wszyscy uczniowie Diamentowej Drogi noszą w sobie w większym lub mniejszym stopniu – a przede wszystkim wspólnie jako grupa – błogosławieństwo linii. Aby jednak w pełny i przekonujący sposób móc przekazywać je dalej, musi upłynąć ładnych parę lat jednoznacznej i oddanej praktyki. Tym właśnie wyróżnia się doświadczony nauczyciel, który dobrze zna swoją linię przekazu.

Gdy pracujemy dla innych, na przykład w ośrodku, to czy decydującym czynnikiem jest motywacja przynoszenia pożytku istotom? Czy dopóki mamy dobrą motywację, nieważne jest, co robimy?

Lama Ole: Do wszystkiego potrzebni nam są dobrzy ludzie i decydującą rolę odgrywa tu postawa. Czas przyjaciół powinno się jednak wykorzystywać pożytecznie, a nie tak jak kiedyś w Chinach, gdzie kazano ludziom kopać dziury, by mogli je następnie zasypać. Decydujący jest stopień, w jakim chodzi o ponadczasową pracę z umysłem, a w jakim o zewnętrzne warunki, które do tego prowadzą. Wszystko, co wskazuje na przeżywającego, jest przekazem, a pozostałe rzeczy są pomocą i mają wartość o tyle, o ile tworzą i chronią ludzkie związki, medytację i czas na nie. Jak zawsze, istotny jest styl, np. jeśli prowadzimy medytacje, ważne jest, żebyśmy czytali poprawnie tekst. Za sprawą własnego doświadczenia czytamy medytację np. XVI Karmapy z odpowiednią intonacją, faza stopienia ma właściwą długość, a poprzez mowę ciała ludzi wyczuwamy, czego doświadczają. Jest to jeden ze środków przekazu. Ta wrażliwość rozwija się stopniowo, nie jest właściwością, którą można na sobie wymóc i urzeczywistnić. Umysł jest ponadczasowy, ale środki prowadzące do jego doświadczenia są uwarunkowane. Aby dojść do ostatecznego celu, trzeba przejść uwarunkowaną ścieżkę. Bez drogi nie osiągniemy celu. Nie ma tutaj – nawet jeśli serce nam krwawi – żadnej drogi na skróty przez jednostronność czy wyparcie. Jest taki cytat z Sarahy: „Ludzie, którzy myślą, że rzeczy są prawdziwe, są głupi jak krowy. Ludzie, którzy myślą, że rzeczy nie są prawdziwe, są jeszcze głupsi!”.

To znaczy, że zarówno materializm, jak i nihilizm przynoszą ból, ten drugi nawet jeszcze większy. Materializm prowadzi do cierpienia, gdy przeżywamy zjawiska jako prawdziwe – rzeczywiste są wtedy także choroba, starość, śmierć oraz ograniczenia prędkości i podatki. Z drugiej strony, jeśli wydaje nam się, że nie ma przyczyny i skutku, popełniamy poważne błędy i na uwarunkowanym poziomie świat wlepia nam mandat. Dlatego Budda radzi nam, żebyśmy postrzegali świat jako sen, w którym wzmacniamy dobre sny, a nie dajemy pożywki snom kiepskim. Jako że umysł się wówczas otwiera, pozytywne wrażenia prowadzą do mądrości, natomiast gdy przyjmujemy negatywną postawę, stopniowo stajemy się przypadkiem specjalnej troski. Dopóki umysł się ciągle zmienia, widzimy świat czasami przez czarne, a czasami przez różowe okulary. Jeśli dzięki wielu ćwiczeniom udaje się nam osiągnąć przezroczyste okulary, zaczynamy widzieć rzeczy takimi, jakimi są, i jest to tysiąckrotnie sensowniejsze niż wszystko, co możemy sobie wyobrazić, to przechodzi nasze wszelkie oczekiwania. Bycie w pełni przytomnym daje o wiele więcej szczęścia, znaczenia i spełnienia niż jakikolwiek sen, niż nasze wszelkie wyobrażenia. Gdy przebywamy z ludźmi, których umysł się już nie zmienia, pojawia się w nas głębokie zaufanie. To podarowują nam właśnie wysocy lamowie dzierżący przekaz. To fantastyczne, że wielu z nich możemy gościć w naszych krajach. To doświadczenie bycia świadomym samej przestrzeni – jej świetlistości – jest tym, o co chodzi. Ona jest ostatecznym przekazem, gdy ją znajdziemy, będziemy zawsze w domu. Gdy hak spotka się z pierścieniem, nagle staje się oczywiste, jakimi rzeczy są.

Jakie właściwości powinniśmy wzmocnić w relacji ucznia z nauczycielem, by mieć z nim dobry związek i umożliwić przepływ przekazu mocy?

Lama Ole: Ogólną sympatię. Chemia powinna działać. To bardzo ważne. Jeśli w czyimś towarzystwie czujemy się dziwnie, to jakakolwiek wymiana jest niemal niemożliwa. Dotyczy to przede wszystkim ucznia. Nauczyciel ze swojej strony zawsze życzy wszystkim tego, co najlepsze, potrafi też docenić ludzkie właściwości. Ma jednak ograniczony czas i musi pracować tam, gdzie jest największa otwartość i możliwości rozwoju. Uczeń musi być na tyle dojrzały, żeby chcieć się rozwijać i musi być szczery, widzieć jak się sprawy mają. Pokazać, co go porusza i jakie ma (przejściowe) cele, tak żeby nauczyciel mógł go tam zaprowadzić. Ważna jest też otwartość na to, co się słyszy, nawet gdy nam się to nie podoba.

Po czym można rozpoznać dobry związek pomiędzy nauczycielem i uczniem?

Lama Ole: Po tym, że oboje się cieszą na myśl o kolejnym spotkaniu. Jak wspomniałem, bardzo ważne są przyjaźń i zainteresowanie sobą nawzajem. Metody, które czasami stosowali „gniewni” tybetańscy nauczyciele wychowani w hierarchicznej kulturze, której obce są prawa człowieka, na demokratycznym Zachodzie są bezużyteczne, ponieważ tu gniew postrzegamy jako oznakę słabości. Tybetańczycy popełniają błąd, myśląc, że u nas również mogą siłowo złamać poczucie wartości ucznia, by następnie z walających się dookoła cegieł odbudować go na nowo w lepszym wydaniu. Niemały sukces Diamentowej Drogi na Zachodzie wydaje się dowodzić skuteczności odwrotnej postawy: Kiedy patrzę na swoich szlachetnych uczniów, widzę ich jak przyszłe pałace. Najpierw przyglądam się fundamentowi. Jeśli ktoś ma 45 lat, mieszka jeszcze u mamy i nie miał czy nie miała jeszcze dziewczyny czy chłopaka, to myślę, że coś tu nie gra na poziomie postępowania. Podobnie jeśli ciągle macie problemy z pieniędzmi, macie długi u przyjaciół itd. Prawdopodobnie przyszła już pora, żeby fundament wzmocnić paroma workami cementu. Potem patrzę na ściany, by oszacować długość i szerokość budynku. Jak wielkie są wasze nadzieje, myśli, marzenia? Czy świat kończy się na rodzinie? Czy potraficie myśleć o stu ludziach, może o milionie, a może o wszystkich istotach? Otwarty umysł jest bogaty sam z siebie. Następnie patrzę, jak wygląda wasz dach. Jak wysoki jest pogląd, który potraficie od razu zrozumieć. Jaki rodzaj zaufania do własnych właściwości już posiedliście – on będzie naturalnie wzrastał. Na ile ludzkie doświadczenia jesteście w stanie postrzegać jako „czyste” i jak bardzo spragnieni jesteście nauk o ostatecznym poglądzie? Gdy obecne są wszystkie trzy poziomy, natychmiast powstaje uczucie bliskiego związku i pełni. Dla mnie tutaj najważniejszy jest ten ostatni, „tajemny” poziom. Jak doświadczacie świata, ile smoków, lwów i garudów zmieści się na waszym duchowym dachu. To najbardziej pokazuje, czy i w jakim zakresie możliwa będzie relacja nauczyciela z uczniem.

Jaką rolę odgrywa zaufanie w Diamentowej Drodze?

Lama Ole: Lama reprezentuje Buddę, jego nauki i przyjaciół na drodze. Przekazuje błogosławieństwo, metody i chroni nas aż do pełnego urzeczywistnienia. Dlatego na decydującym o wszystkim poziomie można – i powinno się – uczyć tylko od nauczycieli, którzy reprezentują jakąś linię przekazu i do których mamy podstawowe zaufanie. Swoje zaufanie do nauczyciela oprzeć możecie na jego osiągnięciach. Podczas konfliktów powinien reprezentować sobą najwyższe zasady i w otwarty sposób to samo robić i mówić.

Czy zaufanie do nauczyciela oznacza jednocześnie zaufanie do jego uczniów?

Lama Ole: To prawda, że przejmujemy właściwości nauczyciela, więc jeśli widzimy je u jego starych uczniów, to również możemy chcieć je rozwinąć. Łatwiej jest, kiedy się lubicie i ufacie sobie nawzajem. Jeśli zabraknie tego ciepła, na przykład z powodu dumy lub przemądrzalstwa, możecie zostać „samotnym urzeczywistniającym”, co może wzmacnia charakter, jednak jest mało konstruktywne czy pożyteczne dla innych. Jeśli ktoś odcina się od innych, próbuje niczego nie doświadczać albo trzymać się z dala od ponadosobistych doświadczeń, to gdy brakuje „przyjaciół na drodze”, zbudowane pole mocy chroni jedynie w ograniczonym stopniu. Kiedy możemy brać udział w radosnym życiu ośrodka, rozwój dotyczy wszystkich poziomów. Kto nie boi się życia, kształtuje je tak, by przynosiło jak największy pożytek wszystkim, dojrzewa w pełen mocy sposób i staje się dla innych schronieniem. Macie na to moje błogosławieństwo.

Opracowanie: Xenia Chudy, Wojtek Tracewski, Grzegorz Kuśnierz & co.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Nieprzerwany przekaz autentycznych nauk - Wywiad z XVII Karmapą Taje Dordże | Buddyzm na Wschodzie i na Zachodzie - Wywiad z Szamarem Rinpoche | Widzę Czystą Krainę - Pytania zadane Lamie Ole | Czas na medytację - List Noworoczny Lamy Ole | Aktywność Trzech Czasów - Karmapa Mikjo Dordże (1507 - 1554) | Cytat - Guru Rinpocze | Jesteśmy dla siebie mistrzami - Wywiad z Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | Schronienie - Lama Ole Nydahl | Cytat - X Karmapa Czojing Dordże | Utrzymywanie przekazu to wasz obowiązek - Lama Ole Nydahl | Budda i śmierć - Lama Ole Nydahl | Z Lamą Ole i Caty Hartung o książce Budda i śmierć - Praga 2010 | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Dosiadając niedźwiedzia - Z organizatorami podróży zimowych po Rosji | Katłanga - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Popycha nas cierpienie, ciągnie nas współczucie - Rozmowa z Klausem Kaltenbrunnerem | Sanga - Denes Andras | Buddyzm i edukacja - Maike i Pit Weigelt | Co, gdzie, jak w KBL | Hong Kong - 18 dni błogosławieństwa - Michał Bobrowski | Biblioteka Kagyu w Łodzi | Gdańsk | Mango | Czym jest dla Ciebie ośrodek? - Ofelia Cybula |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: