DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 49 -> Popycha nas cierpienie, ciągnie nas współczucie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Popycha nas cierpienie, ciągnie nas współczucie

Rozmowa z Klausem Kaltenbrunnerem
_________

Podczas podróży autobusem przez Syberii.

Ciało, mowa i umysł z buddyjskiej perspektywy poznawczej.


Czy mógłbyś opowiedzieć nam bardziej szczegółowo z naukowego punktu widzenia, w jaki sposób nasze ciało, mowa i umysł przeszkadzają nam w osiągnięciu oświecenia? I z tego samego punktu widzenia, jak byś wyjaśnił, w jaki sposób Budda przyzwyczajał się do stanu oświecenia – jak wiele czasu mu to zajęło i jak tego dokonał? Jak nasza mowa jest połączona z przeszkadzającymi emocjami?

Klaus: Wyjaśniam to na swój własny sposób. Zastanawiałem się, dlaczego w naszych buddyjskich naukach strona emocjonalna zawsze odnosi się do mowy? Dlaczego właśnie mowa? Decydują o tym dwa czynniki. Pierwszy z nich wynika z tego, że mowa jest energią niematerialną. Mowa jest działaniem. Ale mowa nie jest tak materialna w działaniu, jak to ma miejsce w przypadku działania związanego z ciałem. Aby to wyjaśnić, należy wiedzieć, że są trzy poziomy gęstości energii. Pierwszy z nich jest mentalny – są to myśli, wrażenia, świadomość oraz mądrość – otwarta przestrzeń, niematerialna, pozbawiona fizycznej energii. Myśli po prostu powstają. Wyobrażenia pojawiają się w przestrzeni niczym jasne światło. Jednak coś się tam wydarza. Jest tam przecież przytomność umysłu, sama w sobie podobna pustej przestrzeni. Ale można tam również odnaleźć przytomność myśli i koncepcji. Na drugim poziomie energia staje się bardziej dostrzegalna, bardziej konkretna. Pojawiają się emocje. Nie są one bezpośrednio mierzalne jak energia, ale tak jak nasza motywacja, wyrażają się jako reakcje ciała i mowy oraz w działaniu. Jako że emocje wyłaniają się z naszego konceptualnego myślenia, mowa również jest jego wynikiem; żywi się energią emocji i staje się działaniem, które będzie oddziaływało na innych. Dźwięk oraz mowa są wibracją powietrza. Nie widzimy mowy ani jej nie czujemy. Jednak coś namacalnego się wydarza. Nie możemy zarejestrować myśli, ale możemy zrobić to z mową. To ona wyraża myśli i uczucia. Ten sam proces tyczy się naszych uczuć, ponieważ uczucia wpływają na ciało i w ten sposób można je poczuć. Niemożliwe jest posiadanie uczuć bez reakcji ciała. Znamy to z sytuacji, w której doświadczamy bardzo silnych emocji, na przykład kiedy jesteśmy zakochani, uszy nam się czerwienią lub doświadczamy innych cielesnych reakcji. Być może serce nam bije szybciej, a usta stają się suche, poszerzają nam się źrenice, pocimy się albo mamy motylki w brzuchu. Czy jesteśmy tego świadomi, czy też nie, emocjom zawsze towarzyszą reakcje cielesne. Uczucia to inny proces energetyczny, podobny do tego związanego z myślami i jest on bardzo zbliżony do mowy. Właśnie z tego powodu, kiedy opisuje się triadę ciała, mowy i umysłu, poziomowi emocjonalnemu odpowiada właśnie mowa. Uczucia stają się reakcjami na poziomie cielesnym. Mają swoją materialną stronę. Kiedy następuje kondensacja, kiedy energia staje się jeszcze gęściejsza, wtedy materia ukazuje się w innych postaciach. Na przykład w postaci powietrza. Jest ono materią, bo przecież w powietrzu znajdują się atomy i elektrony. Ale to jest materia o bardzo niskiej gęstości, ponieważ pomiędzy wszystkimi atomami a „elementem wiatru” jest jeszcze dużo przestrzeni. Następnym stopniem gęstości materii jest ciecz. Woda jest dużo gęściejsza niż powietrze. Nie ma jednak jasnego rozdzielenia pomiędzy wodą a powietrzem. To od energii zależy, czy woda pojawia się w postaci pary (powietrze), wody czy lodu. Dlatego że woda może być twarda jak lód, płynna niczym ciecz oraz lotna jak powietrze. Zależy to od temperatury.

Prawo to można odnieść do każdego rodzaju energii. Nawet do żelaza, mimo że zazwyczaj energia, która jest w nim zawarta, jest bardzo konkretna, ciężka i stała. Jednak jeśli podgrzejemy żelazo, stanie się najpierw cieczą, następnie gazem, by na końcu przeobrazić się w światło. Wszystko jest po prostu w jakimś stanie gęstości, nawet nasze ciało. Nie ma zasadniczych granic pomiędzy stałą materią naszego ciała, a bardziej wodnymi i gazopodobnymi elementami naszego ciała. Kiedy medytujemy na Karmapę jako na pole uczynione z energii i światła, wtedy również dążymy do tego, żeby stać się polem energii i światła – wydaje się to możliwe. To „tylko” kwestia energii – czy jesteśmy ciałem stałym, czy światłem. Jeżeli wszystko jest umysłem, to różnice pomiędzy ciałem, mową i umysłem mogą być rozumiane jako różne stany materializacji, czyli różne stopnie gęstości energii. Z punktu widzenia nauki, fizyki, nie jest problemem zrozumienie, że można stać się tęczowym światłem. Jest to jednak tak rzadkie, gdyż potrzeba do tego ogromnej ilości energii. Weźmy na przykład żelazo. Jest to dosyć lekki metal w porównaniu do plutonu, o wiele gęściejszego i cięższego. Jednak energia w plutonie uwalniana jest jako radioaktywność, jako nuklearna siła, jest to moc ciepła i promieniowania – światła. Robi się to z plutonem, który jest dużo gęstszy od naszego ciała. Wydarza się to codziennie w każdej elektrowni jądrowej. Jednak uwolnienie energii zawartej w plutonie wymaga trochę wysiłku. Dzięki energii płynącej z medytacji, którą oddziałujemy na nasze ciało, może się ono stać tęczowym światłem. Nie wiem, jak to się wydarza. Nigdy nie widziałem nikogo, kto rozpuścił się w tęczowe światło. Niczego to jednak nie dowodzi, bo nigdy też nie widziałem, jak się uzyskuje energię z plutonu. Są ludzie, którzy potrafią to robić i budują elektrownie jądrowe produkujące energię, której używamy każdego dnia. Po prostu im wierzę, że nasza energia jest uwalniana z plutonu i nie produkują jej jacyś niewolnicy uwięzieni w turbinach. Najzwyczajniej ufam im. Dlaczego więc nie miałbym zaufać Lamie, który mówi mi: „Możesz się rozpuścić w tęczowe światło, widziałem ludzi, którzy to robili”. I łatwo jest to zrozumieć, ponieważ mam w głowie mnóstwo analogii, które mogą wyjaśnić to naukowo. Rozumiem też, dlaczego oświecenie może być „wstrząsem energetycznym”. Może to być tylko swoista eksplozja, która wchodzi w kontakt ze wszystkimi potencjalnymi energiami wszechświata.

Zanim porozmawiamy o oświeceniu, powiedz, dlaczego sam go potrzebujesz? Jak to rozumiesz? Dlaczego nie jesteś bez niego szczęśliwy?

Klaus: Zanim zostałem buddystą, zawsze byłem niezadowolony z powodu cierpienia i braku szczęścia, nie do końca rozumiejąc skąd się ono wzięło. Jednak miałem głębokie życzenie zakończenia tego cierpienia. Teraz bardziej to rozumiem, cierpienie jest źródłem chęci stania się oświeconym. Dopiero dużo później to życzenie wspierane jest przez współczucie. Pierwszą motywacją każdego, kto rozpoczyna praktykę, jest doświadczanie cierpienia, następnie rozwijane są inne życzenia i motywacje. Popycha nas cierpienie, a dopiero po jakimś czasie ciągnie nas współczucie. Nie możemy osiągnąć oświecenia, jeśli nie potrafimy dokonać tej zamiany. W miarę rozwoju ilość cierpienia się zmniejsza i już nie czujemy się tak bardzo przez nie nękani. Wtedy rośnie współczucie, gdyż coraz bardziej stajemy się świadomi cierpienia innych. Zaczynamy z naszą indywidualną motywacją – własnym cierpieniem. Potem otwieramy się i pociągani jesteśmy przez innych, których jest bardzo wielu. Siła, która nas ciągnie, staje się coraz większa w miarę jak rośnie nasze współczucie.

W jaki sposób ciało, mowa i umysł ograniczają przeżywającego?

Klaus: Generalnie działa to tak jak filtr w aparacie lub ciemne okno. Nasze widzenie, tu w tym autobusie jest ograniczone, poniewaz szyby są pokryte lodem. W ten sposób to, co widzimy, jest zazwyczaj przefiltrowane przez ograniczone możliwości naszych organów, przez nasze ograniczające emocje i koncepcje. Takie stwierdzenia jak: „To jest zbyt trudne, będzie boleć, nie patrz na to”, są tylko filtrami postrzegania, mającymi na celu ochronę siebie samego. Jeśli usuniemy wszystkie filtry, kiedy zdejmiemy okulary słoneczne i spojrzymy na słońce – wówczas to może być bolesne. Będzie inaczej, kiedy jesteśmy na to przygotowani, wytrenowani. Medytacja ćwiczy nas, żebyśmy mogli być wystarczająco nieustraszeni do konfrontacji ze wszystkimi mądrościami i całą informacją zawartą w przestrzeni. Jak mówi Lama Ole: „Przestrzeń jest informacją”. Urodzić się, oznacza być przefiltrowanym. Urodzić się, oznacza być wyborem spośród niezliczonych możliwości, które mogły się wydarzyć albo nie. Lecz kiedy się rodzimy, powstaje decyzja, której zmienić się już nie da: przychodzimy na świat. Pewna rzeczywistość się rodzi i staje się żywa. Możemy dużo myśleć o obrazach, które moglibyśmy namalować, o krokach, które moglibyśmy podjąć, piosenkach które mogliśmy zaśpiewać. Ale kiedy już to zrobimy, to już się to wydarzyło i narodziła się tylko jedna możliwość. To tak, jakby mówić o wykładzie, jaki mamy zamiar wygłosić jako podróżujący nauczyciel. Możesz mieć wiele pomysłów na temat treści wykładu, ale kiedy już jedna z idei została wyrażona, wszystkie inne przestały mieć znaczenie. To jest takie generalne znaczenie tego „rodzić się”. Egoistyczne przeszkadzające emocje i energie popychają nas do odrodzenia, natomiast życzenia innych istot nas do tego przyciągają. Bodhisattwa odradza się z powodu życzeń innych istot. Takie odrodzenie jest bardzo „czyste”. Jednak my rodzimy się z powodu egoistycznych życzeń, które z kolei powodują „nieczyste” odrodzenie, pełne cierpienia. To tak jakby dawać wykład.

Jeśli wiele osób o to prosi, wówczas będziemy mieli miły wieczór, gdyż będzie wielu słuchających. To oni stwarzają tę energię. Inaczej będzie, jeśli to my sami chcemy mówić, a mało kto będzie chciał słuchać. Wracając jednak do naszego przykładu ograniczeń i kondensacji. Jeśli posiadalibyśmy ciało uczynione ze światła, wtedy nie istniałaby możliwość zranienia go, tak jak nie da się przeciąć tęczy, gdyż w tęczowym świetle jest tak dużo przestrzeni. Jeśli mielibyśmy ciało uczynione z wody i uderzylibyśmy w jakąś przeszkodę, na przykład w kamień, wówczas nie stanowiłoby to dla nas żadnego problemu. Najzwyczajniej przepłynęlibyśmy wokół kamienia. Ale gdybyśmy byli drzewem spływającym w dół rzeki i uderzyli o ten kamień, to wtedy zderzenie zabolałoby nas. Zatem poziom cierpienia odpowiada stopniowi gęstości naszych ciał. Urodzić się oznacza posiadać ciało stałe, oddziałujące na nie emocje i sztywne koncepcje. Ten rodzaj zagęszczenia oznacza cierpienie, ponieważ będziemy na siebie wzajemnie oddziaływać i cierpieć. Cierpienie to wynika z dualistycznych relacji ze światem.

Dlaczego Budda potrzebował aż tyle tygodni od momentu oświecenia, żeby dojść do siebie? Jak to interpretujesz? Dziwnie brzmi to, że po osiągnięciu oświecenia nie można czegoś zrobić...

Klaus: Było tak dlatego, że Budda miał ciało. Prawdopodobnie atrakcyjne, silne i zdrowe, ale to jednak było ciało, takie jak nasze. Nie mogło się znacząco różnić. Osiągając oświecenie doświadczył w ciele energii przestrzeni. I to musiało być dla niego szokujące. Nasze ciało, mowa i umysł funkcjonują tak, żeby chronić nas przed natłokiem informacji. Nie możemy znieść takiej ilości informacji na raz. Kiedy wielu ludzi mówi w tym samym momencie, stajemy się pomieszani i nie możemy przyjąć żadnej informacji. Kiedy doświadczamy zbyt wielu uczuć na raz, stajemy się neurotyczni. Na szczęście istnieje wiele ochraniających – ale również ograniczających percepcję – mechanizmów w naszym ciele. Jednym z celów naszej buddyjskiej praktyki jest przełamanie tych ograniczeń, żeby stać się nieustraszonym i przytomnym.

Czym są te ograniczenia?

Klaus: Po pierwsze, są to ograniczenia związane z pięcioma zmysłami (wzrok, słuch, węch, smak, dotyk). Weźmy na przykład wzrok. Oczy mają soczewki które skupiają światło. Nie możemy jednocześnie widzieć tak samo wyraźnie tego, co blisko i daleko. To jedno z ograniczeń. Ponadto jeśli przysuniemy jakiś obiekt zbyt blisko, to nie będziemy mogli wyraźnie go zobaczyć, ponieważ mamy minimalną odległość skupienia wzroku. Kolejne ograniczenie – i mam tu na myśli zmysły pozbawione wad i funkcjonujące bez zarzutu – leży w siatkówce. Siatkówka jest częścią oka, gdzie światło jest przemieniane w drodze reakcji chemicznych. Reakcja ta zmienia joniczne środowisko nerwu wzrokowego. Prowadzi to do pobudzenia nerwu, które wysyłane jest w postaci kodu informacji prosto do mózgu. Istnieją wyspecjalizowane komórki odpowiedzialne za odbiór różnej jakości światła, które pada na siatkówkę oka. Jednych używamy w nocy, innych za dnia. Niektóre specjalizują się w odbiorze kolorów, inne kształtów. Ograniczenie polega na tym, że możemy widzieć tylko pewien określony zakres światła. Przykładowo, nie widzimy ultrafioletu. Nie widzimy promieni gamma. Jest to związane ze strukturalnym ograniczeniem oka. Następnie mamy do czynienia z ograniczeniem w czasie. Kiedy komórki zostają uaktywnione przez światło, potrzebują określonego czasu na „ponowne naładowanie”. Właśnie dlatego gorzej widzimy tuż po wpatrywaniu się w słońce – nasze komórki po prostu się zmęczyły, rozładowały. Dlatego po długim patrzeniu na czerwony przedmiot mamy wrażenie koloru zielonego, którego de facto nie ma – to tylko iluzja. Podsumowując, nie widzimy rzeczy, które istnieją naprawdę, natomiast widzimy to, czego nie ma i jest to spowodowane fizycznymi możliwościami oczu. Moglibyśmy teraz zbadać te cechy każdego z wymienionych organów.

Po drugie, istnieją również ograniczenia związane z funkcjami narządów. Jasność światła może się bardzo różnić. Nasze oczy przystosowują się do bardzo ostrego lub słabego światła – wrażliwość ta jest zmienna, znajdujemy się zatem w stanie niskiej wrażliwości na światlo i nie widzimy wielu rzeczy. To są przykłady z poziomu receptorów (organów odpowiedzialnych za odbiór informacji). Po trzecie, istnieje również ograniczenie wynikające z procesu w naszym mózgu. Wynika ono z naszych oczekiwań. Weźmy na przykład system motoryki ciała: posiadamy w pamięci wiele skomplikowanych schematów ruchowych. Nie musimy myśleć o tym, jak idziemy – kierowane jest to przez układ skomplikowanych planów i schematów w naszym systemie. Kiedy chcemy zrobić krok, używamy do tego określonych mięśni. Są mięśnie, które muszą się skurczyć, żebyśmy mogli zrobić krok. Dla zachowania równowagi inne mięśnie wspierają cały ruch, aby krok został wykonany stabilnie. Każdy krok, który stawiamy, jest przygotowany przez mechanizm zwany systemem Gamma. Kiedy ten system jest aktywny, wszystkie nasze mięśnie gotowe są do wykonania kroku. To rodzaj alarmu przed wykonaniem ruchu. W końcu stawiamy ten krok, który jest uruchamiany przez o wiele wolniejszy system, zwany systemem Alfa. Jakość ruchu zależy od jakości wyuczonych schematów ruchowych zapisanych w naszym umyśle. Schemat jest aktywowany poprzez zamiar postawienia kroku. W jakiś sposób wiemy, co za chwilę się wydarzy i nieświadomie, automatycznie się do tego przygotowujemy. Jeśli oczekujemy bardzo jasnego światła, nie widząc go jeszcze, czułość naszej siatkówki zmniejsza się i automatycznie przymykamy oczy. Dzięki temu ochronimy wzrok, ale zobaczymy mniej.

Jak działa to oczekiwanie?

Klaus: Jest to proces uczenia się. Nasz system adaptuje się do tego, czego doświadcza; dotyczy to również doświadczenia zdobytego w medytacji. Część naszego doświadczenia jest zakodowana w genach, ale reszty po prostu się uczymy. Nie ma pewności, że nie możemy zmienić genów poprzez doświadczenie. Zawsze myśleliśmy w ten sposób, że doświadczenie nie może zmienić struktur genetycznych. Ale istnieje dowód, że nawet to możemy zrobić. Ten sam efekt ma miejsce w przypadku wszystkich organów zmysłowych. To, co widzimy, jest w większości przypadków determinowane poprzez nasze oczekiwanie odnośnie tego, co jest widziane. Nasz wzrok i reszta układów naszego ciała są zawsze w stanie oczekiwania na to, czego będziemy doświadczać. Jeśli widzimy coś oczekiwanego, wówczas widzimy to wyraźniej. Więc tak naprawdę nigdy nie widzimy wszystkiego. Nasze oczekiwania są bardzo silnym ograniczeniem naszej percepcji. Po czwarte, istnieje ograniczenie emocjonalne. Nasza uwaga i przytomność sterowana jest głównie przez emocje. Postrzegamy więcej, kiedy jesteśmy silnie zmotywowani, przywiązani i w stanie gotowości. Emocje odgrywają bardzo ważną rolę w wyborze tego, co zobaczymy. Może dojść nawet do tego, że w określonej sytuacji niczego nie zobaczymy, pomimo że nasze oczy będą patrzeć i widzieć. To są nasze ograniczenia na strukturalnym i funkcjonalnym poziomie organów ciała oraz na poziomie motywacji związanym z emocjami, a także na poziomie koncepcji.

Co się stało, kiedy Budda osiągnął oświecenie?

Klaus: W medytacji pracujemy z ograniczeniami i staramy się je zwalczyć. To oczywiste jeśli chodzi o ograniczenia związane z koncepcjami: w stanie umysłu wolnym od koncepcji zobaczymy, co wydarza się naprawdę, a nie to, czego oczekujemy. Ćwiczymy się w pozostawaniu w niekonceptualnym stanie umysłu, gdzie wszystkie ograniczenia mentalne znikają. Kiedy możemy być świadomi wszystkiego, co wydarza się w naszym umyśle, pojawia się ryzyko, że staniemy się „prześladowani” emocjonalnie. Dlatego właśnie, gdy rozwijamy przytomność, to zamiast stawać się jeszcze bardziej emocjonalni uczymy się pozwalać na to, żeby emocje po prostu przepływały. Dlatego otrzymujemy jeszcze więcej informacji, ponieważ nie blokujemy doświadczenia uczuciami takimi jak gniew czy strach. Również kiedy jesteśmy emocjonalnie zainteresowani lub przywiązani, wtedy skupiamy się na obiekcie zainteresowania, który w ten sposób przesłania nam inne, mniej interesujące rzeczy. To nazywamy ograniczeniem. Jeśli wszystko miałoby jednakowe znaczenie emocjonalne, to nieważne byłoby, co się wydarza. Jednak przytomność naszego skupienia może się obniżyć, kiedy brak nam motywacji do tego, aby być przytomnym. Dlatego powinniśmy ćwiczyć skupienie na poziomie wysoce energetycznym. Taki wysoki poziom energetyczny osiągamy dzięki współczuciu. Pierwszą właściwością współczucia jest miłość. Oznacza, że świat jest dla nas ważny. To zamienia naszą motywację, wynikającą z przywiązania, gniewu czy dumy, na przytomność umysłu. Dlatego współczucie jest tak ważne. Pomaga nam zmniejszyć ograniczenia emocjonalne i jednocześnie utrzymać wysoki poziom energetyczny zaangażowanej przytomności. Na początku powodowani jesteśmy przeszkadzającymi emocjami, a dopiero później ciągnie nas współczucie. Następnie, dzięki praktyce wpływamy na nasze ciała, na nasze ograniczenia na poziomie funkcjonowania. Narządy zmysłów nie będą już więcej reagowały na nasze koncepcje i uczucia. Nasze receptory będą rozszerzone pod wpływem możliwości rejestrowania danych wejściowych. Prawdopodobnie możliwa byłaby również zmiana struktury tych receptorów przy pomocy odpowiedniego treningu, co wymagałoby zapewne zmian w strukturze genetycznej. Nie zostało to jeszcze udowodnione, ale są dowody wskazujące na istnienie tej możliwości.

Oto dlaczego Budda był w swoistym szoku, spowodowanym oświeceniem, po prostu jego ciało przestało być ograniczone. Odczuwał, wąchał i słyszał wszystko, co mogło dla niego być ogromnym obciążeniem informacyjnym i energetycznym. Dla ciała to coś w rodzaju zapaści. Objętość naczyń krwionośnych naszego ciała to około 15 litrów, z tym, że w ciele posiadamy tylko pięć litrów krwi. Więc jeśli z powodu jakiegoś szoku wszystkie naczynia zostają otwarte, cała krew przemieszcza się do organów ciała oraz do skóry. Wtedy mózg zostaje pozbawiony krwi i jesteśmy nieprzytomni. Ludzi często tracą przytomność z powodów emocjonalnych, w wyniku emocjonalnego obciążenia. Wszyscy znamy w jakimś stopniu ten stan prześladowania emocjonalnego w naszym systemie. Oświecenie może być tak ogromną ilością informacji doświadczanych w tym samym momencie, że potrzeba trochę czasu, żeby zostały rozpoznane na wyższym poziomie.

Jak to możliwe, że współczesna nauka może wyjaśniać tak wiele rzeczy i jednocześnie nie potrafi nas prowadzić do wyzwolenia i oświecenia?

Klaus: Większość pracy naukowej to konceptualne myślenie. W buddyjskim rozumieniu oznacza to, że używana jest jedynie właściwość umysłu podobna światłu. Kiedy skupiamy się na myśleniu i rozumieniu, nie stwarzamy zbyt wiele doświadczenia. Inaczej to wygląda w medytacji, ponieważ wtedy zawsze mamy możliwość przejścia od „błogosławieństwa do zrozumienia”. Zrozumienie oznacza skupianie uwagi na różnych symbolach i właściwościach, które możemy sobie wyobrazić w jidamie. To może prowadzić nawet do zrozumienia poznawczego, na przykład rozpoznania „dordże i dzwonka” oraz ich wspólnego bytu jako całości. Dlatego na przykład w przypadku dordże możemy się zastanawiać, dlaczego ma cztery szprychy, a potem, dlaczego spotykając się w środku stwarzają one ósemkową figurę. Możemy myśleć, co oznaczają wszystkie te formy i symbole. Możemy myśleć następnie o funkcji dordże, a potem zrobić analizę badając ten przedmiot. Poprzez to myślenie poznawcze, które mogłoby być nawet naukowym, moglibyśmy osiągnąć bardzo dobre zrozumienie czym jest dordże i jakie ma znaczenie. To jest dokładnie to, co nauka robi ze wszystkimi zjawiskami w naturze. W medytacji mamy inną możliwość. Przestajemy myśleć i otwieramy się na świadomość niekonceptualną. Dopuszczamy, żeby wszystkie te symbole miały wpływ na nasz umysł, żeby dordże wywierało wrażenia w naszym umyśle. Następnie mamy prawdopodobnie jakieś doświadczenie i jest ono różne od tego wynikającego z myślenia o dordże. Najlepiej byłoby, gdybyśmy mogli dotknąć dordże, powąchać je, posmakować i zjeść. Potrzeć o skórę i sprawdzić czy wydaje jakieś dźwięki. To byłoby poznanie za pomocą zmysłów. Jest ono bardzo bliskie uczuciom i jest błogosławieństwem – doświadczeniem poza słowami. Wydarza się tylko w sytuacji kiedy siadamy na tyłku, przestajemy myśleć i otwieramy umysł. Dlatego też w nauce nie gromadzimy doświadczenia, bo nauka jest tylko logicznym myśleniem. Jedynym doświadczeniem naukowców jest to czy ich projekt działa, czy też nie. Lecz zazwyczaj jest to doświadczenie mało odczuwane. Kiedy fizyk w swojej pracy odkrywa jak wytworzyć energię z uranu, to gdyby efekty jego pracy były odczuwalne na poziomie zmysłów, byłoby to bardzo niebezpieczne!

Dlatego jest ogromna różnica pomiędzy nauką Buddy i światową nauką. My mamy nie tylko logiczną analizę na poziomie konceptualnym, ale również integralne doświadczenie pochodzące z medytacji. Tworzymy doświadczenia w życiu codziennym. Mamy je, kiedy tańczymy czy pracujemy z przyjaciółmi, bo nauczyliśmy się bycia otwartym i świadomym. Używamy myśli jak dobrych przyjaciół – wtedy, kiedy ich potrzebujemy. W ten sposób zrozumienie poznawcze dotyczące wydarzeń pomaga nam zajmować się głębszym poziomem doświadczania. Dzięki przejrzystej i pozbawionej błędu percepcji zjawisk oraz z pomocą logicznej analizy rozwijamy pogląd, który jest sensownym wytłumaczeniem natury zjawisk. Pogląd jest bardzo ważną ochroną, ponieważ bez właściwego poglądu możemy się przestraszyć tego, co się wydarza. W ten sposób z powodu strachu nasza świadomość zostaje ograniczona. Porzucenie poglądu zawsze doprowadza do przeszkadzających emocji, które z kolei ograniczają naszą zdolność bycia świadomym i tworzenia doświadczeń. Kiedy wiemy, co się wydarza, pojawia się mniej strachu, mniej przywiązania, mniej gniewu. Z radością przyjmiemy całość doświadczenia, a nie tę jego wersję ograniczoną emocjami. Przejrzysty pogląd sam w sobie nie wiedzie nas do doświadczenia czy głębszego zrozumienia, jednak niejasny pogląd ogranicza naszą percepcję. W skrócie można by powiedzieć, że współczesna nauka zajmuje się głównie zrozumieniem poznawczym, które nie prowadzi do doświadczenia.

Przejrzysty pogląd oznacza, że mamy solidne, niepodzielne i jasne zrozumienie natury zjawisk. Jeśli na przykład otrzymaliśmy kilka wyjaśnień przeciwstawiających się jakiejś koncepcji, możemy wpaść w pomieszanie. Na przykład mogliśmy zrozumieć, że grzmot jest efektem wyładowania elektrycznego do atmosfery i akceptujemy to jako naukowe wyjaśnienie, które pasuje do naszego fizycznego rozumienia świata. Jesteśmy wtedy w pełni świadomi zagrożeń i instalujemy piorunochron na dachu jako zabezpieczenie. Jeżeli jednak jednocześnie dostaliśmy wyjaśnienie, że jacyś źli bogowie pokłócili się i chcą nas przestraszyć, to wtedy może się okazać, że zupełnie irracjonalnie zaczniemy się bać. Wtedy może nie zainstalujemy piorunochronu i zamiast tego będziemy składać ofiary i modlić się, co może się okazać mało pomocne. Na koniec wpadamy w pomieszanie. Nie wiemy już, w co wierzyć i nie mamy już przejrzystego poglądu na ten temat. Dlatego tak ważne jest połączenie nauki zachodniej z buddyjską. Jako osoba powinniśmy mieć jednoznaczne zrozumienie świata. Czasem jest tak, że jedno wyjaśnienie mamy podane w naukowy sposób, a drugie podane przez naukę buddyjską. Naszym zadaniem jest połączyć te dwa w jedno, aby mieć jedną spójną koncepcję – jeden przejrzysty pogląd. W przeciwnym razie zaufamy lamie, który mówi: „Rzeczy są właśnie takie”, ale być może nauka wyjaśnia to samo zjawisko w inny sposób i w takiej sytuacji będziemy żyć w dwóch światach i dojdzie do polaryzacji tych światów. A więc sprawdzamy, co mówi nauka, następnie sprawdzamy, co na to mówi buddyzm i próbujemy to połączyć w jedno zrozumienie świata. Musimy to zrobić osobiście, ale powinniśmy też próbować osiągnąć to wspólnie – jako Linia Przekazu. Da nam to ogromną siłę, jeśli każdy zrozumie, że istnieje tylko jedna prawda, choć może być ona opisana na wiele sposobów. Wtedy możemy dyskutować, aby wyjaśnić i sprecyzować nasz wspólny punkt widzenia. Mamy sporą liczbę dobrych naukowców, wielu doświadczonych buddyjskich badaczy. Jako sanga możemy zatem dyskutować między sobą i wyostrzyć nasz pogląd używając naukowych i buddyjskich terminów. Możemy sprawić, żeby nasze wspólne stanowisko na temat tego, jaki jest świat, stało się jeszcze bardziej klarowne. Wtedy będziemy mieli bardzo mocną pozycję wobec innych nauk, religii i systemów myślenia wyjaśniających jaki jest świat.

Jeszcze jedno pytanie z naukowego i buddyjskiego punktu widzenia, gdybyśmy mogli tu połączyć te poglądy. Dlaczego ludzie piją alkohol?

Klaus: Trudno będzie to wyjaśnić z buddyjskiego punktu widzenia. Jest tylko jedno wyjaśnienie, którego udziela Szamarpa, mówiąc, że jogin powinien od czasu do czasu wypić trochę alkoholu, gdyż jest on wysokoenergetyczny i pomoże mu to w praktykach spalających dużo energii. Jednak zazwyczaj nie potrzebujemy alkoholu, nie potrzebujemy żadnych używek stymulujących umysł. Nawet jeśli doświadczymy czegoś ciekawego pod wpływem alkoholu, doświadczenie to nie będzie prawdziwe i nie będziemy mogli go zatrzymać. Wyjaśniając to z naukowego czy też medycznego punktu widzenia, alkoholicy są często bardzo neurotyczni i bardzo cierpią z powodu ograniczeń wynikających z przeżywanych neuroz. Są depresyjni i lękliwi. Alkohol uśmierza te problemy i alkoholicy mają wtedy subiektywne wrażenie, że przybyło im inteligencji i wolności, ich percepcja staje sie bardziej przejrzysta, a emocje bardziej zrównoważone. Nagle pojawia się trochę nieustraszoności, dzięki której mogą podnieść się i pokazać swoje możliwości. Wiadomo przecież, że po wypiciu odrobiny alkoholu rozluźniają się konwenanse społeczne, te uczucia z gatunku: „Och, nie powinienem, nie mogę”. Właśnie wtedy wstajemy i zaczynamy tańczyć, czego prawdopodobnie nie zrobilibyśmy na trzeźwo z powodu myślenia: „Nie mogę tego zrobić – wszyscy będą się gapić i śmiać się ze mnie”. Albo na przykład możemy wyrazić jakąś bardzo mądrą myśl, której normalnie byśmy nie wyartykułowali powodowani przeświadczeniem, że być może nie jest wcale tak inteligentna. Te pozytywne skutki stają się niebezpieczne dla alkoholików, ponieważ kiedy wypijają trochę więcej, pozytywne efekty znikają, a oni są już tylko głupi, zmęczeni i pijani. Z tego powodu alkoholicy stają się agresywni, ponieważ kiedy nie są pod wpływem alkoholu, ta agresja kierowana jest logicznym myśleniem albo zdołowana przez uczucia bezsensu i daremności. W medytacji staramy się stać bardziej nieustraszeni, świadomi, inteligentni, staramy się używać całego naszego potencjału. Moglibyśmy pomóc wielu alkoholikom wyjaśniając im, że efekty, których szukają w alkoholu, znajdą w medytacji.

Czy chodzi tu o ograniczenia umysłu?

Klaus: Przede wszystkim chodzi o ograniczenia emocjonalne. Ale dokończmy to, co zaczęliśmy mówić o ograniczeniach fizycznych wynikających ze strukturalnych i funkcjonalnych ograniczeń naszych narządów. Już zorientowaliśmy się, że nasze stany emocjonalne decydują jak bardzo jesteśmy otwarci czy ograniczeni. Psychologia, psychiatria oraz psychoterapia mają dużą wiedzę na temat percepcji emocjonalnej. Po pierwsze musimy zrozumieć, że mamy do czynienia z podwójną przytomnością. Percepcja sama w sobie jest zawsze podwojoną percepcją poznawczą i treścią emocjonalną: na przykład widzimy przed sobą jadący autobus – najpierw go postrzegamy, potem mamy emocjonalną reakcję, która zależy całkowicie od naszych koncepcji, doświadczeń, od nas samych. Jeśli na przykład brak nam cierpliwości to pomyślimy, że autobus blokuje nam drogę i chcemy go wyprzedzić. Wtedy wpadamy w gniew i postrzegamy autobus jako coś negatywnego, jako przeszkodę. Za każdym razem kiedy widzimy autobus, postrzegamy go jako przeszkodę. W innym przypadku postrzegamy autobus jako cenny pojazd, wiozący naszych przyjaciół i pokazujący nam drogę. Zatem przyjaźnie podchodzimy do autobusu i wtedy to właśnie jest naszą emocjonalną treścią. Wszyscy słyszeliśmy o pięciu skandach: forma, uczucie, percepcja, czynniki mentalne, świadomość. Na początku dostrzegamy formę (autobus), którego jeszcze nie klasyfikujemy ani w sposób emocjonalny, ani za pomocą zrozumienia poznawczego. Następnie przychodzi treść emocjonalna – nasze uczucia, i dopiero wtedy przychodzi zrozumienie, które sprawia, że myślimy i działamy. Powinniśmy się temu przyjrzeć bliżej, ponieważ „odczuwanie” przychodzi jako pierwsze w procesie postrzegania i przytomności, co stwarza iluzję ego. Otrzymaliśmy wiele wspaniałych nauk od naszych mistrzów, które traktują o przeszkadzających emocjach, interesujące jest jednak to, że współczesna nauka również zajmuje się tymi sprawami na poziomie relatywnym.
Możemy rozumieć ten emocjonalny mechanizm jako system ograniczeń mający na celu ochronę, ponieważ nie moglibyśmy opanować wszystkich emocji powstających podczas doświadczania. Musimy być chronieni przed bardzo silnymi uczuciami. Pierwszy mechanizm to negacja. Skonfrontowani z nową, pełną wyzwań sytuacją, powiedzielibyśmy: „Nie, to niemożliwe”, albo „To nie może być prawda”. Ale tak naprawdę ta idea jest w naszym umyśle. Dzięki temu, że mówimy „nie”, nie jesteśmy zobligowani do natychmiastowego działania. W ten sposób zyskujemy na czasie, pozwalamy, żeby sytuacja dojrzała, mamy czas na przetrawienie sytuacji do momentu, w którym będziemy gotowi ją zaakceptować i zintegrować. Znam to z przypadków matek, które na początku nie akceptują faktu, że ich dzieci są niepełnosprawne. One wiedzą, że dziecko jest upośledzone, ale nie akceptują tego, by chronić swój umysł. Potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do tego bolesnego i traumatycznego doświadczenia. Drugi mechanizm to wyparcie. Jest ono bardzo podobne do negacji, ale w tym przypadku doświadczenie nie staje się świadomym, ponieważ byłoby to zbyt przerażające. Pozostanie nieuświadomione i w przyszłości może prowokować nieuzasadnione lęki i inne podobne problemy. Trzeci mechanizm polega na tłumieniu emocji. W tym przypadku treść emocjonalna trudnej sytuacji pojawia się w umyśle, jednak nasz system ocenia to jako zbyt silne i bolesne doświadczenie i ta zawartość emocjonalna zostaje stłumiona, i znowu staje się podświadoma.

To są jedne z najważniejszych mechanizmów, które wyjaśniają w jaki sposób nasza psychika reaguje na bardzo sile, niewytłumaczalne i bolesne doświadczenia. Mechanizmy te są bardzo pomocne i praktyczne, ponieważ chronią nas przed przeładowaniem systemu. Dają nam czas na to, by się przyzwyczaić i podejść do pewnych rzeczy na spokojnie. Ale dopóki nasze doświadczenia zostają na poziomie nieświadomości, są bazą dla pojawiających się przeszkadzających emocji. W wyzwalających medytacjach, takich jak Diamentowy Umysł, kiedy jesteśmy chronieni przez Lamę, pozwalamy na pojawienie się tych podświadomych wrażeń i wtedy obserwujemy takie uczucia jak: poczucie winy (depresja), wstyd (agresja), żal. Na koniec możliwa jest integracja, dzięki doświadczeniu radości i wolności. Mamy więc czynniki ochraniające, które ograniczają naszą przytomność. Nasze ego stara się chronić samo siebie. Buddyzm naucza nas, że wszystkie te emocje są tylko emocjami uwarunkowanymi, nie są prawdziwe. Przychodzą i odchodzą, i nie ma powodu, żeby je ograniczać. Możemy je postrzegać zarówno jako mądrość, jak i współczucie. Dzięki treningowi świadomości, który odbywa się w medytacji, nie musimy już ograniczać swojej emocjonalnej przytomności i możemy użyć jej jako w pełni rozwinięte narzędzie przynoszenia pożytku innym. Na tym poziomie Budda jest wszystkowiedzącym, nie tylko w kontekście naukowym i poznawczym, ale również na poziomie emocji, przytomności i uczuć.

A teraz kilka słów na temat ograniczeń poznawczych. W jaki sposób tworzą się koncepcje? Kiedy patrzymy na obraz, który nie posiada znaczenia, mamy silną tendencję, by mimo wszystko widzieć w nim coś znaczącego. To, co w nim dostrzeżemy, zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń i wiedzy. Oznacza to, że nasza wiedza i doświadczenia odnośnie doświadczonych i zapamiętanych kształtów, determinują to, co widzimy i sposób w jaki postrzegamy te kształty. Widzimy pewne kształty, bo ich oczekujemy. Z łatwością postrzegamy znajome kształty, natomiast te nieznajome sprawiają nam trudność lub w ogóle ich nie widzimy. To jest ograniczenie w naszej świadomości – może myśleć tylko o jednej rzeczy na raz. Czasem myślimy nawet o rzeczach, o których nie chcemy myśleć; pojawiają się po prostu w naszym umyśle. Z drugiej strony o wielu rzeczach zapominamy. To są właśnie ograniczenia poznawcze, które same w sobie są również ochroną dla naszego umysłu. Zwariowalibyśmy, gdybyśmy byli świadomi wszystkiego o czym myślimy i gdybyśmy potrafili zapamiętać każdą pomyślaną myśl. Dlatego dobrze, że mamy takie ograniczenia. Budda jest wszytko wiedzący. Dysponuje wszystkimi wspomnieniami i możliwościami percepcji. Nasz mózg, nasze zdolności poznawcze, są ograniczone z powodu własnych mechanizmów ochronnych. Te jednak dają nam iluzję zewnętrznego świata, który nie istnieje jako taki. To działa jak filtr. Jeśli zapytamy trzech ludzi o ich doświadczenie dotyczące tej samej sytuacji, otrzymamy trzy różne odpowiedzi, albowiem każdy z nich ma zupełnie inny punkt skupienia świadomości. Dziewczyna zwróci uwagę na piękno kwiatów, natomiast mężczyzna zainteresuje się śliczną kosiarką. Budda dostrzeże jedno i drugie. Nasze poznanie jest ograniczone. Podczas medytacji otwieramy się na przejrzyste widzenie rzeczy takimi, jakimi są, i w ten sposób rozwijamy stan umysłu, który jest Naturą Buddy. To jest doświadczenie wszechogarniające.

Klaus Kaltenbrunner pochodzi z Austrii. Spotkał Lamę Ole w 1998 roku i od tego czasu również dużo z nim podróżował. Mieszka w Villach i wraz z żoną założył tam grupę medytacyjną. Od 7 lat na prośbę Lamy Ole udziela nauk dharmy. Ma dwójkę dzieci. Jest lekarzem pediatrą w szpitalu w Villach.

Opracowanie: Jakub Kornafel i Karolina Dyonizy

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Nieprzerwany przekaz autentycznych nauk - Wywiad z XVII Karmapą Taje Dordże | Buddyzm na Wschodzie i na Zachodzie - Wywiad z Szamarem Rinpoche | Widzę Czystą Krainę - Pytania zadane Lamie Ole | Czas na medytację - List Noworoczny Lamy Ole | Aktywność Trzech Czasów - Karmapa Mikjo Dordże (1507 - 1554) | Cytat - Guru Rinpocze | Jesteśmy dla siebie mistrzami - Wywiad z Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | Schronienie - Lama Ole Nydahl | Cytat - X Karmapa Czojing Dordże | Utrzymywanie przekazu to wasz obowiązek - Lama Ole Nydahl | Budda i śmierć - Lama Ole Nydahl | Z Lamą Ole i Caty Hartung o książce Budda i śmierć - Praga 2010 | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Dosiadając niedźwiedzia - Z organizatorami podróży zimowych po Rosji | Katłanga - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Popycha nas cierpienie, ciągnie nas współczucie - Rozmowa z Klausem Kaltenbrunnerem | Sanga - Denes Andras | Buddyzm i edukacja - Maike i Pit Weigelt | Co, gdzie, jak w KBL | Hong Kong - 18 dni błogosławieństwa - Michał Bobrowski | Biblioteka Kagyu w Łodzi | Gdańsk | Mango | Czym jest dla Ciebie ośrodek? - Ofelia Cybula |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: