DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 49 -> Jesteśmy dla siebie mistrzami

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Jesteśmy dla siebie mistrzami

Wywiad z Hannah Nydahl
_________

Przeprowadzony w Rodby 21 czerwca 2003 roku przez Matta Huddlestona.

To był najdłuższy dzień 2003 roku, a dla Hannah mocno wypełniony zajęciami. Dawała dziś wyjaśnienia do Guru Jogi VIII Karmapy, podczas rozmów indywidualnych odpowiadała na osobiste pytania, była obecna na pięknym ślubie czterech par i stoczyła prawdziwą bitwę, żeby uchwycić wciąż malejącą szansę zarezerwowania taniego lotu na następny etap podróży. Hannah była jednak tak dobra, żeby wśród tych wielu zajęć znaleźć trochę czasu i odpowiedzieć na nasze pytania.


Diamentowa Droga jako organizacja rozwija się dynamicznie na całym świecie, a ty i Lama Ole przejmujecie coraz więcej odpowiedzialności za buddyzm na Zachodzie. Czy mogłabyś powiedzieć coś o obecnej sytuacji?

Hannah: Powinnam zacząć od tego, że niedawno odszedł Lobpyn Tseczu Rinpocze. To on był pierwszym lamą, jakiego spotkaliśmy wraz z Ole. Dzięki niemu poznaliśmy Karmapę, a ten z kolei sprawił, że wszystko stało się możliwe. Kiedy myślimy o śmierci, na początku może się nam wydawać, że to chwila, w której coś się kończy. Na szczęście w przypadku Lobpyna Tseczu śmierć nie oznacza, że jego aktywność dobiegła końca. Powiedziałabym nawet, że sposób, w jaki umarł, był bardzo symboliczny, bo podtrzymywał wszystko do ostatniej chwili, nie chciał żadnych zmian w swoich planach i programie. Zatem nawet jeśli będzie nam go brakować, co jest zrozumiałe, mamy poczucie, że dzięki kontynuacji jego aktywności idziemy dalej w jego stylu. Dharma rozwija się wszędzie i myślę, że praca w naszych ośrodkach nie tylko nabiera impetu, ale też zyskuje na głębi. Panuje dobra proporcja pomiędzy starymi a nowymi uczniami – gdyby wszyscy „starzy” nagle opuścili ośrodek i zostaliby tylko „nowi”, nie byłoby to dobre; ale gdyby nie było żadnych nowych, zapanowałby brak równowagi. Mamy ludzi, którzy wchodzą głębiej w praktykę i mamy też takich, którzy chętniej poszerzają swoją wiedzę – wszyscy nawzajem się wspierają. Buddyzm w naszych społeczeństwach przestał być dziwnym i egzotycznym zjawiskiem; traktowany jest raczej jako nauka o umyśle – czym też zresztą jest.

Czy jesteśmy producentami, czy raczej konsumentami buddyzmu?

Hannah: Buddyzmu nie można „produkować”, należałoby więc raczej zapytać, czy praktykujemy dla samych siebie, czy także dla innych. Myślę, że to bardzo indywidualna sprawa. Nastawienie, które mamy albo przynajmniej staramy się mieć, to praca nad sobą. Rozwijamy się i chcemy pracować nad sobą tak, żeby być bardziej użytecznymi dla innych. Niektórzy mogą być w trudnym położeniu i przychodzą do buddyzmu przede wszystkim po to, żeby otrzymać pomoc we własnych problemach, więc można powiedzieć, że raczej są konsumentami. Inni od początku koncentrują się raczej na tym, w jaki sposób mogliby być pożyteczni dla innych. Naturalne jest dla nich włączanie innych do swoich życzeń, jak również pomoc w aktywnościach dharmicznych.

Słyszymy obecnie niepokojące wieści o wojnach domowych na obrzeżach Europy i w gettach, które powstają w naszych miastach. Czy w tej sytuacji odpowiedzialnym zachowaniem jest zakładanie rodziny, czy raczej powinniśmy skupić się na praktyce? Czy mogłabyś powiedzieć też coś o równowadze pomiędzy życiem rodzinnym a praktyką?

Hannah: Samsara zawsze będzie samsarą – i jest tak od niemającego początku czasu. Niemożliwe jest istnienie doskonałego świata, nieustannie będą się w nim dziać różne rzeczy. Taka jest natura samsary! W zależności od indywidualnej karmy może to być mniej lub bardziej widoczne, ale jeśli spojrzymy na to globalnie, zobaczymy chaos. Tak naprawdę samsara stale jest taka. Jednocześnie w jej obrębie wszystko jest możliwe – istnieją bardzo przyjemne stany, w których ludzie żyją jak bogowie; istnieją także ludzie, którzy żyją w stanach piekielnych. Myślę, że odpowiedzialna osoba powinna robić, co tylko może, żeby rozwinąć się w tym życiu i wykorzystać sytuację, w jakiej się znalazła. Decyzja o założeniu rodziny jest sprawą osobistą. Tak naprawdę mamy obecnie w Europie niezwykłe warunki, bo przez bardzo długi czas nie było tu wojny. Nie wiem, czy w historii była już taka sytuacja. Nasi rodzice przeżyli dwie wojny światowe – a mimo to mogliśmy się urodzić i bardzo się cieszę, że tak się stało!

Jak wobec tego ci, którzy już mają dzieci, mogą przybliżyć im buddyzm?

Hannah: Myślę, że jedyną rzeczą, która się liczy, jest dawanie dobrego przykładu. To jedyna metoda, jaka naprawdę działa. Spróbujcie dać swoim dzieciom pewną dawkę dobrych wrażeń i zobaczcie, jaką mają karmę. Nie możecie zmuszać dziecka, żeby zostało buddystą albo chrześcijaninem. Najlepiej więc być dla nich dobrym wzorem; możecie też wystawić dziecko na działanie form buddów albo mantry. Nigdy nie wiemy, co się im przydarzy później w życiu. Możemy wyrażać życzenia, ale nie możemy o tym zdecydować. Jeśli przyjrzymy się temu, co działo się przez lata w rodzinach zachodnich praktykujących, zauważymy, że duży procent dzieci w nich urodzonych zajął się dharmą w dorosłym życiu – jest to więc dobry znak. Nie były do tego zmuszane, po prostu same lubiły nauki Buddy i chciały praktykować.

Czy masz poczucie, że rezygnując z dzieci i tradycyjnego życia rodzinnego, coś straciłaś?

Hannah: Nie, nie czuję, że coś straciłam. Była to świadoma decyzja, którą podjęliśmy wspólnie z Ole. Nigdy tego nie żałowałam; nie mogę też powiedzieć, żeby kiedykolwiek było to dla mnie trudne. Gdy zaczęliśmy się zajmować buddyzmem, należało się zdecydować, czy chce się mieć rodzinę, czy praktykować. Nie było wyboru – nie dało się łączyć dharmy z „normalnym” życiem. Dziś jest zupełnie inaczej i ludzie nie muszą podejmować takich decyzji. Można być buddystą i żyć w zachodnim społeczeństwie.

Jak myślisz, dlaczego jesteś z Ole?

Hannah: Hm… Jestem pewna, że to nie pierwszy raz, kiedy jesteśmy razem! Wszystko na to wskazywało. Spotkaliśmy nauki w momencie, kiedy zdecydowaliśmy, że chcemy być razem, i dokładnie tak samo reagowaliśmy na spotykanych nauczycieli. Nasze cele życiowe i życzenia były takie same. Tak się nie dzieje, jeśli wcześniej się razem nie medytowało, nie dzieliło odpowiedzialności i nie wyrażało życzeń współpracy na przyszłość.

Jak to jest, czy jesteście z Lamą Ole oboje wykwalifikowanymi lamami, czy to Lama Ole jest twoim nauczycielem? A może bardziej mężem?

Hannah: Spotkaliśmy buddyzm razem, razem praktykowaliśmy, przeszliśmy to samo przygotowanie i mieliśmy tych samych mistrzów. Dlatego nie jest to kwestia tego, czy Ole jest dla mnie bardziej mężem czy nauczycielem. W pewnym sensie oboje jesteśmy dla siebie mistrzami, ale Ole nie jest moim buddyjskim nauczycielem w taki sam sposób, w jaki jest nim dla ludzi, którzy przez niego wchodzą w buddyzm i przyjmują od niego Schronienie. Jesteśmy oboje uczniami Karmapy. Oczywiście na innym poziomie jesteśmy parą i jako mąż i żona wspieramy się na ścieżce, co także oznacza, że jesteśmy dla siebie nauczycielami. Podążanie wspólną drogą to wielka pomoc. Kiedy dzielimy coś tak ważnego, wszystko staje się znacznie łatwiejsze.

Dlaczego jesteś buddystką?

Hannah: Myślę, że nauki Buddy mają sens. To w nich znalazłam odpowiedzi na swoje pytania i okazało się, że mogłam je znaleźć tylko w buddyzmie. Miałam też wielkie szczęście poznać bardzo wyjątkowego i przekonywującego nauczyciela, czyli XVI Karmapę. Wspólnie z Lamą Ole przyjęliśmy od niego Schronienie w dniu pełni księżyca we wrześniu 1970 roku. Odkąd zaczęłam praktykować buddyzm, moje zaufanie dla nauk jedynie się potwierdzało, więc nigdy nie miałam wątpliwości, że mój wybór był słuszny.

Czy jako kobieta-lama masz jakieś specjalne sposoby, żeby pomóc ludziom pogłębiać ich poczucie szczęścia?

Hannah: W buddyzmie od płci ważniejsze są indywidualne właściwości. Na zwykłym ludzkim poziomie oczywiście istnieją skłonności charakterystyczne dla kobiet czy mężczyzn, ale jeśli chodzi o praktykę, to te różnice nie są tak ważne albo wręcz całkiem znikają. Dharma jest tam, gdzie istnieje wspólny mianownik, na przykład te same metody pracy ze wszystkimi rodzajami przeszkadzających uczuć. Wszyscy powinniśmy zrozumieć ich naturę i to wyznacza kierunek naszej praktyki. Chcemy odnaleźć esencję zjawisk i to dotyczy wszystkich praktykujących, niezależnie od tego, czy są kobietami, czy mężczyznami.

Jak byś określiła swoją szczególną aktywność?

Hannah: Zajmuję się dużą ilością tłumaczeń, komunikacją i organizacją. Skoro już wspomnieliście o kobiecości i męskości, to muszę dodać, że moja rola jest typowo żeńska, ponieważ raczej pozostaję w tle wydarzeń.

Bywasz często w Indiach. Czym się tam zajmujesz?

Hannah: Wcale nie jestem w Indiach tak często, jak się o mnie mówi. Ogólnie rzecz biorąc, odkąd wraz z Ole spotkaliśmy buddyzm po raz pierwszy w Nepalu w 1968 roku, spędziliśmy wiele lat w Himalajach, włączając w to pierwsze lata nauki i medytacji oraz wiele późniejszych pielgrzymek z dużymi grupami. Potem ja sama zaangażowałam się w instytut KIBI (Międzynarodowy Instytut Buddyjski pod patronatem Karmapy) w Delhi. Tam pracowałam nad tłumaczeniami wykładów na żywo oraz nad przekładem tekstów z programu studiów, więc przez około 10 lat dwa miesiące w roku spędzałam w Indiach. Przedtem tłumaczyłam i pracowałam dla różnych rinpocze szkoły Kagyu, ale niekoniecznie w Azji. Na początku byliśmy tylko ja i Ole, więc musiałam robić wszystko sama. Teraz są też inni ludzie, którzy zajmują się wieloma sprawami, jakie kiedyś załatwiałam ja.

Czy widzisz różnicę między buddyzmem a innymi religiami w podejściu do seksualności?

Hannah: Wydaje mi się, że tak, chociaż nie wiem zbyt wiele na temat innych religii. Zawsze byłam heretyczką! Wyrosłam w ateistycznym, humanistycznym środowisku akademickim, w dodatku w Skandynawii, gdzie seksualność jest uważana za zwykły element życia; nie jest czymś trudnym czy grzesznym. Cały ten pomysł z grzechem pierworodnym ani grzeszną seksualnością nie jest częścią nauk Buddy. Oprócz zasad, jak utrzymywać celibat, przeznaczonych dla tych, którzy w nim żyją, Budda przede wszystkim podkreśla, jak ważne jest niekrzywdzenie innych, jeśli jesteśmy seksualnie aktywni. Nie zalicza on kobiet do istot niższych, jak to ma miejsce w niektórych innych religiach.

Czy myślisz, że równouprawnienie płci jest ważne?

Hannah: Oczywiście, ale jest przede wszystkim sprawą indywidualną i zależy od związku, w jakim ludzie żyją. Jakiekolwiek warunki ustali między sobą dana para, powinny być one szanowane przez obie strony, by się nawzajem nie ranić!

Czy kobiety w buddyzmie są traktowane na równi z mężczyznami?

Hannah: To zależy od kultury. Istnieją społeczeństwa, w których rola kobiet jest ustalona i niższa od pozycji mężczyzn. Wówczas nawet jeśli ten kraj jest krajem buddyjskim, to kobiety stoją niżej, nigdy jednak nie są traktowane tak jak w religiach, w których kobiety nie mają nawet duszy czy umysłu albo są mniej warte. Nie jest to kwestia samego buddyzmu, ale danej kultury i zasad społecznych w niej panujących.

Jak więc buddyzm może pomóc kobietom tam, gdzie są traktowane gorzej?

Hannah: Idealnie byłoby, gdyby każdy człowiek miał prawo być taki, jaki jest i rozwijać się tak, jak sobie tego życzy, dopóki nie wyrządza innym krzywdy. To podstawowe prawo, ale w wielu miejscach na świecie, nawet do pewnego stopnia w naszych społeczeństwach, istnieje wiele sposobów, których ludzie używają, żeby się nawzajem ograniczać. Na szczęście nikt nie może nam przeszkodzić w wewnętrznym rozwoju, medytacji. Daje nam ona wewnętrzną wolność, a pracując z umysłem stajemy się coraz mniej zależni od warunków zewnętrznych; nasz umysł zyskuje siłę i stabilność. To już samo w sobie sprawia, że łatwiej nam odnosić się do niemiłych sytuacji, jakiekolwiek by one nie były, i robić wszystko, co możliwe, żeby poprawić własne położenie.

Czy kobiety mają te same możliwości zostania nauczycielkami buddyzmu?

Hannah: W naszych społeczeństwach zasadniczo tak. Ale w jakim stopniu się to stanie, pokaże czas. W naukach jako takich nie ma ograniczeń, ale to zależy od kobiety i jej sytuacji. Jeśli ma małe dzieci i jest nauczycielką, to jej obowiązkiem jako matki jest przede wszystkim zajmować się nimi. Dlatego przez jakiś czas nie będzie podróżować, bo to po prostu nie pasuje do jej sytuacji. To tylko zdrowy rozsądek. Jeśli nie ma takich zajęć i może sobie na to pozwolić, jest wolna i może robić to samo co mężczyźni. Zależy to więc od kobiety i jej aktualnych warunków życiowych.

Czy możesz powiedzieć coś o żeńskich buddach, takich jak Tara, dakinie, żeńscy strażnicy?

Hannah: Wyzwolicielki to jidamy, czyli aspekty oświecenia, na które medytujemy. Mają one różne funkcje. Męskie i żeńskie jidamy nie mają nic wspólnego z kobietami czy mężczyznami. Są rozmaitymi właściwościami i przejawami umysłu, które przyjmują różne formy. Postaci żeńskie symbolizują naturę mądrości umysłu, a męskie istotę przejrzystości i współczucia, ponieważ umysł mieści w sobie oba te aspekty. Związek obydwu z nich w pełni wyraża naturę umysłu, a medytując na różnych męskich czy żeńskich buddów, stopniowo możemy identyfikować się z naturą umysłu. Nie chodzi tu jednak o męskość czy żeńskość w sensie dosłownym. Wyzwolicielki, Tary, wyrażają jednocześnie aktywność, która ma związek z aktywnością bodhisattwy. Bodhisattwa Tara, która osiągnęła oświecenie i złożyła obietnicę przynoszenia pożytku istotom w kobiecej formie, jest niezwykle szybka i bezpośrednia w działaniu. Zwracając się niej jako do pełnego mocy bodhisattwy, otrzymujemy pomoc i wsparcie na wielu poziomach. Dakinie z kolei wyrażają aktywność Buddy i są strażniczkami dharmy.

Czy Tary są dobrymi wzorcami dla kobiet?

Hannah: Oczywiście! Każdy bodhisattwa jest inspirujący i daje moc zarówno kobietom, jak i mężczyznom.

Co to znaczy, że ktoś jest emanacją jakiegoś aspektu buddy?

Hannah: Tulku są zazwyczaj emanacją pewnego aspektu oświecenia, więc jakiś rinpocze albo tulku może być na przykład wypromieniowaniem Kochających Oczu albo Buddy Nieograniczonego Światła. Przypuśćmy, że jakiś jogin medytował na Kochające Oczy i stosował tę medytację jako swoją główną praktykę. Koncentrował się na niej przez całe życie i urzeczywistniając ją, osiągnął dzięki niej wyzwolenie. Wówczas w następnym wcieleniu zostanie emanacją Kochających Oczu.

Czy mogłabyś na koniec poradzić coś kobietom, które wiodą bardzo aktywne życie? Jak mogą poprawić swoją uważność i koncentrację?

Hannah: Kobiety, które mają dzieci i pracują, powinny zrozumieć, że te doświadczenia też mogą stanowić część praktyki. Najważniejsze jest tu utrzymywać praktykę medytacji. Najlepiej zawsze zacząć swój dzień od świadomego wyrażania życzeń dla pożytku wszystkich istot i życzenia, żeby wszystko, co zrobimy tego dnia, było pełne znaczenia i przynosiło pożytek innym. Mamy wtedy podstawę, która jest częścią ścieżki bodhisattwy. Daje nam to pewność, że cokolwiek będziemy robić, będzie miało sens. Co więcej, będziemy bardziej świadomi tego, co dzieje się w umyśle. Jeśli zjawiska staną się zbyt trudne, dobrze jest nauczyć się rozwijać do nich więcej dystansu; możemy wtedy też używać mantr. Nie powinniśmy pozwalać sobie na ciągłe wzloty i upadki w zależności od okoliczności. To jest właśnie doskonała praktyka!

Opracowanie: Maria Przyjemska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Nieprzerwany przekaz autentycznych nauk - Wywiad z XVII Karmapą Taje Dordże | Buddyzm na Wschodzie i na Zachodzie - Wywiad z Szamarem Rinpoche | Widzę Czystą Krainę - Pytania zadane Lamie Ole | Czas na medytację - List Noworoczny Lamy Ole | Aktywność Trzech Czasów - Karmapa Mikjo Dordże (1507 - 1554) | Cytat - Guru Rinpocze | Jesteśmy dla siebie mistrzami - Wywiad z Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | Schronienie - Lama Ole Nydahl | Cytat - X Karmapa Czojing Dordże | Utrzymywanie przekazu to wasz obowiązek - Lama Ole Nydahl | Budda i śmierć - Lama Ole Nydahl | Z Lamą Ole i Caty Hartung o książce Budda i śmierć - Praga 2010 | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Dosiadając niedźwiedzia - Z organizatorami podróży zimowych po Rosji | Katłanga - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Popycha nas cierpienie, ciągnie nas współczucie - Rozmowa z Klausem Kaltenbrunnerem | Sanga - Denes Andras | Buddyzm i edukacja - Maike i Pit Weigelt | Co, gdzie, jak w KBL | Hong Kong - 18 dni błogosławieństwa - Michał Bobrowski | Biblioteka Kagyu w Łodzi | Gdańsk | Mango | Czym jest dla Ciebie ośrodek? - Ofelia Cybula |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: