DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 48 -> O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym

Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula
_________

Nadszedł czas zmian i na pewno nie udało wam się tego nie zauważyć. Tylne rzędy sal wykładowych zostały opanowane przez pełzające, raczkujące i biegające inkarnacje Caruso i Marii Callas. Sprawdziliśmy, jaka jest „typowa” buddyjska rodzina. Nie da się już tego dłużej ukryć... mamy dzieci! Ma je coraz więcej z nas. Próbujemy wychowywać nasze pociechy przekazując im system buddyjskich wartości i rozwijać w nich to, co w człowieku najlepsze i najważniejsze.


Czy istnieje coś takiego jak rodzina buddyjska? Co oznacza to pojęcie? I czy różnimy się od innych rodzin? Pytamy rodziców–buddystów.

Mira Boboli, buddyjska nauczycielka, mama dorosłych dzieci - Karoliny i Jana:
„Życie rodzinne i bycie rodzicem to bardzo praktyczny buddyzm, taki buddyzm tu i teraz – to nieustanne dawanie, wprowadzanie w świat, to cierpliwość i pełna radości wytrwałość, to miłość. Czyli bycie rodzicem to bycie bodhisattwą... Przez całe życie, na okrągło, przez 24 godziny na dobę, zawsze tu i teraz. To też danie wędrującemu umysłowi cennego ludzkiego ciała, a potem wychowywanie i współtowarzyszenie człowiekowi w jego rozwoju. Oczywiście dzieci pochłaniają mnóstwo naszego czasu i energii (nie mówiąc o pieniądzach, hi hi) ale to jest właśnie nasza buddyjska praktyka bodhisattwy! A do tego jeszcze musimy chcąc nie chcąc pracować z naszymi własnymi ograniczeniami, „chciejstwami”, słabościami. Nie raz musimy zrezygnować ze zrobienia czegoś dla siebie, żeby dać coś drugiemu człowiekowi – naszemu dziecku. Czyli rozwijamy się razem i rozwijamy się nawzajem na buddyjskiej ścieżce i często nie wiadomo, kto tu jest uczniem, a kto nauczycielem. Często nam się wydaje, że buddyzm jest piękną filozofią, że medytacja ogranicza się do siedzenia na poduszce, a swojej obietnicy bodhisattwy dotrzymujemy uczestnicząc w kursach czy inicjacjach, albo wpadając raz na jakiś czas do ośrodka. Ale przecież buddyzm taki nie jest”.

Jacek i Rita Renkiewicz, prowadzą przedszkole w Warszawie, rodzice Niny (8) i Bruna (5)
Rita: „Jeszcze dwanaście lat temu twierdziłam, że prawdopodobnie już tyle razy byłam matką i nie doprowadziło mnie to do oświecenia, że w tym życiu dam sobie spokój (śmiech). Ale ponieważ tylko krowa nie zmienia poglądów, mamy dzieci. Nie wiem, czy istnieje coś takiego jak „typowa” rodzina buddyjska. Znam wiele buddyjskich i niebuddyjskich rodzin. Wydaje mi się, że jako buddyści jesteśmy bardziej rozluźnieni, mamy mniej oczekiwań i obaw, także tych związanych z dziećmi, ich rozwojem, zachowaniem, przyszłością. Mamy inną perspektywę, cieszymy się tym, że codziennie dają nam kolejne bodźce do rozwoju. Wiemy, że jeśli trafił nam się płaczący bez przerwy przez trzy miesiące niemowlak, to jak mówi Lama »sami zasadziliśmy tego kaktusa«, i nie złościmy się na dziecko, tylko szukamy rozwiązań, pracujemy z sytuacją i pojawiającymi się emocjami. Naszym głównym celem nie jest to, aby dzieci się zabezpieczyły, miały kasę etc. Życzę naszym dzieciom, aby były szczęśliwe, miały sensowne życie i były pożyteczne dla innych. Chciałbym aby były buddystami, ale nie będę ich namawiać”.
Jacek: „Bycie rodzicem jest sprawdzianem dla naszej praktyki. Dzieci jak w lustrze pokażą nam nad czym musimy jeszcze popracować. Są naszymi nauczycielami – jeśli otworzymy się na tę nową sytuację, nasz rozwój może zdecydowania przyspieszyć. Jak mówi Lama Ole, „prawdziwy rozwój wydarza się poza strefą komfortu”. Dzieci bezlitośnie jej nas pozbawiają. Czy różnimy się od rodziców-niebuddystów? Mam nadzieję, że jesteśmy bardziej świadomi tego, co się wydarza, że przebywamy bardziej w tu i teraz, jesteśmy mniej przywiązani i mniej gniewni, że wykorzystujemy buddyjskie metody pracy z umysłem. Dla mnie w trudnych sytuacjach, kiedy już się we mnie gotuje i czuję, że zaraz wybuchnę, bardzo pomocna jest zwykła koncentracja na oddechu. Medytacja daje nam więcej dystansu, rozluźnienia, nie traktujemy wszystkiego tak śmiertelnie poważnie – myślę, że dzięki temu łatwiej jest nam być rodzicami i po prostu cieszyć się tym.”

Iwona i Jan, rodzice Franka (1)
Iwona: „Macierzyństwo szlifuje cierpliwość. Nigdy wcześniej nie doświadczałam takich sytuacji jak teraz. Pojawia się taki poziom radości i miłości, o którym wcześniej nie miałam pojęcia. Ta miłość jest zupełnie nieuwarunkowana. Dzięki Frankowi pojawiła się we mnie otwartość na inne dzieci i więcej wrażliwości – to dotyczy jednak chyba wszystkich ludzi, nie wiem, czy te doświadczenia są szczególnie związane z buddyzmem. To chyba rozwój człowieka”.

Leszek Misiek Nadolski, buddyjski nauczyciel, wraz ze swoją partnerką Kamilą Orzeł prowadzi buddyjski ośrodek odosobnieniowy w Kucharach, gdzie mieszkają z dziewięciomiesięcznym Wojtusiem
Misiek: „Dziecko powoduje wyłom w skorupie nawykowych reakcji na drugiego człowieka. Świeżość umysłu dziecka przechodzi na rodziców i powoduje, że pojawiają się nowe, ciepłe uczucia, myślę, że to główna zapłata jaką otrzymują rodzice za trud wychowania dziecka i nie da się tego przecenić. Szczególnie w moim wieku – nikt się nie spodziewał, że będę jeszcze ojcem. Ludzie którzy przejdą przez macierzyństwo mają szanse na głębsze, dojrzalsze doświadczanie życia, ludzi, etc. Łatwiej jest im zrozumieć zjawiska dziejące się w sferze uczuć. We mnie rozwinęła się wdzięczność w stosunku do matek. Wcześniej wydawało mi się to zupełnie oczywiste, że matka wychowuje dziecko. Nie miałem jednak pojęcia, jakim dzieje się to kosztem – że jest to związane z całkowitym „jednoupunktowieniem” na maluchu. To jest wielki, pozytywny dług jaki dziecko ma w stosunku do rodziców. Z pewnością można powiedzieć, że buddyjscy rodzice dzięki dzieciom wzbogacają swoją sferę uczuciową, a dzieci wyrastają w bardzo sprzyjających okolicznościach. Buddystom łatwo się to udaje, ponieważ mamy w pewien swoisty szeroki horyzont. Naszym życiowym celem jest głęboki rozwój, w którym jest miejsce na wszystko – na pracę dla dharmy, zarabianie pieniędzy, karierę zawodową, a także na macierzyństwo i ojcostwo. Mieszkanie rodziny w ośrodku odosobnieniowym jest wyzwaniem. Trzeba godzić interes ośrodka i zapotrzebowanie rodziny na intymność. Z punktu widzenia rozwoju dziecka plusem jest fakt, że ma ono kontakt z wieloma ludźmi, nie dorasta w klasycznej, rodzinnej sytuacji, w bardzo zamkniętym i bezpiecznym gniazdku. Jeśli założymy, że gniazdkiem tym dowodzą bardzo rozwinięci rodzice, to wszystko powinno być w porządku. Jednak życie dowodzi, że zawsze rodzice sprzedają dzieciom swój „film”, który może być w jakiś sposób ograniczający. Natomiast w ośrodku jest ciągły przepływ ludzi, kursy, wizyta Lamy raz do roku, obecność stup itd. – cała ta wibracja buddyjska jest nieustannie obecna. Dziecko dostaje więc dodatkowe bodźce do rozwoju. Rodzina, która mieszka w ośrodku nie powinna swoją prywatną sytuacją blokować jego naturalnych aktywności. Z jednej strony ośrodki nie są przedszkolami, z drugiej jednak, jeśli posiadają odpowiednio duży dom i można w nim wydzielić strefę dla rodziny, to jej obecność »stabilizuje« ośrodek. Ilość wolnego czasu na wykonywanie formalnej praktyki, jaką posiadają rodzice, nie jest oszałamiająca. Ale zawsze mamy szanse na rozwinięcie dwóch właściwości: zdolności do bardziej efektywnego zarządzania czasem i utrzymywania poglądu Diamentowej Drogi w każdej życiowej sytuacji. Przy odpowiednim, pozytywnym »ciśnieniu na praktykę« wszystko jest możliwe. Wdzięczność jaką mamy w stosunku do linii przekazu i rdzennego nauczyciela za dostęp do niezwykłych, buddyjskich metod pracy z umysłem, gwarantuje nasz rozwój. Oczywiste jest, że nasze dzieci automatycznie biorą w tym wszystkim udział. Dopóki są malutkie, dzieje się to niejako »osmotycznie«, ale kto wie, co wydarzy się w przyszłości? (śmiech)”.
Kamila: „Jestem totalnie szczęśliwa, że jestem mamą Wojtulka. Gdybym wiedziała, że to takie wzbogacającezaczęłabym wcześniej, aby było takich Wojtusiów razy dwa (śmiech). Mam takie uczucie każdego ranka, rozumiem jak niepowtarzalny jest związek dziecka z rodzicami: czuje takie delikatne ukłucie w sercu jak Wojtuś potrzebuje pomocy lub błogie ciepło kiedy chichocze, a najbardziej rozpływam się, kiedy widzę jak śpi. Jest to tak piękne zjawisko, że trudno opisać słowami... jakbym jednocześnie usłyszała dźwięk i poczuła zapach ciszy. Wojtuś pokazał mi, co to jest cierpliwość – to oznacza po prostu »być dla...« bez względu na wszystko, uważność– by móc odczytywać jego subtelne niemowlęce komunikaty, kontrolowanie swoich nastrojów – by o każdej porze dnia i nocy podejść do Wojtulka z uśmiechem na twarzy, wytrwałość – bo dziecko to nie jest projekt, który można odłożyć na półkę, dyscyplina – bez której nie miałabym czasu medytować... Co tu dużo mówić i tak niepostrzeżenie w macierzyństwo wplotła się dharma i praca z umysłem. Dodam jeszcze, że dziecko dało mi głębsze poczucie bliskości z partnerem. Tata, może rzeczywiście ma mniej pracy od mamy, ale jego obecność daje poczucie bezpieczeństwa. Humorem łagodzi obawy matki, kiedy przytula mamę i dziecko wysychają wszystkie łzy i pojawia się uśmiech na naszych twarzach”.

Asia i Marcin Cywińscy, prowadzą buddyjski ośrodek odosobnieniowy w Ropkach, rodzice Sylwii (18), Tytusa (11) i Celiny (9)
Marcin: „Warto w tworzenie dobrej relacji z dziećmi włożyć dużo wysiłku i serca. Ale dzieci są bardzo różne. Każde potrzebuje indywidualnego podejścia. Dzieci nie interesuje zbytnio sfera abstrakcyjnej duchowości, chcą się po prostu bawić, jeść słodycze i grać na komputerze albo w piłkę. Chcą być szczęśliwe i kochane. Moim zdaniem do rozwoju potrzebują dużo miłości i mądrego wsparcia. Jak mają 5 czy 10 lat nie muszą poznawać jakiejś szczególnej filozofii, wystarczy mądry, kochający i wesoły rodzic na co dzień i oczywiście raz na jakiś czas błogosławieństwo Lamy Ole. Ale żeby być takim rodzicem, to już jest nasz problem, a nie dziecka (śmiech). Na szczęście dzięki buddyjskim metodom, mamy sporą szansę, by takim rodzicem być”.
Asia: „Dzieci zasługują na prostą informację, czym się rodzice zajmują i dlaczego, kto to jest Lama Ole, kto to jest Karmapa i po co się medytuje. Dobrze, jak dzieci wiedzą na czym stoją, jest im w życiu o wiele łatwiej, gdy rodzice zajmują jasne stanowisko zarówno w różnych ważnych życiowych kwestiach, jak też w z pozoru błahych sprawach. Nasze dzieci nie chodzą na religię i nigdy nie usłyszeliśmy w szkole negatywnego komentarza na ten temat. Kiedyś, na prośbę wychowawczyni, w I klasie gimnazjum nasza córka przedstawiła na lekcji krótki referat na temat buddyzmu. Nigdy jakoś szczególnie nie zachęcaliśmy dzieci do medytacji, jeszcze by nas prześcignęły i co wtedy(śmiech)? Mimo to nasza najstarsza córka uważa się za buddystkę i nawet czasem medytuje”.

Artur Grzeliński, buddyjski nauczyciel i Ofelia Cybula, rodzice Jeny (1,5)
Artur: „Buddowie zawsze obdarzają nas prezentami i powodują, że sytuacje których doświadczamy są przyczyną szybkiego rozwoju. Jeśli mamy rodzinę, nasz poziom odpowiedzialności znacznie wzrasta, a praca dla innych nabiera głębszego znaczenia. Będąc do dyspozycji dziecka przez całą dobę możemy posmakować, czym jest praca wielkich bodhisattwów, jesteśmy też w stanie rozwinąć radość płynącą z tej aktywności i w pełni »przenieść ją« na wszystkie istoty. Pogląd Diamentowej Drogi pozwala nam jednocześnie być praktycznym, zrelaksowanym i odpowiedzialnym za wychowanie bodhisattwów przyszłości”. Ofelia: „Myślę, że to ważne, by dzieci znały swoich rówieśników w sandze. Spotykamy się z innymi rodzicami w ośrodku buddyjskim, wymieniamy doświadczeniami i wspieramy. Szczęśliwe dziecko to szczęśliwi rodzice, dlatego staramy się dbać o związek, inspirować się nawzajem i nie występować tylko w roli mamy i taty (śmiech)”.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 Działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nauczyciel jest podstawą wszystkiego - Lama Ole Nydahl | Oświecona odwaga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pytania i odpowiedzi - Fragment nowej książki Lamy Ole | Esencja praktyki - Hannah Nydahl | Była otwartością przestrzeni - Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | O nas - Lama Ole Nydahl | Przyjaźń jest podstawą całego naszego szczęścia - 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże | III Karmapa Rangdziung Dordże - nauczyciel czystego poglądu - Manfred Segers | W 21 słowach o Buddyzmie Diamentowej Drogi - Wolfgang Poier | Damaru - budzi(k) ze snu niewiedzy - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | O Stupie Kalaczakry w Berchen Ling - Rozmawiamy z Lamą Ole Nydahlem | Tu świat spotyka się z oświeceniem - Lama Ole | Wydarzyło się właśnie coś wspaniałego - Lama Czogdrup Dordże i Lama Ole | To jest jak medytacja - Piotr Kaczmarek | Z 17 Karmapą w Rosji - Caty Hartung | O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym - Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula | Cytat - Lama Ole Nydahl | Europe center - Hubert Bramowicz | Brno - Markéta Blažejovská | Wiedeń - Wywiad z Anną Potyką | Zawsze nam się udaje - Wywiad z Lamą Ole o Valhalli | Nagodzice 2010 - Eskadra Nagodzice. | Cytat dnia | Zabujani w Zagórzanach - Zespół Zagórzan | O Zagórzanach - Lama Ole | Kraków - Krakowska sanga | Kalisz |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: