DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 48 -> Nauczyciel jest podstawą wszystkiego

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Nauczyciel jest podstawą wszystkiego

Lama Ole Nydahl
_________

Fragment wykładu, Warszawa, 28 marca 2010 roku.

Kilku z wielkich nauczycieli, a wśród nich Gampopa, zwykło mówić: „Kontakt z moimi naukami jest jak spotkanie mnie samego”. Nasza linia jest obecnie w podobnej sytuacji – upoważniam ludzi do uczenia i obserwuję, jak sobie radzą. Kiedy rozejrzymy się dokoła, zauważymy, że wszyscy chcą być szczęśliwi i uniknąć cierpienia, dlatego nasza praca ma takie znaczenie. Gdziekolwiek się nie pojawiamy, ludzie zauważają: „Nigdy nie spotkaliśmy tylu przyjaznych i szczęśliwych osób”. To znaczy, że nasza praca rzeczywiście działa. Oczywiście, przyciągamy najlepsze umysły, ale potrafimy również prowadzić je w stronę urzeczywistnienia ich potencjału.


Trzy poziomy nauk

Budda udzielił nauk na trzech poziomach. Ponieważ niektórzy są szczególnie wyczuleni na szczęście i cierpienie, którego doświadczają, chcą wiedzieć, jakie działania przynoszą szczęście, a jakie cierpienie – dlatego Budda nauczał wiele o prawie przyczyny i skutku. Inną grupą są ludzie, którzy pragną bogatszego życia wewnętrznego, połączenia współczucia i mądrości w zdrowy sposób. I wreszcie ci, którzy postrzegają buddę nie jako boga lub osobę, lecz jako lustro dla własnej twarzy. To ci ostatni stanowią trzon naszych ośrodków. Jeżeli chcemy pracować na poziomie przyczynowości, potrzebujemy wiedzy o tym, jakie myśli, słowa i działania przynoszą szkodę i musimy ich unikać. W naszych społeczeństwach jest to stosunkowo łatwe, gdyż ustanowiono tak wiele praw i zasad regulujących życie, że prawie niemożliwe jest działanie naprawdę negatywne bez wchodzenia w konflikt z władzami. Jeśli chodzi o mowę to na szczęście wciąż mamy pełną wolność, choć w niektórych krajach Europy próbuje się ją ograniczyć, mimo zdecydowanego oporu większości. Co się zaś tyczy umysłu, istnieje tu zupełna dowolność. Warto jednak pamiętać, że jeśli wypełnimy umysł negatywnymi wrażeniami, nie będziemy mogli cieszyć się życiem, dobrze jest zatem myśleć o dobrych rzeczach. Że byto lepiej zrozumieć wyobraźmy sobie, że stoimy przed kimś z workiem złota w jednej ręce i workiem ziemi w drugiej. Na pytanie, który woleliby od nas dostać, większość trzeźwo myślących odpowiedziałaby, że ten ze złotem.

Możemy też myśleć o umyśle jak o pięknym ogrodzie – nierozsądnie byłoby wyrzucać tam gruz czy wraki samochodów. A zatem, to o czym myślimy, z czym się utożsamiamy, co uważamy za istotne, pozostawia wrażenia w umyśle i warunkuje nasze przyszłe odrodzenie. Budda powiedział, że te tendencje są na tyle silne, iż dzielenie dobra płynącego z działań innych daje nam równie dobre wrażenia. Oczywiście nie doświadczymy wtedy ekscytacji z działania i nie nauczymy się z tej sytuacji tak wiele jak wówczas, gdybyśmy robili to sami. Chcąc zatem uniknąć kłopotów, musimy dowiedzieć się, które myśli, słowa i działania je powodują, stworzyć dystans do zjawisk dzięki medytacji i zdecydować się na gromadzenie pozytywnych wrażeń w umyśle. Dzięki temu nasze życie będzie lepsze. Żeby mieć bogate życie wewnętrzne, musimy rozwinąć współczucie, czyli życzenie szczęścia innym. Bardzo rozsądnie jest pracować dla innych z jednej prostej przyczyny – innych jest więcej. Aktywne współczucie, przejawiające się jako działania pozytywne i pełne znaczenia, jest jak mocne nogi, natomiast mądrość jest jak przejrzyste oczy, dzięki którym wiemy dokąd iść.

Jak medytujemy na tym poziomie? Zaczynamy od życzenia osiągnięcia oświecenia dla pożytku wszystkich istot, a kończymy dzieląc się z nimi dobrymi wrażeniami z medytacji. Widzimy również, że na pierwszym poziomie praktyki staraliśmy się unikać negatywnych działań a teraz staramy się unikać gniewu i negatywnej motywacji. W naszych ośrodkach pracujemy głównie na trzecim poziomie, który polega na postępowaniu tak jak budda, dopóki sami się nim nie staniemy. Dla ułatwienia można zobrazować to tak: nakładamy maskę buddy na tak długo, aż zrozumiemy, że od zawsze tam jest i że wszystkie doskonałe właściwości są już w nas. Przy takim poziomie zrozumienia Budda udzielał nauk o naturze umysłu i pustce, a medytacja umożliwiała rozwijanie uważności i pracę z energią oraz zdolnością do utożsamienia – naturalnymi aspektami umysłu. Sposobem na utrzymywanie poglądu na tym poziomie jest zrozumienie, że najwyższa prawda jest najwyższą radością, co pozwala nam uniknąć myślenia o tym, co ogólnie przyjęte jest za „normalne”, a co jest jedynie zbiorem akceptowanych w danej kulturze zachowań. Z pierwszym poziomem nauk pracują głównie mnisi i mniszki, których postępowanie regulują zakazy i nakazy.

Ludzie świeccy ślubują unikać jedynie pięciu szkodliwych działań. Interpretacja owych pięciu ślubowań zmieniła się jednak od czasów Buddy. Dzisiaj mówiąc o zabijaniu mamy na myśli odebranie życia nie tylko innej osobie, ale i zwierzęciu. W czasach Buddy jednak większość ludzi to byli rolnicy, którzy własnoręcznie zabijali swoje zwierzęta, więc to ślubowanie dotyczyło tylko pozbawienia życia drugiego człowieka. Co do kradzieży, to za taką uznałbym świadome przywłaszczenie sobie czegoś, co należy do kogoś innego – nie sądzę, żeby wzięcie kilku ołówków z biura na domowy użytek można było uznać za kradzież. Albo nadkładanie drogi służbowym samochodem, żeby kogoś odwiedzić i porozmawiać. W czasach Buddy realia były całkiem inne, ludzie byli naprawdę biedni, nie pracowali w biurowcach ze stali i szkła, nie myli zębów pięćdziesięcioma rodzajami pasty i nie zastanawiali się nad kupnem kolejnego samochodu. Wtedy umierali z głodu, my dzisiaj umieramy z nadmiaru tłuszczu w naczyniach wieńcowych. Jeśli chodzi o zachowania społecznie akceptowane, to istnieje dziś cała gama relacji seksualnych, więc trudno tu coś ściśle zakwalifikować jako właściwe lub niewłaściwe. W różnych kulturach obowiązują różne obyczaje i różny jest też stopień swobody i wolności. U Eskimosów na przykład powszechnie przyjęte jest, że jeśli kobieta nie jest temu przeciwna, mąż oddaje ją na noc gościowi, który bardziej tego potrzebuje. Na drugim końcu spektrum są kultury muzułmańskie, w których kobiety giną pod kołami pojazdów, gdyż nie są w stanie ich dostrzec przez niewielki otwór na oczy w tradycyjnym ubiorze, dodatkowo przesłonięty siatką. Mówienie nieprawdy jest kolejną rzeczą, której powinniśmy unikać. Nie myślę tu o usprawiedliwieniu w stylu: „Autobus się zepsuł”, gdy przychodzimy spóźnieni do pracy, bo nasza dziewczyna chciała, żebyśmy dłużej dotrzymali jej towarzystwa. W większości firm w Danii jest to akceptowane. Gdy przychodząc spóźniony tłumaczysz: „Dziewczyna mnie zatrzymała”, szef mówi: „W porządku, zostań dziś pół godziny dłużej”.

Ostatnia rzecz to unikanie sytuacji, gdy tracimy kontrolę pod wpływem środków odurzających. To jest pięć działań, których starajmy się unikać, dzięki czemu uchronimy od zniszczenia rezultaty naszej dobrej pracy. Mnisi nowicjusze muszą unikać trzydziestu siedmiu zachowań, natomiast w pełni ordynowani – dwustu pięćdziesięciu czterech. Wśród nich spania na wysokich miejscach, noszenia ozdób, biżuterii i temu podobnych. Ci z was, którzy zrobili niungne, wiedzą o czym mówię. Hannah i ja zwykliśmy robić tę medytację w początkowym okresie praktyki. Żeby zarobić na życie nocami sprzątaliśmy szkoły, a później jeszcze kopaliśmy doły pod budowę basenów. Pamiętam, że kilka razy podczas niungne doświadczyliśmy przejrzystego światła – to naprawdę robiło wrażenie. Wśród zachowań, których muszą przestrzegać mnisi, a które i my powinniśmy przyjąć, jest uważanie, gdy załatwiamy potrzebę w naturze, żeby nie zmoczyć owadów, mogą bowiem nie mieć ochoty na prysznic…

Na drugim poziomie nauk chodzi głów-nie o zachowanie spokoju i ciężką pracę. Jest to konieczne, bo jeśli nie pracujemy ciężko i ciągle zmieniamy zdanie, ludzie nie będą mogli nam zaufać. Na trzecim poziomie staramy się nie utracić najwyższego poglądu, poglądu jogina i utrzymywać prosty, nieskomplikowany umysł.

O nauczycielu

XVI Karmapa był przykładem kogoś, kto urzeczywistnił wszystko; był wielki i naprawdę dziki. Pamiętam, że kiedyś Frakcja Czerwonej Armii po przedarciu się z Austrii dokonała zamachu na bardzo bogatego niemieckiego przedsiębiorcę. W tym czasie my jechaliśmy starym fordem granadą z Niemiec w kierunku Szwajcarii, gdzie przebywało tysiąc uchodźców z Tybetu. Po drodze wielokrotnie zatrzymywaliśmy się z powodu blokad dróg i rozpytywaliśmy ludzi o przejście graniczne. Karmapa wysiadał wtedy z samochodu i przyłączał się do grupy farmerów, rzucał żart czy dwa, wszyscy się śmiali i z miejsca stawali się przyjaciółmi. To było niesamowite! Karmapa miał naprawdę dobre związki z ludźmi Zachodu. Innym razem jechaliśmy bardzo szybko autostradą i prawdopodobnie przysypiałem, więc Karmapa usypał sobie na dłoni dwa kopczyki tabaki Madras 2, teraz nazywa się to Biały Słoń, i powiedział: „Wciągaj!”. Myślałem, że głowa mi eksploduje... Z piskiem opon skręciłem w niewłaściwy zjazd, a Karmapa zaśmiewał do rozpuku. Co wieczór dawał nam przykłady swej nieustraszoności. Często koło północy podchodził do mnie i mówił: „Ole, jedziemy!” i pędziliśmy krętymi drogami Niemiec czy Francji. I jeśli nie przekroczyliśmy ograniczenia prędkości przynajmniej dwukrotnie, Karmapa nie czuł się usatysfakcjonowany. Świetnie się z nim bawiliśmy!
Zazwyczaj to Karmapowie rozpoznawali reinkarnacje wielkich mistrzów. Oni też znali miejsce i czas narodzin własnych inkarnacji. Musicie wiedzieć, że ponieważ za każdym razem jest to nowe ludzkie życie, do wykonania jest też nowa praca. Nowe ciało, nowe ego, są iluzoryczne, ale doświadczane jako prawdziwe. Jeśli masz ciało będziesz lubił, gdy ktoś cię głaszcze i nie spodoba ci się, gdy ktoś cię uderzy. Z tego lubienia i nielubienia powstają wszystkie przeszkadzające emocje, często bardzo silne. Znamy przypadki kilku wysokich lamów, którzy umarli z powodu nadużywania alkoholu czy zaangażowali się w politykę w niewłaściwy sposób… Ważnym momentem jest spotkanie nauk, które jest jak połączenie się dwóch rzek, jak rozpoznanie czegoś niezwykle cennego. To wtedy zaczyna się praca ku rozpoznaniu natury umysłu. Lecz jeśli nawet inkarnowany lama nie osiągnie ostatecznego celu w tym życiu, w momencie śmierci wróci do przejrzystego światła, z którego przybył. Rozpoznanie, że ego jest iluzją, pozostaje. Decyzja o odrodzeniu się jest wspaniałym prezentem dla innych.

Jest wiele zdjęć Karmapy podczas ceremonii Czarnej Korony. W rzeczywistości Czarna Korona to pole energii o pięciokątnym kształcie, które manifestuje się ponad głową Karmapów. Natomiast w swojej fizycznej formie istnieje ona od czasów, kiedy to cesarz Chin zobaczył czarne pole energii nad głową V Karmapy i był tak zainspirowany, że wykonał jego kopię z włosów stu tysięcy dakiń, przyozdobił ją szlachetnymi kamieniami i podarował Karmapie, błogosławieństwo jest tak samo silne czy widzimy pole energii czy fizyczną Czarną Koronę. Błogosławieństwo Karmapy łączy energię w naszym ciele, która jest nieoświecona, z przejrzystą uważnością buddów, z ich polem mocy. I ta tendencja pozostaje w nas, więc kiedy odradzamy się ponownie i spotykamy z naukami, natychmiast pojawia się zaufanie i pewność. To jest również powód, dla którego powinniśmy zaczynać praktykę od samych podstaw, ponieważ gdy prakty-kujemy coś, na co nie jesteśmy gotowi, to po prostu nie działaj. Ludzie zwykle komentują takie doświadczenia słowami: „Tak, to było dla mnie zbyt wiele, nie powinienem był tego robić.” Ale jak zapewne wiecie, Nietzsche powiedział kiedyś tak: „W tym punkcie moja pamięć zderza się z moją dumą. Pamięć mówi: »Zrobiłeś to«, a duma: »Nie mogłem zrobić czegoś takiego«. W końcu jednak duma zwycięża”.

Jak to rozumieć? Urażona duma sprawia, że w umyśle pojawia się lęk. Tak dzieje się na przykład, gdy ktoś zaczyna pokłony lecz ich nie kończy. Z powodu dumy myślimy wtedy: „To jest dobre dla ludzi z Azji, z uciśnionych społeczeństw, a nie dla nas Europejczyków”. Tak dzieje się zawsze, gdy nie potrafimy doprowadzić ważnego procesu do końca. I o ile powyższy pogląd może być poprawny na poziomie intelektualnym, jego konsekwencje są negatywne i kiedy pięć wcieleń później znów spotkamy nauki, w naszym umyśle pojawi się gniewna duma. Dlatego zadaniem nauczyciela jest zabiegać o to, żeby uczniowie zawsze mieli dobre wyniki i robili postępy. Dlatego pracuję jak wół, żebyście podczas praktyki poła (świadomego umierania), mieli znak powodzenia, a jeśli wam się nie uda, dostajecie kolejny kurs gratis. Ważne rzeczy trzeba kończyć, trzeba mieć rezultaty! Kiedy stoisz na platformie z liną przywiązaną do nóg, musisz skoczyć na bungee, nie ma odwrotu. Jeżeli wątpisz czy potrafisz to zrobić, nie przymierzaj się do tego. Jedną z najważniejszych rzeczy w mojej pracy z wami jest to, żebyście nigdy nie czuli się słabi, lecz widzieli rozwój, szansę i znaczenie we wszystkim, co się wam przydarza. Zadaniem nauczyciela jest dbałość o to, żeby wszyscy czuli, że wygrywają, wzrastają i rozwijają się. Wspaniałe jest to, że ocean, z którego czerpiemy – mądrość Buddy – jest nieograniczony, głęboki i niczego w nim nie brak. Nigdy też nie jest stanem nicości.

Cztery szkoły buddyzmu tybetańskiego

Ludność Tybetu nie była zbyt liczna, szacuje się ją na około sześć milionów, a jednak było tam wielu egzotycznych indywidualistów. W związku z tym, nawet przy tak małej liczbie ludności buddyzm rozprzestrzeniał się na wiele różnych sposobów. Widoczne jest to w nazwach, na przykład Ningmapa oznacza „praktykujący w tradycyjny sposób”. Mam cały przekaz Ningma i bardzo się z tego cieszę, naprawdę. Sakjapowie również pochodzą ze starej szkoły, opierającej się bardziej na doświadczeniu niż na intelekcie. Trzecia grupa, Kagyupowie, czyli my, słynie z dużej ilości odosobnień, medytacji, mantr i tak dalej. Są to trzy stare linie przekazu. Ningmapowie używają nauk, które pojawiły się około 750 roku wraz z Guru Rinpocze (Padhmasambawą). Zostały one zniszczone około 800 roku przez króla Langdharmę, który był zwolennikiem szamanizmu. Guru Rinpocze to przewidział i ukrył nauki w różnych miejscach. Były one stopniowo odnajdywane w ciągu kolejnych stuleci. Te tak zwane termy, czyli ukryte nauki, są do dzisiaj używane w szkole Ningma. Nauki te są również obecne w dwóch innych szkołach, które powstały około roku 1000 i 1050. My korzystamy zarówno ze starych nauk, tak jak Ningmapowie, jak i z głębokich, pełnych mocy tantrycznych nauk, które pojawiły się w raz z Marpą, przywódcą naszej linii.

IV Karmapa miał ucznia o imieniu Tsongkhapa, a z kolei jego uczeń został I Dalajlamą. Było to około 400-500 lat po ustanowieniu wspomnianych już szkół. Główna różnica polegała na tym, że nowa szkoła charakteryzowała się bardziej intelektualnym podejściem. Nie używano w niej tradycyjnych nauk, takich jak poła, za to wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Szkoła ta miała ogromną ilość nauk, głównie intelektualnych, a jej uczniowie bez przerwy dyskutowali, starając się jak najprzejrzyściej wyrażać swoje poglądy. Pojawiła się też znacząca różnica pomiędzy trzema starymi szkołami: Nigma, Sakja i Kagyu – nazywanymi czerwonymi czapkami, a nową szkołą, zwaną żółtymi czapkami. Widać to również w nazwach. Ningma to stara szkoła, nazwa Sakja wskazuje na część Tybetu, z której się ta szkoła wywodzi, Kagyu oznacza pełen przekaz, który następuje poprzez bardzo bliski związek nauczyciela z uczniem. Wreszcie Gelugpa, bardziej intelektualna linia przekazu, jest nazywana „cnotliwą”.

Wydawałoby się, że to my nadaliśmy im tę nazwę dla żartu, ale tak naprawdę Gelugpowie sami ją sobie wybrali. I właśnie dzięki owej cnotliwości nie rozpraszało ich zbyt wiele zjawisk, więc szybko stali się wiodącą grupą, która objęła rządy i stała się państwową religią Tybetu, z Dalajlamą i Panczenlamą jako przywódcami. W szkole Gelugpów najważniejsza jest podstawowa idea, więc dla nich nauczyciele są wypromieniowaniem poszczególnych jidamów, bodhisattwów czy buddów. Patrząc na Dalajlamę widzą emanację Kochających Oczu, a różni rinpocze reprezentują dla nich na przykład mądrość czy moc. Dla Gelugpów ważne są pojęcia, reprezentowane przez poszczególnych nauczycieli. Różni się to znacznie od podejścia pozostałych trzech linii przekazu, w których wielu pełnych mocy, wyjątkowych ludzi, rozwinęło nadzwyczajne zdolności dużo medytując na przestrzeni wielu żywotów. Tutaj pierwszy kontakt z nauczycielem, też jest inny. Widzimy lamę i natychmiast myślimy: „Też chcę doświadczać tego, co ty!”. Różne aspekty Buddów postrzegamy jako wypromieniowanie umysłu naszego lamy. Jeśli widzimy, że lama jest współczujący, rozumiemy, że Kochające Oczy jest jego współczuciem; jeśli jest silny – Diament w Ręce reprezentuje jego siłę. Dla Gelugpów lama jest emanacją jidama, dla nas wszyscy buddowie są emanacją umysłu naszego lamy. To nas inspiruje. Dlatego właśnie rzucając się na podłogę i dotykając jej nosem przy pokłonach powtarzamy „Pal den lama dam pa nam la cziab su czio”. Zaczynamy zawsze od lamy z dwóch powodów: po pierwsze nawet buddowie mają lamów, ponieważ bez nauczyciela żaden budda nie rozpoznałby natury umysłu, po drugie, nauczyciel jest podstawą wszystkiego, nie ma niczego poza nim. To jest jedna z najważniejszych różnic. To naprawdę wspaniałe, że przy takiej różnorodności ludzi buddyzm mógł dać coś każdemu, kto [w Tybecie] nie pozostał przy szamanizmie. Lama jest najważniejszy w szkołach, w których przeważa medytacja, natomiast jidam czy aspekt buddy w szkołach opierających się przede wszystkim na studiowaniu nauk.

Często wydaje nam się, że w Tybecie panował pokój i przyjaźń, a jednak w czasach wojny trzydziestoletniej w Europie rząd V Dalajlamy zaprosił mongolskiego przywódcę Guszri Chana. I gdy połowa ludności Europy ginęła na polach walki – Francuzi, Szwedzi, mieszkańcy Europy Środkowej, Niemcy – Guszri Chan i jego ludzie niszczyli trzy stare szkoły w Tybecie. X Karmapa musiał uciekać i przebywając w ukryciu zajął się malowaniem pięknych, pełnych mocy tanek. Jedna z tych tanek znajduje się dzisiaj w muzeum w Petersburgu. Był niezwykłym artystą, o niebywałej przejrzystości. Prawdopodobnie ukrywał się gdzieś na Wschodzie, ponieważ jego tanki są stylem zbliżone do do chińskiego sposobu malowania.

Wkrótce trzy linie przekazu, zwłaszcza nasza, mogły znowu zacząć oficjalnie funkcjonować. Niestety około dwustu lat temu Szamarpa popadł w niełaskę rządu tybetańskiego. Gdy przebywał w Nepalu, rząd sprowokował małą wojnę o pogranicze i oskarżył X Szamarpę Cziedruba Gjatso zdradę. Szarmapa oczywiście nie miał pojęcia o żadnej wojnie. Rząd oficjalnie zabronił mu odradzania się, co oczywiście Szamarpa zignorował i nadal odradzał się w pobliżu Karmapy, z tym, że nierozpoznany. Dopiero na uchodźstwie w Indiach osłabiony rząd Tybetu uległ Karmapie i ponownie zaakceptował Szamarpę. Nasza linia trzymała się z dala od innych szkół, zwłaszcza w czasach Gampopy. Mieliśmy wtedy w Tybecie cztery wielkie i osiem mniejszych szkół Karma Kagyu. Ale to za dużo, nawet dla nas i dzisiaj można powiedzieć, że mamy jedną wielką linię przekazu, wywodzącą się bezpośrednio od Gampopy. Składa się na nią Karma Kamtsang, czyli my; wspaniali Drikung z Ladakhu w zachodnich Himalajach oraz Drugpa, religia państwowa Bhutanu, praktykowana również w wielu innych rejonach we wschodnich Himalajach. XVI Karmapa reprezentował wszystkich Kagyupów.

Gdy przyjrzymy się początkom naszej linii, to wszystko zaczęło się od Marpy, a nie w klasztorze. Marpa trzy razy przeprawiał się przez Himalaje do Indii. Spędził tam w sumie szesnaście i pół roku. To on przyniósł z powrotem do Tybetu nauki Diamentowej Drogi. Był osobą świecką i wspaniałym joginem, lubił kobiety i pił piwo. Kiedy słucha się opowieści o jego dokonaniach, aż ma się chęć poprosić o zwrot pieniędzy za naszą współczesną edukację. Milarepa, który rozpoczął karierę od zabicia trzydziestu pięciu wrogów swojej matki za pomocą mantr, był jego głównym uczniem. Historia jest ciekawa, bo te trzydzieści pięć osób naprawdę zniszczyło życie matki Milarepy, odebrali jej wszystko i po jakichś piętnastu, dwudziestu latach wszyscy oni spotkali się w domu, który jej zabrali. Jak to zazwyczaj wtedy robiono, przywiązali swoje konie do filarów podpierających dom. Milarepa za pomocą specjalnych mantr sprawił, że wokół koni pojawiły się skorpiony wielkości psów. Na ich widok konie się zerwały, przewracając filary, co z kolei spowodowało, że dom się zawalił, kładąc kres życiu wrogów. Po tym wydarzeniu Milarepa nie mógł jeść w ciągu dniai nie mógł spać w nocy. A Tybetańczycy są jak Polacy, jeśli nie mogą jeść i spać, oznacza to, że sytuacja jest poważna.

W wieku czterdziestu czterech lat Milarepa zaczął więc medytować i stał się joginem. Osiągnął pełne oświecenie w ciągu trzydziestu lat. Często siedział nago na śniegu i ogrzewał się praktyką głębokiego oddechu, która powodowała, że każda jego wypowiedź była niezwykle piękna i poetycka. To wszystko dlatego, że dolny ośrodek energii, w okolicy pępka, używany w czasie mocnej koncentracji, jest bezpośrednio związany z ośrodkiem mowy. Milarepa miał dwóch uczniów: Reczungpę, pełnego współczucia dla samotnych dam, które często odwiedzał i Gampopę, pierwszego mnicha w naszej linii. I od tamtej pory aż do dnia dzisiejszego mamy linię świecką i zakonną.
Jeśli przyjrzymy się różnicom w filozofii pomiędzy poszczególnymi liniami przekazu, to w wyjaśnieniu podstawowej prawdy, że wszystko jest pozbawione własnej natury, że nie istnieje jedna rzecz, od której wszystko się zaczęło, że wszystko może powrócić do przestrzeni w każdej chwili, używane jest słowo „tong”, co oznacza „pusty”. Jeśli pracujemy na poziomie intelektu jak Gelugpowie i obserwujemy zjawiska w oderwaniu od życia, wtedy naturalne będzie używanie pojęcia „ran tong”. Tutaj „ran” oznacza „w swojej naturze”, a „tong” oznacza „pusty” – czyli wszystkie zjawiska pozbawione są w swojej naturze czegokolwiek trwałego.

Jeśli natomiast żyjemy pełnią życia, bliższe nam będzie pojęcie „szentong”, gdzie „szen” oznacza „dodatkowo” lub „więcej niż” – czyli zjawiska są puste, ale jest tam coś więcej. Chodzi tu o to, co jest świadome tej pustości. Gelugpowie słysząc te nauki oskarżają nas o materializm. Dla nas jednak istnieje świadomość, która nie jest niczym materialnym. Jeśli natomiast zapytamy joginów, którzy mają prawdziwe doświadczenie tego, co się tak naprawdę wydarza, to używają oni trzeciego pojęcia: „detong”. „De” pochodzi od „deła” czyli „najwyższa radość”. Oznacza to, że nie tylko zjawiska są puste, ale że daje to poczucie prawdziwej radości. Przestrzeń jest radością. Na drugim poziomie mówimy, że przestrzeń jest informacją; na trzecim, że jest radością.

Dlaczego powinniśmy o tym wiedzieć? Jak już wspominaliśmy, przestrzeń jest informacją – oznacza to, że ta sama informacja dostępna jest w wielu miejscach naraz, ale nie dlatego, że się przemieszcza z miejsca na miejsce. Wykracza to poza teorię względności Einsteina, według której nic nie może być szybsze od światła, które podróżuje z prędkością 300 000 km/s, czyli dociera w sekundę na Księżyc. Ale udowodniono już w Genewie, w osiemnastokilometrowym tunelu, w który wpuszczono dwa fotony, dwie cząsteczki światła, że wpływają one na siebie z prędkością przewyższającą prędkość światła co najmniej dziesięć tysięcy razy, bo na tym kończył się prędkościomierz. Oznacza to najprawdopodobniej, że przestrzeń jest informacją, gdziekolwiek nie spojrzeć. Stan Prawdy, czyli dharmakaja, jest wszechprzenikający. To właśnie udowodniono w Genewie. Jest to interesujące, ponieważ wykracza poza koncepcję „albo to, albo tamto”. Jeśli przestaniemy szufladkować zjawiska, jeśli nie będziemy się czuć jak cel, jeśli spojrzymy na księżyc zamiast na palec, który go wskazuje, wtedy nasze umysły staną się Szekspirami, Einsteinami, Mariami Curie, Florence Nightingale… Nieograniczoną przestrzenią zawierającą wszystko. Do umysłu nie można niczego dodać. Za to możemy usunąć z niego przeszkadzające zasłony, które nie pozwalają nam go doświadczyć. Zatem to, co wydarza się w Genewie, jest bardzo interesujące i pełne znaczenia. Jest to również pożyteczne dla nas, jako buddystów.

Jidamy i strażnicy

Czym są jidamy? Postrzegam je jako mechanizm sprzężenia zwrotnego. „Ji” oznacza po tybetańsku umysł. Tybetańczycy nie mają tak wielu nazw dla umysłu, jak to nam się czasami wydaje. Inaczej niż na Grenlandii, gdzie istnieje około dwudziestu słów na opisanie różnych rodzajów śniegu. Ja znam dwa rodzaje: śnieg, z którego lepi się kulki, żeby rzucać nimi w ludzi, i śnieg, który jest na to za sypki, więc trzeba go wrzucać komuś za kołnierz i rozcierać na twarzy. Tybetańczycy mają tylko kilka słów opisujących umysł, ale są one bardzo precyzyjne: ji, sem, sze. Buddyzm to nic innego, jak rozpoznanie właściwości umysłu i pozbycie się wszystkiego, co te właściwości blokuje. Mamy wielkie szczęście w tym życiu, że jesteśmy inteligentni, pełni oddania, odważni, współczujący, bo dzięki temu możemy przebić się przez sztywne poglądy, które nas ograniczają, przebić się i doświadczyć prawdziwej natury umysłu.
Pewnego razu żyła sobie kobieta o imieniu Manibharda, która dużo medytowała. Któregoś dnia niosła ze studni naczynie pełne wody, potknęła się o wystający korzeń i stłukła naczynie. Widząc to, nagle zrozumiała, że to, co było w środku i to, co było na zewnątrz, nie jest od siebie oddzielone. Wszystkie pojęcia przestały mieć znaczenie i została tylko przejrzysta świadomość. To samo się dzieje, gdy umierają ci, którzy mają głębokie doświadczenie medytacyjne. Postrzegają oni własne ciało jako naczynie, które poprzez skórę, oczy, uszy i inne zmysły ma kontakt ze światem zewnętrznym, ale w swojej naturze nie jest od niego oddzielone. Siadają więc w medytacji, wydychają ostatni raz powietrze i tyle. Przestrzeń wewnątrz i na zewnątrz stają się jednym, a oni stają się ponadczasową świadomością.

Inni, tak jak Karmapa, siadają w medytacji i powodują, że ich wielkie, ważące 80 kilogramów ciało się kurczy do rozmiaru ciała dziecka. Sam byłem tego świadkiem. Inni z kolei używają praktyki tęczowego ciała i poprzez wibrację zamieniają ciało z materii w energię. Pozostają jedynie paznokcie, włosy i zęby, czyli to, co nie ma zakończeń nerwowych. Ta praktyka niemal całkowicie wyginęła, ponieważ dla Chińczyków i ich dialektycznego materializmu było to zbyt wiele. Zabijali całą rodzinę, jeśli któryś z joginów decydował się odejść w taki sposób. Ostatnia osoba, o której słyszałem, to złotnik z Rumteku, który był tak torturowany przez Chińczyków, że mógł już tylko chodzić zgięty w pół. Pewnego dnia poprosił swoich bliskich, żeby umieścili go w chatce nieopodal i nie przeszkadzali mu przez tydzień. Z chatki dochodziły różne dźwięki i błyski. Po tygodniu zostały tylko włosy i paznokcie, a poza tym panował porządek – to wykluczało udział dzikich zwierząt w jego śmierci. Pustka i forma są nieoddzielne.

Jidamy są formami, które pomagają umysłowi wyrażać różne właściwości na różne sposoby. Na przykład poprzez kolor. Jeśli przyjrzymy się, jak różne kultury interpretują kolory, możemy zauważyć, że złoty czy żółty łączony jest z dumą, zielony z zazdrością, czerwony z pożądaniem, a niebieski z gniewem. Niewiedza jest jak biała ściana. Również różne kształty wpływają na przepływ energii w naszym ciele. Jeśli utożsamiamy się z buddami w taki sposób, łatwiej możemy przejąć ich właściwości. Tybetańczycy często o tym nie wiedzą. Wydaje im się, że te różne ozdoby po prostu odzwierciedlają wysoki status społeczny, że są to ozdoby władców z północnych Indii. Są jednak w błędzie. Jidamy mogą wyrażać cztery różne właściwości umysłu. Niektóre jidamy są białe lub zielone, bardzo przyjazne, z uśmiechem; mają one moc uspokajającą. Złote formy są wzbogacające. Często siedzą w towarzystwie zwierząt wypluwających klejnoty, lub stoją na Ganeszu, hinduskim bóstwie związanym z pieniędzmi. Ci, którzy nie lubią hinduizmu, uważają, że ten jidam stoi na Ganeszu wyciskając z niego klejnoty, a my, którzy nie mamy nic przeciwko hinduizmowi, myślimy raczej, że jidam łaskocze go palcami u stóp, żeby wypluł te klejnoty. Wolny wybór, czyż nie?

Mamy też wspaniałe, fascynujące formy, niemal zawsze w zjednoczeniu, czerwone i niebieskie, siedzące lub stojące – żeby energie mogły przepływać pomiędzy formą męską i żeńską, żeby mogły one urzeczywistnić właściwości swojego partnera. Wydarza się to wyłącznie na poziomie wewnętrznym i tajemnym. Jeśli musimy rozebrać naszego partnera bądź partnerkę, żeby zobaczyć jakiej jest płci, to nie jest to uważane za zbyt dobrą karmę. Tanki, na których Budda ma kobiece piersi, są błędne. Na wewnętrznym i tajemnym poziomie mężczyzna otrzymuje kobiecą intuicję, a kobieta radość mężczyzny. Mężczyźni lubią stawiać rzeczy do góry nogami, choćby tylko po to, żeby sprawdzić czy w takiej sytuacji też potrafią działać. Kobiety nie są aż tak skłonne do eksperymentów. Na tajemnym poziomie dzielimy się przestrzenią i radością. Przestrzeń i radość łączą się i gotowe. Mężczyzna bez kobiety staje się szorstki, zapomina się golić, przewraca wszystko, wszczyna wojnę i tak dalej. Kobiety bez mężczyzn strasznie się nudzą, zaczynają snuć intrygi i temu podobne. Gdy możemy połączyć przestrzeń i radość, uzyskujemy coś, czemu naprawdę będziemy mogli zaufać. Naprawdę potrzebujemy siebie nawzajem, tworzymy razem całość. Potrzebujemy tej mocy, świadomości, mądrości, które możemy dostać od siebie nawzajem. Kobieta, czy jest matką, siostrą, córką czy kochanką, mężczyzna czy jest ojcem, bratem, synem czy kochankiem – potrzebują siebie nawzajem, potrzebują interakcji z płcią przeciwną, inaczej nie ma pełni.

Mamy jidamy, mamy strażników. Mamy też ochraniające jidamy. Mówiliśmy już o uspokajających zielonych formach, łagodnych białych, wzbogacających złotych – często z ozdobami, o inspirujących – niebieskich i czerwonych. Formy ochronne są często niebiesko-czarne, brązowo-czarne. Są pełne mocy. Zdarzają się też białe formy, równie potężne. Jesteśmy zatem przy strażnikach, których mamy trzy rodzaje. Jedna grupa to groźnie wyglądający strażnicy ze zwierzęcymi głowami. Często główna, znajdująca się w środku forma, jest otoczona czterema strażnikami. Jeśli natrafimy na coś, czego nie znamy,co wygląda groźnie, bucha płomieniami i nie ma pionowego oka mądrości na czole, powinniśmy natychmiast się wycofać i nie nawiązywać żadnego kontaktu. Są to istoty o bardzo silnym ego, które prawdopodobnie bardzo dużo medytowały skupiając się na fazie budowania, dającej moc, na mantrze, ale nie na fazie stopienia czy rozpuszczenia. Po śmierci takie istoty stają się demonami, potężnymi duchami, które są zwykle bardzo trudne, jeśli coś im się nie podoba. Dlatego trzymajcie się od nich jak najdalej. Znam jednego, może dwóch lamów używających owych istot na przykład do zapewnienia rolnikom udanych zbiorów, ale jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ nie są one bodhisattwami i trzeba na nie uważać.

Mamy też formy z okiem mądrości na czole, niektóre wyglądają trochę egzotycznie – na przykład mają ogon węża lub wiele oczu i ust umieszczonych na brzuchu i tak dalej. W przeszłości były to zazwyczaj uciążliwe miejscowe energie, ujarzmione przez mistrza medytacji, który nawiązywał z nimi kontakt i groził: „Mogę cię rozpuścić, jeśli tylko zechcę, znam twoją wibrację, więc albo będziesz się dobrze zachowywał, albo cię wyślę w inny wymiar”. Guru Rinpocze i II Karmapa Karma Pakszi słynęli z kontrolowania tego typu energii. Możemy ufać strażnikom, chociaż nie wszystkie formy są na najwyższym poziomie bodhisattwy i często się zdarza, że otoczone są energiami zwanymi drekpa, które chociaż działają w ich polu mocy, często są nieokrzesane.

Prawdziwe emanacje buddów wyglądają w miarę normalnie, mają czasami więcej ramion, ale zdecydowanie przypominają ludzi. I tym możemy całkowicie zaufać, ponieważ są to bodhisattwowie. Mamy trzy główne męskie formy. Sześcioramienny Mahakala jest emanacją Kochających Oczu i ochrania ciało. Czteroramienny Mahakala, trzymający łuk, strzałę, miecz i książkę, jest wypromieniowaniem Buddy Mądrości, Mandziuśriego. Dwuramienny Mahakala, Bernagczen, jest emanacją Buddy Diament w Ręce. Ma przyjazny i łagodny uśmiech oraz twarz, której żadna matka nie zapomni. Jego głowa jest wielkości jednej trzeciej całego ciała (a zwykle głowa stanowi jedną szóstą). Różni strażnicy ochraniają ciało, mowę i umysł. Mamy też damy siedzące na mułach, z dwoma, czterema i sześcioma ramionami. Muł zazwyczaj pędzi przez ocean pełen krwi. Te dwuramienne i czteroramienne panie są pełnymi mocy strażniczkami mądrości. Czasem w Tybecie, zwłaszcza w klasztorach Gelugpów, ponieważ nie medytowano tam zbyt wiele, te panie się złościły i zaczynały sprawiać kłopoty, więc musiano je przenosić poza klasztor. To są nasi główni strażnicy. Kiedy śpiewamy „OM MA DAG NY CZI TONG PAR DZIANG”, owo „MA DAG”, to właśnie jest tych dwoje strażników: męski i żeński.

Opracowanie: Ewelina Warner, Kryspin Kochanowski, Agnieszka Chojnacka, Mira Starobrzańska, Sylwia Olech, Piotr Jankowski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 Działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nauczyciel jest podstawą wszystkiego - Lama Ole Nydahl | Oświecona odwaga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pytania i odpowiedzi - Fragment nowej książki Lamy Ole | Esencja praktyki - Hannah Nydahl | Była otwartością przestrzeni - Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | O nas - Lama Ole Nydahl | Przyjaźń jest podstawą całego naszego szczęścia - 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże | III Karmapa Rangdziung Dordże - nauczyciel czystego poglądu - Manfred Segers | W 21 słowach o Buddyzmie Diamentowej Drogi - Wolfgang Poier | Damaru - budzi(k) ze snu niewiedzy - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | O Stupie Kalaczakry w Berchen Ling - Rozmawiamy z Lamą Ole Nydahlem | Tu świat spotyka się z oświeceniem - Lama Ole | Wydarzyło się właśnie coś wspaniałego - Lama Czogdrup Dordże i Lama Ole | To jest jak medytacja - Piotr Kaczmarek | Z 17 Karmapą w Rosji - Caty Hartung | O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym - Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula | Cytat - Lama Ole Nydahl | Europe center - Hubert Bramowicz | Brno - Markéta Blažejovská | Wiedeń - Wywiad z Anną Potyką | Zawsze nam się udaje - Wywiad z Lamą Ole o Valhalli | Nagodzice 2010 - Eskadra Nagodzice. | Cytat dnia | Zabujani w Zagórzanach - Zespół Zagórzan | O Zagórzanach - Lama Ole | Kraków - Krakowska sanga | Kalisz |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: