DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 47 -> Cztery rodzaje bardo

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Cztery rodzaje bardo

Lobpyn Tseczu Rinpocze
_________

W 1992 roku Lobpyn Tseczu Rinpocze udzielił w Rödby w Danii szczegółowych wyjaśnień dotyczących czterech stanów bardo na podstawie dzieła „Zwierciadło świadomości” Tsele Natsok Randröl. Był on sławnym mistrzem linii Kagyu oraz Njingma żyjącym w XVII wieku i w swoich czasach uchodził za jednego z najbardziej wykształconych nauczycieli. Jest uważany za wcześniejszą inkarnację Dziamgona Kongtrula Rinpocze.


Gdy w buddyzmie mówi się o bardo, chodzi zazwyczaj o stan pośredni pomiędzy jednym życiem a drugim. Jednak jak ukazują nauki Lobpyna Tseczu Rinpocze, właściwe znaczenie tego słowa jest o wiele szersze. Udzielając nauk dotyczących tego tematu, autor dzieła, Tsele Natsok Randröl, posługuje się tradycyjnym schematem nauczania Dharmy: rozpoczyna wstępem, po którym następują właściwe wyjaśnienia i zakończenie. Pierwszą częścią przygotowania są zawsze ofiarowania dla buddów i bodhisattwów, które czyni się, by pomnożyć pozytywną karmę oraz by usunąć przeszkody. Następnie obiecuje się im, że to, co rozpoczynamy – czy to odosobnienie, czy udzielanie nauk – doprowadzimy do końca. Mówi się, że wysoko urzeczywistnione istoty rzadko coś obiecują; jednak jeśli to już uczynią, dotrzymują swej obietnicy niezależnie od okoliczności. Rysunek na wodzie szybko znika, lecz wyryty w skale – pozostaje na zawsze. Ta obietnica jest więc częścią przygotowania.

Następnie autor tekstu zwraca się z głębokim szacunkiem do oświeconych właściwości trzech stanów buddy, trzech kaj. Najpierw zwraca się do Stanu Prawdy, dharmakaji, który jest opisywany jako całkowicie czysty. W swojej esencji jest wolny od wszelkiej sztuczności i naturalnie pusty. Nieoddzielny od niego jest Stan Radości, sambogakaja, który manifestuje się jak odbicie księżyca w wodzie, w taki sposób, w jaki jest to w danej sytuacji potrzebne. Wreszcie dla pożytku zwyczajnych istot pojawia się Stan Emanacji, nirmanakaja. Tsele Natsok Randröl zwraca się najpierw do tych trzech stanów, wyraża szacunek dla ich oświeconych właściwości oraz stwierdza, iż są one nieoddzielne od właściwości naszego umysłu i że manifestują się także w nauczycielu. Cokolwiek się przejawia – czy będzie to samsara, czy nirwana – jest w swojej esencji puste. Oznacza to, iż narodziny i śmierć, szczęście i cierpienie oraz wszelkie inne doświadczenia nie są rzeczywistością. Jedynie dlatego, że zwykłe istoty w swej niewiedzy nie potrafią tego dostrzec, są uwikłane w zjawiska i z tego powodu cierpią. Są więźniami swoich własnych iluzji, poglądów i koncepcji. Gdy patrzy się na to, pojawia się współczucie. To ono właśnie sprawiło, że wielu mistrzów nauczało metod umożliwiających istotom zrozumienie, jakimi rzeczy są naprawdę. Nauki o stanach bardo są częścią tych metod i wielu mistrzów udzieliło wyjaśnień dotyczących ich znaczenia.

Tsele Natsok Randröl stwierdza w swoim tekście, że istnieje już wiele głębokich i szczegółowych wyjaśnień dotyczących tego tematu, tak że właściwie nie ma powodu, by jeszcze i on coś do nich dodawał. Ponieważ jednak tak usilnie go o to proszono, chciałby mimo wszystko to uczynić. Całe pojęcie bardo odnosi się właściwie do czasu, gdy jesteśmy uwięzieni w samsarze, ponieważ jego przyczyną jest nasza niewiedza. Dopóki się z niej nie wyzwolimy, znajdujemy się w stanie bardo, stanie niewiedzy trwającym aż do oświecenia. Zazwyczaj jednak pod pojęciem bardo rozumie się okres od śmierci do ponownego odrodzenia się. Istnieją różne sposoby klasyfikacji poszczególnych bardo. Niektórzy nauczyciele wyróżniali np. sześć rodzajów bardo. Wyjaśnienia dotyczące tej kwestii są jednak różne u różnych nauczycieli. Odbywały się nawet dyskusje na ten temat; wielu nauczycieli nie zgadza się na przykład, że powinno się wyodrębniać bardo medytacji. Jest to nielogiczne, gdyż wszystko, co się wydarza, jest przecież stanem bardo. Jest nim cała egzystencja w samsarze, nie można więc wyłączyć z tego żadnego stanu umysłu. Nie ma sensu twierdzenie, jakoby medytacja nie była częścią bardo.

Podział na sześć rodzajów bardo, z którym nie zgadzają się niektórzy uczeni, wywodzi się z tradycji Njingma. Można go jednak znaleźć także w innych przekazach, na przykład w naukach, których niegdyś udzielił Milarepa dakini Tseringmie. Mówiąc o sześciu bardo, mamy na myśli:

  1. bardo tego życia
  2. bardo snu
  3. bardo medytacji
  4. bardo umierania
  5. bardo dharmaty
  6. bardo stawania się

Inni mistrzowie nauczają o trzech lub czterech głównych stanach bardo. Tsele Natsok Randröl mówi, że woli wyjaśniać znaczenie bardo na podstawie podziału na cztery główne bardo, ponieważ w ten sposób najłatwiej to zrozumieć. Są to:

  1. bardo tego życia
  2. bardo umierania
  3. bardo dharmaty
  4. bardo stawania się

Tsele Natsok Randröl wyjaśnia w tekście, jakie jest znaczenie tych czterech stanów bardo, jak się szczegółowo przejawiają oraz jak można praktykować, by w poszczególnych bardo osiągnąć wyzwolenie.

Bardo tego życia

Jest to okres trwający od momentu narodzin aż do śmierci. Sposób doświadczania tego bardo zależy od poziomu duchowego rozwoju, na jakim znajduje się dana istota. Ci, którzy osiągnęli już pewien wgląd, należą do najwyższej kategorii. Oprócz tego istnieje również pośrednia i najniższa kategoria. Całe postrzeganie życia jest kwestią duchowego rozwoju. Dla istot znajdujących się na najwyższym poziomie, a więc dla tych, które osiągnęły wgląd, to życie nie jest różne od mandali, oświeconego pola mocy. Widzą wszystko na czystym poziomie; cały zewnętrzny świat jest dla nich Czystą Krainą, a wszystkie istoty są buddami i bodhisattwami. Wszystko, co mówią, jest czyste jak mantra. Wszystko, cokolwiek wydarza się w ich umyśle, potrafią rozpoznać jako nieoddzielne od prawdy. Widzą, że wszystkie zjawiska w swej esencji są mądrością. Jest to dla nich rzeczywistość, sposób przeżywania świata. Przyczyną tego, iż zwykłe istoty tak tego nie doświadczają, jest ich niewiedza.

Istoty posiadające wgląd potrafią widzieć, że nic nie jest różne od trzech stanów buddy. Ów poziom postrzegania manifestuje się w ten sposób i również tak się rozpuszcza. Oznacza to, że jest tak przez cały czas, od narodzin aż do śmierci. Śmierć jest dla tych istot po prostu samoistnie wyzwalającym, naturalnym procesem. Ten stan duchowego rozwoju ma wiele nazw. Istnieją rozmaite terminologie opisujące takie poziomy wglądu. Zdolność ostrzegania czystości wszystkich zjawisk i każdej formy egzystencji jest czasem określana jako „Koło mądrości wszystkiego, co jest przeżywane”, czasem zaś jako „Bardo zjednoczonych czterech stanów buddy” lub „Bardo samorozpoznającej świadomości”. Ta zdolność widzenia wszystkiego na czystym poziomie jest wyjaśniana na wiele sposobów. Jednak niezależnie od tego, jak się ją nazwie, jej znaczeniem jest postrzeganie, iż nic nie jest różne od natury mądrości umysłu. Bardo medytacji, które niektórzy uczeni uznają za odrębne, inni zaś nie, jest jej częścią, nie trzeba go więc dokładniej opisywać. Również to bardo dotyczy przeżywania świata w czysty sposób.

Dla zwykłych istot, które nie zrozumiały absolutnej prawdy, życie istnieje od momentu narodzin do śmierci. To, jak się go doświadcza, zależy całkowicie od rodzaju nagromadzonej karmy. Czy takie życie jest przyjemne, czy nieprzyjemne, oraz wszystko, co się w nim wydarza, przeżywane jest jako realne, rzeczywiście istniejące. Podążamy za swoimi tendencjami i nawykami spowodowanymi wcześniejszą karmą i jesteśmy uwięzieni w iluzji przeżywania tego życia jako tak realnego, jakim go aktualnie doświadczamy. Lgniemy do błędu uważania rzeczy za prawdziwe i trwałe, chociaż takimi nie są. Myślimy, że to, co w rzeczywistości prowadzi do cierpienia, przynosi szczęście i wierzymy, że uwarunkowane szczęście jest ostateczne, choć jest ono cierpieniem. W ten sposób, dopóki żyjemy w tej iluzji, jesteśmy zwodzeni i marnujemy nasze życie. Jesteśmy rozdarci pomiędzy lubieniem i nielubieniem, działamy z motywacją chęci zdobycia i zachowania rzeczy, do których lgniemy, mimo iż tak czy inaczej znów je utracimy. Innych rzeczy nie lubimy i z tego powodu czynimy wiele złego, co w przyszłości przyniesie cierpienie. Na te bezużyteczne działania marnujemy cały nasz czas. Jest to zwyczajny sposób postrzegania życia, kiedy nie śpimy. Jesteśmy całkowicie pomieszani i spędzamy nasze życie na dążeniu do nieosiągalnych celów.

Nocą dzieje się tak nadal, gdyż nie jesteśmy jeszcze w stanie praktykować metod, które umożliwiłyby nam świadome wejście w stan snu. Zamiast tego jak zwłoki zapadamy w stan całkowitej nieświadomości. Z powodu wcześniej nagromadzonych wrażeń i dawnych nawyków nocą wyłaniają się z umysłu wszelkie możliwe sny, których natury nie rozpoznajemy; czasami prześladują nas koszmary. Jednak niezależnie od rodzaju snów nie rozumiemy, czym one w istocie są, i uważamy je za rzeczywiste, choć przecież wcale tak nie jest. Takie jest życie zwyczajnych istot, których dotyczy ten pierwszy rodzaj bardo. Istnieje sutra opisująca ów stan egzystencji. Jest w niej napisane, że jesteśmy przywiązani do naszych błędnych poglądów, z powodu niewiedzy pojmujemy wiele rzeczy opacznie i lgniemy do nich jako do prawdziwych. Dlatego wszystkie czujące istoty wędrują wciąż w samsarze. Jednak ktoś rozumiejący prawdziwe znaczenie zjawisk potrafi rozpoznać ich esencję. Taka wysoko urzeczywistniona istota, bodhisattwa lub budda, wie, że wszystko jest stanem prawdy. Właśnie ta zdolność decyduje o różnicy w postrzeganiu życia – czy rozpoznajemy esencję zjawisk, czy też nie.

Tym, czego potrzebujemy, są wyjaśnienia, jak można wykorzystać bardo życia, by uczyć się z niego, a więc jak uczynić je częścią ścieżki. Gdy odnajdziemy już wykwalifikowanego nauczyciela, powinniśmy rzeczywiście głęboko zaangażować się w związek z nim, naśladować go całą swoją istotą i być szczerymi wobec niego. Oznacza to właściwe postępowanie nie tylko w jego obecności, lecz również gdy go przy nas nie ma. Powinniśmy uczyć się od niego, i to we właściwy sposób. Podstawą skutecznej praktyki Dharmy jest złożenie najważniejszych przyrzeczeń: że będziemy przestrzegać zarówno zewnętrznej dyscypliny postępowania, jak i ślubowania bodhisattwy oraz zobowiązań Diamentowej Drogi. Taka podstawa gwarantuje, że nasza ścieżka będzie właściwa. Jeżeli złożyliśmy te przyrzeczenia, musimy ich dotrzymywać. Powinniśmy nie tylko uważać, by ich całkowicie nie złamać, lecz również by nie czynić nic „na pograniczu”, co jeśli nawet by ich całkowicie nie złamało, naruszyłoby je. Pod tym względem powinniśmy być tak prostolinijni w tym, co mówimy, robimy i myślimy, jak to tylko możliwe. Jeżeli mamy nauczyciela, możemy się od niego uczyć i musimy próbować wykorzystać tę okazję najlepiej, jak potrafimy. Powinniśmy studiować nauki zawarte zarówno w sutrach, jak i w tantrach, przemyśliwać je oraz uważać, byśmy nie popadli w skrajność postrzegania właściwym jedynie tego, czego sami się dowiedzieliśmy. Nie powinniśmy stać się sekciarscy; błędem byłoby myślenie, że tylko to, czego sami się uczymy, jest właściwe, zaś inne nauki nie, lub też nieszanowanie innych nauk. Zamiast tego powinniśmy rozumieć, że każdy rodzaj Dharmy jest pożyteczny i akceptować również inne rodzaje wskazówek.

Musimy też przez cały czas mieć świadomość znaczenia Dharmy, tego, że wszystko, czego się uczymy, posiada określony cel. Celem Dharmy jest przyniesienie pożytku naszemu umysłowi. Jej metody służą do zmieniania naszego umysłu, pozbywania się przeszkadzających uczuć i sprawiania, byśmy coraz więcej rozumieli. Oddzielanie Dharmy od naszego zwykłego sposobu myślenia byłoby niewłaściwe. Taki podział może mieć miejsce, jeśli tylko się uczymy, nie włączając zdobytej wiedzy do naszej praktyki, a tym samym do naszego umysłu. Unikanie takiej sytuacji jest rzeczywiście bardzo ważne. Jeżeli wiele się nauczyliśmy i być może nawet potrafilibyśmy wyjaśnić naszą wiedzę, ale nie stosujemy jej w swoim życiu, popełniamy błąd. Nie byłby to właściwy sens Dharmy; nauki trzeba włączyć do swego umysłu. Kiedy studiujecie Dharmę i uczycie się jej, powinniście rozumieć, że najważniejsze ze wszystkich są instrukcje otrzymane od waszego głównego nauczyciela, waszego rdzennego lamy. Powinniście naprawdę je praktykować i stosować się do jego rad.

Im więcej autentycznej praktyki zaatakuje przywiązanie do tego życia, tym lepiej. Z reguły nasz zwyczajny umysł jest całkowicie uwikłany w światowe aktywności i relacje, do których lgnie. Musimy odciąć to lgnięcie, jeżeli naprawdę chcemy poważnie zaangażować się w praktykę. Jeżeli mamy taką możliwość, możemy udać się w jakieś leżące na uboczu miejsce, by pójść na odosobnienie medytacyjne i pracować z Dharmą. Jednak samo przebywanie w samotności nie wystarcza, czynią to przecież nawet zwierzęta, takie jak ptaki czy sarny. Żyją wprawdzie samotnie, ale przecież nie chcemy stać się podobni do nich. Oznacza to, że musimy być coraz uważniejsi. Jeśli chodzi o nasze ciało, mowę i umysł, ciągle powinniśmy stawać się bardziej świadomi i praktykować Dharmę stosownie do otrzymanych wyjaśnień.

Dzięki naszej praktyce i studiowaniu nauk możemy uzyskać nieco zrozumienia pustki. Powinniśmy jednak zawsze pamiętać o jednej rzeczy: niezależnie od tego, ile już pojęliśmy, nigdy nie powinniśmy zapominać o naszym zrozumieniu przyczyny i skutku i zawsze działać w zgodzie z nim. Nigdy nie będziemy tak mądrzy czy urzeczywistnieni, by nie musieć już liczyć się z prawem przyczyny i skutku. Oznacza to, że nawet zupełnie niewielkie działania są istotne i że wszystko, co robimy na poziomie relatywnym, ma znaczenie. Nie powinniśmy myśleć, że skoro już tak dużo zrozumieliśmy, mamy taki wgląd i tyle medytowaliśmy, nasze postępowanie jest już nieważne. Byłoby to całkowicie opaczne zrozumienie znaczenia Dharmy. Bądźcie po prostu dobrym przykładem, miejcie dobre, gorące serce i bądźcie uczciwi, ponieważ kiedy się oszukuje, postępuje nieuczciwie i szkodzi innym istotom, nie praktykuje się Dharmy. Pamiętanie o prawie przyczyny i skutku ma zasadnicze znaczenie.

Sposób, w jaki wykorzystamy to życie, zadecyduje, czego będziemy doświadczać w innych bardo, które nastąpią po naszej śmierci. Właśnie teraz mamy na to wpływ; posiadamy wolność i możliwości uczenia się i praktykowania. Jeżeli uczynimy to teraz, będziemy wiedzieć, co robić w chwili śmierci. Nie stanie się tak jednak, jeżeli nie wykorzystamy tego życia, ponieważ gdy zbliża się śmierć, jest już na to za późno. Nie możemy wtedy nagle zacząć pytać, co powinniśmy robić, i rozpoczynać praktykę. Bylibyśmy wówczas zbyt pomieszani i nie udałoby się nam tego dokonać. Guru Rinpocze wyjaśniał to w ten sposób: „Błędem jest myśleć, że ma się wystarczająco dużo czasu, a praktykę Dharmy można odłożyć na chwilę śmierci. Nie uda się jej nauczyć umierając. Kiedy nadchodzi śmierć, jest za późno, by uczyć się tego, czego się wówczas potrzebuje.” Musimy trenować teraz, w bardo życia, byśmy później wiedzieli, co należy robić. Ponieważ istnieje tak wiele metod, a my tak bardzo się od siebie różnimy, powinniśmy zobaczyć, jaki sposób postępowania najlepiej odpowiada naszym zdolnościom i życzeniom. Kiedy otrzymamy już właściwe dla nas metody, powinniśmy je praktykować, by osiągnąć rezultaty. Do osiągnięcia pełnego skutku potrzebujemy inicjacji, ponieważ sprawia ona, że umysł dojrzewa i możliwe staje się osiągnięcie wyzwolenia.

Bardo umierania

Bardo umierania, które zazwyczaj jest przeżywane jako bardzo bolesne, zaczyna się w chwili, w której pewne jest, że umrzemy, i trwa, dopóki nie ukaże się przejrzyste światło naszego umysłu. Doświadczenie przejrzystego światła opisywane jest jako trzecie bardo; w drugim bardo chodzi tylko o proces umierania. Istoty, które rozwinęły wysokie zdolności umysłu, w ogóle nie przechodzą przez wszystkie stany bardo. Śmierć takich zrealizowanych istot, wielkich joginów, wyjaśnia się na różne sposoby. Jeden z nich mówi, że przypomina ona stłuczenie wazy – powietrze z wewnątrz miesza się z powietrzem na zewnątrz, przestaje istnieć pomiędzy nimi jakakolwiek różnica. Inny porównuje ją z płonącym drewnem, które wypala się do końca, tak że nic nie pozostaje. W czasie śmierci istot, które urzeczywistniły naturę umysłu, ich rozpoznanie pustości przejawia się w zewnętrznym świecie w postaci różnych cudów. Zdarza się, że w czasie śmierci jakiegoś dzierżawcy mądrości (tyb. rigdzin) rozjaśnia się niebo, czasem jakaś dakini rozpuszcza się w świetle tęczy. Są to zewnętrzne oznaki ich urzeczywistnienia.

Jogini, którzy osiągnęli pewne zrozumienie, ale jeszcze nie są oświeceni, potrafią umrzeć bardzo beztrosko. Mówi się, że ich śmierć przypomina śmierć małego dziecka, żebraka lub lwa w górach. Dla nich odejście nie jest żadnym wielkim wydarzeniem, gdyż są wolni od przywiązania. Nie wpadają w pomieszanie ani lęk, ponieważ są wyzwoleni od silnego lgnięcia właściwego zwykłym istotom. Chętnie umierają samotnie i często nie ma w ogóle nikogo, kto by ich śmierć zauważył. Nie są otoczeni mnóstwem ludzi, którzy płaczą, próbują ich zatrzymać itd. Udają się na odosobnienie, porzucają świat i umierają. Zwykłe istoty i praktykujący, którzy jeszcze nie osiągnęli głębokich rezultatów, przechodzą przez typowy proces umierania. Będzie on tu wyjaśniony – w jaki sposób rozpuszczają się zewnętrzne elementy i zmysły, a także jakie znaki pojawiają się na zewnętrznym, wewnętrznym i tajemnym poziomie.

Nasza fizyczna egzystencja powstaje na bazie pięciu elementów (ziemi, wody, ognia, powietrza i przestrzeni – tego co stałe, wilgoci, ciepła, ruchu i przestrzeni). Tych pięć elementów tworzy naszą fizyczną formę w czasie życia. W czasie śmierci rozpuszczają się one, czemu towarzyszą zewnętrzne, wewnętrzne i tajemne znaki. Kiedy element ziemi rozpuszcza się w element wody, mamy wrażenie, że jesteśmy przygniatani przez ogromną górę, słyszymy też nieznośny hałas. Zewnętrzną oznaką rozpuszczania się elementu ziemi w element wody jest utrata sił i niemożność zachowania pionowej pozycji. Nie możemy unieść ciała ani głowy i jesteśmy tak słabi, że nie potrafimy utrzymać niczego w rękach. Nasze ciało zaczyna się rozpuszczać. Wpadamy w panikę, bo choć leżymy całkiem zwyczajnie, mamy wrażenie, że spadamy, i chcemy, żeby otaczający nas ludzie podtrzymywali nas, podkładali nam coś pod głowę itd.

Wewnętrznym znakiem jest wrażenie, że umysł jest zmącony – nie możemy się już skoncentrować i jesteśmy pomieszani. Tajemnym znakiem jest doświadczanie migotania. Za życia może ono pojawiać się w czasie niektórych medytacji, w procesie umierania przychodzi jednak automatycznie. Kiedy woda rozpuszcza się w ogień, mamy wrażenie, że zalewa nas powódź, która przychodzi ku nam jak ocean; słyszymy przy tym huk wody. Na zewnątrz przejawia się to w ten sposób, że nasze ciało staje się suche. Usta i język wysychają nam coraz bardziej, niezależnie od tego, ile pijemy. Nie jesteśmy już w stanie kontrolować ruchów języka. Wewnętrznym znakiem jest rozdrażnienie i nieco gniewu; czujemy się bardzo źle. Na tajemnym poziomie dostrzegamy zjawiska podobne do dymu.

Następnie element ognia rozpuszcza się w element powietrza, słyszymy to i czujemy jako buchające płomienie końca świata. Zewnętrznym znakiem nadejścia tej fazy jest rozpuszczanie się ciepła ciała. Nasz oddech staje się coraz chłodniejszy. Ciepło stopniowo opuszcza ciało – chłód przemieszcza się od stóp w kierunku głowy, aż staje się ono całkiem zimne. Wewnętrznym znakiem jest narastające pomieszanie; czasami jeszcze nasz umysł jest jasny, ale nie możemy się już na niczym skupić. Także całe postrzeganie zewnętrznego świata ulega na tym etapie zaburzeniu. Nie jesteśmy już pewni, czy coś widzimy, czy też nie.

Tajemnym znakiem tej fazy są migoczące czerwone światła, podobne do robaczków świętojańskich. Kiedy wiatr rozpuszcza się w świadomość, odczuwa się takie przerażenie, jakby naraz rozległy się tysiące grzmotów. Potem, kiedy ustaje oddech, element wiatru rozpuszcza się w świadomość. Najpierw oddychamy bardzo szybko, potem przez długi czas wydychamy powietrze i mamy wielkie trudności z ponownym wdechem. W końcu robimy ostatni wydech i element wiatru rozpuszcza się w przestrzeń. Ponieważ w tym momencie znika podstawa naszej fizycznej egzystencji, również nasze zmysły, które w oparciu o nią funkcjonowały, zanikają. To znaczy, że nie możemy już nic więcej widzieć, słyszeć, wąchać, smakować czy wyczuć dotykiem. Jest to najgorszy moment w procesie umierania i jeżeli nie mamy bardzo dobrej karmy, wpadamy wówczas w panikę. Na tym etapie mogą się także pojawić różne przerażające wizje. Chwila, w której ciało i świadomość oddzielają się od siebie, jest naprawdę krytyczna. Możemy wówczas zachować kontrolę tylko wtedy, jeżeli za życia naprawdę skutecznie praktykowaliśmy i rozwinęliśmy pewne zrozumienie. W przeciwnym razie doświadczenie to będzie bardzo przykre i bolesne. Dobra karma jest wówczas bardzo pomocna. Zdarza się, że przychodzą nam wówczas z pomocą strażnicy Dharmy i dakinie. Wszystkie te wrażenia będą bardzo silne.

Po ustaniu zewnętrznego oddechu trwa ciągle wewnętrzny oddech i nie jesteśmy jeszcze w pełni martwi. Dlatego czasem ludzie, którzy przestali oddychać, wracają do życia. Ponieważ ustanie oddechu nie jest jednoznaczne z ostateczną śmiercią, dobrze jest, aby jakiś praktykujący Dharmę przyjaciel lub przynajmniej ktoś, kto trochę zna Nauki, był obecny przy zwłokach zmarłej osoby. Ciało powinno być przez jakiś czas pozostawione w spokoju. Hinduiści wynoszą ciało w tej samej chwili, w której ustaje oddech zmarłego, lecz lepiej byłoby, gdyby ciało mogło jeszcze leżeć przez jeden, dwa lub trzy dni, być może nawet dłużej. Zależy to jednak od klimatu. Jeśli jest bardzo ciepły, nie można długo przechowywać zwłok.

Proces umierania powinien dobiec końca, zanim ciało zostanie spalone lub pogrzebane. Warto o tym wiedzieć – możemy o to zadbać w przypadku naszych przyjaciół lub siebie samych, kiedy nadejdzie nasz czas. Wraz z ustaniem wewnętrznego oddechu doświadczamy szczególnych znaków, które określa się jako „pojawianie się”, „wzbieranie” i „osiąganie”. Wymagają one pewnych wyjaśnień. Kolejność dalszych wydarzeń jest różnie przedstawiana. Autor tego tekstu opiera się na naukach tantry Kalaczakry. Zgodnie z nią mamy w ciele kanał centralny, na którego górnym końcu znajduje się esencja otrzymana w chwili poczęcia od ojca – jest to tak zwany biały element. Na dolnym końcu kanału centralnego znajduje się esencja matki, czerwony element.

Biały element ma na początku formę białej tybetańskiej sylaby Hang. Kiedy się rozpuszcza i zaczyna poruszać ku dołowi, rozpuszczają się 33 stany umysłu związane z agresją i niechęcią. W tej samej chwili mamy wrażenie, że wszystko staje się białe. Następnie czerwony element pochodzący od matki, który ma formę tybetańskiego A, przemieszcza się ze swojego miejsca poniżej pępka ku górze. Wówczas odbieramy wszystko jako czerwone.
Jednocześnie rozpuszcza się 40 stanów umysłu związanych z przywiązaniem i pożądaniem. Kiedy biała esencja ojca i czerwona esencja matki spotykają się w naszym ciele na wysokości serca, rozpuszcza się 7 stanów umysłu związanych z niewiedzą i wszystko staje się czarne. Wtedy praktyka może nam bardzo pomóc. Jeżeli otrzymaliśmy od naszego nauczyciela bezpośrednie wskazówki i dobrze znamy Dharmę, mamy w tym momencie możliwość rozpoznania przejrzystego światła umysłu. Oświecenie przejawia się wtedy w umysłach wszystkich istot, niezależnie od tego, czy o tym wiedzą, czy też nie. Jeśli jesteśmy na to doświadczenie przygotowani, mamy szansę rozpoznania w owej chwili przejrzystego światła umysłu. W przeciwnym razie nie będziemy w stanie go dostrzec i po prostu stracimy przytomność.

Na początku procesu umierania doświadczamy tego, jak elementy rozpuszczają się w siebie nawzajem; jest to porażające przeżycie. Kiedy na przykład element ziemi rozpuszcza się w element wody, mamy wrażenie, że jesteśmy przygniatani przez ogromną górę i słyszymy nieznośnie głośne dźwięki. Kiedy woda rozpuszcza się w ogień, mamy wrażenie, że zalewa nas powódź, która przychodzi ku nam jak ocean; słyszymy przy tym huk fal. Kiedy ogień rozpuszcza się w wiatr, odczuwamy to i słyszymy tak, jakby nagle naokoło rozszalał się pożar końca świata. Kiedy wiatr rozpuszcza się w świadomość, jesteśmy tak przerażeni, jakby naraz rozległy się tysiące grzmotów. Przed porwaniem przez nurt wszystkich tych wrażeń może nas uchronić związek z najbliższym nam aspektem buddy lub nauczycielem – mogą nas oni przeprowadzić przez tę trudną fazę. W przeciwnym razie wszystko będzie zależało od naszej dobrej lub złej karmy. Zazwyczaj nie mamy najmniejszego wpływu na to, co się z nami dzieje po śmierci. Kiedy nasze fizyczne ciało jest już martwe, nasz umysł wędruje dalej w pewnego rodzaju mentalnym ciele. Bez względu na to, o jakim miejscu pomyślimy, natychmiast trafimy tam i widzimy wszystko, sami nie będąc widziani. Na skutek tych doświadczeń wpadamy w pomieszanie. W tym czasie może nam pomóc to, czego nauczyliśmy się za życia.
By tak się stało, w czasie życia powinniśmy pamiętać o przemijalności, a także zdawać sobie sprawę, że śmierć nie jest niczym osobistym, że spotka każdego. Ważne jest, byśmy teraz potrafili skutecznie wykorzystać czas i przygotować się do niej wystarczająco dobrze. Jeśli nam się to uda, w chwili śmierci nie będziemy musieli niczego żałować.

Kiedy przychodzi czas umierania, na naukę jest już za późno. Dlatego powinniśmy rozumieć esencję wszystkich nauk Buddy i połączyć je trwale z naszym życiem. Ważne jest, żebyśmy rzeczywiście żyli zgodnie z Dharmą, a nie tylko uważali ją za teorię, która ma swój sens poza naszym życiem. Powinniśmy praktykować Dharmę tak intensywnie, jak to tylko możliwe, i starać się, aby światowe aktywności nie pochłaniały całej naszej energii, gdyż nie prowadzą one do żadnych trwałych rezultatów. Potrzebujemy tu pewnej równowagi – choć mamy zwykle masę rzeczy do załatwienia, nie powinniśmy wkładać w zwyczajne zajęcia więcej energii, niż to konieczne. Zazwyczaj kiedy już uporamy się z jedną sprawą, natychmiast pojawia się coś nowego do zrobienia – nie ma temu końca. Przez cały czas wyznaczamy sobie w życiu zadania. Tymczasem powinniśmy pamiętać o tym, co jest ważne, a co nie. Wówczas będziemy w stanie wkładać energię w to, co ma znaczenie, i nie lgnąć do innych działań oraz zjawisk. Oznacza to rezygnację z przywiązania do tego życia.

Ostatnie chwile naszego życia są pełne mocy. To, co dzieje się w naszym umyśle podczas ostatniego oddechu, pozostawia po sobie bardzo silne wrażenia i przynosi natychmiastowe skutki. Jeżeli nagromadziliśmy bardzo dużo dobrej karmy i nie ma niczego, czego musielibyśmy żałować, wszystko będzie wówczas przebiegać bardzo łatwo i bez problemów. Jeśli jednak z powodu niewiedzy postępowaliśmy w sposób negatywny i ciągniemy za sobą wrażenia pozostawione przez te działania, powinniśmy w chwili śmierci szczerze ich żałować – w ten sposób będziemy mogli się od nich uwolnić. Ma to wielki wpływ na nasze przeżycia podczas bardo. Oznacza to, że w czasie umierania możemy oczyścić bądź rozpuścić wiele negatywnej karmy. Wówczas wyrażanie silnych życzeń również przyniesie natychmiastowy skutek. Mają one wiele mocy i później się spełnią.

Jak już wspomniałem wcześniej, jeśli ktoś prowadzi nas przez te doświadczenia, jest to bardzo pomocne. Najlepiej byłoby, gdyby był to nasz nauczyciel. Kiedy jednak nie ma takiej możliwości, dobrze jest, jeśli praktykujący przyjaciel, z którym mamy bliski i czysty związek, jest przy nas i przypomina nam, co mamy robić. Może nam na przykład powiedzieć: „Teraz umierasz i powinieneś przypomnieć sobie o naukach, jidamie i nauczycielu”. Tego rodzaju pomoc jest w tym momencie bardzo pożyteczna. Z drugiej strony bardzo szkodliwy wpływ może mieć na nas w chwili śmierci obecność ludzi, którzy tylko płaczą, krzyczą i mówią nam, że nie powinniśmy odchodzić. Proces umierania przebiega w taki sposób, w jaki go wyjaśniłem, jeśli nie doświadczamy żadnych przeszkód. Nie zawsze tak jednak jest. Kiedy na przykład giniemy w wypadku, nie przechodzimy przez wszystkie fazy umierania, lecz odchodzimy natychmiast. Istnieją też inne okoliczności, na skutek których nie przechodzi się przez poszczególne etapy umierania. Jak wiemy z „czterech rozmyślań kierujących umysł ku Dharmie”, powinniśmy być zawsze świadomi tego, że jako istoty ludzkie mamy niezwykle cenną szansę praktykowania Nauk i że w chwili śmierci jedynie one mogą nam pomóc. Bez tego zrozumienia będziemy po prostu ofiarami naszej karmy. Jeżeli natomiast pojmiemy głęboko te prawdy, będziemy w stanie coraz lepiej się rozwijać w oparciu o właściwą motywację – oświeconą postawę. Kiedy zauważamy, że śmierć się zbliża, powinniśmy praktykować jeszcze usilniej i próbować zrozumieć, o co właściwie chodzi w Mahamudrze lub Maha Ati, w zależności od tego, która z tych nauk jest nam bliższa. Aby stać się prawdziwym joginem posiadającym wgląd, musimy nauczyć się rozumieć, że wszystko jest czyste i ma naturę stanu prawdy. Nie ma niczego, co byłoby od niej oddzielone: ostateczna esencja, prawdziwa natura, przenika wszystkie zjawiska. Musimy naprawdę próbować to pojąć.

Najlepiej byłoby, gdybyśmy w czasie umierania siedzieli w pozycji medytacyjnej, jednak często jest to już fizycznie niemożliwe. W takim przypadku powinniśmy ułożyć się w tzw. pozycji lwa, w której Budda jest przedstawiany w momencie swojej śmierci: kładziemy się na prawym boku, z lewą ręką wyciągniętą wzdłuż ciała, podczas gdy palce naszej prawej ręki dotykają różnych punktów i otworów na głowie (powinniśmy poprosić nauczyciela, żeby nam tę pozycję pokazał i wyjaśnił). Pomocne jest wyobrażenie sobie, że leżymy zwróceni głową lub twarzą na zachód, w kierunku Buddy Nieograniczonego Światła. Niekoniecznie musimy rzeczywiście tak leżeć, wystarczy to sobie wyobrazić. Tę pozycję – leżenie na prawym boku ze specjalnym ułożeniem palców prawej ręki – możemy ćwiczyć już teraz, gdyż nie wiadomo, czy w chwili śmierci będziemy w stanie zrobić to, czego przedtem nigdy nie robiliśmy. Pozycja ta ma również wiele innych zalet, dobrze jest przyjmować ją przy zasypianiu. Oczywiście w czasie snu kręcimy się, ale to w niczym nie przeszkadza. Po prostu rozwinięcie przyzwyczajenia zasypiania w tej pozycji jest pożyteczne. Możemy przygotować się w ten sposób do śmierci, tak samo jak uczymy się innych rzeczy – najpierw otrzymujemy wyjaśnienia, a potem możemy je zastosować.

Istnieją też różne rodzaje poła, które można stosować w chwili śmierci – zostały one podane ludziom znajdującym się na różnych poziomach rozwoju. Istoty będące na najwyższym poziomie w ogóle nie potrzebują poła, ponieważ są już oświecone. Kiedy umierają, ukazują się zewnętrzne znaki ich urzeczywistnienia. Tak było w Indiach z Nagardżuną, a w Tybecie z Marpą Tłumaczem. Umierając, Marpa powiedział: „Jeśli chcecie robić poła, róbcie ją tak jak ja”. Wówczas ze szczytu jego głowy wypłynęło światło w pięciu barwach i wypełniło całe niebo. Następnie jego żona Dagmema rozpuściła się w światło i stopiła z sercem Marpy. Nie była to „zwyczajna” poła, lecz demonstracja możliwości jego oświeconego umysłu. Śmierci innego wielkiego mistrza o imieniu Melong Dordże towarzyszyły podobne znaki – wypromieniował on mocne białe światło ze szczytu swojej głowy i wypełnił nim całą przestrzeń. Były to bardzo szczególne przypadki, na temat których można podać niewiele wyjaśnień. Urzeczywistnieni prezentują po prostu różne znaki podczas swojej śmierci – niektórzy z nich znikają w świetle tęczy, inni pozostawiają swoje ciała, które przekształcają się w relikwie – jest wiele możliwości. Średnio uzdolnione istoty mogą otrzymać wskazówki do poła, praktykować ją, uzyskać znak i zastosować tę medytację w momencie śmierci. W przypadku istot o skromnych uzdolnieniach poła jest bardzo ważna, ponieważ jest rzeczywistą pomocą – przewodnikiem prowadzącym we właściwym kierunku. Jej skuteczność zależy w dużym stopniu od tego, czy dana osoba utrzymała związek ze swoim nauczycielem, czy też nie. Jeżeli na przykład ktoś ma wiele negatywnej karmy, poła może mimo to zadziałać, o ile utrzymał on związek ze swoim nauczycielem i w momencie śmierci przywołał albo jego, albo swego jidama. Jeśli jednak dana osoba złamała swój związek z nauczycielem, bardzo trudno jej będzie wykonać poła nawet wtedy, gdy nie nagromadziła wiele negatywnej karmy.

Kiedy nauczyciel jest obecny przy umierającym, wykona poła pomiędzy ustaniem zewnętrznego i wewnętrznego oddechu, a więc zaraz po ostatnim wydechu. Zrobienie poła przedtem byłoby przedwczesne. Można w ten sposób skrócić życie umierającego, praktycznie można go zabić. Niektórzy lamowie potrafią również później przeprowadzić świadomość zmarłego, podczas 49 dni bardo – szczególnie w czasie, w którym ciało zostaje spalone. Jeśli ktoś był praktykującym buddystą i posiadał zaufanie, można mu również pomóc w czasie 49 dni po śmierci poprzez życzenia i ceremonie. W czasie ich trwania lamowie przywołują jego umysł i prowadzą go przez stan pośredni. Podczas 49 dni po śmierci umysł zmarłego doświadcza głębokiego pomieszania, dlatego taka pomoc jest mu bardzo potrzebna. Musi jednak przyjść w ciągu 7 tygodni, potem jest już bezużyteczna. Kiedy samemu praktykuje się poła, jest czas, w którym się ją ćwiczy, i czas, w którym się ją stosuje – chwila śmierci. Istnieją różne rodzaje medytacji poła; wyjaśnię tu pięć z nich:

  • połę dharmakaji
  • połę sambogakaji
  • połę nirmanakaji
  • połę błogosławieństwa
  • połę Khaczie

Poła dharmakaji jest różnie wyjaśniana, w zależności od tego, czy nauki na jej temat pochodzą z przekazu Mahamudry, Maha Ati czy też z innego źródła. Tym niemniej wszystkie opisy zgadzają się co do jednego – że chodzi w tym przypadku o urzeczywistnienie ostatecznej natury zjawisk – dharmakaji – w momencie śmierci. W chwili tej umierający doświadcza prawdziwej natury umysłu i rozpoznaje ją. Poła sambogakaji jest ściśle związana z połą dharmakaji. Uważa się, że są od siebie nieoddzielne, ponieważ jeśli za życia wystarczająco skutecznie praktykowaliśmy fazę budowania i fazę spełniającą w medytacjach Diamentowej Drogi i opanowaliśmy je w doskonałym stopniu, wówczas podczas śmierci urzeczywistnimy połę dharmakaji i połę sambogakaji. Chociaż faza spełniająca związana jest z dharmakają, a budująca z sambogakają, oba te rodzaje poła są zawsze rozpatrywane wspólnie i nie mogą być od siebie oddzielone. W czasie śmierci możemy zastosować nabyte podczas praktyki medytacyjnej doświadczenia i dzięki temu skutecznie wykonać poła. Jednak niełatwo jest uzyskać takie możliwości w tym życiu – nie zawsze udaje się zwykłym ludziom osiągnąć przed śmiercią takie efekty. Poła nirmanakaji nosi nazwę „poła, którą się ćwiczy”. To oznacza, że uczymy się najpierw jakiejś metody i następnie praktykujemy ją. Otrzymujemy wskazówki od nauczyciela, który potrafi udzielić błogosławieństwa poła, który ma doświadczenie i moc przekazywania go dalej. Po przyjęciu Schronienia i rozwinięciu oświeconej postawy najpierw uczymy się, w jaki sposób należy siedzieć podczas medytacji – z wyprostowanymi plecami, nogami w odpowiedniej pozycji itd., a następnie medytujemy zgodnie ze wskazówkami.

Są różne medytacje poła, ale bez względu na to, której się uczymy, medytujemy na siebie samych jako na określoną formę z energii i światła i na centralny kanał energetyczny w ciele. Niezależnie od metody, którą opanowujemy, w każdym przypadku dokładnie podążamy za wskazówkami i uczymy się wysyłać umysł w górę, aż do uzyskania znaku powodzenia. Dokładne wyjaśnienia otrzymujemy wtedy, kiedy zaczynamy medytować. Ogólnie w praktyce poła chodzi o nauczenie się koncentracji na centralnym kanale w ciele. Ma on określoną wielkość, odpowiadającą w przybliżeniu grubości małego palca, czasem jednak jego szerokość może być inna. Jest całkowicie prosty i biegnie od tajemnego centrum poniżej pępka ku górze. Medytując, koncentrujemy się na esencji umysłu w formie sylaby nasiennej i wysyłamy ją w górę do Buddy Nieograniczonego Światła lub innego, znajdującego się nad nami. Jednocześnie powtarzamy dźwięki, które różnią się w zależności od tradycji. Poszczególne sesje kończymy praktyką Buddy Długiego Życia. Tę praktykę powinniśmy wykonywać bardzo starannie, przestrzegając wskazówek, które otrzymaliśmy. Niezależnie od tego, na jaką formę buddy medytujemy w swojej tradycji, możemy sobie też wyobrażać, że ponad naszą głową siedzi nasz rdzenny lama. Esencja ich obu jest taka sama, dlatego powinniśmy postrzegać własnego lamę jako buddę lub jidama. Praktykowanie poła na własnego nauczyciela to osobny rodzaj poła, zwany „połą błogosławieństwa”. Piąty rodzaj poła to poła Khaczie. Khaczie to nazwa Czystej Krainy. Ten rodzaj poła jest związany z uprzednim praktykowaniem jogi snu i jogi Przejrzystego Światła. Jeżeli w pełni zrozumieliśmy złudną naturę snu i mamy wprawę w byciu świadomym w głębokim śnie, możemy zastosować ten rodzaj poła.

Bez względu na to, jakiego rodzaju poła się uczymy, powinniśmy ją intensywnie praktykować i w chwili śmierci zastosować tę metodę z pełną koncentracją i bez rozproszenia. Ważne jest, żebyśmy w tym czasie nie padli ofiarą żadnego z przeszkadzających uczuć, lecz w pełni skoncentrowali się na praktyce i lamie. Powinniśmy z jednoupunktowionym umysłem i całkowitym zaufaniem wysyłać świadomość – tak jak silny człowiek wystrzeliwuje ku górze strzałę z łuku. Wtedy z pewnością osiągniemy wyzwolenie. Najwyższym efektem poły, jak już to wyjaśniłem, omawiając pierwszy jej rodzaj, jest pełne oświecenie. Średnim jest odrodzenie w Czystej Krainie Dełaczen, najmniejszym zaś uzyskanie znowu cennego ludzkiego ciała. Bardzo ważne w praktyce poła jest zaufanie do nauczyciela. Czasami ludzie praktykują poła wielokrotnie, nie uzyskując znaku. Może się tak zdarzyć pomimo tego, że nauczyciel posiada odpowiednie kwalifikacje, a uczeń otrzymał błogosławieństwo i wskazówki. Jeżeli nie ma się zaufania lub żywi się fałszywe poglądy, nie uzyskuje się żadnych efektów.

Bardo przejrzystego światła

Kiedy nastaje czas czwartego bardo, ci, którzy w życiu praktykowali i osiągnęli rzeczywiste rezultaty, są już wyzwoleni. Przypomnijmy: istnieją trzy kategorie zdolności – najwyższe, średnie i niższe. Istoty o najwyższych lub średnich zdolnościach już przed nadejściem bardo stawania się osiągnęły wyzwolenie lub oświecenie. Te, o niższych zdolnościach – praktykujący, którzy nie byli w stanie rozpoznać natury umysłu, kiedy zostali w nią wprowadzeni – znajdują się wówczas jeszcze w bardo. Będą oni mieli krótkie doświadczenie stanu pośredniego, lecz nie będą przez nie schwytani. Ponieważ rozwinęli nawyk praktykowania, przypomną sobie w tym momencie o naukach, które otrzymali – o tym, co należy robić – i będą mieli możliwość osiągnięcia wyzwolenia.

Tak jak rzucona o ścianę piłka dotyka jej tylko przez chwilę i natychmiast powraca, praktykujący ci rzuceni będą na krótki czas w pomieszanie czwartego bardo, jednak dzięki silnemu nawykowi praktykowania natychmiast z niego wyjdą. Mają co prawda karmę doświadczenia tego bardo, ale nie będą musieli w nim przebywać i doświadczać jego cierpień. „Bardo stawania się” trwa od momentu wpadnięcia w pomieszanie w chwili oddzielenia się umysłu od ciała do chwili ponownego poczęcia. Nawet ci ludzie, którzy trochę praktykowali, przez krótki czas doświadczają tego bardo, zanim osiągną wyzwolenie. Naprawdę ciężkie jest ono jednak dla ludzi, którzy w ogóle nie praktykowali i nie otrzymali wskazówek, co należy zrobić w czasie umierania i w stanie pośrednim. Nawet jeżeli ktoś wykonuje dla nich poła i pomaga im przeprowadzić świadomość przez śmierć, nie jest to łatwe – ludzie ci doświadczą przynajmniej części bardo stawania się. Gdy biała esencja ojca i czerwona esencja matki spotykają się w ośrodku serca, manifestuje się jasne światło umysłu – usłyszymy bardzo głośne dźwięki i zobaczymy bardzo jaskrawe światło. Jeżeli rozpoznamy to doświadczenie jako naturę umysłu, osiągniemy wyzwolenie, jeżeli zaś nie, wpadniemy w panikę i stracimy świadomość – to przeżycie będzie tak intensywne, iż spowoduje lęk. Nie będziemy wiedzieli, co się z nami dzieje, nie będziemy potrafili sobie z tym poradzić i zapragniemy uciec. Jest to czas, w którym umysł opuszcza ciało przez jeden z jego naturalnych otworów – o ile nie wykonywało się przedtem poła.

Będziemy mogli doświadczyć wówczas również przyjemnych doznań – na przykład wyższych obszarów egzystencji – ponieważ jednak będziemy pogrążeni w panice, nie będziemy potrafili ich właściwie postrzegać i wszystko to wyda nam się jedynie przerażające. Nie będziemy w stanie niczemu dokładnie się przyjrzeć, będziemy chcieli tylko uciec. Tak rozpoczyna się nowa egzystencja w uwarunkowanym świecie. Z powodu nawykowych tendencji w umyśle powstaną wtedy struktury egzystencji w samsarze. Poprzez moc osobistej karmy zaczyna się tworzyć „mentalne ciało”. Mówiąc o bardo umierania, wyjaśniłem, w jaki sposób w tym czasie rozpuszczają się poszczególne wiatry i elementy. Kiedy obie esencje schodzą się razem, zanikają wszystkie aktywności umysłu związane z przeszkadzającymi uczuciami. W bardo stawania się cały ów proces przebiega w odwrotnej kolejności, wszystko zaczyna się na nowo formować. Ponieważ nie potrafimy rozpoznać natury naszego umysłu, powstaje najpierw „wiatr niewiedzy”, a następnie wiatr życia, wiatr ognia, wody i ziemi. Tak jak poszczególne elementy rozpuszczały się, kiedy umierało nasze fizyczne ciało, podobnie teraz z powodu tych wiatrów tworzy się „ciało mentalne”. Wraz z jego powstaniem pojawia się ponownie siedem aktywności umysłu związanych z głupotą – wszystko rozwija się od samego początku, poczynając od niewiedzy. Powstaje 40 aktywności umysłu związanych z pożądaniem i 33 związane z gniewem. W ten sposób zaczynamy istnieć ponownie w formie mentalnego ciała i kiedy wszystkie elementy znowu się spotkają, pojawi się ta sama nawykowa świadomość, która była obecna przedtem. Doświadczymy rzeczywiście tego, że mamy ciało, chociaż nie będzie ono fizyczne, lecz jedynie mentalne. Istoty posiadające fizyczne ciała nie będą wówczas w stanie nas zauważyć. W tym bardo można „jeść” tylko zapachy. Nie będziemy mogli przyjąć żadnego pożywienia, które nie zostało nam „podarowane”. Dlatego można – istnieją różne rytuały, które to umożliwiają – przywołać istoty przebywające w bardo i dać im pobłogosławione jedzenie. Mogą je przyjąć i cieszyć się nim. W przeciwnym razie będą wprawdzie widzieć żywność, ale nie będą mogły jej zjeść. Kiedy mamy owe duchowe ciało, nasz umysł przejawia w naturalny sposób pewną zdolność jasnowidzenia – wiemy więcej niż wtedy, gdy związani jesteśmy z fizyczną formą. Ponieważ jest to ciało czysto mentalne, wystarczy jedynie pomyśleć o jakimś miejscu, by w mgnieniu oka się w nim znaleźć. Można udać się do dowolnego miejsca we wszechświecie oprócz macicy przyszłej matki i miejsca, w którym Budda osiągnął oświecenie, zwanego Bodhgaja (nie chodzi tu jednak o konkretne miejsce w Indiach, lecz raczej o stan oświecenia sam w sobie).

Jedynymi istotami, które mogą nas wtedy dostrzec, są te, które znajdują się w podobnej sytuacji. Istoty przebywające w bardo mają w tym momencie tę samą karmę, jednak istoty z krwi i kości nie mogą nas zobaczyć. My sami jednak widzimy je i doświadczamy z tego powodu wiele cierpienia. Widzimy własne zwłoki, jednak nie rozumiemy, że umarliśmy. Nie zdajemy sobie sprawy, że jest to nasze własne martwe ciało, że już nie żyjemy. Zamiast tego przez cały czas próbujemy rozmawiać ze znajomymi, chociaż oni nas nie dostrzegają. Próbujemy porozumieć się z partnerem, dziećmi lub rodziną, oni jednak oczywiście nie reagują na nasze wysiłki, co nas szokuje i wprowadza w pomieszanie. Im częściej nie reagują, tym bardziej jesteśmy wzburzeni. Czasem w miejscach, które najczęściej odwiedzaliśmy, używają oni rzeczy, które do nas należały. Jesteśmy oburzeni, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Zdarza się, że stajemy się naprawdę gniewni i coraz bardziej zrozpaczeni, gdyż wszelkie próby nawiązania kontaktu kończą się niepowodzeniem.

Ponieważ nasze mentalne ciało nie posiada białej esencji ojca i czerwonej esencji matki – nie jest ciałem fizycznym – nie jesteśmy w stanie widzieć słońca i księżyca. Po prostu nie pojawiają się one w świecie, w którym przebywamy. Dręczą nas głód i pragnienie, ale ponieważ nie ofiarowano nam żadnej żywności, pozostajemy głodni i spragnieni. Jesteśmy jak piórko, które wiatr niesie to tu, to tam, przy każdym podmuchu. Stan ten jest bardzo bolesny, ponieważ nie mamy najmniejszej kontroli, wszystko wydarza się za sprawą karmy. Powodem tej niestabilności jest fakt, że nie posiadamy żadnego fizycznego punktu odniesienia – wszystko wydarza się wyłącznie w umyśle.
Ponieważ nie mamy cielesnego oparcia i dlatego też żadnego kontaktu z fizycznym światem, szukamy miejsca, w którym moglibyśmy pozostać. Udajemy się do domów i jaskiń, do wszystkich tych miejsc, które sprawiają wrażenie, że można w nich przebywać. Tak snujemy się wokół i nikt nas nie dostrzega, z wyjątkiem istot, które są w tym samym pomieszanym stanie. Spotykamy wszystkie możliwe istoty w ich mentalnych ciałach, czasem z wyższych obszarów egzystencji, czasem demony, wszystkie one bez fizycznego ciała. Tak więc jesteśmy coraz bardziej zrozpaczeni, przygnębieni i przerażeni z powodu całej tej sytuacji. Jest to jeden wielki koszmar. Nie potrafimy też zatrzymać tego, czego doznajemy; wszystko wydarza się tak szybko, że ani przez chwilę nie mamy pewności, co się właściwie dzieje.

Silne przeżycia, których doświadczamy, spowodowane są również tym, że ponownie manifestują się koleje żywioły. Kiedy znów pojawia się element ziemi, czujemy się tak, jakby przygniatała nas góra lub dom, jakby coś ciężkiego na nas leżało. Powracający element wody sprawia, że mamy wrażenie, iż unoszą nas wielkie fale powodzi. Kiedy ponownie manifestuje się element ognia, wydaje się nam, że spala nas wielki płomień, tak jakbyśmy znajdowali się wewnątrz palącego się domu. Element wiatru powoduje w naszym umyśle wrażenie, jakbyśmy nagle znaleźli się w centrum szalejącego sztormu. W taki sposób powracają po kolei wszystkie elementy – jest to oszałamiające doświadczenie, które budzi w nas przerażenie. Przeszkadzających uczuć – niewiedzy, pożądania i gniewu – doświadczamy tak, jakbyśmy bez żadnej kontroli spadali w przepaście bieli, czerwieni i czerni. Przeżywamy burze śnieżne, gorsze niż te znane z naszego zwykłego świata, pada na nas grad z krwi i żółci itd. Jest to bardzo bolesne – prócz tego mamy wizje wszelkiego rodzaju demonów, które nas ścigają. Wrażenia te budzą prawdziwą trwogę. Zwłaszcza ludzie, którzy wiele zabijali – rybacy, rzeźnicy i myśliwi – mają silne paranoiczne wizje. Wydaje im się ciągle, że są ścigani przez istoty, które chcą ich zabić. Stan pośredni trwa przeciętnie siedem tygodni, ale okres ten nie jest zawsze jednakowy. Zmarły może w bardo również osiągnąć wyzwolenie – wtedy jego cierpienie trwa bardzo krótko. Z drugiej strony czas ten może przekroczyć siedem tygodni – niektóre istoty spędzają w bardo całe miesiące lub nawet lata. Jeżeli ktoś umarł, co siedem dni wykonuje się dla niego rytuały, ofiarowuje mu jedzenie i próbuje pomóc. Czyni się tak dlatego, że co siedem dni przeżywa on całe wydarzenie na nowo – znowu doświadcza umierania i od nowa zaczyna się całe jego cierpienie.

Kiedy przejdziemy przez połowę bardo, w naszym umyśle zaczynają się przejawiać karmiczne wrażenia i zaczynamy kierować się ku kolejnym narodzinom. Doświadczamy pojawienia się „Pana Śmierci”, swego rodzaju sędziego. Na jednej szali jego wagi znajdują się nasze czarne, negatywne działania, a na drugiej białe, pozytywne. Jest to chwila prawdy o naszym postępowaniu w życiu. Wynikająca z niego karma sprawia, że czujemy się przyciągani ku różnym światłom. Jeżeli mamy odrodzić się w świecie bogów, widzimy blade, białe światło. Z karmą półbogów związane jest światło czerwone, ludzi – niebieskie, zwierząt – zielone, a głodnych duchów – żółte. Jeśli wrażenia w naszym umyśle pasują do światów paranoi, prawdopodobnie do tego czasu już się w nich znajdujemy. Nie przeżywamy wtedy tak wielu doświadczeń bardo, lecz wpadamy niemal natychmiast do światów piekielnych. Z powodu karmy jesteśmy w stanie wytrzymać tylko widok słabego światła. Światła mądrości są wprawdzie przez cały czas obecne, ale z powodu karmy nie możemy ich zobaczyć – są zbyt mocne i dlatego nie patrzymy w ich stronę. Potrafimy znieść tylko inne światła i wreszcie podążamy za jednym z nich, odpowiednio do naszej karmy. Rzeczywiście przeżywamy w ten sposób ów „sąd ostateczny”. Widzimy zjawy czarnego demona i białego „boga”. To, co uczyniliśmy, pojawia się znowu i najsilniejsze wrażenia decydują o naszych dalszych losach. Jeżeli nagromadziliśmy więcej pozytywnej karmy, podążymy dalej ścieżką prowadzącą do wyzwolenia. Jeżeli jednak wykonaliśmy więcej negatywnych działań, spadniemy w niższe obszary egzystencji. Oznacza to, że szansa zebrania dobrej karmy jest bardzo niewielka, gdyż w niższych formach egzystencji nie ma się praktycznie żadnej okazji do zrobienia czegoś pozytywnego i zasiania nasion wyzwolenia. Jest tylko coraz gorzej.

Istnieje pewna historia pokazująca, że nawet najdrobniejsze działania mogą przynieść rezultaty pomocne w rozwoju na drodze: W czasach Buddy żył pewien człowiek, który chciał zostać mnichem. Chciał wyrzec się świata i poznawać Dharmę. Poszedł więc do ucznia Buddy, Anandy, i poprosił o udzielenie mu ślubowań mnicha. Ananda, który posiadał pewien wgląd, powiedział mu, że nie ma on karmy zostania mnichem. Jego pozytywna karma sprawiła, że odrodził się jako człowiek, ale w tym samym momencie wyczerpała się – dlatego mógł już tylko spaść niżej. Tak więc Ananda wzdragał się udzielić mu mnisich ślubowań. Człowiek ten udał się więc do innych nauczycieli – w owych czasach wśród uczniów Buddy było już kilku urzeczywistnionych arhatów, takich jak Ananda – ale wszyscy powiedzieli mu to samo. W końcu ktoś opowiedział o nim Buddzie i zapytał, co można dla niego zrobić. Budda miał lepszy wgląd niż arhaci i dostrzegł, że człowiek ten ma jeszcze jedno nasionko pozytywnej karmy. W jednym z wcześniejszych żywotów był świnią wylegującą się w nieczystościach. Pewnego dnia jednak znalazł się w pobliżu stupy i z jakiegoś powodu okrążył ją. Było to jedyne pozytywne wrażenie w jego umyśle – wystarczające, by mógł podążać drogą. Tak więc został mnichem i zaczął praktykować.

Historia ta pokazuje, że wszystko, co robimy, ma znaczenie, nawet najbłahsze czyny się liczą. Działanie nigdy nie jest zbyt drobne, aby je wykonać lub by go zaniechać. Także wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie dokonywać wielkich pozytywnych czynów, ważne jest, byśmy robili to, co możemy. Tylko poprzez nagromadzenie pozytywnych wrażeń w umyśle mamy szansę się rozwinąć i ostatecznie osiągnąć wyzwolenie oraz oświecenie. Jest to jedyne wyjście.
Często zdobywamy się na wielki wysiłek i zadajemy sobie wiele trudu, aby osiągnąć światowe cele. Jednak w praktyce Dharmy nie jesteśmy w stanie znieść nawet najmniejszych przeciwności. Jeżeli tak jest, jesteśmy w błędzie – tym, czego naprawdę potrzebujemy, jest wytrwałość i wysiłek w praktyce Dharmy. Musimy być gotowi do znoszenia przeciwności na ścieżce i nieangażowania całej energii w plany niezwiązane z Dharmą – w przeciwnym wypadku będziemy przypominali szaleńca wskakującego do rzeki.

Kolejne wyjaśnienia w tekście Tsele Natsog Rangdröla skierowane są do mnichów, lamów i nauczycieli. Stwierdza on, iż chociaż często uważają oni, że przekazują prawdziwie słowa Buddy i są już zaawansowani w praktyce, w rzeczywistości powinni również porzucić własne przeszkadzające uczucia. Jeżeli ciągle jeszcze nie są od nich wolni i udają, że są nauczycielami, przeszkody te staną się coraz silniejsze. Sytuację tę można porównać do zwłok zawiniętych w jedwab – jest ona znakiem, że nauki Buddy chylą się ku upadkowi, podobnie jak zachodzące słońce. Wskazówki te nie dotyczą jednak was, tylko nauczycieli, takich jak ja.

Następna rada zawarta w tekście mówi, że chociaż nasze życie płynie szybko jak woda górskiego strumienia, myślimy zawsze, że będzie trwało jeszcze 100 lat. Zachowujemy się tak, jakbyśmy mieli spędzić tu całą wieczność. Pożyteczniej byłoby myśleć, że w każdej chwili możemy umrzeć. Jeżeli o tym zapominamy, wikłamy się w zbyt wiele czynności wymagających dużej ilości czasu, którego nie mamy. Najważniejsze jest dla nas to, żebyśmy byli lubiani i ważni; zdobywamy bogactwa w obawie, że w przeciwnym razie w przyszłości czegoś nam zabraknie; gromadzimy sterty niepotrzebnych rzeczy itd. Dharmy uczymy się tylko po to, żeby zdobyć wiedzę, którą inni będą podziwiać, która pozwoli nam osiągnąć sławę, a nie dlatego, żeby pomagać w ten sposób innym. Nie powinniśmy marnować czasu na wszystkie te działania. Przynosząca najwięcej pożytku praktyka polega na rozwijaniu zrozumienia, że to życie jest tylko iluzją. Wszystko jest jak sen, nie jest rzeczywiste. Naprawdę ważne jest to, byśmy rozwinęli dzięki temu trochę zrozumienia Mahamudry.

Praktyka, która pomaga przejść przez „bardo umierania”, polega na zrozumieniu, że śmierć nie jest czymś samym w sobie, lecz tylko koncepcją, ideą. Kiedy przyjdzie, powinniśmy już umieć traktować ją tak jak wszystkie inne koncepcje i idee – pozwolić, by rozpuściła się sama w sobie. By zapanować nad „bardo przejrzystego światła”, powinniśmy uwalniać się od postrzegania rzeczy jako dobrych lub złych, jako czegoś, co chcemy mieć lub czego chcemy uniknąć. Bardo to jest w rzeczywistości prawdziwą naturą naszego umysłu, która nie różni się od stanu prawdy. Poziom ten wykracza poza wszelkie kategorie. Nie ma w nim „lubię – nie lubię”, jest tylko jedność doskonała sama w sobie. Rozpuszczenie lgnięcia i koncepcji jest właściwą praktyką związaną z tym bardo.

Praktyką pożyteczną w przypadku „bardo stawania się” jest zrozumienie, że wszystko, co się wydarza – w samsarze czy też w nirwanie – rozgrywa się w umyśle. Nie ma niczego, co byłoby różne od umysłu. Potrzebujemy rozpoznania, czym jest umysł. Wszystko posiada naturę mądrości, jest puste w swojej esencji i samo w sobie doskonałe – nie jest różne od trzech stanów buddy. Nie wiemy tego jednak, nie dostrzegany tego z powodu zasłon okrywających nasz umysł i dlatego wędrujemy przez poszczególne bardo. Z tego powodu powinniśmy nauczyć się rozpoznawać wszystko jako wyraz mądrości. Oznacza to również, iż nie powinniśmy naszych doświadczeń ani odpychać, ani chwytać – najlepiej będzie, jeśli pozostawimy je takimi, jakie są, i spróbujemy rozpoznać ich prawdziwą naturę, jeżeli nie będziemy się już więcej wikłać w iluzje. Aby uzyskać dystans do złudzeń i nie dać im się ponownie schwytać, potrzebujemy nauczyciela i jego wskazówek, które musimy potem zręcznie zastosować, byśmy mogli rzeczywiście pomagać innym.

Tsele Natsog Rangdröl stwierdza w zakończeniu swojego tekstu, że udzielił wszystkich tych powyższych wyjaśnień o bardo, chociaż sam nie posiada żadnych szczególnych właściwości. Uczynił to z powodu wielokrotnych próśb różnych osób. Pisze, że ułożył ten tekst, chociaż jego wiedza nie jest wystarczająco głęboka, nie mówiąc już o medytacji. Istnieją ważne książki wielkich uczonych i mistrzów, które dzisiaj służą jedynie ptakom za materiał do budowy gniazd. Ponieważ dzieła te istnieją, napisanie kolejnej książki przez kogoś takiego jak on nie przynosi właściwie żadnego pożytku. Kto chciałby czytać jego wyjaśnienia? To samo dotyczy mnie, Tseczu Rinpocze – jest tylu wspaniałych uzdolnionych nauczycieli, którzy wiedzą więcej ode mnie. Jaką korzyść mogą komukolwiek przynieść moje wskazówki? Chociaż właściwie nie posiadam do udzielenia ich odpowiednich kwalifikacji, uczyniłem to z dobrą motywacją i życzeniem niesienia pomocy. Oby nauka Buddy pozostała w świecie i rozprzestrzeniała się tak, by istoty mogły z niej czerpać pożytek.

Bardo stawania się

Kiedy nastaje czas czwartego bardo, ci, którzy w życiu praktykowali i osiągnęli rzeczywiste rezultaty, są już wyzwoleni. Przypomnijmy: istnieją trzy kategorie zdolności – najwyższe, średnie i niższe. Istoty o najwyższych lub średnich zdolnościach już przed nadejściem bardo stawania się osiągnęły wyzwolenie lub oświecenie. Te, o niższych zdolnościach – praktykujący, którzy nie byli w stanie rozpoznać natury umysłu, kiedy zostali w nią wprowadzeni – znajdują się wówczas jeszcze w bardo. Będą oni mieli krótkie doświadczenie stanu pośredniego, lecz nie będą przez nie schwytani. Ponieważ rozwinęli nawyk praktykowania, przypomną sobie w tym momencie o naukach, które otrzymali – o tym, co należy robić – i będą mieli możliwość osiągnięcia wyzwolenia.

Tak jak rzucona o ścianę piłka dotyka jej tylko przez chwilę i natychmiast powraca, praktykujący ci rzuceni będą na krótki czas w pomieszanie czwartego bardo, jednak dzięki silnemu nawykowi praktykowania natychmiast z niego wyjdą. Mają co prawda karmę doświadczenia tego bardo, ale nie będą musieli w nim przebywać i doświadczać jego cierpień. „Bardo stawania się” trwa od momentu wpadnięcia w pomieszanie w chwili oddzielenia się umysłu od ciała do chwili ponownego poczęcia. Nawet ci ludzie, którzy trochę praktykowali, przez krótki czas doświadczają tego bardo, zanim osiągną wyzwolenie. Naprawdę ciężkie jest ono jednak dla ludzi, którzy w ogóle nie praktykowali i nie otrzymali wskazówek, co należy zrobić w czasie umierania i w stanie pośrednim. Nawet jeżeli ktoś wykonuje dla nich poła i pomaga im przeprowadzić świadomość przez śmierć, nie jest to łatwe – ludzie ci doświadczą przynajmniej części bardo stawania się. Gdy biała esencja ojca i czerwona esencja matki spotykają się w ośrodku serca, manifestuje się jasne światło umysłu – usłyszymy bardzo głośne dźwięki i zobaczymy bardzo jaskrawe światło. Jeżeli rozpoznamy to doświadczenie jako naturę umysłu, osiągniemy wyzwolenie, jeżeli zaś nie, wpadniemy w panikę i stracimy świadomość – to przeżycie będzie tak intensywne, iż spowoduje lęk. Nie będziemy wiedzieli, co się z nami dzieje, nie będziemy potrafili sobie z tym poradzić i zapragniemy uciec. Jest to czas, w którym umysł opuszcza ciało przez jeden z jego naturalnych otworów – o ile nie wykonywało się przedtem poła.

Będziemy mogli doświadczyć wówczas również przyjemnych doznań – na przykład wyższych obszarów egzystencji – ponieważ jednak będziemy pogrążeni w panice, nie będziemy potrafili ich właściwie postrzegać i wszystko to wyda nam się jedynie przerażające. Nie będziemy w stanie niczemu dokładnie się przyjrzeć, będziemy chcieli tylko uciec. Tak rozpoczyna się nowa egzystencja w uwarunkowanym świecie. Z powodu nawykowych tendencji w umyśle powstaną wtedy struktury egzystencji w samsarze. Poprzez moc osobistej karmy zaczyna się tworzyć „mentalne ciało”. Mówiąc o bardo umierania, wyjaśniłem, w jaki sposób w tym czasie rozpuszczają się poszczególne wiatry i elementy. Kiedy obie esencje schodzą się razem, zanikają wszystkie aktywności umysłu związane z przeszkadzającymi uczuciami. W bardo stawania się cały ów proces przebiega w odwrotnej kolejności, wszystko zaczyna się na nowo formować. Ponieważ nie potrafimy rozpoznać natury naszego umysłu, powstaje najpierw „wiatr niewiedzy”, a następnie wiatr życia, wiatr ognia, wody i ziemi. Tak jak poszczególne elementy rozpuszczały się, kiedy umierało nasze fizyczne ciało, podobnie teraz z powodu tych wiatrów tworzy się „ciało mentalne”. Wraz z jego powstaniem pojawia się ponownie siedem aktywności umysłu związanych z głupotą – wszystko rozwija się od samego początku, poczynając od niewiedzy. Powstaje 40 aktywności umysłu związanych z pożądaniem i 33 związane z gniewem. W ten sposób zaczynamy istnieć ponownie w formie mentalnego ciała i kiedy wszystkie elementy znowu się spotkają, pojawi się ta sama nawykowa świadomość, która była obecna przedtem. Doświadczymy rzeczywiście tego, że mamy ciało, chociaż nie będzie ono fizyczne, lecz jedynie mentalne. Istoty posiadające fizyczne ciała nie będą wówczas w stanie nas zauważyć.

W tym bardo można „jeść” tylko zapachy. Nie będziemy mogli przyjąć żadnego pożywienia, które nie zostało nam „podarowane”. Dlatego można – istnieją różne rytuały, które to umożliwiają – przywołać istoty przebywające w bardo i dać im pobłogosławione jedzenie. Mogą je przyjąć i cieszyć się nim. W przeciwnym razie będą wprawdzie widzieć żywność, ale nie będą mogły jej zjeść. Kiedy mamy owe duchowe ciało, nasz umysł przejawia w naturalny sposób pewną zdolność jasnowidzenia – wiemy więcej niż wtedy, gdy związani jesteśmy z fizyczną formą. Ponieważ jest to ciało czysto mentalne, wystarczy jedynie pomyśleć o jakimś miejscu, by w mgnieniu oka się w nim znaleźć. Można udać się do dowolnego miejsca we wszechświecie oprócz macicy przyszłej matki i miejsca, w którym Budda osiągnął oświecenie, zwanego Bodhgaja (nie chodzi tu jednak o konkretne miejsce w Indiach, lecz raczej o stan oświecenia sam w sobie).

Jedynymi istotami, które mogą nas wtedy dostrzec, są te, które znajdują się w podobnej sytuacji. Istoty przebywające w bardo mają w tym momencie tę samą karmę, jednak istoty z krwi i kości nie mogą nas zobaczyć. My sami jednak widzimy je i doświadczamy z tego powodu wiele cierpienia. Widzimy własne zwłoki, jednak nie rozumiemy, że umarliśmy. Nie zdajemy sobie sprawy, że jest to nasze własne martwe ciało, że już nie żyjemy. Zamiast tego przez cały czas próbujemy rozmawiać ze znajomymi, chociaż oni nas nie dostrzegają. Próbujemy porozumieć się z partnerem, dziećmi lub rodziną, oni jednak oczywiście nie reagują na nasze wysiłki, co nas szokuje i wprowadza w pomieszanie. Im częściej nie reagują, tym bardziej jesteśmy wzburzeni. Czasem w miejscach, które najczęściej odwiedzaliśmy, używają oni rzeczy, które do nas należały. Jesteśmy oburzeni, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Zdarza się, że stajemy się naprawdę gniewni i coraz bardziej zrozpaczeni, gdyż wszelkie próby nawiązania kontaktu kończą się niepowodzeniem.

Ponieważ nasze mentalne ciało nie posiada białej esencji ojca i czerwonej esencji matki – nie jest ciałem fizycznym – nie jesteśmy w stanie widzieć słońca i księżyca. Po prostu nie pojawiają się one w świecie, w którym przebywamy. Dręczą nas głód i pragnienie, ale ponieważ nie ofiarowano nam żadnej żywności, pozostajemy głodni i spragnieni. Jesteśmy jak piórko, które wiatr niesie to tu, to tam, przy każdym podmuchu. Stan ten jest bardzo bolesny, ponieważ nie mamy najmniejszej kontroli, wszystko wydarza się za sprawą karmy. Powodem tej niestabilności jest fakt, że nie posiadamy żadnego fizycznego punktu odniesienia – wszystko wydarza się wyłącznie w umyśle.
Ponieważ nie mamy cielesnego oparcia i dlatego też żadnego kontaktu z fizycznym światem, szukamy miejsca, w którym moglibyśmy pozostać. Udajemy się do domów i jaskiń, do wszystkich tych miejsc, które sprawiają wrażenie, że można w nich przebywać. Tak snujemy się wokół i nikt nas nie dostrzega, z wyjątkiem istot, które są w tym samym pomieszanym stanie. Spotykamy wszystkie możliwe istoty w ich mentalnych ciałach, czasem z wyższych obszarów egzystencji, czasem demony, wszystkie one bez fizycznego ciała. Tak więc jesteśmy coraz bardziej zrozpaczeni, przygnębieni i przerażeni z powodu całej tej sytuacji. Jest to jeden wielki koszmar. Nie potrafimy też zatrzymać tego, czego doznajemy; wszystko wydarza się tak szybko, że ani przez chwilę nie mamy pewności, co się właściwie dzieje.

Silne przeżycia, których doświadczamy, spowodowane są również tym, że ponownie manifestują się koleje żywioły. Kiedy znów pojawia się element ziemi, czujemy się tak, jakby przygniatała nas góra lub dom, jakby coś ciężkiego na nas leżało. Powracający element wody sprawia, że mamy wrażenie, iż unoszą nas wielkie fale powodzi. Kiedy ponownie manifestuje się element ognia, wydaje się nam, że spala nas wielki płomień, tak jakbyśmy znajdowali się wewnątrz palącego się domu. Element wiatru powoduje w naszym umyśle wrażenie, jakbyśmy nagle znaleźli się w centrum szalejącego sztormu. W taki sposób powracają po kolei wszystkie elementy – jest to oszałamiające doświadczenie, które budzi w nas przerażenie. Przeszkadzających uczuć – niewiedzy, pożądania i gniewu – doświadczamy tak, jakbyśmy bez żadnej kontroli spadali w przepaście bieli, czerwieni i czerni. Przeżywamy burze śnieżne, gorsze niż te znane z naszego zwykłego świata, pada na nas grad z krwi i żółci itd. Jest to bardzo bolesne – prócz tego mamy wizje wszelkiego rodzaju demonów, które nas ścigają. Wrażenia te budzą prawdziwą trwogę. Zwłaszcza ludzie, którzy wiele zabijali – rybacy, rzeźnicy i myśliwi – mają silne paranoiczne wizje. Wydaje im się ciągle, że są ścigani przez istoty, które chcą ich zabić. Stan pośredni trwa przeciętnie siedem tygodni, ale okres ten nie jest zawsze jednakowy. Zmarły może w bardo również osiągnąć wyzwolenie – wtedy jego cierpienie trwa bardzo krótko. Z drugiej strony czas ten może przekroczyć siedem tygodni – niektóre istoty spędzają w bardo całe miesiące lub nawet lata. Jeżeli ktoś umarł, co siedem dni wykonuje się dla niego rytuały, ofiarowuje mu jedzenie i próbuje pomóc. Czyni się tak dlatego, że co siedem dni przeżywa on całe wydarzenie na nowo – znowu doświadcza umierania i od nowa zaczyna się całe jego cierpienie.

Kiedy przejdziemy przez połowę bardo, w naszym umyśle zaczynają się przejawiać karmiczne wrażenia i zaczynamy kierować się ku kolejnym narodzinom. Doświadczamy pojawienia się „Pana Śmierci”, swego rodzaju sędziego. Na jednej szali jego wagi znajdują się nasze czarne, negatywne działania, a na drugiej białe, pozytywne. Jest to chwila prawdy o naszym postępowaniu w życiu. Wynikająca z niego karma sprawia, że czujemy się przyciągani ku różnym światłom. Jeżeli mamy odrodzić się w świecie bogów, widzimy blade, białe światło. Z karmą półbogów związane jest światło czerwone, ludzi – niebieskie, zwierząt – zielone, a głodnych duchów – żółte. Jeśli wrażenia w naszym umyśle pasują do światów paranoi, prawdopodobnie do tego czasu już się w nich znajdujemy. Nie przeżywamy wtedy tak wielu doświadczeń bardo, lecz wpadamy niemal natychmiast do światów piekielnych. Z powodu karmy jesteśmy w stanie wytrzymać tylko widok słabego światła. Światła mądrości są wprawdzie przez cały czas obecne, ale z powodu karmy nie możemy ich zobaczyć – są zbyt mocne i dlatego nie patrzymy w ich stronę. Potrafimy znieść tylko inne światła i wreszcie podążamy za jednym z nich, odpowiednio do naszej karmy. Rzeczywiście przeżywamy w ten sposób ów „sąd ostateczny”. Widzimy zjawy czarnego demona i białego „boga”. To, co uczyniliśmy, pojawia się znowu i najsilniejsze wrażenia decydują o naszych dalszych losach. Jeżeli nagromadziliśmy więcej pozytywnej karmy, podążymy dalej ścieżką prowadzącą do wyzwolenia. Jeżeli jednak wykonaliśmy więcej negatywnych działań, spadniemy w niższe obszary egzystencji. Oznacza to, że szansa zebrania dobrej karmy jest bardzo niewielka, gdyż w niższych formach egzystencji nie ma się praktycznie żadnej okazji do zrobienia czegoś pozytywnego i zasiania nasion wyzwolenia. Jest tylko coraz gorzej.

Istnieje pewna historia pokazująca, że nawet najdrobniejsze działania mogą przynieść rezultaty pomocne w rozwoju na drodze: W czasach Buddy żył pewien człowiek, który chciał zostać mnichem. Chciał wyrzec się świata i poznawać Dharmę. Poszedł więc do ucznia Buddy, Anandy, i poprosił o udzielenie mu ślubowań mnicha. Ananda, który posiadał pewien wgląd, powiedział mu, że nie ma on karmy zostania mnichem. Jego pozytywna karma sprawiła, że odrodził się jako człowiek, ale w tym samym momencie wyczerpała się – dlatego mógł już tylko spaść niżej. Tak więc Ananda wzdragał się udzielić mu mnisich ślubowań. Człowiek ten udał się więc do innych nauczycieli – w owych czasach wśród uczniów Buddy było już kilku urzeczywistnionych arhatów, takich jak Ananda – ale wszyscy powiedzieli mu to samo. W końcu ktoś opowiedział o nim Buddzie i zapytał, co można dla niego zrobić. Budda miał lepszy wgląd niż arhaci i dostrzegł, że człowiek ten ma jeszcze jedno nasionko pozytywnej karmy. W jednym z wcześniejszych żywotów był świnią wylegującą się w nieczystościach. Pewnego dnia jednak znalazł się w pobliżu stupy i z jakiegoś powodu okrążył ją. Było to jedyne pozytywne wrażenie w jego umyśle – wystarczające, by mógł podążać drogą. Tak więc został mnichem i zaczął praktykować.

Historia ta pokazuje, że wszystko, co robimy, ma znaczenie, nawet najbłahsze czyny się liczą. Działanie nigdy nie jest zbyt drobne, aby je wykonać lub by go zaniechać. Także wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie dokonywać wielkich pozytywnych czynów, ważne jest, byśmy robili to, co możemy. Tylko poprzez nagromadzenie pozytywnych wrażeń w umyśle mamy szansę się rozwinąć i ostatecznie osiągnąć wyzwolenie oraz oświecenie. Jest to jedyne wyjście. Często zdobywamy się na wielki wysiłek i zadajemy sobie wiele trudu, aby osiągnąć światowe cele. Jednak w praktyce Dharmy nie jesteśmy w stanie znieść nawet najmniejszych przeciwności. Jeżeli tak jest, jesteśmy w błędzie – tym, czego naprawdę potrzebujemy, jest wytrwałość i wysiłek w praktyce Dharmy. Musimy być gotowi do znoszenia przeciwności na ścieżce i nieangażowania całej energii w plany niezwiązane z Dharmą – w przeciwnym wypadku będziemy przypominali szaleńca wskakującego do rzeki. Kolejne wyjaśnienia w tekście Tsele Natsog Rangdröla skierowane są do mnichów, lamów i nauczycieli. Stwierdza on, iż chociaż często uważają oni, że przekazują prawdziwie słowa Buddy i są już zaawansowani w praktyce, w rzeczywistości powinni również porzucić własne przeszkadzające uczucia. Jeżeli ciągle jeszcze nie są od nich wolni i udają, że są nauczycielami, przeszkody te staną się coraz silniejsze. Sytuację tę można porównać do zwłok zawiniętych w jedwab – jest ona znakiem, że nauki Buddy chylą się ku upadkowi, podobnie jak zachodzące słońce. Wskazówki te nie dotyczą jednak was, tylko nauczycieli, takich jak ja.

Następna rada zawarta w tekście mówi, że chociaż nasze życie płynie szybko jak woda górskiego strumienia, myślimy zawsze, że będzie trwało jeszcze 100 lat. Zachowujemy się tak, jakbyśmy mieli spędzić tu całą wieczność. Pożyteczniej byłoby myśleć, że w każdej chwili możemy umrzeć. Jeżeli o tym zapominamy, wikłamy się w zbyt wiele czynności wymagających dużej ilości czasu, którego nie mamy. Najważniejsze jest dla nas to, żebyśmy byli lubiani i ważni; zdobywamy bogactwa w obawie, że w przeciwnym razie w przyszłości czegoś nam zabraknie; gromadzimy sterty niepotrzebnych rzeczy itd. Dharmy uczymy się tylko po to, żeby zdobyć wiedzę, którą inni będą podziwiać, która pozwoli nam osiągnąć sławę, a nie dlatego, żeby pomagać w ten sposób innym. Nie powinniśmy marnować czasu na wszystkie te działania. Przynosząca najwięcej pożytku praktyka polega na rozwijaniu zrozumienia, że to życie jest tylko iluzją. Wszystko jest jak sen, nie jest rzeczywiste. Naprawdę ważne jest to, byśmy rozwinęli dzięki temu trochę zrozumienia Mahamudry.

Praktyka, która pomaga przejść przez „bardo umierania”, polega na zrozumieniu, że śmierć nie jest czymś samym w sobie, lecz tylko koncepcją, ideą. Kiedy przyjdzie, powinniśmy już umieć traktować ją tak jak wszystkie inne koncepcje i idee – pozwolić, by rozpuściła się sama w sobie. By zapanować nad „bardo przejrzystego światła”, powinniśmy uwalniać się od postrzegania rzeczy jako dobrych lub złych, jako czegoś, co chcemy mieć lub czego chcemy uniknąć. Bardo to jest w rzeczywistości prawdziwą naturą naszego umysłu, która nie różni się od stanu prawdy. Poziom ten wykracza poza wszelkie kategorie. Nie ma w nim „lubię – nie lubię”, jest tylko jedność doskonała sama w sobie. Rozpuszczenie lgnięcia i koncepcji jest właściwą praktyką związaną z tym bardo. Praktyką pożyteczną w przypadku „bardo stawania się” jest zrozumienie, że wszystko, co się wydarza – w samsarze czy też w nirwanie – rozgrywa się w umyśle. Nie ma niczego, co byłoby różne od umysłu. Potrzebujemy rozpoznania, czym jest umysł. Wszystko posiada naturę mądrości, jest puste w swojej esencji i samo w sobie doskonałe – nie jest różne od trzech stanów buddy.

Nie wiemy tego jednak, nie dostrzegany tego z powodu zasłon okrywających nasz umysł i dlatego wędrujemy przez poszczególne bardo. Z tego powodu powinniśmy nauczyć się rozpoznawać wszystko jako wyraz mądrości. Oznacza to również, iż nie powinniśmy naszych doświadczeń ani odpychać, ani chwytać – najlepiej będzie, jeśli pozostawimy je takimi, jakie są, i spróbujemy rozpoznać ich prawdziwą naturę, jeżeli nie będziemy się już więcej wikłać w iluzje. Aby uzyskać dystans do złudzeń i nie dać im się ponownie schwytać, potrzebujemy nauczyciela i jego wskazówek, które musimy potem zręcznie zastosować, byśmy mogli rzeczywiście pomagać innym.

Tsele Natsog Rangdröl stwierdza w zakończeniu swojego tekstu, że udzielił wszystkich tych powyższych wyjaśnień o bardo, chociaż sam nie posiada żadnych szczególnych właściwości. Uczynił to z powodu wielokrotnych próśb różnych osób. Pisze, że ułożył ten tekst, chociaż jego wiedza nie jest wystarczająco głęboka, nie mówiąc już o medytacji. Istnieją ważne książki wielkich uczonych i mistrzów, które dzisiaj służą jedynie ptakom za materiał do budowy gniazd. Ponieważ dzieła te istnieją, napisanie kolejnej książki przez kogoś takiego jak on nie przynosi właściwie żadnego pożytku. Kto chciałby czytać jego wyjaśnienia? To samo dotyczy mnie, Tseczu Rinpocze – jest tylu wspaniałych uzdolnionych nauczycieli, którzy wiedzą więcej ode mnie. Jaką korzyść mogą komukolwiek przynieść moje wskazówki? Chociaż właściwie nie posiadam do udzielenia ich odpowiednich kwalifikacji, uczyniłem to z dobrą motywacją i życzeniem niesienia pomocy. Oby nauka Buddy pozostała w świecie i rozprzestrzeniała się tak, by istoty mogły z niej czerpać pożytek.

Opracowanie: Tekst pochodzi z DD 24, 25, 26 i 27

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Pieśń Mahamudry - 16. Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Dawać prawdziwe przykłady świętości - 16. Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Zamiast ciebie są inni - 17. Karmapa Trinley Taje Dordże | Cztery podstawowe prawdy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Przekazuje nauki dla przyszłych pokoleń Tybetu - Guru Rinpocze | Cztery rodzaje bardo - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Poszukiwania Tilopy przez Narope - Życiorysy mistrzów | Pieśń o rzeczach o które chodzi - Milarepa | Kalama sutra - Budda | Reczungpa - podobny księżycowi uczeń Milarepy | Guru Joga - Ulla i Detlev Göbel we współpracy z Lamą Ole i Caty | Drukpa Kunlej błogosławi obraz | Codziennosc jogina - Lama Ole Nydahl | Poznanie umysłu jest jedynym celem - medytacja w życiu codziennym i na odosobnieniu - Lama Ole Nydahl | Pieśń Mahamudry - Gendyn Rinpocze | Jesteśmy architektami własnego życia - Dzigme Rinpocze | Medytacja w codziennym źyciu - Dzigme Rinpocze | Cieszcie się zjawiskami ale nie pozwalajcie im się schwytać - Lama Ole Nydahl | Cytat - VI Dalajlama | Sny i senne egzystencje - Lama Ole Nydahl | Współczucie może być zaraźliwe - Buddyjska przypowieść | Dakini to żeńska zasada oświecenia | Wybieram bycie szczęśliwą... | Hymn motocyklistów - Manfred Maier |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: