DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Nic nie dzieje się bez przyczyny

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Nic nie dzieje się bez przyczyny

Mipam Rinpocze
_________

Mipam Rinpocze urodził się w Tybecie, w 1949 roku. Gdy w 1959 roku, z powodu chińskiej okupacji, wielu Tybetańczyków zbiegło z Tybetu, Rinpocze ze względu na ciężki stan zdrowia uzyskał pozwolenie pozostania w swoim klasztorze Dziuniung Gompa. Spędził 13 lat na odosobnieniu, studiując buddyzm i medytując. Później pracował również przy odbudowie klasztoru. Gdy dostał wylewu, w 1994 roku opuścił Tybet, by się leczyć. Mipam Rinpocze jest uczonym i mistrzem szkoły Ningma i udziela nauk w tradycyjnym stylu. Jest ojcem XVII Karmapy Trinleja Taje Dordże. Obecnie mieszka wraz z żoną – Majum – w buddyjskim ośrodku odosobnieniowym Karma Guen w Hiszpanii.


Z powodu wylewu, Mipam Rinpocze nie jest w stanie mówić, dlatego odpowiadając na pytania, swoje nauki zapisuje na tabliczce. Poniższe odpowiedzi zostały spisane przez niego po tybetańsku w Amden i Karma Guen i następnie przetłumaczone na angielski przez Gabi Coura i Khenpo Karma Ngedona. Oby przyniosły pożytek!

Jeśli dzieci zainteresowane są medytacją, jaka praktyka będzie dla nich pożyteczna?

Osiągnęliśmy cenne ludzkie ciało, które daje nam przejrzystą świadomość i wolność, by zgłębiać to, na co mamy ochotę. To wielkie szczęście i pełna znaczenia sytuacja. Mając tę wspaniałą możliwość, powinniśmy przyłożyć się do nauki. Jeśli porzucimy błędne poglądy i rozwiniemy swoje cenne właściwości, poznamy każdy rodzaj szczęścia, który można osiągnąć w tym świecie. Zapewni nam to również niezliczoną liczbę wspaniałych przyszłych odrodzeń. Wszystko jednak przemija i jeśli nie zabierzemy się za siebie i nie wykorzystamy w pełni naszego cennego ludzkiego życia, będziemy zdziwieni, gdy skończy się ono szybciej niż byśmy przypuszczali. Nikt nie ma pewności, kiedy nadejdzie śmierć. Dlatego powinniśmy wykorzystać tę cenną ludzką egzystencję do przynoszenia pożytku innym. Aby tak się stało, powinniśmy wiedzieć, co przynosi krótkotrwały, a co długotrwały pożytek, a także znać metody umożliwiające osiągnięcie trwałych rezultatów.
Po pierwsze, musimy zdobyć wiedzę, a do tego potrzebny jest dobry nauczyciel. Gdy już dobrze zrozumiemy, jak wspaniały i współczujący jest nasz lama, powinniśmy jemu lub jej całkowicie zaufać. Dzięki temu będziemy się rozwijać. Jeśli wskażemy naszym dzieciom właściwy pogląd i nauczymy je medytacji miłości i współczucia, przyniesie to pożytek im, ich najbliższemu otoczeniu i ogólnie całemu światu. Jest to ważne szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy miłość, współczucie i uczciwość zanikają i świat pełen jest negatywnych działań – zawiści, oszustw, kradzieży, walki, ucisku, poniżania, wrogości, znęcania się, sporów, pomiędzy |sąsiednimi wioskami, sąsiadami, regionami, instytucjami czy państwami. Właściwy pogląd i medytacja spowodują, że na osobistym poziomie ustają kłótnie z rodzicami, rodzeństwem i przyjaciółmi. Na bardziej ogólnym poziomie położy to kres wojnom i przyniesie pożytek, który trudno jest przecenić.

Jak najlepiej pracować z zazdrością?

Jeśli przyjrzymy się zasłudze, którą przynoszą pozytywne działania, dostrzeżemy wewnętrzne bogactwo i właściwości innych i będziemy się tym cieszyć, wtedy w naturalny sposób będziemy coraz mniej zazdrośni. Wtedy też rozwiną się nasze zalety, poprawi się wykształcenie, pozycja społeczna i sytuacja finansowa nas samych oraz tych, którzy nas otaczają. Dzięki mocy widzenia wszystkiego w taki właśnie sposób nasze otoczenie ulegnie poprawie, polepszy się sytuacja wokół nas, bez względu na to w jakim zakątku świata mieszkamy. Rozwijanie współradości jest niezmiernie pożyteczne.
Co więcej, bogactwo jednej osoby przynosi pożytek rodzinie i bliskim. Zgodnie z tybetańskim przysłowiem: „Jeśli król zbierze obfite plony, żebrak będzie miał co jeść”. Należy zatem cieszyć się, jeśli komuś dobrze się powodzi. Jeżeli natomiast widzimy w bogatej osobie wroga i źle myślimy o jej bogactwie, cała nasza zasługa znika, a inni zaczynają postrzegać nas jako nieszczerych i złośliwych. Jeśli pod wpływem negatywnej motywacji chcemy zagarnąć majątek innej osoby, zaszkodzi to szczęściu, pokojowi i ogólnie rozumianej pomyślności w naszym otoczeniu. Takie działanie nie tylko prowadzi do strat na poziomie życia codziennego, lecz jest również niezgodne z naukami dharmy.
Nawet jeśli przypadkiem popełnimy jakiś błąd, w oczach wroga jesteśmy za niego odpowiedzialni. Nie należy zatem być mściwym. Jeśli postrzegamy kogoś jako wroga, nawet jeśli ta osoba nie zrobiła nic złego, oznacza to, że widzimy wady w kimś, kto właściwie ich nie przejawia. Dodatkowo, z powodu niewiedzy zwykle nie widzimy własnych przywar. W ten sposób stajemy się nieszczerzy, a nasze zachowanie można porównać do odurzenia albo szaleństwa. Powinniśmy więc rozwijać współczucie. Dzięki niemu – dzięki patrzeniu na innych w tak kochający sposób, w jaki matka patrzy na swoje jedyne dziecko – rozpuścimy zazdrość.

W jaki sposób okazać współczucie komuś, kto cierpi i pocieszyć go, lecz jednocześnie nie brać tego osobiście?

Jeśli rozwiniemy głębokie, jednoupunktowione współczucie w stosunku do kogoś, kto cierpi, da to nam taką moc, że jeszcze w tym życiu będziemy w stanie wyzwolić zarówno siebie, jak i innych z cierpienia. Wyobraźmy sobie chłopca, który widzi jak jego rodzice ogromnie cierpią z powodu ubóstwa, głodu i pragnienia. Jeśli widząc to rozwinie w stosunku do nich współczucie, natychmiast będzie starał się ochronić ich przed tą sytuacją. Następnie stopniowo, bez szczególnie ciężkiego wysiłku, pojawi się bogactwo – nie ma wątpliwości, że kochająca postawa wobec innych prowadzi stopniowo do wzbogacenia się. Współczucie jest niewyczerpanym źródłem zasługi i zarazem istotą dharmy. Leży ono u podstaw szczęścia i w pełni funkcjonującego społeczeństwa. Stanowi wiodący czynnik w usuwaniu cierpienia spowodowanego waśniami i sporami.

W jaki sposób połączyć buddyzm z życiem codziennym?

Ogólnie, zarówno sytuacja ekonomiczna, jak też długość życia, stwarzają w dzisiejszych czasach coraz bardziej sprzyjające warunki do praktyki dharmy. Z drugiej jednak strony, wiele współczesnych poglądów, koncepcji i sposobów życia opiera się często na niewiedzy. Na przykład od czasu dwóch wojen światowych sporo energii poświęca się produkcji broni jądrowej, która jest w stanie zniszczyć cały świat w jednej chwili. Praktyka nauk Buddy, pełnych miłości i współczucia, jest w stanie temu zapobiec.
Żyjemy w czasach, w których można połączyć współczesną naukę z rzeczywistym bogactwem, które daje dharma – bogactwem, prowadzącym do stanu doskonałego szczęścia w tym i w przyszłym życiu, którego nie da się osiągnąć jedynie poprzez rozwój cywilizacyjny. Dharma idzie w parze z życiem codziennym i postępem nauki, co jest szczególnie wyraźnie widoczne w tym stuleciu. Możemy się z tego tylko cieszyć. Jeszcze sto lat temu, gdy zaczęto interesować się fizyką na szerszą skalę, poglądy naukowców i osób reprezentujących różne religie nawzajem sobie zaprzeczały, prowadząc do wielu dyskusji i sporów. Na przestrzeni ostatniego stulecia wiele się jednak zmieniło.
Jak to się stało? W 1905 roku Albert Einstein stworzył teorię względności. Począwszy od 1913 roku duński uczony Niels Bohr regularnie używał zasad mechaniki kwantowej w swoich badaniach. Przeprowadził on słynne eksperymenty na uniwersytecie w Paryżu. Dzięki ich wynikom wielu ludzi zmieniło swój sposób myślenia o rzeczywistości. To, że wyniki te nie były obce Buddzie, zaskoczyło wielu naukowców. Dzięki temu jednak otworzyli się na Daleki Wschód i na buddyzm. Spora część naukowców nie mogła się nadziwić, że fizyka kwantowa i dharma mają tak wiele wspólnego. Fritjof Capra, amerykański profesor fizyki w swojej książce „Tao Fizyki” wyjaśnia związki pomiędzy buddyzmem i filozofiami Wschodu, a współczesną nauką. W ciągu 15 lat książka ta sprzedała się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy i przetłumaczona została na dwanaście języków. Cieszy się ona powszechnym uznaniem wśród czytelników. Nie jest to odosobniony przypadek. Od 1987 roku zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych krajach, obyło się wiele publicznych debat pomiędzy urzeczywistnionymi buddyjskimi mistrzami i zachodnimi naukowcami. Naukowcy często porównywali efekty takich spotkań do odkrycia nowej wyspy na oceanie. Również Einstein, który często nazywany jest ojcem współczesnej fizyki, napisał w swoich pamiętnikach: „Nawet jeśli postrzegamy naukę i religię jako dwie odrębne dziedziny, są one ze sobą ściśle powiązane. Religie bez nauki są ślepe, nauka bez religii jest kulawa”. Wcześniej powiedział on też: „Religia przyszłości będzie czymś szczególnym. W przeciwieństwie do religii wierzących w boga-stwórcę, czy opierających się na świętych księgach, połączy ona świat zewnętrzny i świadomość. Wywodzić się będzie z duchowego zrozumienia jedności materii, natury i świadomości.
Zgodne z tym są nauki buddyjskie”. Pewien tybetański uczony, Gendyn Czopel, stwierdził kiedyś: „Każdy element naszego światopoglądu – podstawowe nauki, ścieżka którą podążamy i rezultaty, które osiągamy – wszystko to wpłynąć może na rozwój nauki”. Pokrótce można więc stwierdzić, że dopóki dharma, która ukazuje nieomylne metody przynoszenia pożytku wszystkim i nie ma w niej najmniejszego nawet niebezpieczeństwa wyrządzenia jakiejkolwiek szkody, nauczana jest przez ludzi uczciwych, nie ma problemu – w naszych czasach, pełnych fascynujących odkryć naukowych, buddyści nie powinni odczuwać żadnego konfliktu dharmy z nauką. Sam Budda podkreślał: „Moje wskazówki nie stoją w sprzeczności ze światem”. Dodał też: „Cokolwiek powiedziałem powinno zostać sprawdzone i przeanalizowane zgodnie z logiką i zdrowym rozsądkiem, podobnie jak sprawdza się czystość złota. Doskonała praktyka, to taka, którą poprzedza logiczna analiza”. Dzięki otwartym umysłom wybitnych buddyjskich uczonych, naukowców i tych, którzy rozumieją dogłębnie dzisiejszy świat, współzależność buddyzmu i nauki będzie się stawać coraz bardziej widoczna.

Jaka jest różnica pomiędzy mózgiem a umysłem? I co mają ze sobą wspólnego?

Umysł nie ma kształtu, nie jest też przez nic ograniczony – można go opisać jako pusty, przejrzysty, świadomy i pełen potencjału. Mózg natomiast jest ciałem fizycznym, złożonym z atomów. Różnica pomiędzy umysłem a mózgiem jest znacząca. Jeśli chodzi o związek między nimi, to niezniszczalny strumień świadomości umysłu nieprzerwanie „podróżujący” poprzez kolejne żywoty nazwać można świadomością pierwotną. Jest to stan wykraczający poza wszystkie zjawiska. Świadomość pierwotna utrzymywana jest w kanałach energetycznych przez kolejne, korzystne lub niekorzystne odrodzenia. Owa subtelna świadomość pierwotna jest aktywizowana przez energie przepływające w kanałach energii, wyrażając tak zwaną świadomość powierzchowną. Zwykłe istoty, które nie wyćwiczyły jeszcze umysłu przez słuchanie nauk i medytację, nie są w stanie tego rozpoznać.
W ludzkim ciele umysł zazwyczaj mieści się w wietrze centralnego kanału energii, na poziomie serca. Ze świadomości powierzchownej, która wywodzi się z subtelnej świadomości podstawowej, powstają formy, dźwięki, itp. One z kolei związane są z aktywnością komórek nerwowych w mózgu – dzięki połączeniom nerwowym następuje interakcja z otoczeniem. W Tantrze Medycyny przeczytać możemy, że „system nerwowy, będący narzędziem zdolności zmysłowych, który warunkuje pojawianie się obiektów postrzegania, zależny jest od mózgu”.
Czym w takim razie jest ów „mózg”, od którego zależy zwyczajny umysł? W buddyzmie komórki nerwowe składające się z połączonych ze sobą cząsteczek, nazywane są czu tsa. Rdzeń mózgowy złożony jest z wielu pojedynczych, połączonych ze sobą, subtelnych neuronów. Świadomość powierzchowna działa podobnie do pióra – gdy podłączy się do niego nabój z atramentem, można nim narysować wszystko, na co ma się ochotę. Wraz z wiatrami energii, które w swojej esencji są niezakłócone, świadomość powierzchowna zależna jest od komórek nerwowych, ma ona także zdolność lgnięcia do zjawisk i do rozróżniania ich. W momencie śmierci świadomość powierzchowna rozpuszcza się w subtelną świadomość podstawową. Następnie, dzięki sile wiatru energii, przenoszącego oba rodzaje świadomości, umysł przemieszcza się do innych miejsc, odradzając się w kolejnym ciele, które staje się jego fundamentem i tak jak już wspomniałem wcześniej, emanuje świadomość powierzchowną.
Niektórzy naukowcy nadal jednak uważają, że umysł i mózg to jedno i to samo, niektórzy twierdzą nawet, że umysł jest po prostu jedną z właściwości mózgu, jego produktem. Przykładem może być tutaj mechaniczne i materialistyczne podejście angielskiego filozofa Hobbsa, który twierdził: „Materialne podstawy psychiki i wszelkiej aktywności naszego umysłu istnieją fizycznie i ulokowane są w mózgu”. Również francuski uczony, Dr Augustin Cabanès wyjaśniał: „Świadomość umysłu wyłania się pod wpływem aktywności w kresomózgowiu, w podobny sposób, w jaki płyny w ciele powstają z wątroby”. Z tego też powodu wielu twierdzi, że brak kresomózgowia oznacza brak umysłu. A jednak całkiem niedawno w Ameryce urodził się chłopiec pozbawiony kresomózgowia. Andrew, bo tak miał na imię, zmarł w wieku pięciu lat, ale w ciągu swego krótkiego życia oglądał telewizję i reagował śmiechem. Badający go lekarze zgodnie stwierdzili, że chłopiec mimo że nie miał mózgu, był jednak w pełni człowiekiem. Okazało się, że nie jest to odosobniony przypadek dowodzący, że mózg nie produkuje świadomości. 16 października 1926 roku w New Delhi przyszła na świat dziewczynka o imieniu Shanti Devi, która wyraźnie pamiętała pięć swoich poprzednich żywotów. Według statystyk, w samych Stanach Zjednoczonych w 1992 roku odnaleziono około 1 300 000 podobnych przypadków.
W 1972 roku Dr Raymond A. Moody przebadał 150 ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. W swoich książkach „Życie po życiu” i „W stronę światła”, wyjaśnia, że dzięki temu doświadczeniu ludzie ci są przekonani, że istnieje coś, co wykracza poza śmierć. Jego podstawowy dowód opiera się na tym, że ludzie, którzy przeżyli stany bliskie śmierci, postrzegają świadomość jako coś oddzielnego od ciała. Angielski uczony, John Eccles, napisał w swojej pracy nagrodzonej Noblem w 1963 roku: „To, co łączy neurony z tym, co bezpostaciowe jest składową świadomości”. Napisał też: „Po śmierci mózgu pozostaje niematerialna świadomość, która jest kontynuowana nieprzerwanie”. Tak więc współczesna nauka najwyraźniej potwierdza, że świadomość nie jest zależna od mózgu.

Czym jest mądrość w buddyzmie? Jaka jest różnica pomiędzy pojęciem „mądrość” (tyb. „szierab”) a „pierwotna świadomość” (tyb. „jeszie”)?

Pojęcie określające pierwotną mądrość, „jeszie”, składa się z dwóch słów: „je” oznacza „od początku” lub „podstawowa natura”, a „szie” – umysł, który doskonale zna tę podstawową naturę wszystkich zjawisk. W ten sposób wyjaśnione jest znaczenie słowa „jeszie” w różnych naukach. Czasami też tłumaczy się je jako „wszechwiedza” lub „zrozumienie pustości” – w zależności od tekstu pojęcie to przybiera rozmaite znaczenia. Pierwotna świadomość może zostać urzeczywistniona na drodze od ścieżki nagromadzenia do dziesiątego poziomu bodhisattwy.
„Szierab” natomiast określa to, co wydarza się w umyśle. Mądrość ta jest narzędziem służącym do usunięcia wszelkich wątpliwości i skupienia się na obiektach, które badamy. Dzięki jej własnej mocy rozróżnia ona pomiędzy tym, co użyteczne, a tym, co należy odrzucić. Jest obecna w strumieniu świadomości wszystkich istot, bez względu na to, czy są buddystami, czy też nie. Zatem różnica pomiędzy mądrością a pierwotną świadomością jest spora.

W jaki sposób nasza medytacja przynosi pożytek innym?

Jeśli potrafimy praktykować całkowicie doskonałą medytację, będziemy w stanie osiągnąć stan buddy i bez przeszkód przyniesiemy największy pożytek sobie samym i innym istotom. Budda potrafi przynosić największy pożytek czującym istotom. Dlatego też medytacja przynosi tak wielką korzyść. Natomiast szczególny sposób, w jaki nasza medytacja pomaga innym, zależy od jej typu. Wielu nie-buddystów uważa, że to, czego doświadczamy, jest przeznaczeniem, którego nie można zmienić lub w najlepszym przypadku, że odpowiedzialni są za to inni, a nie my sami. Jaka jest różnica pomiędzy buddyjskim i niebuddyjskim zrozumieniem karmy i przeznaczenia?
Różnica pomiędzy buddyjskim i niebuddyjskim podejściem leży w zrozumieniu tego, skąd bierze się nasze szczęście i cierpienie. Karma w buddyjskim systemie oznacza, że zarówno szczęście, jak i cierpienie doświadczane przez istoty, zależy od pozytywnych i negatywnych działań ich ciała, mowy i umysłu. Co więcej, nasze miejsce urodzenia również zależy od tego, jaką karmę nagromadziliśmy. Zatem zarówno szczęście, cierpienie, jak i świat wokół nas są wynikiem naszej karmy.
Poglądy nie-buddystów można podzielić na dwa rodzaje: na takie, według których wszechświat powstał po prostu ot tak, przypadkiem, i te, które utrzymują, że wszystko zostało stworzone przez wszechmogącego boga, takiego jak na przykład Sziwa. Jeśli przyjmie się pierwszy pogląd, że zjawiska powstają przypadkowo, przekreśla to skuteczność metod na osiągnięcie prawdziwego szczęścia, czy też usunięcie cierpienia – wszelki wysiłek nie ma większego sensu, ponieważ i tak wszystko pojawia się samo z siebie, niezależnie od mechanizmu przyczyny i skutku.
Zgodnie z drugim poglądem, zewnętrzny świat został stworzony przez boga. Świat ten złożony jest ze zjawisk nieożywionych, takich jak kontynenty, które są długowieczne, nie przejawiają uczuć i wolne są od chorób. Jednocześnie stworzył też żywe istoty, które czują, a w czasie ich krótkiego życia dręczone są chorobami, problemami i cierpieniem. Oczekują one, że szczęście bezwysiłkowo pojawi się w ich życiu. Dodatkowo, ów wielki stwórca, który odpowiedzialny jest za cierpienie tego świata, powinien był zostać stworzony przez innego stwórcę. Są tutaj też inne kwestie, które wymagają zbadania, jak na przykład, czy ów stwórca mógłby stworzyć absolutnie wszystko, ale nie będziemy się tym teraz zajmować.
Powróćmy teraz do buddyjskiego zrozumienia karmy: podobnie, jak nasze fizyczne samopoczucie zależy od tego, czy jesteśmy chorzy czy zdrowi, karma, czyli to, czy jesteśmy szczęśliwi czy cierpimy, zależy od naszych pozytywnych lub negatywnych działań. Nie należy jednak zapominać, że tak, jak zdrowe ciało nie będzie trwało wiecznie, tak samo nagromadzone skutki pozytywnych działań kiedyś się wyczerpią. Dla tych, którzy planują skupić się na pozytywnych działaniach, Budda – klejnot wskazujący scieżkę nauk – jest jak lekarz. Dharma – klejnot doskonałych metod – jest jak zdrowie. A wszyscy praktykujący z nami przyjaciele to trzeci klejnot: Sanga. Poprzez zaufanie do Trzech Klejnotów będziemy mogli wyzwolić się od cierpienia i osiągnąć prawdziwe szczęście, doskonały stan Buddy. To właśnie wyróżnia buddyjskie nauki.

Jak możemy „poprawić” naszą karmę?

Najpierw zbadaj wnikliwie doskonałe metody przynoszenia pożytku sobie i innym. Sprawdź ścieżkę, która prowadzi do tymczasowego pożytku i ostatecznego celu i dowiedz się, jakie działania należy porzucić ze względu na ich szkodliwość i niezgodność z zastosowaniem tych metod. Zrozum, że do praktyki należy zaangażować ciało, mowę i umysł. Jeśli będziemy trzymać się cennych wskazówek, będziemy w stanie w każdej chwili i we wszystkich sytuacjach rozpoznać, co przynosi pożytek, a co jest negatywne. Jeśli będziemy sami dla siebie nauczycielem i przewodnikiem i będziemy się starali dogłębnie zrozumieć każdą sytuację, z łatwością przekształcimy działania naszego ciała, mowy i umysłu.

Opracowanie: Ewelina Warner

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | O głębokiej wolności - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nic nie dzieje się bez przyczyny - Mipam Rinpocze | O prawdziwym szczęściu - Lama Gendyn Rinpocze | Moja siłą napędową są przyjaciele - Wywiad z Lamą Ole | Detong - Lama Ole Nydahl | Dwie prawdy - Hannah Nydahl | Jesteśmy nagą świadomością - Lama Ole Nydahl | Cytat - Kalu Rinpocze | Bogactwo umysłu, nietrwałość zjawisk - Karola Schneider-Waldner | Dharma i Biznes | Karma - Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety - Peter Gomez | Cytat - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Stupy w Azji wschodniej i południowej - Ewa Preschern | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska | Purba - rozetrzyj wrogów w pył - Mira Starobrzańska | Karmapa w Rosji | Spotkanie XVII Karmapy Taje Dordże z przedstawicielami polskich ośrodków | Karmapa w Gdańsku - List XVI Karmapay o ośrodku w Gdańsku | Francuski łącznik, czyli z Karmapą w Montchardon - Hubert Bramowicz | Dziekuję Wam za to, co robicie - Mira Boboli | Czy buddyzm tybetański może coś dać zachodowi? - Na podstawie: Dharma Dhrishti Journal | Projekt Gompa Praha - Nastia Holečko | Ropki - gdy odosobnienia stają się dla nas twórczym nałogiem... | Łódż - Bez rewolucji, po prostu zgodna przeprowadzka | Malborskie chcieć to móc | Bielsko Biała - czy Reksio ma naturę buddy? |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: