DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Karma - Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Karma - Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety

Peter Gomez
_________

Wykład wygłoszony we Wrocławiu w 2008 roku.

Dziś będziemy mówić o karmie. Można o niej mówić w szerszym, buddyjskim kontekście, ale również w kontekście naszego sposobu postrzegania. Ponieważ pogląd, który utrzymujemy w Diamentowej Drodze jest bardzo wyjątkowy, spojrzenie na karmę z tego punktu widzenia może być ciekawe.


Jest wiele różnych szkół buddyjskich. Od mnichów na Sri Lance, w Tajlandii czy Birmie, po tradycje buddyjskie w Japonii, w Chinach, czy w Wietnamie. Plus oczywiście buddyzm tybetański. Jeśli nie mamy kontaktu z buddyzmem, informacje o nim czerpiemy zazwyczaj z telewizji i gazet. Widzimy mnichów i mniszki ubranych w szaty w takim samym kolorze, z niewielką ilością włosów na głowie. To zwykle kojarzy się ludziom z buddyzmem. Jednak nikt z nas się tak nie ubiera. Niektórzy rzeczywiście mają mało włosów, ale to z innych powodów. Nie jesteśmy mnichami. W tradycyjnie buddyjskich krajach, jak Tybet, tak naprawdę więcej jest ludzi świeckich niż mnichów i mniszek. W Tybecie nie było szkół ani uniwersytetów, takich jak na Zachodzie. Dlatego klasztory pełniły tam również funkcję społeczną. Jeśli ktoś chciał nauczyć się czytać i pisać, oraz uzyskać podstawową edukację, musiał się udać do klasztoru. U nas tak nie jest. Kiedy przyjrzymy się jak buddyzm jest prezentowany na Zachodzie, widać, ile wysiłku włożono w rzeczywiste zrozumienie esencji nauk i przeniesienie ich tutaj, a nie tylko skopiowanie pewnej kultury czy sposobu życia. Tak jak buddyzm około tysiąca lat temu został przeniesiony z Indii do Tybetu, tak teraz pojawił się na Zachodzie. Stało się to dzięki wspaniałym mistrzom, którzy naprawdę zrozumieli esencję nauk i potrafili je zaprezentować w innej kulturze.

Ludzi najbardziej inspiruje to, że naprawdę rozumiemy to, co robimy.

To pokazuje, dlaczego tak ważni są urzeczywistnieni nauczyciele i mistrzowie. Warto naprawdę zauważyć i docenić wielki wysiłek, który Lama Ole i Hannah w to włożyli. Esencja nauk zawsze jest ta sama. Tego samego nauczał Budda 2500 lat temu. Budda urodził się jako zwykły człowiek. Zadawał sobie prawdopodobnie takie same pytania jak my. W pewnym momencie został skonfrontowany z realiami życia, ze starością, chorobą, śmiercią i utratą. Dla nas to naturalna część życia, ale jego to zastanowiło. Przecież, skoro wszyscy kiedyś umrzemy, to może warto się zastanowić, co tak naprawdę tutaj robimy? Wszyscy chcemy czegoś przyjemnego, a rzeczy nieprzyjemnych wolimy unikać. Szukamy szczęścia. Zanim Budda stał się Buddą, kiedy był jeszcze księciem, przyglądał się swoim przyjaciołom i zauważył, że naprawdę wszyscy poszukują szczęścia. Jednak niezależnie od tego, gdzie go szukali, zawsze czekał ich zawód. Jeśli szukamy wartości w rzeczach materialnych, z pewnością w końcu zrozumiemy, że ich tam nie ma. Dlaczego? Ponieważ wszystko, co jest złożone, rozpadnie się. Nawet gdy uda nam się zarobić dużo pieniędzy albo kupić lepszy samochód, natychmiast będziemy chcieli więcej, albo zaczniemy się bać utraty tego, co już mamy. A przecież te rzeczy kiedyś i tak na pewno znikną, ponieważ są nietrwałe. My jednak – chociaż to rozumiemy – i tak przez całe życie walczymy o dobra materialne. Takie są nasze nawyki. Jeśli popatrzymy na nasz świat wewnętrzny – nadzieje, uczucia i myśli – przekonamy się, że one również nie są trwałe. Nieustannie się zmieniają. Coś pojawia się w umyśle, rozgrywa się, zostaje przez umysł rozpoznane i potem znów się w tym umyśle rozpuszcza. Uczucie lub myśl wydają się prawdziwe tylko wtedy, gdy znajdują się bezpośrednio przed nami.

Spróbujmy zbadać, czym tak naprawdę jest nasza osobowość.

Przypomnijmy sobie, jakie wartości ceniliśmy pięć lat temu. Wtedy wydawały nam się takie prawdziwe, a teraz? Prawdopodobnie dużo się zmieniło. Może więc prawdziwe jest to, co myślimy teraz? Już naprawdę? Niestety, prawdopodobnie za parę miesięcy, rok, czy dwa, wszystko to znowu się zmieni. Nasze uczucia i myśli zmieniają się w każdej chwili. Reagujemy na nie, bo myślimy, że są prawdziwe. Kiedy pojawia się jakieś wrażenie w umyśle, natychmiast przepuszczamy je przez nasz egoistyczny punkt widzenia. Myślimy: lubię to, nie lubię tamtego. To powoduje, że mogą się uruchomić przeszkadzające emocje, wszystkie te nasze nadzieje i obawy. Spróbujmy zrobić bardzo prostą medytację. Skupmy się na oddechu, poczujmy jak powietrze wchodzi przez nos, opada na pozim czterech palców poniżej pępka i ponownie wychodzi. To bardzo proste. Liczymy każdy kolejny wdech i wydech. Warunkiem jest, żebyśmy byli przez cały czas skoncentrowani – kiedy zauważamy, że zaczęliśmy myśleć o czymś innym, liczymy od początku. Zdziwicie się jak trudno jest doliczyć do pięciu. Doliczenie do dziesięciu jest prawie niemożliwe. A to ćwiczenie jest naprawdę bardzo proste. W czym tkwi problem? Nasz umysł jest w ciągłym ruchu. Jak jojo czy rollercoaster. Wciąż próbuje się z czymś utożsamić, coś znaleźć. Znamy bardzo dobrze te ciągi skojarzeń; gdy podczas medytacji zaboli nas kolano, myślimy sobie: „O, ból w kolanie”, a potem natychmiast: „U mnie w pracy, tę panią bolało w krzyżu”, a potem: „W pracy zapomniałem coś zrobić, muszę to zrobić”, następnie: „Jutro mam wizytę u dentysty...” „Pasta do zębów mi się skończyła...” Nie jest to coś, co rozwija się powoli – wydarza się w ciągu dwóch sekund. Siedzimy w medytacji, staramy się uspokoić umysł i nagle w ciągu dwóch sekund myślimy już o liście zakupów na jutro.

Dlaczego się tak dzieje? Dlatego, że od zawsze mamy tendencję do utożsamiania się ze zjawiskami. Z powodu naszego dualistycznego poglądu, naszej podstawowej niewiedzy, kiedy to rozdzielamy podmiot, przedmiot i działanie. Wydaje nam się, że nasze życzenie szczęścia jest ważniejsze i prawdziwsze od życzenia szczęścia innych. A przecież, myśląc logicznie, jeżeli dwie, trzy lub więcej osób może być szczęśliwych, musi to być ważniejsze niż szczęście tylko jednej osoby. A jednak tak nie myślimy. Od niemającego początku czasu nasz pogląd jest dualistyczny. A to, co uważamy za naszą osobowość, jest tylko zakamuflowanym rezultatem wszystkich wrażeń, które mamy w umyśle. Ponieważ uważamy przeszkadzające uczucia za prawdziwe i ponieważ każde wrażenie, którego doświadczamy w umyśle, filtrujemy przez egoistyczny punkt widzenia, wydaje nam się, że musimy reagować. A mając sztywne poglądy nigdy nie zadziałamy z poziomu wolności. Będziemy osobą skrępowaną, kompletnie zaślepioną i pomieszaną.

Nieustannie szukamy wyjścia z tego pomieszania, ale ponieważ nie potrafimy zobaczyć, co tak naprawdę znajduje się tuż przed naszym nosem, nasze pole manewru jest niewielkie i kręcimy się w kółko. To jest nasz problem. Szukając szczęścia przyjmujemy schronienie w tym, co przemijające. Przeszkadzające uczucia i sztywne poglądy nieustannie się zmieniają, dlatego nie można na nich polegać. Czym jest oświecenie? Kiedy zaczynamy praktykować buddyzm, słyszymy zazwyczaj gotową formułkę: „Praktykujemy, żeby osiągnąć oświecenie dla pożytku wszystkich istot.” I kiedy rodzina, lub przyjaciele, niebuddyści, pytają nas czym się zajmujemy w buddyzmie, odpowiadamy im, że „praktykujemy, żeby osiągnąć oświecenie dla pożytku wszystkich istot”. A ponieważ nasi przyjaciele są zwykle mądrzejsi od nas, pytają dalej: „Ale co to jest to oświecenie?”. Zaczynamy się wtedy zastanawiać. „Oświecenie? To coś tak wyjątkowego, że nie da się tego wyjaśnić słowami.” Mówiąc to, wyglądamy bardzo mądrze, więc przyjaciele odpowiadają: „To bardzo inteligentne... wykorzystujesz cały swój wolny czas na osiągnięcie czegoś, czego nie potrafisz wyjaśnić?”.

Oczywiście tak nie jest. To prawda, że o oświeceniu można coś powiedzieć dopiero wtedy, gdy się je urzeczywistni. Posłuchajmy, co mówią o tym nasi wielcy nauczyciele. Czasami używają przykładu szklanki z mętną wodą. Dopóki będziemy nią poruszać, woda będzie brudna i nieprzejrzysta. Ale gdy ją w spokoju, cały brud opadnie na dno i woda zrobi się w pełni przeźroczysta. Tak samo można uspokoić umysł i zacząć obserwować, co się w nim tak naprawdę wydarza. Zamiast wpadać w ciągi myślowe, o których mówiliśmy wcześniej, umysł nabiera przejrzystości. Każda pojawiająca się myśl lub emocja zostaje przezeń rozpoznana. Gdy rozumiemy już, że nie jesteśmy tą myślą czy emocją, zaczynamy mieć do nich dystans. Jeżeli potrafimy spocząć w takim rozluźnionym stanie, to nie tylko będziemy zauważać myśli w momencie ich pojawiania się, ale zaczniemy też rozumieć skąd przychodzą. Możemy zacząć rozumieć naturę wszystkich wydarzających się w umyśle zjawisk. A potem – zrozumieć naturę umysłu. I to jest wspaniałe, ponieważ wtedy przekonamy się, że nie jesteśmy uczuciami, myślami ani ciałem. Jeśli naprawdę to zrozumiemy, wszystko się zmieni.

Przestaniemy być niewolnikiem, który pod wpływem myśli musi coś robić, a zaczniemy być jak król, władca, który może decydować o swoich działaniach. Kiedy jakaś myśl pojawia się w umyśle, rozgrywa i zostaje przez nas rozpoznana, wtedy – jeśli nie zostaniemy przez nią pochwyceni – możemy zdecydować czy jest dla nas użyteczna. Jeśli nie jest, możemy stwierdzić: „A to ciekawe, poproszę o następną”. W ten sposób pozwalamy jej po prostu przeminąć. Natomiast, gdy myśl jest pożyteczna, bo dzięki niej możemy na przykład pomóc innym, wkładamy w nią energię. Jest to możliwe, gdy zrozumiemy, że nasza osobowość, ego, jest wyłącznie produktem umysłu. Rezultatem tego, co myśleliśmy i mówiliśmy, oraz odciskami wrażeń, które zbieraliśmy w umyśle od niemającego początku czasu. Kiedy zrozumiemy, że nie jesteśmy ego, czyli zmieniającymi się myślami, będziemy mogli zacząć doświadczać, czym naprawdę jesteśmy. A jesteśmy umysłem. Wtedy, zamiast koncentrować się na obrazach pojawiających się w zwierciadle zrozumiemy, że są one tylko projekcją, odbiciem. I żadna myśl nie będzie tak ciekawa jak potencjał, jak to, że wogóle mogą się one pojawiać. Za każdym razem kiedy wydaje nam się, że dotarliśmy do granic tego, co nasz umysł potrafi intelektualnie objąć, wydarza się coś, co całkowicie rozbija nasze koncepcje. Na przykład coś nam się przyśni, zobaczymy piękny obraz albo usłyszymy jakąś muzykę – i to pokaże nam zupełnie nowe aspekty zrozumienia rzeczy. Każda próba ograniczenia umysłu okazuje się tylko kolejnym mentalnym wytworem naszego ego.

Naszym celem jest pozbycie się wszystkich sztywnych poglądów, a także podniesienie zasłony przeszkadzających emocji. Przekształcenie ich w mądrości, które są ich prawdziwą naturą – po to, żebyśmy mogli w pełni doświadczać własnego potencjału. Kiedyś ktoś zadał Lamie Ole ciekawe pytanie: „Jaka jest różnica pomiędzy twoim umysłem, a naszymi? Czy masz szczególny pogląd, jakiś specjalny sposób analizowania rzeczy, jakieś wyjątkowe myśli?”. Lama odpowiedział: „Jedyna różnica polega na tym, że mam mniej myśli.” My też próbujemy to zrobić. Nie chodzi o to, żeby nasz umysł zaczął przypominać białą ścianę, ale o to, żebyśmy przestali uważać przeszkadzające uczucia i sztywne poglądy za prawdziwe. Musimy zrozumieć, że jesteśmy doskonali, ponieważ niczego nie możemy stracić. Jesteśmy świadomością, która nie urodziła się ani nie umrze, której nie można zranić ani zniszczyć, która istnieje nawet w nocy kiedy śpimy i będzie istnieć również, gdy umrze nasze ciało. Nie możemy jej utracić – to jest nasz pełny potencjał. Tym właśnie jesteśmy. Cała reszta to tylko nasze koncepcje. Za pomocą koncepcji wycinamy z tego doskonałego potencjału jakiś fragment i nazywamy go rzeczywistością. Im szybciej uda nam się to zmienić i podnieść zasłonę przeszkadzających emocji, tym szybciej przestaniemy cierpieć. Potem stopniowo będziemy rozpuszczać kolejne sztywne poglądy. Jeśli będziemy dobrze medytować, nauczymy się doświadczać tego coraz dłużej, aż w końcu zobaczymy, że jest to nasza esencja.

Są w życiu takie sytuacje, kiedy zupełnie zapominamy o sztywnych koncepcjach i przeszkadzających emocjach. Na przykład, gdy kochamy się z partnerem nie ma miejsca na wyrafinowane konstrukcje myślowe. Pozwalamy zjawiskom się wydarzać. Podobnie jest podczas uprawiania sportów ekstremalnych. Mówi się, że kiedy już doświadczymy prawdziwej natury umysłu, pozbędziemy się całego strachu. Ponieważ nie ma niczego, co można by utracić. Takiej nieustraszoności doświadcza się z wielką radością.

Urzeczywistnionego potencjału umysłu doświadczamy poprzez nieustraszoność, spontaniczną radość i aktywne współczucie.

Trwałe szczęście nie zależy od niczego ani od nikogo. Jest samo w sobie doskonałe. Taki jest nasz umysł. Tego właśnie doświadczył Budda. I każdy z nas może to rozpoznać. Taka jest nasza prawdziwa natura. A nie dostrzegamy tego wyłącznie z powodu pomieszania. Nic nie jest ważniejsze od gotowości stawiania kolejnych kroków w kierunku wyzwolenia i oświecenia. [Słychać mecz zza ściany, co wzbudza na sali żywą reakcję]. Już choćby na tym przykładzie łatwo zauważyć jak niewiele trzeba, żeby umysł się rozproszył. Chociaż przyszliśmy tu dowiedzieć się czegoś o umyśle i wspólnie pomedytować, jeden mały odgłos rozbawionych sąsiadów spowodował rozproszenie. O tym właśnie mówiliśmy na początku. Nawet najdrobnejsza nowa informacja natychmiast zostaje przepuszczona przez cały ciąg skojarzeń.

Bardzo trudno jest sprawić, żeby ciało, mowa i umysł były wspólnie obecne w jednym miejscu; żeby się znalazły razem w tym samym czasie. Można to zauważyć, kiedy podczas prowadzenia samochodu rozmawiamy siedzącym obok pasażerem, zastanawiając się jednocześnie nad tym, co ugotować na obiad. Wyobraźmy sobie, że potrafimy sprawić, żeby te trzy główne energie w nas – ciało, mowa i umysł – współdziałały z pełną przytomnością. Wtedy każde nasze działanie byłoby bardzo staranne i precyzyjne. A gdybyśmy jeszcze równocześnie rozumieli pustkę i naprawdę rozumieli współczucie, bylibyśmy zdolni w każdej chwili działać jak bodhisattwa. Współczucie włącza każdą istotę do wszystkiego co myślimy, mówimy i robimy. Oznacza to nie tylko tych, którzy siedzą tuż obok, ale naprawdę wszystkich. Współczucie, o którym mówimy, to nie litość. Jest ono jak miłość matki, która zawsze chce dla swoich dzieci tego, co najlepsze.

Mądrość polega na myśleniu nie tylko o dniu jutrzejszym, lecz o pożytku na przyszłych dziesięć czy dwadzieścia lat. Polega na zrozumieniu, że prawdziwa pomoc to uczenie innych jak mogą pomóc sami sobie. A jak mogą sami sobie pomóc? Ucząc się doświadczać szczęścia niezależnego od nikogo i od niczego. Na tym polega dharma. To umiejętność widzenia natury rzeczy. W każdej chwili. Jeśli to nam się uda, będziemy mogli działać z pełną wolnością. Podstawą tego jest zrozumienie nietrwałości.

Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety.

Widzimy nietrwałość, która istnieje w samsarze i zaczynamy się zastanawiać, co możemy z nią zrobić. Możemy tu użyć nauk o karmie, czyli o przyczynie i skutku. Każda nasza myśl, słowo i działanie ma swoje konsekwencje. Wynikają dwie podstawowe rzeczy. Po pierwsze, buddyzm zaczyna się od wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Kiedy przestaniemy obwiniać rodziców, partnera, czy rząd za naszą sytuację. Doświadczamy teraz wyłącznie rezultatów własnych wcześniejszych działań. A to, co jeszcze się nie wydarzyło, można zmienić – zależy to od naszego podejścia i motywacji. Czyli od sposobu myślenia. Może nam się czasem wydawać, że to dziecinne. Przecież samo myślenie i dobre życzenia nikomu w niczym nie pomogą. Jednak wszystko, co robimy, mówimy i myślimy ma konsekwencje. Gdy wytwarzamy w umyśle jakieś nastawienie, to potem zgodnie z nim mówimy, a następnie zaczynamy tak działać. Żeby karma mogła w pełni się zamanifestować, niezbędne są cztery warunki. Po pierwsze, musimy być świadomi sytuacji; po drugie, musimy chcieć coś uczynić; po trzecie, musimy to zrobić albo spowodować, żeby ktoś to zrobił i po czwarte – musimy być potem zadowoleni z efektu. Jeśli spotkają się te cztery elementy, wrażenie w umyśle będzie najsilniejsze. Jeżeli któregoś z tych punktów brakuje, efekt karmiczny się pojawi, ale wrażenie w umyśle jest słabsze. Odnosi się to zarówno do tego co chcemy robić, jak i do rzeczy, których robić nie chcemy.

Na początku każdej medytacji są cztery podstawowe rozmyślania. Najpierw staramy się być w pełni świadomi naszej sytuacji, cennej sposobności jaką mamy. Potem myślimy, że naprawdę chcemy coś z tym zrobić, ponieważ nie wiemy ile czasu nam zostało. Następnie rozważamy przyczynę i skutek, uzmysławiamy sobie, że doświadczamy rezultatów własnych działań. Na koniec zastanawiamy się nad celem naszego działania. Robimy to, bo chcemy osiągnąć najwyższy stan umysłu, oświecenie. Na początku medytacji uświadamiamy więc sobie dokładnie co zamierzamy zrobić, żeby mieć z niej jak największy pożytek.

Solidna podstawa do pracy z karmą wymaga pełni świadomości. Powinniśmy też widzieć przejrzyście własną motywację.

Warto każdego dnia zadać sobie pytanie: po co zajmuję się tym, czym się zajmuję? Dla osobistej korzyści? Czy raczej chcę być dobry i zrobić coś dla innych? Przejrzystość motywacji daje ogromną wolność, dlatego, że posiadając motywację czynienia dobrych rzeczy i robiąc je nie możemy w żadnym razie uczynić niczego naprawdę złego. Nawet gdy pojawi się negatywny rezultat, który spowoduje cierpienie i pomieszanie, możemy sobie powiedzieć: „Nie tego chciałem”. Wtedy możemy aktywnie to zmienić, naprawić, a jeśli to okaże się niemożliwe, to przynajmniej nauczymy się czegoś z całego zdarzenia, a także postaramy się nie powtórzyć już błędu. Zrozumienie, że popełnianie błędów jest bardzo ludzkie, da nam wielką wolność – zwłaszcza, jeżeli motywuje nas chęć czynienia dobra.

Zrozumienie przyczyny i skutku oraz czterech warunków składających się na moc karmicznych wrażeń, pomoże nam naprawdę dużo zmienić. Wszystko zależy od naszej świadomości, od wyrażanych życzeń, od naszego działania, a także postawy po fakcie. Dzięki tej wiedzy zyskamy większy wpływ na przebieg swego życia. Widząc wyraźniej tendencje i nawyki w umyśle zaczyniemy być ich świadomi skutecznie z nimi pracować na fundamencie codziennej medytacji. Na przykład – medytujemy już od roku, dzięki czemu zbudowaliśmy solidny fundament. Medytujemy naprawdę codziennie. I nagle, w codziennym życiu – w pracy czy na uczelni – podchodzi do nas kolega i naciska dokładnie te miejsca, które powodują wybuch. Zaczyna się kłótnia. Potem spoglądamy na siebie i myślimy: „No nie, medytuję już od roku i niczego się nie nauczyłem. Wciąż powtarzam stare błędy”. A przecież to jest właśnie moment, w którym możemy zauważyć działanie medytacji. Gdybyśmy nie medytowali, narzekalibyśmy na głupotę kolegi przez resztę dnia czy nawet tygodnia. Dzięki medytacji możemy zdecydować, że tego nie chcemy.

Najważniejsza jest świadomość sytuacji. To bardzo duży krok naprzód. Potem, kiedy nadal medytujemy i po raz kolejny wydarzy się taka sytuacja, to mając już więcej dystansu do własnych emocji i czułych punktów, a także więcej wewnętrznej przestrzeni, zaczniemy je widzieć zanim się zaczną się przejawiać. Zaczniemy być ich świadomi przed faktem. W ten sposób już naprawdę pracujemy z sytuacją. Możemy wtedy zdecydować, że się wycofujemy, możemy jakoś obejść całą sytuację albo właśnie z mocą w nią wejść. Różnica polega na tym, że robimy to z pełną świadomością. Potrafimy zastosować całe swoje doświadczenie, całą mądrość i – miejmy nadzieję – całe nasze współczucie. To da nam rzeczywistą możliwość kierowania własnym życiem. Po takim doświadczeniu nabieramy zaufania do własnych działań.

To nas wyzwala. Cały ten proces zaczyna się od naszej uważności i motywacji. Oznacza to, że zawsze można coś zrobić. W każdej sytuacji. Na poziomie Diamentowej Drogi włączamy do tego współczucie i mądrość. Patrzymy na wszystko z nieosobistego punktu widzenia i naprawdę myślimy o wszystkich istotach. Zaczynamy zupełnie inaczej myśleć o ludziach. Kiedy robią coś złego lub mówią coś głupiego, to nie walczymy z nimi, ale rozumiemy, że czynią tak, bo tak się czują. Gdyby naprawdę rozumieli działanie prawa przyczyny i skutku, nigdy nie zrobiliby niczego złego czy głupiego. Zamiast przeszkadzających emocji możemy tu zastosować współczucie,. Nie powinniśmy utrudniać życia komuś, kto i tak ma już problemy. Nie chodzi o to, żeby nie reagować, ale o to, by działać mądrze i współczująco. Więc jeśli na przykład przychodzi znajomy i jak zwykle zaczyna wygadywać głupstwa, to zamiast powiedzieć mu, że jest głupi, możemy poinformować go, że z powodu jego zachowania poczuliśmy się źle. To całkiem zmienia sytuację; można z nią wtedy pracować. Oczywiście nasze ego będzie cierpieć. Ale tego właśnie chcemy – żeby ego zniknęło.

Rozumiejąc, że nie jesteśmy myślami i uczuciami, możemy zacząć działać z przejrzystym i radosnym umysłem.

Najlepsze rezultaty uzyskamy, kiedy ciało, mowa i umysł będą współdziałać ze sobą w tym samym czasie. Kiedy nauczymy się pracować z przyczyną i skutkiem, nasze życie stanie się łatwiejsze i zyskamy więcej możliwości gromadzenia dobrych wrażeń. A z dobrymi wrażeniami w umyśle znacznie łatwiej jest rozpoznać jego potencjał. Znamy to dobrze z życia. Kiedy czujemy się dobrze, prawdziwa natura naszego umysłu zaczyna samoistnie coraz wyraźniej promieniować. Mając dobre samopoczucie jesteśmy radośniejsi i bardziej współczujący. Naturalne jest wtedy, że dzwonimy do babci zapytać jak się czuje albo do przyjaciół, z którymi dawno nie rozmawialiśmy. Tutaj zdradzę wam pewien sekret. Pewnie połowa z was już go zna; panowie już to wiedzą. Mężczyźni dają kobiecie kwiaty zawsze wtedy, gdy czują się dobrze i czują, że ją kochają. Nie dlatego, że coś przeskrobali. Bo jeśli coś przeskrobią, to dają kwiaty i czekoladki.

Budda Siakjamuni miał uczniów o niezwykłych zdolnościach. Gdy tylko go ujrzeli i wysłuchali jego nauk, potrafili bezpośrednio się utożsamić z tym, co widzieli. Wszystkie jego wypowiedzi zgadzały się dokładnie z ich odczuciami, nie umieli tylko wyrazić tego w taki sposób. Dlatego mogli się w pełni otworzyć i postrzegać Buddę jako nauczyciela, a nie proroka czy boga, kogoś zewnętrznego. Wiedzieli, że reprezentuje on wszystko, czym oni również są i tylko włożył pewien wysiłek w to, żeby sobie to uświadomić. Mając takich uczniów, nauczyciel może użyć wszystkich aspektów życia, przekształcając każdy z nich w rozwój.

Cały ten rozwój opiera się na zaufaniu i przyjaźni. W medytacji utożsamiamy się w pełni z oświeceniem poprzez formy buddów lub naszych nauczycieli. Na koniec medytacji utrzymujemy najwyższy pogląd, po to, żebyśmy potrafili przekształcić każdą życiową sytuację w naukę. Każda najdrobniejsza życiowa sprawa może zmienić sposób naszego postrzegania umysłu. Gdy pracujemy takimi metodami, wszystko może się wydarzać naprawdę szybko. Tym sposobem można ponoć osiągnąć oświecienie w ciągu jednego życia. Przykładem może tu być wielki nauczyciel naszej linii, Milarepa. Pewien kolega zapytał Karmapę czy naprawdę uważa, że możemy osiągnąć oświecenie w ciągu jednego życia. Karmapa odpowiedział, że nie. Powiedział, że potrzeba do tego bardzo wiele czasu i wysiłku. Ale można osiągnąć wyzwolenie. To także wymaga dużo pracy, ale jest już w naszym zasięgu. W odniesieniu do 84 tysięcy nauk, których udzielił Budda, nie możemy stwierdzić, że jedne są lepsze, a inne gorsze. Gdyby istniały nauki lepsze i gorsze, Budda udzieliłby tylko tych lepszych – i to właśnie zrobił. Można to widzieć symbolicznie jako górę, gdzie oświecenie znajduje się na jej szczycie. Wszyscy chcą się dostać na szczyt, osiągnąć trwałe szczęście – stan Buddy. Jeśli więc ktoś znajduje się w jednym z miejsc u podnóża góry, Budda udzieli mu nauk, które pomogą tej osobie jak najszybciej wspiąć się na szczyt. Komuś, kto stoi po drugiej stronie góry, Budda pokaże z kolei najszybszą droge z tamtego miejsca. Nauki udzielone osobie z drugiej strony góry nie będą miały zastosowania dla nas. Co oznacza, że powinniśmy używać tych nauk, które służą właśnie nam. Kiedy znajdziemy się już na szczycie, wszystkie te drogi staną się dla nas w pełni zrozumiałe. Chcemy tego samego, czego pragnął Budda – uczynić wszystko co możliwe, żeby wszyscy mogli jak najszybciej uświadomić sobie własny potencjał. Chcemy przekształcić przeszkadzające emocje w mądrość, żeby już dłużej nie zaciemniały naszych umysłów. Chcemy rozbić sztywne poglądy. Doświadczać tylko spontanicznego, pełnego radości szczęścia, które nie zależy od nikogo i niczego. Tego wszyscy szukamy.

Tuż przed śmiercią Budda udzielił nauk, które najpełniej pokazują jego motywację. Według większości źródeł osiągnął on oświecenie w trzydziestym piątym roku życia, a zmarł w wieku lat osiemdziesięciu. Czyli nauczał przez 45 lat jako w pełni oświecony. Przed samą śmiercią powiedział, że teraz może umrzeć szczęśliwy ponieważ przekazał już wszystko, co może przynieść szczęście i pożytek istotom. Nie zatrzymał żadnej nauki w zamkniętej dłoni. Powiedział również, żeby nie wierzyć w żadne jego słowo tylko z tego powodu, że wypowiedział je właśnie Budda. Powinniśmy być sami dla siebie światłem przewodnim. Widać tu wyraźnie, że Budda pragnął ludzkiego szczęścia. Jeżeli ktoś uważa, że dla niego lepsza jest inna droga, powinien nią właśnie podążyć. Kiedy szukając szczęścia przyglądamy się naukom, powinniśmy posługiwać się zdrowym rozsądkiem. Wiedzieć, co będzie odpowiednie, a co nie. Dla każdego z nas jest to indywidualna sprawa. I jeśli ktoś twierdzi, że istnieje coś ważniejszego niż szczęście istot, to naprawdę powinniśmy się temu dobrze przyjrzeć. Według mnie nic ważniejszego nie istnieje – zakładając, że chcemy objąć tym szczęściem wszystkie istoty.

Opracowanie: Beata Kozikowska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | O głębokiej wolności - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nic nie dzieje się bez przyczyny - Mipam Rinpocze | O prawdziwym szczęściu - Lama Gendyn Rinpocze | Moja siłą napędową są przyjaciele - Wywiad z Lamą Ole | Detong - Lama Ole Nydahl | Dwie prawdy - Hannah Nydahl | Jesteśmy nagą świadomością - Lama Ole Nydahl | Cytat - Kalu Rinpocze | Bogactwo umysłu, nietrwałość zjawisk - Karola Schneider-Waldner | Dharma i Biznes | Karma - Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety - Peter Gomez | Cytat - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Stupy w Azji wschodniej i południowej - Ewa Preschern | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska | Purba - rozetrzyj wrogów w pył - Mira Starobrzańska | Karmapa w Rosji | Spotkanie XVII Karmapy Taje Dordże z przedstawicielami polskich ośrodków | Karmapa w Gdańsku - List XVI Karmapay o ośrodku w Gdańsku | Francuski łącznik, czyli z Karmapą w Montchardon - Hubert Bramowicz | Dziekuję Wam za to, co robicie - Mira Boboli | Czy buddyzm tybetański może coś dać zachodowi? - Na podstawie: Dharma Dhrishti Journal | Projekt Gompa Praha - Nastia Holečko | Ropki - gdy odosobnienia stają się dla nas twórczym nałogiem... | Łódż - Bez rewolucji, po prostu zgodna przeprowadzka | Malborskie chcieć to móc | Bielsko Biała - czy Reksio ma naturę buddy? |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: