DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Francuski łącznik, czyli z Karmapą w Montchardon

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Francuski łącznik, czyli z Karmapą w Montchardon

Hubert Bramowicz
_________

Czwartek, 20 sierpnia, godzina 11: 00 i nagła wiadomość – jest miejsce w aucie na inicjację Mahakali we Francji, wyjazd dziś o 22: 00, jedziesz? Z Gdańska to nie tak blisko, ponad 1800 kilometrów w jedną stronę! Jednak myśl o spędzeniu weekendu na naukach i inicjacji udzielanych przez Karmapę nie pozostawia miejsca na wątpliwości – jadę! Karma Mingyur Ling w Montchandron we Francji to nasze miejsce docelowe. Mała miejscowość w Alpach Francuskich, na wysokości 800 metrów n.p.m., pomiędzy Grenoble a Valence. Klasztor buddyjski, miejsce prowadzone przez mnichów. Założony w 1976 roku na prośbę XVI Karmapy.


Sobota, wczesny poranek, po noclegu u przyjaciół w Szwajcarii jedziemy do Francji. Po zjeździe z autostrady i minięciu ostatniej miejscowości – Izeron – droga robi się coraz węższa i bardziej kręta, wspinając się coraz wyżej, chwilami skręcając o 180 stopni za wystającą ścianą skalną. Trochę jak droga do Europe Center, trochę jak do Karma Guen, jednak jest jakoś inaczej – spokojniej. Po kilku kilometrach w końcu docieramy na miejsce: witają nas weseli parkingowi i… rząd ośmiu tradycyjnych stup z przepięknym widokiem na okolicę. No dobrze – czas na rozpoznanie terenu. Montchardon to kompleks kilku budynków: główny z nich to klasztor z gompą, biblioteką i miejscami mieszkalnymi dla mnichów. Poza tym kuchnia, stołówka, sklepik, mini hotel, magazyny i oczywiście domki odosobnieniowe. Za domkami znaleźliśmy budynek w budowie – prawdopodobnie nowe miejsce dla wspólnych odosobnień. Poza już odnalezionymi przez nas stupami, znajdujemy jeszcze jedną, największą stupę, do której można wchodzić do środka i kręcić tradycyjnym, olbrzymim młynkiem modlitewnym z namalowanymi Tarami. Wszystko znajduje się na różnych poziomach, więc co chwilę wchodzimy pod górkę lub schodzimy. Po wielu latach infrastruktura jest jednak świetnie przygotowana i niczego nie brakuje. Teraz czas się zarejestrować i jakie miłe zaskoczenie: na stoliczku z informacjami leżą ulotki z zaproszeniem na wykład Lamy Ole w Paryżu! Znaczy się – nasi już tu są. Co chwila wypatrujemy znajomych zapominając, że tym razem jednak większości z obecnych nie znamy. Po jakimś czasie nie dziwi już ani Hindus w turbanie, ani sędziwy staruszek z siwą brodą do pasa, ani mnisi o azjatyckich rysach twarzy. Wszyscy są bardzo uprzejmi, sympatyczni i uduchowieni. Tylko czasem brakuje nam wśród przybyłych tej spontanicznej radości i okrzyków z okazji spotkania…

Idziemy na wykład – XVII Karmapa będzie udzielał nauk w oparciu o tekst Thogme Sangpo „37 praktyk bodhisattwy”. Znajdujemy tymczasowo zbudowany, prostokątny namiot, przed którym gromadzą się grupki ludzi. Zaraz, zaraz, ale gdzie jest główny namiot? To ten? Na oko może pomieścić maksymalnie 400-450 osób. No tak – przecież tyle tylko tu przyjechało... Nareszcie nadchodzi Karmapa – z dźwiękami tradycyjnych trąb tybetańskich, witany potrójnymi pokłonami i modlitwą śpiewaną przez prawie całą salę po tybetańsku. Najbliżej Karmapy, po prawej stronie tronu siedzą mnisi i mniszki wraz z europejskim tulku, który pozostał świecki i siedział ze swoją dziewczyną. Po lewej stronie siedzą pozostali rezydenci i organizatorzy. W końcu głos Karmapy i jego bezpośredni styl: „Bonjour! Czy dobrze spaliście? Dziękuję za to, że przybyliście z różnych, nawet odległych stron”.

Uff! Czujemy się już jak u siebie. Po naukach jest czas na indywidualną praktykę więc kierujemy się do gompy. Jest to gompa w stylu „old school”: wielki ołtarz z dużym posągiem Buddy i z tysiącem mniejszych form, zgromadzony cały Kandziur i ponad czterdzieści tanek różnej wielkości. Wszystko kolorowe, tak jak to znamy z tradycyjnych tybetańskich klasztorów. Podobno jest tu też tanka Kochających Oczu namalowana na szacie XVI Karmapy – nie jest jednak łatwo odgadnąć, która to dokładnie. Zbliża się czas inicjacji. Co jakiś czas dostrzegamy przyjaciół, głównie z Polski, ale jest i cała „nasza” francuska sanga, kilka osób z Niemiec i Szwajcarii. Łącznie zjechało się około pięćdziesięciu kagjupów, uczniów Lamy Ole. Większość prosto z trasy i „tylko” na przekaz mocy Mahakali. Idziemy więc na inicjację. Wchodzimy. Przy wejściu nikt nie rozdaje zdjęć z wizerunkiem formy medytacyjnej, na którą mamy otrzymać inicjację – to także dla nas nowość. Przyzwyczajeni do dwu – trzytysięcznych tłumów na spotkaniach z Karmapą w naszych ośrodkach, czujemy się jakbyśmy co najmniej kilka godzin przed inicjacją zajęli najbliższe miejsca sceny.

Siedzimy piętnaście metrów od Karmapy. Inicjacja – niewątpliwie pełna mocy i znaczenia. Każdy z nas przeżywa ją na swój sposób. Nadchodzi czas zakończenia, czyli błogosławieństwa i wtedy słyszymy ogłoszenie porządkowe: „Najpierw podchodzi sanga, potem serwis, a na końcu reszta”. Czyli co, idziemy na początek? Acha – sanga, czyli mnisi... Nie ma problemu – przy takiej frekwencji blessingi trwają trochę ponad pół godziny. I znowu trąby – znak ze Karmapa wychodzi. W programie jest jeszcze jeden dzień nauk, ale 1800 km do domu to ponad dwadzieścia dwie godziny. W szeregach mała konsternacja – jechać już dziś czy zostać o dzień dłużej? W końcu decyzja: pomimo, że większość znajomych twarzy pojechała, my zostajemy! Załatwiamy formalności i zajmujemy miejsca w otwartej specjalnie dla nas sali do spania. Wieczorem, zaopatrzeni w lokalne wino, szukamy miejsca spotkań na pogawędkę i… nie znajdujemy. Cisza, spokój. Wydaje się, że wszyscy już śpią. Jest 22: 00…

W gompie każdego dnia o 6: 45 odbywają się poranne pudże: tysiąc mantr Kochających Oczu czy Buddy Długiego Życia. Z pełnym „wyposażeniem”: trąby, bębny, dzwonki i wszystko w obcym języku – nie, nie po francusku – po tybetańsku. Dziś także jest pudża oraz kolejne dwie sesje nauk. Udaje nam się usiąść w pierwszym rzędzie! Na sali jest niewiele ponad dwieście osób. Karmapa tryska humorem i co chwilę sobie żartuje: z mnichów, tłumacza, zadających pytania. Słowem: jest taki jak zwykle. Na koniec dostajemy jeszcze indywidualne błogosławieństwa; niespodziewanie Karmapa udziela ich na stojąco. Jest naprawdę kameralnie. Przy dźwiękach trąb widzimy go w tym dniu po raz ostatni. No dobrze, czas już się zbierać. Żegnamy się z nowymi przyjaciółmi. Niektórych już rozpoznajemy i gdzieś tam w głębi spojrzenia dostrzegamy tę dobrze nam znaną, spontaniczną iskrę radości. Jeszcze kilka rund wewnątrz dużej stupy i naokoło małych. Szybka wizyta w otwartym domku odosobnieniowym i w drogę!

I co o tym wszystkim myśleć? Karmapa zawsze jest pełen mocy, niezależnie od miejsca i czasu. A w nas jeszcze bardziej wzrosła wdzięczność dla Lamy Ole – za to, że mamy buddyzm w zachodnim stylu, taki w którym dobrze się czujemy. Jak u siebie.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | O głębokiej wolności - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nic nie dzieje się bez przyczyny - Mipam Rinpocze | O prawdziwym szczęściu - Lama Gendyn Rinpocze | Moja siłą napędową są przyjaciele - Wywiad z Lamą Ole | Detong - Lama Ole Nydahl | Dwie prawdy - Hannah Nydahl | Jesteśmy nagą świadomością - Lama Ole Nydahl | Cytat - Kalu Rinpocze | Bogactwo umysłu, nietrwałość zjawisk - Karola Schneider-Waldner | Dharma i Biznes | Karma - Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety - Peter Gomez | Cytat - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Stupy w Azji wschodniej i południowej - Ewa Preschern | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska | Purba - rozetrzyj wrogów w pył - Mira Starobrzańska | Karmapa w Rosji | Spotkanie XVII Karmapy Taje Dordże z przedstawicielami polskich ośrodków | Karmapa w Gdańsku - List XVI Karmapay o ośrodku w Gdańsku | Francuski łącznik, czyli z Karmapą w Montchardon - Hubert Bramowicz | Dziekuję Wam za to, co robicie - Mira Boboli | Czy buddyzm tybetański może coś dać zachodowi? - Na podstawie: Dharma Dhrishti Journal | Projekt Gompa Praha - Nastia Holečko | Ropki - gdy odosobnienia stają się dla nas twórczym nałogiem... | Łódż - Bez rewolucji, po prostu zgodna przeprowadzka | Malborskie chcieć to móc | Bielsko Biała - czy Reksio ma naturę buddy? |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: