DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Dharma i Biznes

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Dharma i Biznes

Wywiad z Pedro Gomezem został przeprowadzony przez Elenę Sánchez, hiszpańską korespondentkę Budismo Hoy.


Pedro Gómez jest doskonałym przykładem na to,że możemy być świetnym biznesmenem i buddystą. Wraz ze swoją rodziną, Pedro założył i bezustannie wspiera ośrodek odosobnieniowy w Karma Guen na południu Hiszpanii, nieopodal Velez-Málaga. W ośrodku tym, znajduje się największa na Zachodzie gompa szkoły Karma Kagyu, zbudowana w tradycyjnym tybetańskim stylu z elementami zachodniej architektury. Poza tym Pedro i jego rodzina byli zaangażowani w wielkie buddyjskie projekty takie jak np. Stupa Oświecenia w Benalmadenie i wiele, wiele innych, których wyliczenie tutaj zajęłoby kilka stron...

Zgadzasz się z zachodnim poglądem mówiącym, że zarabianie pieniędzy nie idzie w parze z życiem duchowym?

Wszystko zależy od motywacji. Jeszcze do niedawna moje życie wypełniały restauracje – posiadałem ich sporo. Kiedy zaczynałem biznes restauracyjny postawiłem sobie za cel zarabianie pieniędzy, aby móc budować ośrodki, w których ludzie mogliby medytować i uczyć się buddyzmu. Chodziło o to, by wykreować taką sytuację, w której ludzie zamiast płacić dużo pieniędzy, mogliby płacić ich jak najmniej. Rozkręcałem więc biznes restauracyjny i winnice, żeby stworzyć Karma Guen. Moja żona i ja zaangażowani byliśmy również w ośrodki w Sankt Petersburgu i w Moskwie. Miałem wtedy dwie restauracje i to, co zarabiałem inwestowałem w jakiś dom albo ziemię, a dochody które się pojawiały przekazywaliśmy lamom, by wspomóc ich projekty. Robię tak od momentu, w którym przyjęliśmy Schronienie. Kiedy mamy pozytywną motywację zarabianie pieniędzy nie jest negatywne. Jeśli celem jest zarabianie pieniędzy, by mieć przyjemne i łatwe życie, to wtedy nie ma to większego sensu. Każdy podawany w restauracji posiłek służył temu, by wzrastało Karma Guen, żeby sprawić przyjemność gościom restauracji i by rozwijać buddyzm na Zachodzie, a nie po to, bym stał się bogaty.

Jak to się dzieje, że masz takie niesamowite wyczucie przyszłości, że potrafisz planować długoterminowo?

Na Zachodzie buddyzm jest w początkowej fazie rozwoju. Kiedy ja przyjąłem Schronienie nie mieliśmy nic, były tylko małe ośrodki w mieszkaniach i wtedy pomyślałem, że muszę kupować ziemię i domy, a nie apartamenty, ponieważ cała nasza aktywność miała się bardzo rozwinąć. Nie mieliśmy też żadnych tłumaczeń nauk Buddy i to była następna rzecz jaką należało zrobić.
Jedyną dużą gompą była ta w Kopenhadze. Cały buddyzm był wtedy na Wschodzie i musieliśmy go przenieść do Europy. Dlatego musieliśmy zakładać biblioteki, przetłumaczyć nauki na nasze języki i budować stupy. Problem polegał na tym, że wówczas nikt w to nie wierzył. Ludzie myśleli: „Ten koleś chyba żartuje”. Było ciężko, bo w tamtym czasach zrobienie czegokolwiek dużo kosztowało, a ja byłem sam. Nie otrzymywałem darowizn, od nikogo nie miałem jakiegokolwiek wsparcia ekonomicznego.

Jakie projekty prowadzisz obecnie?

Największym projektem jest Uniwersytet w Karma Guen (ITAS – przyp. red.) oraz przetłumaczenie całego Kandziuru i Tendziuru. Ale do tego muszę zgromadzić niezbędne środki finansowe. Bez tego będzie to trudne, prawie niemożliwe. Mamy do czynienia z ogromnym projektem. Gdybym miał te pieniądze i tak zajęłoby to trzydzieści lat, by to wszystko sfinalizować. Od dwudziestu już lat walczę o zaplecze finansowe. To projekt tak duży, jak ten, którego dokonał Marpa w Tybecie, tylko że w naszym przypadku chodzi o przetłumaczenie wszystkich nauk Buddy na języki zachodnie. Uniwersytet i tłumaczenia to mój główny projekt, który rozpoczęliśmy wiele lat temu, a który będzie kontynuowany już przez następne pokolenia.

Jak godzisz długie godziny pracy z rodziną i praktyką?

Kiedy zaczynaliśmy nasz pierwszy biznes wychodziłem z domu o 10 rano i wracałem o drugiej w nocy. Spałem bardzo mało, jakieś cztery godziny na dobę... Moja żona Dorrit bardzo mi wtedy pomagała. Pracowała, jednocześnie doglądając dzieci i domu, kiedy ja poświęcałem się interesom. Nasze wzajemne porozumienie jest na bardzo głębokim poziomie. Na polu rodzinnym było nam raczej łatwo. Ostatnio mocno zwolniłem tempo z powodu artretyzmu, ale w tamtych czasach tak właśnie było, bardzo intensywnie... i oczywiście robiłem nyndro. Jednak najważniejsze jest utrzymywanie dharmy w umyśle. Czy podawałem posiłek, czy chodziłem, zawsze powtarzałem mantry i myślałem o Karmapie, o Lamie Ole. Taka była moja motywacja. W ten sposób rozwijasz się tak, jak byś siedział w medytacji.

Jak znosisz temat sławy i te wszystkie pochwały za to, jak wiele zrobiłeś dla buddyzmu?

Nie zwracam na to uwagi. Dlatego też troszkę się wycofałem, ze strachu przed ego. Ego zawsze żywi się takimi rzeczami. Gdybym chciał mógłbym tego użyć, ale zdecydowałem inaczej. Kiedy tylko mogę, wycofuję się. Wyróżnianie się w czymś powoduje zazdrość. Ludzie stają się zazdrośni, dlatego też wolę usunąć się na bok.

Jak omijać błahe sprawy i koncentrować się na tych istotnych?

Po jakimś czasie zaczynasz orientować się jakimi rzeczy są. Na początku kierowałem się powiedzeniem, że nie ma gorszego biznesu niż ten, którego się nie spróbuje... stosowałem tę maksymę również do buddyjskich projektów. Kiedy mówiono mi o jakimś budynku do kupienia pod ośrodek buddyjski zawsze odpowiadałem: „No, zobaczymy”, a później ewentualnie nie kontynuowaliśmy sprawy. Teraz już wiem trochę więcej. Doświadczenie sprawiło, że lepiej poznałem ludzi. Na początku byliśmy strasznymi altruistami i wierzyliśmy wszystkim. Dzisiaj lepiej rozpoznajemy ludzkie intencje. Jednak plany, które wtedy poczyniłem udało mi się zrealizować. Kosztowało mnie dużo czasu i pieniędzy. Dziś jestem ostrożniejszy. Od czasu, kiedy moja żona i ja przyjęliśmy Schronienie, mamy jasno określony cel – zarabiać pieniądze dla dharmy. Każdy krok wykonany w restauracji był poparty tą motywacją. To, co się mówi o zarabianiu pieniędzy – że to nie jest „duchowe”– u mnie wyglądało odwrotnie. Pieniądze stały się narzędziem pomagania innym. Można pomagać dając inicjacje, co oczywiście jest dużo lepsze, ale ja pomagam próbując pozyskać środki finansowe na miejsce, w którym inni będą mogli medytować i zamiast płacić 45 euro, płacą 15, tutaj tak się dzieje. W Karma Guen nikt nigdy nie płacił więcej niż to niezbędne. Pieniądze, które się płaci za pobyt ledwie starczają na te trzy posiłki dziennie. I to jest to, co moja żona i ja chcieliśmy osiągnąć – zarabiać pieniądze, by ludzie mogli medytować i robić odosobnienia. Wiele osób zdało też sobie sprawę z tego, że jest to potrzebne. W Kopenhadze też tak kiedyś było.

Jak łączysz różne kultury w świecie biznesu?

Mając otwartą głowę możesz wiele dokonać. Z powodu mojej edukacji w seminarium na początku byłem zamknięty, jednak później pojechałem do Danii i mogłem zobaczyć odmienne mentalności, różnych ludzi. Chciałem sprawdzić wszystko sam, jestem trochę ja Don Kichot, lubię sam kroczyć swoją drogą. Kiedy pojechaliśmy z Ole i Hannah do Tybetu porozumiewałem się ze wszystkimi za pomocą gestykulacji, tak sam było z Chińczykami czy Hindusami. Nigdy nie miałem problemu z odmiennymi kulturami. Biznes to trudny temat, dlatego że ten, kto może, będzie chciał cię oszukać i dlatego straciłem dużo pieniędzy, po prostu będąc uczciwym. Zawsze wiedziałem, że mogę zostać oszukany i wiem to nadal, czasami się to przydarza. Traktuję to tak, jakbym grał na loterii. Nie robi to na mnie wrażenia. Były takie interesy, w trakcie których wiedziałem, że mogą mnie oszukać i mimo wszystko wchodziłem w nie.

Możesz dać jakąś radę nowym pokoleniom buddystów na Zachodzie?

Mój syn Peter, pomaga mi w pracy – jest w tym dobry, ponieważ to był kierunek jego studiów – jednak to nie jest jego główne zajęcie. Przede wszystkim skupia się on na rozwoju Karma Guen. To jego praca. A co się tyczy przyszłych generacji buddystów, to trzeba pamiętać, że buddyzm dopiero przychodzi na Zachód. Lamowie zajmują się częścią duchową, potrzeba jednak ludzi, którzy zajmą się stroną praktyczną. Trochę niebezpieczna ścieżka, możesz np. zarabiając pieniądze zapomnieć o całym świecie. Dzięki memu otoczeniu zawsze znajduję się wewnątrz strumienia wydarzeń.

Jaką radę dałbyś komuś, kto zajmuje się biznesem i został buddystą?

Najpierw niech trochę pomedytuje bez zbytniego komplikowania sobie życia. Przecież najważniejszy jest ten ostateczny cel. Niech zatem zarabia pieniądze nie krzywdząc przy tym nikogo. Niech zawsze będzie szczery i niech nie tworzy złej karmy. Jeśli się zajmujesz biznesem to pieniądze, które zarabiasz mogą być bardzo pożyteczne – i to dla tysięcy osób. Kiedy zarabiałem sto koron przeznaczałem je na zakup książek, remont jakiegoś domu, składkę w ośrodku w Kopenhadze, by spłacić długi. Wspomagałem też projekty w Afryce Południowej, w Indiach, w Nepalu... Dorrit kupowała naszym synom używane ubrania, naprawdę nie wyrzucaliśmy pieniędzy w błoto. Oczywiście niczego im nie brakowało, ale zarobione pieniądze oszczędzaliśmy na Karma Guen, na Rosję, dla Tengi Rinpocze w Katmandu. W tamtych czasach dawaliśmy lamom wszystko, co mogliśmy. Ta koncepcja mówiąca, że nie da się medytować kiedy pracujsz jest całkowicie błędna. Im więcej pieniędzy zarabiałem, tym lepiej, tym więcej mogliśmy zrobić!

Co jest trudniejsze, życie mnicha, czy życie człowieka świeckiego?

Myślę, że trudniej się rozwijać będąc człowiek świeckim. Mnich w swoim klasztorze jest chroniony, chociaż czasami mnisi przesadzają ze swoimi problemami, jednak ich umysł się otwiera. Jeśli jest się człowiekem świeckim trzeba mieć więcej siły. Ja miałem okazję doświadczyć obu stron, w końcu byłem mnichem – Augustynem. Jako człowieka świeckiego nikt cię nie kontroluje, rozwój tutaj jest bardziej osobisty. Jesteś z tym sam na sam i sam przed sobą odpowiadasz. W klasztorze ciągle wszyscy cię sprawdzają. Jako osoba świecka jesteś ze sobą szczery tylko dlatego, że tego chcesz. Gdy zajmujesz się interesami to musisz być pewien jednej rzeczy: trzeba być niezwykle szczerym. Filarami w tym przypadku są odpowiednia motywacja i szczerość. Lepiej stracić pieniądze niż kogoś oszukać.

Jakie masz plany na przyszłość?

Nie robię niczego, co nie miałoby związku z dharmą. Dharma powinna być obecna w naszym życiu 24 godziny na dobę. Teraz buduję dom dla Olego i dla lamów. Gdybym miał kiedyś problemy finansowe zawsze mogę zastawić mój dom jako zabezpieczenie dla banków. Od samego początku wiedziałem, że powinienem używać go jako zastawu, żeby wybudować gompę (w Karma Guen przyp. tłum). Wybudowanie domu kosztowało wiele pieniędzy, ale dziś służy nam jako hipoteka, by banki chciały pożyczać nam pieniądze. Cały czas płacę jakieś miesięczne raty. Sprzedałem też wszystkie restauracje, przechodzę na emeryturę z powodu choroby. Oficjalnie jestem na emeryturze, ale tak „superoficjalnie” to nie przestałem pracować ani na chwilę. Chcę zrealizować projekt tłumaczeń. Według naszych obliczeń potrzebujemy na to 100 milionów dolarów. To nie jest takie trudne, ale nikt w to nie wierzy. Już dwa razy prawie udało mi się znaleźć te pieniądze, ale najwidoczniej karmicznie jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment.

Opracowanie: Jakub Kornafel

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

 | PODOBNE ARTYKUŁY: