DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Bogactwo umysłu, nietrwałość zjawisk

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Bogactwo umysłu, nietrwałość zjawisk

Karola Schneider-Waldner
_________

Pytania i odpowiedzi, Stupa House, październik 2008


Czasem radość jest jakby na zewnątrz – na przykład podczas imprezy – ale bywa, że pojawia się też głęboko w środku, wtedy jest bardziej trójwymiarowa i pełniejsza. Jak utrzymać to uczucie cały czas?

Myślę, że to dzięki współczuciu bardziej odczuwamy ją w środku. Nie mamy pewności, czy ta radość jest skutkiem karmicznym, czy może jest związana z umysłem. Nie wiemy tego, dopóki nie mamy pełnego wglądu w umysł. W każdym razie na pewno jest czymś mentalnym. To umysł doświadcza radości, więc w istocie zawsze doświadczamy własnego umysłu. Sądzę, że ważniejsze jest, do czego użyjemy tej radości. Ponieważ, jeśli jest ona bardziej na zewnątrz – szybciej wyparowuje. To tak, jakbyśmy rozprzestrzeniali siebie wszędzie wokół. A współczucie podtrzymuje radość, ponieważ jest związane z naszą motywacją. Lama Ole często mówi, że jeśli doświadczamy radości, to dobrze jest użyć tego nadmiaru dla innych. Można to zrobić w każdej sytuacji. Możemy sobie wyobrażać, że nasza radość rozprzestrzenia się jak światło i „odżywia“ wszystkie istoty. Tak naprawdę nie jest ważne czy widzimy piękny krajobraz, czy coś innego budzi nasz zachwyt, bo wszystko możemy wykorzystać. Pamiętam, jak Karmapa przyjechał do EC i przywitano go muzyką klasyczną. Wywołało to w moim umyśle wielką radość. Byłam bardzo wdzięczna, że nasza kultura wytworzyła takie piękno. Niezależnie zatem od tego, czy jest to radość seksualna, czy inna radość zmysłowa, starajmy się nią podzielić. Życzymy sobie, żeby się rozprzestrzeniła i była pożyteczna dla innych. Ważne jest jednak, żeby utrzymać ją też w sobie, ponieważ kiedy jesteśmy radośni, wiemy, że mamy coś do zaoferowania. Dość łatwo można zauważyć, czy dana osoba jest usatysfakcjonowana i czy ma pewien nadmiar, ponieważ ludzie zadowoleni wprost promieniują radością i mogą zrobić więcej dla innych. To taki prezent dla świata.

Czy radość i rozkosz są tym samym?

To zależy od definicji tych wyrazów. Słowo „rozkosz” brzmi bardziej ekstatycznie, ale też wiąże się z większą ilością oczekiwań. Mamy tendencję do mnożenia zjawisk w umyśle, a medytacja nie jest świeża, kiedy staramy się „wyprodukować” ekstazę. Rozróżniamy uczucia uwarunkowane i nieuwarunkowane. Możemy je różnie nazwać: radość, rozkosz czy zadowolenie, ale liczy się doświadczenie w umyśle. I jeżeli to doświadczenie jest ciągle uwarunkowane, nie jest prawdziwe. A radość zwykle jest uwarunkowana. Tymczasem my szukamy nieuwarunkowanego stanu umysłu, którego doświadczamy głęboko wewnątrz i który jest niezależny od jakichkolwiek zewnętrznych wpływów. Możemy jednak owe zewnętrzne wpływy wykorzystywać. Na przykład pożądanie. Możemy pożądać pięknych rzeczy i doświadczeń, a potem obserwować reakcję umysłu na pojawienie się jakiegoś obiektu i na jego zniknięcie. Prawdziwie jogiczny umysł powinna cechować ta sama radość w momentach przychodzenia i odchodzenia czegoś, więc prawdopodobnie musimy jeszcze trochę potrenować. Wiele lat temu kiedy podróżowałam z Lamą Ole, spotkaliśmy w Niemczech kobietę, która przeżyła dwie wojny światowe. Wszyscy nazywali ją „mamuśką”. Straciła trzech mężów i zawsze, kiedy robiło się naprawdę źle, mówiła sobie: „To jest właśnie to, czego sobie życzyłam”. Lama Ole spotkał ją, kiedy miała już ponad osiemdziesiąt lat; była matką jednego z jego uczniów. Zawsze używa tego przykładu, żeby pokazać, że nawet ludzie nie znający nauk Budy mogą mieć jogiczny umysł. Być może ta kobieta medytowała we wcześniejszym życiu. Nie trzeba być buddystą, żeby być fajnym. Czasami myślimy arogancko, że tylko my tacy jesteśmy. Buddyzm po prostu bardzo przejrzyście i wyraźnie przedstawia swoje nauki, ale sama teoria nie wystarcza, trzeba jeszcze coś zrobić.

Jak opisujemy nieuwarunkowane stany umysłu? Są różne sposoby. Można na przykład opisać sześć sfer egzystencji. Charakteryzuje je sposób doświadczania tych sfer przez zamieszkujące je istoty – ich główne emocje. Są to stany umysłu, których istoty muszą doświadczać, ponieważ zasiały ich nasiona. Czasami dobrze jest zastanowić się, w jakim śnie sami się znajdujemy. Szierab Gjaltsen Rinpocze podczas kursu na Węgrzech dał nam rozszerzony opis tych światów. Jest też taka gra – „gra w karmę” – dostępna również w Polsce. Rzuca się kostkami i chodzi po różnych światach. Grałam w nią raz z przyjaciółmi przez jakieś trzy godziny i przez te trzy godziny nie udało mi się wydostać ze światów piekielnych. To było naprawdę ciemne popołudnie. Czytaliśmy na głos, gdzie jesteśmy, w jakim śnie i czego doświadczamy. Cała się spociłam i mocno odczuwałam ten stan umysłu. Każdy z tych sześciu światów, każda z tych sześciu emocji, silnie wpływa na umysł. Na przykład ludzie dumni często uważają, że mają powód do dumy. Są bogaci, piękni, sławni albo inteligentni. Duma sprawia, że wszystkie te osiągnięcia wydają im się prawdziwe i trwałe, skłaniając ich do zamknięcia się w wieży z kości słoniowej. Ten stan umysłu jest jednak nietrwały.

Następna jest zazdrość. Z jej powodu zawsze o coś walczymy, sądząc, że mamy do tego czegoś prawo. Możemy być bardzo inteligentni i bystrzy, ale i tak nie potrafimy zaznać spokoju. Zazdrość może powstać z niczego i podobnie jak inne negatywne stany umysłu nie kończy się sama z siebie. Jeżeli sami świadomie nie zdecydujemy, że już nie chcemy jej przeżywać, sama nie zniknie. Kolejną emocją jest przywiązanie, czyli pożądanie lub namiętność – mamy różne słowa opisujące intensywność tego uczucia. Kiedyś widziałam portugalski film pod tytułem „Gorzka czekolada”, o dwóch siostrach i jednym mężczyźnie. Miał on poślubić jedną z sióstr, ale kochał drugą. Ta druga siostra i on tak bardzo się pragnęli, że to całkowicie przyćmiło ich świadomość. Dla mnie – autorki książki kucharskiej – jest w tym filmie jedna bardzo ważna scena, a mianowicie ta druga siostra, która nie wychodzi za mąż, gotuje zupę na przyjęcie weselne i bardzo nad nią płacze. Jej wielkie łzy wpadają do garnka i kiedy zupę podają na weselu, wszyscy goście wyciągają chusteczki i szlochają w nie, na chwilę popadają w smutek. Na końcu ci zakochani w końcu są razem. Kochają się w łóżku otoczonym setkami świec i to doświadczenie jest tak silne, że ten facet krzyczy podczas orgazmu, a potem pada i ta kobieta myśli, że umarł. W rozpaczy podpala łóżko i oboje giną w ogniu.

Po filmie wszyscy wychodzą z kina, mówiąc, że też by chcieli przeżyć taką miłość. Nie wiem, czy to przywiązanie, czy głupota. Ludzie często myślą, że takie silne przeżycia miłosne to jest to, czego chcą. Trudno jest więc pracować z pożądaniem. Nie chcemy z niego zrezygnować, bo jest zbyt słodkie. Mówimy sobie: „Jeszcze tylko jedna czekoladka” albo: „Wiem że on jest żonaty, jeszcze tylko jeden pocałunek”. Nie potrafimy się odkleić, bo myślimy, że to jest odcinanie się od radości. Głupota, kolejne uczucie, może nie jest tak dramatyczna, ale równie trudna. Ludzie całymi latami żyją, ale nie chcą się uczyć. Na przykład wieloryby uważane są za bardzo inteligentne zwierzęta. Mają rozwinięty zmysł grupowy i kiedy poluje się na nie, jeden ze stada poświęca swoje życie. Ale czasem, kiedy coś im się „zepsuje” w systemie, wypływają na ląd i nie potrafią zrozumieć, że pomylił im się kierunek. Wtedy myślimy, że są zwierzętami i nie mogą nic zmienić. Podobnie rzecz ma się z ludźmi. Jesteśmy takim zwierzęciem na dwóch nogach, cechuje nas ta sama głupota. Mówi się, że jako ludzie możemy wykroczyć poza nasze instynkty, ale musimy chcieć to zrobić.

Jeżeli chodzi o chciwość, to najczęściej pojawia się – paradoksalnie – u ludzi bogatych. Mają wszystko, ale nie dzielą się tym, a nieumiejętność dzielenia się nie jest zabawna. Najgorszy jest jednak gniew, ponieważ stwarza duży dystans między nami i światem. Gniewni ludzie zawsze sprawdzają czy gdzieś wokół nich nie ma jakichś wrogów, ponieważ podświadomie wiedzą, że na ich wybuchy gniewu ktoś zareaguje.

Wszystkie te uczucia pociągają za sobą odpowiednie stany umysłu, które nazywamy uwarunkowanymi, ponieważ są uwarunkowane przez owe przeszkadzające uczucia. Przeżywamy je głównie na jawie, ale nasz umysł działa przez cały czas – również podczas snu. Potrzebujemy snu, ponieważ wtedy „trawimy” wszystkie wrażenia z minionego dnia, tyle że nie ma wtedy zewnętrznych obiektów, jest to proces całkowicie mentalny, rozgrywa się w głowie. My jednak cały czas myślimy, że to jest realne. Gdybyśmy byli bardziej świadomi, być może zrozumielibyśmy, że to jest sen, bo w rzeczywistości zazwyczaj nie latamy, a we śnie owszem, nie tylko latamy, ale robimy też inne niesamowite rzeczy. Sny często wydają nam się tak prawdziwe, że mieszają się z tym, czego doświadczamy za dnia. Oczywiście świadome śnienie to odrębny temat, ale najczęściej sny to również uwarunkowane stany umysłu. Powstają z nieświadomych życzeń albo z wrażeń, które akurat trawimy. Kiedy ludzie zaczynają interesować się buddyzmem, miewają często sny związane z dharmą. Myślą wtedy, że to szczególny znak bliskiego oświecenia, ale potem te sny znikają albo stają się dużo rzadsze. To jest jednak nieistotne, nie ma powodu, by się do tego przywiązywać.

Na jawie wykorzystujemy wszystkie funkcje świadomości, ponieważ jest ona ściśle związana ze zmysłami. Jesteśmy świadomi tego, co widzimy, słyszymy i czujemy. Ale są też „zmysły umysłowe” – na przykład umiejętność bycia świadomym własnych myśli i uczuć. Właśnie ta świadomość jest aktywna podczas snu. Istnieje też stan umysłu specyficzny dla ludzkiego doświadczania. Jako ludzie mamy wiele pożądania czy też przywiązania. Mówi się nawet, że te emocje są przyczyną odrodzenia się w ludzkiej formie. Nie jest to jednak najsilniejszy powód. Ludzkie ciało jest również efektem tego, że wcześniej używaliśmy ciała w pełen znaczenia sposób. Z tym typowo ludzkim stanem umysłu mamy do czynienia wtedy, gdy pojawia się pożądanie – również seksualne. Seksualność postrzegana w czysty sposób jest swabhawikakają, całkowitym stanem umysłu. Jest oparta na współczuciu, bardzo radosna i pomaga doświadczyć zjawisk takimi, jakimi są. Dlatego mówi się, że zawiera wiele mocy.

Jeżeli przyjrzymy się naszemu życiu, zauważymy, że cokolwiek się dzieje, wszystko jest uwarunkowane. Tymczasem w praktyce chodzi o to, żeby wyjść poza uwarunkowania, zamienić uwarunkowany stan umysłu na stan nieuwarunkowany. Teoretycznie każdy z tych stanów przekształca się w jeden ze stanów buddy. I zanim powiem o tym więcej, chciałabym pokazać różnice między wadżrajaną i mahajaną, czy też między sutrą i tantrą. Pierwsze z tych podejść mówi, że oświecenie jest celem do osiągnięcia. Żeby je osiągnąć, musimy zgromadzić właściwe warunki. To brzmi logicznie i odnosi się do naszego codziennego doświadczenia. Jeśli na przykład chcemy nauczyć się angielskiego, możemy zacząć od słuchania medytacji trzech świateł po angielsku. A jeśli nie rozumiemy z niej zbyt wiele, możemy nauczyć się najpierw trzech słów: „biały”, „czerwony” i „niebieski”, następnie: „cenne ludzkie ciało”, „przyczyna i skutek”, „nietrwałość” i tak dalej. Nauka odbywa się krok po kroku, aż w końcu umiemy mówić po angielsku. Na buddyjskiej ścieżce też poruszamy się powoli – stopniowo budujemy moc i odpowiednie warunki, a z czasem osiągamy cel. Według nauk potrzeba na to kilku eonów, więc nie jest to perspektywa jednego życia. Z kolei podejście tantryczne dowodzi, że jest to możliwe w ciągu jednego życia. Słysząc o tym, myślimy sobie, że to brzmi nieźle i że to idealna droga dla leniwych. Jest to droga o wiele szybsza, a więc – jak sądzimy – dużo lepsza. Na tej drodze przyjmuje się, że cel nie jest gdzieś daleko i na zewnątrz, lecz tu i teraz. Bardzo przejrzyście wyjaśnił mi to Karol Ślęczek, mówiąc: „Na pewno nie osiągniesz oświecenia w przyszłości”. Zastanowiło mnie to, bo przecież codziennie wyrażam życzenia, żeby osiągnąć oświecenie. Już nawet nie wspominam, że dla pożytku wszystkich. A Karol zaprezentował właśnie tantryczny pogląd, ponieważ tantra mówi, że oświecenie może się wydarzyć tylko teraz, nie w przyszłości. Każdy moment doświadczania jest oświeceniem, dlatego każdy stan umysłu jest tak naprawdę stanem oświeconym. Aktywność dzienna jest więc aktywnością buddy. Kiedy budzimy się rano, pomyślmy sobie: „Oto pojawiam się w przestrzeni w tym iluzorycznym ciele jak ryba wyskakująca z wody, łatwo i bez żadnych oczekiwań”. To bardzo dobre ćwiczenie. Bardzo dobrze jest powtórzyć sobie też w momencie przebudzenia obietnicę bodhisattwy. Jeżeli rano mamy za mało czasu na powtórzenie całości albo po prostu jej nie pamiętamy, możemy sobie pomyśleć: „Z nieskończoną wytrwałością i siłą będę dążył do oświecenia dla pożytku wszystkich istot”, albo po prostu: „Ole, idę w twoje ślady. Ty tak ciężko pracujesz dla innych, więc ja przynajmniej wstanę i pomedytuję“. Stan przebudzenia jest związany z nirmanakają – Stanem Wypromieniowania, a sny są związane ze Stanem Radości. Jeżeli poczytacie biografie różnych joginów, to dowiecie się jak niesamowite rzeczy potrafili robić w snach. Jeden z nich, o imieniu Lawapa, przespał dwanaście lat. Wyglądał jak żebrak – był brudny, siedział na ławce i po prostu spał. Trudno uwierzyć w tę historię, bo on nie jadł, nie pił i nie załatwiał potrzeb fizjologicznych przez te dwanaście lat.

We śnie podróżował z jednej czystej krainy do drugiej i otrzymywał nauki od różnych buddów. Kiedy się w końcu obudził, miał niesamowitą wiedzę i był w pełni urzeczywistniony. Takich historii jest więcej. Jogini w snach widywali Tarę albo Mandziuśrego, otrzymywali nauki oraz inicjacje. Dlatego mówi się, że ten stan umysłu związany jest ze Stanem Radości, bo ci buddowie wyrażają Stan Radości. Nie mają ciał fizycznych tak jak my, lecz ciała z energii i światła. Mają swoje pola mocy – swoje czyste krainy. Jeżeli we śnie dostaniemy jakieś nauki, z których można skorzystać, to czemu nie – to zapewnia dobre wrażenia. Oczywiście dopóki we śnie nauczyciel nie powie: „A teraz idź do lodówki i zjedz wszystko, co tam znajdziesz”. Te nauki powinny być zbieżne z naukami Buddy. Jeżeli we śnie powtarzamy mantry, jest to po prostu miłe i oznacza, że dharma jest w nas bardzo głęboko zakorzeniona, jest częścią naszego życia.

Jeśli jednak nie miewacie takich snów, nie martwcie się tym. Brak snów też jest dobry, bo umysł od razu wchodzi w fazę snu głębokiego i nie trzeba przesypiać zbyt wielu godzin. Na przykład XVI Karmapa spał bardzo mało. Głęboki sen jest doświadczeniem dharmakaji – Stanu Prawdy. Jeżeli zrozumiemy, że prawda jest wszędzie i w każdym momencie – jak naucza się w Diamentowej Drodzie –wtedy zrozumiemy też, że oświecenie nie jest gdzieś indziej, tylko wydarza się właśnie tu i teraz. Naszym zadaniem jest pielęgnowanie tej świadomości przy użyciu ciała, mowy i umysłu. Pokazałam tę nieoświeconą perspektywę – uwarunkowany świat; teraz zobaczmy, jak można przechodzić ze stanu uwarunkowanego w nieuwarunkowany. Do każdego etapu tej drogi przypisana jest jakaś metoda. Najpierw zajmujemy się ciałem. Pokłony to bardzo dobra metoda oczyszczenia splamień związanych z ciałem. Nawet po skończeniu pokłonów dobrze jest robić je nadal. Nie tylko dlatego, że dzięki temu na brzuchu nie robią nam się oponki, ale też dlatego, że przepływ energii w ciele jest wtedy swobodny, niezakłócony. Mówi się, że dzięki pokłonom ciało jest bardziej służącym niż szefem. Potrzebujemy wtedy też mniej snu i mamy więcej świeżości. Inną metodą jest ćwiczenie postawy medytacyjnej. Oczywiście jest to tylko jedna z metod i jeżeli nie możemy tak siedzieć, tylko siedzimy na krześle, nie jest to żaden dramat. Siedzimy ze skrzyżowanymi nogami, z prostym kręgosłupem, nie pochylamy się do przodu, do tyłu ani na boki, brodę mamy lekko cofniętą – taka pozycja jest bardzo stabilna. Dłonie możemy położyć na kolanach, tak jak to robił Marpa. Możemy patrzeć prosto przed siebie. Zwłaszcza gdy medytujemy sami, dobrze jest spróbowac medytować z otwartymi oczami. Jeżeli medytujemy w domu i siedzimy przed ołtarzem, możemy poeksperymentować i usiąść bokiem do niego, żeby mieć trochę przestrzeni przed sobą i móc w nią spoglądać, bo siedząc blisko ołtarza z otwartymi oczami, od razu zobaczymy posążki itd. Oczywiście możemy też trzymać ręce w pozycji medytacyjnej i tutaj dobrze jest podłożyć coś sobie pod ręce na udach. Ramiona są luźne, dłonie spoczywają jedna na drugiej. Łokcie automatycznie odsuwają się na boki i to jest bardzo rozluźniona pozycja. Jest też inna możliwość, która trochę przypomina jogę. Kciukami dotykamy podstawy palca serdecznego, zaciskamy lekko pięści, zginamy nadgarstki pod kątem 90 stopni i prostujemy łokcie. To pomaga, kiedy jesteśmy śpiący albo kiedy bolą nas plecy. Pozostajemy w tej pozycji pół minuty albo kilka sekund, potem się relaksujemy i siadamy inaczej.

Marpa mówił, że te nauki o pracy z ciałem są jednymi z cenniejszych jakie przywiózł do Tybetu. Kiedy siedzimy prosto, nasze kanały energetyczne są wyprostowane i energia przepływa przez nie gładko. Ważne jest też to, co mamy na sobie – unikamy zbyt obcisłych spodni, odpinamy pasek, żeby brzuch był swobodny i wtedy oddech jest naturalny. Marpa mówił, że jeżeli siedzimy właśnie tak i do niczego się nie zmuszamy, energie zbierają się pod pępkiem i wchodzą do ośrodka radości. Jeżeli tak siedzimy, to naprawdę nie marzniemy. Kiedyś byłam na miesięcznym odosobnieniu i pod koniec tego czasu skończył mi się opał. Była zima, a ja mieszkałam w małym drewnianym domku w lesie. Kiedy uzmysłowiłam sobie, że zostanę bez opału, podzieliłam sobie to, co zostało, żeby starczyło mi do końca miesiąca.

Mogłam dzięki temu ogrzać chatkę najwyżej do 11-12 stopni. Wtedy przypomniałam sobie tę naukę o prawidłowej postawie i w ogóle nie marzłam. Zresztą kiedy medytujemy w zimnym pomieszczeniu, jesteśmy mniej śpiący. Jeżeli jesteśmy senni przed medytacją, nie powinniśmy jeść tuż przed nią. Kolejna metoda zaliczana do metod pracy z ciałem to wyobrażanie sobie form buddów – możemy je sobie wyobrażać przed lub nad nami albo też widzieć siebie samych w tych formach. Wszystkie te metody pomagają utrzymać ciało w dobrej kondycji i oczyszczają wszelkie negatywności z nim związane. Mówi się, że przekształcają nasze postrzeganie z nieoświeconego w oświecone i zaczynamy postrzegać ciało jako nirmanakaję. Jesteśmy bodhisattwami, którzy manifestują się w ludzkiej formie powodowani współczuciem. Dobrze jest właściwie traktować ciało, żeby było zdrowe i w dobrym stanie, żeby mogło pracować.

Kolejnym punktem jest osiągnięcie sambogakaji. Używamy tutaj mowy, czyli jest to związane z ośrodkiem mowy. Podstawowa zasada polega na tym, że nie używamy mowy w negatywny sposób, czyli nie plotkujemy, nie wygadujemy głupstw, nie intrygujemy, nie kłamiemy. Używamy mowy, żeby harmonizować, żeby ludzie czuli się dobrze. Jeśli już mówimy, to tylko coś znaczącego. Inną metodą jest używanie głosu do powtarzania mantr. Każda mantra buduje pole mocy. Jeden z naszych niemieckich przyjaciół, Wilfried Senger, jest podróżującym nauczycielem, ale zajmuje się przede wszystkim Buddą Medycyny, to jego główna aktywność. Powtórzył wiele milionów mantr Buddy Medycyny, a jeśli tak często coś powtarzamy, po prostu się tym stajemy. Jeżeli często powtarzamy „Karmapa Czienno“, wchodzimy w strumień oświeconej aktywności, stajemy się przedłużeniem aktywności Karmapy. Jako kagjupowie chcemy zawsze być blisko naszego nauczyciela, a „Karmapa Czienno“ zawiera w sobie „lama czienno” i nie dotyczy tylko Karmapy, lecz i Lamy Ole. XVI Karmapa często mówił, że Ole jest Mahakalą, a Mahakala wyraża oświeconą aktywność Karmapy.

Mantra to dźwięk, a dźwięk to moc. Jesteśmy bodhisattwami, początkującymi, ale jednak, i nawet drobna uwaga wygłoszona przez nas ma wielką siłę. Dlatego Lama Ole bardzo rzadko krytycznie wyraża się o swoich uczniach. Jeżeli ktoś pełen mocy mówi coś dzielącego, zjawiska dzielą się; kiedy mówi coś łączącego, zjawiska się łączą. Używamy mowy jako mantry, a mantra jest dźwiękowym połączeniem z prawdą, buduje pole mocy określonego buddy. Dlatego wadżrajana nazywana jest też mantrajaną. Mowy używamy też do wyrażania życzeń, na przykład w praktyce guru jogi jest ich bardzo dużo. Wiem, że ludzie często myśleli o skróceniu tej praktyki, przychodzili do Lamy Ole i mówili: „Te życzenia mahamudry są strasznie długie...”.

A on odpowiadał: „Tak, tak, są bardzo długie”. I już się wydawało, że zgodzi się na ich skrócenie, ale zamiast tego dodawał: „Jeśli robisz tę praktykę drugi raz w ciągu dnia, możesz je pominąć”. Wypowiadanie tych wszystkich życzeń, chwalenie lamów z naszej linii to używanie mowy w znaczący sposób. To ją oczyszcza, wpływa też na nasze wewnętrzne kanały energii, bo mowa wiąże się z oddechem. W rezultacie pojawia się radość. Mówi się, że Milarepa otworzył najpierw swój ośrodek mowy i dzięki temu stał się dobrym śpiewakiem. Często udzielał nauk w postaci pieśni. Śpiew jest bardzo radosną czynnością. Do przekształcenia umysłu używamy właściwego poglądu. Najprostszym sposobem, by go rozwinąć, jest utrzymywanie odpowiedniej „higieny myśli”. Po prostu staramy się być świadomi tego, co się wydarza w naszej głowie. Powinniśmy też umieć powstrzymywać niektóre natrętne myśli. Jeśli na przykład mamy tendencję do myślenia źle o ludziach i zjawiskach, powinniśmy włożyć trochę wysiłku, żeby to odciąć. Możemy więc spróbować koncentrować się na tym, co w ludziach jest piękne. Jest to metoda unikania. Kolejną bardzo skuteczną techniką jest praca z podejściem. Chodzi o to, by mieć świadomość tego, że każda osoba pragnie szczęścia. Dobrze jest rozglądać się, widzieć wszystkich ludzi wokół, ale bez oceniania ich, bez rozróżniania na tych, których lubimy, i tych nielubianych, na pięknych i brzydkich. Staramy się poczuć, że oni naprawdę chcą być szczęśliwi. Wzbudzamy w ten sposób współczucie. Żeby sobie pomóc w uświadomieniu sobie tego, jak wielu jest ludzi na świecie, możecie pomyśleć: „Warszawa jest dość dużym miastem, ale Moskwa czy Tokio są naprawdę wielkie”, albo: „Lubię Polaków, ale może inne narodowości też mają naturę buddy. Nawet Niemcy mogą być mili”. Podczas mojej ostatniej podróży po Polsce cztery lata temu byłam nieźle rozbawiona, bo praktycznie w każdym mieście ktoś podchodził do mnie i dziwił się, że nie jestem nudna. Takie przekonanie mają Polacy o Niemcach. Pamiętam też kurs w Regensburgu, na który przedstawiciele każdego z krajów mieli przygotować prezentujący go plakat. Polacy mieli niesamowity projekt ze zdjęciami wszystkich swoich podróżujących nauczycieli i cytatami z każdego z nich. To były takie swobodne wypowiedzi o mahamudrze. Pomyślałam sobie, że to typowe dla Polaków i że jak spotkam któregoś z tych nauczycieli, to sprawdzę, czy potrafi utrzymać czysty pogląd. Jednak złapałam się na tym i postanowiłam po prostu przyjąć ten swobodny sposób prezentowania nauk. Podobne doświadczenie miałam z Zsuzsą Koszegi. Podróżowałyśmy razem po Bhutanie w towarzystwie innych osób wielu narodowości. Caty i Lama Ole zmuszali nas do zmieniania miejsc w autobusie. Nie pozwalali siedzieć dwóm osobom tej samej narodowości obok siebie. To nie było łatwe, bo wielu z nas nie mówiło po angielsku. Denes z Węgier, który też tam był, po tej wycieczce w dwa lata nauczył się angielskiego i teraz daje wykłady w tym języku. To było po prostu niesamowite. W każdym razie wtedy dostrzegliśmy wyraźnie nasz nawyk trzymania się kurczowo tego, co znamy. Ja siedziałam z Zsuzsą, która mi bardzo grała na nerwach. Śmiała się bez względu na to, czy był ku temu jakiś powód, czy nie. Myślałam: „Co się z nią dzieje, czy ona nie zwariowała?”. I nagle zdecydowałam się przejąć to od niej i też się śmiać. Jestem jej naprawdę wdzięczna, bo od tej pory dwukrotnie częściej się śmieję. Ten przykład pokazuje, że właśnie w tych sytuacjach, kiedy coś nam gra na nerwach, bardzo nam przeszkadza, możemy te emocje złapać i z nimi eksperymentować. Według mnie to jest istota jogicznego umysłu – powinien on tak właśnie swobodnie bawić się sytuacjami. To nie znaczy, że zawsze trzeba imprezować i pić, bo kiedy robi się to nieustannie, to też jest tylko nawyk. Jogiczny umysł bawi się różnymi rolami i sprawdza sam siebie, jak funkcjonuje w tych rolach. Trzeba więc być radosnym bez względu na to czy jest impreza, czy nie. Bez względu na to czy partner lub partnerka przychodzi, czy właśnie odchodzi. Bez względu na to czy coś się pojawia, czy rozpada, czy umieramy, czy się rodzimy. Śmierć to taki ekstremalny przykład, jeśli chodzi o umysł jogiczny. Pamiętam historię mistrza zen, który przez całe życie cierpiał z powodu sztywnych kolan. A wiecie, jak ważna dla Japończyków jest postawa. Ów mistrz musiał siedzieć z wyprostowanymi nogami. Kiedy umierał, przemówił do swojego kolana: „Podążałem za tobą przez całe życie, ale teraz ty podążysz za mną.” Złamał kolano, usiadł w pozycji lotosu i umarł. To dość dramatyczny przykład, ale pokazuje sedno – w trudnych sytuacjach najszybciej uczymy się używać umysłu w jogiczny sposób.

W pracy z umysłem idziemy więc albo ścieżką współczucia i to jest jeden z aspektów umysłu – nierozdzielność współczucia i mądrości - o którym mówi się w mahajanie. W Diamentowej Drodze mówi się, że umysł to nierozdzielność przestrzeni i radości. Możemy więc podążać również ścieżką radości. Polega ona na tym, że używamy życia bawiąc się sytuacjami i to bez względu na to czy są śmieszne, czy nie. Wyobraźmy sobie, że chodzimy do nudnej pracy i nie mamy perspektyw na jej zmianę, a potrzebujemy pieniędzy. Jesteśmy zwykłym pracownikiem, nie ma nawet mowy o sprzeciwianiu się szefowi, ale nasz umysł jest wolny. Możemy więc na przykład wyobrazić sobie szefa nago. Wtedy każdy nieznośny szef jest łatwiejszy do zniesienia. Tylko nie śmiejcie się, nawet się nie uśmiechajcie! Po prostu niech on mówi, a wy z poważną miną tylko przytakujcie, myśląc: „Ha, ha, on jest nagi!”. Albo wyobraźcie go sobie w jakimś śmiesznym kapeluszu lub z nosem klauna. Ja tak robiłam z moim nauczycielem matematyki, bo nie znosiłam tych lekcji. Nigdy nie wiedziałam, o czym on mówi i nie miałam najlepszych stopni z matematyki. Wyobrażałam więc sobie nauczyciela nago. Traciłam wprawdzie czas na tych zajęciach, ale udało mi się zdać maturę.

Praca z umysłem oznacza pozbywanie się sztywności i ograniczeń. Próbujemy być radośni, nawet jeśli jest to sztuczne. Im więcej radości jest w naszym umyśle, tym bliżej jesteśmy prawdy. A jeśli coś naprawdę nie jest śmieszne i nie możecie skorzystać z tej wskazówki, można przynajmniej pomyśleć: „To nie jest śmieszne, czyli nie doświadczam prawdy”. Ponieważ, skoro prawda związana jest z radością, a życie jednak nie wydaje się nam radosne, wiemy, że jest to sen. Staramy się więc wtedy dobrze zachowywać, powtarzamy mantry i po pewnym czasie to się zmienia. Niektórzy z nas mają naprawdę ciężkie życie, ale trzeba mieć świadomość, że to nie jest trwały stan. Nie jest prawdą, nie jest rzeczywisty. To są zatem metody odnoszące się do ciała, mowy i umysłu. I ponieważ praktykujemy Diamentową Drogę, staramy się używać wszystkich trzech. Dzięki temu ta droga jest tak szybka i pełna mocy. Czasami możemy tego nie czuć. Ja też, choć jestem buddystką od ponad 20 lat, czasem myślę sobie: „Gdzie są te osiągnięcia?”. Ale przynajmniej mogę powiedzieć, że żyję jak chcę. Może nie zawsze wszystko wibruje radością, ale zawsze jest metoda, której mogę użyć. Kiedy umieramy, mamy praktykę poła, więc nie ma powodu do narzekania. Poła sprawia, że udajemy się do czystej krainy Buddy Amitaby, z której możemy przejść do każdej innej czystej krainy i otrzymać tam nauki. Czasami ludzie mówią, że to nie jest najwyższy stan umysłu, ale to nieprawda, przecież to jest stan wyzwolenia.

A najlepsze w tym jest to, że można go osiągnąć tylko przez zaufanie. Kiedyś żaliłam się Lamie Ole, że to niesprawiedliwe, żeby nawet ci, którzy nigdy nie chodzili do ośrodka, nie medytowali i nie pracowali ciężko, po śmierci też trafiali dzięki poła do czystej krainy. Wtedy Ole mocno mnie pociągnął za ucho i powiedział, że to dzięki zaufaniu. Miałam znajomego, który spotkał XVI Karmapę tylko raz, w 1978 roku, kiedy pojechał z Lamą Ole i Hannah do Rumteku. Spędził tam sześć tygodni i prawie codziennie mieli ceremonię Czarnej Korony. Po powrocie ten facet nie praktykował, ale był bardzo otwarty na Karmapę, był nim zachwycony. Brał jednak sporo narkotyków i nie mógł powstrzymać nałogu. Zmarł młodo na raka płuc. Kiedy umierał, powiedział do rodziców stojących przy jego łóżku: „Teraz idę do Karmapy”. Myślę, że Karmapa był jego bezpośrednią drogą do czystej krainy. Poła, którą robiliśmy dla niego, była niesamowitym doświadczeniem. Bardziej on nas ciągnął niż my jego. Naprawdę nigdy nie doświadczyłam takiej radości podczas tej praktyki. Byliśmy poza wszelkimi ograniczeniami umysłu, tarzaliśmy się po ziemi ze śmiechu, a potem była niezła impreza. Z kolei kiedy Ole miał wypadek, napisał potem do ośrodków list i ci z was, którzy go nie czytali, powinni go przeczytać. Sam był w ciężkim stanie, ale w tym samym czasie jeden z naszych przyjaciół zmarł tam w głupim wypadku. Został przygnieciony przez samochód prowadzony przez pewnego młodzieńca, który nie wiedział, że pod kołami ma drewniane podkłady blokujące i dodał za dużo gazu. Ten przyjaciel nie zginął od razu, leżał jakiś czas w śpiączce w szpitalu. Ponieważ jednak aktywność mózgu ustała, rodzina postanowiła odłączyć go od urządzeń. Lama Ole też był wtedy w szpitalu i zrobił dla niego poła. Kiedy skończył, miał łzy w oczach i mówił, że to było niesamowicie radosne doświadczenie. Czasem mamy takie przebłyski radości, często w zupełnie prostych, wydawałoby się, sytuacjach. Pamiętam, jak Karmapa podczas inicjacji w Kassel dał taki przykład, którego nigdy wcześniej nie słyszałam. W czwartej części inicjacji, kiedy dostajemy przekaz mahamudry, powiedział: „Wyobraźcie sobie koronę bodhisattwy“. Te korony mają pięć części i są przymocowane do głowy kawałkiem jedwabiu, często widać ten materiał. Na przykład u Mandziuśrego widać takie małe czerwone wstążki przy uszach. Karmapa powiedział: „Wyobraźcie sobie te wstążki, jak poruszają się na wietrze”. To było takie proste, a jednak zupełnie nowe. Rzadko widzimy, jak coś się porusza, jak się pojawia i znika, a to pojawianie się wcale nie jest lepsze od znikania. To pokazuje bogactwo umysłu oraz nietrwałość wszystkich zjawisk.

Lama Ole ostatnio mówił, że podczas medytacji powinniśmy mieć oczy otwarte. Trudno mi jest mieć otwarte oczy, kiedy próbuję się koncentrować na formie.

Kiedy czujemy bezkształtny strumień powietrza, przez kilka oddechów miej oczy zamknięte, następnie trochę je otwórz, a potem ćwicz się w utrzymywaniu ich w połowie zamkniętych. Patrzysz po linii nosa w dół, ale na nic konkretnego. Zauważysz, że oczy cały czas chcą patrzeć w jakieś konkretne miejsce, więc kiedy złapiesz się na patrzeniu w jakiś punkt, postaraj się dostrzec całe pole widzenia. Kiedy zaczynasz wyobrażać sobie Karmapę przed sobą, najpierw masz oczy zamknięte. Widzisz Karmapę ze skrzyżowanymi ramionami, w czerwonych szatach i w czarnej koronie. Kiedy widzisz tę formę wyraźnie przed sobą, otwierasz nieco oczy, a ona wciąż tam jest. Z czasem nauczysz się tego. Ucząc się medytować z otwartymi oczami przyzwyczajamy się do myśli, że zjawiska nie są takie prawdziwe za jakie je uważamy. Przy oczach zamkniętych zawsze trochę śnimy. Z kolei patrzenie w dół wspomaga koncentrację umysłu. Kiedy patrzymy na wprost, oczy nie powinny spoglądać na jakiś konkretny punkt. To patrzenie na wprost jest najodpowiedniejsze dla fazy rozpuszczania, ponieważ wtedy staramy się patrzeć w przestrzeń i czuć ją wokół siebie. Pomaga to też postrzegać zjawiska jako mniej rzeczywiste.

W fazie rozpuszczenia mówimy w przerwie, że wszystko jest swobodną grą przestrzeni. Dlaczego ta faza jest podzielona?

To nie są dwie fazy, te słowa stanowią dodatkową pomoc. Przez pewien czas mamy to poczucie rozpuszczenia, ale po chwili myśli wracają; dlatego przypominamy sobie, że myśli i zjawiska są swobodną grą przestrzeni, wracając w ten sposób do rozpuszczenia. To przedłuża tę fazę.

Opracowanie: Małgorzata Śmietana, Klaudia Dybko, Anna Kostyła, Dorota Bury.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | O głębokiej wolności - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nic nie dzieje się bez przyczyny - Mipam Rinpocze | O prawdziwym szczęściu - Lama Gendyn Rinpocze | Moja siłą napędową są przyjaciele - Wywiad z Lamą Ole | Detong - Lama Ole Nydahl | Dwie prawdy - Hannah Nydahl | Jesteśmy nagą świadomością - Lama Ole Nydahl | Cytat - Kalu Rinpocze | Bogactwo umysłu, nietrwałość zjawisk - Karola Schneider-Waldner | Dharma i Biznes | Karma - Świat zewnętrzny i wewnętrzny stanowią dwie strony tej samej monety - Peter Gomez | Cytat - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Stupy w Azji wschodniej i południowej - Ewa Preschern | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska | Purba - rozetrzyj wrogów w pył - Mira Starobrzańska | Karmapa w Rosji | Spotkanie XVII Karmapy Taje Dordże z przedstawicielami polskich ośrodków | Karmapa w Gdańsku - List XVI Karmapay o ośrodku w Gdańsku | Francuski łącznik, czyli z Karmapą w Montchardon - Hubert Bramowicz | Dziekuję Wam za to, co robicie - Mira Boboli | Czy buddyzm tybetański może coś dać zachodowi? - Na podstawie: Dharma Dhrishti Journal | Projekt Gompa Praha - Nastia Holečko | Ropki - gdy odosobnienia stają się dla nas twórczym nałogiem... | Łódż - Bez rewolucji, po prostu zgodna przeprowadzka | Malborskie chcieć to móc | Bielsko Biała - czy Reksio ma naturę buddy? |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: