DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Umysł 24 godziny na dobę

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Umysł 24 godziny na dobę

Karol Ślęczek
_________

Wyjaśnienia do medytacji XVI Karmapy, kurs noworoczny, Warszawa 2008

W naszych ośrodkach najczęściej robimy medytację XVI Karmapy. Im więcej wiemy o tej praktyce i jesteśmy bardziej pewni, co robimy, tym lepsze osiągamy rezultaty. Jednak nawet jeśli nie wiemy co robimy, jak to działa i co się wydarza, ta medytacja wciąż nam pomaga.


Uspokojenie umysłu

Przed każdą sesją uspokajamy umysł i koncentrujemy się na oddechu. Uspokoić umysł nie jest tak łatwo, ponieważ tak długo, jak nie znamy umysłu, nie wiemy co lub kogo powinniśmy uspokoić. Mamy pewne wyobrażenia o umyśle, zwykle jednak są one błędne. Dlatego nie jesteśmy jeszcze oświeceni i potrzebujemy medytacji. I właśnie z tymi błędnymi poglądami próbujemy umysł uspokoić. Dlatego potrzebujemy szczególnej metody, by to zrobić bez względu na nasz rodzaj niewiedzy. Zwykle używamy koncentracji na oddechu, ponieważ nie mamy na jego temat zbyt wielu poglądów. A to dlatego, że oddychamy przez cały czas i jest to czymś neutralnym. Poprzez koncentrację na oddechu osiągamy rezultaty, bo używamy zasady „akcji i reakcji”. Tybetańczycy dają przykład, który mówi, że umysł i doświadczenie są jak dwa kamienie połączone ze sobą sznurkiem. Jeśli rzucimy jeden kamień, drugi za nim podąży. Tak dzieje się ze wszystkim, czego doświadczamy. Ponieważ każde doświadczenie jest wyrazem naszego umysłu, poprzez przeżycie możemy wpłynąć na umysł. A w praktyce jeśli nasz umysł jest niespokojny, takim staje się też oddech. Kiedy umysł jest stabilny nasz oddech jest głęboki, spokojny i zrelaksowany. Stosujemy taką metodę ponieważ łatwiej jest uspokoić oddech, niż umysł. Skupiamy się na oddechu, który przybiera swój spokojny i naturalny rytm, a umysł za nim podąża i robi dokładnie to samo. Tradycyjne wyjaśnienia mówią, że umysł jedzie na oddechu, podobnie jak można jechać na koniu. W różnej odległości od czubku nosa pobieramy różne energie, a na czubku nosa pobieramy energię tego, co stabilne i solidne, więc w naturalny sposób umysł się uspokaja i odnajduje rownowagę. Nie manipulujemy oddechem, nie przyspieszamy go, ani nie spowalniamy. Czujemy bezkształtny strumień powietrza, nie skupiamy się na żadnej rzeczy, a jedynie na tym uczuciu na czubku nosa, jak oddech wchodzi i wychodzi. Myśli ani dzwięków nie oceniamy, nie walczymy z nimi, pozostawiamy je same sobie i takim sposobem nie mogą nas rozpraszać. Na poziomie ciała łatwo się skoncentrować, po prostu siadamy i siedzimy. Również koncentracja na poziomie mowy nie jest trudna, po prostu powtarzamy mantrę. Nie potrzebujemy wysokiego IQ, żeby to robić. Ludziom nie sprawia to problemu. Ale gdy próbujemy pracować z umysłem, natrafiamy na trudności. Chcielibyśmy skoncentrować umysł w medytacji, ale zaraz myślimy o kawie, ciastkach i natychmiast zapominamy o medytacji. Szybko znajdujemy się w kuchni i dolewamy mleka do szklanki z kawą. Dlatego, że skupienie się jest takie trudne, używamy mali. Używamy jej nie z powodu chęci przeliczenia wszystkiego, lecz dlatego, że jest ona prostym i dobrym narzędziem służącym do pogłębiania koncentracji umysłu. Najpierw wytwarzamy w umyśle nawyk, który pomoże nam w przyszłości. Przyzwyczajamy umysł, że trzy rzeczy zawsze są razem: doznanie dotyku na czubkach palców, mantra, którą wypowiadamy i koncentracja umysłu. W ten właśnie sposób uczymy umysł, a potem, kiedy już wyrobimy w sobie ten nawyk to dzięki niemu, kiedy nasz umysł odbiega od koncentracji szybko przypominamy sobie, że czegoś brakuje, bo zawsze były razem te trzy elementy. To uczucie dotyku kolejnej kulki naszej mali i mantra przypominają nam, że koncentracja umysłu należy do tego kompletu. W ten to sposób mala pomaga nam w koncentracji umysłu. Zwiększa naszą szansę na odzyskanie świadomości tego, co właśnie robimy.

Cztery podstawowe rozmyślania

1. Cenne ludzkie ciało. Po uspokojeniu umysłu przechodzimy do czterech podstawowych rozmyślań. Robimy to przed każdą medytacją nie dlatego, że nie możemy nauczyć się ich na pamięć, ale dlatego, że chcemy je naprawdę zrozumieć i zastosować w życiu. I tu pojawia się pytanie: co to znaczy wiedzieć lub poznać? Samo posiadanie koncepcji na jakiś temat nie oznacza, że to stało się już częścią naszego życia. Nawet jeśli słyszeliśmy o tym, że posiadamy cenne ludzkie ciało, nie oznacza to, że naprawdę o tym wiemy w momencie dokonywania praktycznych wyborów. Ponieważ nie uświadamiamy sobie większości naszych nawyków, oznacza to, że istnieje dystans pomiędzy tym, co intelektualnie wiemy lub jak chcielibyśmy się zachować, a sposobem naszego funkcjonowania. Dlatego właśnie nie jesteśmy oświeceni, chociaż ogólną koncepcję już zrozumieliśmy. Samo zrozumienie, że nasze życie jest cenne, bo mamy pewne rodzaje wolności, nie zmieni naszego zachowania jeśli nie wykorzystamy tego w codziennym, praktycznym życiu. Dlatego myślimy o tym często, żeby logiczna i racjonalna naoczność zamieniła się w nasze zachowanie i codzienne reakcje. Często mamy pomysły, systemy wartości, ale myślimy, że nasze życie może się od nich całkowicie różnić i gdy tak się dzieje, nie widzimy w tym żadnej sprzeczności. Pomimo tych wartości popełniamy wiele drobnych błędów. Oczywiście, że powinniśmy mieć wielkie idee i wartości, lecz powinny one również zmieniać nasze życie. Dlatego tak często wracamy do tych czterech podstawowych prawd, ponieważ są one jak fundament, a to, że coś wiemy nie oznacza, że możemy już przeżywać zgodnie z tą informacją.

Przekonującym przykładem jest sen. Codziennie rano wiemy, że nasze doświadczenie w nocy było snem, ale to nie wystarcza, by wieczorem, gdy zasypiamy, doświadczać snu jako snu. Gdy po raz pierwszy spotykałem wysoce urzeczywistnionych Lamów oczekiwałem, że nauczą mnie jakiejś skomplikowanej filozofii. Tymczasem oni godzinami rozprawiali o naszym cennym ludzkim życiu, a ja w tej sytuacji byłem całkowicie zawiedziony, bo przecież przyszedłem usłyszeć coś wielkiego, a tu nauki o tym, jak życie jest cenne. To jednak były najważniejsze nauki, ponieważ jeśli nie rozumiemy jak cenne jest nasze życie, to szybko zapominamy o buddyzmie, pracy z umysłem oraz o wszystkim, co jest pełne znaczenia. Fakt, że żyjemy, jest nieprawdopodobny z punktu widzenia „statystycznej możliwości”. Naprawdę wiele warunków musi się spotkać, aby mogło powstać zjawisko życia. I łatwo je też stracić, np. kiedy nie możemy oddychać to umieramy, gdy wypijemy coś niewłaściwego też umieramy, jeśli jest za gorąco – umieramy, jeśli jest zbyt zimno – umieramy. Do życia potrzebujemy tak wielu warunków, że sytuacja ta jest naprawdę szczególna. Ważne jest też zrozumienie, że to właśnie w ludzkim ciele tak łatwo jest pracować z umysłem. W buddyzmie postrzegamy życie pod wieloma względami inaczej. Nie widzimy dualizmu pomiędzy ciałem a umysłem, co zwykle ma miejsce w dualistycznych poglądach, gdzie duch, czyli czynnik mentalny jest dobry, a wszystko, co cielesne jest złe i nieczyste. W buddyzmie cenimy ciało dlatego, że w nim umysł jest bardziej stabilny i poprzez to możemy na umysł wpłynąć, np. poprzez uspokojenie oddechu ustabilizować również umysł. Często tradycyjnie porównujemy ciało do złotej wazy, co oznacza, że w odróżnieniu od glinianych naczyń nawet popękana ma ciągle wielką wartość. Kiedy posiadamy ciało, to nawet w momencie śmierci możemy się czegoś nauczyć. Gdy słyszymy wyjaśnienia, które mówią, że trudno odrodzić się człowiekiem, niewielu ludzi spotyka nauki Buddy, a jeszcze mniej jest tych, którzy wiedzą jak ich użyć, powinniśmy docenić daną nam szansę i wykorzystać ją. Często pomimo tego, że komunikacja jest tak rozwinięta i świat przypomina wielką wioskę, nie doceniamy wagi informacji. Jeśli nie mamy dostępu do niej, nie mamy możliwości osiągnąć rezultatów. Musimy się również pozbyć sentymentalnego poglądu na temat aktywności. Ludzie wierzą, że samo wykonywanie czynności może być dobre, pełne znaczenia i drogocenne. I to jest głupi pomysł, ponieważ możemy robić tak wiele negatywnych lub błahych rzeczy przez cały czas. Wszystko zależy więc od tego, co robimy. Gdy jest to coś pożytecznego dla innych, to jest to dobre z powodu tego „ukierunkowania” czyli motywacji. Powinniśmy więc zadać sobie pytanie: co zrobić, aby rozpoznać umysł? I dlatego możliwość spotkania dharmy jest tak ważna. Nasza sytuacja jest lepsza od sytuacji, w której był Budda, ponieważ on nie miał nauk, których później udzielił. Jest to bardzo ważny skrót na naszej drodze. Powinniśmy docenić to, że ktoś wykonał dla nas tak dużo pracy, a my teraz możemy tego używać. Sytuacja, w której się znajdujemy może być niezwykła, być może to nasza jedyna szansa na zrozumienie wszystkiego. Wygląda to trochę tak, jak w piosence Eminema: „Gdybyś miał tylko jedną szansę na poznanie wszystkiego, wykorzystałbyś ją czy pozwolił jej odejść?”. Niestety nie wiemy, kiedy nadejdzie kolejna szansa. Zwykle myślimy, że zasługujemy na coś lepszego i to jest bardzo ludzkie. I mamy też nadzieję, że przyszłość będzie lepsza od tego, co mamy teraz, ale nikt nie może nam tego zagwarantować.

2. Umrzemy nie dlatego, że zjadamy za mało witamin, lecz dlatego, że się urodziliśmy. Drugie rozmyślanie dotyczy nietrwałości. Z niego pobieramy energię do pracy z umysłem. Przemijalność ma dwa aspekty. Sama w sobie jest czymś neutralnym. Wszystko nieustannie się zmienia, pojawia się i znika. Możemy to obserwować z dołu lub z góry i w rezultacie zobaczymy tę samą prawdę. Poziom, z którego patrzymy, jest jednak bardzo ważny. Najpierw z dołu możemy zauważyć, że wszystko jest nietrwałe. To jest pomocne, jak bat za nami. A jeśli przyjrzymy się nietrwałości z wyższego poziomu, to będzie jak marchewka przed nosem. Bat może nam pokazać, że musimy się czegoś nauczyć, a to czy nam się chce czy nie, to już drugorzędne. Śmierć jest tylko kwestią czasu i nikt tego nie uniknie, nikogo to nie ominie i z tego punktu widzenia już jesteśmy jakby martwi, bo to tylko kwestia czasu. Daje nam to dystans. Im lepiej zrozumiemy złożoną naturę wszystkich rzeczy, tym łatwiej będzie nam zobaczyć, czy sensownie lokujemy naszą energię umysłu. Świat wygląda na tak rzeczywisty nie dlatego, że takim jest, lecz dlatego, że inwestujemy w niego całą naszą energię. Czy to się jednak opłaca? Jeżeli dajemy pieniądze do banku, który codziennie zmienia adres, trudno będzie je odnaleźć. Odkładanie oszczędności w takim banku nie jest najlepszym pomysłem. Jeśli przekażemy całą swoją energię temu, co przychodzi i odchodzi, nie będziemy jej mieli na ten aspekt umysłu, który nie narodził się i nie może umrzeć. Zrozumienie przemijalności przekształca sposób inwestowania energi umysłu, jego przytomności. Widzimy świat wokół nas, ale nie możemy zobaczyć umysłu. Mamy ten problem, bo nie doceniamy tego, co najważniejsze. Zrozumienie, że przemijalność działa przez cały czas, uczy nas jak gospodarować naszą wolnością i w co inwestować światło naszej świadomości. Jeśli jednak przyjrzymy się przemijalności z perspektywy czystych stanów umysłu, zauważymy, że jest fascynująca. Rzeczy nie są rzeczywiste, wszystko nieustannie się zmienia, więc możemy wybrać, podjąć decyzję i wszystko zmienić; a co za tym idzie nie musimy myć tych samych zębów przez całą wieczość. Aby popatrzeć z tego poziomu musimy przekierować naszą energię z tracenia jej w rzece ciągłych zmian, do obserwacji prawdziwej natury umysłu, która nie urodziła się i nie umrze. Dobrze jest też pamiętać o tym, że urodziliśmy się jako ludzie, ponieważ naszą dominującą przeszkadzającą emocją jest pożądanie i przywiązanie. Mówimy o nich razem, gdyż bez pożądania nie ma przywiązania. Pragniemy czegoś i nie chcemy tego stracić, a wtedy pojawia się przywiązanie. Nietrwałe wydaje się rzeczywiste, bo pragnienia oczekują, że pokażemy im wyraźny cel. Chcemy mieć coś, co jest wartościowe i cenne, aby do tego przylgnąć. Rzeczywistość pojawia się wtedy jako coś, co jest pewne i definiowalne, a rozpoznawanie nietrwałości jest antidotum na przywiązanie i pożądanie. Kiedy zrozumiemy, że to, co się pojawiło musi również odejść, zrozumiemy, że nasze przywiązanie nie ma już „do czego” się przywiązać, bo nie możemy dwa razy wejść do tej samej rzeki. Budda wyjaśniał, że pożytek ze zrozumienia przemijalności jest tak duży, że nie da się go do niczego przyrównać. Nietrwałość bowiem wskazuje na to, w jaki sposób rzeczy istnieją, dąży do pokazana ich sposobu istnienia.

3. To, co przeżywamy ma swoją przyczynę. Trzecią rzeczą, na której się koncentrujemy przed medytacją jest prawda o przyczynie i skutku. Kiedy zapytamy kogoś, dlaczego jest bezrobotny, z pewnością odpowie, że to wina złego rządu lub złego prezydenta. Mało kto odpowie, że nie ma pracy, ponieważ nie uczył się tak długo, jak powinien. Można mieć różne wyobrażenia o tym, co jest przyczyną, a co rezultatem. Nauka również poszukuje przyczynowości, bo odkrywanie tych relacji jest bardzo praktyczne. W tych, a nie innych warunkach pojawiają się zawsze określone zjawiska. Jeśli chcemy zrozumieć to tak, jak Budda, powinniśmy zapomnieć o wcześniejszych na ten temat wyobrażeniach. Zwykle nawet jak słyszymy tę samą prawdę wielokrotnie, to i tak łatwiej z niej zrozumieć to, co się nam podoba i zwykle obawiamy się usłyszeć to, co burzy nasze ulubione koncepcje. Kiedy Budda udzielił tych nauk, ludzie, którzy byli w trudnych sytuacjach narzekali, że nie jest przyjemne słyszeć, że cierpimy, bo zrobiliśmy wcześniej coś negatywnego. To nie było łatwe do zaakceptowania. Budda jednak wyjaśniał, że jeśli cierpimy – to dlatego, że wcześniej zrobiliśmy coś niepoprawnego i błędnego. I choć zrobiliśmy to z głupoty, a nie powodu immanentnego zła, i tak ponosimy konsekwencje tych działań. Ta nauka może jest gorzka, ale każda nauka jest jak lekarstwo, a nie wszystkie leki są słodkie. Najważniejsze jest bowiem to, czy lek jest skuteczny. Jeśli zrozumiemy, że każdy z naszych problemów jest rezultatem naszych wcześniejszych działań, stajemy się dorośli i nie użalamy się nad sobą. Jest to również przyjemne dla wszystkich innych, gdyż nie muszą już słuchać wiecznie narzekających ludzi. To bywa trudne, ale to co dostajemy, jest dokładnie tym, na co zasługujemy. To wcale nie oznacza, że powinniśmy biernie akceptować to, co się wydarza, ponieważ jeśli coś jeszcze się nie stało, to zmieniając uwarunkowanie zmienimy również przyszłe skutki. Jest prawdziwa historia, która pomaga zrozumieć przyczynowość. Było sobie plemię, żyjące nad Amazonką w dziewiczych lasach. Ludzie ci nie rozmawiali wiele z sąsiadami i mieli bardzo osobisty pogląd na to, co się wydarza. Nie mogli zrozumieć, skąd biorą się dzieci. Nie kojarzyli związku zachodzącego pomiędzy zbliżeniem seksualnym a narodzinami dziecka, ponieważ między jednym a drugim jest dystans dziewięciu miesięcy, więc trudno zobaczyć związek między tymi faktami. W społeczeństwie, w którym można uprawiać swobodnie seks tak często jak mamy ochotę, trudno było powiązać te fakty. Wierzyli więc, że dzieci rodzą się, ponieważ bogowie je przysyłają. Kiedy chcieli mieć dziecko, dużo się modlili. Gdy przybyli tam mądrzejsi ludzie, powiedzieli im całą prawdę i z pewnością przedstawili dowody. Po kilku eksperymentach musieli zmienić zdanie. Gdy dowiedzieli się, co jest przyczyną rodzenia się dzieci, mogli sami zdecydować, czy chcą je mieć. Zdobyli wolność. Ale czy wiedzieli o tym, czy nie, dzieci zawsze rodziły się z tego samego powodu. Jeśli jesteśmy świadomi przyczynowości i widzimy, co jest prawdziwą przyczyną, to możemy wybrać. Stajemy się wolni. To nie jest fatum, ani determinacja. Jeśli coś się nie wydarzyło, wciąż możemy to zmienić. Czasami jest to trudne, bo wszystkie warunki mogą być już bardzo blisko siebie i wygląda to jak nieuniknione. W buddyzmie mamy takie powiedzenie: „Jeśli nie możesz czegoś zmienić, zobacz jak możesz tego użyć”. Zawsze możemy się nauczyć z tego, co się wydarza, a zrozumienie karmy to początek odpowiedzialności i dojrzały wstęp do buddyzmu. Jeśli nie rozumiemy przyczynowości, nie widzimy powodu do pracy z umysłem. Przyczynowość jest naszym przyjacielem i dlatego, że działa możemy osiągnąć cel. Robimy coś i z tego powodu pojawi się rezultat. Nikt nas nie oszuka. To gwarancja, że dostaniemy rezultaty wytworzonych przyczyn, gwarancja, że praca z umysłem ma znaczenie, ponieważ za każdym działaniem przyjdzie rezultat. Jeśli zbudujemy przepiękny stan umysłu i bez powodu się on rozpadnie, to nic nie ma znaczenia. Jeśli cierpienie nie byłoby rezultatem negatywnych działań, szczęście nie mogłoby być skutkiem pozytywnych, ale ponieważ tak właśnie jest, możemy wykaraskać się ze swoich problemów. Karma jest funkcją umysłu, nie dlatego, że ktoś tego chce, lecz dlatego, że umysł właśnie tak pracuje. Jesteśmy szczęśliwi, ponieważ zrobiliśmy coś pozytywnego, a nie przez zrządzenie losu lub przypadek. Cierpimy zaś, bo zrobiliśmy coś niewłaściwego. Rozumiejąc to, chcemy zmienić nasze zachowanie, osiągnąć szczęście, unikać problemów i przekonać się o znaczeniu pracy z umysłem. Gdy zrozumiemy jak działa przyczyna i skutek (czyli karma), umysł staje się spokojniejszy. To, co z pewnością zburzyłoby naszą równowagę, to możliwość cierpienia niezasłużonego. Wszystko jednak wygląda inaczej, więc możemy się rozluźnić. Cierpienie jest naszym własnym produktem. Łatwo zauważyć działanie przyczynowości na zewnętrznym poziomie, ale dużo trudniej jest zobaczyć, że nasze wewnętrzne stany cierpienia i szczęścia również mają przyczyny. Jest to jak klucz do umysłu, gdyż widząc to zaczynamy poszukiwać szczęścia tam, gdzie się wydarza. Mamy wtedy możliwość postrzegać przyjemne stany wśród tego, co przychodzi i odchodzi oraz inny rodzaj szczęścia związany z naturą umysłu, który nie może się rozpaść, bo jest jego ostateczną esencją.

4. Nie tylko my chcemy być szczęśliwi. Wszyscy chcą.Czwartą bardzo ważną prawdą jest zrozumienie, że oświecenie jest najwyższą radością, a nie jakąś koncepcją czy teorią. Ten właśnie fakt jest bardzo dobrym powodem do pracy z umysłem. Dlatego też metody zrealizowania tego stanu muszą być całkowicie praktyczne. Praca ta przynosi najbardziej pożądany rezultat; cóż mogłoby być bardziej użyteczne od prawdziwego szczęścia? To, co nazywamy przyjemnym, zależy od porównania z czymś, co takie nie jest. Jeżeli zaś nie doświadczamy prawdziwej natury umysłu, nie mamy z czym porównać chwilowych przyjemnych stanów, aby zobaczyć ich uwarunkowaną i znikającą egzystencję. Ponieważ tylko prawdziwa natura umysłu nie narodziła się i nie może umrzeć, również szczęście związane z tą naturą istnieje w ten absolutny sposób. Dlatego tak ważne jest, by to rozpoznać. Dzięki wyzwalającej mądrości możemy osiągnąć szczęście, dlatego szczęście i mądrość to nie dwie oddzielone od siebie rzeczy. Jeżeli tylko my pragnęlibyśmy szczęścia, praca z umysłem byłaby czymś bardzo osobistym. Ale ponieważ wszyscy mamy podobne problemy i nie da się oddzielić naszego pragnienia szczęścia od pragnienia innych, to gdy osiągniemy tę doskonałą radość, możemy z łatwością pomóc wszystkim. Również inni widząc jak dobrze radzimy sobie z naszymi problemami będą mieć głębokie zaufanie, że mamy skuteczne metody, których oni mogą również użyć z powodzeniem; a ponieważ radość jest nam potrzebna nieustannie, metody jak ją produkować i jak nauczyć tego innych trudno oddzielić od tego stanu. Również współczucie w swej esencji nie jest niczym innym, jak stanem radości. Nie istnieje lepszy prezent niż nieprzemijająca radość i sposoby jej realizacji. Osiągając ten poziom będziemy w stanie dać szczęście innym. I choć niektórzy ludzie obawiają się radości, bo wymyka się wszystkim systemom, a szczęśliwych ludzi nie da się kontrolować, z cierpienia nigdy nie da się zrobić wartości i zawsze będzie ono jedynie błędem i skutkiem niewiedzy, którą – jako że jest iluzją – łatwo pokonać.

Schronienie

Po czterech rozmyślaniach przechodzimy do medytacji i przyjmujemy schronienie. Robimy to przy każdej medytacji, bo to daje mam właściwy kierunek i poprawną motywację. Najpierw rozumiemy, że schronienie w ogóle istnieje, że jest coś, czemu możemy zaufać i co daje nam ostateczną pewność absolutnego przeżywania. Przyjmujemy je od nauczyciela, który daje nam błogosławieństwo i rozumiemy, że to osiągnął, więc my też możemy, gdyż jest to nasz potencjał, który on już zrealizował. Na Diamentowej Drodze powinien on być żywym przykładem tego stanu. Udając się z nim w podróż jesteśmy pewni, że dotrzemy do celu. Przyjęcie schronienia przypomina nam o tym, że możemy rozpoznać umysł i tylko od naszej pracy oraz zdolności zależy, kiedy to nastąpi.

W medytacji na XVI Karmapę mamy dwie fazy: budowania i stopienia.

Faza budowania.

W fazie budowania tworzymy czysty świat, zmieniamy pogląd na czysty, gdyż istnieje tylko jeden świat – ten, którego doświadczamy, więc możemy wybrać sposób, jak go postrzegamy. Dlaczego więc nie przeżywać wszystkiego jako czyste i doskonałe? Na tym etapie potrzebujemy zrozumienia, w jaki sposób umysł działa. Zwykle mamy iluzję, że istnieje obiektywny świat; że rzeczy są niezależne. Ale to nie jest prawdą. Świat jest tylko projekcją umysłu. Możemy wybierać, czego doświadczamy i nie ma tu żadnego obiektywnego świata, lecz jedynie pogląd na jego temat. Istnieje tylko ten świat, którego doświadczamy. Inny nie istnieje. Możemy widzieć rzeczy jako brzydkie, pozbawione znaczenia, brudne i pomieszane lub jako istniejące w czysty sposób, radosne i pełne znaczenia. Podejmujemy tę decyzję z chwili na chwilę. Poprzez różne sposoby postrzegania również zmieniamy to, jak inwestujemy energię umysłu. Widząc wszystkich jako pięknych wkładamy energię w to, co piękne i wzrastające. Lama podaje tu przykład osoby z dwoma torbami pod pachami, w jednej niesie złoto, a w drugiej nieczystości. Jak się z kimś spotykamy, czym chcielibyśmy się z nim podzielić? Oczywiście, że złotem i dlatego stosujemy fazę budowania i patrzymy na wszystko z tak wysokiego poziomu, że wszystko jest doskonałe. Pojawia się czysta kraina z polem mocy Karmapy. Jest to też skuteczna metoda pracy z gniewem. Nie możemy się wściekać, bo postrzegamy wszystko jako doskonałe.

Faza mantry i faza stopienia.

Potem pojawia się faza mantry jako most pomiędzy prawdą na zewnątrz i wewnątrz. Widzimy coś doskonałego na zewnętrznym poziomie, chcemy to przenieść do wewnątrz i za pomocą mantry nawiązujemy kontakt z doskonałymi właściwościami umysłu. Mantra jest bardzo użyteczna, gdyż z jednej strony umysł jest świadomością, a z drugiej strony jest energią i mocą. Umysł może wiedzieć i robić. Wibracja jest bliska każdemu zjawisku i możemy jej użyć jako sposobu na połączenie prawdy wewnątrz i na zewnątrz. Widząc, że na zewnętrznym i wewnętrznym poziomie jest ciągła zmienność przekonujemy się, że prawda wewnątrz i zewnątrz nie różnią się od siebie. Potem czysta kraina się rozpuszcza i jest to faza stopienia. To jest najważniejszy moment dla nas – ludzi przywiązanych i pożądliwych. Nie oznacza to, że nie mamy innych uczuć, lecz rodzimy się ludźmi, gdyż pragnienia są w naszym umyśle dominujące. To jest nasza główna słabość. Kiedy wszystko sie rozpuszcza i zostaje tylko świadomość, mamy szansę na rozpoznanie, że zdolność zwierciadła do odbijania nie zależy od obrazów, zdolność przeżywania nie zależy od obiektu. Zwykle wydaje nam się, że świadomość istnieje tylko wtedy, gdy możemy być świadomi czegoś. A tu pomimo tego, że nie jesteśmy świadomi czegoś, jesteśmy świadomi, a świadomość jest pełna i doskonała. I ten właśnie moment jest antidotum na nasze pożądanie. Moglibyśmy pożądać czegoś, ale nie mamy czego, bo wszystko się rozpuściło i pozostała tylko otwartość. Ponieważ „pustka” nie jest czarną dziurą, ale potencjalnością, pojawia się świat. Różni się on jednak od tego, co przeżywaliśmy przed medytacją. Jest on czysty i doskonały. Zdecydowaliśmy, że chcemy go widzieć w ten sposób i dlatego jawi się on nam w ten sposób. To moment, w którym my sami decydujemy, co się wydarza. Widzimy, że wszystko jest utrzymywane w całości przez miłość i wszystkie istoty są buddami, a dźwięki są pełne znaczenia niczym mantra. Staramy się też nie wracać nawykowo do codziennych ograniczeń i błędów. Jeśli uda nam się utrzymać ten poziom postrzegania, znajdziemy się w stanie nieustannej medytacji i nie będziemy już wprowadzać rozróżnienia pomiędzy medytacją, tym co jest po niej i codziennym życiem. Umysł jest do naszej dyspozycji przez całą dobę, zawsze jest naszym najbliższym przyjacielem. Zawsze zabieramy go z sobą, gdzie byśmy nie poszli. Musimy zrozumieć, że skoro już mamy umysł cały czas ze sobą, to może warto by było z nim trochę popracować. Staramy się utrzymać to, co udało nam się osiągnąć w czasie medytacji w codziennym życiu.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: