DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy?

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy?

Jürgen Segerer i Guido Czeija
_________

Sympozjum na temat nauki i buddyzmu, Monachium, 11 sierpnia 2008.

W zeszłym roku Monachium obchodziło 850 urodziny. Mottem tego wydarzenia było hasło: „Budować mosty”. Monachijska sanga postanowiła taki „most” zbudować pomiędzy buddyzmem a nauką. Dlaczego akurat buddyzm i nauka? Monachium jest ośrodkiem naukowym, z uniwersytetami należącymi do ścisłej elity i słynnymi instytutami badawczymi, a Lama Ole w 1974 roku właśnie tu założył pierwszy w Niemczech ośrodek Diamentowej Drogi. „Most” w formie sympozjum na temat buddyzmu i nauki wydał się nam więc oczywisty. Przedstawiliśmy naszą koncepcję miejskiemu komitetowi organizacyjnemu. Spodobała się i stała się oficjalnym projektem miasta Monachium na obchody rocznicy.


Wstępne rozmowy z profesorami, których chcieliśmy pozyskać dla naszego wydarzenia, przebiegły w otwartej atmosferze i były bardzo obiecujące. Znalazł się też odpowiedni prezenter – Guido Czeija z sangi w Salzburgu – fizyk i buddyjski podróżujący nauczyciel. Razem przeanalizowaliśmy dokumentację z poprzednich spotkań tego typu na całym świecie i stworzyliśmy ramy dla naszego sympozjum. Aula Auditorium Maximum Politechniki Monachijskiej wydawała się idealnym miejscem na nasze przedsięwzięcie. Na wszelki wypadek wynajęliśmy też dużą salę wykładową w budynku obok. Opłaciło się! W dniu sympozjum, na pół godziny przed jego rozpoczęciem, długie kolejki stały jeszcze przed kasami. W drugiej sali zorganizowaliśmy więc transmisję na żywo. Ku wielkiej radości wszystkich, na nasze sympozjum „Buddyzm spotyka monachijską naukę” przybyło około 1800 widzów! Tak więc wraz z naszym gościem honorowym, trzecim burmistrzem Monachium, Hepem Monatzederem i z wieloma dziennikarzami, w napięciu czekaliśmy na pierwszego mówcę.

Harald Weinfurter jest profesorem fizyki kwantowej na uniwersytecie Ludwika Maksymiliana. Prowadzi badania i wykłady jako fizyk eksperymentalny. Jest też laureatem licznych naukowych nagród. Jego zespół badawczy należy do wiodących w dziedzinie fizyki kwantowej. „Rzeczywistość z punktu widzenia fizyki. O eksperymentach dotyczących podstaw fizyki kwantowej”. Celem fizyki jest objaśnienie otaczającego nas świata, a więc opisanie wzajemnych zależności i procesów za pomocą możliwie prostych środków. Mówi się tu więc o tak zwanym świecie zewnętrznym, zakłada koncepcję istniejącej rzeczywistości, którą obserwator chciałby opisać w obiektywny sposób. Bycie obiektywnym oznacza dla nas naukowców, że opis wolny jest od wartościowania i niezależny od warunków obserwacji. Na przykład każdy zakłada, że ilość pieniędzy w jego kieszeni jest określoną sumą, która podczas tego wykładu (miejmy nadzieję) pozostanie stała. W szczególności suma ta powinna być niezależna od tego, kto liczy – czy sam właściciel, czy ktoś inny. Rola fizyki polega na opisie zmian tej sumy pieniędzy (ewentualnie dowolnej wartości uznawanej za obiektywną) i jej zależności od innych wielkości: my, fizycy, zdajemy się w znacznym stopniu na tego typu zależności, ponieważ wtedy jesteśmy w stanie na podstawie obserwacji wnioskować na temat właściwości innych wielkości. Jest to możliwe nawet przy zupełnie przypadkowym rzucie kostką. Znając właściwości kostki i jej dokładny ruch zasadniczo potrafilibyśmy obliczyć wynik. Jest więc możliwe całkowite sprowadzenie przypadku do praw fizyki. To jest podstawowa zasada klasycznej fizyki: kiedy zna się wartości początkowe, można opisać każdy ze stanów pośrednich oraz stan końcowy. Wszystko jest ściśle deterministyczne; przy wystarczającym wysiłku w zakresie rachunków w zasadzie możemy wszystko policzyć.

Zapoczątkowany w 1900 roku rozwój mechaniki kwantowej całkowicie obalił ten sposób myślenia. Przykładem jest tu teoria nieoznaczoności Heisenberga. Według niej niemożliwa jest znajomość wszystkich właściwości systemu z dowolną dokładnością, a mianowicie prędkości i położenia cząstki. Kierowcy mogą oczywiście nadal polegać na swych przyrządach nawigacyjnych, ponieważ w praktyce wpływy mechaniki kwantowej na obiekty tak duże jak jadący samochód są zupełnie znikome. Tutaj fizycy muszą zaakceptować przypadek jako taki. Żaden opis nie może przepowiedzieć, jaka prędkość zostanie zmierzona i jaki jest jej związek z prędkością sprzed pomiaru położenia. Wielu fizyków (między innymi Einstein) uważało wówczas mechanikę kwantową za krok pośredni i myślało, że później procesy opisane zostaną w pełniejszy sposób. Einstein zareagował słynną publikacją, w której stawiał fizyce dwa żądania. Pierwszym był tak zwany realizm: wynik pomiaru powinien być znany nawet w przypadku, w którym nie przeprowadzę pomiaru. Tak więc ilość pieniędzy w kieszeni powinna być określona, nawet jeżeli ich nie przeliczę. Ta myśl wydawała mu się tak wiarygodna, że przeniósł ją na świat kwantów. Po drugie wymagał lokalności, w myśl której wpływy z jednego miejsca nie powinny przenosić się szybciej niż z prędkością światła. Einstein obserwował system dwóch splątanych cząstek. Cząstki pochodziły ze wspólnego źródła i podczas procesu tworzenia otrzymały wspólne właściwości. Według mechaniki kwantowej takie systemy są możliwe. Pomiary mogą jednak prowadzić do identycznych wyników w różnych miejscach, mimo że nie minął czas, w którym wpływ z jednego pomiaru mógłby dotrzeć na miejsce drugiego. Einstein był w stanie wykazać, że w tym przykładzie mechanika kwantowa jest sprzeczna z jego dwoma postulatami. Dopiero wiele lat później znaleziono eksperyment, który mógł rozstrzygnąć ten konflikt. Wyniki pokazywały wyraźnie: natura nie spełnia obu postulatów Einsteina. Albo impulsy rozprzestrzeniają się z prędkością nadświetlną, albo też właściwości nie mają żadnej rzeczywistości, kiedy się ich nie obserwuje. Ten drugi przypadek oznacza, że właściwości fizyczne (jak na przykład prędkość cząstki) stają się czymś rzeczywistym dopiero w momencie pomiaru. Istnieją teorie dla obu podejść, ale eksperymenty nie są w stanie dostarczyć nam w tym punkcie żadnych odpowiedzi. Pewien amerykański fizyk sformułował kiedyś tę kwestię następująco: „Czy Księżyc istnieje, kiedy nikt na niego nie patrzy?”.

Drugi mówca, profesor Hans-Peter Dürr, ma za sobą ponad pięćdziesięcioletnią karierę badawczą. Przez wiele lat pracował u boku Wernera Heisenberga, zajmując się zagadnieniami z zakresu fizyki cząstek elementarnych; później również filozofią i zagadnieniami socjalno-politycznymi. Prowadził monachijski Instytut Maxa Plancka, jest laureatem Alternatywnej Nagrody Nobla i honorowym obywatelem miasta Monachium. „Stan wiedzy nauk przyrodniczych i doświadczenie rzeczywistości. Przeżywamy więcej niż pojmujemy. Wszyscy znamy z doświadczenia swego rodzaju wiedzę, którą należy może rozpatrywać w kategoriach wiary. Coś wydaje nam się samo z siebie zrozumiałe i jasne. Wydarza się to jeszcze przed doborem pojęć. Chętnie charakteryzuję to za pomocą czasowników nieprzechodnich, takich jak: spodziewać się, przeżywać, kochać lub postrzegać. Coś przeżywamy, ale jeszcze nie możemy tego uchwycić i pojąć. Nauka próbuje przekształcić wszystko, co możemy przeżyć, w wiedzę – zrozumieć i przez to uczynić uchwytnym. Uprawnionym pytaniem jest, czy może nam się to udać i czy kiedyś będziemy mieli cały świat „pod kontrolą”. Najpierw nasze przeżywanie jest czymś, co ciągle się zmienia i na nas oddziałuje, dlatego nazywamy je rzeczywistością (niemiecka gra słów: działać – wirken, rzeczywistość – Wirklichkeit; przyp. tłum.). Natomiast kiedy mówię o wiedzy, oddzielam siebie samego od zewnętrznego świata, rozróżniając między sobą i tym, co przeżywam. Robię z tego „rzecz” (łac. res), coś realnego, i przecinam w ten sposób związek między podmiotem i przedmiotem. Naukowcy nazywają to obiektywizacją i sądzą, że mówią wtedy o prawdzie. Ale coś się przy tym zagubiło. Fizyka próbuje odtworzyć ten związek z nami, ludźmi, wprowadzając siły i oddziaływania zwrotne wpływające na obserwatora. Ale zniszczone połączenie między przedmiotem i podmiotem znajduje się na zupełnie innej płaszczyźnie i nie da się go zastąpić falami dźwiękowymi lub promieniowaniem elektromagnetycznym. Od momentu, w którym następuje ten rozłam, ludzie zajmujący się duchowością i naukowcy poruszają się naprzód, lecz w różnych kierunkach. Rozwój duchowy prowadzi w obszary niedualności, w której człowiek jest częścią tego, co opisuje. Naukowiec porusza się w stronę przeciwną, ku dualności i próbuje opisać świat z zewnętrznego punktu widzenia. Jeżeli konsekwentnie podążać tą drogą, nauka – co ciekawe – ponownie wkracza na teren, na którym traci pewny grunt pod stopami i rozumie, co ma na myśli druga strona. Rewolucyjne odkrycia fizyki z początku XX stulecia umożliwiają tego rodzaju pomost między dyscyplinami naukowymi a religiami. Mechanika kwantowa jest wspaniałym przykładem na to, że można zrozumieć jakąś rzecz z pełną jasnością, a mimo to wiedzieć, że można o niej mówić tylko za pomocą obrazów i równań. Werner Heisenberg, który odkrył regułę nieoznaczoności, stwierdził, że rzeczy, którymi się zajmuje, nie są rzeczami, tylko procesami. Istnieje tylko to, co się zmienia; w zasadzie nie ma żadnej materii.

Rzeczywistość jest więc czymś zupełnie różnym od realności, jest tylko potencjalnością, nieograniczonym bogactwem możliwości energetycznej manifestacji w formie materii. Ale sposób tej manifestacji nie jest określony. Na początku jest jakiś związek, struktura połączeń bez jakiejkolwiek połączonej substancji. Pytanie: „Co jest?”, trafia w próżnię. Tak jak na przykład pytanie: „Jaki kolor ma okrąg?”. Właściwość „kolor” nie ma sensu w przypadku okręgu. Mogę tylko zobaczyć namalowany okrąg. W zależności od koloru długopisu jest on niebieski, czarny czy w jakimś jeszcze innym kolorze. W tym sensie rzeczywistość jest niematerialna. Aby to zrozumieć, można porównać rzeczywistość z wierszem. Tutaj litery stoją obok siebie, ale ich sens nie pochodzi z grafitu czy farby drukarskiej, tylko bierze się stąd, że rozpoznajemy „A”. Widzimy kilka sąsiadujących liter i odczytujemy słowo. Ma ono znaczenie, które nie jest tym samym, co suma liter. Muszę najpierw przeczytać cały wiersz, dopiero wtedy je rozumiem.

Jako trzeci wszedł na katedrę Lama Ole Nydahl. Mówił o Rzeczywistości z punktu widzenia buddyzmu. Oba poprzednie wykłady były fascynujące; potrzebowałbym czasu, żeby się nad nimi zastanowić. Przekażę więc po prostu buddyjski pogląd i później porozmyślam nad wszystkim tym, czego się dowiedziałem. Ten, kto w medytacji kieruje się ku wnętrzu, dostrzega to, co obecna nauka opisuje w przypadku świata zjawisk – wewnętrzne wrażenia również ustawicznie nawzajem na siebie oddziałują, ale nie można ich odnaleźć jako takich. Budda podsumował to tak: świat zewnętrzny jest naszym wspólnym snem. Wyłania się on z przestrzeni na skutek karmy (podświadomych wrażeń) istot i jest postrzegany przez zabarwione okulary ich uczuć i różnorodnych kultur. Immanentną cechą przestrzeni od nie mającego początku czasu jest świadomość; postrzega ona i doświadcza. Do tego gra sama ze sobą i z natury nigdzie się nie kończy, ani nie jest niczym ograniczona. Umysł może w nieograniczony sposób przeżywać, wymyślać coś nowego, czuć coś fascynującego i doświadczać. Jest ponadczasowy i swobodnie wyraża swoje bogactwo w formie zewnętrznego i wewnętrznego świata. Ta „pustość” – brak własnej trwałej natury wszystkich zjawisk zewnętrznych i wewnętrznych, jest kluczem do ostatecznego wglądu i urzeczywistnienia wszystkich istniejących już właściwości umysłu. Rzeczywiste zrozumienie, że nic nie istnieje samo z siebie, lecz że wszystko powstaje w wyniku warunków, ciągle się zmienia i ponownie rozpuszcza, przy czym najmniejsze cząstki ostatecznie rozpuszczają się w przestrzeń – prowadzi poza jakąkolwiek dualność. Na to, jak nasze uniwersytety rozumieją pustkę, w znaczącym stopniu wpłynęli na początku lat 60. tybetańscy uczeni gesze, oddelegowani przez Dalaj Lamę wkrótce po ucieczce przed Chińczykami. To podejście jest czysto analityczne, jak pokazuje często stosowany przykład: kiedy bierze się do ręki kubek i zadaje pytanie, co dokładnie o nim stanowi, nie znajdzie się niczego trwałego. Można wprawdzie znaleźć uszko, dno, krawędź i tak dalej, jednak właściwy kubek nigdzie się nie pojawia, bo „kubek” to tylko słowo. Identycznie można postąpić ze składnikami kubka, można zbadać cząsteczki, atomy i ich protony, neutrony, pozytrony, elektrony i kwarki; znowu otrzymamy ten sam wynik: nie można znaleźć nic trwałego. Nic tam nie jest rzeczywiste. Taki pojęciowy dostęp do doświadczenia pustości wszystkich zjawisk nosi tybetańską nazwę rangtong i oznacza „puste samo w sobie”. Ten pogląd jest jednak dla ludzi na Zachodzie niezbyt porywający, choć zaskakujący. Wiadomo, że buddyzm jest religią doświadczenia – chcielibyśmy więc oczywiście w przypadku jego najważniejszych poglądów – doświadczyć czegoś uchwytnego. Przy dalszym badaniu stwierdzimy też: w tej pustości coś się wydarza. To podejście nazywa się po tybetańsku szentong, „pusty i jeszcze coś”. Istnieje nie tylko pustka, ale i coś, co tej pustki doświadcza.

Po tym rozszerzonym poglądzie następuje wszechogarniające doświadczenie buddyjskich joginów, którzy przede wszystkim stosują najwyższe medytacje Diamentowej Drogi. Tutaj używane jest trzecie słowo, detong. „De” pochodzi od „dewa”, oznaczającego „radość, błogość”, a „tong” także i tutaj oznacza „pusty”. A więc pełne doświadczenie istoty umysłu i wszystkich rzeczy jest nieopisaną radością, symbolizowaną przez formy buddów w zjednoczeniu. Nieprzerwane lśnienie zwierciadła i niewzruszona głębia morza są pełne sensu i mają o wiele większe znaczenie niż obrazy i fale, które w nich powstają i znów przemijają. Już 300 lat temu, kiedy Europa po raz pierwszy podbiła kraje buddyjskie, pojęcie pustki spotkało się z niezrozumieniem na skutek naszego dualistycznego sposobu myślenia przejętego z Bliskiego Wschodu. Przy naszym światopoglądzie typu „albo-albo” musieliśmy interpretować pustkę jako „brak” i odpowiednio buddyzm jako drogę prowadzącą do nicości. Moje pokolenie hippisów, przemierzających Himalaje w późnych latach 60. i wczesnych latach 70. w poszukiwaniu szczególnych, urzeczywistnionych lamów, nauczyło się – jako pierwsi ludzie na Zachodzie – myśleć „pusty OD”, rozumieć, że umysł jest pusty „od” rozmiaru, wagi, koloru i innych właściwości, które czyniłyby z niego rzecz – że ten, kto przeżywa wszystkie światy, nie jest ani uwarunkowany, ani złożony i z tego powodu nie może zostać zniszczony czy skrzywdzony. Doświadczenie tego aż do szpiku kości jest niezwykłym prezentem w życiu – podarunkiem o podstawowym znaczeniu.

Kiedy pustość zostaje w pełni doświadczona, wyraża się na trzech poziomach: ponieważ najwyraźniej nie można być ani własnym przemijającym ciałem, ani zmieniającymi się wewnętrznymi stanami, a przeżywający jest ze swej natury niezniszczalny, powstaje intuicja i można bez obaw spojrzeć rzeczom prosto w oczy. W rezultacie wszystko, co umysł może wytworzyć i czego może doświadczyć, staje się świeże i fascynujące. To jest wpływ przynoszący trwałe szczęście, przenikający wszystko w życiu. Po trzecie staje się jasne, że umysł nie ma granic a wszystkie istoty pragną szczęścia i chcą uniknąć cierpienia. Ponieważ „ja sam” to tylko jedna istota, a inni są niezliczeni, z oczywistych względów działa się dla ich dobra. Te trzy doświadczenia powstają samoistnie, choć w bardzo różnym tempie, poprzez medytację buddyjskich dróg: Wielkiej i Diamentowej Drogi.

Celem buddyzmu jest rozwój istot na wszystkich poziomach. Zaczyna się od wiedzy, którą należy na własny użytek zbadać – i to dokładnie, proszę! Następnie poprzez medytację buddyzm oferuje środki, dzięki którym poglądy uważane przez nas za cenne zmieniają nas i stają się częścią naszego życia. Ostatecznie, życie codzienne powinno potwierdzić naszą orientację, umożliwić lepsze zrozumienie tego, czego się nauczyliśmy i zręczniejsze przekazywanie tego innym. Dwa i pół tysiąca lat temu Budda chciał się podzielić ze światem właśnie tym dawaniem i braniem opartym na krytycznej samoobserwacji – a ja dzisiaj chciałbym otworzyć na nie Zachód. Nauki Buddy nie mogą przydać istotom ani odrobiny „dodatkowej” prawdy, ponieważ umysł każdego od zawsze jest oświecony w swej naturze. Ponieważ, jak dowiedziono, jest on sam w sobie wiedzą, nauki mogą tylko usunąć zasłony przeszkadzających uczuć i sztywnych poglądów, które nie pozwalają nam zobaczyć natury rzeczy. Lama Ole Nydahl zakończył swój wykład krótką medytacją. Na zakończenie cztery monachijskie „dakinie” wręczyły uczestnikom po gipsowej tsa-tsy przedstawiającej Diamentowy Umysł. Następnie zostali oni wraz z publicznością zaproszeni do monachijskiego ośrodka. Tam nastąpiło wesołe „get-together” z jedzeniem i napojami dla wszystkich. Lama Ole, profesor Dürr i profesor Weinfurter prowadzili jeszcze swobodną dyskusję przy lampce wina, opowiadali sobie anegdoty i dobrze poznali się nawzajem.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: