DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Tworzyć buddyzm

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Tworzyć buddyzm

Wywiad z Lamą Ole Nydahlem
_________

Przeprowadził Roman Laus, latem 2007 roku.


Co to znaczy być nie tylko „konsumentem”, ale również „producentem” buddyzmu?

Lama Ole: Tworzenie buddyzmu oznacza, że dbając o własny rozwój równocześnie pomagamy innym na ścieżce. Czyli stajemy się dobrym przykładem i dzielimy się z innymi swoim doświadczeniem, jednocześnie pracując nad samym sobą. Kluczowe znaczenie ma tu praktyka w życiu codziennym. Gdybyśmy korzystali z nauk jedynie dla własnego pożytku i nie dzielili się z innymi własnym zrozumieniem, przypominałoby to odłożenie otrzymanego właśnie prezentu na półkę. W takiej sytuacji ludzie zwykle wysłuchują buddyjskich nauk, jednak gdy nie pasują one do opinii ich ego, nabierają wątpliwości, zamiast wyjaśnić daną kwestię i umocnić w umyśle ponadczasowy pogląd. Mają tylko ograniczone zaufanie do nauk, nie są nimi szczególnie zainspirowani i oceniają je w świetle swych zmiennych nastrojów – pod kątem „lubię – nie lubię”. Dzieje się tak zawsze wtedy, kiedy zrozumienie pojawia się jedynie na poziomie słów. Jeśli natomiast stosujemy je w codziennym życiu, dzielimy się nim z innymi, wtedy wszyscy na tym wygrywają. Również to, czy ktoś zachowuje nauki dla siebie, czy też reprezentuje je własnymi działaniami, wiele mówi o tym człowieku.

Na początku jesteśmy jednak raczej skłonni konsumować buddyzm. Jak to się dzieje, że w pewnym momencie przestaje nam to wystarczać i chcemy zacząć go produkować?

Lama Ole: Jest to proces podobny do tego, przez który przechodzą rodzice – w pewnym momencie zaczynają dostrzegać nowe możliwości u dzieci i ich pogląd staje się dojrzalszy. Kto przekazuje buddyjskie nauki, nie może uniknąć tego, że coraz mocniej będzie odczuwał ich wagę i głębię. Stajemy się świadomi i odpowiedzialni widząc, że przynoszą one pożytek dającemu, otrzymującemu i wszystkim, których poruszą. Ich mądrość wynosi każdy kolejny obszar życia na poziom ponadosobisty i wyraża się poprzez nasze wybory ekonomiczne, wartości polityczne, a nawet życie osobiste. Jeżeli w miarę wzrostu zaufania, wykorzystujemy swoje wglądy w życiu, wydarzają się wówczas rzeczy pełne znaczenia.

Czy w historii buddyzmu zawsze tak było?

Lama Ole: Nie, ponieważ w kulturach opartych na ucisku, w których szaty, mundury, przywileje i wychowanie dzielą społeczeństwo, ludzie nie mają innego wyboru, jak tylko bezkrytycznie przyjąć to, co im się proponuje – ze zrozumieniem lub bez. Mniej lub bardziej świadomie kontynuują to przedstawienie, pragnąc zachować swój status społeczny lub po prostu w nadziei, że ich śmierć będzie mniej bolesna. Jest to również wyraz postawy konsumenckiej, a przede wszystkim poprawności politycznej. Ludzie ci świadomie rezygnują z własnej, wewnętrznej swobody myśli na rzecz bezpieczeństwa lub uznania. Dostają coś za coś, jak na targowisku. Na głębokim poziomie jest to niesłychanie szkodliwe dla poczucia własnej wartości. Szkody te drastycznie rosną w bardo, stanie pośrednim po śmierci, kiedy to umysł odcięty zostaje od wrażeń zmysłowych. Jeżeli ktoś świadomie kłamał, wypierając myśli o odpowiedzialności po to tylko, żeby swą prawomyślnością przypodobać się innym, doświadczy w rezultacie stanów głębokiego pomieszania i strachu, co prowadzi z reguły – zgodnie z naukami Buddy – do odrodzenia się jako zwierzę. Nawiasem mówiąc, dobry przykład marnotrawstwa i rozsądnego działania znaleźć można w Biblii, w historii o trzech ludziach, którzy dostali po garści srebra. Jeśli dobrze pamiętam, to jeden z nich je wydał, drugi rozdał, a tylko trzeci je zainwestował i obserwował później jak wszystko to się pomnaża i pracuje na jego korzyść. Podobnie jest z naukami Buddy: jeśli z nich nie korzystamy, nie mają większego znaczenia, jeżeli jednak wprowadzamy je w życie, przynoszą ogromny pożytek.

Czy powinniśmy ludziom dawać czas na sprawdzenie dharmy, zanim naprawdę zaczną brać na siebie odpowiedzialne zadania?

Lama Ole: Tak właśnie robimy. Wy tak zrobiliście i ja też. W którymś momencie zrobił tak każdy myślący człowiek. Chociaż w Diamentowej Drodze większość z nas zainspirował przykład przekonującego nauczyciela, nauki dharmy podkreślają wagę solidnej wiedzy, zdobytej bez żadnego przymusu. Nikogo więc nie powinniśmy zmuszać do robienia czegoś, czego nie zdążył jeszcze przemyśleć. Gdy z Hannah poczuliśmy silny związek z buddyzmem, znaliśmy już jego historię, co miało wpływ na nasze podejście od samego początku. Chociaż nasze spotkanie z naukami było szaloną miłością od pierwszego wejrzenia, wiedzieliśmy też, czego należy unikać na Zachodzie. Kiedy jednak zaczęliśmy praktykować Diamentową Drogę, nasze związki karmiczne okazały się na tyle silne, że nie widzieliśmy już niczego poza przykładem naszych lamów. W Azji podejście pełne oddania uchodzi za najszybszą drogę rozwoju, ponieważ w ten sposób przejmujemy najszybciej właściwości nauczyciela. Jednak na krytycznym Zachodzie, gdzie pod żadnym pozorem nie możemy sobie pozwolić, żeby wypaść głupio jako „firma”, nauczyciele powinni zalecać uczniom, żeby utrzymywali swe oddanie w granicach normalności. Zamiast wylewnie je wyrażać, powinni przede wszystkim budować zaufanie do samych siebie i przeżywać własne uczucia w sposób ponadosobisty. Pomagając im w rozwoju nie chcemy, żeby byli zależni od egzotycznych doświadczeń, lecz zachęcamy do sprawdzania, jak nauki mogą poprawić jakość ich codziennego życia. Od tego momentu ich rozwój potoczy się gładko, niejako sam z siebie. Uczniom może w tym wszystkim bardzo pomóc obserwowanie różnych dobrych przykładów ponadosobistej pracy. Praca, którą wykonujemy dla pożytku innych, ma głębokie znaczenie – wszyscy, którzy chcą wyjść na słońce zrozumienia powinni przejść tam przez drzwi bezpośredniego zaangażowania. Gdy ludziom brakuje tej samodyscypliny i przychodzą tylko po to, żeby brać, powinniśmy być dla nich uprzejmi, ale nie musimy chwalić tych, którzy wiedzą wszystko lepiej, lecz niczego konkretnego nie robią.

Czy to przejście nie powinno wydarzyć się naturalnie, a ludzie nie powinni mieć szansy, żeby wszystko najpierw sprawdzić?

Lama Ole: Tak, ale nie powinno to trwać dziesięć lat. Nie jesteśmy „wiecznymi poszukiwaczami”, jak ma to często miejsce na przykład w Holandii, lecz raczej „znalazcami”. Wszyscy ci, którzy nie wykorzystują metod dających ostateczną pewność, ale chcą tylko ciągle wszystko sprawdzać, badać, mieszać ze sobą i błyskotliwie porównywać, nadal będą tkwić w pomieszaniu – chyba że uda im się pokonać tę słabość i naprawdę wejść na ścieżkę konkretnego działania. Nieważne, czy wyrazi się to w postaci darowizny pieniężnej, cotygodniowego sprzątania ośrodka, czy czegoś podobnego. Dając otwieramy się, a pomaganie lub niepomaganie w ośrodku jest naturalnym wyborem, który chroni obie strony przed złamanymi związkami i marnowaniem czasu. Ponieważ Diamentowa Droga jest tak pełną znaczenia i głęboką ścieżką, powierzchowne podejście nie jest najlepsze dla karmy ludzi. Z drugiej strony, otwartość i zaufanie są kluczem do szybkiej nauki i rozwoju. Z czasem nawiązujemy tak silny i trwały związek z przyjaciółmi z ośrodka, jak to tylko możliwe. Ogólnie nie jest dobrze, jeżeli mała grupka ludzi robi wszystko, a inni nie włączają się do wspólnej pracy. Wydaje mi się, że w Diamentowej Drodze nie wywieramy szczególnego nacisku na ludzi, żeby podejmowali się jakichś zadań. Jest to raczej wyraz ich własnej karmy. Wyrachowani goście, którzy potrzebują uznania lub chcą po prostu dostać wszystko, bez żadnego własnego wkładu, zwykle sami odchodzą – miejmy nadzieję, że w odpowiednie dla nich miejsca.

A co z ludźmi, którzy chcą tylko medytować?

Lama Ole: Ci, którzy chcą jedynie medytować, powinni być wdzięczni tym, którzy umożliwiają im praktykę. Jeśli mają z tym trudności, oznacza to, że należą do tego rodzaju ludzi, których nie potrzebujemy. Gdy medytujący są lub stają się dumni i nie mają ochoty dzielić się swoimi wglądami ani pomagać innym, wyzwalają w pozostałych członkach ośrodka negatywne uczucia. Kiedy natomiast ludzie lubią sami z siebie medytować często lub długo, żeby móc jeszcze lepiej funkcjonować i jeśli są wdzięczni tym, którzy im to umożliwiają, to jest zupełnie inna kwestia. Tacy ludzie gromadzą teraz warunki, dzięki którym będą mogli w przyszłości dać coś innym. Podobnie jak w wielu innych życiowych sytuacjach, również w praktyce buddyzmu jest to zwykle kwestia postawy.

Jak możemy zainspirować innych do pracy dla dharmy?

Lama Ole: Inspirujemy ludzi tym, co robimy, ponieważ zwykle naszej pracy towarzyszy wiele radości. Jeśli inni to poczują, zapragną również wziąć w tym udział. Najlepszą reklamą jest nasz własny przykład. Ludzie widzą, że pracujemy po 18 godzin dziennie, w dodatku bez wolnych weekendów. Inspirują ich tłumy słuchaczy na naszych wykładach, cenią nasze niezwykłe kobiety i silnych mężczyzn. To wszystko musi porywać, jeżeli ktoś ma w żyłach krew, a nie zimną wodę. Nagle, wychodząc poza świat własnych oczekiwań i ograniczeń, czują, że weszli do najlepszego z klubów – klubu współczesnych joginów Diamentowej Drogi.

Jak można rozwijać motywację do pracy?

Lama Ole: Może w tym pomóc częste odpowiadanie sobie na pytanie: „Jeśli miałbym dzisiaj umrzeć, to ile z trwałych i pełnych znaczenia rzeczy zdążyłem zrealizować?”. A także coś, o czym łatwo zapominamy w naszym społeczeństwie: bez zasługi nie rozwinie się dojrzała mądrość. Jeżeli nie przygotujemy się do śmierci, to nie przebijemy się przez nawykowe zasłony pomieszanych uczuć i sztywnych koncepcji, za którymi czeka na nas stabilność wyzwolenia i nieograniczona radość z pracy bodhisattwy oraz doświadczenie stanu buddy. Ludzie powinni też wiedzieć, że kochamy ich wszystkich, ponieważ mają naturę buddy, jednak partnerami stają się dopiero wtedy, gdy coś rzeczywiście zrobią, żeby wydobyć ją na światło dzienne. Chociaż bywa to bolesne, świadomie „odfiltrowujemy” egoistów i osoby niedojrzałe: Diamentowa Droga najzwyczajniej nie jest ścieżką dla każdego. Na świecie istnieją różne przyjazne ludziom i pożyteczne nauki, które zaspokoją najrozmaitsze duchowe potrzeby. Żeby pomóc innym w rozwinięciu ich wrodzonych właściwości, powinniśmy kierować się doświadczeniem – myślę, że moje jest tutaj odpowiednie. Po latach boksu, który uprawiałem w czasie studiów – również poza ringiem – gdzieś głęboko w kościach czuję, czy ludzie poddadzą się pod presją, czy nadal będą starali się zwyciężyć. Czy grają na czas i unikają bezpośredniego starcia, czy też sprawdzają przeciwnika i zbierają siły do decydującego uderzenia? Uświadamiając sobie, czy główną przeszkadzającą emocją danego człowieka jest gniew, pożądanie czy też pomieszanie, sprawdzamy z pomocą ciała, mowy i umysłu, jak szybko i jak skutecznie możemy mu pomóc.

Gdy nasi przyjaciele zbyt wiele pracują, zaczynają popełniać błędy albo czują się przytłoczeni nadmiarem obowiązków…

Lama Ole: To jest przede wszystkim kwestia psychologiczna. Jeśli człowiek chce być pożyteczny i poszerzać swoje horyzonty, w idealistycznym społeczeństwie będzie mógł bardzo szybko pozbyć się prawdziwych wrogów własnej mocy: pomieszanych uczuć i sztywnych, dualistycznych koncepcji. Ludzie dysponują niesamowitą wręcz siłą i odwagą, których nie wykorzystują żyjąc w nawykowy sposób, ale w odpowiednich warunkach mogą się one uwalnić i przejawić. Podam przykład: przez ostatnich pięć lat, w czasie kursów „świadomego umierania” (tyb. Poła), które odbywały się w Niemczech koło Kassel, ponad dwa tysiące moich uczniów wyskoczyło ze spadochronem z samolotu, a niektórzy wyrobili sobie nawet licencję samodzielnego skoczka. Za przykład powinniśmy dawać ludzi aktywnych. Dzięki temu inni widzą, że też mogą coś zrobić. Dla mnie oznacza to, że „pozwalam ludziom dojrzewać”, czy też „wprawiam maszynę w ruch i patrzę jak wszystko wzrasta” – działanie to źródło bezustannej radości, rozwoju i przyjaźni. Dzięki błogosławieństwu linii oraz właściwemu partnerowi lub partnerce, tak czy owak powstaje w nas wiele nadmiaru dla innych. Wspaniałe, świadome pary doświadczają w pełni bogactwa życia i są przekonującym filarem Diamentowej Drogi. Szczerze mówiąc myślę, że niewiele trzeba, by uczynić własne życie pożytecznym i radosnym. Wielu ludzi nie odważa się działać aktywnie i z pełną mocą z powodu błędnie rozumianej lojalności wobec rodziców, którzy od dzieciństwa przekonywali ich, że nie potrafią niczego dokonać – lub wobec kogokolwiek innego, kto widzi w nich nieudaczników. Tymczasem świat jest bogaty sam w sobie i przy wystarczającej dozie otwartości każdy może znaleźć odpowiednie środki, narzędzia czy ludzi, którzy pomogą mu ruszyć do przodu pełną parą. Gdyby nie blokowały nas ograniczające nawyki i sztywne oczekiwania, załatwialibyśmy po prostu bez problemu jedną sprawę po drugiej. Gdy z sympatią przyglądamy się osiągnięciom innych, z radością dzielimy się z nimi różnymi zadaniami – a obserwując ich pracę również sami najlepiej się uczymy. Jak zawsze – tak w dharmie, jak i w życiu – spontaniczne i bezwysiłkowe podejście wyzwala najlepsze ludzkie właściwości.

Czy powinniśmy prosić innych, żeby pomogli nam w pracy dla dharmy, czy raczej czekać, aż sami poczują potrzebę zrobienia czegoś?

Lama Ole: To zawsze zależy od tonu naszego głosu w danej chwili i od wewnętrznej postawy. Z pewnością powinniśmy pozwalać innym przyłączać się do pracy, ponieważ gromadzi się w ten sposób wiele dobrej karmy. Większość ludzi, nawet nie całkiem świadomie, chce zwykle pomagać w dobrej sprawie, tak więc w imieniu buddów powinniśmy dać im taką możliwość, a następnie oczywiście podziękować za udzieloną pomoc. Jeśli jesteśmy pewni siebie i nauk, inni to poczują. Nieustanny, psychologiczny nadmiar jest niezwykle pociągający, dlatego, jeśli go posiadamy, inni chcą przebywać w naszym polu mocy, pragną doświadczać miłości i znaczenia. W przeciwnym razie, jeżeli sami jesteśmy rozczarowani i zablokowani, trudno będzie uzyskać pomoc. Chociaż taka osoba potrzebuje tak naprawdę tylko odrobiny ciepłego zainteresowania, inni odnoszą wrażenie, że jest „niewyraźna” lub ich nie lubi, więc się wycofują. Nadwyżki energii są mile widziane. Chociaż przez cały czas przebywam w czystej krainie i bez przerwy doświadczam radości, na wykładach wyraźnie czuję, czy spałem poprzedniej nocy, czy nie. Gdy dopada mnie zmęczenie, nie wychodzi mi opowiadanie dowcipów, więc muszę wtedy trzymać się po prostu tematu wykładu. Gdy jednak jestem wypoczęty, staram się pokazać słuchaczom jak najwięcej przestrzeni w ich własnych umysłach. Reasumując, gdy ludzie są oschli lub lekceważą pomysły innych, oznacza to, że gdzieś mają problem z samymi sobą. Warto więc darzyć ciepłymi uczuciami ludzi, od których chcemy uzyskać pomoc.

Czy możemy uniknąć przepracowania?

Lama Ole: Rozkoszujcie się swoją mocą! Nasze życie ma sens! To wspaniała rzecz móc dawać innym buddyzm w rozsądnym wydaniu. Przynosimy w ten sposób wielu istotom pożytek na ostatecznym poziomie. Przyczyniamy się do ogromnego rozwoju, a im lepiej nam to wychodzi, tym szczęśliwsi stajemy się sami. Dzięki nawykowi medytowania codziennie przez pół godziny i dzieleniu się z innymi uzyskanym w ten sposób nadmiarem – do czego w ośrodku mamy mnóstwo okazji – wszystko naturalnie się balansuje. Praca w uwarunkowanym świecie jest jednak czymś innym. Tam brakuje nam często inspirującego idealizmu, a zakup dłuższego samochodu lub domu większego od willi sąsiada daje w gruncie rzeczy niewiele szczęścia. Ostatecznie ważna jest tylko ta praca, która daje innym ponadczasowe wartości. To właśnie w ten sposób wymykamy się z więzienia nawyków, stajemy się wolni i pożyteczni. To wielki prezent móc robić coś ważnego w życiu, mieć masę przyjaciół i, biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie, móc pracować na rzecz wolności wszystkich ludzi. Jeśli ktoś będzie tu próbował budować sztywne podziały, wkrótce zacznie doświadczać ograniczeń tak na zewnętrznym, jak i wewnętrznym poziomie. Zdrowa równowaga jest bardzo dobra, najlepsza na świecie! Działanie bez radości jest mechaniczne i nie ma w nim wiele błogosławieństwa. Jeśli natomiast tylko obijamy się bez celu, świat robi się nudny. Radość i moc wzbogacają się nawzajem. Wiele osób już przy pierwszym spotkaniu potrafi pojąć nauki o najwyższym buddyjskim poglądzie, a powód tego jest taki, że albo praktykowali je już w poprzednim życiu, albo po prostu w swym rozwoju osiągnęli poziom, na którym mogą używać oświecających nauk o naturze umysłu. W obu przypadkach przyczynę stanowi dobra karma i uzyskane w młodości wykształcenie. Jeśli ktoś tkwi głęboko korzeniami w Diamentowej Drodze, będzie miał poza tym duże zaufanie do form buddów. W tym drugim przypadku intensywna praca angażująca ciało, mowę i umysł pozwala danej osobie rozwinąć głęboką dojrzałość, która jest bardzo inspirująca dla uczniów. Odnośnie tego, ile mocy „zabraliśmy ze sobą” z poprzedniego życia, sytuacja nie jest całkiem jasna – mamy tu do czynienia z typowo azjatyckim brakiem przejrzystości. Na przykład przed 900 laty wielki mistrz z południowego Tybetu, Milarepa powiedział, że nazywanie go „tulku” odbiera moc naukom buddyjskim, ponieważ to dzięki praktykowaniu ich rozpuścił się w tęczę pod koniec życia, chociaż w młodości zamordował trzydziestu pięciu członków swojej rodziny. Z drugiej strony mówi się również, że był inkarnacją urzeczywistnionego mistrza Dombi Heruki.

Co w tym kontekście znaczy „rodzinne nastawienie”?

Lama Ole: Jesteśmy jak rodzina, to znaczy, że ufamy sobie, jesteśmy bezpośredni i staramy się razem coś stworzyć. W rodzinie powinno się stosować zasadę, że „wątpliwość działa na rzecz oskarżonego” i utrzymywać dobry styl na wszystkich poziomach. Bardzo ważne jest, żeby każdy mógł zachować twarz, jest to podstawa zdrowego rozwoju. My, Duńczycy przez ostatnich kilka tysięcy lat byliśmy dość trudni – większość blondynów na świecie to nasi genetyczni spadkobiercy, choć jest nas tylko pięć milionów. Wszyscy woleli trzymać się od nas z daleka! Jednocześnie mamy pewną ciekawą tradycję, doskonale sprawdzającą się w naszym parlamencie: zanim ktoś zacznie tam kogoś atakować, musi najpierw powiedzieć: „Mój wielce szanowny przedmówca”, a dopiero potem może mu życzyć, żeby we wszystkich przyszłych żywotach znajdował po praniu skarpetki wyłącznie nie do pary. Należy po prostu zrobić odpowiednie wprowadzenie, zadbać o dobry styl. Dobrze jest stwarzać zawsze przestrzeń, w której każdy będzie mógł wypaść jak najlepiej. Gdy zewnętrzne ramy danej sytuacji są solidne i wszyscy zachowali twarz, sprawy stają się prostsze. Jeśli dobrze się do siebie odnosimy, powstaje przestrzeń, w której możemy się nawzajem szanować i zachować wystarczający dystans do zdarzeń. Jako czcigodni jogini Diamentowej Drogi powinniśmy tak właśnie działać. Nawiasem mówiąc, nasza linia ma też wiele innych, pięknych nazw. Jednym z nich jest drubdziu co znaczy „linia urzeczywistniających”. Najpopularniejsza jest nazwa kagyu, gdzie ka znaczy „ustny”, a gyu – „przekaz”. To znaczy, że nauczyciel i uczeń muszą utrzymywać ze sobą bardzo bliski i otwarty związek, żeby mogło nastąpić przekazanie ważnych właściwości umysłu. Ostatnie cuda techniki, takie jak streaming, otworzyły niezwykłe obszary dla ustnego przekazu, który wkrótce docierać będzie do niezliczonych ośrodków i uczniów – media będą przynosić nam pożytek i nas łączyć. Istnieje jeszcze określenie karma kamtzang, gdzie „kamtzang” znaczy „rodzina”. Tym właśnie jesteśmy i nasza relacja z nauczycielem wyraźnie to pokazuje – widać to już w chwili przyjęcia Schronienia. Przyjmujemy je nie tylko w Buddzie, dharmie i sandze, lecz również w nauczycielu, który jednoczy w sobie Trzy Korzenie oświecenia. W tybetańskim kościele państwowym, w szkole Gelug, której przedstawicieli zwie się „cnotliwymi” lub „żółtymi czapkami”, najważniejszym schronieniem są nauki Buddy. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że tradycja ta utrzymuje wiele ogromnych klasztorów, w których przez wiele lat studiuje się buddyjskie nauki. Dzięki zrozumieniu dharmy usuwamy zasłony niewiedzy i w ten sposób – powoli, ale stabilnie – dochodzimy do celu. Tym niemniej, w trzech starych szkołach „czerwonych czapek” głównym obiektem schronienia jest Budda. Reprezentuje go Lama – to on pokazuje nam niewzruszony stan umysłu, pełen rozwój jego właściwości i rozproszenie wszelkich zasłon. Stan umysłu nauczyciela wyraża nieustraszoność, samoistną radość i mądrą miłość – to on jest ostatecznym celem, podczas gdy dharma i sanga jedynie do tego urzeczywistnienia prowadzą. Ta wyjściowa postawa zabarwia sposób naszego postrzegania nauczyciela. Jeśli ktoś spotyka się z buddyzmem w szkole lub na uniwersytecie, buduje abstrakcyjny związek z doskonałością poznawaną poprzez pojęcia. Dlatego Gelugpowie mówią na przykład, że Dalajlama jest wypromieniowaniem buddy współczucia, Kochających Oczu, szczególnie w jego białej, siedzącej, czteroramiennej formie. W trzech „starych” szkołach natomiast spotykamy się z doskonałością bezpośrednio, za sprawą inicjacji lub któregoś z licznych, pełnych mocy nauczycieli. Dlatego nauczyciel staje się tu drogą dostępu do oświecenia, a różne formy buddów postrzegane są jako poszczególne aspekty jego umysłu. Wraz z moją wspaniałą żoną Hannah od 1969 spełnialiśmy życzenia XVI Karmapy Rangdziung Rigpi Dordże (Diamentu Samopowstałej Najwyższej Mądrości), a obecnie XVII Karmapy Taje Dordże (Diamentu Bezgranicznej Aktywności Buddy). To ogromna radość, móc poza czasem i przestrzenią przekazywać ludziom na całym świecie jego błogosławieństwo, mądrość i metody.

Dedykowane André Plamperowi i setkom wspaniałych przyjaciół, którzy na całym świecie budują nasze ośrodki. Dziękuję Wam z głębi serca!

Wasz Lama Ole

Opracowanie: Grzegorz Kuśnierz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Otwartość i oddanie - Lama Ole Nydahl | Faza budowania i faza spełniająca w medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Cztery ścieżki mądrego człowieka - Szamar Rinpocze | Cytat - Tantra Hewadżry | Po prostu praktykujmy - Lama Dzigme Rinpocze | Tworzyć buddyzm - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - Lama Ole Nydahl | Ołtarz w Kopenhadze - Fragment wywiadu z Hannah Nydahl | Czerwona Mądrość - Lama Ole Nydahl | Przeszkody na ścieżce - Michaela Fritzges | Cytat - Lama Ole Nydahl | Znaczenie sangi - Wolfgang Poier | Cytat - Lama Ole Nydahl | Na karuzeli życia - Joachim Feseck | Buddyjska pielgrzymka - Detlev Göbel | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska, Ewelina Warner | Cywilizacja buddyjska w Tybecie | Brzmienie pustki - Mira Starobrzańska | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Express Stupa - Wywiad z Viktorem Dévényi, koordynatorem budowy stupy w Becske | Impresja węgierska - Mira Starobrzańska | WIADOMOŚCI | Jak to sie robi w Izraelu - Detlev Goebel | Buddyjska Ziemia Święta - Aya Winawer | W krainie kiwi - Artur Grzeliński | Dakini gompa Cieszyn - nowy ośrodek | Poczuliśmy że jesteśmy we właściwym miejscu - Agata Kotuniak i Sławek Biały | Nagodzice, co nowego? | Białystok | Bytom | Konkurs dla architektów |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: