DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Powrót do korzeni

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Powrót do korzeni

Maria Przyjemska, Ewelina Warner
_________

Latem 2007 roku trójka przyjaciół postanowiła, przed nadejściem zimy, odwiedzić Wschodni Tybet. Po rozmowie z Lamą Ole szybko pozbyliśmy się wszelkich wątpliwości i w pierwszym tygodniu września byliśmy już w Tybecie: Franz z Perth w Australii, Thomas z Berlina i ja. Artykuł ten jest skróconą wersją relacji z podróży, które przesyłałam pocztą elektroniczną z kafejek internetowych w Kham.


Mieliśmy trzy miesiące na to, by odwiedzić najważniejsze miejsca pielgrzymek w rejonie Kham, które stały się również ośrodkami odosobnieniowymi. Pojechaliśmy tam, żeby odnaleźć korzenie Diamentowej Drogi w Tybecie, ale także jako ekipa reporterska – Thomas założył firmę realizującą projekty filmowe na temat joginów. W roli jego asystenta wystąpił radosny i pomysłowy Franz, jeśli o mnie zaś chodzi, zbieram materiały do pracy o ośrodkach odosobnieniowych we wschodniotybetańskich miejscach mocy.

10 września: Na dachu świata

Nareszcie w Tybecie! Jesteśmy na wysokości 3300 m n.p.m., po przebyciu przełęczy położonych na 4000 m n.p.m. Khampowie są dokładnie tacy, jak się ich opisuje – radośni, silni i honorowi. Czujemy się między nimi jak u siebie w domu. Dzisiaj, mimo tego że jeszcze nie przyzwyczailiśmy się do wysokości, wyszliśmy pozwiedzać miasto. Wspaniale było znaleźć się w miejscu pełnym flag modlitewnych, mantr, zdjęć lamów i tanek wiszących na każdej ścianie i wśród wszechobecnych wyobrażeń buddów wykutych w skałach.

18 września: Derge

Jesteśmy w Derge, historycznej stolicy największego królestwa Khampów. Po drodze przekroczyliśmy przełęcz Tro-la, położoną na wysokości ponad 5000 m n.p.m. Po raz pierwszy w tym życiu, wraz z Tybetańczykami wołaliśmy „Lha gya lo!” (w wolnym tłumaczeniu: „Oby Buddowie odnieśli zwycięstwo!”), rzucając w powietrze karteczki zadrukowane mantrami i formami buddów. Odwiedziliśmy słynną drukarnię, założoną w XVIII wieku przez króla Derge. Jest ona znana w całym Tybecie zarówno z największego nakładu buddyjskich tekstów, jak i wysokiej jakości ich wydań. Dla Tybetańczyków jest ośrodkiem ich mocy duchowej, narodowej i intelektualnej. Dla nas zadziwiająca była świadomość, że w ciemnych, przestronnych pomieszczeniach drukarni spoczywają wszystkie prowadzące do trwałego szczęścia wskazówki, wycięte w zwykłych kawałkach drewna i starannie poukładane na wysokich półkach.

5 października: Powrót z gór

Wróciliśmy właśnie z gór. Dziesięć dni na sporych wysokościach, bez prysznica, elektryczności, o tsampie i wodzie. Palące słońce i nocne przymrozki, wszechobecne szczury, pająki, ale także błogosławieństwo miejsc mocy i niesamowici ludzie, których tam spotkaliśmy. Pema Szielpuk albo Kryształowa Jaskinia Lotosu położona jest kilka godzin marszu od Dzongsar, jednego z największych klasztorów Sakja w Kham. Miejsce to składa się z dwóch skał i jaskiń z dobudowanymi ścianami. Wokół wznoszą się zaśnieżone szczyty. To tutaj odkryto jedne z najważniejszych ukrytych nauk (tyb. terma) Wielkiej Doskonałości. „Wrota termy” są ciągle widoczne w formie zasklepionego otworu w skale. W okolicy można natknąć się na wiele samopowstałych sylab i odcisków stóp Guru Rinpocze w kamieniu, jest też łąka, gdzie tańczą dakinie. Cała okolica jest istną czystą krainą położoną wśród nieskalanej przyrody i niespotykanych gatunków skał. Zatrzymaliśmy się w mniejszej jaskini, 20 metrów poniżej wejścia do termy. Choć na początku zmorzyła nas choroba wysokościowa, mogliśmy w końcu poświęcić się praktyce. Domek przy głównej jaskini od wielu lat zamieszkany był przez mnicha, który praktykował Dzogczen. Złożył on śluby milczenia, dla rozmowy z nami zrobił jednak wyjątek. Ku naszemu zaskoczeniu, zaczął nas wypytywać o naszą praktykę: chciał po prostu porozmawiać o medytacji z kimś, kogo uważał za równego sobie. Karmo Taktsang, czyli Gniazdo Białej Tygrysicy, jest w Himalajach jednym z trzynastu miejsc mocy związanym z Guru Rinpocze. Na szczycie góry znajduje się jaskinia, gdzie zamieszkiwał I Mipam Rinpocze. Siedmiu młodych mężczyzn przebywało tu na pięcioletnim odosobnieniu, które właśnie dobiegało końca. Widoczne było, że są już „zarażeni wirusem medytacji” i wielu z nich planowało kolejne odosobnienia. W Taktsang próbowaliśmy namówić naszych przewodników do praktyki, co nie było łatwe. Buddyzm w Tybecie dzieli się na popularne praktyki dla ludzi świeckich (okrążanie stupy, obracanie młynków modlitewnych, powtarzanie MANI, itd.) i te dla zawodowców w czerwonych szatach (medytacja, przyjmowanie inicjacji i nauk o umyśle, itd.). Granica ta nie jest przekraczana i dlatego w Tybecie właściwie nie ma świeckich praktykujących z prawdziwego zdarzenia. Możemy być naprawdę wdzięczni naszym nauczycielom, że najwyższe nauki są u nas tak szeroko dostępne. Kolejnym ośrodkiem odosobnieniowym, który odwiedziliśmy, było Karga, która swój rozkwit zawdzięcza Khenpo Senge, jednemu z najbardziej szanowanych specjalistów od medytacji we Wschodnim Tybecie. Dzięki niemu także około setki praktykujących chce pozostać tu na odosobnieniu do końca życia. Nasza rozmowa z mistrzem przypieczętowana została egzaminem ze zrozumienia Medytacji VIII Karmapy! Na koniec lama podkreślił, żebyśmy zawsze byli świadomi, dlaczego stosujemy taką czy inną metodę pracy z umysłem. Jego oczy przypominały mi spojrzenie Olego – przeszywające na wskroś jak rentgen, a jednocześnie pełne łobuzerskiego uroku. W Karga byliśmy pod wrażeniem zarówno młodego mnicha, który żył jaskini w tak małej, że ledwo się w niej mieścił, jak i mocnego postanowienia tutejszych praktykujących, żeby poświęcić życie medytacji. Gdy w drodze powrotnej spotkaliśmy trzy mniszki w drodze do Lhasy, którą miały przebyć pokłonami, („Zima jest dobra, bo po śniegu łatwiej się ślizga”) zgodnie stwierdziliśmy, że jesteśmy „buddystami ładnej pogody”.

23 października: Kagyupowie z Nangczen

Jesteśmy w rejonie Nangczen w północnym Kham, gdzie przeważają Kagyupowie. Do tej pory umyślnie unikaliśmy naszej macierzystej linii, ponieważ większość Tybetańczyków popiera Urdziena Trinleja, a my nie chcieliśmy angażować się w niepotrzebne dyskusje o polityce. Prawie nam się upiekło, gdyby nie to, że w moim przewodniku po Tybecie podano nieaktualną informację o istnieniu „klasztoru Szamara Rinpocze”. Gdy jednak dotarliśmy do Gocze Gompa, natychmiast zauważyliśmy wywieszone wszędzie fotografie Urdziena Trinleja. Czuliśmy się trochę nie ma miejscu, ale w końcu przejechaliśmy taki kawał drogi, żeby tu dotrzeć... Postanowiliśmy zrobić w tej sytuacji to, co najlepsze. Poznaliśmy tam starszego jogina, który przez wiele lat praktykował Wielką Pieczęć, medytując po kryjomu w czasie rewolucji kulturalnej. W głównej świątyni mogliśmy podziwiać wiele przepięknych posążków przedstawiających dzierżawców linii Kagyu oraz unikatowe fotografie XVI Karmapy i jego czterech „synów serca”. Co jednak najważniejsze, dzięki naszej „przypadkowej” wizyty w Gocze Gompa dowiedzieliśmy się o istnieniu jednego z największych joginów współczesnego Tybetu.

26 października: Jogin w białej szacie

Niedaleko klasztoru Kyodrak i jednego z dwudziestu pięciu miejsc mocy Guru Rinpocze mieści się ośrodek odosobnieniowy zwany Laczi, gdzie żyje Repa Tsultrim Tarczin. Styl życia repów wzorowany jest na życiu ich najsławniejszego nauczyciela – Milarepy. Przyjmują ślubowanie, że będą nosić tylko jedną szatę, bez względu na to, jak surowa jest himalajska zima. Jedzą niewiele i mieszkają w jaskiniach. Chociaż przyjechaliśmy bez zapowiedzi i nie kryliśmy poparcia dla Taje Dordże, przywitano nas tak serdecznie, że od razu poczuliśmy się jak w domu. Plan odosobnienia był cudownie znajomy – cztery sesje Podstawowych Praktyk albo medytacji VIII Karmapy, Sześciu Jog Naropy lub mahamudry. Wszyscy tu chcieli być tacy, jak ich lama. Mieliśmy wyjątkową okazję, żeby przekonać się, dlaczego. Kiedy nadeszła chwila spotkania z wielkim siddhą, poproszono nas, żebyśmy nie pytali o jego życie – jego jogiczny umysł przekroczył wszelkie koncepcje. Mogliśmy natomiast zadać mu pytania na temat naszej własnej praktyki. Cena, jaką wyznaczono nam za przerwanie odosobnienia mistrza to milion mantr „Om Benza Sato Hung” dla każdego z nas. Jaskinia, w której siedział Tsultrim Tarczin była tak malutka, że ledwo się w niej mieścił. Dobrze zbudowany, wyglądał niemal na Europejczyka. Miał na sobie cienkie, białe szaty. Biła od niego energia głębokiej prostoty. Był uczniem ucznia XVI Karmapy, jogina Karma Norbu. Na odosobnieniu spędził całe swoje życie, urzeczywistniając zarówno praktykę wewnętrznego żaru, jak i Wielkiej Pieczęci. Teraz siedział naprzeciw nas, obracał paciorki mali i spokojnie spoglądał na rozpościerający się przed nim górzysty krajobraz. Nikt z nas nie zdołał mu zadać żadnego pytania. Nie mieliśmy po prostu żadnych wątpliwości...

28 października: Relikwie z Dziekundo

Ponieważ list rinpocze z Derge zapewniał nam dostęp do niezwykłych relikwii zmarłego przed kilkoma tygodniami lamy Sakja, pojechaliśmy do Dziekundo. Lama Norsang, uczeń wielkiego Dzongsara Czientse Czoki Lodro, całe życie spędził na odosobnieniu. Zmarł w postawie medytacyjnej, a jego ośrodek serca był ciepły jeszcze przez kolejne dwa dni. W czasie kremacji wokół słońca pojawiła się podwójna tęcza, wszędzie wokół zamanifestowały się perełki relikwii. Po ceremonii w stosie znaleziono serce, język i oczy, które nie tylko nie spłonęły, ale połączyły się w jedną bryłę jako wyraz błogosławieństwa oświeconego ciała, mowy i umysłu. Uczniowie lamy Norsanga byli przeszczęśliwi, że rozsławimy imię ich niedawno zmarłego nauczyciela i przyjęli nas iście po królewsku.

30 października: Tajemna podróż do Karma Gen

Ponieważ Karma Gen znajduje się w pilnie strzeżonym regionie i nie udało nam się dostać pozwolenia na wjazd do niego, musieliśmy pojechać tam w tajemnicy, podążając w ślady rodzinnej tradycji Hannah i Olego. Raz nawet, na widok zbliżających się rządowych jeepów, zmuszeni byliśmy wyjść z samochodu i spacerkiem udać się w stronę pobliskich krzaków. Do Karma Gen dotarliśmy w pełnię księżyca. Niezwykłe było dla nas być w miejscu, gdzie mieszkali i nauczali wszyscy Karmapowie. Miejscowi lamowie pamiętali Olego, który odwiedził Karma Gen w 1986 roku. Wszyscy wtedy mówili, że ten Europejczyk jest wielkim mistrzem, ale nikt nie wiedział, jak się do niego odnosić – nie dość, że był biały, to jeszcze nie nosił szat. I Karmapa założył tamtejszy klasztor w miejscu mocy Najwyższej Radości i Czerwonej Mądrości. Pośrodku klasztornych posiadłości znajdowała się łąka otoczona malowniczymi wierzbami, których zawiązki zostały przywiezione z Chin przez II Karmapę. Tutaj właśnie Karmapowie przeprowadzali ceremonię Czarnej Korony. Nasz związek z Taje Dordże nie stanowił tu żadnego problemu. Przebyliśmy spory kawałek drogi, żeby tu dotrzeć i odkryliśmy, że mamy z jego mieszkańcami wiele wspólnego – wszyscy uważaliśmy to miejsce za nasze.

5 listopada: Miejsce narodzin Karmapy

Denkhog jest miejscem narodzin XVI Karmapy. Niedawno odbudowano tu pałac arystokratycznej rodziny Athub, z której pochodził XVI Karmapa. Znaleźlismy żyjącego świadka, który mógłby opowiedzieć nam o życiu potomków rodu Athub. Dziadkowie dzielnej Kunsang Paldron byli zarządcami posiadłości w czasach Rigpe Dordże. Jej rodzina, przez związki z Szamarem Rinpocze, również potomka Athub, popiera Taje Dordże, czego w Tybecie prawie się nie spotyka. Trudno było jej ukryć wzruszenie na widok zdjęć dorosłego Szamarpy i Dzigmeli. Ród Athub to prawdziwa „fabryka tulku”. Rodzice Karmapy także uważani byli za emanacje buddów. Siedmioro z dziesięciorga ich dzieci było ważnymi nauczycielami, a jedna z sióstr Karmapy zmarła w chińskim więzieniu, urzeczywistniając tęczowe ciało. Kunsang Paldron zaprowadziła nas na wzgórze ponad pałacem, gdzie urodził się Karmapa. Ponad stupą znajdującą się w tym miejscu widać pięć ośrodków odosobnieniowych. Spotkaliśmy tam nauczyciela medytacji, który podzielił się z nami zaskakującą wiadomością – szkoła Kagyu słynie nie tylko z Czarnej i Czerwonej Korony, ale również Białej i Zielonej! Te dwie ostatnie znane są od czasów XIV Karmapy, który przyznał te szczególne nakrycia głowy dwóm joginom, dorównujących mu urzeczywistnieniem.

5 listopada: Bykogłowy lama

Za radą Czagra Tulku z Dziekundo udaliśmy się do jego klasztoru położonego za miastem, w którym znajdują się kolejne relikwie zmarłego niedawno, niezwykłego jogina. Spędził on całe życie na odosobnieniu. Uważany był za emanację groźnego jidama, bykogłowego Dordże Dzigdzie: po spaleniu jego ciała na czaszce odkryto… rogi. Jego życie dokładnie odzwierciedlało pojęcie jogina według Szamara Rinpocze – wędrując od jaskini do jaskini, lama ten pozostawał na ścisłym odosobnieniu i nie przyjmował uczniów. Zmarł przed pięcioma laty w pozycji, która bardzo przypominała pewną rzadką formę medytacyjną.

10 Listopada: Tsandra

Palpung jest domem Tai Situpów i znalazł sie na naszym planie podróży jedynie z powodu jego ośrodka odosobnieniowego, założonego przez Dziamgona Kongtrula Wielkiego. Tsandra Rinczen Drak była domem dla wielu wielkich joginów, jak również jednym z 25 miejsc mocy Guru Rinpocze. Najstarszy z nauczycieli medytacji spędzał tu jesień swojego życia. Jogin – weteran miał 99 lat. Był tak stary, że pamiętał nie tylko szestanstego, ale również piętnastego Karmapę i Drugiego Kongtrula, syna XV Karmapy. Był też uczniem Kalu Rinpocze i widać było, że praktykował i zasmakował w życiu wszystkiego. Jako że uszy i oczy odmawiały mu już posłuszeństwa, nasze spotkanie odbyło się poza słowami. Sama Tsandra była czystą radością. Dziamgon Kongtrul Lodro Taje spędził tu większość swojego życia na odosobnieniu, na studiowaniu nauk i na tworzeniu swych dzieł. Bardzo uradował nas fakt, że Tsandra nadal emanowala energią Kongtrulów. W pokoju ostatniego Dziamgona Kongtrula niemal czuło się jego obecność; szczególnie wzruszające były prywatne zdjęcia rinpocze. Ołtarz w jego pokoju zawierał cenną relikwię – kawałek skały z odciskiem stopy XIV Karmapy.

11 listopada: Dakini Buddy

Dzisiaj mieliśmy wielkie szczęście – spędziliśmy kilka godzin z niezwykłą kobietą. Sandzie Khandro – „Dakini Buddy” – słynie w rejonie Derge ze swoich przepowiedni, z pracy na rzecz dharmy oraz z różnych dobroczynnych aktywności. Była ona pierwszą i jedyną świecką praktykującą „z prawdziwego zdarzenia”, jaką tu napotkaliśmy. Ta drobna kobieta pod czterdziestkę mieszka w prostym drewnianym domu z trzema córkami. Na ganku jej chatki ustawia się zazwyczaj kolejka ludzi poszukujących porady w różnych sprawach. Khandro w niczym nie przypomina naszej Hannah, tak oszczędnej w słowach. Wręcz przeciwnie, jest niezwykle gadatliwa! Kiedy Khandro miała dwa lata, zapadła w śpiączkę, podczas której doświadczyła silnych wrażeń i wizji związanych z Guru Rinpocze. Ten czas zainspirował ją do przynoszenia pożytku wszystkim istotom i do oddania się praktyce dharmy. Później, w trakcie dziewięcioletniego odosobnienia, pewnego dnia wszedł do jej jaskini starzec. „Nie poznajesz mnie?”, zapytał. Był to Padmasambawa we własnej osobie. Ukazał jogini swoje wystające żebra i powiedział: „Jeśli praktykujesz, praktykuj w taki sposób”. Wniosek Khandro był taki, że nie była dotąd wystarczająco oddana. Przymocowała więc swe długie włosy do gwoździa umieszczonego na suficie i przez następne trzy lata medytowała, nie opuszczając głowy ani na chwilę. Kiedy potem zapytała swojego lamę, jak mogłaby przynosić pożytek innym, poradził jej, żeby nie przyjmowała ślubowań mniszki, ale wróciła do swojej wioski i służyła ludziom. Od tamtej pory robi to z największym zaangażowaniem.

20 listopada: Szalony jogin znad jeziora

Już w październiku otrzymaliśmy zaproszenie od bardzo ekscentrycznego lamy, znanego w rejonie Derge jako Siddha Dordzial. Droga do jego domku prowadziła przez sławny szlak w pobliżu malowniczego, lodowcowego jeziora Yilhun Lhatso, uznawanego za pole mocy Czerwonej Mądrości i Najwyższej Radości. Jogin miał długie włosy splecione w dreadloki i bose stopy. Przestał nosić buty jakieś 28 lat wcześniej, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy rozpoczął swoje odosobnienie. Podobnie jak nasz Lama, miał 64 lata, kipiał energią i otoczony był uczniami, ciekawskimi turystami i dziennikarzami. Jego otwartość na nas była naprawdę poruszająca. Dyskutowaliśmy na temat praktyki, sensu życia, najwyższego poglądu i idealizmu. Lama Dordzial polubił nas za nasze krytyczne myślenie, a my podziwialiśmy go, bo otwarcie przyznawał, że sam także ciągle się uczy. Był prawdziwym ekscentrykiem – jego zachowanie płynnie przechodziło od szalonego śmiechu do łez. Zatrzymał zdjęcia Olego i Hannah, mówiąc, że są ważnymi nauczycielami i prawdziwymi tulku. Noce u Lamy Dordziala były straszliwie zimne. W naszym namiocie było 7 stopni Celsjusza, więc dla żartu zaczęliśmy się głowić, ile czasu zajęłaby nam nauka wewnętrznego żaru. Dwóch młodych mnichów przybyło tu wyłącznie po to, żeby otrzymać od Lamy Dordziala nauki o tumo. O poranku siadali nago w pobliskim strumieniu, polewali sobie głowy lodowatą wodą i koncentrowali się na przepływie wewnętrznych energii w ciałach, co w efekcie miało wytwarzać błogość i ciepło.

1 grudnia: Osady dharmy

Khenpo Aczung jest jednym z najważniejszych współczesnych mistrzów Ningma żyjących w Tybecie. W jego klasztorze mieszka niemal dziewięć tysięcy mnichów i mniszek. Byliśmy zszokowani warunkami, w jakich ci ludzie mieszkali, tylko dlatego, żeby być w pobliżu swego lamy. Okolice klasztoru wyglądały jak dekoracje do filmu „Mad Max” – rzędy slumsów sklecone z byle czego i błąkające się między nimi głodne psy. Ku naszemu zdziwieniu, Kenpo Aczung wyglądał dokładnie tak, jak Lobpyn Tseczu Rinpocze, zdawał się tylko być bardziej surowy. Powiedział nam: „Nie interesuje mnie historia buddyzmu na Zachodzie, chcę zobaczyć efekty”. Jego asystent pokazał nam zdjęcia, które na pierwszy rzut oka były zupełnie zwyczajne, ale gdy przyjrzeliśmy się bliżej, dostrzegliśmy, że czoło Khenpo pokryte jest na nim wyobrażeniami wszystkich możliwych form buddów tak, jakby były tam namalowane. Serta Larung to ogromny kompleks klasztorno-odosobnieniowy, założony przez nauczyciela Khenpo Aczunga – Jigme Phuntsok Rinpocze. Nieżyjący od kilku lat rinpocze bardzo poważnie traktował swoje ślubowania i tego samego wymagał od swoich uczniów. W ten sposób w sercu okupowanego Tybetu zdołał zbudować potężne centrum dharmy i dzięki jego silnej pozycji na scenie politycznej, lokalne władze nie były w stanie mu w tym przeszkodzić. Jednakże natychmiast po jego śmierci Chińczycy sprowadzili tu swoje buldożery i zniszczyli większą część zabudowań.

6 grudnia: Czengdu

Wracamy do Europy wdzięczni za niezwykłe przeżycia i inspirację, ale też w radosnym oczekiwaniu na spotkanie z naszymi pełnymi mocy, radości i czystego przekazu ośrodkami Diamentowej Drogi!

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Otwartość i oddanie - Lama Ole Nydahl | Faza budowania i faza spełniająca w medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Cztery ścieżki mądrego człowieka - Szamar Rinpocze | Cytat - Tantra Hewadżry | Po prostu praktykujmy - Lama Dzigme Rinpocze | Tworzyć buddyzm - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - Lama Ole Nydahl | Ołtarz w Kopenhadze - Fragment wywiadu z Hannah Nydahl | Czerwona Mądrość - Lama Ole Nydahl | Przeszkody na ścieżce - Michaela Fritzges | Cytat - Lama Ole Nydahl | Znaczenie sangi - Wolfgang Poier | Cytat - Lama Ole Nydahl | Na karuzeli życia - Joachim Feseck | Buddyjska pielgrzymka - Detlev Göbel | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska, Ewelina Warner | Cywilizacja buddyjska w Tybecie | Brzmienie pustki - Mira Starobrzańska | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Express Stupa - Wywiad z Viktorem Dévényi, koordynatorem budowy stupy w Becske | Impresja węgierska - Mira Starobrzańska | WIADOMOŚCI | Jak to sie robi w Izraelu - Detlev Goebel | Buddyjska Ziemia Święta - Aya Winawer | W krainie kiwi - Artur Grzeliński | Dakini gompa Cieszyn - nowy ośrodek | Poczuliśmy że jesteśmy we właściwym miejscu - Agata Kotuniak i Sławek Biały | Nagodzice, co nowego? | Białystok | Bytom | Konkurs dla architektów |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: