DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Otwartość i oddanie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Otwartość i oddanie

Lama Ole Nydahl
_________

Linia Kagyu, ze swoimi licznymi urzeczywistnionymi praktykującymi, nie istniałaby ani przez ostatni tysiąc lat na Wschodzie, ani nie rozwijałaby się obecnie na Zachodzie, gdyby nie oddanie. To właśnie ono powinno być postrzegane jako najwspanialsza, ale i obarczona największym ryzykiem właściwość. Najwspanialsza, ponieważ nie ma szybszej drogi do oświecenia i najbardziej ryzykowna, ponieważ utożsamienie się z nauczycielem wymaga od ucznia głębokiej dojrzałości, o czym rzadko mówi się w tradycyjnych tekstach.


Wśród szkół buddyzmu tybetańskiego, naszą linię Diamentowej Drogi wyróżnia bliski życiu przekaz, którym nauczyciel dzieli się z uczniem. Doskonale ilustrują to przykłady indyjskich mistrzów – mahasidhów Naropy i Maitripy – a zwłaszcza Marpy, który przeniósł świecki buddyzm do Tybetu, oraz jego głównego ucznia, Milarepy. W tradycji Kagyu przejmowanie właściwości nauczyciela jest samo w sobie ścieżką rozwoju – to on budzi w uczniu entuzjazm do praktyki, daje mu metody i poczucie, że można osiągnąć cel. Jak zwykł mawiać Kalu Rinpocze: „Kiedy już nauczyłeś się wszystkiego od swojego mistrza, twój umysł i jego stają się jednym”. Z powodu dziwacznych poczynań niektórych hinduistycznych guru, żenujących zachowań lubieżnych księży, czy przestępstw dokonywanych przez sekty lub samobójcze kulty w Stanach Zjednoczonych, świat patrzy krytycznym okiem na duchowych nauczycieli, którzy nie tylko nauczają zasad swych religii, lecz także rozpowszechniają własne, często wręcz niebezpieczne, światopoglądy. Również buddyzm tybetański nie jest wolny od podobnych słabości. Za każdym razem, gdy wysoko postawiony rinpocze prezentuje nagle ewidentnie szkodliwe zachowania, wielu ludziom przechodzi przez głowę myśl o rezygnacji z uczenia się od nauczyciela. Było nie było, pogląd i metody Diamentowej Drogi są przecież bez skazy i powinny wystarczyć – ostatecznie zawierają przecież zarówno drogę, jak i cel.

Zwykle jednak szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że najlepiej uczymy się uczestnicząc w pełnej wymianie z kimś, kto jest do nas podobny. Ludzie przekonali się, że nawet najlepsze książki nie dają niestety dostępu do praktycznego wglądu i że bez żywych przykładów ostateczne i pełne doświadczenie umysłu rzadko się wydarza. Stąd też ci, którzy poszukiwali oświecenia, wciąż od nowa zadawali sobie pytanie: „Jak polepszyć wymianę pomiędzy nauczycielem a uczniem i jak skorzystać z jego mocy, unikając jednocześnie wpadnięcia w pułapkę na ścieżce?”. Jedno jest pewne, nigdy w przeszłości nie było tak wielu uzdolnionych i idealistycznie nastawionych do życia ludzi, ilu w naszych czasach. Dzięki internetowi mają oni dostęp do pełnej oferty buddyjskiej i możliwość zapoznania się z różnorodnością rozmaitych szkół, kierunków i stylów. W ponad pięciuset ośrodkach Diamentowej Drogi medytacje prowadzone są w ojczystych językach, dostępne są publikacje oraz organizuje się wykłady tybetańskich i zachodnich nauczycieli. I chociaż wciąż od nowa pojawiają się osoby rozgłaszające oszczercze pogłoski o swoich nauczycielach albo z kolei naiwnie im wierzące, ogólny obraz sytuacji wciąż jest dobry. Jaką zatem formę powinno przyjąć oddanie dla nauczyciela w dzisiejszych czasach? Na początek dobrze jest być wdzięcznym za otwarcie, którego się doświadcza i postrzegać je jako wielki dar, pomimo że może ono sprawiać wrażenie zwykłego zaślepienia nauczycielem i jego pozycją. Ktoś, kto nie osiągnął wyzwolenia i tak nie widzi świata, lecz raczej zawartość własnego umysłu, natomiast zdolność postrzegania dobrego nauczyciela na wysokim poziomie jest oznaką wewnętrznego bogactwa. Raz jeszcze przywołajmy tu słowa Kalu Rinpocze z 1970 roku: „Ten, kto widzi nauczyciela jako Buddę, otrzyma błogosławieństwo Buddy. Ten, kto widzi go jako bodhisattwę, otrzyma odpowiednie błogosławieństwo. Natomiast ktoś, kto widzi go jako zwykłego człowieka, prawdopodobnie dostanie bólu głowy”. Z drugiej strony, nauczyciel, który nie widzi potencjału własnych uczniów, nigdy nie będzie w swej pracy przekonujący. Nauczyciel jest lamą tylko wtedy, gdy reprezentuje Buddę i jego nauki. Kiedy natomiast mówi o współczesnej polityce – temacie, na który Budda przed dwu i pół tysiącem lat nie mógł się wypowiadać – powinien mieć dość odwagi i życiowego doświadczenia, żeby wygłaszać własne poglądy.
Otwartość wykorzystana we właściwy sposób sprawia, że coraz mniej sytuacji traktujemy osobiście. Dzięki stapianiu się z polem mocy lamy będziemy mogli z łatwością kontynuować jego pracę. Chociaż same metody Diamentowej Drogi są sprawdzone i doprowadziły wielu ludzi do oświecenia, zawsze istnieje możliwość spotkania niekompetentnego lub nawet wyrachowanego nauczyciela. Dlatego też powinniśmy go sprawdzić już na samym początku. Jeśli podczas pierwszego spotkania czujemy, że mamy z nim dobry związek, że nasze pytania same się rozpuszczają, że nauczyciel potrafi śmiać się z samego siebie, myśli o innych i nie musi niczego udowadniać, a także posiada trzy cechy: nieustraszoność, radość i miłość, które ostatecznie są prawdziwą oznaką urzeczywistnienia – możemy traktować go poważnie jako nauczyciela Diamentowej Drogi. Jeśli nie mamy okazji być blisko niego, żeby sprawdzić solidność tych osiągnięć, powinniśmy przynajmniej zadać sobie pytanie czy za dziesięć lat rzeczywiście chcemy rozwinąć jego właściwości i czy naprawdę mu ufamy. Dobrze jest również poznać jego uczniów: czy dobrze się wśród nich czujemy i czy możemy ich zaakceptować na ludzkim poziomie. Jeśli nawet nie powitają nas z otwartymi ramionami – co rzadko się u nas zdarza – nie powinniśmy przyjmować tego osobiście. Jeśli więc zdarzy się nam poznać grupę „bardzo zajętych buddystów”, oznacza to, że traktują nas jak dorosłych – wtedy powinniśmy umieć ocenić czy przynoszą pożytek innym. Praca i rozwój są najważniejsze, muszą się dokonywać dla przyszłego pożytku innych i stabilnie opierać na filozofii życiowej. Z pomocą tych dwóch pięknych aktywności wielu dojrzałych, szczodrych i lubiących dobrą zabawę uczniów Diamentowej Drogi rozwija się na całym świecie. Ciesząc się miłością i doświadczeniami, przekraczają własne ograniczenia, by dać umysłowi przedsmak jego własnej wolności. Zarówno dalekowzroczne nastawienie i świadomość narastających problemów społeczeństw Zachodu, jak też praca z umysłem i jego rozwój są pełnymi mocy ludzkimi właściwościami. Jeśli buddyści chowają głowę w piasek, są politycznie poprawni i liczą na to, że to inni poradzą sobie z zagrożeniami naszej kultury i wolności, albo że znikną one same – nie można im ufać. W tym względzie nauczyciel i uczniowie dzielą ogromną odpowiedzialność za nowych ludzi w ośrodkach. Ci, którzy gotowi są wziąć ją na swoje barki, mogą z jednej strony sami w pełni korzystać z możliwości, jakie dają nasze ośrodki, z drugiej zaś stają się prawdziwym oparciem dla innych. Jak w każdej innej dziedzinie życia, nic nie jest bardziej przekonujące od ludzkiego rozwoju. Jeżeli nauczyciel ugina się pod presją z zewnątrz albo częstuje tylko innych słodkimi słowami, starając się zadowolić wszystkich, to jego oddziaływanie pewnego dnia zniknie bez śladu. Gdybyśmy wraz z Hannah nie widzieli XVI Karmapy jako Buddy, Diamentowa Droga w swojej obecnej formie po prostu by nie istniała. Nie oznacza to jednak, że jako uczniowie byliśmy łatwi. Przynajmniej ja nie byłem. Sam często zachowywałem się niezręcznie, pragnąc szybkiego oświecenia i nie widząc niczego poza nim. Dlatego jestem cierpliwy w kontaktach z „wielbicielami”. Ich oddanie wynika po prostu z naszego bliskiego związku – takiego, jaki również my mieliśmy ze swoimi nauczycielami.

W książce „Dosiadając tygrysa” opisuję, jak XVI Karmapa zręcznie radził sobie z naszą fascynacją jego osobą. Raz po raz dawał nam zadania w odległych geograficznie miejscach, jednocześnie sprawiając, że nigdy nie czuliśmy się od niego oddzieleni i z radością poszerzaliśmy jego pole mocy. Przy dzisiejszym tempie rozwoju Diamentowej Drogi, również dla moich bliskich uczniów i przyjaciół jest to najlepszy sposób okazywania oddania. Dzięki takiemu podejściu obszar naszej wspólnej aktywności dla pożytku innych wciąż się powiększa. Pewnego dnia każdy, kto rozwinął zdolność widzenia rzeczy na poziomie ponadosobistym, stanie się dla innych źródłem trwałej wolności. Dopóki własny wewnętrzny rozwój nie uczyni nas w pełni dojrzałymi i niezależnymi, powinniśmy dbać o to, żeby poprzez nazbyt gorliwe okazywanie oddania nie psuć ogólnie dobrego wrażenia, jakie nowi ludzie zwykle odnoszą spotykając się z buddyzmem – musimy się starać, żeby rozwój, do którego prowadzi praktyka, był widoczny na każdym poziomie. W medytacji możemy oczywiście z pełnym zaufaniem stapiać się z Lamą i doświadczać przestrzeni – radości naszego umysłu, ale publiczne wpatrywanie się w niego w czasie wykładu z widocznym, głębokim zachwytem i okazywanie totalnego urzeczenia nie jest niezbędne. Posiadający współczucie nauczyciel nie może w takiej sytuacji nie „podchwytywać” owych tęsknych spojrzeń, toteż raz po raz poświęca im swoją uwagę. Jest to zrozumiałe – po prostu czuje się odpowiedzialny za tych uczniów, jako że w pewnym sensie to przecież przez niego znaleźli się na słabej pozycji. Te spojrzenia – odwzajemniające zainteresowanie czy też dodające otuchy – wysyłane zwykle pięknym kobietom, są zauważane przez innych uczniów, którzy być może poczują podskórną zazdrość, która gwałtownie zachwieje ich zaufaniem. Takie sytuacje prowadzą też czasami do kłopotów z prasą i plotek. Wystarczy, że ktoś powie, że lama jest kobieciarzem, a wiele osób natychmiast przestaje zauważać całą wykonywaną przez niego pracę i nagle nie potrafi już odnieść dużego pożytku z jego aktywności. Takim nieprzemyślanym działaniem odbieramy możliwość gromadzenia pozytywnej karmy tym praktykującym, których z tego czy innego powodu drażnią oznaki nadgorliwego uwielbienia dla lamy. Chociaż to, co powiedziałem przed chwilą, dotyczyło kobiet, również mężczyźni muszą dbać o dobry wizerunek Diamentowej Drogi. W świecie, w którym partie prawicowe głoszą wprawdzie dalekowzroczne poglądy, lecz posiadają w swych szeregach ludzi szorstkich i często skrajnych, a na lewicy z kolei zasiadają krótkowzroczni i często naiwni reformatorzy, musimy uważać, żeby uniknąć kojarzenia nas z jakimkolwiek ugrupowaniem politycznym. Rząd szybkich motocykli zaparkowanych przed salą wykładową prawdopodobnie zainspiruje każdego, kto ma w żyłach krew a nie wodę; jednakże musi to iść w parze z dobrym stylem kierowców. Chociaż wielu moich uczniów skacze ze spadochronem i prowadzi takie maszyny, moje pochwały dla tego rodzaju aktywności powinny być odbierane w kontekście wykładu: pozwalają nam one na krótko doświadczyć umysłu i przerwać strumień codziennych, zwyczajnych koncepcji, lecz możemy takie przeżycie uczynić trwałym wyłącznie dzięki medytacji i właściwemu poglądowi.

Istnieje wiele innych sposobów rozpuszczania ograniczeń blokujących umysł. Na naszych wykładach można spotkać wielu wysokiej klasy sportowców, specjalistów od sztuk walki, artystów czy alpinistów, którzy w Diamentowej Drodze znajdują potwierdzenie oraz pogłębienie swych doświadczeń i poglądów. Takie osoby są po prostu rozluźnione i nie muszą niczego udowadniać. Ludzie dojrzali czują się jak ryba w wodzie w każdych okolicznościach. Powinniśmy unikać sytuacji, w której ludzie nie znający nas i dopiero kształtujący sobie pogląd na nasze działania, muszą się przemykać do sali wykładowej przez szpaler groźnych dżentelmenów w wojskowych ubraniach, z solidnymi nożami za pasem itd. Jeśli nawet obrócę to później, na początku wykładu, w żart, to i tak kilka osób może po podobnym przedstawieniu nie dostrzec już naszego humanitaryzmu. I tym sposobem kilku lubiących prezentować swą moc buddystów może niepotrzebnie zaprzepaścić wiele pozytywnej karmy – zarówno innych, jak też własnej. Uważajmy zatem na sprawę przywiązania do guru. Świat często jest pod wrażeniem naszej wspólnej pracy, prostego stylu życia i głębi nauk Diamentowej Drogi. Nie psujemy tego efektu publicznym okazywaniem przywiązania, czy sztywnością. Jeśli zawsze ci sami „starzy” uczniowie biegną po wykładzie do kolejki po błogosławieństwo, nowym osobom trudno jest zbliżyć się do mnie – czują się wyobcowane, może niepewne. I jeśli nie towarzyszy im ktoś, z kim mogliby porozmawiać o swoich wrażeniach, w rezultacie wychodzą przed medytacją. Proszę więc, bądźcie uważni, ponieważ pożytek z nauk Buddy powinno odnieść wielu ludzi – to tym osobom zawdzięczamy przecież świeżość każdej chwili.

Opracowanie: Natalia Majewska, Kryspin Kochanowski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Otwartość i oddanie - Lama Ole Nydahl | Faza budowania i faza spełniająca w medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Cztery ścieżki mądrego człowieka - Szamar Rinpocze | Cytat - Tantra Hewadżry | Po prostu praktykujmy - Lama Dzigme Rinpocze | Tworzyć buddyzm - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - Lama Ole Nydahl | Ołtarz w Kopenhadze - Fragment wywiadu z Hannah Nydahl | Czerwona Mądrość - Lama Ole Nydahl | Przeszkody na ścieżce - Michaela Fritzges | Cytat - Lama Ole Nydahl | Znaczenie sangi - Wolfgang Poier | Cytat - Lama Ole Nydahl | Na karuzeli życia - Joachim Feseck | Buddyjska pielgrzymka - Detlev Göbel | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska, Ewelina Warner | Cywilizacja buddyjska w Tybecie | Brzmienie pustki - Mira Starobrzańska | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Express Stupa - Wywiad z Viktorem Dévényi, koordynatorem budowy stupy w Becske | Impresja węgierska - Mira Starobrzańska | WIADOMOŚCI | Jak to sie robi w Izraelu - Detlev Goebel | Buddyjska Ziemia Święta - Aya Winawer | W krainie kiwi - Artur Grzeliński | Dakini gompa Cieszyn - nowy ośrodek | Poczuliśmy że jesteśmy we właściwym miejscu - Agata Kotuniak i Sławek Biały | Nagodzice, co nowego? | Białystok | Bytom | Konkurs dla architektów |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: