DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Jak to sie robi w Izraelu

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Jak to sie robi w Izraelu

Detlev Goebel
_________

Diamentowa Droga na ziemi świętej, rozmowa z Igalem, Urim i Ayą.


Igal, to ty pierwszy raz zaprosiłeś Lamą Ole do Izraela. Opowiedz, jak do tego doszło.

Igal: Zrobiłem to, co robi każdy Izraelczyk – po służbie wojskowej wyjechałem za granicę. Naczęściej jeździmy do USA, na Daleki Wschód lub do Ameryki Południowej, żeby zarobić trochę pieniędzy, zobaczyć świat, poszerzyć swoje horyzonty lub wszystko naraz. Ja zdecydowałem się na wyjazd do Rosji. Dwa lata później, w 1997 roku, bogatszy o ciekawe doświadczenia i niejasne rezultaty w biznesie, poznałem buddyzm i Lamę Ole w Moskwie. Po spotkaniu z całą moskwiewską sangą na lotnisku, Lama obejrzał nowy ośrodek, w którym lada chwila miały ruszyć roboty budowlane. Około piećdziesięciu osób kłębiło się w małym pokoju, a Lama Ole opowiadał o szybkim rozwoju ośrodków buddyzmu Diamentowej Drogi na całym świecie. Z ciekawości zapytałem, czy zamierza również założyć ośrodek w Izrealu, a Lama odpowiedział pytaniem: „A czy przetłumaczysz moje książki na hebrajski?”. Nie spodziewałem się takiej reakcji, nie byłem na nią przygotowany. Moja zaczerwieniona twarz i nieskładna odpowiedź wyraźnie rozbawiły towarzystwo. W każdym razie od tego momentu wszystko było kwestią czasu. Po czterech inspirujących latach w Rosji skończyłem studia marketingu i musiałem przyznać, że mój biznes wcale nie uczynił mnie milionerem. Zrozumiałem, że z Lamą Ole życie, a nawet śmierć, będą znacznie ciekawsze. Postanowiłem wrócić do Izraela i zrobić wszystko, żeby umożliwić pierwszą wizytę Lamy. Najpierw chciałem zarobić pieniądze na to przedsięwzięcie, więc pojechałem na trzy miesiące do Australii. Byłem zupełnie zaskoczony, kiedy w dniu wyjazdu dowiedziałem się, że jego trasa po Australii pokrywa się z terminem mojego pobytu. Kiedy spotkaliśmy się w Australii, Tomek powiedział mi, że Lama Ole został zaproszony do Izraela przez Ellen Sokolov, Amerykankę żydowskiego pochodzenia. Wszystko wydarzało się tak, jak miało: finansowanie, związki, pomoc Ellen i nasza przyjaźń – wspólna praca z Ellen była wzbogacająca. Grunt pod pierwszą wizytę Lamy w 1999 roku został położony w najlepszy z możliwych sposobów.

A co potem? W jaki sposób buddyzm Diamentowej Drogi rozwijał się w Izraelu? Jak często Lama Ole tam się pojawiał i jaką miał aktywność?

Igal: Już w ciągu tych ośmiu miesięcy od mojego powrotu do wizyty Lamy, rzeczy zaczęły się wydarzać. W 1999 roku buddyzm Diamentowej Drogi w Izraelu nie istniał. W księgarniach nie było nawet działu z propozycjami duchowymi. W dziale z książkami religijnymi, który dopiero stawał się popularny, znajdowały się jedynie dwie książki Osho. Zorganizowanie wizyty Lamy Ole w całym kraju, czyli w czterech miastach, w których chcieliśmy mieć pełne sale wykładowe, wymagało logistyki na wysokim poziomie. Było to niezwykle ekscytujące, inspirujące i ważne przedsięwzięcie, ale nie byłem w stanie zorganizować wszystkiego sam. Na szczęście jakiś czas po moim powrocie, pojawił się w Izraelu jeszcze jeden uczeń Lamy Ole. Już w Australii nawiązał ze mną kontakt mailowy. Obaj wiedzieliśmy, że w Izraelu znajduje się kilku uczniów z innych krajów. Nie znali się nawzajem i każdemu z nich wydawało się, że jest jedynym uczniem Lamy w tym kraju. Jednak brak medytacji z sangą, brak odczuwalnego pola mocy, z którego płynie siła i inspiracja do przetrwania trudnych momentów w nowym kraju, spowodowały, że szybko przestali praktykować, a związek z dharmą zaczął tracić na sile. Napisalismy list do wszystkich naszych ośrodków, prosząc o informację o tych osobach. Zadziałało. Po kilku dniach otrzymalismy adresy i telefony trzech uczniów Lamy Ole. Natychmiast skontaktowaliśmy się z nimi, ale udało nam się spotkać tylko dwóch, ponieważ trzeci zdążył znaleźć pocieszenie w ośrodku Kabały. Natomiast tylko jeden z nich uczestniczył w pierwszej grupowej medytację XVI Karmapy. Chcieliśmy każdemu umożliwić udział w tej medytacji, więc postanowiliśmy, że będzie się odbywać w centrum kraju, w kibucu, w którym jeden z nas mieszkał. Kolega ten miał jednak bardzo radosnych i głośnych współlokatorów, więc musieliśmy się przenieść do spokojnego miejsca nieopodal kibucu. Pamiętam, jacy wszyscy byliśmy podekscytowani wykonując pierwszą w Izraelu medytację XVI Karmapy. Po medytacji i po naszych silnych życzeniach, żeby aktywność Lamy Ole rozprzestrzeniła się w Izraelu, wszyscy mieliśmy mokre oczy. Kiedy wreszcie przyjechał, sanga izraelska liczyła siedmiu członków, a na wykłady przychodziło 60 – 70 osób. Dzięki temu mogliśmy być blisko Lamy, co obecnie w wielu miejscach na Zachodzie jest luksusem. Wizyta przypadła na względnie spokojny czas, konflikty między Arabami i Żydami nie były jeszcze takie ostre. Lama Ole zwiedził starówkę w Jerozolimie, która jest podzielona na cztery części: muzułmańską, chrześcijańską, żydowską i ormiańską. Stojąc na wysoko położonym punkcie widokowym, Lama z łatwością opisywał wibracje i pola mocy znajdujące się nad poszczególnymi częściami miasta. Jego doświadczenie i umiejętności były niesamowite i ekscytujące.

Później wszyscy udaliśmy się na wzgórze klasztorne, które jest administrowane przez muzułmanów. Tam znajduje się znany meczet Al–Aksha, który jest w islamie trzecim co do ważności miejscem na świecie. Cztery lata wcześniej Izrael i Palestyna podpisały porozumienie z Oslo, więc wizyta w tym miejscu była bezpieczna. Miejsce, w którym kobiety mogły się modlić, było oddzielone od tego dla mężczyzn i znajdowało się poza meczetem. Mężczyźni mogli odwiedzać miejsce kobiet, natomiast kobietom wstęp do meczetu był wzbroniony. Postanowiliśmy odwiedzić kobiety podczas ich rozmowy z Allahem. Podążyliśmy za Lamą Ole, przeciskając się przez tunel wykuty w skale. Było tak ciasno, że nie mogliśmy iść obok siebie. W końcu dotarliśmy do małej, ciemnej dziupli, również wykutej w skale. Na podłodze tłoczyło się około stu kobiet, choć miejsce było prawdopodobnie przewidziane jedynie dla pięćdziesięciu. Atmosfera była tak ciężka, że szybko wybiegliśmy z powrotem. Na zewnątrz zapytałem Lamę, dlaczego już po dwudziestu sekundach stamtąd uciekł. Odpowiedział, że trudno mu było znieść widok kobiet, stłoczonych jak sardynki, którym nie mógł w żaden sposób pomóc. Następnie udaliśmy się do meczetu – dziewczyny musiały czekać na zewnątrz. Lama po prostu przemierzał tę ogromną halę powtarzając mantry. Obserwowanie go z jednej strony robiło głębokie wrażenie, a z drugiej było zabawne: Lama Ole w meczecie, w którym wydarzyło się wiele okropnych rzeczy, w którym nawoływano do przemocy i zabójstwa. To miejsce do dzisiaj jest jak beczka prochu, każda iskierka może spowodować wybuch. Staliśmy tam – grupka idealistów, w miejscu, w którym miało swój początek tak wiele aktów terrorystycznych w Izraelu. Lama Ole krążył po trzecim co do ważności miejscu dla muzułmanów, tak jakby był u siebie w domu. Był rozluźniony i nieustraszony jak zawsze, i ciągle na głos powstarzał mantry (z tego, co zrozumiałem nie było to „Om mani peme hung”) na oczach pobożnych, modlących się muzułmanów, których spojrzenia nie były zbyt przyjazne. Na mnie, izraelskim uczniu Lamy Ole, zrobiło to niezapomniane wrażenie. W tamtym momencie byłem bardzo szczęśliwy, że to właśnie on jest moim Lamą. Ponieważ nie mieliśmy jeszcze własnego miejsca do medytacji, Ellen zaproponowała nam swój gabinet reiki. Cała sanga izraelska składała się wtedy z ok. 7 osób i wszyscy podejmowali starania, żeby raz w tygodniu przyjechać do Tel Avivu na wspólną praktykę. Z czasem ośrodki powstały w pięciu miastach: w Tel Avivie, Beer Shevie, Jerozolimie, Hajfie na północy i w Eilacie na południu. Lama Ole przyjeżdża do Izraela raz do roku na trasę po czterech dużych miastach albo prowadzi kurs. Błogosławieństwo, inspiracja i aktywność, które nam przekazał podczas pierwszej wizyty w grudniu 1999 roku, są coraz silniejsze, jest nas już około siedemdziesięciu przyjaciół. Książki Lamy Ole zostały przetłumaczone na hebrajski. Obecnie nad tłumaczeniami czuwa Uri Schwartz z Eilatu. Nasze tłumaczenia są teraz na rzeczywiście wysokim poziomie. Można powiedzieć, że Diamentowa Droga zebrała już wiele zasług. Jest przejrzysta, rozpuściła wiele stereoptypów i nieporozumień na temat buddyzmu. Wpływa na to również nasza strona internetowa i nasze zrozumiałe hebrajskie artykuły o buddyzmie na Wikipedii.

Uri, jak Lama Ole wypowiada się o buddyzmie Diamentowej Drogi w Izraelu, w kontekście szczególnej sytuacji, w której znajduje się państwo?

Uri: Lama powiedział, że Izrael ma to niewdzięczne zadanie walki na froncie o nasze podstawowe wartości i społeczeństwa. Kiedy zapytano go o pacyfizm w połączeniu z buddyzmem, odpowiedział, że Izrael w oczywisty sposób musi bronić się przed „przyjaznymi” sąsiadami. Powiedział, że buddyzm ma realistyczne nastawienie do konieczności walki, nie można jednak popaść w gniew i nienawiść. Podkreślał, że trzeba ciągle pamiętać, że nasz wróg również posiada naturę Buddy. Nawet gdy będziemy musieli oddać strzał, powinniśmy być spokojni i współczujący.

Czy doświadczacie trudności ze strony ortodoksyjnych żydów, chcąc ugruntowaś buddyzm w Izraelu?

Uri: Ortodoksyjni Żydzi stanowią mniej niż 7 procent społeczeństwa i nie mają dużego wpływu na różne sfery życia. Nie służą w wojsku, stanowią ciężar dla gospodarki i korzystają przede wszystkim z politycznych powiązań między lewicą a prawicą. Żyją wśród nas, tak jak kiedyś w gettach europejskich, kurczowo trzymają się swoich tradycji, tak jakby czas stanął w miejscu. Chcąc jednak dobrze zaprezentować buddyzm w tym dynamicznym i stale zagrożonym społeczeństwie, które nie jest ortodoksyjne ani w ogóle religijne, musimy udowodnić, że buddyzm do tego pasuje. Uważam, że Lama Ole może być bardzo atrakcyjny dla Izraelczyków – hołduje zachodnim wartościom i ideałom, ma krytyczne nastawienie do islamu i wspiera buddyzm świecki. Wszystko zależy od tego, czy ludzie będą chcieli identyfikować się z naszymi izraelskimi sangami, a to już zależy w pełni od nas, a nie od ortodoksyjnych Żydów.

Czy to prawda, że żydzi, którzy mają ortodoksyjne korzenie mają problem z postawieniem posążka Buddy na ołtarzu? Z czego to wynika?

Uri: Problem nie dotyczy ołtarza, tylko formy jako takiej. Żeby to zrozumieć, musimy dowiedzieć się czegoś więcej o judaizmie, szczególnym kierunku w historii uduchowionego umysłu. Abraham, ojciec tego narodu, urodził się około 1800 lat p. n. e w kulturze Mezopotamii, w której istniały całe panteony bogów. Jako pierwszy przeciwstawił się zniewalaniu ludzi przez bogów i zainicjował to, co dzisiaj nazywamy monoteizmem. Podążając za swoim jedynym, bezforemnym bogiem opuścił dom i ojczyznę, a przyszłe pokolenia wzorowały się na nim. Żyd nie może mieć foremnego boga, a jego ojczyzną powinno być jego połączenie z bogiem, praktyka religijna i święte teksty. Abrahamowi powiedziano, że naród, który powstanie z jego potomstwa, otrzyma szczególną ochronę i błogosławieństwo. Cztery tysiące lat później trudno nie zauważyć, że naród żydowski, mimo wszystkich prób i tragedii, jako jedyny przetrwał wszystkie zmiany, które w tak dużym stopniu utrudniły funkcjonowanie innym plemionom, narodom, imperiom i religiom. Żaden inny naród w historii nie był w stanie zachować tak długo swojej tożsamości, nie wspominając o braku państwowości, trwającej ponad dwa tysiące lat. Z tego, co wiem, Tybetańczycy żyjący na wygnaniu w Indiach wysyłają ludzi do Izraela, gdzie mają nauczyć się, jak podtrzymywać kulturę będąc pozbawionym własnego państwa. Jeżeli dorastaliśmy w kulturze żydowskiej, będziemy dumni ze swojej szczególnej historii, niezależnie od tego, czy jesteśmy szczególnie religijni, czy nie. Kultura żydowska „wyprodukowała” wielu myślicieli, naukowców i laureatów nagrody Nobla. Jezus, Freud, Marks i Einstein – wymieniając tylko kilku – znacząco wpłyneli na rozwój zachodniej cywilizacji. Buddyzm jest atrakcyjną propozycją dla młodego, świeckiego Żyda, między innymi dlatego, że to, co absolutne wykracza poza formę. Z drugiej strony buddyzm Diamentowej Drogi jest wyzwaniem dla naszego poczucia abstrakcji i naszej zdolności do identyfikacji.

Izraelska sanga składa się przede wszystkim z imigrantów z Rosji. Jaki jest stosunek między nimi a Sabrami – rdzennymi Izraelczykami? Czy medytacje w ośrodkach ciągle odbywają się po rosyjsku, czy już po hebrajsku?

Uri: To właśnie imigranci z Rosji zasiali nasiona buddyzmu Diamentowej Drogi w Izraelu i przez pierwsze lata czuwali nad jego rozwojem. Wszyscy jesteśmy im bardzo wdzięczni i mamy dług wdzięczności wobec Rosjan. Ich oddanie dla Lamy i ich systematyczność w praktyce były dla nas wszystkich wielką inspiracją. Izrael jest państwem złożonym z imigrantów, ale Rosjanie, którzy przybyli w latach 90., to raczej oportuniści niż idealiści; nie robią wiele, żeby się zintegrować ze swoją nową ojczyzną. W ciągu kilku lat przyjechało około miliona osób i stworzyło społeczeństwo w ramach innego społeczeństwa. Rozmawiają między sobą jedynie po rosyjsku, oglądają rosyjską telewizję i nie mają nowej tożsamości. Rosjanie, będąc imigrantami, którzy nie mówią po hebrajsku i nie mają głębokiego zrozumienia tutejszej kultury, prawdopodobnie nie będą idealnymi kandydatami do przekazywania buddyzmu w lokalnych społecznościach. Buddyzm Diamentowej Drogi jest tu jeszcze bardzo młody, a wszelkie zmiany potrzebują czasu. Lama Ole często mówi, że pierwsze przekroczenie progu ośrodka jest bardzo trudne. Taka osoba będzie jedyną świeżynką wśród weteranów, jedynym wątpiącym wśród ludzi pełnych oddania, ale jeżeli dodatkowo będzie jedynym Izraelczykiem wśród Rosjan, to prawdopodobnie z nikim nie porozmawia, z nikim się nie utożsami i już nigdy nie wróci. Rosyjska sanga wykazuje się dużym zrozumieniem i stara się stosować do wskazówki Lamy, żeby w ośrodku mówić jedynie po hebrajsku. Miejmy nadzieję, że coraz więcej Izraelczyków znajdzie swoje miejsce w ośrodkach i jednocześnie jestem przekonany, że wtedy skorzystają z panującej w nich różnorodności.

Czy wojna z Libanem w 2006 roku odbiła się w jakiś sposób na ośrodkach znajdujących się na północy? Kiedyś rozmawiałem telefonicznie z ośrodkiem w Hajfie, w momencie, kiedy odbywało się tam odosobnienie, a miasto było pod ostrzałem katiuszy.

Aya: Latem 2006 roku dwóch izraelskich żołnierzy zostało porwanych na granicy z Libanem przez Hezbollah. Hezbollah to radykalna islamska organizacja terrorystyczna w Libanie, która cieszy się gospodarczym i duchowym wsparciem Iranu. Wybuchła wojna i północny Izrael znajdował się pod ostrzałem rakiet przez około sześć tygodni – dzień i noc. Ataki te były wymierzone w ludność cywilną, zwłaszcza w Haifę, która dysponuje dużymi rafineriami. Celem tych ataków było zabicie jak największej liczby ludzi i spowodowanie możliwie największych zniszczeń. Mieszkańcom zalecano, żeby nie wychodzili ze schronów. Kiedy minął pierwszy szok, nasi przyjaciele w Haifie stwierdzili, że ośrodek powinien pozostać otwarty dla wszystkich, którzy chcą medytować i postanowili, że program w ośrodku nie ulegnie zmianie; dalej miały odbywać się trzy medytacje w tygodniu. W Hajfie i na całej północy ludzie siedzieli w schronach podziemnych, ale większość sangi najlepiej czuła się w ośrodku przed drzewem schronienia. Mieliśmy głębokie zaufanie do Lamy, wiedzieliśmy i ufaliśmy, że jesteśmy doskonale „uzbrojeni”, a do tego dochodziła jeszcze wdzięczność za otrzymanie od Lamy środków, umożlwiających nam praktykę w takich warunkach. Przyjaciele z sangi opowiadali, że jego pole mocy, ochrona i błogosławieństwo stale im towarzyszyło, czuli je bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ośrodek w Hajfie jest aktywny i stabilny, większość jego członków jest na różnym etapie praktyk wstępnych.

Jak często odwiedzają was podróżujący nauczyciele?

Aya: Lama Ole przyjeżdża raz w roku, a dodatkowo gościmy trzech, czterech podróżujących nauczycieli. Co trzy lub cztery miesiące przyjeżdża nauczyciel, który nas wzbogaca i inspiruje, wyłuszcza kolejne aspekty znanych tematów i nadaje im głębię..

Czy są izraelscy podróżujący nauczyciele?

Igal: Podczas kursu mahamudry w 2005 Lama Ole przy wszystkich poprosił jednego z naszych przyjaciół, żeby nauczał. Cała sanga ucieszyła się, ponieważ był nam wszystkim bardzo bliski. Nie było osoby, która by go nie lubiła. W tym życiu wygłosił jednak tylko jeden wykład, chwilę później zginął w tragicznym wypadku w pracy. Jesteśmy stosunkowo małą i młodą sangą, ciągle się rozwijamy. Bardzo cieszymy się, kiedy przyjeżdżają podróżujący nauczyciele, myślę też, że z biegiem czasu wyprodukujemy znakomitych nauczycieli w naszej izraelskiej sandze. Takie osoby będą świetnym przykładem na poziomie lokalnym, będą uosobieniem naszego stylu Diamentowej Drogi.

Czy istnieją plany zaproszenia tybetaƒskich nauczycieli do Izraela?

Igal: Mieliśmy taki pomysł. Oczywiście zapytalismy Caty i Olego, i Lama powiedział, że w odpowiednim momencie powie nam, co powinniśmy zrobić.

Czy macie szczególne plany na przyszłośś? Czy chcecie zbudowaś ośrodek odosobnieniowy?

Igal: Oczywiście, że chcemy. Ale przede wszystkim musimy porządnie zadbać o nasze ośrodki miejskie. Poza ośrodkiem w Beer Shewie, wszystkie inne znajdują się w wynajmowanych mieszkaniach, a nasza sanga ciągle znajduje się na początkowym etapie rozwoju. Dzięki szczodrości i umiejętności naszych przyjaciół, w Beer Shevie mogliśmy kupić dom na ośrodek. Ciągle mamy tam mnóstwo prac remontowych, ale krok po kroku wszystko idzie do przodu. Kiedy zgromadzimy odpowiednią ilość środków, skończymy budowę Beer Shewy lub kupimy dom na ośrodek w innym mieście. Obecnie nasza praca jest skierowana na stworzenie możliwości do medytacji ludziom w miastach. Projekt zbudowania ośrodka odosobnieniowego jest kwestią czasu i odpowiednich waruków. Wszystko wydarzy się w odpowiednim momencie.

Igal Orlovsky ma 35 lat, studiuje medycynę chińską. Przyjął schronienie u Lamy Ole w 1998 roku. Mieszka z żoną w ośrodku w Beer Shewie i zajmuje się publikacjami izraelskiej sangi.

Uri Schwartz ma 43 lata, mieszka w ośrodku w Eilacie, na południu Izraela. Przyjął schronienie w 2002 i przetłumaczył kilka książek Lamy Ole na
język hebrajski. Uri tłumaczy również wykłady Lamy w Izraelu.

Aya Winawer urodziła się w Polsce w 1958 roku, 11 lat później wyjechała do Izraela. Przyjęła schronienie u Lamy Ole w 1992 roku, praktykuje od 2001 roku. Od 2006 roku mieszka w ośrodku w Hajfie. W 2008 roku została przewodniczącą izraelskiej sangi. Z zawodu jest pielęgniarką.

Izrael – kilka faktów:
Powierzchnia: 22,451 km2, (1/14 powierzchni Polski)
Ludność: 7,184,000

Liczba ludności Izraela wzrosła miedzy 1948 a 1958 rokiem z ośmiuset tysięcy do dwóch milionów. Większość imigrantów to uciekinierzy, którzy przejściowo byli umieszczani w obozach polowych.
70 procent to Żydzi,
20 procent – Arabowie,
4 procent – inni

Wśród ludności żydowskiej:
45 procent to osoby świeckie,
38,3 procent – osoby identyfikujące się z tradycją,
9,8 procent – osoby religijne,
6,7 procent – ortodoksyjni wyznawcy judaizmu.

Z punktu widzenia gospodarki i przemysłu, Izrael jest jednym z najbardziej rozwiniętych państw. W 2007 roku Izrael zajmował czterdzieste czwarte miejsce na świecie pod względem wysokości PKB i dwudzieste drugie pod względem PKB na jednego mieszkańca. W ostatnich latach Izraelski Szekel stała się jedną z najmocniejszych walut na świecie. Pięć procent budżetu państwa jest przeznaczane na cele bezpieczeństwa. W wieku osiemnastu lat większość Izraelczyków zostaje powołanych do służby wojskowej. Mężczyźni służą trzy lata, a kobiety dwa. Po obowiązkowej służbie wojskowej mężczyźni przechodzą do jednostek rezerwowych i do czterdziestego roku życia co roku odbywają kilkutygodniową służbę rezerwową. Izrael nie posiada wielu bogactw naturalnych, dlatego jego gospodarka bazuje na wysokiej technologii (High-Tech – na drugim miejscu po USA), badaniach naukowych w dziedzinie medycyny oraz na handlu militariami. Prawie każdy komputer i każde narzędzie lekarskie zawiera izraelską technologię. Izrael jest jednym z siedmiu państw, które posiadają satelity w kosmosie. Siedmiu Izraelczyków otrzymało nagrodę Nobla – w dziedzinie literatury, chemii, gospodarki i pokojową. Izrael wykorzystuje znaczącą część promieni słonecznych do wytwarzania energii słonecznej i przoduje w ilości wytworzonej energii słonecznej na jednego mieszkańca. Jest to jedyne państwo na świecie, które ma kształt purby, a w jego otoczeniu znajduje się dwadzieścia jeden państw islamskich.

Opracowanie: Marta Szczęśniewicz, Grzegorz Kuśnierz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Otwartość i oddanie - Lama Ole Nydahl | Faza budowania i faza spełniająca w medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Cztery ścieżki mądrego człowieka - Szamar Rinpocze | Cytat - Tantra Hewadżry | Po prostu praktykujmy - Lama Dzigme Rinpocze | Tworzyć buddyzm - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - Lama Ole Nydahl | Ołtarz w Kopenhadze - Fragment wywiadu z Hannah Nydahl | Czerwona Mądrość - Lama Ole Nydahl | Przeszkody na ścieżce - Michaela Fritzges | Cytat - Lama Ole Nydahl | Znaczenie sangi - Wolfgang Poier | Cytat - Lama Ole Nydahl | Na karuzeli życia - Joachim Feseck | Buddyjska pielgrzymka - Detlev Göbel | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska, Ewelina Warner | Cywilizacja buddyjska w Tybecie | Brzmienie pustki - Mira Starobrzańska | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Express Stupa - Wywiad z Viktorem Dévényi, koordynatorem budowy stupy w Becske | Impresja węgierska - Mira Starobrzańska | WIADOMOŚCI | Jak to sie robi w Izraelu - Detlev Goebel | Buddyjska Ziemia Święta - Aya Winawer | W krainie kiwi - Artur Grzeliński | Dakini gompa Cieszyn - nowy ośrodek | Poczuliśmy że jesteśmy we właściwym miejscu - Agata Kotuniak i Sławek Biały | Nagodzice, co nowego? | Białystok | Bytom | Konkurs dla architektów |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: