DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Doświadczenie to jest to

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Doświadczenie to jest to

Ralph Bohn
_________

Część 3

Gdzie można znaleźć rodzynki? Czyli nauki i buddyzm w poszukiwaniu prawdy absolutnej

Nasze codzienne koncepcje i naukowe teorie mają ze sobą wiele wspólnego. Wynikają z doświadczeń i możemy dzięki nim przewidywać przyszłe wydarzenia, które z kolei potwierdzają prawdziwość jakiejś teorii lub też ją obalają. Z punktu widzenia logiki istnieje jednak wiele różnych teorii i koncepcji, które prowadzą do tych samych przepowiedni. A więc zasadniczo nie ma możliwości potwierdzenia jakiejkolwiek teorii w całości za pomocą doświadczenia. Czy to oznacza, że wszystkie koncepcje mają taką samą wartość? Czy też można wyróżnić mniej lub bardziej sensowne? Buddyzm udziela tu jednoznacznej odpowiedzi.


„Anything goes?”

Teoria opisuje rzeczy i zasady dotyczące ich wzajemnych relacji. Opis ten uważamy za odzwierciedlenie rzeczywistości. Rozmaite teorie tworzą przy tym obraz różnych rzeczywistości. Ale jeżeli nie można zdecydować, która z tych teorii jest prawdziwa, nie da się też nigdy rozstrzygnąć, który obraz rzeczywistości jest poprawny. Czy to oznacza, że istnieje tylko jedna jedyna rzeczywistość, która po prostu przejawia się w różny sposób? Czy też istnieje tyle różnych rzeczywistości, co teorii na ich temat? Intuicyjnie wierzymy, że jest tylko jedna prawda, jedna rzeczywistość. Niektórzy zachodni filozofowie odrzucają tę koncepcję i mówią: istnieje nie tylko jedna rzeczywistość – jest wiele światów, wiele prawd, wiele realnych wyobrażeń. W istocie każdy widzi świat z innej perspektywy, przez inne okulary. Dlaczego nie miałoby to dotyczyć również grup ludzi – zwykłych zjadaczy chleba, naukowców, całych społeczeństw i kultur, dzielących te same wyobrażenia na temat świata? Jednak kiedy filozofowie doszli do przekonania, że każde doświadczenie daje się opisać przy pomocy nie tylko jednej, ale nieskończenie wielu teorii popartych taką samą ilością doświadczenia, poszli o krok do przodu i ogłosili, że właśnie ten wynik jest ostateczną prawdą. Stąd też wzięła się nazwa relatywizm, którą otrzymało błądzenie zachodniej filozofii po manowcach bez jakiejkolwiek myśli przewodniej. Podstawą relatywizmu jest stwierdzenie, że wszystkie wyobrażenia na temat świata są tak samo ważne. Nie istnieje bowiem żadne kryterium, dzięki któremu możnaby uszeregować wszystkie te koncepcje. Amerykański teoretyk nauki Paul Feyerabend podsumował ten pogląd hasłem: „Anything goes!” Buddysta potrafi sobie wyobrazić to, że istnieje wiele prawd. Jednakże buddyzm odrzuca relatywizm uważając, że istnieje kryterium nadające sens wszystkiemu: absolutna prawda. Wydaje się więc, że relatywizm stanowi problem wyłącznie dla zachodnich filozofów. Kiedy jednak przyjrzymy się mu dokładniej, zauważymy, że jest to nurt w myśleniu, który jak zaraza ogarnął całe zachodnie społeczeństwo. Wszędzie zacierają się różnice. Religie i poglądy na świat prezentowane są jako tak samo ważne, bez względu na to, jaki system wartości reprezentują. Pod sztandarem poprawności politycznej żąda się tolerancji – nawet wobec nietolerancji. W ezoterycznych kręgach określa się to tak: „Wszystko jest tym samym. Om, sweet om”.

Tamten świat

W zachodnim myśleniu zagnieździło się uparte wyobrażenie, że za fenomenem, który postrzegamy, znajduje się coś, co samo żadnym fenomenem nie jest. Słowo „fenomen” można przetłumaczyć jako „zjawisko”, „przejawienie się”. Kiedy mówimy: „To jest zjawisko”, automatycznie nasuwa nam się pytanie: „Co się przejawia?”. Ukryta w tym słowie koncepcja sugeruje, że poza zjawiskiem musi istnieć coś jeszcze. Na Zachodzie myślenie przesiąknięte jest dualizmem, który zakłada, że poza zjawiskami znajdują się jakieś rzeczy, które manifestują się poprzez te zjawiska. Zachodni filozofowie od niepamiętnych czasów łamią sobie głowy, próbując dociec, w jaki sposób wyglądają relacje tych dwóch światów: pozornego (fałszywego) świata i (prawdziwej) rzeczywistości, która znajduje się poza nim. Czy świat zjawisk dobrze odzwierciedla ten prawdziwy świat? Ponieważ istnieje wiele teorii, powstaje pytanie: która ukazuje prawdziwe odwzorowanie? Która mówi nam, jaka w istocie jest rzeczywistość? Jeżeli ja sam jestem „jedynie” przejawieniem się czegoś, czym jest moje „prawdziwe” ja? Ponieważ zjawiska są przemijające, „prawdziwy” świat zawsze przedstawiany jest jako niezmienny i zamieszkany przez rzeczy wieczne: byt, jaźń, duszę, ideę, treść. My także mówimy: „On jest cieniem samego siebie” lub „W tym, co pan mówi, brak jest rzeczywistej treści”. Powinniśmy zwrócić uwagę na metafizykę, kryjącą się w naszym języku. Niemiecki filozof Fryderyk Nietsche zrobił to. Nazywa on ten rzekomo prawdziwy świat „tamtym światem” i jest wystarczająco złośliwy, żeby określić tych, którzy głoszą tę ideę „zaświatowcami” (po niemiecku Hinerweltler, co oznacza też „ktoś z dziury zabitej deskami, nie mający o niczym pojęcia”) Z dużą przenikliwością odkrywa przyczynę tego typu metafizycznych koncepcji: „To cierpienie i niemożność stworzyły wszelkie zaświaty”. Skreślmy więc zaświaty, nie potrzebujemy ich. Dwa obrazy (koncepcja A i B) mogą aspirować do prawidłowego odzwierciedlenia rzeczywistości (czyli „tamtego świata”). Jednak nawet jeżeli te teorie są całkowicie różne, mają ze sobą coś wspólnego: są częścią nadrzędnej koncepcji. „Tamten świat” sam jest koncepcją i jako taki stanowi część świata zjawisk.

Sieć koncepcji

Wielu zachodnich filozofów doszło do przekonania, że to, co przeżywamy i czego doświadczamy, jest jedynie wielką siecią niezliczonych koncepcji, które nawzajem się uwarunkowują. Także tu istnieje pewne pokrewieństwo z buddyzmem. Budda mówi: „Wszystkie zjawiska są uwarunkowane”. I dodaje: „Są z natury puste”. Co to oznacza? Również koncepcje i teorie nie są niczym innym jak zjawiskami, z którymi stykamy się w tym świecie. Są zatem także uwarunkowane. Ale przez co? Oczywiście przez inne zjawiska. A one z kolei uwarunkowane są przez jeszcze inne zjawiska i tak dalej. Budda nazwał to współzależnym powstawaniem. Na jego temat buddyjski filozof Nagardżuna, który żył w II wieku, powiedział: „Współzależne powstawanie to jest to, co nazywamy pustką”. Kiedy zjawiska powstają we wzajemnej zależności, nie mają żadnej własnej egzystencji. Oznacza to: nie mają żadnej prawdziwej „istoty”, która przejawiałaby się w ich postaci. Nie są spowodowane jakąś rzeczą samą w sobie, istniejącą w ukrytym „tamtym świecie”. Rozpatrując pustkę, Nagardżuna mówi następnie: „To również jest tylko zależne pojęcie; akurat ona (pustka) tworzy Środkową Drogę”. Jeżeli to buddyjskie mówienie o pustce także jest tylko uwarunkowaną koncepcją, pojawia się pytanie: „Dlaczego miałoby być ono lepsze niż wszystkie inne koncepcje?”. Jeszcze raz powoli prześledźmy reguły naukowej metody. Jeżeli konsekwentne jej stosowanie prowadzi do tego samego wyniku, co nauka buddyjska, to związek pomiędzy buddyzmem i zachodnią nauką musi być jeszcze ściślejszy niż do tej pory zakładaliśmy. Lama Ole sformułował to kiedyś w następujący sposób: „Im lepsza staje się nauka, tym bardziej staje się buddyjska”.

Metoda naukowa musi spełniać następujące warunki:

  • Koncepcje/teorie muszą mieć logiczną konstrukcję.
  • Muszą być sprawdzalne eksperymentalnie.
  • Należy wykonać doświadczenia, które ją udowodnią.

„Tamten świat” jako metafizyczna koncepcja zakłada rzeczywistość niezależną od umysłu. W skrócie można by to określić jako mniej lub bardziej materialistyczny pogląd na świat. Oczywiście nikt już nie wierzy w materię w formie masywnego tworzywa. Dzisiaj mówimy o kwantach i polach. Fizycy rozprawiają o nich jednak w taki sposób, jakby te kwanty i pola istniały niezależnie od stanów umysłu. Tak jakby zjawiska, które postrzegamy, były wyrazem niezależnej fizycznej rzeczywistości! Umysł w takim przypadku miałby „jakoś tam” powstać w wyniku bardzo skomplikowanego połączenia się tych rzeczy z biegiem czasu i musiałby kiedyś przeminąć. Zatem umysł staje się czymś przemijającym, zwykłym zjawiskiem wśród wielu, podczas gdy poza nim istnieje niezależna od niego struktura – trwała rzeczywistość. W ten sposób znowu wkradł się do naszego rozumowania „tamten świat”. Jeżeli jednak zmienimy punkt widzenia o 180 stopni i całkowicie zrezygnujemy z „tamtego świata”, a tym samym z rzeczywistości niezależnej od umysłu, nie będzie to sprzeczne z metodą naukową. Dla buddyzmu tamten świat jest jedynie koncepcją z dziedziny świata zjawisk, a zjawiskami naszego świata są treści stanów umysłu. A zatem jeżeli buddyzm postrzega świat fizyczny jako projekcję umysłu, to jest wprawdzie sprzeczny z niektórymi współczesnymi teoriami naukowymi, które mocno trzymają się materialistycznej teorii „zaświatowej”, ale nie z samą naukową metodą! Ta metoda również wymaga potwierdzenia doświadczalnego.

Eksperyment

Jeszcze raz przyjrzyjmy się temu wszystkiemu dokładniej: stanowisko teorii naukowej potwierdzane jest lub obalane poprzez doświadczenie. W jaki sposób powstaje to doświadczenie? Po prostu ot, tak sobie? Nie, przeprowadzam eksperyment naukowy. Nie wystarczy, jeśli powiedzie się on tylko raz. Z założenia powinien być powtarzalny dowolną liczbę razy. W każdym miejscu i o każdym czasie. Przygotowuję jakąś aparaturę, przeprowadzam próbę i odczytuję wynik na urządzeniu pomiarowym. Wynik pomiaru jest eksperymentalnym faktem, który został przepowiedziany przez teorię (albo i nie). W eksperymencie stwarzam warunki, umożliwiające wykonanie doświadczenia! Specjalnie zaznaczyłem to zdanie kursywą, bo wprawdzie można je łatwo powiedzieć, ale łatwo też przegapić jego zdumiewającą treść: doświadczenia się robi! Albo jeszcze wyraźniej: doświadczenia są wytwarzane! Dotyczy to nie tylko eksperymentów naukowych. Na ogół uważamy doświadczenia za coś biernego. Po prostu się przydarzają. To jednak nieprawda. Już samo sformułowanie „zrobić doświadczenie” daje nam właściwą wskazówkę, ponieważ „robić” oznacza „wytwarzać”. „Robimy dziś przyjęcie” oznacza, że idziemy na zakupy, siekamy cebulę, mieszamy sos, dzwonimy do ludzi, zapraszamy ich itd. Mówiąc: „Robią tu drogę”, mamy na myśli to, że robotnicy kopią, jeżdżą ciężarówkami, hałasują młotami pneumatycznymi – coś wytwarzają, a mianowicie: nową drogę. Doświadczenia są nieodłącznie związane z aktywnością. Jeżeli chcę doświadczyć ciepła, muszę coś w tym celu zrobić, na przykład położyć się w słońcu. A więc muszę się ruszyć i wyjść do ogródka. Jeżeli biernie będę siedział w zimnym pokoju, nie doświadczę tego. Naukowcy wytwarzają doświadczenia poprzez eksperymenty. Odbywa się to w laboratoriach, w których tworzone są warunki pozwalające na zrobienie odpowiednich doświadczeń. Laboratorium jest miejscem, w którym pod ręką jest wszystko, co potrzebne do stworzenia tych warunków, a zatem zrobienia eksperymentu. W cyklotronie zderzają się ze sobą cząstki o dużej energii, odnośnie których teoria coś przepowiada. Gdyby nie było tej teorii, nie możnaby zbudować cyklotronu, ponieważ nikt by nie wiedział, czego szukać. Aby stworzyć warunki niezbędne do zrobienia doświadczenia, potrzebna jest koncepcja. Bez koncepcji nie można więc zrobić doświadczenia. Koncepcje i odpowiednie doświadczenia są nierozłączne. Francuski fizyk Pierre Duhem nazwał eksperyment, pozwalający ostatecznie rozstrzygnąć między prawdziwą a fałszywą teorią, mianem experimentum crucis. Jak już wielokrotnie powtórzyłem, przy dwóch teoriach naukowych potwierdzonych doświadczalnie w tym samym stopniu, z czysto logicznego punktu widzenia niemożliwe jest jakiekolwiek doświadczenie – a więc eksperyment – rozstrzygające, która z nich jest prawdziwa. Tę tezę można streścić jednym zdaniem: experimentum crucis nie istnieje. Ale to też jest tylko pewna teza, przypuszczenie. Być może błędne! Buddyzm twierdzi bowiem – w tłumaczeniu na język zachodniej nauki – coś przeciwnego: taki eksperyment istnieje!

Nauka i buddyzm

Przyglądając się historii nauki, stwierdzamy, że całkowicie przeczy ona twierdzeniom relatywizmu. W praktyce różne teorie naukowe konkurowały ze sobą jedynie przez krótki czas. Na przykład model kopernikański prawie całkowicie wyparł pogląd geocentryczny. Naukowcy nie przejmują się zbytnio filozofią, za to stosują teorie w praktyce. Najwyraźniej teoria kwantowa nieźle sprawdza się w praktyce, bo globalny produkt brutto zwiększył się o 30 procent w wyniku jej stosowania. Ona funkcjonuje. Jest to bardzo pragmatyczny sposób widzenia. Możemy zatem postawić pytanie o pożyteczność teorii. Czy to pożytek z niej płynący powinien rozstrzygać, czy jest ona poprawna, czy fałszywa? Czy pożytek ma decydować o tym, czy jest absolutną prawdą? Przy tym na pewno nie chodzi o korzyści materialne lub ekonomiczne. To może być tylko taki pożytek, który wszyscy uznają za pożyteczny. Zapomnijmy teraz na chwilę wszystko, co wiemy o ponadczasowym szczęściu i oświeceniu. Chcemy w tym artykule zbadać związek buddyzmu z nauką. Prawdziwość teorii naukowej nie zależy od tego, czy uszczęśliwia ona naukowców, tylko od tego, czy jest prawdziwa. Chodzi więc o kwestię prawdy. Czy nie byłoby najwyższym pożytkiem, gdybyśmy mogli stwierdzić, że istnieje absolutna prawda? Czy można to powiedzieć ot tak, po prostu? Czy nie wymagałoby to empirycznego dowodu? Ale jak tu udowodnić absolutną prawdę? Zbierzmy teraz wszystkie do tej pory rozwinięte wątki. Twierdzenie, że istnieje absolutna prawda jest hipotezą, a zatem (małą) teorią. Metoda naukowa w celu potwierdzenia jej w całości wymaga zawsze eksperymentu, tak zwanego experimentum crucis. Cała teoria utrzymuje się lub upada wraz z nim. Gdyby założyć istnienie eksperymentu, który z zasady byłby powtarzalny w każdym miejscu i czasie, w którym można by zrobić doświadczenie absolutnej prawdy, to twierdzenie „istnieje absolutna prawda” zostałoby potwierdzone jako najsensowniejsza i najpożyteczniejsza z koncepcji. Wtedy istniałoby też kryterium prawdy i sensu. Istniałaby orientacja i cel. Czy możemy zrobić doświadczenie absolutnej prawdy? Jakie warunki musimy stworzyć w naszym laboratorium, żeby móc wyprodukować to doświadczenie? Budda udzielił odpowiedzi. Możemy stworzyć te warunki podążając za jego radami i wskazówkami. Dotyczą one zachowania, poglądu i praktyki. Doświadczenie absolutnej prawdy, które robimy stosując jego instrukcje, nazywamy oświeceniem. Hannah Nydahl powiedziała: „Jeżeli to rzeczywiście prawda, wiesz o tym”. Laboratorium to nasz umysł, ponieważ wyłącznie on może zrobić to doświadczenie. Wynik eksperymentu nie jest żadnym przypadkiem lub odosobnionym zjawiskiem, tylko czymś powtarzalnym dla wszystkich. Tego wymaga od dobrego eksperymentu metoda naukowa. Przypomnijmy sobie też podstawową strukturę logiczną teorii naukowej, którą opisałem w przedostatnim numerze „Diamentowej Drogi”. Także ten wymóg zostaje spełniony: kiedy robisz A (warunek), nastąpi B (przepowiednia). Jeżeli będziesz wykonywać praktykę medytacyjną, będziesz oświecony. Sprawdź sam (po instrukcje do praktyki należy zwrócić się do Lamy). Buddyzm daje się doskonale przetłumaczyć na język naszej naukowo-technicznej kultury, ponieważ jest całkowicie logiczną koncepcją, która zawiera instrukcję eksperymentu i czyni przepowiednię na temat możliwego doświadczenia sprawdzalną dla każdego. Spełnia zatem wszystkie kryteria metody naukowej i nie pozostaje z nią w sprzeczności. Jest raczej tak, że konsekwentnie stosuje tę metodę od dwóch i pół tysiąca lat i może pokazać nauce – jak to powiedział kiedyś Lama Ole – „gdzie należy szukać rodzynek”. Oczywiście relatywizm żadną rodzynką nie jest, a redukcja umysłu do niezależnie istniejącej fizycznej rzeczywistości skazana jest na niepowodzenie. Uważamy buddyzm za pogląd najbardziej sensowny, lecz jest też oczywiste, że koncepcja oświecenia samym oświeceniem nie jest. Słowami możemy tylko opisać cel. Znajduje się on poza pojęciami, koncepcjami i teoriami. Także poza pojęciem oświecenia! Ponieważ doświadczenie jest również, jak się przekonaliśmy, nierozdzielnie związane z koncepcjami. Dlatego buddyzm używa osobnego terminu „bycia tu i teraz”. Ale to też tylko słowa. Palec, który wskazuje na księżyc, nie jest księżycem.

Buddyzm daje się doskonale przetłumaczyć na język naszej naukowo-technicznej kultury, ponieważ jest całkowicie logiczną koncepcją, która zawiera instrukcję eksperymentu i czyni przepowiednię na temat możliwego doświadczenia, sprawdzalną dla każdego.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Otwartość i oddanie - Lama Ole Nydahl | Faza budowania i faza spełniająca w medytacji - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Cztery ścieżki mądrego człowieka - Szamar Rinpocze | Cytat - Tantra Hewadżry | Po prostu praktykujmy - Lama Dzigme Rinpocze | Tworzyć buddyzm - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - Lama Ole Nydahl | Ołtarz w Kopenhadze - Fragment wywiadu z Hannah Nydahl | Czerwona Mądrość - Lama Ole Nydahl | Przeszkody na ścieżce - Michaela Fritzges | Cytat - Lama Ole Nydahl | Znaczenie sangi - Wolfgang Poier | Cytat - Lama Ole Nydahl | Na karuzeli życia - Joachim Feseck | Buddyjska pielgrzymka - Detlev Göbel | Powrót do korzeni - Maria Przyjemska, Ewelina Warner | Cywilizacja buddyjska w Tybecie | Brzmienie pustki - Mira Starobrzańska | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Express Stupa - Wywiad z Viktorem Dévényi, koordynatorem budowy stupy w Becske | Impresja węgierska - Mira Starobrzańska | WIADOMOŚCI | Jak to sie robi w Izraelu - Detlev Goebel | Buddyjska Ziemia Święta - Aya Winawer | W krainie kiwi - Artur Grzeliński | Dakini gompa Cieszyn - nowy ośrodek | Poczuliśmy że jesteśmy we właściwym miejscu - Agata Kotuniak i Sławek Biały | Nagodzice, co nowego? | Białystok | Bytom | Konkurs dla architektów |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: