DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 42 -> Ośrodek Europejski

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Ośrodek Europejski

Wywiad z Romanem Lausem
_________

Wiosna 2007


Ile ludzi zaangażowanych jest w pracę nad Ośrodkiem Europejskim? Za co są odpowiedzialni?

Roman: Tak naprawdę nie ukształtował się jeszcze żaden zespół z prawdziwego zdarzenia. Wszystko zaczęło się jakieś osiem lat temu. Przez ten czas powstawało wiele teamów, ale ponieważ fizycznie nie było jeszcze żadnego miejsca, to ich rola tak naprawdę ograniczała się jedynie do szerzenia idei Ośrodka Europejskiego wśród buddystów. Dwa, trzy lata temu zaczęły pojawiać się potencjalne miejsca na OE, jednak za każdym razem pojawiały się jakieś przeszkody i nie mogliśmy go kupić. Już od dwóch lat mała grupka ludzi przygotowywała kampanię na wypadek, gdyby projekt zakupu jakiegoś miejsca otrzymał zielone światło. Wtedy nagle pojawiło się to miejsce, a my i tak potrzebowaliśmy dwóch do trzech miesięcy na rozkręcenie całej kampanii, to znaczy na dotarcie z tą informacją do ludzi, przedstawienie faktów, dostarczenie materiałów promocyjnych itd. Jednak jak zwykle Lama Ole już pierwszego dnia opowiedział wszystkim o tym miejscu. W ten sposób zaczęła się nasza praca, do której przyłączyli się wszyscy ludzie, którzy akurat byli pod ręką. W chwili obecnej nad projektem pracuje około 25 osób.

Z różnych krajów?

Roman: Z powodów praktycznych są to głównie Niemcy – nie jest to jednak „niemiecki projekt”. Dzieje się tak, ponieważ Ośrodek znajduje się w Niemczech, w związku z czym potrzebujemy najróżniejszych pozwoleń, musimy być w kontakcie z władzami miasta, zadawać im najróżniejsze pytania itp. Tak jest po prostu praktyczniej. Głównym organizatorem jest Philip, architekt, który znalazł to miejsce, jest również Caty, Kai, Andy i oczywiście wiele innych osób. Zajmują się głównie kwestiami prawnymi, jednak projekt z czasem stanie się naprawdę międzynarodowy. W przyszłości ma powstać „zarząd” Ośrodka Europejskiego, który będzie dbał o funkcjonowanie tego miejsca w kwestiach takich jak organizacja kursów i innych wydarzeń. Jego zadaniem będzie również angażowanie do pracy ludzi z różnych krajów. Jednak nie jest to temat, którym trzeba sobie teraz zaprzątać głowę. Teraz musimy skoncentrować się na tym, jak zebrać potrzebną ilość pieniędzy na utrzymanie tego miejsca. Kiedy zaczniemy się tam wprowadzać – zaproponowano to już wielu osobom z różnych krajów i najprawdopodobniej stanie się o jeszcze w tym roku – wtedy dopiero zostaną podłożone podwaliny pod naprawdę międzynarodowy Ośrodek Europejski. Obecnie sprawą zajmują się głównie Niemcy, ale staram się zawsze brać udział w ich spotkaniach organizacyjnych, żeby musieli prowadzić je po angielsku, bo ja zwyczajnie nie znam niemieckiego. To mój wkład w pracę nad utrzymaniem międzynarodowego charakteru tego projektu. Caty zawsze mówi, że kiedy nie ma mnie na spotkaniu OE, to wyobraża sobie przed sobą moją twarz i przechodzi z języka niemieckiego na angielski. Generalnie chodzi o to, żeby każdy mógł powiedzieć, co mu leży na sercu i znaleźć rozwiązanie poszczególnych kwestii. Nie ma żadnej sztywnej struktury organizacyjnej i mam nadzieję, że w przyszłości również jej nie będzie. Oczywiście będziemy potrzebowali pewnych ustaleń, w oparciu o które będziemy pracować.

Tak więc nie wiadomo jeszcze, kto będzie prowadził Ośrodek?

Roman: Wiadomo – my wszyscy! Naprawdę. Nie ustaliliśmy jeszcze, czy będzie to jakiś rodzaj międzynarodowego zarządu, ale myślę, że te sprawy same się wkrótce wyklarują. Ważne, żeby tonu nie nadawała jedna czy dwie osoby, lecz wszyscy zainteresowani i uczestniczący w projekcie. Powinny to być jednak osoby, które nie zapominają o międzynarodowym charakterze miejsca, ponieważ obecnie głównym zadaniem jest włączenie do pracy przedstawicieli ośrodków z całego świata. Wtedy będziemy mogli się zastanowić jak wielka ma to być organizacja, jak radzić sobie z różnymi tematami itd. Jak najszybciej musimy też udostępnić to miejsce wszystkim.

Czy będzie to również ośrodek odosobnieniowy? Czym będzie się różnił od pozostałych takich miejsc?

Roman: Zasadniczo jest to miejsce na wielkie, międzynarodowe kursy i spotkania, ale oczywiście będzie można tam również medytować. Nie będzie to jednak miejsce odosobnieniowe jak w Tenovicach czy Kucharach. Będzie to raczej węzeł komunikacyjny całego buddyjskiego świata. Nie chodzi o to, że musimy od razu się wszyscy tam wprowadzić i rozprawiać o przyszłości buddyzmu. Chodzi o to, że ludzie będą się tam spotykać i wymieniać pomysłami, dzielić doświadczeniami, by następnie wrócić do domu i przekazać swą wiedzę dalej. Nie będzie to raczej ciche miejsce w górach, gdzie tysiące ludzie odbywają zamknięte odosobnienia. Mamy jednak pomysł, żeby zbudować małe domki do medytacji, ponieważ dwie trzecie powierzchni pokryte jest lasem, więc rzeczywiście można wybudować tam małe, odizolowane od reszty zabudowań chatki. Jednak przedtem czeka nas jeszcze wiele innej pracy. Ale potem będziemy już mogli medytować latami! Oczywiście wszyscy mamy różne tendencje w umyśle, niektórych inspirują długie odosobnienia, więc z pewnością będą mieli ku nim sposobność. Jednak w najbliższych latach nie będzie to główna rola Ośrodka Europejskiego.

Czy można uczestniczyć w pracy dla OE „korespondencyjnie”?

Roman: Tak już się dzieje. Wszystkie ośrodki przekazały przecież pieniądze na zakup tego miejsca. Było to też pierwsze internetowe spotkanie całej sangi świeckiego buddyzmu Diamentowej Drogi, podczas którego ludzie z całego świata w wirtualnej przestrzeni dzielili się swoimi doświadczeniami, pomysłami czy wizją OE. Oczywiście od dawna robiliśmy podobne rzeczy, ale nigdy na taką skalę. Codziennie otrzymujemy e-maile z różnymi pomysłami, ofertami pomocy itd. Tak więc samo mówienie o tym i świadomość potrzeby wyjścia ponad narodowe granice jest już pracą na rzecz Ośrodka. Jeśli spojrzysz na stronę www.europe-center.org, w działach z wydarzeniami czy wiadomościami z poszczególnych krajów, zobaczysz jak ludzie z całego świata angażują się w projekt i inspirują się nawzajem. Tak więc pierwszym krokiem jest to, że ludzie stają się świadomi faktu, że nasza sanga jest międzynarodowa. To jest pierwszy poziom. Drugim będzie to, że ludzie będą mogli do Ośrodka przylecieć, można dziś kupić wiele tanich biletów lotniczych. Ludzie będą mogli przylecieć nawet z Władywostoku. W pobliżu Ośrodka, w odległości ok. 70 km jest lotnisko. Tak więc dojazd nie będzie problemem, każdy będzie mógł tu przyjechać, spędzić jakiś czas w tym miejscu i czegoś się nauczyć. Chciałbym jednak podkreślić, że ważniejszy jest ten pierwszy poziom, zrozumienie, jak ważna jest współpraca. W chwili obecnej działamy zbyt lokalnie i tak trudno jest nam wyjść myślą ponad granice. OE nie jest po prostu kolejnym miejscem, jest wizją przyszłości. Nie chodzi o to, żeby zamieszkać w jakimś miejscu i organizować tam kursy. Ludzie z zagranicy również będą mieli ręce pełne roboty, nawet jeśli fizycznie nie będzie ich na miejscu. Będziemy potrzebowali wsparcia wszystkich członków sangi i umiejętności ludzi z całego świata. Można to również nazwać wymianą bogactwa pomiędzy różnymi narodami. Tak więc do projektu można włączyć się na wielu różnych poziomach. To od nas zależy, jak bardzo chcemy się w to wszystko zaangażować.

Jakich mamy tam sąsiadów i jak są do nas nastawieni?

Roman: Najbliżsi sąsiedzi mieszkają w odległości 750 metrów, tak więc nie za blisko. Miejsce położone jest na wzgórzu. Z tego co wiem w Niemczech buddystów darzy się szacunkiem. Złapaliśmy już dobry kontakt z władzami miasta, a ludzie na różne sposoby nam tam pomagają. Oczywiście ludzie z okolicznych wiosek zaczynają rozmawiać o buddystach, o tym, co to za ludzie, co będą tu robić itd. Fala plotek rozeszła się po tym, jak nasi znajomi zaczęli krążyć po okolicy i pytać o domy na sprzedaż – co się dzieje, ci buddyści chcą wykupić naszą ojcowiznę, rany boskie! Dlatego musieliśmy się tam przejść i udzielić im informacji, opowiedzieć im o sobie, żeby rozluźnić całą sytuację. Myślę jednak, że kiedy się w końcu wprowadzimy, to ludzie będą do nas dobrze nastawieni. Jak mawia Lama Ole: „Jesteśmy najlepszymi sąsiadami, jakich można sobie wymarzyć”. Naprawdę tak jest. Nie robimy ludziom problemów i wszędzie mamy dobre stosunki z sąsiadami – w Rosji, Czechach czy Polsce. Łatwo się z nimi zaprzyjaźniamy, ponieważ jesteśmy na nich otwarci, a oni czują, że nie gramy w żadną grę.

A co Ciebie najbardziej inspiruje w tym projekcie?

Roman: Najbardziej inspiruje mnie wyzwanie, któremu musimy sprostać. Poprzez wspólną pracę uczymy się jak utrzymać przekaz, jak wzrastać i nadal utrzymać świeżość i przyjaźń, jak zamiast współzawodniczyć uczyć się od siebie nawzajem, ponad podziałami. Kiedy osiem lat temu po raz pierwszy usłyszałem o tym pomyśle, wywarł na mnie wielkie wrażenie i zacząłem się zastanawiać, czy to w ogóle będzie możliwe. Cała ta międzynarodowa współpraca była dotychczas jedynie koncepcją. Potem pojawiła się idea Triangle Project i coś sobie uświadomiłem: że nie będzie nam łatwo przejść od teorii do praktyki, zupełnie jak w naszej praktyce dharmy! Kiedy ludzie pytają mnie czasami co myślę o współpracy pomiędzy różnymi narodami, odpowiadam na podstawie swoich doświadczeń z początków Triangle Project. Kiedy ma się odbyć jakieś spotkanie organizacyjne Niemcy mówią: „Musimy mieć dokładny plan przynajmniej z półrocznym wyprzedzeniem”, Polacy: „Zaczniemy działać we właściwym czasie, znaczy na kilka godzin przed godziną X”, Czesi natomiast: „Wiesz, nam to nie przeszkadza”. Już tutaj widać jak bardzo się od siebie różnimy, chociaż mamy ten sam cel – najlepszy rozwój sytuacji dla pożytku innych. To jest waśnie wyzwanie, o którym mówię: jak połączyć nasze odmienne światopoglądy, żeby wspólnie stworzyć coś wielkiego. Dopiero ten sposób będziemy w stanie utrzymać przekaz, kiedy zabraknie Lamy Ole. Powinniśmy współpracować, takie jest życzenie naszego lamy. Tego musimy się nauczyć. Przynajmniej dla mnie to jest właśnie najbardziej ekscytujące – jak to zrobić, jak wziąć udział w całym procesie? Dlatego w przyszłości zamierzam od czasu do czasu mieszkać w Ośrodku Europejskim, podróżować i rozpowszechniać jego ideę w różnych krajach. To jedno z najbardziej porywających wyzwań mojego życia! Mam nadzieję, że wkrótce wszyscy się tam spotkamy!

Opracowanie: Nastia Czistokolowa, Grzegorz Kuśnierz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Cytat - Karol Ślęczek | Obietnica bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Medytacja 16 Karmapy - Wywiad z Lamą Ole | Uczył nas w bardzo zręczny sposób - Hannah Nydahl | Umysł i śmierć - Lama Dzigme Rinpocze | Cztery przyczyny odrodzenia w Dełaczien - Szamar Rinpocze | Wszystko jest snem, dlatego wszystko jest możliwe - Lama Ole Nydahl | Twierdza oświecenia - Milarepa | Oddanie dla nauczyciela - Szangpa Rinpocze | Jak kot z zapalonym ogonem - Porucznik Adam Jankiewicz | Zasady i kanony sztuki tybetańskiej - Ewa Preschern | Historia Kagyupów w Ladakhu - Svenja Schmitt | Cywilizacja w kręgu buddyjskich kultur Azji Południowo-Wschodniej - Rafał Kowalczyk | Czym jest Pustka? - Dorothea Deeg i Matthias Ostermann | Cytat - Hannah Nydahl | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Więcej, lepiej, bardziej - Wojtek Tracewski | Ośrodek Europejski - Wywiad z Romanem Lausem | Karma Guen - Peter Gomez | Bartołty - Adam Jankiewicz & team | Vyhlidky - czeska kraina łagodności - Mira Starobrzańska i Kveta Svedova | Jogini pod dachami Paryża - Marta Cichocka | Słupsk - wszystko jest możliwe! | Głogów | Triangle Project - Triangle Project Team |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: