DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 41 -> Naszym domem jest oświecenie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Naszym domem jest oświecenie

Wywiad z Karolem Ślęczkiem
_________

Przeprowadzony w Glasgow oraz w samolocie z Glasgow do Londynu w maju 2006

„Nie ma nic bardziej czułego i wrażliwego niż przestrzeń, jest to najwyższy rodzaj współczucia. Umożliwia ona, by wszystko się wydarzało, nie zmusza niczego, aby szybciej się rozpuściło, nigdy nie stanowi przeszkody w czymkolwiek, utrzymuje wszystko w całości i przenika. Jest informacją i współczuciem. Jeżeli potrafimy jej doświadczać, widzimy, że jest to prawdziwe przeżycie, a nie tylko koncepcja. Oczywiście na początku jest to tylko pewien pogląd, ale jeśli próbujemy zawsze doświadczać przestrzeni zobaczymy, że oznacza ona absolutną wolność. Nie ma niczego bardziej ostatecznego i radosnego niż absolutna wolność.”


Ile dni w roku podróżujesz z wykładami?

Karol: Ole dał kiedyś taką wskazówkę, żeby nauczyciele spędzali pół roku pracując, a pół roku ucząc. Myślę, że jest to ważne dlatego, że żyjąc tak jak inni jesteśmy w stanie lepiej ich zrozumieć i jeżeli potrafimy zrobić coś jeszcze dodatkowo, to po prostu stajemy się dla nich przykładem. Staram się trzymać tej wskazówki. Czasami jest to więcej niż pół roku w podróży, ale chyba chcę nadrobić zaległe lata kiedy podróżowałem o wiele mniej.

To chyba naturalne, masz więcej zaproszeń, syn odchowany…

Karol: Myślę, że jestem na tyle stary, że zmieniłem sposób myślenia. W tym roku skończyłem 50 lat i moim zdaniem to jest taki wiek, kiedy człowiek staje się człowiekiem. I jeśli jeszcze nim nie zostałem, to już chyba nie zostanę (śmiech). Podobno to zabiera trochę czasu, 40 lat, czasami 50. Ja wziąłem poprawkę na swój zły charakter.

W jaki sposób kształcą podróże, a w jaki osiadły tryb życia?

Karol: Na pewno podroże rozwijają bardziej dlatego, że przywiązanie jest naszym największym problemem, a gdy podróżujemy trudniej jest się do czegokolwiek przywiązać. Często wszystkie nasze rzeczy to jedna walizka, którą musimy zabrać, gdy nadjeżdża pociąg. Oczywiście jest w tym potrzebna jakaś zdrowa równowaga, ponieważ nie jest łatwo robić nyndro ciągle podróżując. Nie zawsze jest to więc najlepszy sposób na życie. Mieszkając w wielkim mieście, takim jak np. Londyn, możemy nawet nie poczuć, że minął właśnie kolejny miesiąc naszego życia. Dzisiaj jest koncert Madonny, jutro Rolling Stonesów, a pojutrze można zobaczyć jeszcze kilka innych rzeczy w Hyde Parku, w dodatku za darmo. Trudno jest w takim mieście usiąść do medytacji, ponieważ dzieje się w nim zbyt wiele. Myślę więc, że jest tu potrzebna jakaś zdrowa proporcja. Zależy to też od charakteru ludzi. Niektórzy nawet w ruchu są w stanie znaleźć czas na skoncentrowaną medytację, inni potrzebują do tego spokojniejszych warunków. To co nie jest w tym wszystkim zdrowe, to panująca w niektórych miejscach moda – nie chcę tu wymieniać krajów – na skutek której ludziom wydaje się, że bycie ciągle na fali, nieustanne podniecenie i emocjonalne rozproszenie są czymś, co się nazywa umysłem pełnym energii. Ten nadmiar stymulacji w umyśle wcale nie oznacza energii, czasami ucieka ona z nas jak para puszczona w gwizdek, ponieważ jest to tylko zwykłe pomieszanie. Trudno tu znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Jeżeli siedzimy w jednym miejscu to wcale nie oznacza, że jesteśmy skoncentrowani, a jeśli nasze ciało się porusza, niekoniecznie musimy być rozproszeni. Chodzi o to, co dzieje się z umysłem. Jeżeli jest on stabilny, a porusza się tylko nasze ciało, to ciągle jesteśmy skoncentrowani. A jeżeli tylko nasze ciało jest stabilne, a umysł wędruje od kuchni po salę koncertową, w której właśnie mieliśmy być, a nie jesteśmy, to też nie oznacza, że skoro ciało siedzi to umysł jest skoncentrowany. W buddyzmie najważniejszy jest umysł.

Jak zacząć „lądować” z początkowego zachłyśnięcia się buddyzmem, kiedy praktykujemy bardzo intensywnie? Jak zacząć „osiadać” w sobie, w życiu, nie tracąc doświadczenia?

Karol: Po pierwsze, gdy słuchamy Lamy Ole, powinniśmy poważnie traktować to, co mówi. Oczywiście wszyscy przychodzimy na jego wykłady dlatego, że traktujemy je serio. Chodzi mi raczej o to, że kiedy już otrzymaliśmy nauki i zaczęliśmy medytować, powinniśmy być również w stanie stosować je w codziennym życiu. Jest to trudne, bo nawykowo myślimy, że gdy formalna medytacja się skończyła, to dalej już nie medytujemy. Jest to oczywiście błędem, ponieważ umysł mamy przez cały czas. Jeśli naprawdę serio traktujemy nauki, próbujemy je stosować bez żadnych przerw. Na tym polega sens medytacji – że potrafimy działać w ten sposób. Oczywiście nie jest to łatwe, ponieważ w życiu codziennym potrzebujemy pewnej dozy energii skoncentrowanej na tym, co robimy. Tutaj najlepiej jest zastosować coś, co Ole określa „byciem w tym świecie, ale nie z tego świata”. Trąci to trochę metafizyką, bo jak to jest możliwe...

No właśnie...?

Karol: Chodzi o to, że chociaż robimy właśnie coś praktycznego, nasz umysł spoczywa jednocześnie w medytacji. Pewna część energii zaangażowana jest w to, co robimy, ale dużo większą jej część poświęcamy przeżywającemu. Czasami może nam się wydawać, że jest to trochę nieprofesjonalne, że nie jesteśmy w pełni w tym, co akurat robimy, ale jest dokładnie odwrotnie. Właśnie wtedy jesteśmy bardziej zaangażowani, ponieważ im więcej mamy dystansu do tego, co się dzieje, tym lepiej widzimy, co jest do zrobienia. W buddyzmie ten dystans wcale nie oznacza braku zaangażowania, tylko zdolność widzenia tego, co naprawdę ma miejsce. Im lepiej zdajemy sobie z tego sprawę, tym więcej mamy dystansu, a im więcej go posiadamy, tym lepiej to widzimy. Nie można powiedzieć, że lepsza zdolność widzenia ogranicza naszą skuteczność – wręcz przeciwnie. Źle zrozumiane słowa-klucze mogą sprawiać wrażenie, że buddyzm polega na unikaniu przeżywania albo doświadczania. Tak oczywiście nie jest. Doświadczamy i przeżywamy w lepszy sposób. Mając dystans do przeżyć doświadczamy ich pełniej. Brzmi to śmiesznie, jeśli przez dystans rozumiemy oddalenie. W kontekście pracy z umysłem chcemy ten dystans uzyskać nie po to, by się od umysłu oddalić, ale po to, by dzięki bardziej przytomnemu podejściu lepiej zobaczyć, co się w nim naprawdę dzieje. Zamiast „oddalenie” można powiedzieć „bardziej świadomy”, ale mówimy „oddalenie”, bo chodzi o świadomość czegoś. Pamiętajmy też, że umysł jest jak przestrzeń. Nie da się go „włożyć” do żadnej życiowej sytuacji. One zawsze są mniejsze. Przestrzeń nigdy nie ma granic – jeśli o tym pamiętamy to jesteśmy w tym świecie, ale nie z tego świata.

To znaczy, że nie jesteśmy poza nim?

Karol: To nie jest albo-albo. To jest wolność, która pozwala nam zrozumieć coś i nie dać się przez to pochwycić. Pozwala działać bez uzależniania się od tego, co robimy. Pragnienia są wspaniałe, ale jeśli przywiązujemy się do rzeczy, mamy problem. Bycie w tym świecie, ale nie z tego świata oznacza, że przeżywamy pragnienia, ale nie uzależniamy się od nich. Doświadczamy szczęścia, ale nie jesteśmy od niego uzależnieni, ponieważ wiemy, że nie musimy. Przecież szczęście jest stanem naszego umysłu, jest od niego nieoddzielne, jest jego esencją.

Czym jest dla ciebie twoja rodzina? Jakie ma znaczenie?

Karol: Skoro mam rodzinę, to mam też kontakt z innymi ludźmi, którzy także ją mają. Ludzie dziś nie wierzą w to, co słyszą, lecz raczej w to, co widzą. Jeśli ktoś mnie pyta o życie prywatne, a ja mówię, że mam żonę i syna i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, wówczas ten człowiek, mający również rodzinę, czuje związek ze mną. Z drugiej strony jeśli nie żyjemy w ten sposób, to wcale nie oznacza, że nie możemy na ten temat czegoś jednak wiedzieć. Sama rodzina oczywiście nie gwarantuje szczęścia. Jest jak związek, który może być albo dobry albo zły (śmiech).
Możemy mieć rodzinę, którą kochamy i możemy mieć taką, którą trudniej kochać. To jaką rodzinę mamy zależy od tego, jaką stworzyliśmy. Jest ona efektem naszego działania. Przecież partnera życiowego sami sobie wybraliśmy. Dzieci, które rodzą się z tego związku są jego skutkiem. Jest to pewna szkoła odpowiedzialności. Jeśli nie posiadamy dzieci, to młodsze pokolenie staje się dla nas całkiem abstrakcyjne, ponieważ nie mamy go na co dzień w domu. Wychowując dzieci zmuszeni jesteśmy do komunikowania się z nimi i dzięki temu nie tracimy związku z pokoleniem, które przychodzi. Konflikt pokoleń staje się abstrakcyjny, ponieważ jest bezsensowny. Skoro ktoś żyje dłużej od nas to możemy się czegoś od niego nauczyć, albo chociaż możemy mieć taką nadzieję (śmiech).
W buddyzmie kontakt z innymi widzimy jako wymianę, a nie jako proces nauczania. Sam ucząc buddyzmu nie traktowałem nigdy tego tak, że mówię coś czego inni nie wiedzą. Przypomina to raczej spotkanie dwóch różnych wizji świata, dzięki któremu każdy może coś zyskać. Naprawdę lubię uczyć buddyzmu, dlatego że czasami sam uczę się więcej od ludzi niż oni ode mnie. Nie jest to altruizm działający w taki sposób, że dajemy nie dostając nic w zamian. To jest wymiana. Czymś takim jest rodzina. Gdy uczymy się od siebie nawzajem, nasze ego staje się mniejsze. Taki jest również sens ośrodka medytacyjnego. Jeśli przychodzimy do grupy, musimy nauczyć się współpracy. Oddajemy wtedy terytorium. W ten sposób zaczynamy lepiej rozumieć, że nasze ego jest iluzją. Potrafimy zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka. To jest proces rozpoznawania, że ego jest iluzją.

A partner? Jak rozwijać się razem? Jak udało wam się z Herminą przejść razem przez te 30 lat?

Karol: Po pierwsze w buddyzmie mówi się, że bardzo trudno jest znaleźć prawdziwego partnera. Gdy słyszą to ludzie dzisiaj, gdzie tak łatwo jest nawiązać znajomość – wystarczy pojść do baru na drinka – zastanawiają się być może, o czym my tu mówimy. Niełatwo jest znaleźć partnera, który pasuje do naszego umysłu. Ta trudność wynika z tego, że nasze związki są karmiczne. Zrobiliśmy coś z kimś wcześniej i jesteśmy z tą osobą związani, ale ten fakt nie gwarantuje, że jest to dla nas najlepsza opcja. Łączy nas to, co zrobiliśmy razem, a nie to, że czyjś umysł jest kompatybilny z naszym. Myślę też, że człowiek ze swej natury nie jest monogamiczny. Skoro wszystkie religie zabraniają niektórych rzeczy, a ludzie ciągle od nowa je robią, skoro związki się rozpadają i powstają nowe oznacza to, że jesteśmy raczej poligamiczni. Na pewnym poziomie rozwoju to nie jest w ogóle problem. Oczywiście, tak długo jak wierzymy, że ego jest rzeczywiste, wierzymy, że istnieje jedna opcja: albo-albo. To jest poziom, na którym ciągle stawiamy pytania „ja albo oni”, „jeden partner albo wielu”. Nie ważne, co robimy, ale jak robimy. Czasami możemy myśleć, że jeżeli mój nauczyciel spędza czas z dwiema partnerkami to ja też powinienem mieć dwie, a potem odkrywamy, że jego partnerki są szczęśliwe, a nasze nie (śmiech). Szamar Rinpocze, znany z ostrych odpowiedzi, zapytany kiedyś przez ucznia o ilość partnerek, które powinien mieć, stanowczo odpowiedział: „powinieneś mieć tylko jedną”. „Dlaczego?” zapytał uczeń. „Bo wtedy tylko jedną unieszczęśliwisz” odparł Rinpocze. Sam tego nie słyszałem na własne uszy, ale to był taki brutalny sposób powiedzenia komuś: „Nieważne, co robisz, ważne jak to robisz”.
Podstawową sprawą jest nasza motywacja. Ludzie spotykają się, ponieważ chcą coś razem zrobić. Jeżeli stoi za tym jakaś głębsza motywacja, wtedy może pojawić się coś pożytecznego. Nie bez znaczenia jest też, ile związek trwa, ponieważ jeśli chcemy zrobić coś dobrego, zazwyczaj wymaga to większej ilości czasu. Myślę, że jeżeli ludzie nie próbują się nawzajem ograniczać, to nie czują się później zniewoleni. To chyba jest klucz do dobrego partnerstwa. Jesteśmy razem po to, aby dawać sobie szczęście, a nie nakładać na siebie sztywne wyobrażenia, jaki nasz partner powinien być.

Krótko o wychowaniu dziecka?

Karol: Pytanie jest bardzo dobre. Znowu szukamy recepty. Można na ten temat znaleźć wiele pomysłów, poczytać stare książki, ale jeśli metoda nie jest związana z człowiekiem, nie będzie działać. Po pierwsze pojawia się pytanie, jakie to jest dziecko? Ta sama reguła zastosowana wobec jednego dziecka, nie będzie się sprawdzać w przypadku innego. Musimy więc najpierw popatrzeć, co to za człowiek. Jeden geniusz jest silny, a drugi jest słaby i kruchy, ale to nie oznacza, że ten drugi jest bezwartościowy. Stawianie ludzi słabych w bardzo trudnych sytuacjach może zabić w nich zaufanie do samego siebie. Z kolei nie sprawdzanie ich nigdy w takich sytuacjach sprawi, że nie będą wiedzieli, jak sobie z nimi radzić. Jeśli popatrzymy globalnie jak ludzie wychowują dzieci, zauważymy, że jedni nie wychowują ich wcale, a inni wychowują je aż za bardzo. Może powinniśmy zwrócić uwagę na to, że dzisiejszy świat jest inny i dzieci muszą nauczyć się walczyć w odpowiedni sposób. Inaczej w nim zginą. Istnieją narkotyki i AIDS, więc oczywiście nie wysyłamy na wojnę kogoś zupełnie bez treningu, mając nadzieję, że jakoś sobie poradzi. No i tu zaczyna się długa dyskusja psychologów, czy powinniśmy być opiekuńczy, a może jesteśmy nadopiekuńczy? I znów wszystko zależy od tego, o jakie dziecko chodzi. Niektóre dzieci potrzebują nas bardziej, a inne mniej, ale czasami to też jest uzależnione od sytuacji i czasu. Dobry rodzic powinien wiedzieć kiedy przyjść i kiedy odejść. Są momenty kiedy jesteśmy naprawdę dziecku potrzebni i wtedy powinniśmy przy nim być, a są okresy kiedy potrzebuje ono więcej przestrzeni i nie ma sensu wtrącać się w jego życie, ponieważ fakt, że jest to dziecko nie oznacza wcale, że jest naiwne i niedojrzałe. W wychowaniu dziecka ważne jest obalenie pewnego mitu, który pokutuje zwłaszcza w zachodnim społeczeństwie, że młody człowiek jest niepoważny, a stary jest dojrzały i mądry. Ten mit powinniśmy rozpuścić w swoim umyśle, jeżeli chcemy dobrze wychować dziecko. Zdarza się przecież często, że dorośli zachowują się jak dzieci i odwrotnie.

Czy możesz opowiedzieć o nauczycielach, których uznajesz za najważniejszych na swojej duchowej ścieżce?

Karol: Kiedy Lama Ole zaczął przyjeżdżać do Polski, można było jeszcze spotkać wielkich nauczycieli. Ole opowiadał, jak są wspaniali, a my wszyscy marzyliśmy, żeby wyjechać z Polski i ich zobaczyć. Więc, gdy w końcu udało mi się ich spotkać byłem pod wrażeniem, zobaczyłem jak są wyjątkowi. Równocześnie zrozumiałem wtedy po raz pierwszy, że moim nauczycielem jest Ole. Chociaż widziałem, że ci wszyscy wielcy Tybetańczycy rozpoznali naturę umysłu, zauważyłem, że nie tylko o to chodzi. Ważne jest także, by mieć metodę, która odpowiada predyspozycjom ucznia. Jeśli nie jesteśmy kompatybilni z nauczycielem, nie jest on w stanie do nas dotrzeć. Nie dlatego, że nie jest urzeczywistniony, tylko dlatego, że metoda jest nieodpowiednia. Musi się spotkać naprawdę bardzo wiele warunków, aby ktoś mógł zostać naszym nauczycielem. Wtedy właśnie zrozumiałem, że Lama Ole jest moim nauczycielem. Z jednej strony mnie to zdziwiło, bo Ole nie próbował uczyć buddyzmu jak nauczyciel, ale jako przyjaciel. Po prostu dzielił się informacją. Stałem się doroślejszy, gdy to zauważyłem, bo zdałem sobie sprawę z tego, że nauczyciel to nie jest ktoś ze świętego obrazka, lecz ktoś, kto wykonał dla nas pewną pracę – pracę, która przyniosła dobre rezultaty. I to właśnie on jest naszym nauczycielem, bez względu na to, co o tym sądzimy.

Których lamów miałeś okazję spotkać?

Karol: Wtedy żył jeszcze Gendyn Rinpocze, który naprawdę był nieprawdopodobnym nauczycielem. Udzielał nam nauk mahamudry. Na jednym z kursów po prostu czytał tekst i opowiadał nam, jak powinien zachowywać się nauczyciel, tłumacząc ten tekst jak gdyby od kuchni. Na pewno Kalu Rinpocze był wyjątkowy. Ci wszyscy wielcy tulku, których mogliśmy zobaczyć rownież w Polsce: Beru Czientse Rinpocze, Kongtrul Rinpocze, Dzialtsab Rinpocze, Situ Rinpocze, Szamar Rinpocze, który odwiedził również Kuchary… To były ciężkie chwile, kiedy rozłam w sandze osiągnął apogeum i widać było, że to wszystko kosztuje go bardzo dużo energii...
Ci wszyscy wielcy nauczyciele są we mnie, bo dostałem od nich inicjacje i trudno powiedzieć, że umarli czy odeszli, bo otrzymanie inicjacji oznacza utrzymywanie ich w umyśle lub sercu. Komuś może się wydawać, że rozwija się w oddzieleniu od świata, ale tak nie jest. Po prostu, kiedy idziemy tą ścieżką, ciągle obecni są w nas wszyscy, których spotkaliśmy: nauczyciele i przyjaciele. Po jakimś czasie widzimy, że gdy zadajemy sobie pytanie, kim jesteśmy, to okazuje się, że po trosze jesteśmy tymi wszystkimi ludźmi, z którymi zetknęliśmy się na drodze. Myślę, że tak naprawdę jest. Lobpyn Tseczu Rinpocze był wyjątkowy. Otwarcie na nauczyciela często wydarza się po czasie, ponieważ dopiero wtedy jesteśmy w stanie zobaczyć, jak wiele dla nas zrobił. Zwykle dopóki nauczyciel jest z nami wydaje nam się, że jego pomoc jest czymś oczywistym i dopiero gdy go zabraknie, dostrzegamy jak bardzo był cenny. Po prostu często jesteśmy tak naiwni, że potrafimy coś docenić dopiero wtedy, gdy to stracimy. Lama Ole mówił, że Tseczu Rinpocze był jednym z tych wielkich mistrzów, którzy potrafili docenić demokrację – to, że w tym systemie ludzie, którzy są mądrzejsi próbują nauczyć czegoś tych mniej wykształconych. Demokracja niesie ze sobą pewne buddyjskie wartości. Lobpyn Tseczu Rinpocze zdawał sobie z tego sprawę.

W jaki sposób nasi przyjaciele, na przykład ci z lokalnego ośrodka, są naszym schronieniem?

Karol: Kiedy są trudni, uczą nas cierpliwości. Z miłymi ludźmi nawet ignorant potrafi przebywać. Jeśli ktoś jest nieprzyjemny, to musimy się czegoś nauczyć, aby z nim być. Jeśli przyjaciele z ośrodka mają dużo dobrych właściwości, są dla nas wzorem. Przy takim podejściu zawsze możemy się czegoś nauczyć.
Każdy, kto należy do sangi powinien zdawać sobie sprawę z tego, że w wielu sytuacjach będzie nauczycielem, ponieważ buddyzm na Zachodzie nie jest czymś, co odziedziczyliśmy po przodkach. Każdy widząc nas i wiedząc, że jesteśmy buddystami, będzie uważał, że wszyscy buddyści są tacy jak my. Ludzie po prostu tak myślą. Każdy jest nauczycielem, ponieważ jest obserwowany w swoim środowisku. W ośrodku to my jesteśmy nauczycielami, ponieważ jeśli byliśmy już w nim kilka razy i pojawia się tam osoba, która przyszła po raz pierwszy, ten ktoś otrzyma pierwsze informacje na temat buddyzmu właśnie od nas. Osoba taka będzie patrzyła jak się zachowujemy, jacy jesteśmy. Dlatego nie powinniśmy myśleć, że w ośrodku jesteśmy prywatną osobą, ponieważ reprezentujemy w nim buddyzm.
Bycie buddystą jest ciągłym reprezentowaniem buddyzmu. Musimy być tego ciągle świadomi, ponieważ inni tak nas postrzegają. Oczywiście czasami wydaje nam się, że mamy prawo do swojej prywatności, ale jeśli ludzie wiedzą, że jesteśmy buddystami, wówczas już nie jesteśmy dla nich prywatną osobą, lecz raczej instytucją. Nauczmy się więc w ośrodku zachowywać w odpowiedni sposób, wkładać własną pracę w jego aktywność. Dharma to nie tylko książki, ale raczej pewien żywy proces. Sam nauczyłem się bardzo wiele w czasie budowy ośrodka w Krakowie, ponieważ brałem w niej udział od samego początku aż do chwili, kiedy już nadawał się do użytku. Teraz przyjeżdżając do któregoś z naszych ośrodków nie patrzę na to miejsce jak ktoś, kto wylądował po prostu w jakiejś gotowej sytuacji, tylko widzę ludzi, którzy przeszli przez proces tworzenia jej. Po prostu wiem jak to wszystko przebiega. To doświadczenie jest bezcenne.

Jak widzisz przyszłość naszej szkoły w Europie i w Rosji za jakieś 20 lat, kiedy będziemy musieli być samodzielni. Jak to przełożyć na poziom życia, być na prawdę świadomym tego, co robimy. Na razie ciągle nas ktoś klepie po plecach…

Karol: Zadałeś pytanie, które powoduje, że często zrywam się w środku nocy (śmiech). Dokładnie tak jest. Czasami zapominamy, że jesteśmy też etapem w rozwoju innych. Naprawdę dorosły człowiek musi patrzeć, jak to Lama Ole często mówi, 50 czy nawet 100 lat do przodu. Musimy w tej sytuacji zastanowić się, co jest najważniejsze. A w naszej szkole najważniejszy jest nauczyciel i uczeń – ta relacja między nimi i to spotkanie. Aby buddyzm w przyszłości dobrze się rozwijał musimy mieć dobrych nauczycieli i dobrych uczniów. Oczywiście wydaje się to proste, ale w praktyce jest trudne. Nauczyciele muszą sobie zdawać sprawę z tego, że są producentami, że przestali być już konsumentami buddyzmu. Również uczniowie muszą zdawać sobie sprawę z tego, że kiedyś niektórzy z nich na pewno staną się producentami. Dlatego powinniśmy szanować swoich nauczycieli, chociaż szanowanie ich w odpowiedni sposób nie jest łatwe. Jeśli nie potrafimy robić tego w odpowiedni sposób, możemy obudzić w ich umyśle duchową dumę. Jest ona bardzo subtelna i trudno z nią pracować. Kiedy nauczyciel zaczyna mieć z nią trudności, wszyscy mamy kłopot. W chwili, gdy przestaje słuchać, co uczniowie do niego mówią, przestaje się od nich uczyć. Nauczyciel musi bez końca udoskonalać swoją metodę, ponieważ świat ciągle się zmienia. Oczywiście będąc w nim często tego nie zauważamy, ale ciągle przychodzą nowe pokolenia i dlatego nauczyciel musi dbać o to, żeby jego metody były możliwie najlepsze.
Z drugiej strony uczniowie muszą zrozumieć, że nie wystarczy po prostu posiadać dharmę – trzeba jej również używać. Jeżeli będziemy mieć uczniów żyjących w złudzeniu, że wystarczy pojechać na super wykładzik fajnego nauczyciela, jeśli będziemy szukać czegoś pod latarnią, bo tam jest jasno, a nie tam gdzie to coś zgubiliśmy, wówczas może się okazać, że z czasem zapomnimy o używaniu nauk. Tymczasem przynoszą one rezultaty dopiero wtedy, gdy używamy ich w codziennym życiu. Trudno jest to zauważyć ponieważ mając nauki rozwijamy się w ich polu mocy i nie potrafimy sobie wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie bez nich. Nie będąc w stanie tego zauważyć, przestajemy widzieć, jak bardzo cenna jest informacja o umyśle. Podsumowując, nauczyciele powinni unikać duchowej dumy, a uczniowie iluzji, że samo posiadanie nauk wszystko załatwi – zamiast tego powinni ich używać, praktykować je... To zapewni nam dobry i stabilny rozwój.

Skąd brać zaufanie do przestrzeni?

Karol: Najpierw trzeba zrozumieć, co tak naprawdę oznacza „przestrzeń” w buddyzmie – że nie jest to coś sterylnego, jakaś bezkresna cyberprzestrzeń, ale że oznacza ona nieustraszoność, radość i aktywne wspołczucie. Jeżeli doświadczymy przestrzeni będzie ona właśnie tym. Nie ma nic bardziej czułego i wrażliwego niż przestrzeń, jest to najwyższy rodzaj współczucia. Umożliwia ona, by wszystko się wydarzało, nie zmusza niczego, aby szybciej się rozpuściło, nigdy nie stanowi przeszkody w czymkolwiek, utrzymuje wszystko w całości i przenika. Jest informacją i współczuciem. Jeżeli potrafimy jej doświadczać, widzimy, że jest to prawdziwe przeżycie, a nie tylko koncepcja. Oczywiście na początku jest to tylko pewien pogląd, ale jeśli próbujemy zawsze doświadczać przestrzeni zobaczymy, że oznacza ona absolutną wolność. Nie ma niczego bardziej ostatecznego i radosnego niż absolutna wolność.

Skąd brać cierpliwość?

Karol: Należy zauważyć, że cierpliwość oznacza bycie skutecznym. Jeśli rozpoczęliśmy studia i rzuciliśmy je po pierwszym roku, oczywiście będziemy tego żałować – pewnego dnia być może zauważymy, że jesteśmy bardzo inteligentni i będziemy szukać jakiegoś potwierdzenia, nie znajdując go zaczniemy wątpić w swą inteligencję. Cierpliwość pozwala nam osiągać cele. Osiągając je, zaczynamy mieć coraz więcej zaufania do swojego umysłu. Mając pewność odnośnie wspaniałych właściwości umysłu, zechcemy go rozpoznać i w ten sposób staniemy się buddą. Dlatego Lama Ole mówi często, że bez cierpliwości nie ma oświecenia. Pozwala nam ona zobaczyć, że przy pewnym wysiłku możemy osiągnąć wszystko, rownież stan buddy. Cierpliwość jest jedną z najbardziej użytecznych właściwości. Nie chodzi tu o cierpliwość w sensie siedzenia i czekania, ale o taką, która działa, która jest jak kropla drążąca skałę. Chodzi tu o zrozumienie, że nawet najdłuższa podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku. Bez niego nie ma całej podróży. Należy rozpoznać cierpliwość jako coś bardzo, bardzo użytecznego.

Co to znaczy, że droga jest celem?

Karol: Droga jest celem, ponieważ celem jet rozpoznanie, że umysł jest nieograniczoną wolnością, przestrzenią i radością. Oczywiście idąc tą drogą wcale nie musimy być jakimś zgorzkniałym człowiekiem. Możemy to robić w radosny sposób. To z kolei wcale nie oznacza, że mamy się uśmiechać jak idiota, który dostał cukierka. Jak powiedział pewien filozof: „szczęście, to poważna rzecz”. Gdy doświadczamy szczęścia widzimy, że właściwie mogliśmy cieszyć się rownież całą drogą do niego, ponieważ jest ona częścią tego stanu. Mając zaufanie do dharmy czujemy, że praktykując ją na pewno osiągniemy ten cel, bo ta droga jest niezawodna. Gdy wiemy już, że osiągniemy ten stan stajemy się szczęśliwi. Jest to tylko kwestia czasu, więc dlaczego już dziś nie mielibyśmy być szczęśliwi?

Czym jest bogactwo?

Karol: Na praktycznym poziomie widać wyraźnie, że zawsze lepiej jest mieć grupę przyjaciół niż nawet największą sumę pieniędzy. Naprawdę to, czego potrzebujemy to dobre relacje z innymi. Nie ma żadnego szczęścia, które miałoby sens, jeśli nie mielibyśmy go z kim dzielić. To pozwala uwierzyć, że szczęście jest czymś praktycznym (śmiech). Naszym najlepszym przyjacielem jest umysł.

Z jakiego materiału zbudowałbyś dom?

Karol: (Śmiech) Dla każdego człowieka dom oznacza coś innego. Dla nas domem jest to, co nazywamy w buddyzmie schronieniem. Dokładnie mówiąc, naszym domem jest oświecenie – każdy buddysta chce tam wrócić. I kiedy w końcu wracamy, okazuje się, że wcale nie musieliśmy tego domu szukać, bo zawsze go mieliśmy. Ten dom to w pełni rozwinięty umysł. Wtedy czujemy się jak w domu w każdej sytuacji. Nie musimy wtedy niczego udowadniać ani niczego udawać. Dom to prawdziwe schronienie – natura umysłu.

Kiedy powiedziałbyś, że miałeś oczyszczenie?

Karol: (Śmiech). Najlepiej je mieć w czasie snu (śmiech). Czasami mierzymy siły na zamiary, albo zamiary na siły. Czasami okazuje się, że dynamiczna prawda wybiegła za bardzo do przodu i nie jesteśmy w stanie jej dogonić. Gdy rzeczywistość nie chce potwierdzić naszych planów, zastanawiamy się, czy nie przesadziliśmy. Wielkich trzęsień ziemi w życiu nie miałem. Nigdy nie uważałem, że prawdziwy rozwój wydarza się przez rewolucję, a raczej przez ewolucję. Nawet gdy wydarza się jakaś rewolucja to łatwo zauważyć, że poprzedza ją długi okres ewolucji.

Czy prawda tkwi w szczegółach?

Karol: Myślę, że tak. Film „Kolekcjoner kości” pokazuje śledztwo, w którym policjant odkrywa następny ruch przestępcy dzięki drobiazgowej analizie tego, co zastał na miejscu poprzedniej zbrodni. Myślę, że można powiedzieć, że nie jesteśmy oświeceni, bo czasami lekceważymy drobne informacje, z których składa się obraz tego, co się wydarza. Ogólnie mówiąc, generalne prawdy znajdują się niejako bliżej esencji naszego umysłu, a detale sprawiają wrażenie, jakby wypadały z całego tego wielkiego wzorca. Tymczasem, jeśli zauważamy te drobiazgi, wówczas także ogólny obraz się rozjaśnia.

Opracowanie: Bartosz Tomaszewski, Natalia Majewska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Siedmiopunktowy trening umysłu - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Maniła - Wywiad z Szierabem Gjaltsenem Rinpocze | Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | Opanowanie i skuteczność to podstawa - Lama Dzigme Rinpocze | Odosobnienia - koncentracja na pracy z umysłem - Wywiad z Lamą Ole i Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | 22 przejawienia Oświeconej Postawy - Gampopa | Cytat - Hannah Nydahl | Sushi, dzikość, serca i naukowy umysł - Wywiad z Zsuzsą Koszegi | Naszym domem jest oświecenie - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Hannah Nydahl | Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń - Maggy Lehnert-Kossowski | Cytat - Hannah Nydahl | Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj - Mirja Bramsiepe | Jak powstały wyobrażenia buddy - Manfred Seegers | Dawa - malarz tanek - Wywiad z Dawą Ladipą | Cywilizacja buddyjska na Jedwabnym Szlaku i Wielkim Stepie - Rafał Kowalczyk | Nauka a Buddyzm - Matt Huddleston | Ołtarze - Caty Hartung, Axel Waltl | Ośrodek Europejski - Europe Center - Lama Ole Nydahl | 30 lat buddyzmu Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Mędrek & team | Nowy ośrodek w Gdańsku - Michał Bobrowski i sanga gdańska | Sangha house w Opolu | Nagodzice, czyli 52 hektary czystej krainy - Przyjaciele Nagodzic | Śląsk od morza do Gór - Ślązacy |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: