DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 41 -> Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu

Lama Ole Nydahl
_________

O jidamach, lamach i wkraczaniu do mandali

Wszystkie jidamy są wolne od ego i stanowią wyrażenie się całkowitego potencjału umysłu. Zarówno wspaniałe męskie aspekty radości i aktywności, jak też żeńskie aspekty mądrości i przestrzeni ukazują się na cztery sposoby.


Mamy zatem uspokajające formy, które tworzą jowialną atmosferę i budzą dobry wewnętrzny nastrój – pojawiają się one zwykle w kolorze białym, kamienia księżycowego lub zielonym. Inny aspekt to jidamy reprezentujące pomnażającą energię, która sprawia, że wszystko wzrasta – te formy zwykle manifestują się w kolorze złotym. Kolejny rodzaj to formy inspirujące, które budzą w nas silne uczucia i wewnętrzne bogactwo – przejawiają się one w kolorze niebieskim, czerwonym, często jako formy w zjednoczeniu. I wreszcie mamy formy ochronne, zwykle czarno-niebieskie, czarno-brązowe lub czarno-czerwone. Jidamy nie są bóstwami, lecz aspektami oświeconego umysłu, są doskonałe, ponieważ nie mają problemów z ego. Jeśli przyjrzelibyśmy się uważnie różnym bogom różnych kultur, z łatwością zauważylibyśmy, że lepiej byłoby nie mieć ich za sąsiadów, ponieważ bywają zazdrośni, gniewni, dumni i mściwi. Dopóki jakaś istota odczuwa jeszcze podział na „ja” i „ty”, dopóki nie zrozumiała pustości zjawisk i wzajemnej współzależności wszystkich rzeczy, jej umysł przypomina tanią choinkę świąteczną – drzewko, którego niektóre gałęzie są zbyt krótkie lub zbyt długie. Oznacza to, że oprócz właściwości ponadosobistych będzie miała ona również osobiste słabości. Jeśli natomiast mamy do czynienia z aspektem buddy, wszystko jest doskonałe, ponieważ jidam jest wolny od wszelkich przeszkadzających wpływów – lgnięcia i niechęci, obaw i oczekiwań, zagubienia w przeszłości lub przyszłości – które mogłyby zablokować przejawianie się radości i miłości, będących esencją umysłu. Warto przypominać sobie często następującą naukę Buddy: „Nie musimy umrzeć, by znaleźć się w Czystej Krainie, nie musimy też donikąd się udawać, by spotkać buddów”. Oznacza to, że powinniśmy jedynie usunąć zasłony przesłaniające nam oczy i zobaczyć, że każdy atom wibruje radością i jest utrzymywany w całości przez miłość, każdy dźwięk jest mantrą a każda myśl mądrością tylko dlatego, iż może się pojawiać. Właśnie w ten sposób historyczny Budda wskazywał na naturę umysłu. Niektórzy z jego uczniów rozumieli to i nie potrzebowali już niczego więcej, byli jednakże i tacy, którzy nie potrafili myśleć w podobnie abstrakcyjny sposób – tym łatwiej przychodziło pracowanie z formami. Gdy przychodzili do Buddy, ten – wiedząc, że umysł funkcjonuje w pełni dopiero wtedy, gdy posiada się prawdziwe zaufanie do własnej natury buddy – emanował formy z energii i światła. Formy te, pojedyncze lub w zjednoczeniu, wyrażały ponadosobiste właściwości ludzi, ich najwyższy potencjał – przy ich pomocy Budda pokazywał uczniom prawdziwą, czystą naturę ich przeszkadzających emocji – fakt, iż w rzeczywistości są one różnymi rodzajami zrozumienia. Zetknąwszy się w ten sposób z najgłębszą esencją swego umysłu, z jego doskonałymi i wyzwolonymi właściwościami, potrzebowali miejsca i czasu, by uczynić cały ów przekaz częścią swojego życia. Medytowali więc i pracowali z tymi metodami dopóty, dopóki nie poczuli rzeczywistych zmian – nie doświadczyli spontanicznej pewności siebie i współczucia pozwalającego im zapomnieć o egoizmie i pracować intensywnie dla pożytku innych. Wtedy, gdy nauczyciel uznał, że są już gotowi, przekazywał im pełne doświadczenie natury umysłu, które następnie urzeczywistniali oni dzięki praktyce i dzielili się nim z własnymi uczniami. W ten sposób nauki przechodziły od nauczyciela do ucznia przez pierwszych 1500 lat rozwoju buddyzmu w Indiach i potem przez kolejnych 950 lat w Tybecie, zanim dotarły na Zachód przed mniej więcej 40-tu laty. W przeciągu całej 900-letniej historii buddyzmu, kiedy to rozprzestrzeniał się on z Tybetu na resztę świata – głównie do Indii i stamtąd na Zachód, zwłaszcza w 1959 roku – tylko niewielu ludzi próbowało pokonać drogę przez Himalaje. Prawdopodobnie tylko XVI Karmapa oficjalnie ostrzegł swych uczniów przed chińską inwazją. Skomponował on pieśń, której fragment brzmiał: „Teraz moja dharma nie ulegnie zniszczeniu, pójdę do Indii drogą na południowy wschód”. Ludzie śpiewali ją podczas zajęć gospodarskich. Istotne było, by potraktować tę pieśń dosłownie, ci bowiem, którzy uciekali na zachód docierali do bardzo głębokich kanionów w Ladakhu, których ścian nie mogli pokonać – tam często łapali ich lub mordowali Chińczycy. Ci natomiast, którzy udawali się na południowy wschód, tak jak zrobił to najpierw XVI Karmapa a po nim Dalaj Lama i inni, docierali w końcu do Bhutanu i Sikkimu, chociaż wędrówka ta była znacznie trudniejsza.

W rezultacie osiemdziesiąt pięć tysięcy ludzi opuściło Tybet, ale tylko kilka tysięcy troszczyło się o to, by tybetańska kultura przetrwała. Co gorsza, Tybetańczycy byli kierowani do obozów, które Anglicy zbudowali dawniej dla bhutańskich wojowników, stawiających opór ich podbojom. Umieszczali ich tam, by ostudzić ich bojowy zapał, po czym odsyłali z powrotem do domów. Szanowali ich, bo mimo tego iż Bhutańczycy nie mieli najlepszej organizacji ani uzbrojenia, walczyli z odwagą. W tych to właśnie gorących i wilgotnych obozach Assamu, położonego na południe od Tybetu, lokowano Tybetańczyków – także tych wykształconych, znających dharmę. W całkowicie odmiennym klimacie szybko zapadali oni na gruźlicę i miejsca, w których palono zmarłych, nigdy nie stygły. W tych czasach ci, którzy mieli jakiś przekaz, szukali często kogoś, kto mógłby go przejąć. Mówili: „Słuchaj, mam tę i tamtą inicjację i już kaszlę, musisz kontynuować te praktyki”. Po dziesięciu latach zdali sobie sprawę, że nie mają szans na zachowanie swej kultury bez pomocy z zewnątrz, ponieważ młodzież tybetańska wyraźnie upodabnia się do ludzi na całym świecie – chciała żyć w miastach i handlować. Mimo że buddyzm jest prosty, jeśli podejść do niego w rozsądny sposób, Tybetańczycy dodali do niego tak ogromną ilość skomplikowanych rytuałów, że niemożliwe było, by nauki przetrwały w takiej formie. Będąc biednymi uchodźcami w jeszcze biedniejszych Indiach zaczęli szukać kogoś z zewnątrz, komu mogliby przekazać swą wiedzę. Niestety nie mogli znaleźć nikogo w Azji, Azjaci bowiem nie posiadali otwartości i wewnętrznej przestrzeni, o którą tak łatwo na Zachodzie. Na Wschodzie wszystko jest bardzo tradycyjne, każdy musi robić rzeczy w ściśle określony sposób itd. I wtedy tybetańscy nauczyciele znaleźli moje pokolenie – ludzi idealistycznych i wykształconych, którym jednak nieustannie dymiło się z nosów, uszu, ust i oczu. Myśleliśmy i zachowywaliśmy się irracjonalnie, stawiając często wóz przed koniem, zamiast odwrotnie i następnie pchając go, tak jak robią to nasi dzisiejsi politycy. Oczywiście mieliśmy dobrą motywację, jednakże nie mając wystarczającego rozeznania nie potrafiliśmy uniknąć błędów. Lamowie uznali jednak, że byliśmy wystarczająco idealistyczni i współczujący, ponieważ ciągle dawaliśmy im pieniądze na witaminy, ciemny chleb i ryż, które zresztą przeznaczali natychmiast na kawę i biały ryż. Widząc, że mimo to nadal im pomagamy i do tego jeszcze potrafimy myśleć abstrakcyjnie, doszli do wniosku, że staliśmy się bogaci dzięki szczodrości okazywanej w poprzednich żywotach. Kilku z nich zapytało mnie nawet, czy nasz księżyc i słońce mają taki sam kolor, jak ich, i byli bardzo zadowoleni słysząc, że tak właśnie jest. W tym czasie na Zachód dotarła nie tylko wiedza na temat metod Diamentowej Drogi, lecz taże żywa energia jidamów – doświadczenia sprzężenia zwrotnego, które pojawia się w umyśle dzięki medytacji na formy buddów. Jednocześnie przenieśli się do nas także strażnicy.

Dzięki medytacji na jidamy możemy rozwinąć zdolność doświadczania rzeczy w sposób ponadosobisty. Chcąc zrozumieć lepiej sposób działania praktyk na formy buddów, powinniśmy przyjrzeć się dokładniej temu, jak funkcjonujemy na co dzień – wszystkim swoim reakcjom typu: lubię, nie lubię, chcę, nie chcę, ta czerwień jest ładna, a tamta zieleń brzydka. Dopóki lgniemy do zjawisk i odrzucamy je w ten nawykowy sposób, uwalnianie się od zależności od nich będzie przychodziło nam z trudnością, niełatwo nam będzie pozwalać rzeczom przychodzić i odchodzić. Jeśli jednak uczynimy wszystko doskonałym i czystym, jeżeli nauczymy się doświadczać pojawiania się i znikania w sposób wolny od koncepcji i sztywności, stanie się to o wiele łatwiejsze. Formy jidamów są zatem kluczem do naszej wolności i ponadosobistych mocy, medytując na nie budzimy w sobie potencjał naszego ciała, mowy i umysłu – cechy, których pełny rozkwit reprezentują formy buddów. Jakie istnieją zatem rodzaje jidamów? Jak zabrać się do praktyki na te oświecone aspekty? Najpierw powinniśmy zrozumieć, że jedynym powodem dla którego jesteśmy w stanie dostrzec oświecenie na zewnątrz jest to, że mamy już jego potencjał wewnątrz, w umyśle. W praktykach krija-tantry postrzegamy jidama jako coś znacznie większego i różnego od nas – tak jak zwykły człowiek postrzega króla. W tego rodzaju medytacjach, w których zewnętrzne rzeczy są bardzo istotne, musimy dbać o czystość, cała nasza uwaga powinna być również skupiona na formie buddy. Postępujemy tak na przykład podczas medytacji niungne – zachowujemy się w czasie jej wykonywania tak, jakby ktoś bardzo ważny składał nam wizytę i unikamy wszystkiego, co mogłoby odciągnąć nas od usługiwania mu. Faza mantry w medytacji Kochających Oczu, kiedy to forma buddy od którego otrzymujemy błogosławieństwo znajduje się ponad nami lub przed nami, należy do czarja-tantry. Trzecim krokiem jest joga-tantra, w której to my jesteśmy formą buddy – ma to miejsce na przykład w dalszej części medytacji Kochających Oczu. Na tym poziomie nadal jednak nie włączamy w praktykę seksualności, gdyż wielu ludziom trudno jest postrzegać ją jako coś na podstawowym poziomie czystego i doskonałego. Zmienia się to dopiero w najwyższej tantrze buddyjskiej, zwanej maha-annutara-joga tantrą – tutaj medytujemy na formy buddów w zjednoczeniu. Na przykład w medytacji Guru Jogi to, co męskie, stapia się z tym, co żeńskie – współczucie z mądrością, radość z przestrzenią. Nauki mówią, że medytacja na formy w zjednoczeniu umożliwia osiągnięcie pełnego oświecenia w ciągu jednego życia. Jest wiele form jidamów – medytujemy na nie, ponieważ dają nam duchową moc. Na przykład medytacja Kochających Oczu i powtarzanie jego mantry „om mani peme hung”, rozwija współczucie. Formy medytacyjne otwierają różne bramy w naszym umyśle i ponieważ nie mają ego i są same w sobie ponadczasową mądrością, można im ufać. Jidamy mogą być postrzegane na wiele sposobów. W naszej linii mówi się na przykład, że są one różnymi aspektami umysłu lamy. Nauczyciel nie może być z nami fizycznie przez cały czas, reprezentują go jednak ośrodki, praca, którą w nich wykonujemy oraz podróżujący nauczyciele. Mamy ze sobą silne związki, bawimy się razem, zakochujemy. To wszystko sprawia, że naprawdę stajemy się sobie bardzo bliscy, że jesteśmy rodziną. Oznacza to jednocześnie, że to przykład nauczyciela najsilniej nas inspiruje. Słuchając nauk o współczuciu, mądrości, nieustraszoności czy radości automatycznie myślimy o życzeniach, słowach i działaniach naszego lamy – o tym jak przejawia on wszystkie te właściwości. Lama trzyma przed nami lustro swojego urzeczywistnienia, w którym możemy zobaczyć nasze własne możliwości, cały potencjał naszego umysłu. W linii Kagyu, w odróżnieniu od innych szkół buddyzmu, najważniejszy jest nauczyciel. Doskonale ilustruje to wydarzenie sprzed 950 lat, kiedy to Marpa ponownie odwiedził w Indiach swego głównego nauczyciela, Naropę, by otrzymać od niego kolejne nauki i przekazy. Był na to najwyższy czas, gdyż muzułmanie skutecznie niszczyli już wtedy buddyjską kulturę północnych Indii i tamtejsi mistrzowie obawiali się, że ich wiedza zginie wraz z nimi. Nauczyciele Marpy, wiedząc, że następnego dnia mogą już nie żyć, z zaufaniem przekazali mu wszystkie tajemne praktyki. Naropa dał mu drogę metod, nazwaną później Sześcioma Jogami Naropy, Kukkuripa wiele interesujących nauk o formach medytacyjnych istotnych dla naszej linii, Maitripa zaś przekazał mu nauki na temat natury umysłu.

Pewnego dnia, gdy Marpa siedział obok Naropy, który prawdopodobnie wyglądał jak typowy indyjski jogin o twarzy pokrytej zmarszczkami i spalonej słońcem, z brakami w uzębieniu, pojawiła się w przestrzeni przed nim forma zwana „O! Diament” (tyb. Czie Dordże, sanskr. Hewadżra) . O! Diament był ogromny jak dom i lśnił jak góra z szafiru w świetle tysiąca słońc. Zamanifestował się w zjednoczeniu ze swą partnerką, Nie Ego (sanskr. Najratmia, tyb. Dagmema). Naropa rzekł: „Widząc jego i mnie, komu pokłonisz się najpierw?”. Marpa pomyślał tak, jak prawdopodobnie pomyślałby każdy w jego sytuacji: „Naropę widzę na co dzień, a ten nowy gość wygląda naprawdę imponująco”, i pokłonił się przed formą buddy. „Błąd”, odparł Naropa, i rozpuścił formę jidama w tęczowe światło, które następnie wpłynęło do jego serca, po czym stwierdził, że lama jest zawsze najważniejszy. Jidam jest tym aspektem lamy, który jest dla nas najbardziej użyteczny, sam lama zaś stanowi esencję schronienia, ucieleśnienie Trzech Klejnotów – buddy, dharmy i sangi. Lama powinien posiadać pewne określone urzeczywistnienie – musi on znać sens nauk lepiej niż jego uczniowie. Jego mowa powinna być zrozumiała oraz użyteczna w życiu – jako taka reprezentuje ona mowę buddy, dharmę. Również ciało nauczyciela reprezentuje oświecenie, dlatego przynajmniej nie powinien się on zachowywać żenująco – działając tak jak budda aż do momentu, w którym się nim stanie, powinien stosować we własnym życiu nauki, które przekazuje. Uważamy go za lamę oczywiście dlatego, iż daje nam Trzy Korzenie, dzięki którym się rozwijamy. Pierwszym z nich jest błogosławieństwo – inspiracja budząca w nas uczucie: „Cel można rzeczywiście osiągnąć, muszę to zrobić, muszę osiągnąć ten poziom”. Następna rzecz to metody – jidamy i medytacje, takie na przykład jak medytacja XVI Karmapy czy Cztery Podstawowe Praktyki składające się na nyndro. Lama jest wreszcie źrodłem ochrony, która manifestuje się jako aktywność strażników. Nauczyciel jest naprawdę strażnikiem jeśli utrzymuje w czystości związki ze swoim lamą, działa w sposób uczciwy, nie ulega poprawności politycznej dbając o popularność lecz mówi to, co myśli i robi to, co mówi. Wtedy buddowie będą stali z nim ramię w ramię wspierając jego aktywność, dzięki czemu w chwili, w której o nim pomyślimy, jego ochronne pole mocy zamanifestuje się wokół nas. Lama jednoczy w sobie wszystkie te źródła Schronienia. Jidamy nigdy nie pojawiają się samotnie lecz zawsze w otoczeniu pewnego pola mocy, tak zwanej „mandali”, która wyraża ich aktywność. Istnieją różne sposoby wejścia do mandali. Może się to na przykład odbyć na drodze inicjacji. Jeśli przyjrzymy się wyobrażeniom mandal zobaczymy, że są one zawsze przedstawione wewnątrz kwiatu lotosu, symbolizującego naturalną czystość wszystkich rzeczy. Warto tu zaznaczyć, że tybetanskie pojęcie czystości jest odmienne od europejskiego, które zostało ukształtowane przez tradycję chrześcijańską i kojarzy się często z dziewictwem – czymś, co wymaga ochrony i prawdopodobnie prowadzi do samotności. Lotos jest inny – czerpie życiodajne substancje z błota, pnie się przez wodę i wreszcie rozkwita w czystym powietrzu na jej powierzchni. Dlatego przypomina on bardziej kobietę, która poznała miłość, być może walczyła, doświadczyła wielu przeżyć, może miała kilkoro dzieci itd. Teraz dzięki mocy swego umysłu jest w stanie przekształcać każde zjawisko w coś czystego i pełnego znaczenia. Jest to praktyczniejsze od uwielbienia dla dziewictwa, jest też na pewno bardziej radosne. Lotos jest czysty na wszystkich poziomach, jest jak wspaniały sen, jest czymś doskonałym, czymś, czemu możemy zaufać. Kiedy zaczynamy praktykę, nasze ego zaczyna często myśleć: „Już dawniej byłem wspaniały, teraz w dodatku staję się uduchowiony”. Po pewnym czasie jednak zaczyna czuć, że nie kontroluje już sytuacji tak jak uprzednio i zaczyna się buntować, utrudniając nam rozwój. Jeśli przyjrzymy się obrazom przedstawiającym mandale jidamów, zobaczymy na nich czaszki symbolizujące pokonane przez nie słabości umysłu, a także różne rodzaje broni – phurby, noże, trójzęby – które w rzeczywistości wymierzone są w ego starające się zablokować naszą drogę do oświecenia i znowu narzucić nam swoją kontrolę. Widząc te symbole ludzie często myślą, że buddyści należą do pomylonej sekty, która odprawia krwawe rytuały i przy pomocy prania mózgu chce opróżnić im kieszenie. Tymczasem wszystkie elementy mandali mają swoje ukryte znaczenie. Kiedy już zebraliśmy się na odwagę i rozumiejąc, że nie ma innej alternatywy wyruszyliśmy zdecydowanie w stronę środka mandali, dochodzimy do miejsca, które wygląda jak osiem hot-dogów, a które w rzeczywistości przedstawia pola kremacyjne, w których medytował Budda. Kiedy byliśmy z Hannah w Indiach odwiedziliśmy większość z tych miejsc i paliliśmy tam nasze włosy i paznokcie ponieważ miało to ponoć osłabić nasze ego. Póżniej dowiedzieliśmy się, że robiąc to być może odrodzimy się w Indiach, więc natychmiast tego zaprzestaliśmy – Europa Środkowa to znacznie lepszy adres. Po dotarciu do centrum mandali możemy zobaczyć tęczowy pałac jej głównego buddy. Najbliższy środkowi pola mocy kolor przejrzystych ścian pałacu ma ten sam kolor, co ciało buddy, natomiast pozostałe barwy czterech mądrości układają się na zewnątrz od niego. Jeśli jest to mandala formy uspokajającej, jej rzut ma formę kwadratu, a jeśli formy przekształcającej gniew w energię ochraniającą, pałac buddy stoi na planie trójkąta. Na każdej ze ścian budynku znajduje się brama prowadząca do wewnątrz – do wyjaśnienia tego używam przykładu pałacu o czterech ścianach, bo jest to łatwiejsze do zrozumienia. Zwykle zbliżamy się najpierw do wschodniej bramy i tu dwóch dżentelmenów otoczonych płomieniami mówi do nas: „Jeśli chcesz przekroczyć tę bramę, musisz nam oddać swój gniew”.

Ludzie zwykle myślą, że trochę na to za wcześnie i kierują się ku południowej bramie. Kierunki na Tybetańskich mandalach są odmienne od naszych i u dołu jest kierunek wschodni, nie zaś jak u nas – południowy. Tak więc poruszając się zgodnie z ruchem wskazówek zegara dochodzimy do południowej bramy na godzinie dziewiątej i tutaj żółty strażnik, również otoczony płomieniami mówi: „Jeśli chcesz widzieć się z szefem musisz oddać mi swą dumę”. Jeśli i to jest za trudne, zbliżamy się do zachodniej bramy, gdzie dwóch czerwonych strażników zwraca się do nas słowami: „Oddaj nam swoje pożądanie”. Wreszcie dochodzimy do północnej bramy, gdzie dla odmiany dwóch zielonych panów mówi: „U nas musisz zostawić swoją zazdrość”. Ta cena również jest wysoka, więc często stoimy nagle znowu przed niebieskimi strażnikami zastanawiając się, co począć. Pozbycie się przeszkadzających emocji nie jest łatwe, jest jednak konieczne ponieważ spotkanie z Buddą jest jak sklejanie dwóch powierzchni – jeśli jedna z nich jest brudna, klej nie chwyci. Powinniśmy zatem uniezależnić się od ograniczających myśli „lubię – nie lubię” i czekać na moment, w którym rzeczywiście będziemy otwarci i wolni od gniewu, dumy, przywiązania i zazdrości. Zawsze kiedy odkryjemy w umyśle jakieś miejsce wolne od splamień, powinniśmy tam właśnie nawiązać kontakt z naszą prawdziwą naturą; dzięki temu wszystko inne stopniowo się pojawi. Niektórzy ludzie rzucają się w kierunku buddy niczym w ramiona kochanka i stają się z nim jednym. Są tacy, którzy mają podejście handlowca i myślą: „mam coś, co może ci się przydać”, jeszcze inni zaś podchodzą do sprawy jak żebracy. Jakiekolwiek by nie było, to spotkanie z buddą, z naturą naszego umysłu i jak krótko by nie trwało, jest ono bardzo istotne. Chociaż zwykle podobne doświadczenia trwają tylko przez chwilę, po czym znowu wracamy do normalności, stopniowo zaczynamy dzięki nim rozumieć, że słońce świeci przez cały czas, że stan oświecenia jest trwały a pomieszanie przemija niczym chmury. Zaczynamy dostrzegać, że wszystko nieustannie przychodzi i odchodzi, że rzeczy są uwarunkowane i dlatego nie możemy im zaufać. Wreszcie urzeczywistniamy naturę jidama. Jidamy są ponadosobistymi aspektami bytu, z którymi najpierw komunikujemy się, a potem stajemy sie z nimi jednością. Są bardzo efektywnymi metodami rozwoju.

Otrzymujemy inicjacje na różne aspekty Buddów. Jakie jest znaczenie inicjacji na lamę?

Lama Ole: Pamiętam kiedy wraz z Hannah skończyliśmy nyndro w 1971 roku we Wschodnich Himalajach, Karmapa dał nam medytację VIII Karmapy i zażyczył sobie, byśmy przekazywali ją dalej. Potem welokrotnie pytaliśmy: „W porządku, ale kiedy dostaniemy medytację jidama? ”, na co Karmapa niezmiennie odpowiadał, że VIII Karmapa jest jidamem. „Ji” znaczy po tybetańsku umysł, „dam” natomiast związek. Karmapa powiedział, że w tym konkretnym przypadku lama jest jidamem. Jeśli chodzi o związek z nauczycielem sytuacja jest nieco inna. Tybetańczycy na przykład bardzo często opuszczali inicjacje zaraz po otrzymaniu błogosławieństwa, nie chcąc by w ich umyśle powstały przeszkadzające koncepcje na temat nauczyciela. Ja jednak miałem zupełnie inny związek ze swymi nauczycielami – z XVI Karmapą, Lobpynem Tseczu czy innymi. Po prostu nauczyłem się dostrzegać tylko te rzeczy, które były w nich doskonałe, nie zwracając uwagi na inne. Z jednej strony ludzie w Azji jedzą czesto rękoma, co nie jest zbyt higieniczne i sprawia, że silnie pachną później jedzeniem. Jestem bardzo wrażliwy na zapachy, więc nauczyłem się tego nie widzieć. Z drugiej strony na Zachodzie jako Kagyupowie często obejmujemy się i ściskamy, co sprawia, że nasze spotkania wyglądają jak zlot kieszonkowców. Dla Tybetańczyków ta wolna, fizyczna ekspresja jest czasami trudna do zaakceptowania. Swego czasu lama Rinzig Ladipa, nauczyciel i genialny malarz, pokrywał rysunkami ściany naszego ośrodka w Kopenhadze. Mimo tego, że rysował ludzkie ciała oraz buddów w zjednoczeniu, widząc rezydentów sąsiadującego z naszym domu, którzy opalali się nago w swoim ogrodzie, powiedział, że zachowywali się jak zwierzęta. Tak więc po obu stronach świata Kagyu istnieją rzeczy, które niełatwo jest czasem zaakceptować. Jeśli jednak nauczymy się oddzielać to, co kulturowe od tego, co naprawdę istotne, będziemy w stanie cieszyć się z towarzystwa ludzi pochodzących z różnych kultur i wiele się od nich uczyć. Kiedy na przykład medytujemy na XVI Karmapę, nie postrzegamy go jako osoby lecz jako pole energii, które wyraża się jako aktywność wszystkich naszych nauczycieli i to, co sami robimy dla pożytku innych na drodze do oświecenia. Nie jest to zatem nic egzotycznego lecz klucz do wszystkiego, co dzieje się wokół nas.

Na tankach Budda Najwyższej Radości ma lewą nogę uniesioną ku górze, Czarny Płaszcz natomiast prawą. Skąd ta różnica?

Lama Ole: Moc pochodzi z prawej strony ciała dlatego Czarny Płaszcz unosi właśnie ją. Jeśli jednak dana forma wyraża radość, uniesione są albo obie nogi, albo tylko prawa lub lewa. Na niektórch wyobrażeniach Koła Czasu – Kalaczakry – żeński aspekt stoi na obu nogach. W przypadku dwuramiennej formy Koła Czasu aspekt mądrości obejmuje swego partnera jedną nogą, choć czasem przedstawia się również tę żeńską formę z obiema nogami splecionymi wokół partnera, który ją podtrzymuje.

Czy mógłbyś powiedzieć coś o ukrytych naukach, zwanych termami? Jaka jest ich funkcja w naszej linii?

Lama Ole: Cenimy Guru Rinpocze i ufamy mu całkowicie. Nauczał on oficjalnie przez pięć lat, pomiędzy rokiem 750 a 755, nieoficjalnie natomiast przez kolejnych 45 lat. W tym czasie, wiedząc, że jego nauki zostaną zniszczone, ukrył wiele z nich w ziemi, w jaskiniach, pod wodą, w powietrzu oraz w umysłach ludzi. Dokładnie tę samą rzecz robił XVI Karmapa ze mną i z Hannah. Czasami mówił do nas przez dwie godziny i kiedy od niego wychodziliśmy nie pamiętaliśmy ani słowa z tego, co usłyszeliśmy. Dopiero dziesięć lat później wracało do nas to, co powiedział i czego sobie życzył. Nauki Guru Rinpocze są bardzo ważne. Sam mam zarówno przekaz linii Kagyu jak też Njingma. Njigmapowie pracują głównie z gniewem i dumą, Kagyupowie natomiast z pożądaniem. Jestem raczej typem pożądania, więc z natury należę do Kagyu. Njigmapowie mówią, że ktokolwiek rozprzestrzenia nauki Buddy jest emanacją Guru Rinpocze – twierdzą, że Hannah i ja jesteśmy jego emanacjami, ponieważ Padmasambhawa przyniósł buddyzm z Indii do Tybetu, a my przynosimy go na Zachód. Kontynuujemy więc jego pracę.

Czy można powiedzieć, że jidamy są wytworem umysłu oświeconych istot czy też są czymś więcej? Jak mógłbyś to opisać?

Lama Ole: Nie mamy niczego w naszej kulturze, do czego moglibyśmy porównać jidamy. Prawdopodobnie najbliższe im są archetypy Junga, ale nawet one nie wykraczają poza ego i nie wyrażają oświeconego aspektu umysłu. Powiedziałbym, że jidamy są źródłem właściwości buddy. Buddowie emanują te formy, które działają niczym haki chwytające pierścienie naszej otwartości i umożliwiają nam rozwinięcie różnych właściwości. Jidamy przychodzą pełne mocy i są źródłem silnego błogosławieństwa. Hannah i ja widzieliśmy kilka z nich – naprawdę można to poczuć i jest to wyjątkowe doświadczenie; miałem wówczas łzy w oczach i natychmiast zapomniałem o reszcie świata.

Jaka jest różnica między żeńskimi a męskimi strażnikami?

Lama Ole: Strażnicy są przedłużeniem ludzkiej natury; męscy robią mocne rzeczy, ochraniają ciało, mowę i umysł, podczas gdy żeńscy robią rzeczy bardziej subtelne, ochraniają związki między ludźmi oraz czystość nauk. Robią to, co kobieta robi w rodzinie – dbają o to, żeby wszystko funkcjonowało. Ważnym strażnikiem jest na przykład Ekadżati albo Nasungma, co oznacza Jednooka – jest to wspaniała dama z jednym włosem, jednym okiem i jedną piersią, która jest strażnikiem najgłębszego znaczenia oraz sekretnych nauk. Kiedy jednak żeńskie formy nie są kontrolowane mogą być naprawdę dzikie. W jednym z klasztorów Gelugpy w południowym Tybecie pewna strażniczka sprawiała tyle problemów, że mnisi musieli opuścić to miejsce.

Co zrobić, jeśli czujemy silny związek z jednym z jidamów?

Lama Ole: Jeśli odczuwasz silny związek z jakimś jidamem, to prawdopodobnie pracowałeś z nim w poprzednim życiu. Jeśli przyjdziesz do mnie z odpowiednią łapówką, udzielę ci potrzebnych wyjaśnień do medytacji na tę formę (śmiech), a jeśli sprawa będzie bardziej złożona, odeślę cię do Hannah.

Mówi się, że przestrzeń powstała podczas Wielkiego Wybuchu i że byłaby płaska, gdyby nie istniało nic materialnego. Co o tym myślisz?

Lama Ole: Tak myślą ci, którzy obserwują rzeczy na zewnątrz. Możesz myśleć o pustce w ten sposób, że rozkładasz zjawiska na czynniki pierwsze do chwili, kiedy nic już nie pozostaje. To jest pogląd „rangtong”, stosowany przez Gelugpów – słowo to oznacza: „w esencji pusty”. Używa się go pracując z koncepcjami na zewnątrznym poziomie. Pracując z rzeczami w medytacji, tak jak my to robimy, używa się poglądu „szengtong”. „Tong” znaczy „pusty”, „szeng” natomiast podkreśla, że istnieje coś więcej. Oznacza to, że jeśli zrozumiemy pustkę całym umysłem, a nie jedynie na poziomie koncepcji, zauważymy, że chociaż wszystko znika, świadomość umysłu promieniuje coraz wyraźniej i silniej. To doświadczenie jest pełne błogosławieństwa. Im mniej pojawia się koncepcji, myśli i uczuć, tym przestrzeń, która jest pomiędzy nimi i poza nimi, i która je zna, staje się bardziej odczuwalna. Mówiąc inaczej, jeśli usuniemy kurz z lustra, jego promieniowanie stanie się silniejsze. Szengtong naprawdę oznacza, że przestrzeń i radość są nierozdzielne. Jeśli zatem ktoś przychodzi do was i mówi, że osiągnął oświecenie a wygląda jak trzy dni deszczowej pogody, powiedzcie mu, żeby raczej zaproponował wam oświecenie, z którym sam czuje się dobrze.

Czy mógłbyś powiedzieć coś o Karma Pakszi i znaczeniu jego inicjacji?

Lama Ole: II Karmapa, który żył w latach 1193 – 1254, został odnaleziony dzięki instrukcjom pozostawionym przez I Karmapę, Dysum Czienpę, oraz sam oznajmił, że jest Karmapą i rozpoznał ponownie ludzi, których znał w swym poprzednim życiu. Karmapowie nie są zwyczajnymi ludźmi – są raczej tym, co powinno się wydarzyć, przypominają wodę wypełniającą szczeliny, manifestując aktywności, które najlepiej pasują do danej sytuacji. Ci, którzy spotkali XVI-go Karmapę wiedzą, że był jak lew – musiał taki być, by wyprowadzić ludzi z Tybetu. Błogosławieństwo, które pozostawił, umożliwiło powstanie do dziś ponad 500 ośrodków naszej linii na całym świecie. XVII Karmapa musi zadbać o to, by zachowane zostały tybetańskie korzenie dharmy, dlatego też studiuje on tak wiele i naucza w tradycyjny sposób. I Karmapa, Dysum Czienpa, zbudował główne miejsca medytacyjne Kagyu w Tybecie, takie jak Kampu Kangra, Karma Guen, czy Tsurpu. II Karmapa, Karma Pakszi, był wielkim magiem. Pewnego razu otrzymał on zaproszenie na dwór mongolski, gdy władca tego kraju Kublaj Chan dożywał sędziwego wieku i nie był już w stanie skutecznie rządzić za pomocą miecza. Mówi się – najwyraźniej słusznie – że wywołał on więcej wojen, niż dał innym miłości. Jedyny syn chana chorował na epilepsję i przez to nie był w stanie zastąpić go na tronie – z powodu swej przypadłości nie mógłby prowadzić armii do boju. Kublaj Chan postanowił więc scalić swe państwo przy pomocy religii i w ten sposób uchronić je przed rozpadem. Zaprosił więc do debaty przedstawicieli różnych wyznań – chrześcijańskich nestorian, muzułmanów, taoistów i szamanów. Zarówno kroniki Mongołów jak też Chińczyków, tybetańskie Błękitne Annały, a także zapiski Marco Polo mówią o tym, że w pewnym momencie Kublaj Chan, człowiek czynu, zmęczył się słuchaniem ich wszystkich i wtedy właśnie do sali wkroczył mężczyzna o imieniu Pakszi. Karmapa położył na wodzie ciężką księgę, która nie tylko nie zatonęła, ale nawet popłynęła pod prąd. Władca oznajmił wowczas, że zwycięzcą jest człowiek w czarnej koronie i dla nadania mocy swemu werdyktowi postanowił ściąć wszystkich pozostałych uczestników dysputy. Karmapa wyjaśnił mu jednak, że chociaż różni ludzie obierają różne drogi, powinni mimo to pozostać przy życiu. Później przekonał także Mongołów, żeby zaprzestali mordowania kobiet i dzieci. Od tego momentu zabijali tylko mężczyzn, co prawdopodobnie było początkiem ich końca, ponieważ kobiety zachodziły w ciążę z kims innym i 20 lat później kolejny żołnierz był gotowy do walki i zemsty. Jedynym sposobem, w jaki Karma Pakszi mógł nawiązać kontakt z Chińczykami, którzy mieli mu za złe, że nie odwiedził ich jako pierwszych, było pozwolić im się schwytać. Gdy do tego doszło, Karmapa miał okazję użyć swych jogicznych mocy, gdyż Chińczycy starali się zabić go na wszystkie możliwe sposoby. Gdy podali mu truciznę, przekształcił jej moc i zaczął nią promieniować, kiedy próbowali go zasztyletować, zmienił wibrację swego ciała w ten sposób, iż forma stała się energią, noże przechodziły przez niego nie wyrządzając mu najmniejszej szkody. Gdy zrzucili go ze skały, uniósł się w powietrzu i wylądował na ziemi jak ptak. Jedyną rzeczą, jaka ponoć nie spodobała się Karmapie była próba powieszenia go za brodę – żaden z kolejnych Karmapów już jej nie nosił.

Karmapowie nigdy nie pojawiają się sami lecz zawsze w otoczeniu strażników, i tak Mahakala spowodował wtedy kilka wielkich trzęsień ziemi, zaś jego partnerka, działająca w bardziej subtelny, żeński sposób, wywołała w Chinach zarazę. Po tych wydarzeniach cesarz przybył do Karmapy i zaproponował mu ugodę, na którą Karmapa się zgodził, ponieważ nie traktuje on nigdy rzeczy poważnie ani też nie bierze ich osobiście. Władca ofiarował mu srebro i złoto, które Karmapa wrzucił następnie do rzeki, po czym udał się ze swoimi towarzyszami w drogę powrotną do domu. Przekroczywszy bezpiecznie miejsce, w którym ludzie posiadający kosztowności zwykle padali ofiarą grabieży, orszak Karmapy dotarł wreszcie do okolic Tsurpu. Następnie dzięki medytacji Karmapy srebro i złoto wrzucone przez niego do rzeki w Chinach, pojawiło się w Tybecie. Zrobiło to ogromne wrażenie na Tybetańczykach ponieważ kontrolowanie energii pod powierzchnią wody lub ziemi jest bardzo trudne. Karmapa wymienił potem całe owo srebro i złoto na miedź, z której wykonał ogromny posąg Buddy przyszłości – Majtreji. Posąg ten stał w tym samym miejscu przez setki lat aż do czasu Rewolucji Kulturalnej, kiedy to Chińczycy postanowli wysadzić go w powietrze za pomocą dynamitu. Ich wysiłki jednak spełzły na niczym – siła eksplozji za każdym razem kierowała się na zewnątrz, nie wyrządzając posągowi najmniejszej szkody. Dopiero wtedy, kiedy jeden z Tybetańczyków, oszalawszy po chińskich torturach, poradził żołnierzom, by umieścili pod buddą tanki, a następnie dynamit pomiędzy nimi a posągiem, komuniści osiągnęli kolejny sukces – Majtreja, będąc bodhisattwą, poddał się sile wybuchu i rozpadł się na kawałki. Kiedy w 1986 roku przez miesiąc pracowaliśmy z grupą przyjaciół w Tsurpu nad odbudową siedziby Karmapów, ludzie którzy przychodzili do mnie po rady i błogosławieństwo, ofiarowywali mi fragmenty tego posągu. Wywieźliśmy wtedy z Tybetu pokaźną ilość kawałków miedzi, które umieszczamy teraz w posążkach, które dla was wypełniamy. Oczywiście nie musicie wierzyć w ani jedno słowo z tej opowieści, jednak opowiadam wam to wszystko, ponieważ widziałem wiele sytuacji, które kazały mi myśleć o ubieganiu się o zwrot pieniędzy wydanych na edukację w duchu materializmu. Kiedy czytam biografie różnych wielkich mistrzów medytacji, pozwalam pozostać w moim umyśle rzeczom, które uważam za interesujące, a następnie sprawdzam, czy informacje te są użyteczne, czy też nie. XVI Karmapa wyciągał niecodzienne zjawiska z rękawa niemal codziennie i jest wielce prawdopodobne, że okres cudów skończył się wraz z jego odejściem.

Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu. 2550 lat temu Budda umożliwiał ludziom doświadczenie natury umysłu używając form, które korespondowały z ich wewnętrznym, doskonałym potencjałem. Nie pokazywał im bezpośrednio, że ich umysł jest przejrzystym światłem, ale robił coś, co przełamywało ich nawykowe tendencje i pozwalało im doświadczać przytomności własnego umysłu. Jest powiedziane, że przez pierwszych 500 lat od czasów Buddy ludzie mieli bardzo proste umysły, co pozwalało im cieszyć się na przykład samym tylko widokiem ukochanej osoby. W tym czasie nieliczni tylko dostawali nauki o bezpośrednim doświadczaniu umysłu, gdyż większość uczniów była w pełni usatysfakcjonowana słuchaniem nauk Małej Drogi, mówiących o tym, co warto robić, a czego lepiej jest unikać. Również wyższą filozofią parała sie tylko garstka praktykujących. Około przełomu tysiącleci umysły ludzi stały się bardziej niespokojne i potrzebowali oni większej ilości wyjaśnień, silnych uczuć i abstrakcji. W tym czasie do głosu doszły nauki Wielkiej Drogi, w prywatnym życiu natomiast wiele osób doświadczało pełnego szczęścia, mogąc trzymać ukochanego lub ukochaną za rękę. Wraz z upływem czasu ludzie stawali się coraz bardziej neurotyczni i okazywało się, że dopiero tajemne nauki Diamentowej Drogi były w stanie ich zmienić. W tym czasie czuli się szczęśliwi dopiero wtedy, gdy poszli z partnerem do łóżka i mieli okazję zapamiętać się wraz z nim przyjmując tam najróżniejsze i najdziksze pozycje. Około 750 roku miała miejsce pierwsza muzułmańska inwazja Indii. W tym czasie Hindusi byli już na tyle miękcy, iż nie potrafili wystawić regularnej armii, która powstrzymałaby najeźdźców i pozwolili, by ich buddyjska kultura została całkowicie zniszczona. Około 1050 roku Marpa, założyciel naszej linii, ocalił nauki Buddy przenosząc je do Tybetu, gdzie przetrwały następne 900 lat. Po tym okresie czasu inni barbarzyńcy, tym razem z czerwonymi książeczkami Mao Tse Tunga w kieszeniach, zniszczyli kulturę buddyjską Tybetu.

Nauki Diamentowej Drogi wskazują bezpośrednio na umysł. Może się to odbywać na dwa sposoby – albo zostaje on ukazany jako przejrzyste światło, albo cały proces rozpoznania jego natury przebiega dwustopniowo. W tym drugim przypadku wynosimy umysł do poziomu, na którym nieczysta iluzja staje się czystą i wszystko jest wspaniałe tylko dlatego, że może się wydarzać. Kolejnym krokiem jest rozpoznanie umysłu poprzez rozpuszczenie owej czystej iluzji w przestrzeń, tak iż pozostaje tylko świadomość. Istnieją dwa rodzaje przekazu – od form z energii i światła oraz od ludzi. Dosyć łatwo jest pracować z tym pierwszym – jidamy nie mają ani zabawnych nosów ani politycznych przekonań, z którymi możemy się zgadzać bądź nie, nie posiadają też nocnego życia, które być może trudno jest zrozumieć i zaakceptować. W tym przypadku pierwszy krok – postrzeganie tych form jako czyste – jest dość łatwy. Znacznie trudniejsze jest widzenie na tym samym doskonałym poziomie policjanta, który bez powodu wkłada swoją za dużą głowę przez okno naszego auta, mówiąc coś o jakimś przekroczeniu prędkości, z którym ma wyraźny problem, chociaż my nie doceniamy powagi chwili i wolelibyśmy raczej porozmawiać o pogodzie. Wejście na ten poziom jest zdecydowanie trudniejsze. Kiedy medytujemy na dzierżawców linii, takich jak Marpa, Milarepa czy Karmapa, możemy mieć różne koncepcje na temat ich wyglądu czy życia, jeśli jednak jesteśmy w stanie poradzić sobie z tymi wątpliwościami, reszta drogi do chwili, kiedy będziemy widzieć wszystko jako czyste, interesujące i pełne znaczenia, będzie bardzo krótka. Już 950 lat temu Naropa powiedział Marpie, że medytowanie na nauczyciela działa jak medytowanie na sto tysięcy form z energii i światła. Jeśli zdamy sobie z tego sprawę będziemy w stanie naprawdę pomóc ludziom i przynieść im wiele pożytku.

Opracowanie: Magda Sztukiecka, Kryspin Kochanowski, Wojtek Tracewski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Siedmiopunktowy trening umysłu - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Maniła - Wywiad z Szierabem Gjaltsenem Rinpocze | Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | Opanowanie i skuteczność to podstawa - Lama Dzigme Rinpocze | Odosobnienia - koncentracja na pracy z umysłem - Wywiad z Lamą Ole i Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | 22 przejawienia Oświeconej Postawy - Gampopa | Cytat - Hannah Nydahl | Sushi, dzikość, serca i naukowy umysł - Wywiad z Zsuzsą Koszegi | Naszym domem jest oświecenie - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Hannah Nydahl | Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń - Maggy Lehnert-Kossowski | Cytat - Hannah Nydahl | Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj - Mirja Bramsiepe | Jak powstały wyobrażenia buddy - Manfred Seegers | Dawa - malarz tanek - Wywiad z Dawą Ladipą | Cywilizacja buddyjska na Jedwabnym Szlaku i Wielkim Stepie - Rafał Kowalczyk | Nauka a Buddyzm - Matt Huddleston | Ołtarze - Caty Hartung, Axel Waltl | Ośrodek Europejski - Europe Center - Lama Ole Nydahl | 30 lat buddyzmu Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Mędrek & team | Nowy ośrodek w Gdańsku - Michał Bobrowski i sanga gdańska | Sangha house w Opolu | Nagodzice, czyli 52 hektary czystej krainy - Przyjaciele Nagodzic | Śląsk od morza do Gór - Ślązacy |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: