DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 40 -> Mały palec Buddy czyli o mądrości i współczuciu

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Mały palec Buddy czyli o mądrości i współczuciu

Manfred Kessler
_________

Celem buddyjskiej praktyki jest oświecenie. Każdy buddysta chce osiągnąć ten stan. Wiemy, że jest to możliwe, bo udało się to historycznemu Buddzie około dwa i pół tysiąca lat temu. Budda chciał, żeby ludzie – którzy przychodzili do niego prosząc o wskazówki i rady jak lepiej żyć – za pomocą jego metod także urzeczywistnili ten stan umysłu.


Budda nauczał przez 45 lat. Przekazał wiele różnych metod, dostosowanych do możliwości i potrzeb różnych ludzi. Gdy ktoś cierpi, naczęściej nie pyta o to, jak pomagać innym, ale przede wszystkim sam chce być szczęśliwy. Dlatego Budda nauczał jak samemu osiągnąć spełnienie – w ten sposób powstała szkoła terawady. Gdy przychodzili do niego ludzie, którzy chcącieli pozbyć się swoich problemów, Budda pokazywał im, w jaki sposób unikać trudnych sytuacji, i mówił o tym, jak wpłynąć na własną przyszłość – nauczał o karmie. Karma jest jak bumerang – wyrzucamy go, a on na pewno do nas wróci. Kiedy? To zależy. Dobre będzie tu porównanie z rakietami. Najpierw są te krótkiego zasięgu: działamy w określony sposób i skutek pojawia się natychmiast, na przykład dajemy dziewczynie kwiatek, a ona daje nam buziaka. Potem średniego zasięgu: wiemy, że istnieje przyczyna, którą jak nasiono zasialiśmy jakiś czas temu i z tego powodu pojawiają się teraz określone doświadczenia. Są także zależności karmiczne działające jak rakiety dalekiego zasięgu. W tym przypadku nie jesteśmy w stanie zobaczyć, że sami zasialiśmy kaktusy, na których siedzimy. Nie umiemy znaleźć przyczyny naszego doświadczenia. Tak naprawdę nie ma w tym nic dziwnego. Kto z nas pamięta, o czym myślał wczoraj o 11 rano? Prawdopodobnie nikt. Nieustająco podejmujemy jakieś działania – myślami, mową i ciałem – i to są właśnie nasiona, które zasiewamy. Chociaż siew i zbiory rzadko następują tego samego dnia, w końcu na pewno zbierzemy to, co zasialiśmy. Aby zmienić naszą przyszłość, Budda radzi, żebyśmy panowali nad ciałem, mową i umysłem i robili dobre rzeczy. Wtedy to, co do nas powróci, także będzie pozytywne. Oczywiście pozytywne skutki są uwarunkowane, więc nie są wieczne, ale lepiej jest mieć dużo jedzenia, niż nie mieć go w ogóle. Uwarunkowane szczęście jest znacznie lepsze niż uwarunkowane cierpienie. Ale to jeszcze nie jest wolność. Jeżeli ciągle będziemy wykonywać pozytywne działania, by osiągnąć pozytywne rezultaty, wówczas będziemy żyć jak bogowie, ale nie będziemy wyzwoleni.

Podczas pierwszego obrotu kołem dharmy Budda nauczał o tym, jak unikać odradzania się w kręgu uwarunkowanej egzystencji. W terawadzie podstawową medytacją jest uspokajanie umysłu. Jej celem jest do zakończenie uwarunkowanego istnienia – koniec samsary. Budda radzi praktykującym terawadę, żeby unikali trudnych, stresujących sytuacji. Medytacja uspokojenia umysłu rozwija w nas zdolność zauważania, co się ma wydarzyć, zanim to się stanie. Wyobraźcie sobie na przykład, że macie w pracy szefa, który zawsze w poniedziałek przychodzi do pracy zły, krzyczy na wszystkich i jest po prostu nieprzyjemny. Jeżeli rozwijacie spokój umysłu, jesteście pierwszą osobą, która słyszy, że on wysiada z samochodu, trzaskając drzwiami. Proponujecie więc wszystkim, że pójdziecie po kanapki do sklepu za rogiem. W ten sposób będziecie nieobecni, gdy szef wpadnie do biura.

Jest to jedna z możliwości. Nie ma ona może wiele do czynienia z odwagą, ale w ten sposób unikamy działania pod wpływem przeszkadzających emocji. Unikanie trudnych sytuacji ma na celu uspokajanie umysłu. Jeśli przez wiele lat będziemy się zachowywać dobrze, w naturalny sposób nagromadzimy dobrą karmę. Można to porównać do konta w banku, na którym udało nam się uzbierać mnóstwo pieniędzy. Gdy wówczas zauważymy żebraka, może spontanicznie będziemy chcieli mu pomóc. Ale jak? Jeżeli damy mu za dużo pieniędzy, istnieje niebezpieczeństwo, że kupi alkohol. Najlepiej dać coś, co mu się naprawdę przyda, na przykład kanapkę z serem. Okazuje się jednak, że nie uszczęśliwiamy go w ten sposób, bo on nie lubi sera. Zrobiliśmy, co w naszej mocy, ale ten człowiek wciąż jest niezadowolony. Wykazaliśmy się współczuciem, ale zabrakło nam w tej sytuacji mądrości, nie byliśmy w stanie zauważyć, czego on rzeczywiście potrzebuje.

Przechodzimy więc do drugiego cyklu nauk Buddy. Przekazał je ludziom, którzy mieli przyjemne życie, ale także pewną nadwyżkę energii i chcieli sprawić, żeby świat był lepszym miejscem. Podobały im się nauki o karmie – przyczynie i skutku – ale chcieli też wiedzieć, jak skutecznie pomagać innym. Posłużę się w tym miejscu klasycznym indyjskim przykładem, który choć nie do końca pasuje do naszego świata, pomaga zrozumieć, na czym polega operatywność w pomaganiu innym. Spotykamy kogoś, kto umiera z głodu. Nie mamy pieniędzy ani niczego, co możemy mu dać, natomiast nieopodal jest ktoś, kto sprzedaje jedzenie i wygląda na całkiem bogatego. W takiej sytuacji możemy ukraść coś sprzedawcy i podarować biednemu. Generalnie, kradzież nie jest oczywiście w porządku, ale czasem, gdy chcemy na przykład uratować komuś życie, może stać się konieczna. Lama Ole zawsze dodaje, że zachowując się jak Robin Hood, musimy uważać, żeby nasze własne kieszenie nie stawały się coraz bardziej wypchane. Aby we właściwy sposób pomagać innym musimy rozwinąć współczucie i mądrość. Buddyjskie współczucie jest aktywnością, działaniem, natomiast dzięki mądrości wiemy, w jaki sposób to robić. Musimy rozwinąć obie te właściwości. Rozwijając tylko jedną z nich, nie będziemy efektywni. Gromadzenie samego współczucia przypomina sytuację, w której cały dzień nosimy wiadra pełne wody z punktu A do punktu B, choć w międzyczasie nikt z nich nie pije. Chcemy zrobić to, co najlepsze, ale nie jesteśmy zbyt pożyteczni. Jednakże sama mądrość też nie wystarczy. Co z tego, że będziemy wiedzieli, co należy robić, jeżeli nikt tego nie zrobi?

Budda mówi poza tym, że współczucie i działanie są w naturalny sposób cechami właściwymi mężczyznom, a mądrość przypisywana jest kobietom. W terawadzie staramy się wykonywać pozytywne działania i unikać negatywnych. Na poziomie mahajany po raz pierwszy mówimy o tym, że rzeczy nie istnieją w sposób ostateczny. Budda nie naucza tu o unikaniu rzeczy, tylko o pustości zjawisk. Rzeczy nie są stałe, ciągle się zmieniają, nasz problem polega na tym, że tego nie widzimy. Gdybyśmy dostrzegali, że wszystko się ciągle zmienia, nie wkładalibyśmy energii w to, by coś uzyskać. Z taką świadomością inwestujemy tylko w te rzeczy, które uważamy za wystarczająco trwałe, by mogły nas uczynić szczęśliwymi. W młodości pragniemy intensywnie doświadczać szczęścia. Już na początku miesiąca wypłacamy wszystkie pieniądze z konta i robimy wielką imprezę. Następnego dnia mamy straszny ból głowy, ponieważ wypiliśmy tyle alkoholu, że nie pamiętamy połowy tego, co się wydarzyło. Tak żyjemy przez jakiś czas, a potem dochodzimy do wniosku, że pragniemy szczęścia, które trwałoby trochę dłużej. Gdy jesteśmy młodzi, wszyscy jesteśmy szalonymi kochankami, a gdy się starzejemy, prosimy partnera, by podpisał papierek, ponieważ chcemy utrwalić nasze szczęście na następne lata.

Z czasem mężczyźni już nie chcą jeździć starym volkswagenem, preferują mercedesa, ponieważ wówczas ich satysfakcja z jazdy samochodem trwa dłużej. Kobiety też się zmieniają – z kwiatów przerzucają się na diamenty, ponieważ i w tym przypadku uczucie zadowolenia jest trwalsze. Myślimy, że stawiając na dłużej trwające szczęście, stajemy się mądrzejsi. Budda natomiast śmieje się z tego i przypomina nam, że rzeczy ciągle się zmieniają. Gdybyśmy to zrozumieli, nie inwestowalibyśmy w nie tyle energii. Budda porównuje doświadczenie natury umysłu do budzenia się ze snu. Wyobraźmy sobie teraz, że jest noc. Śnimy. Ktoś na nas poluje, strzela do nas 50 razy, ale my wciąż uciekamy i odczuwamy strach. Następnie w plecach lądują nam jeszcze noże i widelce, nasze ciało jest całe podziurawione i wyglądamy dość dziwnie. W tym momencie zadajemy sobie pytanie: „Czy to sen?”. I umysł zauważa: „Tak, to sen”. To nie jest tylko myśl, to doświadczenie. Właśnie pewność, że to nie jest realne, sprawia, że się przebudzamy. Cały strach, którego do tej pory doświadczaliśmy, znika. W tym momencie doświadczamy snu tak, jak Budda doświadcza świata. Nazywamy to pustością zjawisk. Gdy osiągamy stan przebudzenia znika poczucie oddzielenia pomiędzy tym co na zewnątrz i wewnątrz – nie czujemy się już odłączeni od reszty świata i nie czujemy się również oddzieleni od przestrzeni. Na tym polega całkowita nieustraszoność. Rozpoznanie tego, że wszystko ciągle się zmienia, doświadczane jest jako nieustające bogactwo – szczęście, którego nie musimy w żaden sposób tworzyć i które zawarte jest w naszym własnym umyśle.

O ostatecznym szczęściu Budda mówi, że jest intensywniejsze niż cokolwiek, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić oraz ważniejsze od wszystkiego, czego kiedykolwiek doświadczyliśmy. W swoim małym palcu Budda doświadcza więcej radości niż my podczas najcudowniejszych nocy i najbardziej spektakularnych orgazmów. W dodatku trwa ono dłużej niż 10 sekund, bo jest to trwałe szczęście. Nie kończy się jutro, ani wówczas gdy umieramy, ani w następnym życiu – nigdy nie przemija. Budda mówi, że nie ma początku cierpienia, ale że istnieje jego koniec. Gdy jesteśmy naprawdę szczęśliwi, nie czujemy oddzielenia od przestrzeni i doświadczamy tego, jak się czują inni. Zauważamy, że nie są szczęśliwi, ponieważ w ich umysłach funkcjonuje podział na „ja” i pozostałych. Budda działa nieustannie na rzecz tego, aby wszystkie istoty były w stanie doświadczyć braku oddzielenia. To uczucie, które od zawsze było już częścią naszego umysłu, nazywamy współczuciem. Budda naucza o współczuciu relatywnym i absolutnym. Relatywne współczucie oznacza, że ciągle od nowa przypominamy sobie, że chcemy pomagać innym, ponieważ innych jest więcej. Absolutne współczucie to takie, które po prostu istnieje. Klasycznie dzielimy relatywne współczucie na dwa rodzaje. Pierwsze pojawia się, gdy jesteśmy współczujący wobec tych, których lubimy – co nie jest zbyt trudne. W drugim przypadku jesteśmy współczujący wobec tych, których nie lubimy – co często jest znacznie trudniejsze. Natomiast absolutne współczucie jest porównywane do słońca, które świeci na wszystkich, niezależnie od tego, czy jest to ktoś duży, czy mały, zielony czy czarny. W przypadku współczucia uwarunkowanego zaczynamy wyrażać życzenia, że chcielibyśmy pomagać innym. Moc naszych życzeń może się jednak okazać niezbyt imponująca, ponieważ takie są również nasze zdolności. Natomiast moc życzeń Buddy jest nieograniczona. Dlatego właśnie wyrażamy życzenia, aby spełniły się życzenia buddów i bodhisattwów i aby wszystkie istoty doświadczyły trwałego szczęścia. Nie warto czynić „małych” życzeń. Zamiast pragnąć dla naszego partnera jednej udanej nocy, życzmy mu nieskończonej błogości. Nie ograniczajmy naszych życzeń dla innych. Gdy będą one pozytywne i naprawdę szczere, rozwiniemy współczucie. Lama Ole mówi, że umysł dostaje dokładnie to, czego chce. Może nam się to wydawać dziwne, ponieważ życzymy sobie wielu rzeczy, a wcale ich nie dostajemy. Jeżeli dokładnie sprawdzimy, co myślimy, w co wierzymy, czego pragniemy i co robimy w każdej sekundzie, okaże się, że nasze życie jest dokładnie takie, jak nasz umysł. Jeżeli więc naprawdę będziemy chcieli pomagać innym, to nawet jeśli będziemy w stanie wypowiedzieć tylko jedno mądre zdanie, na pewno znajdziemy się w sytuacji, w której właśnie to zdanie przyniesie komuś pożytek. Im więcej życzymy innym dobra, tym bardziej będziemy w stanie się odprężyć, nasze życzenia będą nas stawiać w takich sytuacjach, w których będziemy w stanie pomagać innym.

Mówiąc o współczuciu, nie sposób nie wspomnieć o sześciu paramitach – sześciu wyzwalających działaniach. Pierwszą z nich jest szczodrość. Każdy z nas zapewne nie raz był hojny, buddyzm natomiast sugeruje, że ta szczodrość powinna być mądra. Jeżeli rodzice zainwestują w dobre wykształcenie dziecka, będzie ono w stanie ułożyć sobie życie. Ogólnie ludzie lubią inwestować w coś, co będzie pożyteczne na dłuższą metę, często jednak wybiegają naprzód tylko do momentu śmierci. A przecież umierając, nie możemy zabrać ze sobą niczego. Jeżeli chcemy być szczodrzy i dawać coś, co będzie trwało dłużej niż jedno życie, wówczas najlepiej dawać nauki Buddy.

Kolejnym wyzwalającym działaniem jest właściwe zachowanie. Kiedy ludzie uczą się wykonywać dobre działania i przestają wykonywać negatywne, jest to wielka rzecz. Jeżeli będziemy dobrym przykładem, inni będą chcieli nas naśladować i już samo to będzie pożyteczne. Nie muszą przy tym wcale wiedzieć, że jesteśmy buddystami. Bycie wzorem do naśladowania to bardzo pożyteczny sposób pomagania innym. Jest to ważne, ponieważ jeżeli będziemy szczodrzy, a jednocześnie będziemy zachowywać się głupio, nie będziemy przekonywujący dla innych. Warto więc zachowywać się w taki sposób, który będzie wywoływał pozytywne skojarzenia.

Trzecia paramita to cierpliwość, unikanie gniewu i agresji. Gniew jest w stanie zniszczyć w jednej chwili coś, co gromadziliśmy przez lata. Nawet jeśli przez 20 lat mieliśmy dobrego przyjaciela, jesteśmy w stanie zniszczyć tę przyjaźń w jeden wieczór. Lama Ole porównuje to do palenia w piecu pieniędzmi, a nie węglem. Ogień będzie płonął, ale jakim kosztem. Na taki luksus nikogo nie stać. Budda mówi ponadto, że cierpliwość to najpiękniejsze ubranie, w jakie można się ubrać. Można powiedzieć, że cierpliwość jest szlachetna. Jest ona również podstawą wszystkich naszych aktywności, dzięki której jesteśmy w stanie doprowadzać rzeczy do końca, na przykład nyndro. Gdy rozwiniemy te trzy właściwości – szczodrość, właściwe zachowanie oraz cierpliwość – a jednocześnie będziemy w stanie unikać gniewu, wtedy wszystko, w co włożymy energię, powiedzie się.

Wytrwałość, czyli ciężka praca, jest czwartą paramitą. Nie chodzi tu o taki wysiłek, którego rezultatem będzie morze potu, lecz o wysiłek pełen radości. Aby pracować z czterema pierwszymi paramitami wcale nie trzeba być buddystą. Wielu inteligentnych ludzi stosuje cztery wyzwalające działania, nie zdając sobie sprawy z tego, że istnieją. Jeżeli w życiu będziemy stosować te cztery wyzwalające działania, zawsze odniesiemy sukces.Załóżmy, że otwieramy własną księgarnię. Na początku wywieszamy wszędzie plakaty: „Darmowe kiełbaski i piwo, a na każdą książkę kupioną w pierwszym tygodniu dajemy 30 procent rabatu”. Na pewno ludzie się zjawią, nawet jeżeli będzie im jedynie chodziło o kiełbaski. Następnie musimy zwrócić uwagę na nasze zachowanie. Jeżeli będziemy agresywni i w kiepskim humorze, ludzie opuszczą naszą księgarnię po zjedzeniu kiełbasek, a jeśli będziemy bardzo niemili, pewnie nawet ich nie dojedzą. Właściwe zachowanie oznacza, że będziemy mówić do nich w miły sposób – tak, aby poczuli się dobrze.

Kolejna rzecz to rozwijanie cierpliwości. Nie powinniśmy po dziesięciu minutach przymuszać klienta, by w końcu coś kupił. Istnieje taki rodzaj kupujących, który nigdy nie dokonuje zakupu pierwszego dnia, musi się najpierw przespać ze swoją decyzją. Takim osobom należy dawać możliwość powrotu. A czwarta rzecz to ciężka praca. Jeżeli przestaniemy pracować po trzech dniach, ponieważ już nie mamy kiełbasek i piwa, a żadnej książki nie sprzedaliśmy, nic z tego nie będzie. W Niemczech mówi się, że rozkręcenie własnego interesu trwa trzy lata. Jest jeszcze inny przykład, pokazujący, czym są te cztery paramity. Załóżmy, że chcemy zdobyć dziewczynę. Od czego zacząć? Na początku jesteśmy szczodrzy. Obdarowujemy ją kwiatami, spędzamy z nią czas, zapraszamy do kina, na obiad, itp. Oczywiście właściwe zachowanie jest absolutnie konieczne. Jeżeli podczas pierwszego spotkania będziemy się gapili na jej biust, dziewczyna nie poczuje się swobodnie. Jeżeli będziemy dużo gadać, nie dając jej dojść do słowa, też nie będziemy skuteczni. Powinniśmy jej słuchać, zadawać pytania odnośnie tego, co powiedziała, a wówczas poczuje się dobrze. Cierpliwość jest tu absolutnie konieczna. Gdyby nasza wybranka zaczęła zachowywać się w sposób, który nam niezupełnie odpowiada, a my zrobilibyśmy z tego wielki dramat, natychmiast wszystko byśmy zniszczyli. Oczywiście, potrzebujemy również wytrwałości. Dzwonimy do niej, a jeżeli dziś nie może się z nami umówić, pytamy o inny termin. Jeżeli nie chce iść do kina, proponujemy koncert. Ciągle trzymamy rękę na pulsie. Znam wiele związków, które powstały dlatego, że mężczyzna podszedł do sprawy w sposób przemyślany, mimo że kobieta na początku była niechętna. Za pomocą czterech wyzwalających działań prawdopodobnie odniesiemy sukces, ale nie oznacza to, że będziemy szczęśliwi z tym, co udało nam się zdobyć czy osiągnąć. Dlatego potrzebujemy dwóch kolejnych paramit. Piątą jest medytacja, która polega na uspokojeniu umysłu, a to pomaga nabrać większego dystansu do świata i sprawia, że będziemy w stanie wybierać to, czego chcemy. Zauważymy wiele możliwości działania. W przypadku pierwszych pięciu wyzwalających działań jesteśmy aktywni, a one w naturalny sposób doprowadzą nas do szóstego, czyli do mądrości.

W buddyzmie mówimy o relatywnym i absolutnym poziomie mądrości. Ten pierwszy polega na tym, że się uczymy, studiujemy, analizujemy, dochodzimy do wniosków. Absolutnym poziomem mądrości jest natomiast wgląd, który w naturalny sposób zawarty jest w umyśle, stan w którym umysł rozpoznaje sam siebie poza wszelką formą, manifestacją. Jest to moment, gdy umysł doświadcza swojej ponadczasowej natury, dharmakaja. Bodhisattwowie działają w sposób rozsądny, stwarzają związki z drugą osobą. Widząc, że w danym momencie nie są w stanie jej pomóc, wyrażają mocne życzenia, aby być w stanie zrobić to w przyszłości. Chcą się spotkać ponownie, kiedy zejdą się dla tej istoty odpowiednie warunki, żeby mogła nauczyć się czegoś o umyśle.

Czyniąc takie życzenia, myślimy perspektywicznie, nie tylko o następnych dwadziestu latach, ale też o następnych żywotach. Pomagamy, przecież nie po to, żeby ktoś był szczęśliwy przez pięć minut, ale o to, by doprowadzić go do oświecenia. Tworzymy z nim karmiczny związek, wystarczająco silny i trwały, by pomóc tej osobie doświadczyć natury umysłu. Takie związki możemy tworzyć wszędzie i w każdej chwili. Najczęściej ludzie otwierają się, gdy się do nich uśmiechniemy, a im bardziej będą otwarci, tym silniejszy będzie związek. Przyjazne zachowanie jest absolutnie konieczne. Stosując sześć paramit rozwijamy podstawową więź z innymi.

Jak możemy pomagać wszystkim istotom, nie będąc oświeceni? Podążając naszą ścieżką, tworzymy z innymi związki karmiczne. W momencie, gdy będziemy w stanie coś dla nich zrobić, na pewno ich spotkamy. Odpowiada to dokładnie życzeniom, które wyrażamy w medytacji. Na ścieżce bodhisattwy naszym celem jest pomaganie innym. Jeżeli chcemy pomagać zwyczajnym ludziom, dobrze będzie, jeżeli będziemy mieli takie ciało jak oni. Dlatego bodhisattwa czyni życzenia, żeby się odradzać wtedy, gdy będzie w stanie pomagać innym. Wówczas spotkanie jest możliwe. Ten pogląd, żeby odradzać się dla dobra innych, wprowadza buddystów terawady w zupełne pomieszanie – oni chcą przestać się odradzać. Jednak, kiedy czujemy się szczęśliwi, dobrze nam się wiedzie i życie jest przyjemne, wtedy nie obawiamy się kolejnego ludzkiego ciała. Powróćmy do przykładu szefa. Gdy widzimy, że szef staje się agresywny, pytamy siebie, jaka jest przyczyna jego zachowania. Zaczynamy się interesować jego życiem, zastanawia nas, jak on się czuje. Gdy zaczynamy rozwijać współczucie, otwieramy się na innych, naprawdę chcemy wiedzieć, co się z nimi dzieje. Być może w przypadku naszego szefa okaże się, że jest rozwiedziony, ma dwójkę dzieci, które może widywać jedynie w weekendy. W poniedziałki rano zawozi je do szkoły i cierpi, bo wie, że przez następny tydzień ich nie zobaczy. Nie potrafi sobie z tym poradzić. Widzimy więc, że jest to ojciec dwójki dzieci, co czyni go bardziej sympatycznym. Jednocześnie wiadomo, że nie radzi sobie z emocjami. Więc z jednej strony go lubimy, z drugiej wyraźnie widzimy, że ma problem. Teraz jednak jesteśmy już w stanie mu pomóc, ponieważ rozumiemy, że ma kłopot, który z nami nie ma nic wspólnego. Więc zostajemy w biurze, nigdzie nie uciekamy. Po kanapki natomiast wyślemy tych, którzy by tę sytuację jeszcze pogorszyli. Organizujemy wszystko w ten sposób, by wybuch szefa stworzył najmniejszą możliwą szkodę. Być może będziemy jedyną osobą, która jest w biurze, gdy szef wchodzi. On będzie agresywny, my natomiast zachowamy spokój, będziemy cierpliwi. W ten sposób szybko zauważy, że popełnia błąd, poczuje też, że go lubimy i tak powstanie możliwość nawiązania z nim kontaktu. Być może kiedyś przyjdzie do nas po radę. Jeżeli już się na nas otworzy, będziemy dla niego doskonałą pomocą. Jeżeli nie będziemy mieli wrażenia, że jesteśmy tarczą dla uczuć innych, będziemy w stanie wytrwać w danej sytuacji – mało tego, staniemy się jej reżyserem i będziemy mogli nią kierować. To jest najważniejsze, gdy mówimy o współczuciu i mądrości. Zaczynamy je stosować, będąc jeszcze na ścieżce do oświecenia.

Manfred Kessler ma 36 lat. Praktykuje od 14. Mieszka w ośrodku w Monachium razem ze swoją żoną Martą, która również jest podróżującą nauczycielką.

Opracowanie: Marta Szczęśniewicz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

O jeden krok dalej - Wywiad z XVII Karmapą Trinlej Taje Dordże | Fragmenty Przewodnika na ścieżce bodhisattwy - Szantidewa | Uspokoić umysł - Szamar Rinpocze | Nauki Buddy zawsze będą potrzebne - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Beztroska - Maczig Labdron | Mój umysł jest szczęśliwy - Wywiad z Mipamem Rinpocze | Ogłoszenie Rady J.Ś. Gjalwa Karmapy | Przywołanie Lamy - Gendyn Rinpocze | Zrozumieć emocje - Dzigme Rinpocze | Bardo śmierci i odrodzenia - Lama Ole Nydahl | Pięć pożytecznych nauk - David. Perth, Australia | Odosobnienia - Na podstawie wykładu Maxi Kukuvec | Cytat - Lobpyn Tseczu Rinpocze - Mahasiddha (1918–2003) | Karmapa był niesamowitym człowiekiem - Tulku Urgjen Rinpocze | Cytat - Dudziom Rinpocze | Budda i miłość - Lama Ole Nydahl | Czysta kraina Wielkiej Błogości - Manfred Seegers | Mały palec Buddy czyli o mądrości i współczuciu - Manfred Kessler | Symbole w podarowaniu mandali - Pit Waigelt | Cywilizacja buddyjska w Indiach - Rafał Kowalczyk | Jak rzeczywista jest rzeczywistaość? - Wolfgang Poier | Budda a Sokrates - Profesor Pemberton | Chicago - Sanga z Chicago | Welcome to Bartołty | Stupkalnis - Wzgórze stupy - Danas Kazlauskas i Mira Starobrzańska | Ropki - warto jest medytować wspólnie | Rosnąca fala - Hala Team |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: