DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 39 -> Możemy bardzo dużo się od siebie nauczyć

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Możemy bardzo dużo się od siebie nauczyć

Lama Ole Nydahl, Hannah Nydahl, Tomek Lehnert
_________

Międzynarodowy Buddyzm Diamentowej Drogi – wywiad z Hannah i Lamą Ole.

Tokio,16 luty 2005.


Jak bardzo kraj, w którym się urodziliśmy i wychowaliśmy, wpływa na naszą osobowość, i czy istnieją jakieś szczególne właściwości, które możemy w sobie rozwinąć, by lepiej praktykować?

Lama Ole: Jedynie w niewielu przypadkach miejsce naszego urodzenia jest sprawą naszego wyboru, zwykle jest naszą karmą. Nasze obecne otoczenie stanowi jeden z rezultatów działań, które wykonaliśmy w czasie niezliczonych wcześniejszych żywotów. To, co zrobiliśmy dawniej decyduje o tym, jakie mamy obecnie ciało, jakie zewnętrzne warunki nas otaczają i jakie mamy skłonności w umyśle.

Czy śliczna Hannah się z tym zgodzi?

Hannah: To karma, której nie można zmienić.

Lama Ole: Tak, trudno jest zmienić to, co już się wydarzyło, ale możemy starać się jak najlepiej w przyszłości. Na przykład jeśli Niemcy będą czynili silne życzenia i będą się zachowywać niezwykle właściwie na przestrzeni wielu żywotów, być może odrodzą się w Danii (śmiech) .

Istnieją jakieś specyficzne właściwości poszczególnych narodów, które możemy w sobie wykształcić i które są pożyteczne dla naszej praktyki?

Lama Ole: Wszystko to, co demokratyczne, przejrzyste, nakierowane na innych, pełne otwartości i dobra, wszystko to, co w jakiś sposób związane jest z dalekowzroczną mądrością, może być użyteczne. Na przykład popieranie kontroli urodzeń w biednych krajach lub pomaganie uciskanym muzułmańskim kobietom, by miały mniej dzieci.

A to, że na przykład ludzie z niektórych krajów są bardziej rozluźnieni?

Lama Ole: Ten stan można nazwać różnymi słowami – można powiedzieć „rozluźniony”, „leniwy”, „odporny na pracę”, „dający drogocenną szansę innym”...
Hannah: Kraj i warunki, w jakich się urodziliśmy, to rezultaty naszej karmy, której najwyraźniej nie możemy zmienić, lecz opierając się na tej podstawie, możemy czasem zmienić pewne okoliczności...
Lama Ole: Na przykład kupić zagraniczne paszporty, zostać gwiazdą tańca brzucha w Tokio... Istnieje wiele różnych możliwości (śmiech) .

Czy jest kraj, do którego buddysta Diamentowej Drogi koniecznie powinien pojechać?

Lama Ole: Dania (śmiech) ! To stamtąd wszystko się wywodzi. Jeżeli trudno jest ją znaleźć na mapie, można pojechać do Polski albo do Niemiec. Albo na Grenlandię!
Hannah: Czy jest to buddysta Diamentowej Drogi, czy jakiejkolwiek innej szkoły, każdy powinien raz pojechać do...
Lama Ole: .. .do Danii!
Hannah: Do Bodhgaja. Bardzo zdrowo jest przyjrzeć się innej kulturze. To jest miejsce, którego ciągle nie mamy.
Lama Ole: Na Zachodzie.
Hannah: To tam Budda osiągnął oświecenie.

Ole, wygląda na to, że zachowujesz się różnie udzielając nauk w różnych krajach. Jeśli to prawda, robisz to specjalnie? Jeśli tak, to dlaczego?

Lama Ole: Mam bardzo mało czasu, żeby coś postanowić, zanim usiądę na scenie. Zawsze wydarza się to w ten sam sposób: wchodzę na sale z dziesięcioma tysiącami spraw na głowie, patrzę na siedzących tam przyjaciół i myślę: „O, znowu wszyscy przyszli. Jak wspaniale. Muszę powiedzieć coś pożytecznego”. Nauczając odkrywam, że przekazuję nauki tak, a nie inaczej, kierując się wyczuciem, albo mówię w nieco inny sposób, z powodu jakiegoś konkretnego wydarzenia. Głównie jest to jednak reakcja na ogólna atmosferę danego miejsca. Nie planuję tego wcześniej, nie mam na to czasu. Zazwyczaj w drodze na wykład czytam Inernational Herald Tribune, i kiedy już siedzę na swoim miejscu, od razu myślę: „O, to moi drodzy przyjaciele, jak im się powodzi, gdzie widziałem się z nimi ostatnim razem? ”. I rzeczy po prostu płyną... Nie mogę powiedzieć, że jestem bardzo świadomy samego siebie, kiedy sala wypełnia się ludźmi, ale potem, kiedy już mówię, często czuję się tak, jakby mój umysł siedział w tylnej części głowy i patrzył przez moje oczy. Wtedy widzę ludzi jako promieniujących, obserwuję jak to, co mówię ich dosięga i myślę, jak bardzo inteligentny jest mój tłumacz – na pewno udało mu się przekazać znaczenie tego punktu we właściwy sposób! Ogólnie, ponieważ mamy ze sobą tak silne związki, powiedziałbym, iż porozumiewamy się intuicyjnie.
Hannah: Jeżeli masz szczęście, ktoś powie ci, jaki jest temat wykładu, zanim zaczniesz mówić.
Lama Ole: Tak, jeśli mam szczęście, ludzie których pytam o to w drodze przez salę wiedzą, o czym mam mówić. W przeciwnym wypadku wchodzę, zaczynam i po pół godzinie wchodzi ktoś w grubych okularach, z czerwonymi uszami i mówi: „Ole, to nie ten temat...”. „O! – odpowiadam wtedy – więc zacznę jeszcze raz”, i zaczynam od początku. Ponieważ wszystkie nauki Buddy są tylko zdrowym rozsądkiem, nie jest tak trudno połączyć ze sobą różne tematy. Nasza siła polega miedzy innymi na tym, że podobnych pomyłek nikt nie bierze poważnie. Wszyscy wiedzą, że jesteśmy totalnie zajęci przez cały czas.

Uważasz, że przyklejanie „etykietek” poszczególnym narodom – sam powiedziałeś na przykład, że Duńczycy są leniwi – może pomóc ludziom zauważyć ich słabości i w efekcie lepiej z nimi pracować, czy też lepiej jest analizować sytuację każdego indywidualnie?

Lama Ole: Prowokowanie ludzi – indywidualnie lub zbiorowo – jest pożyteczne, jeśli... odbywa się w pozytywny sposób. Jestem skuteczny jako lama w dużym stopniu dlatego, iż chwalę ich tak bardzo za właściwości, które moim zdaniem powinni rozwinąć, że zaczynają je naprawdę urzeczywistniać. To taka moja buddyjska pedagogika, marchewka i bat. Chwalę ludzi za wszystko, co może im przynieść pożytek dopóty, dopóki się z tym nie zidentyfikują i dopóki tego nie zrealizują. To jest moje podstawowe nastawienie – to dzięki niemu nagle 1500 uczniów skacze razem ze mną ze spadochronem. Chociaż od czasu do czasu, również żartuję sobie z was. Z jednej strony utrzymuję wszystkich głęboko w sercu, a z drugiej wy – jako duże psy – nie musicie szczekać, nie bierzecie tego osobiście. Naprawdę nie sadzę, że kiedykolwiek powiedziałem komukolwiek coś naprawdę ostrego, przykrego. Jednocześnie wskazywanie niektórych osób jako złych przykładów stanowi część mojej pracy – czasami robię to po to, by uchronić innych przed popełnieniem podobnych błędów. Ogólnie, jeśli ludzie mają nieczyste sumienie, każda wypowiedź wyda im się ostra, a jeśli mają czyste – wszystko będzie im się wydawało miłe i przyjemne. Większość z moich uczniów cieszy się doskonale czystym sumieniem.

To pytanie dotyczyło raczej tego, że ludzie czasem mówią coś krytycznego o innych narodowościach. Czy to jest pomocne, czy jest to po prostu plotkarstwo...

Lama Ole: Nie, istnieją różne właściwości... na szczęście. Wszyscy powinni urzeczywistnić nieustraszoność, radość i aktywne współczucie. Reszta może odnieść pożytek z danego lokalnego kolorytu.

Czy ma sens wspominanie o tym? Jeśli ludzie będą tego bardziej świadomi, będą w stanie z tym pracować?

Lama Ole: Tak, to ma sens. To jest pożyteczne. Przez wiele lat większa część Europy była zależna od Niemiec, a Niemcy byli zawsze bardzo szczodrzy. Ponieważ teraz jednak sytuacja polityczna jest tam niepewna, powinniśmy pomóc im dostrzec ich wartości i odnaleźć ich moc – również przeciwko islamowi, który wprowadza ich w prawdziwe pomieszanie. Ale właśnie dlatego, że ten kraj jest tak duży i silny musimy upewnić się, że jest również przyjazny.
Hannah: Dzięki dharmie możemy wiele z tego przekształcić. Jeśli przyjrzymy się światu, jeśli popatrzymy na bardzo różne kultury, dzięki wspólnemu mianownikowi dharmy jesteśmy w stanie przekształcać różnice.
Lama Ole: Wszyscy mamy naturę buddy. Jeśli wolni ludzie spotykają się z rozsądnych powodów, większość z nich stanie się przyjaciółmi. Już teraz różne wpływowe osoby pytają nas, jak udaje nam się rozwijać tak szybko bez biurokracji. Z bardzo niewielką ilością pieniędzy. Jak to jest możliwe, że jesteśmy w stanie poświęcić się całkowicie temu co robimy, chociaż nie motywuje nas strach? Jakim cudem możemy być tak różni od zorientowanych na grzech chrześcijan i całkowicie inni niż muzułmanie, bezkarnie zabijający ludzi? Patrząc na nas i szukając odpowiedzi na te pytania odkryją oni, że ludzie są o wiele bardziej dojrzali, świadomi, interesujący i dobrzy, niż się powszechnie sadzi. Zobaczą również, że jeśli traktuje się ludzi jak dorosłych, tak też będą się zachowywali. Więc cała sztuka polega na traktowaniu wszystkich jak dorosłych ludzi odpowiedzialnych za swoje własne życie.
Hannah: To tak jak Polska i Rosja. Kiedy dorastaliście w Polsce, w czasach jej zależności od Rosji, musieliście się uczyć rosyjskiego, chociaż nie chcieliście. Dzięki dharmie przekształciliście to wszystko, w sandze wszyscy jesteście najlepszymi przyjaciółmi. Naprawdę wykraczacie poza wszystkie te ograniczające uwarunkowania...
Lama Ole: Polacy teraz nauczają w Rosji i stopniowo Rosjanie zaczną nauczać w Polsce. Chociaż wielu ludzi mówi, że Niemcy są sztywnymi ponurakami, coraz więcej osób podróżuje do Niemiec, ponieważ dobrze się tam czują.
Hannah: Albo Dania i Niemcy – pomiędzy tymi krajami też dochodziło do konfliktów, jednak udało nam się to przekształcić.

W swoich wykładach wyjaśniasz czasem, że nauki Buddy przypominają przezroczysty diament promieniujący kolorem podłoża, na którym leży. Jak należy to rozumieć w kontekście twojego życzenia, by powstał międzynarodowy buddyzm Diamentowej Drogi, oparty na tym samym stylu, niezależnie od narodowości?

Lama Ole: Można to wyjaśnić dość łatwo. Nauki dla nowoczesnych ludzi są mniej więcej takie same – w zależności od poziomu, z którym są oni w stanie pracować – lecz każdy nadaje swój styl ich sposobowi wyrażania się. Ludzie będą robili różne rzeczy. Jednocześnie, jeśli będą używali tych samych metod, na dłuższą metę uzyskają podobne rezultaty.
Pewnego dnia odkryjemy, że wszystkie możliwości wyboru, które posiadamy, są bogactwem. To, że możemy robić jedne rzeczy i rozwijać inne, stanowi nasz podstawowy potencjał.

Dlaczego buddyzm Diamentowej Drogi rozwija się o wiele szybciej w niektórych krajach lub miejscach, a w innych wolniej?

Lama Ole: To znowu karma. Jeśli ludzie są bardziej wolni i doświadczeni – niektórzy powiedzieliby być może „bardziej dzicy” – od razu poczują się jak w domu w Diamentowej Drodze. Jeśli jednak są bardziej mieszczańscy, najpierw zapytają: „Hej, czy to jest zgodne z prawem? Czy wykracza to poza moje koncepcje? Czy mogę temu zaufać? ”. Kiedy jednak ludzie ci postanowią, że mogą zaufać tej ścieżce, osiągną bardzo dobre wyniki. Najpierw jednak muszą wszystko dokładnie sprawdzić, zanim uczynią ten pierwszy krok. Ci, którzy reprezentują bardziej jogiczny typ, nie muszą zbyt wiele sprawdzać. Jeśli rzeczy im się podobają, po prostu biorą je. Nie potrzebują niczego więcej.

Powinniśmy wkładać więcej energii w kraje lub miejsca, które rozwijają się powoli, czy też raczej zwiększyć wysiłki w miejscach, w których wszystko wzrasta łatwiej?

Lama Ole: Myślę, że jest i tak i tak. Miejsca, gdzie nasza aktywność rozwija się powoli, to zwykle te, w których wydarzyło się dawniej wiele religijnych skandali i religie ogólnie cieszą się tam złą sławą, lub też te o sztywnej, bardzo intelektualnej atmosferze. Powinniśmy tam dbać o to, by ukazywały się nasze książki dostarczające niezbędnych, podstawowych informacji i następnie stopniowo wyjaśniać wszystko coraz dokładniej. Za przykład mogą tu posłużyć Czechy, które dołączyły do nas dosyć późno. Czesi są rozsądniejsi, bardziej zrelaksowani, a także trochę bardziej mieszczańscy i zorganizowani niż wiele innych słowiańskich narodów. Nie są tak skłonni skakać, jeśli nie widzą, czy mają na czym wylądować Na początku więc, kiedy jeszcze nas sprawdzali – być może również dlatego, że wysłaliśmy do nich najpierw bardzo tradycyjnego nauczyciela z Wiednia – nasza praca rozwijała się tam wolniej. Dziś jednak, rozprzestrzeniają oni dharmę w swoim kraju w niesamowity sposób – wszystko wzrasta tam, jak trawa. Można więc z powodzeniem zacząć powoli i potem cieszyć się bardzo szybkim rozwojem. Jednocześnie powinniśmy dbać o to, by nikt nie zaczynał w pośpiechu, by później równie szybko dostać zadyszki.

Jak sadzisz, czy lepiej jest utrzymywać energię w jednym dużym miejscu, czy też tworzyć więcej małych ośrodków, do których ludzie mogliby mieć łatwiejszy dostęp?

Lama Ole: Możemy i powinniśmy zadbać i o jedno i o drugie, szczególnie we współczesnych czasach prawie doskonałej komunikacji. Główne, duże ośrodki powinny utrzymywać podstawową wiedzę i przekaz oraz dawać wielu ludziom możliwość spotykania się, podczas gdy w licznych, rozsypanych wszędzie małych miejscach powinniśmy kontaktować się ze sobą na poziomie bardziej rodzinnym, uczyć się razem i wzrastać. Jeżeli to nam się uda, naprawdę będziemy w stanie przynieść wiele pożytku innym. Małe miejsca mogą przyciągać ludzi do dużego, w dużym otrzymają oni całkowite, pełne błogosławieństwo i zapoznają się z naszą pracą. Następnie będą w stanie przenieść wiele z tego idealizmu z powrotem do małych miejsc, od których zaczęli. Można to porównać do wybuchów na słońcu, wyrzucających w przestrzeń chmury niezwykle gorących gazów, promieniujących na wszystkie strony, wpływających na nasze radia, wypełniających przestrzeń cząsteczkami i wchłanianych z powrotem przez słońce.
Hannah: Nie mamy ustalonych reguł. Nie chodzi o to, że musimy robić rzeczy tak albo tak. Wszystko to odbywa się znacznie elastyczniej i nie można tych rzeczy zaplanować dokładnie z góry Musimy obserwować całą sytuację. Nie jest to takie kwadratowe.
Lama Ole: Mamy takie powiedzenie: „Wszystko jest sztuką możliwego”.

Czy to duża różnica, kto zakłada nowy ośrodek w jakimś kraju – obcokrajowiec czy też ktoś miejscowy?

Lama Ole: Hmm... Znacznie łatwiej jest być prorokiem w obcym kraju. Prawie zawsze tak się dzieje. Jeżeli pochodzimy z danego kraju, pojawia się więcej zazdrości. Dopóki nie nagromadzimy naprawdę dużej mocy, trudniej jest nam dokonać czegoś w naszym własnym kraju niż gdziekolwiek indziej na świecie. Dlatego często bardzo pomocny okazywał się obcokrajowiec – on albo ona – który sprowadzał w nowe miejsce błogosławieństwo Diamentowej Drogi. Osoba taka powinna być jednak świadoma momentu, kiedy nadchodzi czas, by się wycofać i pozwolić „tubylcom” wyjść na pierwszy plan i zrobić coś więcej. Tak to jest. Zanim nasi przyjaciele rzeczywiście nas zaakceptują, minie dużo czasu.

W jaki sposób dbasz o to, żeby wszystkie ośrodki na całym świecie funkcjonowały tak, jak sobie tego życzysz?

Lama Ole: Myślę, że każdy sposób prowadzenia ludzi wymaga określonego rodzaju wyczucia. Ja mam szybki i jednocześnie śmieszny sposób używania intuicji. Nie uwierzycie. Wchodzę w medytację i nagle z bardzo wysoka widzę tę głównie niebieską i zieloną kulę, na której właśnie siedzimy. Następnie robię „zbliżenie” na różne miejsca, w których mamy ośrodki, wyczuwam ludzi, których dobrze znam, doświadczam ogólnej sytuacji w poszczególnych miastach i staram się poczuć, czy powinienem gdziekolwiek w czymś pomóc, czy mam coś zrobić. W rzeczywistości, mając pocztę elektroniczną, sms-y i wspaniałe internetowe transmisje wykładów na żywo, tak naprawdę siedzimy w tym samym pokoju na całym świecie. Musimy to jedynie wykorzystać.

W jaki sposób ty sam, czy też być może Caty decydujecie, ile dni powinieneś spędzać w ciągu roku w każdym kraju?

Lama Ole: Na ile wiem, wszyscy pracują nad tym razem. Tomek ma bardzo duże doświadczenie w pracy na całym świecie, podtrzymuje też nasz kontakt z jego hiszpańskojęzyczną częścią. Caty i Gergö wiedzą więcej o Europie Środkowej. Hannah jest taka jak ja. Kiedy nie podróżuje, pomagając naszym Tybetańczykom, cieszy się, że inni zdecydują, których z masy naszych wspaniałych przyjaciół powinniśmy odwiedzić.
Hannah: Musimy zobaczyć, ile mamy wolnych dni i co jest możliwe. Każdy rok jest nowy.
Lama Ole: Pomagają nam także Mac, Axel, Manfred Kessler, Michael Fuchs i inni.
Hannah: Siedzimy wszyscy razem...

... i widzicie, które miejsce potrzebuje więcej wsparcia?

Lama Ole: Czasami chodzi o to, by podnieść naleśnik za miejsce, w którym jest już najbardziej wypukły, a czasami trzeba zatkać jakąś dziurę, by nikt w nią nie wpadł. Naszym celem jest zawsze solidny rozwój.
Hannah: Oparty na tym, co się wydarzyło.
Tomek: I również ludzie z poszczególnych krajów...
Lama Ole: Kiedy uzgodnimy już daty, przyjaciele z różnych krajów zaczynają działać i wykonują doskonałą pracę.

Kto decyduje, dokąd mają jechać i gdzie mają nauczać podróżujący nauczyciele?

Lama Ole: Mamy Miriam Zarembę.
Tomek: Ona to organizuje.

Dlaczego większość z nich wysyłasz na początku ich kariery do Rosji? Może jest to mylne wrażenie, ale...

Lama Ole: Nie, to prawda. Jest to sprawdzian ich możliwości i jednocześnie szkoła charakteru. Po pierwsze Rosjanie znają dobrze dharmę, po drugie chcemy się upewnić, że nasi nauczyciele nie oczekują luksusów. Jeśli podróżuje się do Ameryki, można z łatwością po prostu spędzić tam miły czas, odwiedzając Disneyland, Marineland czy jakiekolwiek inne, dostępne tam rodzaje rozproszeń. W Rosji jednak, prócz świetnych imprez, ludzie rzeczywiście pragną się czegoś dowiedzieć i chcą praktykować. Naprawdę potrafią przygwoździć nauczyciela i będą zadawać pytania tak długo, aż dostaną odpowiedź. Tak więc Rosja jest bardzo dobra dla obiecujących nauczycieli.
Hannah: Chciałabym powiedzieć, że podróżujący nauczyciele to zwykle prawdziwi idealiści mający pracę, ludzie, na których spoczywają różne odpowiedzialności i którzy z powodu psychologicznego nadmiaru i oddania znajdują czas na odwiedzanie różnych miejsc i pomaganie innym. Wszystko to działa na zasadzie dobrowolności.
Tomek: Dotyczy to nie tylko podróżujących nauczycieli, ale wszystkich przyjaciół, którzy nam pomagają. Dzięki nim udało nam się, jak już mówił Ole, uniknąć biurokracji i tworzenia instytucji.
Lama Ole: Tak naprawdę, jak wspomniał Tomek, wszyscy ludzie, których znacie, są naszymi przyjaciółmi W jakiś sposób, ponieważ jesteśmy Duńczykami i urodzonymi anarchistami, udaje nam się unikać nadmiaru organizacji i rytuałów zajmujących wiele czasu. Tak więc, z wyjątkiem zakochania się parę razy, czy podziwu dla głębi słowiańskiego umysłu, nie ma tu mowy o oczekiwaniu jakichkolwiek osobistych korzyści. Ludzka bliskość jest oczywiście wspaniała, ale jest tutaj korzyścią dodatkową. Naszym głównym celem jest przynoszenie pożytku innym poprzez rozprzestrzenianie dharmy.
Tomek: W ten sposób udało nam się uniknąć instytucjonalizacji tego, co robimy. Praca Olego jest pod tym względem wyjątkowa. Wszystkie wielkie ruchy zwykle ponoszą tutaj klęskę. Tworzą wielkie instytucje, gubią się wśród papierów i coś umiera.

Nie unikamy tego jednak przy pomocy wysyłania nauczycieli dharmy do Rosji?

Lama Ole: Nie. Nasi ludzie są szczęśliwi bez papierów. Jeśli mają papier toaletowy, są przeszczęśliwi.
Tomek: Unikamy tego dzięki ogólnemu stylowi Olego i temu, że Ole tak bardzo podkreśla, jak istotny jest ten punkt.
Lama Ole: Trzeba być po prostu złym z natury (śmiech) .

Milarepa powiedział: „Rodzina i środowisko domowe są największą przeszkodą na drodze do oświecenia”. Czy mógłbyś to wyjaśnić?

Hannah: Nawyki. Czasami dobrze jest je przełamać. O to tu chodzi.
Lama Ole: Tak, jeśli pozwalamy, by schwytało nas jutro i wczoraj, obawy i oczekiwania, czy też po prostu spłacamy długi, życie szybko przemija. Z drugiej strony, ten cytat ma sens tylko wtedy, kiedy żyje się tak, jak Milarepa. Jeśli pracujemy dla pożytku innych jako człowiek świecki, cała sztuka polega na byciu w świecie, ale nie ze świata. Można powiedzieć, że żyjąc tak jak żyjemy, dajemy innym najwięcej wolności i najlepiej im pomagamy zmieniając świat i czyniąc go pożytecznym, nie pozwalając jednocześnie, by nas schwytał. Sposób w jaki obchodzimy się z energiami życia zależy od drogi, na której jesteśmy. Na drodze wyrzeczenia, jakiekolwiek zaangażowanie jest przeszkodą. Dla człowieka świeckiego jednak, życie jest jak wizyta w hotelu, w którym korzystamy ze wszystkiego dla pożytku innych i własnego, wiemy jednak, że nie będziemy mogli zabrać niczego ze sobą. Jest to równorzędny poziom praktyki i nie-przywiązania.
Hannah: Tak, ale zanim osiągniemy wyzwolenie, musimy najpierw zrozumieć, co się dookoła nas dzieje. To właśnie ma na myśli Milarepa. Jeśli zawsze przebywamy jedynie w środowisku rodzinnym, być może tego nie zauważymy. Dlatego dobrze jest czasami wyjść na zewnątrz i przyjrzeć się wszystkiemu. Potem można coś zrobić.
Lama Ole: Nawet jeśli jest się wolnym tak jak Milarepa, można nadal postanowić, że weźmie się udział w całej tej codziennej grze, ponieważ może to stanowić pożyteczny przykład dla innych. Chodzi więc o to, na jakiej jesteśmy drodze. Dla mnichów dobre jest nierobienie niczego w świecie. Dla ludzi świeckich pożyteczne jest bycie praktycznym i świadomość tego, że jest on snem. Jogini natomiast powinni obchodzić się ze wszystkim, co się pojawia tak, jak obchodzi się Budda. Mówimy tu o różnych ścieżkach, o różnych poziomach.

I jeszcze jeden cytat – pochodzi z nauk Guru Rinpocze dla Jeszie Tsogial: „Lepiej jest odbyć niebezpieczną podróż i uczyć się z napotkanych po drodze trudności, niż siedzieć długo w domu i medytować”. Zgodziłbyś się z tym?

Lama Ole: Cokolwiek cię aktywizuje – wszystko, co sprawia, iż widzisz świat – jest dobre.
Hannah: To jest indywidualne. Cokolwiek sprawia, że „zaskakujesz”.
Lama Ole: Jest to widoczne w historii. Jeśli nie było się Szawłem, nigdy nie będzie się Pawłem. Jeżeli nie było się bardzo złym, być może nie będzie się miało wystarczająco wiele siły, żeby być bardzo dobrym. Niektórzy ludzie posiadają tę świeżość i dodatkową energię, z która mogą i chcą pracować, która pragną przekształcić. Wspaniała dama, która otrzymała tę wskazówkę, na pewno mogła odnosić pożytek ze wszystkiego, również ze zmiany otoczenia. Z drugiej strony, mieliśmy w linii Kagyu jeden zdecydowanie dobry przykład – Gampopę. Jeden jedyny – wszyscy inni byli dzicy i szaleni. Gampopa jednak naprawdę był dobry i łagodny – to on zaczął budować organizację klasztorną. Dzicy są również nasi świeccy i jogiczni przyjaciele praktykujący dzisiaj Diamentową Drogę. Wszystko jest dobre, jeżeli reprezentujemy nauki posiadające głębokie znaczenie i inspirujemy ludzi, którzy są podobni do nas. Wtedy z pewnością odniosą oni pewien rodzaj pożytku.
Hannah: Nie jest tak ważne, co konkretnie sprawia, że zaczynamy działać – jeżeli prowadzi do takiego rezultatu, jest dobre.
Lama Ole: Jeśli mamy szansę usiąść i pomedytować, i nie jesteśmy potrzebni w jakimś innym miejscu, zróbmy to. Jeżeli istnieje potrzeba, byśmy zrobili gdzieś coś pożytecznego, właśnie to powinniśmy zrobić. Jeśli pracujemy z tym, co się pojawia, zewnętrzny, wewnętrzny i tajemny poziom spotykają się ze sobą i rzeczy nabierają znaczenia.

Podróżujesz więcej niż ktokolwiek inny, czy jest jakaś rzecz, którą zawsze zabierasz ze sobą?

Lama Ole: Zawsze mam ze sobą gau, ponieważ dzięki niemu błogosławieństwa, których udzielam, nie są odbierane jak coś osobistego. Gdybym błogosławił ludzi ręką, co także mógłbym robić, widzieliby w tym być może coś osobistego. Jeśli ich późniejsze medytacje byłyby dobre, lub jeśli inne rzeczy dobrze by im się udawały, pomyśleliby być może, że lama jest dobry. Jeżeli jednak medytowałoby im się źle albo doświadczyliby innych trudności, mogliby uznać, że spotkali złego lamę i utraciliby błogosławieństwo. Natomiast na gau nie mogą się rozzłościć. Dlatego nauczą się spoglądać do wewnątrz i odnajdywać przyczyny tego, co wydarza się w ich umyśle. Tak więc wszystko, co sprawia, że nasze zrozumienie jest w mniejszym stopniu skoncentrowane na „tobie” albo na „mnie”, jest bardzo dobre dla naszego rozwoju. Jest wyzwalające i rozwija w nas wiele dobrych właściwości. Co jeszcze wożę? Zwykle to ktoś inny – na przykład śliczna Marta z Monachium albo Caty – pakuje rzeczy moje i Hannah. Dlatego często sam się dziwię, co ochrona lotniska znajduje w moim bagażu, po prześwietleniu go promieniami Roentgena. Ostatnio w Berlinie musieliśmy przekazać po kontroli odprowadzającym nas przyjaciołom około dziewięciu ostrych przedmiotów. Do niedawna miałem również przepięknego, czteroramiennego Mahakalę. Ponieważ jednak pewna bardzo odważna i piękna dama z Ameryki Łacińskiej podarowała nam tak wiele – przede wszystkim w Warszawie – chciałem dać jej najlepszą rzecz, jaką miałem ze sobą. Był to rzeczywiście odpowiedni prezent. Nadal wożę jednak ze sobą dwuramienną, stojącą formę Mahakali, wszystkie przybory do pisania, solidny nóż i kilka praktycznych małych narzędzi.
Tomek: Ja mam tylko swój komputer.
Lama Ole: I notes pełen adresów pięknych pań (śmiech) .

Podróżując tak dużo obserwujesz na pewno, w jak wielkim stopniu decyzje polityczne mogą zmienić na lepsze lub na gorsze życie ludzi. Czy próbujesz przekazywać swoją wiedzę i zrozumienie tych spraw swoim uczniom?

Lama Ole: Jestem zszokowany moralną słabością i instynktem stadnym polityków – tym, jak szybko zapominają o tym, że mają reprezentować swych wyborców. Chociaż mieszkańcy Europy są zdecydowanie przeciwni przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej, politycy urządzają sobie nawzajem tak skuteczne pranie mózgów, że w końcu nikt nie ma wystarczającej ilości odwagi, by wykonywać pracę, do której zostali wybrani. Prawie żaden z nich nie ma życiowego doświadczenia, nie wiedzą również, iż islam pozwala na ucisk i bicie kobiet, nie zdają sobie również sprawy, co się dzieje w muzułmańskich gettach. To, że poparli amerykańskie dążenia do osłabienia Europy, a teraz dają Turcji szansę na przyjęcie do Unii, było głupie, dziecinne i całkowicie zaślepione. Politycy ci powinni sami zamieszkać w sąsiedztwie Turków i innych muzułmanów, zamiast zwalać cały wysiłek kontaktu z nimi na swoich pracowników, którzy i tak już ich znają. Wówczas myśleliby inaczej.

To, co teraz powiedziałeś to dobry przykład, wspominasz o tym również często w swoich wykładach. Jak to się ma do życzenia XVI Karmapy: „Żadnej polityki w moich ośrodkach! ”?

Lama Ole: Nikt nie zajmuje się żadną działalnością polityczną w ośrodkach ani z ośrodków. Jeżeli ludzie zajmują stanowisko polityczne, robią to jako demokraci i humaniści, nie jako buddyści. Jeśli ktokolwiek chce zajmować się działalnością polityczną, musi zrezygnować z zajmowania jakiejkolwiek pozycji w naszych ośrodkach, dopóki jest w nią zaangażowany. Traktujemy poważnie wskazówkę Karmapy.

Budda powiedział, że buddyzm zaniknie w Azji mniej więcej w obecnych czasach. Czy buddyzm Diamentowej Drogi ma wobec tego szansę na przetrwanie w Azji, wbrew przepowiedni Buddy?

Lama Ole: Sytuacja w Azji jest trudna, ale wrócimy tam. Im więcej przeszkód pojawia się w umysłach i życiu ludzi, tym bardziej będą oni otwarci na buddyzm Diamentowej Drogi i na nauczenie się z niego czegoś.
Hannah: Można porównać go do płomienia. Im jest ciemniej, tym silniejsze jest jego światło.
Lama Ole: Tak, to tak, jak z płonącą zapałką.
Hannah: Metody Diamentowej Drogi są właśnie jak ten płomień, który świeci tym silniej, im ciemniej się robi. Wadżrajana potrafi przetrwać w trudnych warunkach. Jeśli potrzebujesz więcej czasu, potrzebujesz łatwiejszych warunków.
Lama Ole: Mówi się także, że jeśli chce się praktykować therawadę, uczucia nie są tak istotne. Lepiej jest mieć niewiele uczuć, posiadać niewiele przywiązań, doświadczać niewielu przeszkód. Chcąc praktykować mahajanę, Wielką Drogę, trzeba rozwinąć dużo współczucia i mądrości, a jeśli pragnie się praktykować Diamentową Drogę potrzebne są olbrzymie ilości uczuć. To one stanowią surowiec, z którego wyłoni się szybkie oświecenie.
Hannah: W naprawdę trudnych czasach jedyną możliwą do zastosowania metodą jest wadżrajana.
Lama Ole: Tak, właśnie o to chodzi.
Hannah: Jeśli nie ma ani wystarczającej ilości czasu, ani dogodnych warunków, metody muszą być wyjątkowo silne. Albo się uda, albo nie.

Nadal powinniśmy więc wkładać wysiłek w rozwój buddyzmu w Azji?

Hannah: Oczywiście.
Lama Ole: Tak, również dlatego, że przywrócimy im buddyzm, wróci on do Azji z Europy. Praca nad tym jest przez cały czas pożyteczna.
Hannah: Szczególnie teraz.
Lama Ole: Podczas, gdy na przestrzeni ostatnich dwóch i pół tysiąca laty Wschód stał się tak rytualistyczny, iż utracił kontakt z życiem ludzi, my na Zachodzie jesteśmy nowymi miotłami – zamiatamy naprawdę skutecznie. Najprędzej jak to tylko będzie możliwe, przywrócimy nauki Azji w nowoczesnej i bezpośredniej formie, dzięki czemu można je tam będzie naprawdę praktykować, a nie tylko w nie wierzyć. Otrzymaliśmy je ze Wschodu 30 lat temu i teraz oddamy je z powrotem w bardzo pożytecznej, zrozumiałej formie. Będzie ona odpowiadała zarówno odkryciom nauki, jak też nowoczesnemu stylowi życia.

Na czym polega zasadnicza różnica pomiędzy ludźmi Zachodu i Azjatami? Czy możemy się czegoś od nich nauczyć?

Lama Ole: Nie sadzę, żebyśmy mogli się wiele nauczyć od mieszkańców Afryki, ale w Azji istnieją stare i niesamowite kultury.
Hannah: Główną właściwością, którą posiada Azja, jest mniejsza ilość ego.
Lama Ole: W Azji?
Hannah: Tak. To główny punkt.
Lama Ole: Tak, Azjaci są bardziej tradycyjni i bardziej zorientowani na działania grupowe. Podczas gdy Zachód – i mężczyźni – używa lewego płata czołowego mózgu, który pracuje ze szczegółami, Azjaci – i ogólnie kobiety – używają prawego płata, pracującego z całościami. To właśnie jest ważne miejsce, gdzie kontynenty mogą się spotkać. Oni potrzebują nas, by poznać nowe idee, wynalazki i eksperymenty, a my potrzebujemy ich, by rzeczy funkcjonowały i stały się pełne, kompletne. Możemy na takiej wymianie bardzo wiele skorzystać.
Hannah: Azjaci są bardziej elastyczni i mają mniejsze ego.
Lama Ole: Dopóki nie jest to islam, lecz humanistyczna azjatycka kultura, zdrowa wymiana jest możliwa.

Jak powinniśmy rozumieć tradycyjne tańce lamów, które coraz częściej widzimy również na Zachodzie?

Lama Ole: Obróbcie kieszenie widzom podziwiającym te tańce, którzy stoją najbliżej was (śmiech) .
Hannah: Są to zręczne środki, pochodzące od Guru Rinpocze, podobnie jak wiele innych tantrycznych metod. W rzeczywistości środki Diamentowej Drogi wykraczają poza logikę. Trzeba je zaakceptować jako zręczne narzędzia, w przeciwnym wypadku nie można z nich korzystać. Pracują one na innym poziomie.
Lama Ole: Miło byłoby jednak, gdyby mogły zostać zrozumiane. Myślę, że można je urzeczywistnić jako naturalne wyrażenie się oświeconych pól energii. Sadzę, że jeśli ktoś rzeczywiście zbadałby zewnętrzne ruchy ciała oraz przepływy energii wewnątrz niego, w powiązaniu z ponad-osobistymi mądrościami i uczuciami wyrażanymi w tańcu, stałoby się jasne,że wszystkie poziomy są tutaj ze sobą zsynchronizowane, że wszystko pasuje. Mogą również zachodzić miedzy nimi dalsze związki z energiami wszechświata, jak naucza tego tantra „Koła Czasu” (skt. Kalaczakra, tyb. Dun-Kor) .
Hannah: Nie są niczym konceptualnym.
Lama Ole: Są czymś możliwym do doświadczenia. Wydarzają się! Są ludzie, którzy dużo medytują i widzą, jak pola mocy kondensują się z przestrzeni. Sami widzieliśmy wiele sposobów przejawiania się tego zjawiska. Na przykład istnieje szczególny strażnik klasztoru Tsurpu w Tybecie, i całej tamtejszej doliny, o imieniu Szincziong. Widziałem go zimą 1986 roku, podczas pierwszej nocy, kiedy byliśmy tam z Hannah. Obudziłem się w nocy i spojrzałem prosto w jego twarz, podobną do pyska czarnego psa. Przez cały następny dzień towarzyszył nam taki właśnie pies. Nie chciał odejść. Na filmie wideo, który wtedy nakręciliśmy, możecie zobaczyć, jak przygotowuję sznureczki ochronne, okrążając różne pobłogosławione miejsca – pies nie odstępował nas ani na krok. Zadziałał związek Kiedyś Tenga Rinpocze dał w Kopenhadze jednemu z naszych angielskich przyjaciół tę inicjację. Powiedział przy tym, że jeśli ów przekaz zadziała, osoba która go przyjęła spotka człowieka w czarnym kapeluszu i otrzyma od niego trójkątny kamień. Wkrótce potem nasi przyjaciele, którzy dostali inicjację, spotkali mężczyznę z czarnym psem, w czarnym kapeluszu i czarnym płaszczu, który dał im trójkątny kamień. Wydarzyło się to na duńskim wybrzeżu, z którego widać Szwecję.
Hannah: To właśnie miałam na myśli mówiąc, że te rzeczy nie są logiczne (śmiech) .
Lama Ole: Nie są całkowicie logiczne (śmiech) .

Dziękujemy bardzo za wywiad.

Lama Ole: My też dziękujemy. Zawsze, jeśli możemy naruszyć moralność publiczną, z przyjemnością staramy się być pożyteczni. W ten sposób pewnego dnia oboje z Hannah nie będziemy już najgorszymi ludźmi, jakich znacie. W rzeczywistości, powiem wam w tajemnicy, najgorszy już jest Tomek. Zdecydowanie on.
Tomek: Dziękuję Ole, to było bardzo interesujące
Lama Ole: Widzieliście, co Tomek już spożył dzisiejszego ranka? (Ole wskazał na trzy puste butelki po sake).

Opracowanie: Ifka Kloch i Gosia Ziębińska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Możemy bardzo dużo się od siebie nauczyć - Lama Ole Nydahl, Hannah Nydahl, Tomek Lehnert | Przemówienie XVII Karmapy Taje Dordże - XVII Karmapa Taje Dordże | Karmapa i cuda - Dzigme Rinpocze | Cytat - Milarepa | Nyndro - Praktyki podstawowe - Szamar Rinpocze | Rdzeń nauk Wielkiej Doskonałości - Dilgo Czientse Rinpocze | Świat jest po prostu światem spełniajacym życzenia. - Lama Ole Nydahl | Cytaty Karmapów | 8 świadomości, 5 mądrości - Gjatrul Rinpocze | Zrozumieć podstawowe nauki - Szangpa Rinpocze | Budda i miłość - Lama Ole Nydahl | Kobiety - Lama Ole Nydahl | Męskie i żeńskie Lena Leontiewa - Lena Leontiewa | Gdziekolwiek jesteśmy powinniśmy być użyteczni - Zsuzsa Kozsegi | 90 kilo, długi płaszcz i pistolet pod pachą | 8 linii przekazu w Tybecie. Część II. - Detlev Göbel | Cywilizacja buddyjska w starożytnych Indiach | Karmapa w Europie - Mira Starobrzańska | Forma i Pustka. Od buddyzmu do nauki i z powrotem. | Droga przez Rumunię - Michael Warner, Ewelina Hebda, Mira Starobrzańska | Peru. Kurs mahamudry - styczeń 2005 - Ken Kelley & Magda Lipińska | Kagyu Institute of Buddhist Studies Kirtipur, Nepal - Artur Przybysławski | Projekt Hala Stupa House | Co nowego w Kucharach? - Leszek Misiek Nadolski & Team | Oslo Buddyzm w Norwegii - Maja & Smoła | Zagórzany. Nowe miejsce dharmy - Mira Starobrzańska i Paweł Ziorko | Zakopane - Żwirek | Rzeszów - Paweł Meder | New article |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: