DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 38 -> Buddyzm i moje myślenie zlały się w jedno

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Buddyzm i moje myślenie zlały się w jedno

Żwirek rozmawia z Marcinkiem Barańskim
_________

Rozmawialiśmy w Stupa House w czerwcu 2005 r.


Jak pierwszy raz trafiłeś do ośrodka to miałeś afro na głowie i dziwne obcisłe spodnie...

Marcinek: Tak, takie fioletowe kolarki...

Jak to się stało, że się tam pojawiłeś?

Marcinek: To taka trochę zabawna historia. Zaczęła się tak, że poszedłem na wykład Olego i zaraz po tym wykładzie stwierdziłem, że chcę szybko spróbować – ale zajęło to rok czasu! W książce, którą kupiłem nie było adresu warszawskiego ośrodka, był tylko adres kucharski... Musiałem więc napisać do Kuchar – Wojtek mi coś tam odpisał, potem ja jemu coś tam napisałem i w końcu zadzwoniłem... po roku dowiedziałem się, że ośrodek jest na Zielonej. Patrzę na mapę a ta Zielona to jest, kurde, dziesięć minut od mojego domu! Przez cały ten rok miałem 10 minut do ośrodka.

Dlaczego chciałeś od razu po wykładzie przyjść do ośrodka?

Marcinek: Bo cała zabawa polegała na tym, że ja niczego wcześniej nie szukałem no i po tym wykładzie to byłem w intelektualnym szoku... (Marcinek kręci głową z niedowierzaniem) no i poszedłem na ten wykład nic o buddyzmie nie wiedząc. A szok polegał na tym, że z jednej strony wszystko było oczywiste – a z drugiej – totalnie nowe i porywające. Wtedy kupiłem książkę z kucharskim adresem... To była książka o nyndro i w rezultacie od samego początku było dla mnie rzeczą oczywistą, że do ośrodka przychodzi się po to, by praktykować nyndro. Jakoś od razu pomyślałem, że w ogóle nie ma takiej opcji, żeby tego nie spróbować. No i korzyści są wręcz niewyobrażalne.

A jakie miałeś wrażenia z pierwszego spotkania z lamą Ole?

Marcinek: Wiesz co... wydawał mi się stary. Później, na studiach po przeczytaniu książki, mówię do mojego wykładowcy z filozofii, że Ole to taki gościu koło siedemdziesiątki, ale dobrze się trzyma, zdrowo... (śmiech) a tamten mi odpowiada, że Ole ma piećdziesiątke! A tak naprawdę to głównie zafascynowało mnie to co wtedy Ole mówił. Cała ta historia z oddaniem dla lamy włączyła się w którymś momencie i, nawet nie wiem kiedy, bo nie pamiętam takiego momentu, żeby to był taki moment! (śmiech) Jeżeli chodzi o przełączenie się z konsumownia wiedzy o dharmie na nauczyciela to też nie mam pojęcia kiedy się to przełączyło. Może to było od początku... W każdym razie nie pojawiły się żadne tęcze, kwiaty nie spadały... (śmiech) Ale doskonale pamiętam moment jak Ole spojrzał mi w oczy.

Jak wtedy wyglądała sanga na Zielonej?

Marcinek: W 1993 roku? Była malutka. To było zaraz po rozpadzie, była zupełna świeżyzna, jedyną osobą, która dziś się pojawia jest Mira, może ktoś jeszcze... Oleszka wtedy nie było bo pojechał na Krym z Lamą Ole i pojawił się z pewnym opóźnieniem, po jakichś 2 miesiącach. Było przyjemnie i tyle. Ja w ogóle nie miałem jakichś wymagań w stosunku do sangi. Wiesz, nawet miałem taki pomysł, że gdyby tam były baby spod kościoła, to i tak będę tam chodził bo cel jest inny. Ale nie było tam tych bab spod kościoła.... (W oczach Marcinka widać rozczarownie). Pamiętam taki moment, dla mnie to było zachwycające, że niedługo po tym jak zacząłem na Zieloną chodzić to po medytacji zostaliśmy kiedyś: Kiewicz, i ten... lekarz...

Tomek?

Marcinek: Tomek! I zostaliśmy wtedy we trzech i Kiewicz mówi: zrzućmy się, zrobimy sobie grzane winko i tak sobie posiedzimy. Byłem wtedy w szoku, ja pierdzielę! Nie dość, że super sprawa ten buddyzm to jeszcze, kurde, fajni ludzie, normalni... I ten zachwyt się jeszcze bardziej rozkręcał – wciąż byłem w szoku – patrzyłem na Oleszka, na wszystkich, którzy byli dla mnie jacyś bardzo fajni i ten zachwyt towarzyszy mi właściwie do dzisiaj. Mam szczęście!

Jak myślisz jak się zmienił buddyzm od tego 1993 roku...?

Marcinek: To co dziś wydaje mi się dziwne, to ja wtedy łykałem, bo wtedy wszystko wydawało mi się super. Wtedy robiło się pudże, wtedy było dużo więcej takiego gadżeciarstwa, i był tam taki zapaszek Tybetu, śmieszny – bo nie pasujący... wszyscy mieli te kilogramy sznureczków na szyjach. Nie tak jak teraz na ręku... Wiesz ja zawsze byłem porządny i sobie te sznureczki wiązałem w jeden (śmiech) nie chciałem się obwieszać jak choinka. To potem pod koszulką tak dziwnie wyglądało... (Marcinek pokazuje swoją nieskazitelną koszulkę)

A jak zostałeś nauczycielem?

Marcinek: Przez przypadek.

Coś to zmieniło w twoim życiu?

Marcinek: Wiesz, zauważam czasami jakieś takie... (Marcinek patrzy tajemniczo w sufit) Nie wiem... z punktu widzenia własnego rozwoju, to niewątpliwie jest to ogromny prezent, którego nie da się z niczym porównać. Jeżeli chodzi o to, jak to działa na innych to nie wiem... po prostu staram się robić najlepsze co potrafię. Nie oceniam czy to jakoś działa, czy nie.

Każdy weekend spędzasz w trasie z wykładami – jeździsz do miejsc nie odwiedzanych przez innych nauczycieli. Jak tam jest?

Marcinek: Wiesz, to jest bardzo, bardzo różnie: to są czasami bardzo smutne miejsca, czasami mniej smutne miejsca i trzeba naprawdę ładować w te historie super dobrą energię. Ale są też takie, gdzie to ty dostajesz – po prostu przyjeżdżasz w jakieś miejsce i myślisz – ale super, przyjeżdżasz do jakiejś dziury a tam jest, kurde, Paryż! Oczywiście mówię o ludziach. To bardzo mnie kręci, ale jakiejś średniej socjologicznej to nie potrafię wyciągnąć...

Warszawska sanga? Różni się jakoś?

Marcinek: Oczywiście, ale pamietaj, że może 10% Warszawiaków to Warszawiacy, którzy się tu urodzili... reszta to reprezentacja całej Polski, która była na tyle bezczelna, albo na tyle pazerna, albo na tyle właśnie wyluzowana, że nie posiadała przywiązania do miejsca, skądś tam przyjechała i zdecydowała się rzucić w ten szalony wir...

A jak się to przekłada na sangę?

Marcinek: Warszawska sanga jest bardziej rzeczowa, bardziej zdystansowana do rzeczywistości bo nie ma w niej takich bliskich rodzinnych więzi... oczywiście to wcale nie jest minus! Ludzie w innych miejscach mają więcej czasu dla siebie, a my, Warszawiacy – spędzamy czas ze sobą w biegu – próbując się oderwać od jednej rzeczy i nie wchodząc jeszcze w następną – próbujemy spędzić ze sobą trochę czasu. Poza Warszawą ludzie mają dla siebie więcej czasu, jest przestrzeń na to by być grupą... Ale najfajniejsze jest to, że to też nie jest wada, bo nie wszyscy chcą od razu tonąć w miłosnych uściskch sangowiczów i wielu odpowiada fakt, że nie robi się tutaj jakiejś wielkiej afery z ich przyjścia, że są traktowani normalnie, że mogą robić to, co chcą, mogą się wszystkiemu przyglądać i nikt im nie wciska żadnych kitów.

Stupa House w twoim życiu?

Marcinek: Żwirku to jest wszystko! Nie da się tego opisać, jak ogromnym prezentem jest to, co tutaj się wydarza. To jedna z tych rzeczy, które najtrudniej wyrazić słowami... jest to dla mnie centrum wszechświata – punkt, od którego wszystko się zaczyna – i do którego wszystko wraca. Wiesz, ja nigdy nie miałem ochoty wyjechać z Polski, z Warszawy – bo jest to dla mnie najbardziej fantastyczne miejsce na świecie! Stupa House jest tego wszystkiego esencją. Po prostu.

A jak widzisz rozwój Stupa House, kupno hali?

Marcinek: Jeżeli chcemy jakichkolwiek interakcji ze światem, to po to będzie to miejsce. Tutaj właśnie rzeczy będą się tak wydarzały, jak chcemy żeby się wydarzały. I to wszystko będzie się tutaj zaczynać... Jestem zachwycony szkołami, które do nas przychodzą na lekcje o buddyzmie! Ostatnio było na wykładzie chyba z 60 dzieciaków ze szkoły, ktoś z sangi był również i powiedział, że np. w Krakowie, jest to nie do pomyślenia, że jest odbierane jako jakieś misjonowanie. A te dzieciaki przychodzą, mają po jakieś 16 lat, i czasami zadają lepsze pytania niż na publicznych wykładach. Tam czasem pojawiają się jacyś pokręceni ludzie. A te dzieciaki są totalnie normalne. Przyjmują wszystko w sposób naturalny, chwytają w lot, zadają sensowne pytania... zawsze jak zaczynam taki wykład, zaczynam od prostych, podstawowych spraw i zawsze kończymy na filozofii. To strasznie inspirujące...

Co zmieniło praktykowanie buddyzmu w twoim życiu?

Marcinek: Nie wiem – musiałbym drugi raz żyć. (Marcinek patrzy długo w stół). To są takie strzały, że po prostu cieszysz się z tego, że robisz coś inaczej niż dawniej byś zrobił... ale to są tylko strzały, ja ich nie kolekcjonuję.

Nie jesteś sentymentalny...

Marcinek: Raczej nie. Moim ulubionym cytatem jest cytat Milarepy: „umrzeć bez żalu oto moja jedyna religia”. Dla mnie buddyzm i ta maksyma to jest dokładnie to samo. Czasem jak patrzę na siebie – to myślę, że jestem taki sam jak byłem. Nie wiem (śmiech). Najlepiej zapytać innych – jak ktoś cię nie widział pięć lat to ci powie (śmiech). Nie jesteś w stanie sam ocenić, żyjesz tak jakby się nic nie zmieniło.

Następne dwadzieścia lat buddyzmu?

Marcinek: Nie wiem, nie myślę o tym. Mamy w sandze tylu ludzi, którzy mają różne wizje... Ja chciałbym, żeby ludzie w szkołach mogli się więcej dowiedzieć o buddyzmie – normalnych, podstawowych rzeczy, tak jak o matematyce czy o Leonardzie da Vinci. Zwykłej prawdy o budddyzmie, a nie jakichś bzdur od buddologów. I niech sobie o tym myślą co chcą, ale niech wiedzą, że coś takiego jest. Ponieważ dla mnie zdrowy rozsądek, buddyzm i moje własne myślenie zlały się w jedno...

Dzięki! Zawsze chciałem z tobą porozmawiać, a nigdy nie było czasu... jak to w Warszawie.

(Marcinek szybko wychodzi szukając kluczyków, odpisując na smsy i próbując znaleźć swoje USB, które gdzieś zostawił).

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

O Medytacji Karmapy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Wszyscy pragną pokoju - XVII Karmapa Taje Dordże | Prawda absolutna i relatywna - Wywiad z Lamą Ole | Pieśń Wadżry - XVI Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Karma nie jest żadną wielką sprawą - Dzigme Rinpocze | Ponadosobiste właściwości umysłu - Lama Ole Nydahl | Tsema - Postrzeganie zmysłowe - Gyatrul Rinpocze | Medytacja - Karola Schneider | Cytat - Gendyn Rinpocze | 8 linii przekazu w Tybecie - Detlev Göbel | Faza budowania i spełniająca w praktyce jidama - Szangpa Rinpocze | To jest zupełnie niesamowite - Tomek Lehnert | Zrodzony z lotosu - Ulla Unger | Buddyzm i moje myślenie zlały się w jedno - Żwirek rozmawia z Marcinkiem Barańskim | Cywilizacja buddyjska w starożytnej Azji - Rafal Kowalczyk | Rumtek się zbliża - Michael Den Hoet | Szamar Rinpocze w sprawie komentarzy Dalajlamy | Umysł jako nieograniczona przestrzeń - Sergiej Novozhilov | Buddyzm i gospodarka rynkowa - Sabine König | Gafa-kagyu i inne straszliwe historie ze wschodu - Artur Przybysławski | Projekt Hala Stupa House | Ośrodek Europejski na finiszu | 10 lat buddyzmu Diamentowej Drogi w Czechach - Mira Starobrzańska | Glasgow - Ewelina Hebda, Jarek Gajdamowicz | Jasna Góra zdobyta - Antoni Gralak | Bieszczady - BuddGroupBieszczady | International Institute for Buddhist Studies - Buddyjska uczelnia w Karma Guen - Maria "Bundesmarija" Przyjemska |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: