DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 37 -> Lama jest mądrzejszy od nas

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Lama jest mądrzejszy od nas

Wojtek Tracewski
_________

Pytania i odpowiedzi. Warszawa, 28 grudnia 2004 roku.


Mówisz dużo o właściwościach lamy Ole. Czy nie jest tak, że nie należy publicznie wychwalać doskonałych właściwości swojego lamy? Przecież można się spotkać z kimś, kto ma zupełnie innego nauczyciela i w ten sposób tę osobę urazić – ten ktoś może pomyśleć, że jego lama jest gorszy.

Wojtek: Jeżeli jego lama jest gorszy, to ten „ktoś” sam jest sobie winien.

Nie chciałem przez to powiedzieć, że jakiś lama jest lepszy lub gorszy tylko, że nie należy wychwalać właściwości swojego lamy publicznie.

Wojtek: Wychwalanie ich w samotności byłoby trochę bez sensu, prawda? I poważnie: oczywiście pod pewnym względem masz rację. Gdybym, na przykład, pojechał na kurs Situ Rinpocze i chodził tam od namiotu do namiotu, uświadamiając przybyłym, jak wspaniałe właściwości bodhisattwy posiada Lama Ole, to może mogłoby to być niewłaściwe. Nie tylko dlatego, że zadawałbym głębokie cierpienie wszystkim praktykującym w owej szczególnej mandali, ale przede wszystkim dlatego, że zachowałbym się nieelegancko w stosunku do mojego nauczyciela, mówiąc o jego właściwościach w towarzystwie, które nie jest wystarczająco dobre. Wspominam tu o właściwościach Lamy Ole, ponieważ są oczywiste i ponieważ jesteśmy w jego ośrodku. Myślę, że to w porządku – że będąc w jakimś miejscu mówi się i myśli dobrze o jego gospodarzu. To jest pierwsza rzecz. Po drugie, jeśli mówię o dobrych właściwościach Olego, mówię to z konkretną motywacją. Próbuję w ten sposób wyjaśnić pewne aspekty dharmy. Staram się pokazać, na czym polega rozwój, co stanowi różnicę pomiędzy pomieszaniem a oświeceniem, jak potrafi działać ktoś, kto ma współczucie, a jak skutecznie nie potrafi zrobić nic znaczącego w życiu ktoś, kto go nie ma itd. Wreszcie, mówię o tym dlatego, iż rzeczywista praktyka Diamentowej Drogi w ogóle nie istnieje bez związku z nauczycielem, opartego na oddaniu i zaufaniu. To powinno być dla nas zupełnie jasne, inaczej tracimy czas – swój i, co gorsze, cudzy. Krótko mówiąc, wszystko jest chyba jednak w porządku. Zauważ, że nie mówię o swoich dobrych właściwościach. Być może głównie dlatego, że ich nie mam (śmiech). Ponieważ jednak wiemy, że nasz lama ma dużo dobrych właściwości, mówienie o nich jest w pewien sposób prawdziwe i oczywiste. Nie widzę powodu dlaczego mielibyśmy tego unikać. Poza tym i tak nie mówię o wszystkich jego waciwościach, bo na pewno sam nie zdaję sobie z niektórych z nich sprawy, podobnie jak większość z nas.

Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś mojego pytania.

Wojtek:Dobrze, spróbujmy jeszcze raz.

Chodzi mi o to, że wychwalanie czyichś właściwości jest sprawą tak osobistą, że mówienie o tym publicznie jest nie na miejscu. Przynajmniej ja mam taki pogląd, może jest błędny.

Wojtek: Tak, tutaj rzeczywiście masz rację. Do buddyjskiej praktyki potrzebna jest pewna ilość przejrzystości – świadomość tego, jak ona przebiega. Powinniśmy wiedzieć, że nasza ścieżka składa się z drogi metod (czyli medytacji formalnych, takich jak praktyki z użyciem form medytacyjnych, mantr i wizualizacji), drogi wglądu (chodzi tutaj o medytację szine, czyli uspokojenia umysłu i medytację lagtong, czyli wglądu w naturę umysłu) oraz drogi identyfikacji z lamą. Jak na pewno sami wiecie, bardzo trudno jest ostatnio obserwować właściwości nauczyciela, bardzo trudno jest spędzać z nim czas, ponieważ podróże są drogie, a lama przez cały czas podróżuje, nas są tysiące, a nauczyciel jest tylko jeden itd. Jeżeli chcemy iść ścieżką identyfikacji (a powinniśmy chcieć, bo dzięki temu będziemy się szybko rozwijać), to musimy w jakiś sposób otrzymać chociażby trochę informacji, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego mówienie o właściwościach lamy jest nie tylko dozwolone – jest nawet pożyteczne. Z drugiej strony, opowiadając o Ole, nie mówię przecież o osobie, tylko o właściwościach, które każdy z nas posiada. Żeby skutecznie praktykować Diamentową Drogę, trzeba być w stanie to zrozumieć. Inaczej mówiąc, lama to nie osoba, a wadżrajana nie jest najłatwiejszą drogą buddyzmu, chociaż na pewno najszybszą i najbardziej zabawną. Opowiadam o właściwościach Olego, dlatego że kiedy trafiłem na jego wykład, był to jednocześnie jego pierwszy wykład w Warszawie. Przez dwa dni słuchaliśmy lamy w dziesięć czy piętnaście osób, nocowaliśmy w tym samym mieszkaniu itd. Bardzo dużo się wtedy mogliśmy nauczyć o tym, jak ktoś całkowicie wolny działa, jak funkcjonuje w jego życiu oświecenie, o którym opowiada na wykładach. Potem, podobnie jak i wielu innych, podróżowałem często z Ole po Rosji w czasach, kiedy nie isniała tam jeszcze większość naszych obecnych ośrodków, wszystko było tanie, miałem dużo czasu itd. Opowiadam o jego właściwościach po to, żeby jak najwięcej z nas mogło je teraz u niego zobaczyć i dzięki temu urzeczywistnić w strumieniu własnego umysłu, dopóki przez najbliższe sto osiem lat mamy jeszcze na to szansę. Rozumiesz? Nie zawsze potrafimy dostrzec, jak naprawdę daleko na swojej ścieżce zaszedł nauczyciel, w niektórych przypadkach jest to nawet bardzo trudne – głównie z powodu naszego pomieszania, tak bujnie porastającego bagno samsary. I jeszcze raz: nie opowiadam o właściwościach Olego po to, żeby zrobić przykrość wszystkim tym, którzy ich nie posiadają, tylko żeby zainspirować wszystkich tych, którzy chcą je w sobie odkryć. Rozumiesz?

Czy metody Guru Jogi są najodpowiedniejsze dla wszystkich? Jeżeli ta praktyka jest tak skuteczna, to do czego potrzebne są wszystkie inne medytacje? Po co cała reszta metod skoro najlepsza jest Guru Joga?

Wojtek: W rzeczywistości nie ma innych metod – wszystkie medytacje, które wykonujemy, są pewnymi formami Guru Jogi, ponieważ każdy jidam jest wyrażeniem się określonego aspektu umysłu nauczyciela. Guru Joga to bardzo szeroki termin. Najwyższą Guru Jogą, esencją całej naszej ścieżki, jest praktyka spoczywania w jedności z umysłem lamy. Guru Joga to nie tylko medytacja Trzech Świateł, to cała wszechstronna ścieżka praktyki dla kogoś, kto stosuje metody Diamentowej Drogi, szczególnie jeśli robi to zgodnie z przekazem Kagyu. I teraz dla rozluźnienia drobne pytanie retoryczne: Kto tę Guru Jogę potrafi praktykować? Nie widzę lasu rąk. Sam też swojej nie podnoszę, bo również tego nie potrafię. Nie jestem w stanie w tej chwili spocząć w jedności z umysłem lamy. Dlaczego mi się to nie udaje? To proste – jestem przede wszystkim za głupi, ale również za bardzo zazdrosny, nieopanowany, dumny i przywiązany. Innymi słowy za bardzo jestem „sobą”, a za mało lamą. Dla mnie skok z poziomu identyfikacji z ego, które jest kolekcją wszystkich słabości mojego umysłu, na poziom identyfikacji z umysłem lamy, który jest nagromadzeniem wszystkich mocy umysłu, jest zbyt trudny. Czyli najwyższa Guru Joga w moim przypadku nie jest na razie możliwa. Dlatego staram się medytować na Trzy Światła, czasem na VIII Karmapę, robić coś z przeszkadzającymi uczuciami, podróżować, tłumaczyć książki, nawet odpowiadać na pytania – próbuję krok po kroku robić coś pożytecznego, żeby ten przerażający i żałosny stan rzeczy kiedyś jednak się zmienił (śmiech). Powinniśmy zrozumieć, że podejście „albo-albo” nie jest tutaj skuteczne – twierdzę pomieszania i zwyczajności trzeba atakować przez cały czas, ze wszystkich stron. Krótko mówiąc, wykonujemy wszystkie praktyki tak, jak naucza ich nauczyciel. Oczywiście wtedy, jeżeli zależy nam również na tym, żeby przyniosły rezultaty – jeżeli nam na tym nie zależy, możemy praktykować tak, jak sobie to sami wymyślimy.

Czy wyodrębnianie Guru Jogi jako osobnej ścieżki ma sens, skoro w praktykach jidama też się utożsamiamy z nauczycielem?

Wojtek: Tak, oczywiście. Jak już mówiłem poprzednio, guru to nie tylko esencja, lecz również sposoby na jakie ta esencja się wyraża – lama to również właściwości lamy. Nie „albo właściwości, albo esencja”, tylko „i właściwości i esencja”. I jeszcze jedna ważna rzecz: szczerze mówiąc, jeżeli robienie czegoś przynosi dobre rezultaty, nigdy nie widzę powodu, żeby tego czegoś nie robić. Inaczej mówiąc, jeśli chcemy czegoś nie robić, albo robić coś inaczej, musi być ku temu jakiś przekonujący powód. Inaczej tym powodem będzie znowu nasze pomieszanie albo lenistwo, jak to zdarzało się już nieskończoną ilość razy od nie mającego początku czasu w samsarze. Jeśli do naszej praktyki wkradnie się zbyt duża ilość koncepcji, poglądów i opinii nie popartych naszymi prawdziwymi doświadczeniami i odczuwaniem błogosławieństwa i jedności z lamą, istnieje ryzyko, że nie będzie to praktyka Diamentowej Drogi i jako taka nie będzie prowadziła do przekonujących rezultatów.

Guru Joga jest nauczana jako osobna ścieżka, jako droga medytacji, identyfikacji i pełnego stopienia się z lamą dlatego, że angażuje cały nasz ludzki potencjał – w tym również bardzo silne energie i uczucia, jak choćby zdolność do zakochania się. Między innymi dlatego powoduje szybkie osiągnięcia. To wcale nie oznacza, że wszyscy powinni tę metodę praktykować. Po pierwsze dlatego, że każdy wybiera tę metodę, którą chce, bo jesteśmy wolnymi ludźmi i niezależnie dokonujemy naszych wyborów, zasiewając w ten sposób niezależnie i demokratycznie albo nasiona własnego przyszłego rozwoju, albo... braku rozwoju. Po drugie, nie wszyscy mają potencjał do pracy z Guru Jogą, do pracy z identyfikacją – istnieją osoby, które wolą raczej pracować z rzeczami w sposób intelektualny i pojęciowy niż w sposób całkowity. Niektórzy ludzie nie chcą praktykować medytacji na nauczyciela i chwała im za to, gdyż jest to znacznie lepsze nie tylko dla nich, ale również dla ich otoczenia i samych metod. Dlaczego nie chcą? Dlatego, że mają inny charakter. Nie są ludźmi uwielbiającymi otwieranie się na innych, silne emocje i temu podobne dziwactwa. Mają umysł, który woli raczej bezpiecznie uczyć się poprzez terminy, pojęcia, wiedzę, informację itd. Ci pierwsi powinni w sposób całkowity i pełny iść ścieżką Guru Jogi – dla nich ważna będzie wskazówka, że medytacja ta jest najwyższą ze wszystkich medytacji. Natomiast inne osoby, które nie czują się zbyt komfortowo w sytuacji, w której muszą się otworzyć przed jakimś „obcym człowiekiem”, czy to będzie to Karmapa, Lama Ole czy ktokolwiek inny, nie powinny tego praktykować. Tak samo jak ktoś, kto nie lubi golonki i piwa, nie powinien się za nie zabierać – może zjeść musli i napić się ziołowej herbaty. To jest po prostu kwestia naszego osobistego wyboru. Nie ma powodu, żebyśmy wszyscy wskakiwali do jednego worka i praktykowali te same metody, jeżeli nas to nie „kręci”. Jeżeli chcemy stosować metody Kagyu w pełny sposób, to idziemy ścieżką Guru Jogi w obszarze formalnej i nieformalnej medytacji, ponieważ to sprowadzi najszybsze rezultaty. Czas jest tu o tyle ważny, że starzejemy się już od urodzenia i w końcu w rezultacie tego trudnego procesu na pewno umrzemy, zostawiając po sobie albo dużo szczęścia innych, którego staliśmy się przyczyną, albo masę nierozstrzygniętych wątpliwości, dużo interesujących, osobistych poglądów i kilka nie przeczytanych książek o związku z nauczycielem, nie oddanych na czas do biblioteki w ośrodku...

Nauki Kagyu to nie tylko Guru Joga, jest przecież wiele innych nauk. Mówiłeś również o szine i lagtong. Nie są one przecież Guru Jogą.

Wojtek: To jest bardzo ciekawy temat. Może wyjaśnijmy to jeszcze raz: bez nauczyciela i Guru Jogi nie ma w ogóle Diamentowej Drogi. Nie istnieje, nie istniała i nie będzie istnieć. Praktyka na jidama, której używa się czasem jako przykładu, jest, jak już mówiliśmy, praktyką na lamę. Nie ma jidama, który byłby od niego oddzielony. Praktyka mantry nie ma większego sensu bez błogosławieństwa lamy, ponieważ mantra wyraża mowę nauczyciela. Praktyka na naturę umysłu, czyli lagtong, nie ma większego sensu bez lamy, ponieważ natura umysłu jest umysłem lamy. To jest szkoła Kagyu i rzeczywisty buddyzm wadżrajany, a nie po prostu mój pomysł.

Czy doświadczyłeś kiedyś pustości zjawisk?

Wojtek: Dawniej zdarzało mi się to czasem pod koniec imprezy.... Potem może w medytacji raz na chwilkę, a potem znowu nic przez 15 lat… (śmiech).

A skąd ta pewność?

Wojtek: Pewności oczywiście nie ma. Problem wielu z nas jako praktykujących i ludzi polega na tym, że tak usilnie staramy się uzyskać pewność – w życiu, w praktyce. Oczekujemy jej. Próbujemy uzyskać pewne gwarancje od nieistniejącej firmy, pewne uzasadnione poczucie bezpieczeństwa. Myślimy na przykład: „Jeżeli będę praktykował, to zaraz będę oświecony” albo: „Kidy już zrobię pokłony, to coś niesamowitego stanie się z moim umysłem – wstanę, otrzepię się, spojrzę jasno w siną dal i będę doskonały”. Tak nie jest. W Diamentowej Drodze nie ma żadnych gwarancji. Rozwój nie jest zagwarantowany, postęp nie jest zagwarantowany, umocnienie się mocy umysłu i osłabnięcie jego słabości nie jest zagwarantowane. Jest na to jedynie poważna szansa. Albo jeszcze lepiej – jest na to aż poważna szansa. To wszystko. Im więcej mamy zaufania do lamy, tym wyraźniej ta szansa rośnie, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że osiągniemy cel – być może jeszcze w tym życiu, a być może już w następnym, co też stanowiłoby niezły wynik. Natomiast nie ma takiej gwarancji, że jeżeli ktoś zacznie praktykować, to na pewno wkrótce osiągnie oświecenie. Zdarzały się takie przypadki w historii buddyzmu w Polsce, że ludzie naprawdę dużo medytowali, ale brakowało im zrozumienia, że robią to dla innych, i zrozumienia tego, że cały rozwój i całe błogosławieństwo w wadżrajanie pochodzą od lamy. Ludzie ci dużo praktykowali, ale ponieważ zabrakło im szacunku do nauczyciela, współczucia albo dystansu do samych siebie, w którymś momencie ich osiągnięcia doprowadziły ich tylko do tego, że stali się bardziej dumni... Niektórym może zabrakło mądrości. Mądrość w buddyzmie to rozpoznanie, jakimi zjawiska są naprawdę – podstawowa mądrość to, na przykład, zrozumienie, że lama jest mądrzejszy od nas. To właśnie z tego tajemnego powodu on jest nauczycielem, a my uczniami. Od tego wszystko się zaczyna. Jeżeli raz powtórzyliśmy Karmapa Czienno to znaczy, że uczyniliśmy konkretny krok na drodze do oświecenia, ponieważ ta mantra wyraża prawdę o naszym własnym umyśle. Jeżeli raz powtórzymy Om Mani Peme Hung, zrobimy to samo, ale... drugą nóżką. Nie powinniśmy jednak oczekiwać, że z powodu tej intensywnej praktyki staniemy się zaraz oświeceni. Każda medytacja, każda mantra, każda wizualizacja, każdy akt szczodrości, każde dobre działanie, każda chwila w której utrzymujemy pogląd – wszystko to prowadzi nas do przodu, ale być może tylko o milimetr, o trzy albo o pięć. I dopiero ten milimetr powtórzony miliony razy doprowadzi nas do końca podróży, czyli do oświecenia. Nie znaczy to, że powinniśmy przestać medytować, bo doprowadzi nas to tylko do dumy. Chciałem tylko powiedzieć, że sama formalna medytacja nie jest rozwojem, jest pomocą w rozwoju. IX Karmapa mówił o tym w ten sposób: „Jeśli po jakimś czasie praktyki w naszym umyśle jest więcej ego, to praktyka była zła, nieważne, co konkretnie praktykowaliśmy. Jeżeli po jakimś czasie w naszym umyśle jest natomiast mniej ego to znaczy, że była ona dobra, obojętnie, jakiej konkretnie praktyki użyliśmy. Nie ma żadnego innego sposobu na sprawdzenie skuteczności praktyki”. Więc nawet jeżeli zastosowaliśmy jedynie praktykę opartą tylko na pluciu i łapaniu albo rytmicznym tłuczeniu głową w ścianę w ośrodku, a jednak w rezultacie ta medytacja doprowadziła do osłabnięcia naszego „ja”, to była genialna, ponieważ ważny jest rezultat medytacji, a nie sama medytacja. Praktyka jest tylko metodą osiągnięcia celu. W buddyzmie chodzi o rezultaty. Jeżeli są one widoczne, to metody, które nas do nich doprowadziły są genialne, chociażby były zupełnie absurdalne. Historia Diamentowej Drogi, a w szczególności szkoły Kagyu jest pełna dziwnych praktyk, które w końcu doprowadziły kogoś do urzeczywistnienia. Nie wszystkie polegały na medytowaniu na jidamy i powtarzaniu mantr, wszystkie natomiast wykonywano w porozumieniu z nauczycielem i właśnie to zadecydowało o ich skuteczności. Na zewnętrznym poziomie prawdziwy rozwój pojawia się jako rosnąca zdolność do myślenia więcej o innych niż o sobie, pogłębiająca się nieustraszoność i radość (obie widoczne również w niesprzyjających i trudnych emocjonalnie sytuacjach), coraz lepsze zrozumienie faktu, że zjawiska są naprawdę iluzoryczne, a nie tylko tak trochę, „na niby”, na wykładzie lamy, a potem już znowu betonowe i boleśnie rzeczywiste. Czasami już niedługo po przyjęciu Schronienia wydaje nam się, że wiemy lepiej niż nauczyciele, jak powinno się praktykować Diamentową Drogę. Tymczasem wszyscy jesteśmy tak naprawdę początkującymi – ja, wy. Dlatego tak potrzebujemy oddania i zaufania. Praktyka, która jest pozbawiona tych dwóch elementów nie przynosi rezultatów albo przynajmniej rezultatów na miarę Diamentowej Drogi. Czasami nam się wydaje, że praktykujemy wadżrajanę, ponieważ powtórzyliśmy mantrę. Tymczasem cała ta sytuacja jest bardziej złożona.

A jeżeli ktoś fizycznie nie ma nauczyciela?

Wojtek: Co masz dokładnie na myśli?

Lama Ole nie zna imion większości tu obecnych i jak w tej sytuacji mogą się oni uważać za jego uczniów?

Wojtek: Myślisz, że powinien się nauczyć imion wszystkich z nas? Boję się, że przeceniasz możliwości swojego nauczyciela, tym razem ty... (śmiech). Opowiem ci historię: kiedyś podróżowałem z Lamą Ole przez miesiąc po Rosji. Dzień w dzień jeździliśmy tym samym pociągiem, jedliśmy razem, spaliśmy w tych samych mieszkaniach. Grupa wtedy była bardzo mała, składała się z pięciu czy sześciu osób, więc na pewno nie mógł mnie w niej nie zauważyć. W końcu przyjechaliśmy pociągiem prosto z Rosji do Polski, znowu siedząc w tym samym przedziale. Dotarliśmy do Kuchar i w przerwie po pierwszym wykładzie przy obiedzie Ole zaczął mi opowiadać, jak fajnie podróżowało się po w Rosji. Mówił: „Słuchaj, odwiedziliśmy to i to miasto, to i to się wydarzyło. Pomyślałem sobie tak: „Ole, przecież ja tam byłem z tobą. Jak możesz mnie nie pamiętać – mnie, oddanego ucznia i wielkiego jogina?”. Krótko mówiąc trochę mnie to rozczarowało. Hannah to zauważyła i szepnęła Olemu: „Słuchaj, on tam jeździł z nami”. Ole odpowiedział bez mrugnięcia powieką: „Tak, tak i ty też wtedy tam byłeś z nami”. Słuchajcie, lamowie nie są aniołami buddyzmu, to ani nie wszyscy święci, ani nie panowie bogowie – to są zwyczajni ludzie, którzy po prostu są mądrzejsi od nas i mają więcej współczucia. Ole ma tysiące uczniów, jeśli nie dziesiątki tysięcy – myślę że i tak pamięta bardzo dużo imion, na pewno więcej niż każdy z nas. W dodatku wiele naszych imion się powtarza. Biedny lama naucza dwustu Jurków, trzystu Hansów i dwustu pięćdziesięciu Sasz, płci obojga... Byłoby chyba czystym okrucieństwem zmuszanie go do uczenia się tego wszystkiego na pamięć, prawda? Niezależnie od tego czy lama zna nasze imiona czy też nie, nadal możemy być jego uczniami. Nie jesteśmy imionami, jesteśmy ludźmi z krwi i kości, z którymi lama się spotyka i których naucza. Żeby mógł nas jednak czegoś nauczyć, musimy mu dać szansę, a tę dajemy mu przez oddanie i zaufanie. Jeżeli lama mówi, że można być jego uczniem, nie siedząc mu codziennie na kolanach, to znaczy, że jak zwykle wie, co mówi. Jeżeli myślimy, że mówiąc to, oszukuje nas, to powinniśmy znaleźć sobie innego nauczyciela, który ma bardzo duże kolana i który będzie o nas wszystkich codziennie dbał jak matka o swe jedyne dziecko – zamieszkamy z nim w Katmandu i będzie super. W naszej mandali wygląda to tak, że spotykamy się z lamą wtedy, kiedy przyjeżdża, i otrzymujemy od niego nauki o naturze umysłu – albo w formie słów, albo w formie bezpośredniej, w życiu, w którym obserwujemy jego właściwości. Potem lama wyjeżdża, a my przerabiamy w ciele, mowie i umyśle całe to bogactwo, które otrzymaliśmy. Potem znowu się z nim spotykamy i znowu pracujemy z kolejną porcją materiału. To ciągle jest możliwe – dopóki Lama Ole żyje (oby żył jak najdłużej), można się z nim spotkać, można gdzieś z nim pojechać – może na Bałkany, które nie są zbyt drogie, może do krajów bałtyckich. Wiele jest jeszcze możliwe chociaż za każdym razem trzeba w to włożyć pewien wysiłek |– zarobić trochę pieniędzy, może nawet nauczyć się angielskiego, zorganizować sobie wolny czas i samą podroż. Z drugiej strony wszyscy urodziliśmy się sami, sami żyjemy i praktykujemy, chociaż robimy obie te ważne rzeczy otoczeni przyjaciółmi, w końcu sami również umrzemy. Dobrze jest do tego trochę przywyknąć. Ostatecznym Schronieniem jest otwarta przestrzeń naszego umysłu – można się do tego doświadczenia bardziej zbliżyć, również rozwijając samodzielność w praktyce. Lama nie jest Najwyższym Ratownikiem, tylko źródłem naszego własnego rozwoju, którego spełnieniem jest całkowita i ostateczna niezależność. Jeszcze innym sposobem na spotkanie się z lamą jest stanie się częścią jego aktywności. Szorując toaletę w ośrodku, spotykasz się z nauczycielem, ponieważ pomagasz mu pracować dla pożytku innych. Na codziennym poziomie nauczyciel jest tak naprawdę swoją aktywnością dla innych, a nie osobą, która przyjeżdża i wyjeżdża – tak zresztą sam siebie postrzega. I przy okazji: my też jesteśmy naszą aktywnością dla innych, a nie osobami. Właśnie po to istniejemy. To okrutne, prawda? Dopóki rozumie się lamę jako osobę, która przyjeżdża i wyjeżdża, trudno jest spotkać prawdziwego nauczyciela, który jest naturą umysłu każdego z nas. Oczywiście fakt, że możemy spotkać nauczyciela fizycznie, ma również bardzo duże znaczenie, ale ostatecznie jego rola polega na tym, iż budzi on w nas wewnętrznego nauczyciela (pewien rodzaj mądrości pozwalający nam zrozumieć zjawiska), a ten tajemnego (czyli spontaniczne i bezpośrednie, zrozumienie tego, jakimi „słynne” rzeczy są). I jeszcze raz: bycie z lamą nie polega na siedzeniu mu na kolanach, tylko na wspieraniu jego aktywności i na urzeczywistnianiu absolutnego nauczyciela – natury naszego umysłu. Jest jeszcze jedna rzecz, nie tylko buddyjska, ale także bardzo życiowa (czyli bardzo buddyjska...) – na zjawiska można patrzeć z dwóch stron: albo widzimy je jako możliwości albo jako niemożliwości. Jeżeli się na nie patrzy od strony możliwości, są one możliwe, a jeśli się na nie patrzy od strony niemożliwości, są niemożliwe. Wybór należy do nas, nie jest to tylko truizm, można to sprawdzić w życiu.

Opracowanie: Paulina Czaja

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Umysł jako ostateczne schronienie - Lama Ole Nydahl | Lama jako źródło błogosławieństwa - Dziamgon Kongtrul Rinpocze | Identyfikacja z nauczycielem - Wywiad z Lamą Ole | Trucizny umysłu - Gendyn Rinpocze | Cytat - Lama Ole Nydahl | Największa przeszkoda na ścieżce - Gjatrul Rinpocze | Potrzebujemy przyjaciół - Manfred Seegers | Cytat - Szantidewa | Dzierżawcy linii przekazu Kagyu - Patricia Schaffrick | Medytacja w życiu codziennym - Marcin Barański | Pieśń dla młodej kobiety - Milarepa | Lama jest mądrzejszy od nas - Wojtek Tracewski | Uzdrawiająca tradycja Buddy Medycyny - Robert Sachs | Wyspy idealizmu - Żwirek rozmawia z Piotrkiem Kaczmarkiem | Cytat - Gampopa i Milarepa | Byliśmy Khampami - Michał Bobrowski | Wszystko jest wodą czyli Tales z Miletu a Budda - Ralf Bohn | Triangle News - Grzegorz Kuśnierz | Surfing Budda - Phil Carlise, Mick Gabriel, Bart Lipowski | Ośrodek Diamentowej Drogi w Connecticut, USA - Kasia Sikora-Kowolik | Władywostok - Igor Popkow | Budujemy kolejną fabrykę wyzwolonych - Adam Jankiewicz | Umysł bez granic - Ula Wasilewska, Bartek Kozłowski | "Kruszynka" nauczycielem! |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: