DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 36 -> Natura Buddy

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Natura Buddy

Gerd Boll
_________

Kuchary 20.08.2003 Część II


Teraz przyjrzyjmy się zewnętrznemu światu i zastanówmy się, czy istnieje on naprawdę? Jeśli zrobimy to uważnie, spotka nas niespodzianka. Zazwyczaj myślimy, że zewnętrzny świat istnieje. Na lekcjach biologii czy fizyki uczymy się, że rzeczy realnie istnieją. I takie jest nasze doświadczenie: siedzę tu i piję coś, jem, lub kogoś obejmuję. Wydaje się, że to wszystko dzieje się naprawdę. Jeżeli jednak zbadamy to dokładnie, zdziwimy się. Oto przykład: kto się opiekuje tym wzmacniaczem? Okazuje się, że Janek. Zażartujmy sobie trochę z Janka. Poprośmy go, żeby wyszedł na zewnątrz, a my tymczasem rozłożymy ten wzmacniacz na części. Na pewno Janek traktuje swoje zadanie bardzo poważnie i chce mieć pewność, że wzmacniacz będzie jeszcze istniał po kursie. Czekając na zewnątrz, prawdopodobnie będzie się trochę denerwował, gdyż będzie podejrzewał, że dzieje się tu coś niedobrego. A my w tym czasie rozbierzemy wzmacniacz na części, każdy z nas weźmie jedną część do kieszeni, a potem zaczniemy wychodzić. Ale przy wyjściu stoi Janek, który boi się, żeby ktoś mu przypadkiem nie ukradł wzmacniacza, zaczyna więc nas obszukiwać po kolei. Okazuje się, że każdy z nas ma w kieszeni diodę, tranzystor lub inne części. Ale nie wzmacniacz. My za chwilę już siedzimy w barze i dobrze spędzamy czas, a Janek wchodzi na salę i widzi, że wzmacniacz zniknął. Gdzie on jest? Nie ma go - Janek jest bardzo zdenerwowany. Jeszcze dziesięć minut temu stał tutaj świetnie funkcjonujący system wzmacniający! Każdy chce jednak w przyszłym roku jeszcze raz przyjechać do Kuchar i nie chce niczego tu popsuć. Więc wracamy wszyscy do namiotu i składamy ten wzmacniacz. Janek może się rozluźnić, wzmacniacz znowu jest na swoim miejscu. Złożyliśmy go. Ale tak naprawdę Janek ciągle jest zdenerwowany, bo złożyliśmy mnóstwo części na kupę i to nie wygląda na wzmacniacz. Każdą część przynieśliśmy z powrotem i nic nie brakuje, zbiór części nie jest przedmiotem. Będzie nim wtedy, kiedy wszystko złożymy razem. Miejmy nadzieję, że ktoś pamięta jak. I gdy dodamy ostatnią część i podłączymy całość do prądu, będziemy mogli powiedzieć, że wzmacniacz znowu działa. Jak to możliwe, że coś w mistyczny sposób może zniknąć na pół godziny, a potem znów się pojawić? Przyczyną tego jest fakt, że świat stwarzamy w momencie postrzegania. Zazwyczaj wydaje nam się, że świat z nami rozmawia, mówi do nas. Drzewo mówi nam: jestem drzewem, spójrz na mnie. Samochód mówi: jestem samochodem, spójrz na mnie. System wzmacniający mówi: jestem systemem wzmacniającym, spójrz na mnie. Wydaje nam się, że świat już zdecydował bez nas, czym jest. Ale to błąd. Świat sam w sobie nie jest czymś. To my tworzymy świat. To my mamy koncepcje dotyczące świata. Wzmacniacz nie jest wzmacniaczem, dopóki go tak nie nazwiemy. I możemy tak filozofować przez następną godzinę. Możecie teraz powiedzieć, że to będzie nudne. Teraz w waszym mieszkaniu nikogo nie ma. Tam prawdopodobnie też stoi jakiś wzmacniacz, może jakaś wieża lub telewizor. I teraz nikt nie ogląda telewizji, ani nie gra na komputerze. Można też zapytać, czy wobec tego ten telewizor istnieje, jeżeli nie oglądamy telewizji. Czy ten wzmacniacz, który mamy w domu, istnieje w tym momencie, jeżeli go nie postrzegamy?
Czy rzeczy wydarzają się same z siebie, czy po prostu je postrzegamy? Wróćmy do naszego przykładu. Postarajmy się odnaleźć prawdziwą naturę rzeczywistości. Mówiliśmy o wzmacniaczu i o wszystkich częściach, które się na niego składają. Może jacyś mądrzy ludzie siedzą z tyłu i mówią, że wzmacniacz składa się z części i te części istnieją naprawdę. Ale znowu możemy przyjrzeć się tym częściom i zadać sobie pytanie: czy one naprawdę istnieją? Mam w kieszeni kawałek obudowy. Wyraźnie czułem, że go mam, musi on więc naprawdę istnieć. Ale jak zaniosę go na przykład na Politechnikę Warszawską na Wydział Chemii, ktoś mi wyjaśni, że tak naprawdę jest to pewnego rodzaju struktura jakichś cząsteczek. Że naprawdę to struktura węgla. Zapytam, czy te cząsteczki istnieją naprawdę. Wtedy dowiem się, że składają się z atomów. A czy atomy naprawdę istnieją? Wtedy naukowcy odeślą mnie na Wydział Fizyki. A tam powiedzą mi, że atomy nie istnieją w taki sposób, w jaki o nich myślimy. Pamiętam mojego nauczyciela fizyki ze szkoły. Mówił, że gdyby atom był tak wielki jak boisko, to jądro tego atomu miałoby wielkość ziarnka grochu, leżącego w jego środku. Elektrony byłyby małe jak główki szpilki, które poruszają się po obrzeżach boiska z prędkością światła. I pomiędzy tym groszkiem i elektronami nie byłoby nic. Nawet nie powietrze, ponieważ powietrze też składa się z atomów. Fizycy nazywają to próżnią subatomową.
ożemy sobie w ten sposób wyobrazić, jakie to wszystko ma proporcje. Pochodzę znad morza, więc największą rzeczą, jaką potrafię sobie wyobrazić, jest wielki statek kontenerowy. Pomyślmy o całej próżni subatomowej tego kontenerowca. Gdyby jej nie było i gdyby zostały tylko elektrony, to miałyby one wielkość maleńkiego ziarenka. Więc w wielkim kontenerowcu nie ma więcej rzeczywistości niż to. Można by te ziarenka zmielić i rozprzestrzenić tam, gdzie stał kontenerowiec: na przestrzeni 50 metrów wysokości i 200 metrów długości. Jednak nie zobaczylibyśmy tam statku kontenerowego - nie byłoby tam już nic. Istniałaby tylko przestrzeń i trochę pyłu, a wszystko to poruszałoby się z prędkością światła. Z fizycznego punktu widzenia nie ma tam nic i statki kontenerowe nie istnieją. Ale jak pojedziemy do Gdańska, to zobaczymy, że one tam stoją, że są. Możemy ich nawet dotknąć.
W jaki sposób możemy zobaczyć te kontenerowce? Fizycy mówią, że istnieją cząsteczki świetlne, zwane fotonami. Pochodzą one ze słońca i przenoszą całe spektrum fal i kolorów - fal świetlnych. Zatapiają się w pierwszej warstwie chmur elektronowych i tracą większość częstotliwości fal kolorów. Następnie docierają do naszej tęczówki i powodują tam reakcję. Dalej cały bodziec przenosi nasza świadomość wzrokowa. I ten proces już znamy - w ten sposób zostaliśmy zaprogramowani w dzieciństwie. Mama mówiła nam, że ten klocek jest żółty, a ten czerwony, a ten zielony. Tak więc nauczyliśmy się, że ten rodzaj częstotliwości ma nazwę „żółć”, a inny „czerwień”, a jeszcze inny „zieleń”. Innymi słowy, świat nie ma kolorów. Ani próżnia subatomowa, ani jądra atomu, ani elektrony nie mają żadnego koloru. Fotony też nie mają koloru. Kolor pojawia się w naszej świadomości wzrokowej. Ostatnio to właśnie odkryli naukowcy. Oczywiście to jeszcze nie jest koniec całej historii. Dzisiaj wiemy nawet, że jądra atomu nie istnieją. Ostatnio rozmawiałem z pewnym naukowcem i on mi to wyjaśnił. Kiedy chodziłem do szkoły, na lekcjach fizyki pokazywano nam plastikowy model atomu. Na pewno się z nim spotkaliście. To był taki model z jądrem atomu, protonami i neutronami. Przypominał trochę koszyk z owocami: tutaj były pomarańcze, a tam jabłka. Ale wspomniany naukowiec wyjaśnił mi, że w rzeczywistości atom tak nie wygląda. Bo gdyby proton albo neutron miały wielkość pomarańczy, to jądro tego atomu byłoby wielkie jak Warszawa. I w każdej dzielnicy Warszawy ukryta byłaby jedna pomarańcza. A pomiędzy nimi nie byłoby nic. I trzeba by patrzeć przez lornetkę z jednej pomarańczy na drugą. Czy mamy teraz myśleć, że świat składa się z pomarańczy? Ten naukowiec odpowiedział, że pomarańcze - protony lub neutrony - też składają się z „niczego”. Każda pomarańcza składa się z trzech małych części, które nazywają się kwarkami. Są one tak malutkie, że nawet gdyby protony/neutrony odpowiadały wielkością pomarańczy, to nie moglibyśmy kwarków zobaczyć za pomocą mikroskopu. A gdyby wszystkie kwarki z całej planety zebrać razem, to miałyby one rozmiar małej kostki. Więc trochę się boję, że co dziesięć lat naukowcy odkrywają, że cząstki są coraz mniejsze. Mówią już o strunach. To są jeszcze mniejsze części. Wydaje się, jakby wszystko stopniowo znikało. Nowocześni naukowcy odkrywają to samo, co Budda odkrył 2500 lat temu. Forma jest pustką. Jak patrzymy na zjawiska i obserwujemy je uważnie, to po prostu znikają. I chociaż nic nie ma, to ciągle coś się pojawia. Pustka jest formą. Pomyślcie o tym kiedyś, patrząc na wzmacniacz u siebie w domu...
Teraz mogą pojawić się trudne pytania. Co z cierpieniem ludzi w Trzecim Świecie, tych wszystkich torturowanych, mordowanych? Czy to wszystko też jest iluzją? Skąd pochodzi ten cały ból i cierpienie? Naukowcy nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie, musimy zapytać o to Buddę. Wyjaśnia on to tak: „produkując” rzeczywistość, nieoświecony umysł działa poprzez osiem poziomów.
Mamy pięć świadomości zmysłowych: wzrokową, słuchową, smakową, węchową i dotykową. Są one neutralne. Po prostu przenoszą informacje. Jest też szósta świadomość - nazywa się ona świadomością umysłu. To taki komentator w naszym umyśle - niekończący się głos, który wszystko próbuje wyjaśnić. Bo oczy nie podejmują decyzji, czy to jest obrazek, czy też nie. To świadomość umysłu decyduje, że to złote jest ramką, a te kolory składają się na obraz. To jest Czarna Korona, a to właściwie jest Karmapa. Ten proces wydarza się w świadomości umysłu. Jest jeszcze siódma świadomość. Ma ona dwa aspekty. Pierwszym jest stałe oddzielenie pomiędzy postrzegającym, a tym, co jest postrzegane. Kiedy po raz pierwszy pojawiliśmy się tutaj i spojrzeliśmy na tę fotografię, pomyśleliśmy: to jest zdjęcie Karmapy. Ja jestem tutaj, a zdjęcie Karmapy tam. To normalne, że ciągle oddzielamy się od tego, co postrzegamy. Nawet już o tym nie myślimy, bo wydarza się to automatycznie. Prócz tego pojawiają się jeszcze emocje - następny aspekt tej świadomości. Może na widok tego zdjęcia nie pojawiło się tyle emocji. Ale u kogoś mogły pojawić się uczucia, bo pomyślał, że być może po kursie to zdjęcie nie będzie potrzebne i będzie mógł je sobie zabrać do domu. Może tym spośród nas, którzy są nowi, Karmapa się nie spodoba, bo jest taki poważny i pomyślimy, że na pewno nie zna się na żartach. I jeszcze inny przykład: po wykładzie wieczorem idziemy do baru i zauważamy, że stoi tam para, która się obejmuje, całuje i dotyka wszędzie. Zastanawiamy się, kto to jest? Nowa para w polskiej sandze, to ciekawe. Kiedy zbliżamy się do nich, odkrywamy nagle: to moja dziewczyna! W ten sposób funkcjonują te świadomości. Najpierw nasze oczy coś widzą i szósta świadomość próbuje ustalić, co to jest. I jak ustalimy: to jest nasz chłopak albo nasza dziewczyna, która całuje kogoś innego, nagle czujemy się oddzieleni od reszty zjawisk. Myślimy tak: „Im jest miło, ale co ze mną? Czy mam teraz podejść, czy mam odejść i udawać, że nic nie widziałem? Co mam zrobić?” Prócz oddzielenia pojawiają się też emocje. Nie wiem, co czułby Polak w tej sytuacji, przynajmniej doświadczyłby urażonej dumy. „Czy to nie jest kompromitujące, co ten facet wyprawia z moją dziewczyną? Co teraz ludzie o mnie pomyślą?” Jesteśmy rozczarowani, myślimy: „Już trzeci raz w tym tygodniu” (śmiech). Może w naszym umyśle pojawi się zazdrość lub złość.
to działa siódma świadomość. Z powodu tych przeszkadzających uczuć myślimy, mówimy i działamy. Pomyślimy prawdopodobnie tak: „Dorwę cię później”. Lub też podchodzimy do nich i robimy im „scenę”, zachowując się agresywnie. Te wszystkie myśli, słowa i działania zostawiają ślad w naszej kolejnej świadomości - ósmej. Wszyscy wiemy, że mamy taką ósmą świadomość, bo jak kładziemy się spać po ataku zazdrości, to na pewno jest nam ciężko zasnąć. Przez cały czas zastanawiamy się, co oni tam wyprawiają, czy to znaczy, że nasz związek się kończy i tak dalej. Nawet po latach być może doświadczymy takiej myśli: „Wtedy w Kucharach oni ze mnie publicznie szydzili i w ogóle”. Te rzeczy wyłaniają się ze świadomości magazynującej. Ma ona dwa aspekty. Pierwszy to możliwość zatrzymywania wrażeń - magazynowania ich. Drugim aspektem jest uwalnianie tych wrażeń - tak że mogą się pojawić na powierzchni umysłu. Możemy to sobie wyobrazić w formie wielkiego basenu. Rano, zanim włączą wszystkie pompy, powierzchnia wody jest płaska, a basen jest dobrze napełniony. Gdy wlejemy tam dziesięć litrów nowych wrażeń, to powstanie fala. I gdzieś tam po drugiej stronie dziesięć litrów starych wrażeń zmysłowych zostanie wypchniętych na powierzchnię. Dokładnie taka sama ilość starych wrażeń - mieszanka z poprzednich żywotów, z zeszłego tygodnia, z wczoraj. Ten aspekt uwalniania zapisanych treści na powierzchnię umysłu możemy też porównać do oglądania filmu w kinie. Potrzebne nam do tego są trzy rzeczy. Przede wszystkim silna lampa - przejrzystość umysłu. Następnie musimy mieć film - ten zbiór obrazków, który się porusza; w tym przypadku jest to stały strumień wrażeń w umyśle. I wreszcie potrzebny jest nam biały ekran - to pustość zewnętrznego świata. Wreszcie włączamy maszynę i obrazki zaczynają się poruszać. I już nie widzimy białego ekranu. Widzimy film. Nie pamiętam, jaki film ostatnio oglądałem. Może to był „Terminator” - chyba wszyscy widzieli „Terminatora”. Może nie należał do najlepszych, ale zdjęcia miał świetne. Ludzie, którzy siedzieli na seansie, nie myśleli, że mają przed oczami zbiór kolorowych kropek, chociaż w rzeczywistości tak to właśnie wyglądało - po prostu zbiór kolorowych kropek, które się poruszały na białym ekranie. Mimo to ciągle mieliśmy pewność, że Terminator robi to, czy tamto. I chociaż była to całkowita iluzja, mamy pewność, że to się zdarzyło. Tak samo jest ze światem: możemy go zobaczyć, ale ciągle pozostaje iluzją. Na przykład kontenerowce przewożą całe tony bananów z Afryki do Gdańska. Ale ciągle są iluzją. Możemy, co prawda, te banany zjeść, ale to wszystko i tak jest złudzeniem.
Wciąż jeszcze musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd pochodzi całe cierpienie. To jest tak samo, jak z kinem. Ekran nie istnieje i nie istnieje też film. Całość zależy od obrazków, które pojawiają się na ekranie. Jak to działa, Budda wyjaśnił w tantrach. Możemy mieć w umyśle jakiś zbiór wrażeń, które nagromadziliśmy wcześniej poprzez dumę. Na przykład w poprzednim życiu byliśmy księciem, który patrzył na ludzi z góry albo ważnym lekarzem lub politykiem - niekoniecznie złym, ale dumnym.
eżeli te wrażenia się pojawiają, to wtedy pojawia nam się w umyśle wszystko to, co stałe i solidne. I możemy ciągle mieć jakieś urazy lub rozbijamy samochód. Jeśli spróbujemy wynająć mieszkanie, to ciągle będzie się okazywało, że pokoje są za małe, a okna za wąskie. Ściany są grube i trudno je rozbić. Wszystko jest trudne. Albo odradzamy się w górzystej okolicy, gdzie życie jest bardzo ciężkie. Nawet jeśli chcemy tylko odwiedzić sąsiadów, to musimy najpierw kilka godzin schodzić z góry, a później wchodzić pod górę. A jeśli jesteśmy rolnikami, nasze pole jest kamieniste. W życiowych sytuacjach napotykamy sztywne okoliczności, których nie jesteśmy w stanie zmienić. Mamy dużo koncepcji na temat tego, co zrobić ze swoim życiem, ale nigdy nie możemy tego zrealizować - z powodu dzieci, rodziców, sytuacji finansowej, wykształcenia, rządu, przepisów, pogody itd. Jesteśmy schwytani przez te uwarunkowania. To skutek starej dumy.
Jeżeli pojawiają się stare wrażenia, które nagromadziliśmy wskutek przywiązania, na przykład w którymś z żywotów byliśmy bardzo chciwi, to wtedy w naszym życiu pojawia się element ognia. Ciągle parzymy sobie palce próbując naprawić rurę wydechową albo pracując w piekarni. Toster nam się psuje. Choinka płonie. Ciągle przepalają się nam bezpieczniki i żarówki. Albo odradzamy się w miejscach, gdzie występuje problem pożarów np. w Portugalii lub Kalifornii. Jeżeli chodzi o życiowe sytuacje, to jesteśmy konfrontowani z nagłymi wypadkami losowymi. Boli nas głowa i idziemy do lekarza na kontrolę. I nagle on odkrywa, że mamy guza mózgu i musimy w przyszłym tygodniu przejść operację. I przez następne cztery tygodnie zmagamy się z tym, że jesteśmy prawie sparaliżowani i spędzamy czas w klinice rehabilitacyjnej. Albo spotykamy się z naszym partnerem tylko w weekendy. Jedziemy właśnie na spotkanie z dziewczyną. Nastawiamy w samochodzie głośną muzykę i mamy świetny humor. Chcemy zmienić taśmę, ta spada na podłogę i nagle powodujemy wypadek. Rozbijamy samochód i łamiemy nogi. Dostajemy wózek inwalidzki i nowy zawód. To wydarzyło się w ułamku sekundy. Albo nagle nasz związek partnerski się kończy. Na stoliku w poniedziałek rano widzimy list: „Słuchaj, nie gniewaj się, ale w weekend poznałam kogoś miłego. Był dla mnie dobry, więc zdecydowałam się wyprowadzić. Wszystko wzięłam, pa pa”. Nic nie możemy zmienić, nie zostawiła nawet numeru telefonu. W naszym życiu sytuacje zmieniają się gwałtownie, z chwili na chwilę. To jest skutek wrażeń, które powstały wskutek przywiązania.
Jeżeli w umyśle uwalniają się wrażenia, które wcześniej nagromadziliśmy wskutek gniewu - byliśmy agresywni albo zachowywaliśmy się cholerycznie - wtedy w naszym życiu bardzo istotny jest element wody. Mieszkamy w okolicy, gdzie za dużo pada, albo za mało. Domy, w których mieszkamy, mają wiecznie zalane piwnice albo podmokłe fundamenty. W instalacji wodno-kanalizacyjnej ciągle pękają rury. Mieszkamy w okolicy zagrożononej ustawicznymi powodziami. Jeżeli chodzi o sytuacje życiowe, to często doświadczamy strachu. Niektóre rodzaje lęku są pozytywne i pozwalają nam przeżyć. Ale są i inne. Może kiedyś będziemy chcieli komuś złożyć wizytę i zadzwonimy do jego drzwi. Ale otworzą się one tylko troszeczkę i powiemy do niego: „Cześć”, jedynie przez wąską szparkę. Potem gospodarz będzie się zmagał z różnymi łańcuchami i zamkami, zanim nas wpuści. A kiedy wejdziemy do środka, opowie nam, jaki straszny jest ten świat. Ile jest niebezpieczeństw i że ma świetne nowe ubezpieczenie. Że wszystko jest trudne i niebezpieczne i nocą nie można już wychodzić z domu, jak kiedyś. Wszystko to pojawia się wskutek wrażeń, które nagromadziliśmy wcześniej poprzez gniew.
Gdy wypływają stare wrażenia, które powstały wskutek zazdrości albo zawiści, to w naszym życiu pojawia się element wiatru. Oczywiście tłumaczę to wszystko na przykładach negatywnych, bo wtedy łatwiej jest żartować. I łatwiej jest zapamiętać. Ale można też używać pozytywnych przykładów. Północno-niemieccy rolnicy odkryli, że na wietrze można nieźle zarobić. I wybudowali elektrownie wiatrowe. Żywioły mogą być bardzo pozytywne. Ja na przykład mam szklarnię na farmie. Gdy prognoza pogody przewiduje wichurę, to śpię źle. To jest takie uczucie, jakby jakaś zewnętrzna siła szalała mi po gospodarstwie i starała się znaleźć poluzowaną dachówkę. Jeśli byliśmy dawniej zazdrośni, teraz w życiowych sytuacjach często będziemy mieli wrażenie, że jesteśmy otoczeni jakąś zewnętrzną, wrogą siłą, jakimiś intrygami. Będziemy czuli, że ludzie mówią o nas za plecami, żartują sobie z nas, nie lubią nas.
W końcu omówmy stare wrażenia nagromadzone wskutek niewiedzy. Może jakiś przeszły żywot spędzaliśmy tylko na piciu i czytaniu głupich gazet. Jeżeli pojawią się takie wrażenia, to czujemy się ciągle oddzieleni od urody świata. I myślimy tak: „Mieszkam w Polsce i to jest nudne. Wszystkie wspaniałe rzeczy wydarzają się w Ameryce, na Hawajach, w Australii lub w Tajlandii - tam to dopiero jest życie. A najlepsze koncerty i tak są organizowane w Paryżu, Berlinie albo w Londynie. A jak już pojadę do Warszawy, to okaże się, że najlepsze koncerty albo już były albo dopiero będą. Gdziekolwiek nie przyjadę, tam jest nudno”. Takie uczucie pojawia się, gdy stare ślady niewiedzy uwalniają się na powierzchni umysłu. To nie jest tak, że pojawia się świat zewnętrzny - wszystko, co postrzegamy i czego doświadczamy, to nic innego jak stare, uwalniające się z naszej podświadomości wrażenia. Nie ma czegoś takiego, jak zewnętrzny świat. Istnieje tylko odbicie naszego własnego umysłu. Umysłu, który nie istnieje. Nie można tego zrozumieć za pomocą logiki. Jeśli staramy się to zrozumieć, to naszą jedyną reakcją będzie tylko zdziwienie. Wszystkie zjawiska są wolną grą nieistniejącego umysłu. W takiej sytuacji się teraz znajdujemy. Co możemy z tym zrobić? Jak to zrozumieć?
Jeżeli nie jesteśmy zadowoleni z naszego życia, Budda dał nam cztery możliwości działania. Powiedzmy, że nasz basen jest wypełniony brudną wodą. Po prostu w naszej podświadomości jest bardzo wiele różnych wrażeń, które nam się nie podobają. Co możemy z tym zrobić? Pierwsza możliwość to podejście therawady - po prostu wkładamy ręce głęboko do kieszeni i staramy się przynajmniej już nie dodawać żadnej brudnej wody do basenu naszej podświadomości. Przestajemy wykonywać negatywne działania. Powstrzymujemy myśli i słowa, które powstają pod wpływem przeszkadzających uczuć. Woda potrafi się sama oczyszczać. Wiemy to, jest to zjawisko powszechnie znane w przyrodzie. Jeżeli nie ruszamy jakiegoś zbiornika wodnego, to za kilka lat sam się oczyści. Budda mówi, że jeżeli chcemy zastosować tę metodę, oczyszczanie basenu zajmie nam tylko trzy nieskończone kalpy. To oczywiście bardzo długo. A nam się trochę spieszy i chcemy zrobić więcej. Więc posługujemy się podejściem mahajany. Biegamy i przynosimy czystą wodę w kubeczkach. Wykonujemy bardzo wiele pozytywnych działań, słów i myśli. To jest o wiele szybsze. Ale nadal trwa bardzo długo - tym razem trzy skończone kalpy. To dla nas wciąż za wolno. Więc Budda przekazuje nam metody aktywnego oczyszczania podświadomości. Możemy po prostu oczyścić basen za pomocą oczyszczalni ścieków. Woda mąci się i powstają bańki. To jest medytacja Diamentowego Umysłu - aktywnie oczyszcza ona podświadomość. Ma tylko jedną wadę: sam proces trochę śmierdzi. Nazywamy to oczyszczeniem. Może te niemiłe wrażenia, które się pojawiają w trakcie medytacji, to tylko jednoprocentowy roztwór tego, co by nam się przydarzyło w przeciwnym wypadku w życiu, ale i tak odbieramy te wrażenia jako nieprzyjemne. Ta metoda jest bardzo szybka, możemy dzięki niej osiągnąć stan buddy w ciągu jednego życia. Czwartą możliwością jest Mahamudra, czyli czysty pogląd. To jest podejście rolnika, który mówi: „Co jest nie tak z tą brudną wodą? To przecież jakieś 2% magnezu, 5% potasu, 7% fosforu, 10% wapnia - bardzo przydatne pierwiastki chemiczne! Dlatego rozpylę ją na swoje pola i będę miał pomidory wielkie jak dynie!” To jest podejście Mahamudry. Co jest złego we wszystkich nieładnych obrazach, które się pojawiają? Jeśli idę na film akcji, to zamierzam zobaczyć wersję reżyserską. Czyli taką, z której nic nie wycięto. Jeżeli to jest niemożliwe, to chcę, żeby mi oddano pieniądze za bilet. Gdyby jakiś ksiądz-cenzor wyciął różne momenty z tego filmu, twierdząc, że są zbyt pornograficzne, za bardzo skandalizujące lub z kolei zbyt okrutne, to z ciekawego filmu akcji zostałby odcinek brazylijskiego serialu - to byłoby nudne. Nikt by nie chciał zapłacić za bilet. Właśnie takie zrozumienie pojawia się w naszym umyśle, jeżeli naprawdę pojmiemy jedność radości i pustości. To wszystko, co nam się przydarza w życiu, jest nieprawdopodobnie ekscytujące. Czy rzeczy się pojawiają, czy znikają - zakochujemy się, czy rozstajemy z partnerem, jesteśmy starzy, czy młodzi, jest zima, czy lato... Wszystko jest częścią wielkiego obrazu. To bardzo ekscytujący film pod tytułem „Moje Życie”. Nic nie musimy dodawać, ani ujmować. Każdy moment jest fantastyczny, tylko dlatego, że się wydarza. Przeszkadzające uczucia stają się mądrością. Każdy jest buddą, niezależnie czy już o tym wie, czy też nie. Z tego punktu widzenia praktyka Diamentowego Umysłu nie jest nam potrzebna - chcemy zobaczyć tę wersję reżyserską. Jedynym powodem, dla którego bodhisattwa robi praktykę Diamentowego Umysłu, jest to, że chce przynieść pożytek innym i ma szerokie plany. Pragnie budować ośrodki i przynosić dzięki dharmie pożytek innym. Chcemy rozwijać tę aktywność bez przeszkód.
to wszystko, co Wam do tej pory powiedziałem, dotyczyło natury buddy. Cokolwiek postrzegamy, jest po prostu wolną grą nieistniejącego umysłu. Jeżeli próbujemy medytować, ten pogląd staje się niezwykle istotny. Powinniśmy puszczać rzeczy, nie lgnąć do nich i nie przywiązywać się. Powinniśmy spoczywać w otwartej, promieniującej, nieograniczonej przestrzeni, która jest obecna pomiędzy myślami i za myślami. Nie powinniśmy również niczego sztucznie stwarzać. W ten sposób będziemy mogli nieustannie medytować przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Opracowanie: Marek Soroka

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Krótka Wskazówka - XVI Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże | Musicie praktykować naprawdę intensywnie | Oświecona postawa - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Sanga - Lama Ole Nydahl | Medytacja Wielkiej Pieczęci - Szamar Rinpocze | Strażnicy Dharmy | Cytat - Szamar Rinpocze | Moc życzeń | Dziewięć nauk | Natura Buddy - Gerd Boll | 13 Symboli Tilopy | Produkowanie buddyzmu - Lama Ole Nydahl | Partnerstwo i miłość w buddyzmie cz. II - Klaudia Żerebiec | To była miłość od pierwszego wejrzenia - Żwirek | Cywilizacja buddyjska w starożytnych Indiach Część II - Rafał Kowalczyk | Byliśmy Khampami - Michał Bobrowski | Kontrowersja 12 lat później - Tomek Lehnert | Ośrodek w Braunschweig | Elbląg w elitarnym towarzystwie - Andrzej Gołębiewski | Londyn wzięty - Paulina Czaja i Dominik Szweda | Karelia |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: