DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 35 -> Madryt

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Madryt

Joanna Ilczyk
_________

Obiecałam Wojtkowi i Kasi, że prześlę kiedyś jakiś materiał do „Diamentówki”. Miałam na myśli przekłady artykułów nauczycieli buddyjskich z Kolumbii i Meksyku. Przyznam szczerze, że nie przypuszczałam, że Kasia poprosi mnie o napisanie „raportu” z naszego ośrodka w Madrycie.


Wiadomość od Kasi otrzymałam w sierpniu, w wakacje. Piszę więc mój raport, spędzając urlop w Karma Guen. Szukam natchnienia w otaczających mnie krajobrazach Andaluzji, pod opieką czułych oczu spoglądających na mnie ze stupy na wzgórzu. Ośrodki Olego rozprzestrzeniają się po świecie w tempie błyskawicy i Hiszpania, kraj uważany powszechnie za uosobienie samsary (wiadomo: dobre wino, flamenco, walki byków), nie oparła się tej tendencji. Nasza sanga ma zaledwie trzy lata i w powijakach co prawda już nie jest, ale jeszcze raczkuje. Żaden z naszych hiszpańskich ośrodków „w budowie” nie mógłby jednak zaistnieć bez Karma Guen; słówko więc o tym, jakie były początki początków...

Poprzednie wcielenie Karma Guen to zrujnowana „aldea”, gospodarstwo malowniczo wtopione pomiędzy wzgórza, porośnięte drzewami oliwnymi i migdałowcami. Zakupił ją w 1981 Pedro Gomez, Hiszpan rodem z Salamanki, mieszkający z żoną, Dunką, w Kopenhadze. Z początku zakupione włości miały być przeznaczone na domek letni, ale traf chciał, że w 1984 roku Dorit i Pedro spotkali Lamę Ole. Pedro ugościł Olego w Aldea Alta, w którym rodzina Gomez dzieliła z rodziną Nydahl dwa jedyne, możliwe do zamieszkania pomieszczenia (to obecnie „bodega”). Jednak zanim decyzja przeznaczenia tej ziemi dla celów dharmy dojrzała, minęły jeszcze dwa lata. W 1996 roku Aldea Alta otrzymała imię Karma Guen (tyb. „miejsce, w którym pojawiają się tęcze”). Powstanie ośrodka właśnie tutaj wydaje się nieprzypadkowe. W książce „Black Head Lama of Tibet” wspomniana jest posiadłość wypisz wymaluj, jak Karma Guen. W 1991 roku narodził się projekt, by wybudować tu stupę. Stroną architektoniczną zajął się Wojtek Kossowski, a nad całością miał czuwać Tenga Rinpocze. Jednak, w wyniku znanych nam wszystkim kontrowersji, opiekę nad nią przejął, w 1993 roku, Tseczu Rinpocze.

Mimo że co roku odbywały się w Karma Guen kursy poła, dharma jakoś nie mogła się na hiszpańskim gruncie zakorzenić. Przyjeżdżały tu rzesze buddystów z całego świata (w większości z Niemiec), ale, paradoksalnie, brakowało sangi hiszpańskiej. Utwierdzało to wszystkich w przekonaniu, że buddyzm Diamentowej Drogi do Hiszpanii nie pasuje. Tak się działo do momentu, kiedy w 1999 roku, w Karma Guen, pojawiła się Miriam Cotez – podróżująca nauczycielka o wielkiej charyzmie i wielkim sercu, „importowana” przez Lamę Ole z Kolumbii. Wtedy wreszcie coś się ruszyło: pierwsza sanga, zwabiona wykładami Miriam, pojawiła się w Maladze. Jestem pewna, że gdyby nie ona, nie byłoby też ośrodka w Madrycie.

Dzięki sprzyjającemu zbiegowi okoliczności, po siedmiu latach mojego pobytu w Madrycie, na medytacjach zaczęła spotykać się garstka osób – na początku u mnie w domu, później w wynajętym lokalu. Złożył się na to przyjazd młodej i pełnej entuzjazmu Niemki, Rebeki i Petera, syna Pedra Gomeza oraz oczywiście „opieka dydaktyczna” Miriam. Po paru miesiącach co prawda zostałam sama na arenie, ale nie na długo. Powoli zaczęli pojawiać się ludzie. Początki są zawsze trudne. Demokratycznie prowadzony ośrodek narażony był na pomieszanie ze strony nowych osób, jednak jego stabilność zwykle ratowała obecność „napływowych”, doświadczonych buddystów, z różnych stron świata – najczęściej studentów z Niemiec, Rosji, Kolumbii. Jak wszędzie z otwarciem na nauki było różnie. Czasami schodzili się, przyciągnięci modą na buddyzm, osobnicy poszukujący wyrafinowanej filozofii, bądź chcący udekorować naszą medytacją swoje praktyki New Age. Serce za to rosło, kiedy przybywały osoby wskakujące w praktykę buddyjską bez zmrużenia oka, szczęśliwe, że odnalazły to, czego szukały przez długie lata. Takie były na przykład Beatriz i Renata, które są dziś duszą ośrodka.

Rok 2004 będzie prawdopodobnie pierwszym od trzech lat, kiedy Ole nie zawita do Madrytu. W czasie pierwszej wizyty naszego nauczyciela w tym mieście musieliśmy oczyścić kawał złej karmy. Natknęliśmy się na sporo ludzi negatywnie do nas nastawionych, próbujących stwarzać nam wszelkie możliwe przeszkody. Poczynając od kierowniczki szkoły, w której organizowaliśmy wykład, która okazała się mistrzynią w wyszukiwaniu problemów na wielką skalę, skończywszy na kelnerze, którego nie dało się ubłagać, by zrobił sałatkę, jakiej życzyła sobie Hannah. Nie można też nie wspomnieć o naszych podróżujących nauczycielach. Jako młode, rozwijające się centrum nie moglibyśmy zdrowo rosnąć bez „witaminek”: inspiracji i nauk przekazywanych prosto z serca do serca. Witaminkami z grupy „M” były wspomniana już Miriam Cotez i Niemka rodem z Kilonii, Michaela Fritzges, wyspecjalizowana w rozprzestrzenianiu dharmy w krajach latynoskich. Z grupy „E” – Eduardo Velazquez z Kolumbii, osoba o wielkim sercu, łącząca buddyzm ze współczesną nauką, Eduardo Herrera z Meksyku, o dużej wiedzy i elokwencji, często asystujący Karmapie. Z grupy „D” – Dilia Navarro z Wenezueli i „C” – nowy nauczyciel, brat Eduarda Velazqueza, Carlos. Nie zabrakło także rodzimych minerałów, w postaci Wojtka Tracewskiego.

Jak już wspomniałam, pierwszy ośrodek w Hiszpanii wyłonił się w Maladze, pod kierownictwem Miguela i Sylvii. To jak dotąd jedyna sanga posiadająca własny lokal. W tym samym czasie, co w Madrycie, narodziło się centrum w Granadzie, pod opieką Antonia i Amparo, rejestrujące wszelkie wydarzenia buddyjskie na video. Po ostatniej poła zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu zalążki nowych: w Barcelonie pojawił się Jurgen (z Niemiec), w Bilbao Maria Dolores z Wenezueli, w Murcii Elena, w Valenci nasza rodaczka Agnieszka. I wiadomość z ostatniej chwili – Javier zdecydował się dać impuls dla nowej grupy w Sewilli. Hiszpanii udało się więc zaskoczyć buddyjski świat, wbrew opiniom nierokującym nadziei na zakorzenienie się tutaj dharmy. Nie tylko dlatego, że powstają ciągle nowe ośrodki Olego. Kilkadziesiąt kilometrów od Karma Guen, w Benalmadena, w 2004 roku dobiegła końca budowa największej na zachodzie stupy. W samym Karma Guen buduje się ogromną gompę Karmapy Taje Dordże – obiekt zazdrości Niemców. Będzie tu biblioteka i centrum tłumaczeń, coś w rodzaju europejskiego Kibi, kierowanego przez Hannah, Manfreda Seegersa i Kempo Karma Ngendon. Nasza hiszpańska przyszłość maluje się więc bardzo ciekawie...

P. S. Z ostatniej chwili: od niedawna mamy w Madrycie przepiękny, elegancki i duży ośrodek w centrum miasta, tuż obok stadionu Realu – mieszkanie ma kilka pokoi, duży salon w którym medytujemy, balkon z pieknym widokiem na miasto, a nawet... osobne wejście dla służby :-)

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Relacje z innymi - XVII Karmapa Taje Dordże | Szczęście - Lama Ole Nydahl | Cytat - Tilopa | Lagtong - Hannah Nydahl | Dzięki mocy dakiń - Lama Ole Nydahl | Dharma na Zachodzie - Dzigme Rinpocze | Esencja nauk Wielkiej Pieczęci - Maitripa | Natura Buddy - Gerd Boll | Przyszedłem, przyjąłem, rozpocząłem - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Partnerstwo I miłość w buddyzmie - Klaudia Żerebiec | Stupa Kalaczakry, Grecja - Wywiad z Patrycją Schaffrick i Alexem Press | Cytat - Lama Ole Nydahl | Cywilizacja buddyjska w starożytnych Indiach - Rafał Kowalczyk | Wywiad z Pedro Gomezem założycielem ośrodka w Karma Guen | Triangle project w akcji - Triangle Team PL | Dziesięć niemożliwych minut - Dirk Zimmer i Artur Przybysławski | Madryt - Joanna Ilczyk | Olsztyn - Piotr Wierchowicz | The Stupa House Courier - Jaś Wójcik |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: