DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 35 -> Lagtong

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Lagtong

Hannah Nydahl
_________

Dziś mówić będziemy o medytacji wglądu w kontekście naszej codziennej praktyki. Trudno jest przedstawiać ten temat w sposób teoretyczny, najlepiej jest bezpośrednio otrzymywać wskazówki dotyczące indywidualnej pracy z umysłem. Mimo tego, warto jest powiedzieć o tym kilka słów, ponieważ ćwiczenie koncentracji, szine i medytacja wglądu, (tyb. lagtong) są częścią medytacji, których używamy, nawet jeśli nie jesteśmy jeszcze w stanie w pełni doświadczać tych stanów.


Po przyjęciu Schronienia większość z nas rozpoczyna Praktyki Podstawowe, a potem medytację VIII Karmapy. Ci, którzy mają więcej czasu, poświęcają go na Nyndro, a ci, którym go brak, medytują na XVI Karmapę. Biorąc tę medytację za przykład, możemy powiedzieć, że pierwszą naszą czynnością jest uspokojenie umysłu, czyli szine. Następnie nadajemy praktyce pewne ramy, dzięki przyjęciu Schronienia i rozwinięciu Oświeconej Postawy – powoduje to, że staje się ona metodą buddyjską. Potem zaczynamy medytować, że przed nami manifestuje się Karmapa. Przechodząc przez kolejne fazy praktyki, kierujemy swoją uwagę na formę Karmapy i staramy się utrzymać tę koncentrację. Istnieje tu pewien wybór możliwości obiektów koncentracji: możemy skupiać się na całym wyobrażeniu albo na poszczególnych jego częściach i w ten sposób ćwiczymy zdolność skupienia umysłu. W tym celu dobrze jest także na zmianę koncentrować się i rozluźniać uwagę.

Następnie przechodzimy do fazy przyjmowania świateł, co stanowi część przekazu Ścieżki Metod pochodzącej od Naropy. Koncentrując się na światłach, jednocześnie przyjmujemy błogosławieństwo. Słowo to oznacza otwarcie się na nauczyciela. Kiedy doświadczamy tego stanu i odczuwamy błogosławieństwo, nasz stan umysłu się zmienia. Nasi nauczyciele i buddowie urzeczywistnili prawdziwa naturę umysłu, dlatego, dzięki otwarciu się na nich, możliwe jest przejście ścieżki rozwoju na skróty. Pomiędzy naszym umysłem, a umysłem nauczyciela nie ma różnicy, z tym, że my nie doświadczamy prawdziwej natury umysłu. Możemy ją rozpoznać poprzez wymianę, jaka zachodzi w związku mistrza z uczniem, który sprawia też, że doświadczenie to przychodzi szybciej. Tak więc, w tej fazie ćwiczymy koncentrację i otrzymujemy dodatkową pomoc i wsparcie dla naszej praktyki, w postaci błogosławieństwa nauczyciela.

Przyjmując białe światło, otrzymujemy Inicjację Wazy, czerwone – Tajemną Inicjację, a niebieskie– Inicjację Świadomości-Mądrości. Skupiając się na przyjmowaniu trzech świateł jednocześnie, mamy możliwość doświadczenia mahamudry, albo lagtong (sanskr. vipassana). Przyjmujemy w ten sposób czwartą inicjację, Inicjację Słowa, która umożliwia nam doświadczenie wglądu w naturę umysłu. Jeżeli wcześniej udało nam się rozwinąć zdolność koncentracji, możemy w tej chwili przeżyć krótki przebłysk przejrzystości naszego umysłu. Mamy tu więc do czynienia z medytacją wglądu. Faza mantry jest z kolei rodzajem szine, ćwiczeń rozwijających koncentrację umysłu. Na tym etapie medytacji Karmapy możemy na przykład koncentrować się na dźwięku mantry lub formie Karmapy, co powoduje, że znowu mamy wybór obiektów koncentracji. Możemy także skupiać się na przyjmowaniu błogosławieństwa świateł, jest to jednak celem wcześniejszej fazy medytacji. Trening szine może w tej fazie trwać przez krótszy czas albo nieco dłużej. Jeżeli chcemy ćwiczyć koncentrację przez dłuższą chwilę, robimy w niej przerwy i powracamy do przedmiotu medytacji.

Ogólnie rzecz biorąc, lagtong jest tym, co sprawia, że buddyzm jest czymś szczególnym, ponieważ łączy się ze zrozumieniem ostatecznej prawdy, natury zjawisk. Wszystko, co jest z tym związane, wszystkie medytacje, które pracują z tym zrozumieniem, mieszczą się w kategorii medytacji wglądu. W obrębie innych szkół buddyjskich, na przykład w przypadku Hinajany lub nawet Wielkiego Pojazdu, sposobem na medytację wglądu jest analiza ego. Badamy naturę zjawisk, rozważamy, czy nasze „ja” istnieje naprawdę, dzięki czemu dochodzimy do wniosku, że nie ma nic takiego, jak prawdziwie i niezależnie istniejąca jaźń. Zaczynamy rozumieć, że nic nie istnieje samo z siebie, wszystko jest ze sobą powiązane i następnie z tym zrozumieniem medytujemy, pozostajemy z nim. Medytacja Mahamudry także zalicza się do lagtong. Mamy tu do czynienia z dwoma typami ścieżek: analityczną i bezpośrednią. Pierwsza metoda podobna jest do wspomnianej analizy ego i polega na szukaniu umysłu na różne sposoby. Za pomocą rozumowania logicznego, dzięki rozpoznaniu, że umysłu nie można nigdzie odnaleźć, dochodzimy do pewnego zrozumienia i spoczywamy w nim podczas medytacji, co sprawia, że zaczynamy naprawdę to rozumieć. Na tym polega analityczna vipassana.

Bezpośrednie doświadczenie wglądu polega na zastosowaniu zręcznych środków tantry. Najpierw więc budujemy w umyśle formę buddy, identyfikujemy się z nią i ją rozpuszczamy. To także jest sposobem na medytację wglądu, ponieważ poprzez identyfikację z formą wyrażającą oświecenie doświadczamy natury umysłu i spoczywamy w niej zaprzestawszy jakichkolwiek działań, bez obiektu koncentracji i bez punktu odniesienia. Jesteśmy w pełni świadomi i nic nas nie rozprasza, ale też nie staramy się uniknąć rozproszenia. Dlatego tak potrzebne jest opanowanie medytacji uspokojenia umysłu, szine. Jeżeli nie nauczymy się, jak się koncentrować, niemożliwe będzie praktykowanie lagtong, ponieważ nasz umysł będzie zbyt rozbiegany i nie będzie w stanie pracować ani w sposób analityczny, ani bezpośredni.

Mamy wielkie szczęście, że wszystkie środki, jakich używamy, pozwalają na rozwinięcie wglądu, który prowadzi do rozpoznania Mahamudry, zrozumienia natury umysłu. Metody te pozwalają poza tym na uzyskanie pewnego rodzaju przedsmaku wglądu, zanim go naprawdę rozwiniemy. Im lepiej będziemy wtedy umieli spoczywać w nierozproszeniu, tym szybciej doświadczymy prawdziwego lagtong. Wraz ze zdolnością do koncentracji wzrasta zdolność do przeżywania wglądu – w ten sposób szine i lagtong wzajemnie się uzupełniają, tworzą całkowity system metod prowadzący do oświecenia dla dobra innych.

Jeżeli chodzi o przyjmowanie Schronienia, nie powinno ono polegać na mechanicznym powtarzaniu formułki, ale być wyrazem szczerej chęci osiągnięcia oświecenia dla pożytku innych. W postawie bodhisattwy powinniśmy się wprawiać także w codziennym życiu, na poziomie działań. Należy też zrozumieć, że tak naprawdę nie musimy niczego rozwijać, Oświecona Postawa jest już w nas obecna, potrzebujemy tylko wyrobić w sobie nawyk kierowania się tym nastawieniem. To właśnie oznacza słowo „medytacja” – zaznajamianie się z czymś, przyzwyczajanie się do czegoś. Dlatego praktyka wymaga tak wielu powtórzeń. Jednak już od samego początku nie powinniśmy wątpić, że jesteśmy na właściwej ścieżce. Musimy po prostu kontynuować praktykę najlepiej, jak potrafimy pomimo różnych wzlotów i upadków, jakich doświadczamy. Poza tym, czasem będzie się nam udawać medytować więcej, a czasem mniej, ale możemy być pewni, że droga, którą obraliśmy jest właściwa. Każda praktyka jest sama w sobie pełna i całkowita. Przyniesie nam oczekiwany rezultat, jeżeli tylko poświęcimy jej wystarczającą ilość czasu. Nawet gdybyśmy mieli przez resztę życia praktykować wyłącznie pokłony, wystarczyłoby to, aby móc osiągnąć efekty w pracy z umysłem. Poza tym, każda medytacja pracuje na różnych poziomach i praktykując przez dłuższy czas, mamy szansę na odkrycie ich. Na tym polegają zręczne środki, jednak mądrze jest używać ich krok po kroku. Z tego powodu istnieje kolejność w praktyce niektórych medytacji: najpierw pokłony, później oczyszczenie umysłu, nagromadzenie pozytywnej karmy i Guru Joga. W ten sposób tworzymy podstawę dla Mahamudry.

Najważniejszą rzeczą w praktyce jest zmiana nawyków naszego umysłu takich, jak przywiązanie do ego, do trwałości zjawisk, przeszkadzających uczuć i działań z nich wypływających. To jest nasz główny cel, o którym nigdy nie należy zapominać. Oznacza to także, że w samej medytacji nie chcemy kontynuować hołdowania tym nawykom i z tego powodu powinniśmy rozwinąć właściwy stosunek do doświadczeń, jakie pojawiają się podczas medytacji. Lubimy, kiedy praktyka jest przyjemna i buntujemy się, kiedy robi się niemiło, fascynują nas własne wizje. To zupełnie normalne, jest to zwykły życiowy nawyk. Podczas medytacji powinniśmy jednak odciąć to lgnięcie i starać się nie podążać za nim. Wtedy możemy spodziewać się, że w naszym umyśle zajdą pozytywne zmiany.

Wielu z was, którzy medytują już przez pewien czas wie, co mam na myśli. Za każdym razem, kiedy nawet najmniejszy nawyk zostanie przemieniony lub odcięty, w umyśle pojawia się wiele przestrzeni i wolności. Te wszystkie mentalne przyzwyczajenia ograniczają nas i sprawiają, że sami zubażamy nasz własny świat. Widzimy wszystko z jednego punktu widzenia, który uważamy za jedyny słuszny i przywiązujemy się do niego. Jeśli ktoś patrzy z innej perspektywy, to znaczy, że jest zły albo przynajmniej nie ma racji i często nie chcemy nawet rozmawiać z taką osobą. Stąd biorą się wszystkie problemy – jesteśmy uwięzieni w swoim świecie i aby się z tego więzienia wydostać, musimy przerwać swoje nawyki. Im bardziej staramy się nad tym pracować, tym więcej wolności od swoich koncepcji , sądów na temat innych, sympatii i antypatii zyskujemy. Pomaga nam to rozwinąć tolerancję i jesteśmy w stanie więcej dla innych zrobić, ponieważ nie reagujemy już w tak subiektywny sposób. Dlatego chcemy, aby nasze horyzonty stały się szersze na skutek zmiany nawyków i to właśnie jest celem naszej praktyki.

Na początku zwykle jesteśmy do medytacji nastawieni bardzo entuzjastycznie. Jednakże z biegiem czasu i z powodu różnych rozpraszających nas sytuacji może się wydarzyć, że stanie się ona bardziej przyzwyczajeniem, jedną z codziennych czynności, podczas których nie zastanawiamy się szczególnie nad tym, co właściwie robimy i z jakiego powodu. Może się też zdarzyć, że przez pewien czas będziemy bardzo zajęci i nie uda nam się regularnie medytować. Dobrze jest wtedy utrzymać w umyśle pewną świeżość i przypomnieć sobie o tym, jak niezwykłe jest to, że rozwój jest w ogóle możliwy. Uczestniczenie w światowych aktywnościach jest bardzo rozpraszające, mamy wiele różnych nawyków i z tego powodu wszelkie zmiany przebiegają powoli.

Po tym, jak przyjmiemy Schronienie może nam się wydawać, że od teraz wszystko będzie inaczej, ale wtedy coś się wydarza i widzimy, że reagujemy w dokładnie taki sam sposób, jak dawniej. Może nas to zniechęcać, jednak powinniśmy wiedzieć, że samo dostrzeganie problemu to już krok do przodu. Następnym razem takie nawykowe działanie nie będzie już natychmiastowe i stopniowo będziemy zyskiwać coraz więcej wolności. Rozwój wydarza się nieprzerwanie, ale nie zawsze można go dostrzec. Czasami można go jednak zaobserwować: kiedy na przykład spojrzymy wstecz na jakąś minioną sytuację, być może uświadomimy sobie, że chociaż wtedy była dla nas przykra, jeżeli wydarza się teraz, radzimy sobie z nią znacznie lepiej. Bywa, że nasza praktyka staje się trudna. Jeżeli pojawią się silne uczucia takie, jak miłość lub niełatwe sytuacje, jak śmierć albo wojna, powinniśmy wiedzieć, że cały czas mamy do dyspozycji metody dharmy i możemy z nich skorzystać.

Nie obciążajcie się też poczuciem winy z powodu nieregularnej praktyki. Nie o to w tym wszystkim chodzi, medytacja jest przecież dla was – nie ma żadnej zewnętrznej siły, która was obserwuje. Chociaż z drugiej strony, pewien zdrowy rodzaj niezadowolenia z siebie może być także sposobem na motywację. Najważniejsze jest jednak to, żebyśmy starali się robić wszystko, co możemy i cieszyli się z tego.

Wspominałaś o ścieżce analitycznej i bezpośredniej. W jaki sposób praktykowali mahasiddhowie tacy, jak Saraha czy Maitripa?

Hannah: Mahasiddhowie przechodzili przez różne etapy medytacji. Kiedy jogini ci stali się znani pod tą nazwą, osiągnęli poziom zrozumienia, który mogli utrzymać niezależnie od rodzaju działań, jakie wykonywali. Ich aktywność nie była oczywista dla kogoś z zewnątrz. Aby móc osiągnąć ten poziom, należy najpierw uzyskać kontrolę nad swoim umysłem. Prawdopodobnie zaczęli oni od metody analitycznej, a później przeszli do bezpośredniej.

Czy Milarepa praktykował w sposób bezpośredni? Wydaje mi się, że tak – w jednej ze swoich pieśni, skierowanej do Reczungpy, mówi on: „Jedynym sposobem na rozpoznanie natury umysłu jest użycie intelektu po to, aby zrozumieć, że nie ma nic, co można byłoby zrozumieć”.

Hannah: Nie myl poziomu relatywnego z absolutnym. Niektóre nauki są dane właśnie na tym poziomie i jeżeli jest się w stanie je zrozumieć, to bardzo dobrze, ale zazwyczaj trzeba najpierw przejść stopniowo pewne fazy rozwoju. Pieśni wadżry, które śpiewał Milarepa, stanowią wyraz oświeconego umysłu, są więc słowami opisującymi stan ostatecznego urzeczywistnienia. Nie oznaczają one, że praktykujący nie potrzebują żadnych metod po to, by osiągnąć ten poziom realizacji. Nauki te są inspiracją wypływającą ze słuchania kogoś, kto jest oświecony. Ale jeśli chodzi o własną pracę z umysłem, musimy dostrzec, gdzie stoimy i czy jesteśmy w stanie w pełni je zrozumieć, czy też nie. Jeżeli nasz umysł nadal jest ograniczony przez zwyczajne funkcjonowanie, to na tym właśnie poziomie powinna odbywać się nasza praktyka. Nie jest to jednak kwestia rozgraniczenia między stanem absolutnym a uwarunkowanym, ale połączenia tych poziomów ze sobą poprzez używanie metod, które prowadzą do poziomu ostatecznego.

Wspomniałaś o tym, żeby nie podążać za nawykami. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Hannah: Nawyki należy odcinać. Im mniej sztywnych nawyków, tym większa możność spontanicznego działania, ponieważ powodują one, że sami ograniczamy własne zdolności. Posługujemy się wieloma niepotrzebnymi parami okularów i kiedy je wreszcie zdejmiemy, zaczynamy widzieć lepiej i umiemy też lepiej oceniać. Stajemy się wolni i możemy wyrazić swój potencjał. Mam na myśli nawyki umysłu, które sprawiają, że chwytamy się wszystkiego, co się w nim pojawia i staramy się z tego zrobić jakąś konkretną, trwałą rzecz. Czy to będzie uczucie, myśl czy koncepcja, zawsze chcemy ją uchwycić i wykluczyć wszystkie inne możliwości, co znacznie nas ogranicza. W takiej sytuacji umysł nie jest w stanie wyrazić swojej naturalnej mądrości. Na tym polega główny problem z przeszkadzającymi uczuciami – z tego ograniczonego stanu wypływają słowa i działania, które powodują reakcję, na którą znowu odpowiadamy nawet tego nie zauważywszy, nie mamy żadnego dystansu.

Czy nie jest z tym trochę tak, jak z myślą: „Nie będę teraz myślał o słoniu”, która powoduje, że w naszym umyśle natychmiast pojawia się obraz słonia?

Hannah: Nie, wyłania się za to wiele więcej możliwości. Możemy czasem myśleć, że puszczając lgnięcie do nawyków tracimy coś ważnego, nie będziemy już doświadczać żadnych uczuć i staniemy się zimni jak głaz. Ta niechęć do zmian jest czymś normalnym, ponieważ każdy czuje się najlepiej z tym, co już zna i do czego zdążył się przyzwyczaić. Dlatego na początku praca z nawykami może wydawać się czymś sztucznym i nieprzyjemnym. Jednak w miarę doświadczania zmian nasz umysł przyzwyczai się do nowych wzorców i pojawi się sytuacja pełna przestrzeni i bogactwa. Dzieje się tak dlatego, że im bardziej jesteśmy wolni od wpływu emocji, tym bogatszy staje się umysł i pojawia się więcej współczucia. Kiedy nic nie krępuje zasobów naszego wewnętrznego bogactwa i kiedy poprzez zmianę nawyków może ono ujawnić się, w naturalny sposób jesteśmy w stanie więcej zdziałać.

Chciałbym zapytać o medytację przejrzystego światła, podczas której koncentrujemy się na XV Karmapie. Nie wiem nic o tym mistrzu i nie odczuwam z nim związku – czy mimo to jego błogosławieństwo jest aktywne?

Hannah: W linii Kagyu istnieje wiele rodzajów medytacji na Lamę, w zależności od rodzaju przekazu i czasu, w jakim powstał tekst danej praktyki. Mamy Guru Jogę na II-go, VIII-go, XV-go i XVI-go Karmapę, może nawet powstanie kiedyś medytacja na XVII-go Karmapę. Nie trzeba za każdym razem rozmyślać o życiu każdego z tych lamów. To, na którego z nich akurat medytujemy nie jest takie istotne. Nie trzeba też odczuwać specjalnego związku z danym mistrzem, najważniejsze jest pamiętać o tym, że otwieramy się na niego jako na buddę, a nie konkretną osobę. Utożsamiamy się z jego oświeconymi właściwościami, a jego realizacja natury umysłu działa jak zwierciadło, pokazując nam nasze własne urzeczywistnienie. Jeżeli jednak koniecznie chcesz, możesz wyobrażać sobie, że lama ten jest wypromieniowaniem Buddy Siakjamuniego albo na przykład XVI- go Karmapy, nie zmieniając jednak formy podanej w instrukcji medytacyjnej.

Jak samotne kobiety mogą radzić sobie z uczuciem strachu?

Hannah: Strach przeżywają wszyscy i nie jest on uczuciem zarezerwowanym wyłącznie dla kobiet. Można z nim pracować w zależności od jego natężenia. Buddysta lub buddystka z doświadczeniem w medytacji może po prostu obserwować uczucie strachu, co spowoduje, że nami nie zawładnie i stopniowo zniknie. Nie jest to jednak łatwe i jeżeli będziesz mieć z tym kłopoty, możesz użyć energii Schronienia, która w tej sytuacji będzie dla ciebie wsparciem i zadziała na zasadzie silnej ochrony. Możesz też używać mantr, na przykład Karmapy albo Kochających Oczu, co także pomoże ci zneutralizować strach.

Mam kolegów, którzy twierdzą, że nie pociąga ich robienie pokłonów ani powtarzanie mantr. Mówią, że interesuje ich spontaniczne urzeczywistnienie Mahamudry. Co można im na to odpowiedzieć?

Hannah: Spontaniczna realizacja jest możliwa w przypadku tych, którzy medytowali przez wiele żywotów zanim byli gotowi zająć się Mahamudrą i w tym życiu wystarczy im raz usłyszeć nauki, żeby je urzeczywistnić. Takich ludzi jest bardzo niewielu, chociaż nigdy nie można z całkowitą pewnością osądzić, kto jest już na tym poziomie, a kto nie. Tylko oświecony nauczyciel jest w stanie to ocenić. Jeżeli twoi koledzy uważają, że niepotrzebna im praktyka, to sami powinni zorientować się, gdzie stoją. Nie próbuj ich przekonywać – jeżeli będą szczerzy wobec siebie samych, prawdopodobnie okaże się, że nie są w stanie utrzymać tego zrozumienia przez cały czas i to powinno stać się dla nich bodźcem do starań, aby je osiągnąć na stałe.

Co powiedziałabyś o uczuciu oddania jako doświadczeniu, jakie pojawia się podczas medytacji? Czy powinno się pozostać z nim, czy raczej nie dać się przez nie rozproszyć i powracać do obiektu koncentracji?

Hannah: Myślę, że powinnaś polegać na przyczynie tego zjawiska, a nie na samym doświadczeniu. Przyczyną pojawienia się oddania jest twoja otwartość, która na początku nie jest jeszcze stabilna, chociaż wzmacnia się poprzez praktykę. Tak więc, jeżeli podczas medytacji pojawi się uczucie błogosławieństwa, nie staraj się go zatrzymać, ani później wywoływać na siłę, ale raczej skoncentruj się na pracy nad utrzymaniem otwartości. Jeżeli nam jej brak, nie możemy doświadczyć oddania, dlatego nie spowodujemy, że znowu się ono pojawi, jeżeli będziemy je rozpamiętywać. Dobrze jest o tym wiedzieć, bo medytacje dzielą się na takie, które pracują z zaufaniem i na takie, które nie używają tych środków. W naszej linii przekazu jest wiele metod, które opierają się na oddaniu, np. rożne typy Guru Jogi, a także medytacja na Buddę Nieograniczonego Światła. Możliwość podążania tą ścieżką oznacza pójście na skróty. Dlatego jest ona wielkim podarunkiem. Nie są to jednak metody odpowiednie dla wszystkich, nie każdy czuje się z nimi dobrze i być może niektórym potrzeba dodatkowych bodźców. Jeśli medytacje opierające się na rozwoju oddania nie są dla takiej osoby czymś naturalnym, będzie ona mogła zastosować swój zmysł krytyczny i dzięki niemu stopniowo rozwinąć zaufanie.

Co dzieje się ze zrozumieniem, przeżywanym w medytacji?

Hannah: Jeżeli jest to prawdziwe urzeczywistnienie, będziemy to po prostu wiedzieli i nigdy go nie utracimy. Będzie kształtować nasz stan umysłu i sposób, w jaki będziemy się rozwijać. Poza tym, możemy też doświadczać przebłysków zrozumienia, których nie będziemy umieli utrzymać. To nie stanowi problemu, bo gdy za następnym razem pojawi się kolejny taki moment, nasz wgląd stopniowo zacznie się stabilizować.

Opracowanie: Maria "Bundesmaria" Przyjemska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Relacje z innymi - XVII Karmapa Taje Dordże | Szczęście - Lama Ole Nydahl | Cytat - Tilopa | Lagtong - Hannah Nydahl | Dzięki mocy dakiń - Lama Ole Nydahl | Dharma na Zachodzie - Dzigme Rinpocze | Esencja nauk Wielkiej Pieczęci - Maitripa | Natura Buddy - Gerd Boll | Przyszedłem, przyjąłem, rozpocząłem - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Dilgo Czientse Rinpocze | Partnerstwo I miłość w buddyzmie - Klaudia Żerebiec | Stupa Kalaczakry, Grecja - Wywiad z Patrycją Schaffrick i Alexem Press | Cytat - Lama Ole Nydahl | Cywilizacja buddyjska w starożytnych Indiach - Rafał Kowalczyk | Wywiad z Pedro Gomezem założycielem ośrodka w Karma Guen | Triangle project w akcji - Triangle Team PL | Dziesięć niemożliwych minut - Dirk Zimmer i Artur Przybysławski | Madryt - Joanna Ilczyk | Olsztyn - Piotr Wierchowicz | The Stupa House Courier - Jaś Wójcik |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: