Diamentowa Droga jest wewnętrznym czasopismem Związku Buddyjskiego Karma Kagyu

Dziesięć niemożliwych minut

czyli o tym, jak pewien żart stał się rzeczywistością


Tlumaczenie, opracowanie: Dirk Zimmer i Artur Przybysławski

Oto oryginalny zapis dziesięciominutówki w wersji polsko-dirkowej:
LAMA I JAKO LUSTRO

1. Punkt pjerwsche: Lama ijako Pschekwad
- Bes Lame njema Methode.
- Bes methode njema Prakteki.
- Bes Prakteki njema Rozwoju.
- Bes Roswoju njema nadmijaru Energi dla in-nych.
- Bes täe Energi nje ma Radostschi.
2. Punkt drugi: Lama ne ijest Ozobon
- Umeszu Lame to Pscheztschen
- Pscheztschen jest besozobowa
- a satem Lama nje jest Ozobon
- Lama to Aktivnoscht dla Dobra in-nych
- Lama to komputarowe Program do Pomagania in-nym.
3. Punkt tschätzi: Lama ijako Bogoswawjenstwo
- Ot Lame dostajame Bogoswawenstwo.
- Bogoswawjenstwo to Saufaniea do Praktiki i do Methot.
- Gde je mamme to nasche Wontpliwos-tzi zon menejshe
a kaschda Situatia ijest dla nas Roswojem.
- Bogoswawjenstwo osenatscha schä ne mamme Problemov letsch
Sadania do srobjänia.
4. Punkt tschwarte: Lama ijako Inspiratzia
- Gde sname Lame to weme zo jest moschliwe
- Gde weme zo jest moschliwe, to sname zell drogi.
- Ten Zell to ne Abstrakzia
- to w peuni roswinjeonte Tshowek jakim jest Lama.
- To ijest jedene Zell Buddismo.

A teras moschetsche wä menje schuzatz Pomidorami!

W naszym ośrodku w Łodzi pojawił się niejaki Dirk. Pochodzi z Niemiec, to jednak nie do końca ścisła informacja. Od pierwszej chwili bowiem nikt z nas nie miał wątpliwości, że jego umysł jest polski (ewentualnie rosyjski), a zatem tylko jego ciało zostało „made in Germany”. Dirk nie mówi po polsku. To znaczy, jak sam mówi, zna w tym języku tylko kilka słów, na przykład „da swidanja”. Mimo to, w jakiś niewyjaśniony sposób złapał kontakt nawet z członkami sangi, którzy niemieckim posługują się równie dobrze, jak Dirk polskim. Częściowe ułatwienie stanowi tu oczywiście międzynarodowy, i chętnie w linii Kagyu wykorzystywany, język ciała (dziewczyny potwierdzają wysokie kwalifikacje Dirka jako masażysty).
Pewnej niedzieli, kiedy w naszym ośrodku jak zwykle odbywał się dziesięciominutowy wykład, Dirk siedział razem ze wszystkimi, ze skupioną miną, twierdząc, że co prawda nie rozumie znaczenia słów, ale wszystko pojmuje intuicyjnie. Zażartowałem więc, że następną dziesięciominutówkę zrobi właśnie on. Uznano to za bardzo sprawiedliwe rozwiązanie – skoro dotychczas wszyscy prócz Dirka wiedzieli, o co chodzi, niech raz będzie tak, że tylko Dirk się orientuje w temacie. Nasz gość zwykł się umawiać prawie codziennie z którąś z pięknych dziewczyn i zawsze też próbował się do tego porządnie przygotować. Polegało to na tym, że mówił mi, co chciałby swej wybrance powiedzieć, ja tłumaczyłem wszystko na polski, następnie dyktowałem Dirkowi, który zapisywał sobie tekst fonetycznie. Potem w bólach uczył się czytać wszystkie „sz”, „dź”, „ę” i pozostałe zgłoski, stworzone z myślą o upokorzeniu narodów niesłowiańskich. Inspiracja, jaką było piękno polskich buddystek, sprawiała, że w końcu udawało mu się uzyskać wymowę, która na tyle przypominała polski, że przy odrobinie dobrej woli można się było domyślić, o co chodzi. Właśnie podczas takich przygotowań olśniło nas, że przecież Dirk mógłby taki sam patent wykorzystać w przypadku dziesięciominutówki – wtedy to, co dotąd było żartem, nagle okazało się całkiem realne!
Napisaliśmy więc tekst, sporządziliśmy pisemną wersję, a Nastia nagrała ją Dirkowi na kasetę, aby mógł się uczyć również w pracy, przy pomocy swojego walkmana. Nie rozstawał się z nim przez następne kilka dni. W końcu przyszła niedziela i oto Niemiec, który nie znał polskiego, wygłosił wykład po polsku, zatytułowany „Lama jako lustro” (ze współczucia podarowałem mu słowo „zwierciadło”).
Nie będę próbował oddać tu reakcji naszej sangi. Powiem tylko, że teraz Dirk jest oficjalnym i legalnym członkiem naszego ośrodka, mimo że mieszka w Szwajcarii. Chociaż czy rzeczywiście tam mieszka? Przecież swoje urodziny wyprawił właśnie u nas, w naszym wspólnym ośrodku (naszym wspólnym prezentem była koszulka ze skrzyżowanym dordże i z napisem „Ten Zell to ne Abstrakzia”). Może warto jeszcze dodać, że choć Dirk praktykuje od ładnych paru lat, dopiero u nas poczuł się na tyle rozluźniony, by zrobić dziesięciominutówkę. Dotychczas wydawało mu się to niemożliwe z powodu nieprzezwyciężalnej tremy. Przy okazji Dirk zmusił mnie do publicznego debiutu, jeśli chodzi o tłumaczenie z niemieckiego na polski, chociaż wcześniej była to dla mnie zupełna Abstrakzia. Wszystko to wydarzyło się, dlatego że Lama Ole miał w Kassel wypadek. Gdyby tak się nie stało, Dirk nadal podróżowałby z naszym Lamą i pewnie nie wiedziałby, że w łódzkim ośrodku ma pełno przyjaciół.
Warto jeszcze dodać, że dwa dni przed odczytaniem wykładu Dirk przeszedł w Łodzi poważną operację oczu, polegającą na laserowej korekcji wady wzroku (skalpelem nacina się i otwiera oko, następnie przyżega się je laserem i całość z powrotem się zamyka).
Szkoda że was z nami nie było!
Was ist unmöglich, möglich ist.