DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 34 -> Szine

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Szine

Hannah Nydahl
_________

Chociaż szine (uspokojenie umysłu) po raz pierwszy stało się przewodnim tematem jednego z naszych kursów, nie jest ono dla nas niczym nowym. Nie będzie tu żadnej medytacji, której nigdy wcześniej nie robiliśmy i nie będziemy uczyć się czegoś, czego nie znamy. Chodzi o to, żeby porozmawiać o jednym z najprostszych rodzajów szine, któremu nie poświęcaliśmy dotychczas wiele uwagi, a który już stosujemy w praktyce. Ponieważ jest dzisiaj z nami wiele nowych osób, chciałabym najpierw ogólnie wyjaśnić, co tak naprawdę oznacza uspokojenie umysłu i jakie jest jego miejsce w różnych systemach medytacji.


Podążając za wskazówkami Buddy rozwijamy się stopniowo. Zdobywamy wiedzę na temat nauk buddyjskich, staramy się je zrozumieć, zadajemy pytania i w ten sposób pozbywamy się wątpliwości. Widzimy także, że z upływem czasu pojawia się coraz więcej pytań i wyjaśnia się coraz więcej kwestii. Tym jednak, co na naszej ścieżce jest najważniejsze, pozostaje medytacja, ponieważ bez niej nie osiągnęlibyśmy rezultatów, nasz umysł nie zmieniałby się. Oczywiście musimy wiedzieć, dlaczego w ogóle praktykujemy, ale bez samej praktyki nie będziemy w stanie osiągnąć wyzwolenia i oświecenia dla dobra nas samych i innych. Dlaczego powinniśmy pracować z umysłem właśnie za pomocą medytacji? Nasza świadomość nie jest przyzwyczajona do funkcjonowania w sprawny sposób. Rządzi nią wiele trudnych do wykorzeniania nawyków i to one okazują się dominujące, kiedy wchodzimy w różne sytuacje. Dlatego właśnie odruchowo lgniemy do pojawiających się w umyśle myśli i uczuć. Dzięki medytacji uczymy się zdobywać dystans do nich i zmieniać nasze nawyki.

Budda przekazał wiele medytacyjnych technik, mogą one jednak zostać sprowadzone do dwóch podstawowych: „szine”, o którym właśnie mowa; dzięki niemu nabywamy umiejętności koncentracji i uspokojenia umysłu oraz „lagtong”, wgląd (sanskr. vipassana), poprzez który osiągamy zrozumienie natury umysłu. W buddyzmie idą one ze sobą w parze; w równym stopniu ich potrzebujemy. Funkcjonują jednak dobrze tylko w odpowiedniej kolejności. Chociaż zrozumiałe jest, że chcemy od razu urzeczywistnić naszą prawdziwą naturę, powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że aby w ogóle doświadczyć wglądu, musimy panować nad swoim umysłem. Dlatego najpierw skupiamy się na praktyce szine. Jeżeli wcześniej nie praktykowaliśmy, często nie rozumiemy nawet, co to znaczy, że posiadamy umysł. Wielu ludzi nie podejmuje żadnej duchowej ścieżki i nie zastanawia się, czym on jest. Doświadczają po prostu tego, co wydarza się w świadomości, nie posiadając zbyt wielu koncepcji; nie próbują się także zdystansować wobec jej przejawów. Po pierwsze więc powinniśmy zwrócić uwagę na to, jak wiele dzieje się w naszym umyśle. Kiedy zaczniemy się mu przyglądać, stwierdzimy, że nie mamy na to specjalnie wpływu; krąży w nim mnóstwo uczuć i myśli, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. Najpierw zaczynamy więc dostrzegać wszystko, co pojawia się w polu naszej świadomości, a potem uzyskujemy nad tym kontrolę. Tak działa medytacja – uczymy się tu, jak nie pozwolić umysłowi na bezładne błądzenie i tak stopniowo rozwijamy zrozumienie tego, czym on jest.

Jak przebiega ten proces? Głównym naszym problemem jest, że nie możemy utrzymać koncentracji przez dłuższy czas. Spróbujmy usiąść na kilka minut, a zobaczmy, na ile tak naprawdę jesteśmy w stanie się skupić. Przeważnie różnego rodzaju myśli powodują, że umysł podąża za utrwalonym wzorcem i stale się rozprasza. Możemy to zmienić ucząc się koncentrować na jednej rzeczy. Jeśli nam się to uda, zaczniemy nagle dostrzegać, jak często i jak bardzo się rozpraszamy. Taka praca z umysłem to właśnie szine. Istnieje wiele jego rodzajów, które dobrze znamy z naszej zwykłej praktyki. Większość z nas robi medytację schronienia, później nyndro, czyli pokłony, medytację oczyszczenia, podarowanie mandali i guru jogę. Tu także mamy do czynienia z szine; koncentrujemy uwagę na różnych obiektach medytacji, na schronieniu, ćwiczymy naszą motywację, staramy się utrzymać doskonałą postawę. Z rodzajem mało aktywnego szine mamy do czynienia, kiedy nie skupiamy się na formach buddów, ale obserwujemy po prostu swój oddech. Właśnie temu miał być poświęcony nasz kurs. Obserwacja oddechu polega na kierowaniu uwagi na proces wdychania i wydychania powietrza. Nie próbujemy tutaj niczego na sobie wymuszać; nie zatrzymujemy oddechu, nie stosujemy żadnych dodatkowych wyobrażeń, jak nadawanie mu koloru itd. Skupiamy się po prostu na tym, jak powietrze wchodzi i wychodzi przez czubek naszego nosa. Staramy się utrzymywać uważność niezależnie od tego, co pojawi się w umyśle. Możemy praktykować szine jak dotychczas, poświęcając na koncentrację na oddechu chwilę przed medytacją. Po skończeniu praktyk podstawowych jesteśmy gotowi, aby poważniej ćwiczyć z oddechem. Czasem szine zaleca się ludziom, którzy skończyli nyndro. Dobrze też łączyć je z innymi medytacjami; w ten sposób staną się bardziej stabilne i głębokie.

Kiedy praktykujemy, czasem zdarza się, że nasz umysł jest pobudzony, rozbiegany, ale często doświadczamy też jego nieprzejrzystości; nudzimy się, stajemy się senni lub wręcz zasypiamy. Wszystkie te zjawiska są normalne, ponieważ nie jesteśmy przyzwyczajeni do medytacyjnej dyscypliny. Koncentracja to nowy nawyk, który musimy sobie wypracować. Na początku może nam się wydawać, że praktyka to coś dziwnego, sztucznego; potrzebna nam więc będzie cierpliwość. Żeby uniknąć apatyczności i nieprzejrzystości, dobrze jest inspirować umysł, pracować z motywacją. Czasem ludzie, którzy nie wiedzą, na czym tak naprawdę polega medytacja siadają, zamykają oczy i pozostają tak przez dłuższy czas. Siedząc nie doświadczają żadnych zewnętrznych bodźców i w końcu odprężają się. Wpadają w przyjemny, senny nastrój i wydaje im się, że się koncentrują. Tak naprawdę jest to „samadhi białej ściany”, przed którym tak często ostrzega Ole; umysł staje się tu otępiały i ociężały. Żeby go uniknąć można przyzwyczaić się do „zmiennego utrzymywania koncentracji” i robić krótkie przerwy w trakcie medytacji. To sprawi, że nasza świadomość będzie w stanie utrzymywać świeżość. Kiedy stosujemy technikę szine przed każdą medytacją, starajmy się przez chwilę utrzymać całkowitą przejrzystość. Chodzi o to, żeby w krótkim czasie wejść w stan zupełnej koncentracji. Zazwyczaj, kiedy obserwujemy oddech, nasz umysł zaczyna błądzić. Wróćmy wówczas do obiektu naszego skupienia i znów próbujmy utrzymać na nim uwagę. Możemy też ćwiczyć inaczej – zamiast pozwalać, aby nasz umysł sam się rozproszył, najpierw krótko, lecz intensywnie skupiamy się, potem robimy króciutką przerwę i znowu się koncentrujemy. Liczymy wtedy oddechy i nawet jeżeli uda nam się policzyć tylko do siedmiu albo do dwudziestu jeden, jest to świetne ćwiczenie. W medytacji Diamentowego Umysłu przynosi to doskonałe rezultaty. Koncentrujemy się w intensywny sposób i rozluźniamy, bo nie sposób jest utrzymać natężoną uwagę przez cały czas. Tak staramy się odnaleźć równowagę pomiędzy skupieniem a odprężeniem; utrzymujemy w naszym umyśle otwartość i nie pojawia się w nim zbyt wiele napięcia. Z drugiej strony jednak pamiętać należy, że jeżeli za bardzo się rozluźnimy, nie będziemy mogli dobrze się skoncentrować. Ćwiczenie uważności pomoże nam dostrzec nadchodzące rozproszenie. Zwykle nie widzimy go, bo właśnie nim jesteśmy pochłonięci. Im więcej ćwiczymy się w koncentracji, tym wcześniej udaje nam się zauważyć nadciągające przeszkody.

Kończąc medytację pracujemy nad tak zwaną fazą stopienia; staramy się rozpuścić wszystko, na czym wcześniej się skupialiśmy. Tu jest miejsce na wipassanę, czyli medytację wglądu. Obie techniki – uspokojenia umysłu i rozwijania wglądu – są nam jednakowo potrzebne. Jeśli na początku nie skoncentrowaliśmy się odpowiednio, druga część medytacji w ogóle nie dochodzi do skutku. Aby rozpuścić się w pustość, nasz umysł powinien być naprawdę stabilny. Mamy jednak szczęście, ponieważ obie fazy są ze sobą połączone i dlatego możemy je ćwiczyć, nawet jeśli na początku mamy z nimi trudności. Dopóki żyjemy i działamy poprzez nasze ciała, pomiędzy ciałem a umysłem istnieje silny związek. Dlatego w przypadku praktyki szine, w jej prostszej czy też bardziej złożonej postaci, a także w każdej innej medytacji, zwłaszcza wglądu, ciała można używać jako podpory dla koncentracji. Poprzez ciało wywieramy wpływ na umysł, powodując, że staje się on coraz bardziej stabilny. Skupiajmy się więc na oddechu, jak coraz częściej radzi Szamar Rinpocze. Ważna jest też postawa podczas medytacji. W ciele płynie wiele różnych energii, wiele się wydarza, a ona pomaga te energie zharmonizować. Najważniejsze są tu oczywiście proste plecy. Nogi krzyżujemy w takim stopniu, jak to możliwe; pełen lotos wspomaga dobrą postawę. Jeżeli nie potrafimy usiąść w ten sposób, pozostaje półlotos, kiedy przekładamy do góry tylko jedną nogę. Uważajmy też, żeby nie przechylać się w żadną stronę, do przodu czy do tyłu. Szyja powinna być wyprostowana, a podbródek lekko cofnięty. Zamykamy usta i oddychamy przez nos, ale mięśnie wokół ust powinny pozostać rozluźnione. Nie zaciskamy zębów, a język dotyka podniebienia i umiejscowiony jest tuż za zębami. Oczy są wpółprzymknięte, wzrok w naturalny sposób lekko obniża się i zatrzymuje się na punkcie przed nami.

Oczywiście, wszystko to wydaje się bardzo proste. Z jednej strony to prawda; większość naszych medytacji to nic trudnego. Z drugiej, z pewnością wiecie sami, ile wysiłku nas to kosztuje. Potrzebne jest dużo cierpliwości, a medytacja nie zawsze pozostaje czymś fascynującym i przepojonym radością. Odpowiada jednak za kształtowanie nowych nawyków i ćwiczenie umysłu. Nie oczekujmy więc natychmiastowych rezultatów, ale medytujmy pełni zaufania, że rezultaty prędzej czy później się pojawią. Kiedy uzyskujemy pewne efekty, znowu powinniśmy uważać, żeby nie wpaść w pułapkę lgnięcia do nich. Należy traktować je dokładnie tak samo, jak nasze pomieszanie, myśli czy uczucia i nie przywiązywać się do nich. Na tym etapie staje się to trudniejsze niż dotychczas. Po pewnym czasie wykonywania szine pojawia się bardzo spokojny, wyciszony, miły stan umysłu, który nie jest nieprzejrzysty. Łatwo się do niego przyzwyczaić i popaść w pewną od niego zależność. W każdej sytuacji szukamy przyjemnych doznań – to motor napędzający większość naszych działań. Jednak kiedy siadamy do praktyki i liczymy na to, że pewien oczekiwany stan umysłu znowu się pojawi, on oczywiście nie przychodzi – właśnie z tego powodu, że tak go wyczekujemy. Jest to logiczne – wcześniej pojawił się tylko dlatego, że uczyliśmy się nie lgnąć do przeżyć wyłaniających się z umysłu. Oczekując czegoś, powracamy do starych nawyków. Nie powinniśmy więc oceniać nawet najprzyjemniejszych doznań, ani czynić względem nich żadnych zabiegów. Jeżeli przychodzą, to dobrze, a jeśli odchodzą, to też dobrze. Nasz umysł powinien pozostać wobec nich całkowicie neutralny. Czasem możemy doświadczyć wielkiej przejrzystości, świetlistości i wówczas wydawać się nam będzie, że osiągnęliśmy pewien wgląd w pustość umysłu. To także efekty uboczne szine. Znowu nie należy podejmować wobec nich żadnych działań. Traktujmy je po prostu jak kolejne doświadczenia medytacyjne i odnośmy się do nich jak do wszystkiego, co normalnie wydarza się w naszym umyśle. Obojętnie czy to myśl, koncepcja czy uczucie – zjawiska te nie są od siebie różne, mają tę samą naturę, bo wszystkie pochodzą z umysłu. Nie ma powodu, by nasza medytacja przypominała huśtawkę, na której poruszamy się w górę i w dół, w zależności od tego, jakie mamy akurat myśli czy jakich doznajemy emocji. Wszystkie te stany powinniśmy traktować tak samo, starając się nie czepiać miłych myśli i nie unika złych. Medytacja pomaga nam rozwijać uważność i uspokaja umysł. Jednak w codziennych sytuacjach niedobrze jest pozostawać w przeświadczeniu, że wszystko jest jednakowe. Tutaj nasza praktyka polega na wzmacnianiu współczucia, działaniu dla dobra innych. To dwa różne aspekty naszej ścieżki i należy pamiętać, że sprawy, które w medytacji pozostają nieważne, mają jednak znaczenie w życiu, podczas naszych zwykłych aktywności. Kiedy urzeczywistnimy wgląd w naturę umysłu, zniknie różnica pomiędzy medytacją i nie-medytacją. Wtedy w samoistny sposób, także na uwarunkowanym poziomie wszystko będzie w porządku, ponieważ nie będziemy popełniać błędów. Jednak dopóki tak nie jest, faza pomedytacyjna pozostaje ważna dla wzmocnienia współczucia i rozwinięcia uważności.

Co zrobić, jeżeli przy obserwacji oddechu ciężko mi oddychać albo też podnosi się temperatura mojego ciała?

Hannah: Nie powinno tak być. Nie wstrzymuj oddechu, nie manipuluj nim. Oddychaj normalnie, żeby ciało mogło się rozluźnić. Obserwuj swój oddech, ale bez niepotrzebnego napięcia i niezbyt długo, minuta wystarczy. Rób krótkie przerwy, podczas których twój umysł będzie stawał się rozległy jak przestrzeń i powracaj do koncentracji. To kwestia wyrobienia w sobie odpowiedniego nawyku.

Czy szine to praktyka wyłącznie buddyjska?

Hannah: Szine widzieć można jako pewną technikę. Istnieje wiele rodzajów niebuddyjskich szine, na przykład hinduistyczne. Uspokojenie umysłu staje się metodą buddyjską, kiedy przyjmujemy schronienie, rozwijamy oświeconą postawę, a po skończonej medytacji dzielimy się pozytywnymi wrażeniami, które nagromadziliśmy. Poza tym, aby wzmocnić naszą motywację, rozważamy cztery podstawowe prawdy. Samą technikę jednak można stosować niezależnie od wyznania.

Trudno jest mi utrzymać koncentrację, kiedy mam otwarte oczy. Wtedy jest więcej okazji do rozproszenia.

Hannah: Tak, to prawda – to jednak kwestia przyzwyczajenia. Kiedy medytujemy na buddów, zazwyczaj zamykamy oczy, bo tak jest łatwiej. Istnieje jednak szine na przedmioty, takie jak posążek czy kamień. W praktyce z oddechem przed oczami mamy zazwyczaj przestrzeń albo podłogę. Jeśli jednak widzimy coś konkretnego, cokolwiek by to nie było, nie powinniśmy się na tym koncentrować, snuć rozważań na temat tej rzeczy. Należy zrozumieć, że wszystkie wrażenia wzrokowe są tej samej natury. Dlatego nie należy za nimi podążać i mieć na ich temat żadnych koncepcji.

Praktykowałam intensywnie szine przez pewien czas. Co prawda wpłynęło to na jasność mojego umysłu, ale nie czułam błogosławieństwa...

Hannah: Praktykowanie szine i błogosławieństwo nie wykluczają się wzajemnie, ma to jednak związek ze stanem umysłu, w jakim się znajdujemy podczas medytacji. Jeżeli szine jest dla nas tylko techniką uspokojenia umysłu, to nie będziemy odczuwać błogosławieństwa. Jeśli natomiast jesteśmy otwarci na lamę, buddów i bodhisattwów, a nasza motywacja jest silna, to będziemy go doświadczać.

Mój kolega zasypia w trakcie medytacji na Diamentowy Umysł. Ma na swoim koncie już wiele mantr, ale ciągle nie może tego zmienić.

Hannah: Nie jest jedyny, szczególnie jeśli chodzi o Diamentowy Umysł. Najlepiej jest wtedy uciąć tę sytuację, nie czekać aż zaśniemy. Jeżeli w trakcie mantr czujemy, że nie będziemy potrafili utrzymać koncentracji, zróbmy krótką przerwę i zacznijmy od nowa. Poza tym nie powinno się medytować po jedzeniu, ani w miejscu, w którym jest za ciepło.

Jak pracować z myślami podczas medytacji?

Hannah: Nie należy za nimi podążać, budować ciągów myślowych, które odwracają naszą uwagę od przedmiotu skupienia. Jeżeli potrafimy utrzymać uwagę na obiekcie koncentracji, nawet w przypadku pojawiania się myśli, oznacza to, że do nich nie lgniemy. Po pewnym czasie same się uspokoją. Na początku, kiedy zaczynamy widzieć, jak pracuje nasz umysł, sądzimy, że mamy więcej myśli niż zwykle. Są jak wodospad, kaskady opadającej wody. Nie jest jednak tak, że rzeczywiście pojawia się ich więcej; raczej w tym momencie zaczynamy je dostrzegać. Jeśli będziemy wytrwale ćwiczyć koncentrację, stopniowo się uciszą. Cały ten proces pozostaje całkowicie naturalny. Jego przebieg przypomina płynącą rzekę, której nurt na niektórych odcinkach staje się bardziej rwący. W końcu jednak wpada ona do oceanu o spokojnej powierzchni.

Wykonywałem kiedyś szine w ośrodku zen, gdzie posadzono mnie przed ścianą. Czy polecałabyś taką medytację?

Hannah: Nie zmieniałabym naszych medytacji szine. Sposób, w jaki praktykowaliśmy do tej pory, jest odpowiedni. Jeżeli chodzi o dłuższe, bardziej intensywne ćwiczenia szine, to zalecane są one po skończeniu nyndro. Wtedy mamy solidną podstawę, żeby głębiej wejść w tę praktykę i przejść do medytacji wglądu.

Kiedy zaczynamy praktykę nyndro, nie mamy jeszcze doświadczenia w medytacji i często nie potrafimy utrzymać przejrzystości umysłu. Czy posiadamy ochronę, jeśli popełniamy tu błędy?

Hannah: Tak. Medytację można nazwać buddyjską, ze względu na ramy wokół niej – przyjęcie schronienia, świadome rozwinięcie oświeconej postawy i dzielenie się zasługą. Oczywiście, chociaż robisz wszystko, co możesz, musisz zawsze ćwiczyć. Do tego służą praktyki podstawowe, również kiedy praktykujemy z oddechem. Poza tym pożyteczne jest robienie przerw w medytacji polegające na odprężeniu, nieskupianiu się przez chwilę na niczym i powrocie do obiektu koncentracji. To jest tak, jak z ćwiczeniem mięśni, tyle że tu ćwiczymy umysł, aby był bardziej przejrzysty.

Jak radzić sobie z natrętną myślą „Muszę się teraz skupić”?

Hannah: Zamiast o tym myśleć, po prostu to robisz – kierujesz swój umysł na oddech. Zresztą umysł zawsze działa w ten sposób, że kieruje się w stronę czegoś. Tu mowa tylko o szine, a nie o medytacji na naturę umysłu; to znowu coś zupełnie innego. Na razie uczymy się skupiać umysł na jednej rzeczy, ponieważ zazwyczaj nie potrafimy tego robić.

Czy efektem medytacji jest kontrola nad emocjami? Czy potrafiłaś utrzymać panowanie nad swoimi uczuciami podczas wypadku, który przydarzył się Olemu?

Hannah: Nad swoim umysłem panuję na pewno lepiej niż nad swoim ciałem. Myślę, że w takiej skrajnej sytuacji naturalnie przychodzą pewne reakcje fizyczne, psychiczne. Zaczynamy się martwić, na pewno przykro też patrzeć, jak ktoś cierpi. Myślę, że nawet nie próbowałabym tego zmienić. Takie doświadczenie nie musi jednak zaburzać naszego spokoju wewnętrznego. Tak długo, jak fizycznie i umysłowo związani jesteśmy ze światem, w umyśle wydarza się mnóstwo rzeczy. Medytacja uczy nas odnosić się do nich w inny sposób. Wtedy możemy wpływać na wydarzenia, ale także na nasze na nie reakcje, na stany umysłu. W ten sposób nie jesteśmy już w to wszystko tak bardzo uwikłani.

Robiłem kiedyś pewną medytację, o której przeczytałem w książce. Koncentrowałem się tutaj na trzecim oku. Na chwilę przestałem odczuwać cokolwiek i zobaczyłem czerwone światło. Czy to ma jakiś związek z szine?

Hannah: Kiedy praktykujemy uspokojenie umysłu, w naturalny sposób pojawiają się efekty uboczne, na przykład cuda. Jako buddystów nie interesują nas one jednak. Przychodzą i odchodzą, a dla nas najważniejsza pozostaje motywacja. Medytacji tej możesz używać w kontekście buddyjskim, stosując metody, pośród których będzie także szine. Jeżeli chcesz koncentrować się na jakimś ośrodku energetycznym w ciele i stapiać się z nim, być może będziesz mógł praktykować taką medytację w ramach diamentowej drogi. Ale kiedy będą pojawiać się różne doświadczenia, nie przywiązuj się do nich.

Lama Ole mówi, że do rozpoczęcia praktyki szine trzeba skończyć nyndro. Ale przecież Czogjam Trungpa, podobnie jak kilku innych nauczycieli, kładzie w swoich książkach duży nacisk na tę medytację...

Hannah: Nam powiedział o tym Kalu Rinpocze. Mówi tak też wielu innych nauczycieli, a nauka ta pojawia się w tekstach mahamudry. To kwestia tego, na ile zależy nam, żeby uzyskać pewne podstawy, zanim przejdziemy do intensywnego i zaawansowanego szine. Spoczywanie w nagiej świadomości jest bezpieczniejsze, kiedy mamy mocny fundament; kiedy umysł został już oczyszczony z negatywności i nagromadziliśmy wiele dobrych wrażeń. Trzeba mieć także dużą wprawę w koncentracji. Nie jestem w stanie ocenić, jak zaawansowana jest twoja medytacja, ale jeżeli często odczuwasz rozproszenie albo senność, lepiej będzie, żebyś praktykowała nyndro i przed sesjami krótko ćwiczyła koncentrację na oddechu.

Czy uważasz, że wykonywanie codziennych czynności, podczas których wymagane jest skupienie, jak praca przy komputerze albo jazda samochodem, porównywalne jest z szine?

Hannah: Ogólnie można powiedzieć, że koncentracja na zwykłych czynnościach pomaga w praktyce. W niektórych medytacjach podobnie zagłębiamy się w jakiś temat i staramy się go zrozumieć. Myślę jednak, że ten rodzaj skupienia, o jakim mówisz, pozostaje za bardzo powiązany z koncepcjami, aby móc porównać go z praktyką szine. Nie jest to czysta koncentracja wykraczająca poza wszelkie pojęcia – może z wyjątkiem takich procesów, jak tworzenie muzyki; tutaj artysta jest w stanie utrzymać uważność bez żadnych koncepcji.

Czy ćwicząc szine, możemy medytować na Lamę nad naszą głową podczas kilku wolnych minut, które mamy w ciągu dnia?

Hannah: Tak, możesz tak robić; chociaż odnoszę wrażenie, że myślisz, że szine jest czymś innym niż to, co praktykujemy. My po prostu nadajemy taką nazwę obserwacji oddechu i fazie budowania w medytacji. Dotyczy to także guru jogi.

Pracuję w biurze informatycznym, wszyscy koledzy wiedzą, że jestem buddystą i są tym zainteresowani. W przerwach w pracy robię szine. Co powinienem zrobić, jeżeli będą chcieli się do mnie przyłączyć?

Hannah: Dlaczego chcesz zastępować normalną medytację uspokojeniem umysłu? Jeśli masz pół godziny wolnego i chcesz pomedytować, powinieneś robić swoją główną praktykę. Jeżeli twoi koledzy interesują się technikami medytacyjnym, to jak najbardziej możesz nauczyć ich szine. Powiedz im, żeby obserwowali swój oddech, jeżeli to im odpowiada. Jeżeli jednak interesuje ich buddyzm, powinieneś im wyjaśnić, na czym on polega.

Opracowanie: Kim Saxton, Maria Przyjemska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Budda w Silicon Valley - Lama Ole Nydahl | O medytacji - Lama Ole Nydahl | Guru joga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pieśń oddania - Dziamgon Kongtrul Lodro Thaje | Bohater Marpa - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Mar­pa | Siedem Rozkoszy - Gotzangpa | Sześć wyzwalających działań - Lama Ole Nydahl | Współczujące działanie - 16 Karmapa | Nie ma prywatnych stanów umysłu - Karol Ślęczek | Praca z emocjami - Gerd Boll | O Wojtku co tak pięknie pudże śpiewał co tak pieknie pudże spiewal - Z Wojtkiem Tracewskim rozmawia Rafał Żwirek | Benalmadena Story - impresje budowlańca, podróżnika - Żwirek - Rafael Horhe Mendoz | Gdańsk - Adam Jankiewicz | Ziemia w Malborku - Ka­sia Do­ma­lew­ska, Ja­rek Fal­kow­ski | W grodzie Kraka i Karola - Krakowska Sanga | Dharma w Beskidach - Wiadomości z dziedziny nieruchomości | The Stupa House Courier - Jaś Wój­cik | Cytat - Dziamgon Kongtrul Lodro Taje | Szine - Hannah Nydahl |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: