Diamentowa Droga jest wewnętrznym czasopismem Związku Buddyjskiego Karma Kagyu

Sześć wyzwalających działań


Autor: Lama Ole Nydahl
Tlumaczenie, opracowanie: Ar­tur Przy­by­sław­ski

Na­uki o sze­ściu wy­zwa­la­ją­cych dzia­ła­niach do­ty­czą na­szej mo­ty­wa­cji. Za­wie­ra­ją wska­zów­ki, któ­re moż­na wy­ko­rzy­stać bez­po­śred­nio w ży­ciu. Jak wie­cie, cel bud­dy­zmu jest bar­dzo prak­tycz­ny, je­go po­gląd zaś nie­zwy­kle przej­rzy­sty. Nikt nie osią­ga oświe­ce­nia je­dy­nie dzię­ki słu­cha­niu na­uk. Trwa­łe re­zul­ta­ty po­cho­dzą z au­ten­tycz­nych do­świad­czeń, po­wo­du­ją­cych w nas rze­czy­wi­ste zmia­ny. Dla­te­go Bud­da dał swo­im uczniom spo­ro prak­tycz­nych wska­zó­wek; ni­gdy nie trak­tu­jąc ich ja­ko na­ka­zów, lecz ra­czej ja­ko przy­ja­ciel­skie ra­dy. Nie był on bo­gie­m­-stwór­cą, ani sę­dzią, nie za­le­ża­ło mu na zwo­len­ni­kach przy­po­mi­na­ją­cych sta­do owiec. Za­miast te­go wo­lał ukła­dy part­ner­skie; pra­gnął, by lu­dzie roz­wi­ja­li się i dzie­li­li z nim oświe­ce­nie oraz ogrom­ną od­po­wie­dzial­ność, ja­ka się z nim wią­że.
Wska­zów­ki Bud­dy dla tych, któ­rzy my­ślą głów­nie o so­bie, skła­da­ją się na tak zwa­ną „szla­chet­ną ośmio­ra­ką ścież­kę”. Jej po­czą­tek sta­no­wi po­ży­tecz­ny tryb ży­cia, a uko­ro­no­wa­niem jest wła­ści­wa kon­cen­tra­cja. Dla tych na­to­miast, któ­rzy osią­gnę­li po­ziom współ­czu­cia i wglą­du, któ­rzy chcą być po­ży­tecz­ni dla in­nych, bar­dziej od­po­wied­nie po­zo­sta­ją me­to­dy „sze­ściu pa­ra­mit”, czy­li „sze­ściu wy­zwa­la­ją­cych dzia­łań”. Dru­ga część te­go sło­wa: „ita”, ozna­cza: prze­szedł­szy, pierw­sza zaś: „pa­ram” - po­za.
Pa­ra­mi­ty roz­wi­ja­ją w nas mi­łość, któ­ra umoż­li­wia nam przej­ście po­za to, co oso­bi­ste. Sta­no­wią wy­zwa­la­ją­cy po­gląd, głę­bo­kie zro­zu­mie­nie, że po­strze­ga­ją­cy, rzecz po­strze­ga­na i sam akt po­strze­ga­nia po­zo­sta­ją współ­za­leż­ne i sta­no­wią jed­ność. Że przed­miot, pod­miot i dzia­ła­nie są od sie­bie nie­od­dziel­ne. Pa­ra­mi­ty wy­zwa­la­ją nie dzię­ki te­mu, że złe ob­ra­zy w lu­strze na­szej świa­do­mo­ści za­stą­pio­ne zo­sta­ją do­bry­mi. Pięk­ne od­bi­cia roz­bu­dza­ją w nas za­ufa­nie, któ­re po­zwa­la nam prze­kro­czyć du­ali­stycz­ne poj­mo­wa­nie do­bra i zła oraz roz­po­znać sa­mą na­tu­rę lu­stra - pro­mien­ną, do­sko­na­łą i wspa­nial­szą od wszyst­kie­go, co mo­że się w nim za­ma­ni­fe­sto­wać. Je­śli wy­peł­ni­my umysł do­bry­mi wra­że­nia­mi, przy­nie­sie nam to szczę­ście. Jed­nak owa ra­dość nie wyj­dzie po­za to, co uwa­run­ko­wa­ne. Do­pie­ro, gdy na­szym po­ży­tecz­nym czy­nom to­wa­rzy­szyć bę­dzie po­gląd o jed­no­ści pod­mio­tu, przed­mio­tu i dzia­ła­nia, osią­gnie­my po­nad­cza­so­wy po­ży­tek.

Pierw­sze wy­zwa­la­ją­ce dzia­ła­nie:
Szczo­drość

Szczo­drość spra­wia, że każ­da sy­tu­acja sta­je przed na­mi otwo­rem. Świat jest w na­tu­ral­ny spo­sób pe­łen spon­ta­nicz­ne­go bo­gac­twa, jed­nak na­wet przy naj­lep­szej mu­zy­ce nie bę­dzie im­pre­zy, je­że­li nikt nie za­tań­czy. Je­śli się z ni­kim ni­czym nie po­dzie­li­my, w na­szym ży­ciu nie zda­rzy się nic istot­ne­go. Dla­te­go wła­śnie szczo­drość jest tak waż­na.
W cza­sach Bud­dy szczo­drość ozna­cza­ła po­ma­ga­nie in­nym w prze­trwa­niu. Naj­waż­niej­sze by­ło wte­dy za­pew­nie­nie wszyst­kim do­sta­tecz­nej ilo­ści je­dze­nia i in­nych, ma­te­rial­nych rze­czy. Dzi­siaj, w na­szej wol­nej i nie­prze­lud­nio­nej czę­ści świa­ta, jest ina­czej - czę­ściej niż z gło­du umie­ra­my wsku­tek otłusz­cze­nia ser­ca. Lu­dzie po­zbyw­szy się pro­ble­mów ze­wnętrz­nych, za­czę­li, nie­zdol­ni do przej­rzy­ste­go my­śle­nia, stwa­rzać so­bie pro­ble­my we­wnętrz­ne. W re­zul­ta­cie w więk­szo­ści czu­ją się sa­mot­ni i za­gro­że­ni. Uwol­niw­szy się od tro­ski o co­dzien­ność, za­czę­li kom­pli­ko­wać so­bie ży­cie we­wnętrz­ne; dla­te­go wie­lu nie po­sma­ko­wa­ło na­wet ra­do­ści, ja­ką mo­że dać praw­dzi­wa wol­ność. Dla­te­go na Za­cho­dzie i w tych czę­ściach Azji, gdzie nie bra­ku­je dóbr ma­te­rial­nych, szczo­drość w więk­szej mie­rze do­ty­czy sfe­ry emo­cjo­nal­nej. Ozna­cza dzie­le­nie się z in­ny­mi na­szą si­łą, ra­do­ścią i mi­ło­ścią - w spo­sób po­na­do­so­bi­sty, z po­zio­mu, z któ­re­go nie ma już upad­ku. Je­śli do­brze me­dy­tu­je­my i sta­ra­my się uwol­nić umysł od wszel­kich uwa­run­ko­wań, do­bro, któ­re mo­że­my prze­ka­zać in­nym, po­zo­sta­je nie­ogra­ni­czo­ne. Dzie­lić się z ludź­mi wła­snym po­ten­cja­łem, ob­da­rzać ich cie­pły­mi uczu­cia­mi to naj­wspa­nial­szy dar, ja­ki moż­na so­bie wy­obra­zić. Po­za tym, spo­śród wszyst­kich wła­ści­wo­ści umy­słu, żad­na nie prze­ni­ka tak bez­po­śred­nio i w tak kom­plet­ny spo­sób w do­świad­cze­nia in­nych, jak peł­na ra­do­ści ener­gia. Tak też pa­mię­taj­my, że wy­ci­ska­nie wszyst­kich so­ków z te­go, co ofe­ru­je nam ży­cie, a tak­że kil­ka nad­pro­gra­mo­wych mantr lub po­kło­nów, czy tro­chę wię­cej niż zwy­kle mi­ło­ści dla na­sze­go part­ne­ra. nie tyl­ko da nam si­łę tu i te­raz, ale rów­nież zbli­ży nas do oświe­ce­nia.
Jak już wspo­mnia­łem, naj­wspa­nial­szym i je­dy­nym trwa­łym bo­gac­twem, któ­re moż­na ofia­ro­wać isto­tom, jest wgląd w ich nie­uwa­run­ko­wa­ną esen­cję. Jak te­go do­ko­nać? Jak po­ka­zać in­nym ich wro­dzo­ną do­sko­na­łość? Naj­lep­szym zwier­cia­dłem, ja­kie­go je­ste­śmy w sta­nie w tym ce­lu użyć, są na­uki Bud­dy. Dla­te­go żad­ne dzia­ła­nie nie przy­no­si więk­sze­go po­żyt­ku niż bu­do­wa ośrod­ków me­dy­ta­cyj­nych. Prak­tycz­na mądrość, któ­rą miej­sca te roz­prze­strze­nia­ją, po­zwa­la wie­lu roz­po­znać przej­rzy­ste świa­tło świa­do­mo­ści, a za­sia­ne w ten spo­sób na­sio­na kieł­ko­wać bę­dą w ich umy­słach przez wszyst­kie na­stęp­ne ży­wo­ty, aż do oświe­ce­nia. Wie­le spo­łecz­nie zo­rien­to­wa­nych osób twier­dzi, iż na­uki ta­kie są luk­su­sem i naj­pierw po­win­no się dać lu­dziom jeść. W rze­czy­wi­sto­ści jest ina­czej - prze­strze­ni wy­star­cza dla obu tych form szczo­dro­ści. Im le­piej funk­cjo­nu­ją umy­sły osób, któ­rym po­ma­ga­my, tym ła­twiej jest im wy­kal­ku­lo­wać, ile dzie­ci będą w sta­nie wy­ży­wić. W re­zul­ta­cie bie­dy na świe­cie jest mniej, a zy­ski osią­ga­my po­dwój­ne. Cia­ło tak czy owak znik­nie; umysł, dzię­ki nam bo­gat­szy, bę­dzie trwać da­lej.

Dru­ga pa­ra­mi­ta:
Ży­cie świa­do­me, sen­sow­ne i po­ży­tecz­ne dla in­nych.

Po­nie­waż ta­kie po­ję­cia, jak „mo­ral­ność” czy „ety­ka”, za­wsze by­ły nad­uży­wa­ne przez kla­sy rzą­dzą­ce, my sta­ra­my się ich uni­kać. W hi­sto­rii bar­dzo czę­sto trzy­ma­no lu­dzi w sza­chu wła­śnie dzię­ki nim, da­jąc wy­raź­nie do zro­zu­mie­nia, że je­śli pań­stwo nie do­pad­nie ich w tym ży­ciu, to ko­ściół zro­bi to po śmier­ci. Na­wet wy­ja­śnia­jąc na­uki Bud­dy, któ­re ma­ją na ce­lu je­dy­nie peł­ny roz­wój istot, trze­ba sta­ran­nie do­bie­rać sło­wa - tak, by prze­ka­zy­wa­ły przej­rzy­ście ich mą­drość i jed­no­cze­śnie nie wy­wie­ra­ły żad­nej pre­sji. Dla­te­go naj­lep­szą de­fi­ni­cją dru­gie­go wy­zwa­la­ją­ce­go dzia­ła­nia jest naj­praw­do­po­dob­niej „sen­sow­ne ży­cie dla po­żyt­ku in­nych”. Co to jed­nak ozna­cza? Jak moż­na nadać po­rzą­dek nie­zli­czo­nym dzia­ła­niom, sło­wom i my­ślom pod­czas choć­by jed­ne­go dnia?
Bud­da pa­trząc na zja­wi­ska z po­zio­mu swo­jej po­nad­cza­so­wej mą­dro­ści, zo­sta­wił pe­łen pa­kiet wy­jąt­ko­wo sku­tecz­nych me­tod. Do­ty­czą one cia­ła, mo­wy i umy­słu, a brzmią po pro­stu roz­sąd­nie. By­ły i są prze­ko­nu­ją­ce dla lu­dzi nie­za­leż­nych, zda­ją­cych so­bie spra­wę z te­go, że Bud­da to nie ża­den szef, lecz przy­ja­ciel ży­czą­cy im trwa­łe­go szczę­ścia. Dzię­ki do­brej kar­mie swo­ich uczniów Bud­da prze­ka­zy­wał na­uki przez peł­ne 45 lat i umarł uśmie­cha­jąc się. Kształ­cił wie­le wy­jąt­ko­wych osób - sta­wia­ły mu py­ta­nia, ja­kie mógł­by za­dać So­kra­tes, Pla­ton czy Ary­sto­te­les. Naj­lep­sze umy­sły tych cza­sów gro­ma­dzi­ły się więc wo­kół nie­go i spraw­dza­ły prze­kaz przy uży­ciu ca­łe­go ar­se­na­łu na­rzę­dzi fi­lo­zo­ficz­nych. Ucznio­wie Bud­dy otrzy­my­wa­li jed­nak nie tyl­ko prze­ko­nu­ją­ce wska­zów­ki. Dzię­ki swej mo­cy i zręcz­no­ści bez­po­śred­nio zmie­niał ich spo­sób do­świad­cza­nia świa­ta - nie tyl­ko więc do­sko­na­lił ich zdol­ność lo­gicz­ne­go my­śle­nia, ale wpły­wał na ca­ły ich umysł. Roz­pra­szał wąt­pli­wo­ści uka­zu­jąc im je­go esen­cję - sa­me­go prze­ży­wa­ją­ce­go.
Nie trud­no uświa­do­mić so­bie, cze­go war­to uni­kać na po­zio­mie cia­ła, mo­wy i umy­słu. Gdy lu­dzie ma­ją kło­po­ty z po­li­cją, zwy­kle po­wo­dem jest to, iż przy­czy­nia­li się do cie­le­snych szkód - cho­dzi tu głów­nie o za­bi­ja­nie, kra­dzież i ra­nią­ce dzia­ła­nia sek­su­al­ne. Gdy są sa­mot­ni, zwy­kle ozna­cza to, że mie­li na­wyk mó­wie­nia in­nym nie­przy­jem­nych rze­czy, że kła­ma­li chcąc ich zra­nić, że plot­ko­wa­li lub swo­imi sło­wa­mi wpro­wa­dza­li lu­dzi w po­mie­sza­nie. Je­śli ktoś jest nie­szczę­śli­wy, praw­do­po­dob­nie nie prze­pa­dał za in­ny­mi, czuł za­zdrość i po­zwa­lał so­bie na dłu­go­trwa­łe sta­ny po­mie­sza­nia.
Prze­ci­wień­stwem tych szko­dli­wych ak­tyw­no­ści jest dzie­sięć po­zy­tyw­nych dzia­łań cia­ła, mo­wy i umy­słu. Dzię­ki nim lu­dzie sta­ją się sil­ni i po­ży­tecz­ni dla in­nych, a ich je­dy­nym re­zul­ta­tem po­zo­sta­je szczę­ście. Bud­da do­ra­dza, by uży­wać cia­ła ja­ko na­rzę­dzia ochra­nia­nia istot, da­wa­nia im mi­ło­ści i wszyst­kie­go, cze­go po­trze­bu­ją. Je­śli ko­muś do­brze ukła­da­ją się związ­ki z in­ny­mi, ozna­cza to, iż roz­wi­nął już ten po­ten­cjał w po­przed­nich ży­wo­tach. Im szyb­ciej za­cznie­my, tym le­piej. Dzię­ki dzi­siej­szym środ­kom ko­mu­ni­ka­cji to, co mó­wi­my, do­cie­ra do bar­dzo du­żej ilo­ści istot. Je­śli mamy zwy­czaj prze­ma­wiać w spo­sób ła­god­ny i otrzy­mu­je­my tak­że przej­rzy­ste in­for­ma­cje od in­nych, to już w tym ży­ciu do­strze­że­my po­ży­tek pły­ną­cy z praw­do­mów­no­ści (kie­dy tyl­ko jest to moż­li­we), z uni­ka­nia kłamstw ra­nią­cych in­nych, z wy­ja­śnia­nia im jak funk­cjo­nu­je świat i z przy­no­sze­nia spo­ko­ju. Naj­lep­szy sposób wy­ko­rzy­sta­nia umy­słu, to czy­nie­nie do­brych ży­czeń, ra­dość z do­brych dzia­łań in­nych i przej­rzy­ste my­śle­nie. Dzię­ki tym dzia­ła­niom osią­gnie­my spo­kój umy­słu, a w przy­szło­ści, kie­dy sta­ną się one na­wy­kiem, da­dzą nam wie­le szczę­ścia na ca­łej dro­dze do oświe­ce­nia. Umysł jest naj­waż­niej­szy. Je­śli dziś o czymś po­my­śli­my, ju­tro to po­wie­my, a po­ju­trze zrobi­my. Każ­da chwi­la, każ­de „tu i te­raz” jest waż­ne. Je­śli na­uczy­my się ob­ser­wo­wać umysł, nic nie bę­dzie w sta­nie po­wstrzy­mać na­sze­go roz­wo­ju.
Trze­cia pa­ra­mi­ta:
Jak z po­wo­du gnie­wu
nie stra­cić przy­szłe­go szczę­ścia

Kie­dy dzię­ki szczo­dro­ści na­gro­ma­dzi­my du­cho­we bo­gac­two, kie­dy świa­do­mie po­tra­fi­my kie­ro­wać na­szy­mi my­śla­mi, sło­wa­mi i dzia­ła­nia­mi, trze­cią waż­ną rze­czą, ja­kiej po­trze­bu­je­my, jest cier­pli­wość. Cho­dzi o to, by­śmy nie tra­ci­li do­brej ener­gii, pra­cu­ją­cej już na ko­rzyść in­nych i na­szą.
Jak mo­że­my ją utra­cić? Po­przez gniew. Jest on je­dy­nym luk­su­sem, na któ­ry nie po­win­ni­śmy so­bie po­zwa­lać. Do­bre wra­że­nia z wie­lu ży­wo­tów - ka­pi­tał umy­słu i je­dy­ne źró­dło trwa­łe­go szczę­ścia - spło­ną na­tych­miast w ata­ku zim­ne­go lub go­rą­ce­go gnie­wu. Bud­da po­wie­dział, że uni­ka­nie go jest jak naj­pięk­niej­sza i naj­trud­niej­sza do za­ło­że­nia sza­ta. Po­dał tak­że wie­le spo­so­bów na roz­wi­ja­nie cier­pli­wo­ści. Jed­ną z bar­dzo uży­tecz­nych me­tod jest do­świad­cza­nie trud­nych sy­tu­acji ja­ko se­rii od­dziel­nych zda­rzeń, na któ­re re­agu­je­my ko­lej­no, nie oce­nia­jąc ich. Owo „stro­bo­sko­po­we po­strze­ga­nie” jest bar­dzo sku­tecz­ne w wy­pad­ku fi­zycz­ne­go za­gro­że­nia. Po­ży­tecz­na jest rów­nież em­pa­tia wo­bec te­go, kto two­rzy ne­ga­tyw­ną kar­mę, wie­dząc, że do nie­go wró­ci; świa­do­mość nie­trwa­ło­ści i uwa­run­ko­wa­nej na­tu­ry każ­de­go do­świad­cze­nia; zrozu­mie­nie, jak po­mie­sza­ni mu­szą być lu­dzie trud­ni i nie­przy­jem­ni.
Re­ago­wa­nie bez gnie­wu na to, co się wy­da­rza, uwol­ni ca­łą po­nad­cza­so­wą mą­drość na­sze­go cia­ła, mo­wy i umy­słu, a wów­czas na­sze po­stę­po­wa­nie sta­nie się wła­ści­we. Na naj­wyż­szym po­zio­mie prak­ty­ki, zwa­nym Dia­men­to­wą Dro­gą, po­zwa­la­my nie­po­żą­da­nym emo­cjom śli­zgać się po „dy­wa­nie” z mantr; da­je­my im odejść, za­nim wy­two­rzą w umy­śle ja­kie­kol­wiek złe na­wy­ki. Mo­że­my rów­nież „wpusz­czać zło­dzie­ja do pu­ste­go do­mu”; po­zo­sta­jąc świa­do­my­mi da­ne­go uczu­cia, nic z nim nie ro­bić. Je­że­li na­wie­dzi nas ono kil­ka­krot­nie, a my nie do­star­czy­my mu żad­nej ener­gii, za­cznie przy­cho­dzić rza­dziej, aż w koń­cu bę­dzie się trzy­mać od nas z da­le­ka. Kto­kol­wiek po­tra­fi ob­ser­wo­wać, jak gniew się po­ja­wia, roz­gry­wa, a po­tem zni­ka, od­kry­je pro­mien­ny stan umy­słu, uka­zu­ją­cy wszyst­kie zja­wi­ska z przej­rzy­sto­ścią zwier­cia­dła.
Mą­drze jest uni­kać gnie­wu tak sku­tecz­nie, jak tyl­ko po­tra­fi­my, a je­śli już nas do­pad­nie, po­zwo­lić mu szyb­ko odejść. Sa­ma de­cy­zja po­wstrzy­ma­nia gnie­wu i usu­nię­cia go, gdy tyl­ko się po­ja­wia, jest wspar­ciem dla na­sze­go „we­wnętrz­ne­go” ślu­bo­wa­nia, czy­li obiet­ni­cy bo­dhi­sa­ttwy. Uczu­cie gnie­wu za­wsze po­wo­du­je trud­no­ści i przy­czy­nia się do więk­szo­ści cier­pień na świe­cie, choć sa­ma si­ła by­wa przy­dat­na do na­ucza­nia i ochro­ny. Dzia­ła­nia bud­dyj­skich straż­ni­ków, usu­wa­ją­cych nie­bez­pie­czeń­stwa, lub czy­ny Ti­lo­py i Mar­py, któ­rzy do­pro­wa­dzi­li swych uczniów do do­sko­na­ło­ści w re­kor­do­wym cza­sie, na­le­żą wła­śnie do ta­kich, peł­nych mo­cy me­tod. Praw­do­po­dob­nie ża­den na­uczy­ciel nie jest w sta­nie pro­wa­dzić swych uczniów bez sto­so­wa­nia od cza­su do cza­su po­dob­nych środ­ków.
W ośrod­kach me­dy­ta­cyj­nych po­win­ni­śmy po­stę­po­wać wo­bec tych, któ­rzy je od­wie­dza­ją, w spo­sób wy­wa­żo­ny. Je­śli przy­cho­dzą do nas lu­dzie pi­ja­ni, bę­dą­cy pod wpły­wem nar­ko­ty­ków, nie­chluj­ni lub nie­umie­ją­cy się za­cho­wać, po­win­ni­śmy ich szyb­ko od­pra­wić. Prze­szka­dza­ją in­nym, a na­stęp­ne­go dnia zwy­kle nie pa­mię­ta­ją, cze­go się na­uczy­li. Funk­cją ośrod­ka bud­dyj­skie­go, zwłasz­cza w li­nii Kar­ma Ka­gyu, jest za­pro­po­no­wa­nie okre­ślo­nej du­cho­wej ścież­ki tym, któ­rzy są zbyt kry­tycz­ni i nie­za­leż­ni, by za­in­te­re­so­wać się czym­kol­wiek in­nym. Dla lu­dzi ma­ją­cych po­waż­ne trud­no­ści z umy­słem i po­szu­ku­ją­cych po­mo­cy po­zo­sta­je wy­star­cza­ją­co du­żo ko­ścio­łów i in­nych miejsc, w któ­rych mo­gą ją otrzy­mać. Do prak­ty­ki Dia­men­to­wej Dro­gi po­trze­ba pew­ne­go nie­zbęd­ne­go mi­ni­mum do­bre­go po­ten­cja­łu, prze­ja­wia­ją­ce­go się ja­ko zdol­ność do nor­mal­ne­go za­cho­wa­nia, my­śle­nia o in­nych oraz nie trak­to­wa­nia rze­czy zbyt oso­bi­ście.
Czwar­ta pa­ra­mi­ta:
Ra­do­sna ener­gia za­pew­nia­ją­ca roz­wój

Ko­lej­ne wy­zwa­la­ją­ce dzia­ła­nie łą­czy się z peł­ną rado­ści ener­gią. Bez niej na­sze­mu ży­ciu bra­ku­je „do­pa­la­cza”, a wraz z upły­wem czasu bę­dzie­my je­dy­nie coraz star­si, ale nie mą­drzej­si. Po­win­ni­śmy być te­go świa­do­mi i kar­mić cia­ło, mo­wę i umysł wra­że­nia­mi, któ­re roz­bu­dzą ape­tyt na ko­lej­ne pod­bo­je i ra­do­ści. Pod­czas, gdy więk­szość lu­dzi ma sil­ną ten­den­cję do in­er­cji, do za­cho­wy­wa­nia sta­tus quo, my za­wsze wyróż­niaj­my się we­wnętrz­nym oży­wie­niem i otwar­to­ścią, co fak­tycz­nie naj­ła­twiej jest osią­gnąć dzię­ki czy­ste­mu po­glą­do­wi Dia­men­to­wej Dro­gi. Je­że­li wie­my, że wszyst­kie isto­ty są bud­da­mi i tyl­ko cze­ka­ją, by ktoś po­ka­zał im ca­łe ich bo­gac­two; je­śli zda­je­my so­bie spra­wę z te­go, iż świat jest swo­bod­ną grą oświe­co­nej prze­strze­ni - cóż mo­że być bar­dziej in­spi­ru­ją­ce­go niż moż­li­wość wy­ko­rzy­sta­nie tej świa­do­mo­ści?! Praw­dzi­we­mu roz­wo­jo­wi za­wsze to­wa­rzy­szy ogrom­ne szczę­ście, nie ma tu miej­sca na sta­gna­cję. Po­rzu­ca­my tu przy­wią­za­nie do we­wnętrz­ne­go kom­for­tu i uczy­my się sta­wiać ma­łe wy­ma­ga­nia in­nym i bar­dzo du­że so­bie.

Pią­ta pa­ra­mi­ta:
Me­dy­ta­cja, któ­ra na­da­je ży­ciu zna­cze­nie

Czte­ry po­przed­nie punk­ty po­win­ny być dla każ­de­go oczy­wi­ste. Kto­kol­wiek pra­gnie nadać swo­je­mu ży­ciu moc i zna­cze­nie, mu­si skie­ro­wać swo­ją uwa­gę i wy­sił­ki ku in­nym. Naj­ła­twiej te­go do­ko­nać dzię­ki szczo­dro­ści na po­zio­mie cia­ła, mo­wy i umy­słu. Tak po­wsta­łym po­ten­cja­łem na­le­ży zręcz­nie kie­ro­wać po­przez my­śli, sło­wa i dzia­ła­nia, uni­ka­jąc gnie­wu, nisz­czą­ce­go wszyst­kie, zasia­ne już przez nas, do­bre na­sio­na. Peł­na ra­do­ści ener­gia do­da nam tu do­dat­ko­wą moc, któ­ra otwo­rzy przed na­mi no­we wymia­ry do­świad­czeń.
Dla­cze­go po­trze­bu­je­my więc jesz­cze me­dy­ta­cji? Jest ona nie­zbęd­na, po­nie­waż zwy­kle nie po­tra­fi­my utrzy­mać ra­do­snych sta­nów umy­słu, któ­re cza­sa­mi prze­ży­wa­my. Nie­chcia­ne emo­cje czę­sto cza­ją się w ciem­nych za­uł­kach na­szej świa­do­mo­ści i mo­gą spo­wo­do­wać, iż zno­wu po­my­śli­my, po­wie­my i zro­bi­my rze­czy, z któ­rych nikt nie bę­dzie miał żad­ne­go po­żyt­ku. Ko­ją­ca me­dy­ta­cja uspo­ko­je­nia i po­wścią­ga­nia na­wy­ko­wych ten­den­cji umy­słu ofe­ru­je nam dy­stans ko­niecz­ny, by­śmy w ko­me­diach i tra­ge­diach ży­cia sa­mi wy­bie­ra­li dla sie­bie ro­le.

Szó­sta pa­ra­mi­ta:
Mą­drość - roz­po­zna­nie
praw­dzi­wej na­tu­ry umy­słu

Pięć do­tąd wy­mie­nio­nych pa­ra­mit wią­za­ło się głów­nie z życz­li­wym sto­sun­kiem do świa­ta, któ­ry wy­peł­nia umysł do­bry­mi wra­że­nia­mi, da­ją­cy­mi nam uwa­run­ko­wa­ne szczę­ście. Sa­me w so­bie na­uki te nie się­ga­ją da­lej. Tym­cza­sem punkt szó­sty - mó­wią­cy o oświe­ca­ją­cej mą­dro­ści bud­dy - czy­ni z nich dzia­ła­nia wy­zwa­la­ją­ce, czy­li „pro­wa­dzą­ce na dru­gą stro­nę”. W swej peł­ni ozna­cza on zro­zu­mie­nie szes­na­stu po­zio­mów pust­ki lub współ­za­leż­ne­go po­wsta­wa­nia zja­wisk we­wnętrz­nych i ze­wnętrz­nych. Na ten te­mat po­wsta­ło wie­le opa­słych ksiąg. Moż­na jed­nak tak­że ująć rzecz krót­ko: w szó­stej pa­ra­mi­cie cho­dzi o zro­zu­mie­nie, że czy­nie­nie do­bra jest spra­wą na­tu­ral­ną. Sko­ro przed­miot, pod­miot i dzia­ła­nie są czę­ścia­mi tej sa­mej ca­ło­ści, cóż in­ne­go moż­na czy­nić? Zja­wi­ska wa­run­ku­ją się wza­jem­nie i dzie­lą ze so­bą tę sa­mą prze­strzeń, przy czym ani w nich, ani ni­gdzie in­dziej nie moż­na od­na­leźć żad­ne­go ego, „ja” czy też du­szy. Ro­zu­mie­my więc, że wszyst­kie isto­ty pra­gną szczę­ścia, a to z ko­lei spra­wia, że z mo­cą i wy­trwa­ło­ścią dzia­ła­my dla ich po­żyt­ku.