DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 34 -> Bohater Marpa

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Bohater Marpa

Wywiad z Lamą Ole Nydahlem
_________


Za każdym razem, kiedy mówisz o Marpie, nazywasz go bohaterem...

Lama Ole: Nazywam go bohaterem świadomie, ponieważ nieustraszoność jest tym aspektem jego pracy, o którym często się zapomina. Dzieje się tak, ponieważ instytucje monastyczne, które zajmowały się spisywaniem życiorysów wielkich nauczycieli, znały wiele słów dla opisów religijnego wyrzeczenia, lecz posiadały niewiele zrozumienia dla chwały odwagi. Nawet Kalu Rinpocze zdołał mnie rozczarować, gdy w 1970 roku mówiąc o Marpie użył sformułowania „stary dziadek Marpa”. Najwyraźniej nawet on, pochodzący z kraju Khampów – dzikich wojowników ze wschodniego Tybetu – utracił szacunek dla gwałtownego i natychmiastowego działania. W gruncie rzeczy zrozumiałe jest, że ludzie nieustannie ograniczani przez klasztorne reguły mogą mieć poczucie, iż ich ofiara daje im prawo do zajmowania szczególnej pozycji w społeczeństwie. Ludzkie jest również to, że na skutek takiej sytuacji są w pewien sposób przekonani, że ci, którzy cieszą się bogactwem życia, są w mniejszym stopniu profesjonalistami – że są jak dzieci i potrzebują bardziej zdyscyplinowanego stylu życia. Jednocześnie wybuchy ich mocy, czy też wręcz ochronnej energii, niektórzy ludzie odbierają jako niecywilizowane czy wręcz szkodliwe.

To, czego dowiedzieliśmy się o Marpie z ustnego przekazu na przestrzeni lat, które spędziliśmy w Himalajach, miało formę epickiej opowieści o niezwykle silnym człowieku. Kiedy dorastał, okoliczni ludzie zauważyli jego surową siłę i mówili: „Jeżeli wyrośnie na dobrego człowieka, będzie naprawdę wspaniały, ale jeżeli stanie się zły, będziemy się musieli przeprowadzić do innej doliny”. W stronach, w których mieszkał Marpa, do wyboru były tylko trzy zajęcia – można było zostać pasterzem, złodziejem albo lamą. Jako inteligentny chłopak Marpa uznał, że najbardziej interesujący jest z pewnością zawód lamy. W owych czasach w Tybecie nie można się było jednak wiele nauczyć, ponieważ większość pracy, którą wykonał Guru Rinpocze, została zniszczona przez szamanistów 250 lat wcześniej, około 800 roku. Tak więc Marpa musiał udać się po nauki do Indii, ponieważ tamtejsi jogini i inni nauczyciele byli najbardziej skłonni do dzielenia się swoją wiedzą. Ponieważ muzułmanie zabijali ich w czasie częstych inwazji, podobnie jak niszczyli buddyjskie książki i posągi, chodziło również o uchronienie buddyjskiej kultury przed zapomnieniem. Dziś, gdy chce się przekroczyć Himalaje, wystarczy znaleźć trzeźwego kierowcę i pokonać kilku twardogłowych urzędników, lecz w czasach Marpy było to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Na przykład sto lat wcześniej Tybetańczycy postanowili przyjąć religię i alfabet z Indii, po tym jak przyjęli już prawie wszystko inne od Chińczyków. W tym celu wysłali 108 młodych ludzi z Wyżyny Tybetańskiej do Indii, lecz tylko ośmiu z nich powróciło. Dlatego przedarcie się trzykrotnie przez Himalaje było nie lada osiągnięciem i jest dowodem wytrzymałości Marpy, szczególnie, że ostatnią podróż odbył już w podeszłym wieku. W czasie jednej z tych podróży, osiągnąwszy kontrolę nad swymi wewnętrznymi energiami, potrafił wskazać palcem na atakujących go nieprzyjaciół, którzy w tym momencie padali na ziemię plując krwią Stanowiło to osiągnięcie dość szczególne. Chociaż Marpa pochodził z wysokich gór Tybetu, w których panował arktyczny klimat, spędził w sumie ponad 16 lat w tropiku północnych Indii, gromadząc nasz przekaz Kagyu. Oznacza to z pewnością, że posiadał więcej właściwości bardziej heroicznych niż te, które sugerowałby szacowny skądinąd tytuł „tłumacz” (tyb.: lotsała). Dla mnie Marpa jest najsilniejszym człowiekiem o niewzruszonym umyśle, któremu ufa się od razu przy pierwszym spotkaniu. Był poza wszelkimi grami, jak skała, był prawdziwym bohaterem Diamentowej Drogi.

Mówisz często, że styl życia Marpy jest przykładem dla nowoczesnych buddystów. Słyszymy od Ciebie, że jesteśmy Marpa Kagyu...

Lama Ole: Tak i jest to nowe odkrycie. Z powodu rzucającej się w oczy obecności instytucji monastycznych i ich dyscypliny, sądziliśmy przez wiele lat, że ich przekaz jest jedynym i przejęliśmy również w dużym stopniu styl Dhagpo Kagyu, co oznacza transmisję Kagyu pochodzącą od Gampopy, pierwszego mnicha w naszej szkole. Pomimo że Gampopa był bardzo oddany swemu nauczycielowi Milarepie i posiadał wiele szczególnych właściwości, a także był najwyraźniej całkowicie pozbawiony przeszkadzających uczuć, jego podejście nie pasuje do sytuacji ludzi żyjących poza tradycyjnymi krajami Wschodu i poza Francją, gdzie przekaz również posiada zabarwienie głównie monastyczne. Dla angloamerykańskiego, germańskiego i słowiańskiego Zachodu, podobnie jak dla Włoch oraz niektórych ośrodków w Ameryce Łacińskiej, ważnym przykładem jest niewątpliwie Marpa. Styl życia Milarepy próbują naśladować praktykujący z bardzo niewielu innych społeczności i krajów, lecz Marpa stanowi zarówno przystępny, jak też pełen znaczenia wzór dla wszystkich tych, którzy pragną przekształcić swoje bogate, nieograniczone celibatem życie w drogę do oświecenia. Taki styl ma szansę dotrzeć do niezliczonej liczby ludzi, którzy budują i chronią nasze społeczeństwa, zarówno żywią klasztory jak też bezpośrednio urzeczywistniają nauki (to sformułowanie jest lepsze od słowa „jogin”) oraz zakładają rodziny. Ponadto jesteśmy Marpa Kagyu, ponieważ jesteśmy wykształconymi, praktycznymi ludźmi, którzy pragną, żeby świat rozwijał się w pełen znaczenia sposób. Ścieżki urzeczywistniających i ludzi świeckich jednoczą się dzięki abstrakcyjnemu i krytycznemu myśleniu, jakiego naucza się w naszych społeczeństwach oraz bogactwu i wolności, które zapewniają nam dzisiaj różne wspaniałe urządzenia. Moi uczniowie są ludźmi świeckimi, kiedy zarabiają pieniądze i wykonują interesujące zawody, natomiast joginami są ze względu na sposób postrzegania świata, wspólne życie i podróżowanie z jednego kursu na drugi. Dwustu pięćdziesięciu czterech reguł przeznaczonych dla mnichów i trzystu pięćdziesięciu dla mniszek nie można zmienić, ponieważ zostały przekazane przez samego Buddę, natomiast różnorakie metody Marpy i Milarepy spotykają się obecnie i przynoszą pożytek większej liczbie ludzi, niż miało to miejsce kiedykolwiek przedtem.

Czy istnieją lub istniały jakieś znane inkarnacje Marpy? W prologu do „Życia Marpy” jest powiedziane, że był on dawniej znany jako Dombi Heruka w Indiach i był emanacją Samantabhadry, a to nie jest główna forma medytacyjna w naszej szkole.

Lama Ole: W rzeczywistości to Milarepa jest znany jako emanacja Dombi Heruki. Marpa był O! Diamentem (tyb. Czie Dordże, skt. Hewadżra). Był w zjednoczeniu z Nie Ego (tyb. Dagmema, skt. Nyiratma) i otaczało go osiem innych dakiń z jego pola mocy. Wielu ludzi z pewnością czuje się zainspirowanych jego przykładem i kontynuuje jego sposób życia, który jest prawie nieunikniony, jeśli utrzymujemy pogląd Wielkiej Pieczęci i cieszymy się światem. Powinniśmy jednak uważać, żeby nie mówić za wiele o „inkarnacjach”. Milarepa nie lubił tego, twierdził, że osłabia to zdolność dharmy do przekształcania ludzkich umysłów, że szansę mają wszyscy i należy ich inspirować do tego, żeby po prostu starali się najlepiej jak potrafią. Gdy po raz pierwszy odczuje się smak ponadosobistych poziomów umysłu, potem już pełne wolności i radosne doświadczenia będą się rozprzestrzeniały i wzrastały, z życia na życie.

Jakie przekazy sprowadził Marpa do Tybetu?

Lama Ole: Marpa spędził w Indiach i Nepalu szesnaście lat i owe czasy, kiedy to inicjacje były przekazywane w swobodny sposób, przyniosły pożytek jemu samemu i nam wszystkim. Dzierżawcy tych inicjacji byli tak szczodrzy, ponieważ chcieli uchronić je przed zaginięciem na skutek ciągłych inwazji muzułmanów. Dlatego Marpa otrzymał od Naropy zarówno drogę bezforemną jak też drogę metod, która prowadzi do natury umysłu poprzez jego energię. Nie wiem natomiast czy nauczył się również ścieżki, która jest najskuteczniejsza dzisiaj – identyfikacji z nauczycielem, którą polecają Karmapowie.

Jak rozwijał się buddyzm w Tybecie przed Marpą? Pierwszym mistrzem był Guru Rinpocze...

Lama Ole: Nie można przecenić znaczenia Guru Rinpocze. Nadał on formę i strukturę stuleciom nieregularnych buddyjskich wpływów w Tybecie. Oryginalna tybetańska tradycja szamanizmu bon, usytuowana pomiędzy buddyjskim jedwabnym szlakiem na północy i buddyjskimi Indiami na południu, podzieliła się na dwa kierunki, zanim Guru Rinpocze dotarł do tego kraju. Jedno odgałęzienie, tak zwany „biały bon”, przyjęło nauki o przyczynie i skutku oraz ideę oświecenia, podczas gdy „czarny bon” nadal stosował masowe krwawe ofiary, z których czerpał swą siłę. Do Tybetu zostali wówczas zaproszeni także niektórzy mnisi, lecz główny z nich, przystojna wcześniejsza inkarnacja Dziamgona Kongtrula Rinpocze, musiał się przez cały czas ukrywać. Pewna lokalna tybetańska królowa postanowiła, że mnich ów wzbogaci jej dotychczasową kolekcję; ponieważ on chciał jednak pozostać mnichem, siłą rzeczy jego aktywność stała się dosyć ograniczona. Dama ta była po prostu wszechobecna. Jednak Guru Rinpocze był człowiekiem świeckim i miał wiele kobiet, usatysfakcjonował więc szybko królową,Tymczasem mnich czynił życzenia, żeby już nigdy się nie odrodzić przystojny mężczyzna. Kiedy zaczął się znowu reinkarnować około 1850 roku we wschodnim Tybecie, jako Dziamgon Kongtrul Lodro Taje, najwyraźniej jego życzenie się spełniło – miał bardzo długie ciało, lecz bardzo krótkie nogi. Natomiast młody Dziamgon Kongtrul, który zmarł w 1992 roku w czasie podróży do Tybetu, gdzie chciał sprawdzić chińskiego kandydata na Karmapę, pierwszego Urdziena Trinleja, był znowu atrakcyjny. Co najmniej raz w Niemczech zdarzyło się, że poprosił o pomoc w usunięciu ze swego łóżka pewnej młodej damy. Ona potraktowała to jednak osobiście i głośno się skarżyła, że nie jest on bodhisattwą, ponieważ myśli tylko o swoich mnisich regułach i nie dba o jej potrzeby.

Guru Rinpocze został w Tybecie oficjalnie przez pięć lat i przez kolejnych czterdzieści pięć potajemnie (nauka Gyaltsaba Rinpocze). Potem, kiedy udał się na Zachodni Kontynent rakszów, budzących grozę ludożerców, przekazał bieg spraw w Tybecie w ręce swej głównej tybetańskiej małżonki, Jeszie Tsogyal. Jej zadaniem miało być utrzymanie przekazu w kraju. Ponieważ jednak nie miała zmysłu politycznego, zwolennik czarnego szamanizmu, Lang Dharma, przejął władzę i podporządkował sobie Tybet. Jego ludzie zniszczyli świątynie w Samye i wszystkie inne ślady buddyjskiej obecności, które potrafili znaleźć. Przepadło wówczas prawie wszystko, za wyjątkiem wielu nauk dzogczen ukazujących bezpośrednio naturę umysłu oraz niektórych nauk ukrytych przez Guru Rinpocze, tak zwanych term. Termy do dziś mogą być odnajdywane tylko przez mężczyzn, którzy mają kobiety.. Historia związana z Lang Dharmą jest naprawdę bezpretensjonalna, utrzymana w typowym dla Njingmapy, zawsze zabawnym stylu, jednak za długa, żeby ją tutaj opowiedzieć. Tak więc Marpa, po dwustu pięćdziesięciu latach niemal barbarzyństwa, sprowadził z powrotem do Tybetu totalne i pełne mocy nauki Buddy, Diamentową Drogę. Natomiast indyjski mnich Atisza nadał im monastyczną ramę, która jest dzisiaj nadal tak wyraźnie obecna we wszystkich przejawach buddyzmu na tradycyjnym Wschodzie.

Czy istnieją różnice pomiędzy przekazem Guru Rinpocze i przekazem Marpy?

Lama Ole: W esencji nie; w stylu, organizacji i ludziach, którzy czują się zainspirowani, tak. Przede wszystkim wielu reprezentantów „cnotliwego” państwowego kościoła – Gelugpy – po prostu nie akceptuje term jako nauk Buddy. Mają zaufanie tylko do tych nauk, które wciąż jeszcze można znaleźć w Indiach; jest ich jednak bardzo niewiele. Ponieważ przeciekające dachy, pożary, muzułmanie, karaluchy i szczury, ramię w ramię niszczą papier i sztukę, bardzo niewiele nauk zachowało się do dzisiaj. Dlatego najmłodsza ze szkół tybetańskiego buddyzmu określa samą siebie jako „Wielką Drogę” lub mahajanę, opartą na studiowaniu i logice. Trzy „stare” szkoły natomiast – Njingma, Sakja i Kagyu – które opierają się na przekazie, i bezpośrednim doświadczeniu, również używają tybetańskich źródeł i określają same siebie jako tantryczne lub „przekształcające”. Njingma trzyma się tylko swych własnych starych nauk, Sakjapowie wolą raczej podejście bardziej konceptualne, Kagyupowie natomiast przede wszystkim medytują i starają się utrzymywać czysty pogląd, używając metod Guru Rinpocze i Marpy. Różnica w klasyfikacji polega przede wszystkim na tym, że Njingmapowie dzielą swoje najwyższe nauki na Maha, Ana i Atijogę i pracują w dużym stopniu z Diamentową Rodziną Buddy. Nauki Sarma (nowe) opierające się na pracy Marpy, rozróżniają jednak cztery klasy tantr – Krija, Czarja, Joga i Maha Anuttara Joga – które pozwalają jeszcze bliżej zidentyfikować się z umysłem buddy. Na przestrzeni lat, które spędziliśmy w Himalajach, otrzymaliśmy wraz z Hannah przekaz linii Njingma i Kagyu. Znajdujemy się jednak przede wszystkim pod głębokim wpływem tego, co lubimy i mamy duże trudności z traktowaniem poważnie tego, co nieprzyjemne. Dlatego w głębi serca jesteśmy Kagyu.

Marpa i Atisza dotarli do Tybetu mniej więcej w tym samym czasie; na czym polegała jednak różnica pomiędzy sposobami ich pracy?

Lama Ole: Częściowo już odpowiedziałem na to pytanie i chociaż zwolennicy poprawności politycznej nie cierpią tego spostrzeżenia, jest całkowicie jasne, że ludzie reprezentujący różne rasy i pochodzący z różnych krajów, po wielu stuleciach życia w określonych warunkach zachowują się, identyfikują i traktują kobiety na bardzo różne sposoby. Podobnie jak w buddyjskiej Europie nasi Polacy urządzają imprezy, Czesi pracują, Litwini są towarzyscy, Niemcy organizują, a Duńczycy nie stosują sie do żadnych reguł, na obszarze Himalajów Hindusi są słodcy, a Tybetańczycy słoni. To wpływa na „brzmienie” wszystkiego co robią. Dlatego Marpa i Atisza nauczali odpowiednio wewnętrznych i zewnętrznych aspektów buddyzmu w północnych Indiach w czasach, gdy był on niszczony – Marpa skoncentrował się na Diamentowej Drodze, czyli na zawartości, podczas gdy Atisza sprowadził pojemnik, czyli organizację.

Co wiemy o poprzednich żywotach Marpy? Jego związek z Naropą nie był chyba sprawą jednego życia?

Lama Ole: Przekazuję tylko to, co otrzymałem z żywego przekazu, od lamów – urzeczywistniających, których blisko znałem i do których miałem zaufanie, dlatego nie mogę tutaj powiedzieć niczego szczegółowego. Dla mnie, wysoki bodhisattwa dostrzegł, że dojrzewają niezbędne warunki, by buddyzm powrócił do Tybetu, następnie postanowił odrodzić się jako Marpa, żeby mogło się to wydarzyć i osiągnął wielki sukces. Kalu Rinpocze uważał, że urzeczywistnił on O! Diament, tyb. Czie Dordże. Ponieważ wszyscy buddowie posiadają tę samą esencję i szeroką podstawę dla swej aktywności, być może naprawdę ważny jest tylko poziom ponadosobisty. Na przykład jeżeli chodzi o mnie, to nocą doświadczam samego siebie jako Najwyższej Radości w dobrym towarzystwie, a w dzień jako Czarnego Płaszcza – kiedy sprawiam, że rzeczy się wydarzają. Najważniejszy jest zawsze lama, co widać wyraźnie w historii o spotkaniu Marpy z Naropą, gdy pojawia się O! Diament. Marpa powinien był pozdrowić najpierw starego, pomarszczonego Naropę, a dopiero później gigantyczną formę z energii – buddę, który promieniował w przestrzeni przed nim jak tysiąc słońc. Prawdopodobnie na podstawowym poziomie wszystko to jest osadzone głęboko w tradycji Kagyu. Ponieważ w linii praktyki rozwój wyłania się z bliskiej relacji z nauczycielem, związek ten jest totalny – angażuje ciało, mowę i umysł, i przekształca nas w sposób całkowity. Dlatego odczuwamy wszystkich buddów jako aspekty umysłu naszego nauczyciela. W linii studiowania chodzi jednak o to, by najpierw zaznajomić się konceptualnie z takimi właściwościami jak współczucie, mądrość czy moc i następnie zrozumieć, że własny nauczyciel ucieleśnia całe to wewnętrzne bogactwo.

W biografii Marpy jest powiedziane, że w czasie swego pierwszego pobytu w Indiach otrzymał on nauki mahamudry od Maitripy i tantrę Demczog od Naropy. A więc dlaczego często mówi się, że to trzeci pobyt w Indiach miał szczególne znaczenie, jeśli chodzi o nauki mahamudry?

Lama Ole: Maitripa nauczył Marpę doświadczać przestrzeni jako świadomości, natomiast Naropa przekazał mu metody, umożliwiające przeżywanie jej jako błogości. Trzecia wizyta Marpy w Indiach, kiedy był już starszym człowiekiem, jest bardzo szczególna, ponieważ jego głębokie oddanie i wdzięczność sprawiły, że pole mocy Naropy skondensowało się ponownie, chociaż zmarł on jakiś czas wcześniej. Przekaz taki, jak ten jest w najwyższym stopniu niezwykły.

Marpa i kobiety...

Lama Ole: Tysiąc lat temu w Tybecie istniały pożyteczne alternatywy dla typowego związku kobiety i mężczyzny posiadających dzieci, opartego na zasadzie „jedna plus jeden”. Nie był to jednak dogmat. Sytuacja, w której silny mężczyzna lub silna kobieta posiadali większą liczbę partnerów, o których potrafili się zatroszczyć, nie prowadziła do zazdrości. Dzisiaj na Zachodzie, gdy jakaś para ma dzieci, ale jej łóżko już wystygło, wygląda na to, że dobrze sprawdza się model „poszerzonej rodziny”. W Tybecie często przyjmowała ona taką formę, że kobieta wychodziła za mąż od razu za kilku braci. Pomagało to w sprawach spadkowych – majątek rodziny „podążał” po prostu za kobietą. Jak już wspomniałem i jak można to również zobaczyć na tankach O! Diamentu, jemu samemu i jego głównej partnerce Nie Ego towarzyszyło osiem innych kobiet. Najpierw nauczyły się wiele od niego, a potem znalazły sobie mężów, którzy również zostawali nauczycielami i kontynuowali przekaz. Jeżeli ktoś zna naszą zachodnią historię Kagyu z takich książek jak „Dosiadając Tygrysa”, dostrzeże w niej z pewnością nowoczesne odniesienia do aktywności Marpy oraz to, jak bardzo jest ona nadal skuteczna.

Ponieważ mistrz Marpy – Naropa – prowadzony był przez Tilopę na ścieżce przy pomocy metod szalonej mądrości (słynnych dwanaście ciężkich prób), czy można odnaleźć ślady tego stylu w naukach Marpy? Marpa był podobno bardzo surowy jako nauczyciel. Być może edukacja Milarepy jest tego przykładem?

Lama Ole: Każdy nauczyciel, który używał surowych metod wobec niektórych ze swoich uczniów (tak jak Tilopa postępował z Naropą i Marpa z Milarepą), później poważnie im odradzał stosowanie tego podejścia wobec kogokolwiek. Mówił prosto z mostu: „Ty byłeś ostatnim głupkiem, z którym można to było robić”. Obecnie jest to jeszcze bardziej prawdziwe, niż w przeszłości. Znam przynajmniej jednego lamę, ucznia Kalu Rinpocze, który przynajmniej jeszcze do niedawna próbował najpierw „burzyć” swych uczniów, żeby ich potem „odbudowywać” podczas trzyletniego odosobnienia. W ten sposób wyprodukował całą serię ciężkich przypadków naprawdę neurotycznych młodych ludzi, poszukujących w samych sobie winy za błędne instrukcje, które od niego otrzymali. Dzisiaj najlepszą metodą prowadzenia ludzi do rozwoju jest inspirowanie ich, żeby identyfikowali się ze swoją własną siłą i stawali się bardziej niezależni, a także pomaganie im w zrozumieniu, że najwyższa prawda jest najwyższą radością; że im lepiej funkcjonują, tym bardziej zbliżają się do swej natury buddy. Chociaż Naropa mógł rozwiać koncepcje w swoim umyśle dzięki dwunastu większym i dwudziestu czterem mniejszym katastrofom, a z kolei Milarepa praktykował być może z powodu paranoi – obawy, iż umierając zabierze ze sobą w podświadomości śmierć trzydziestu pięciu ludzi, których zabił – to nauczając nowoczesnych buddystów, powinniśmy się jednak skoncentrować na pozytywnych aspektach ich życia.

Jak to się stało, że tantry Marpy nie były praktykowane w naszej linii przez ostatnich dwieście lat aż do chwili, kiedy XVII Karmapa otrzymał je z powrotem, latem 2003 roku, od mistrza Sakjapy Ludhing Khenczen Rinpocze? Jakie to tantry i na czym polega ich znaczenie dla nas?

Lama Ole: Nie znam wszystkich szczegółów. Kunzig Szamarpa zaprosił zarówno Hannah jak i mnie na inicjacje, ponieważ jednak na mnie czekały tysiące Ukraińców, tylko Hannah mogła pojechać. Sakjapowie piszą najzręczniejsze komentarze do tantr, ich tradycja jest również niezwykle uczona i precyzyjna – dlatego tantry te zostały wcześniej przekazane właśnie im i teraz powróciły. Niektóre z nich mają centralne znaczenie dla naszej linii, inne są drugoplanowe, jednak wszystkie są potrzebne same w sobie i nie powinny zostać utracone.

Inspiracja Marpy jest dla nas szczególnie ważna, ponieważ wykonujemy podobną pracę na Zachodzie. Jedną z ostatnich inicjacji przekazanych przez Tseczu Rinpocze na Zachodzie był przekaz mocy Marpy w Kucharach. Na czym polega znaczenie tej inicjacji dla Twoich uczniów?

Lama Ole: Praktyka świecka stanowi wielki przykład dla świata, jeśli nie liczyć skrajnych zachowań, których świat ani nie lubi, ani nie zamierza naśladować.. Na Zachodzie, przede wszystkim we Francji, klasztory eksponują chaty i domy praktykujących, którzy pozostaną w nich na zamkniętym odosobnieniu do końca życia. To podejście wielu osobom się nie podoba. Mają one wątpliwości czy okazjonalne wizyty nauczyciela mogą zastąpić stabilizujące zwierciadło rozwoju, które otrzymujemy dzięki dawaniu i braniu, jakie ma miejsce we wszechstronnych ludzkich kontaktach. Rola człowieka świeckiego jako Prometeusza jest natomiast inspirująca dla wszystkich. Najatrakcyjniejszym przykładem jest tu chwytanie płomienia mądrości w chwili otrzymania oświecającego przekazu Buddy, rozniecanie go za pomocą medytacji i świadomego, właściwego poglądu i wreszcie przekazywanie go innym, by przyniósł im w życiu pożytek. Jako świeccy praktykujący właśnie to robimy, pracując w oparciu o oświecony pogląd w uwarunkowanym świecie, żeby stworzyć lepsze społeczeństwa i związki między ludźmi. Dzielenie się ostateczną nauką Wielkiej Pieczęci jest za każdym razem pełne znaczenia na poziomie absolutnym. Jeżeli uda nam się połączyć najgłębszą buddyjską medytację z działaniem, zmienimy świat.

Wiele z tego, co się wydarza, można porównać do zjednoczonej teorii pola – do niedawnej obserwacji przeprowadzonej w Indonezji. Kraj ten składa się z niezliczonych wysp, zamieszkanych przez podobne do siebie gatunki małp. Ponieważ tamtejsze wody pełne są rekinów, cieśniny pomiędzy wyspami stanowią dla małp nieprzekraczalną barierę. Na jednej z wysp naukowcy nauczyli małpy myć ziemniaki przed zjedzeniem. Chodziło o to, by nie raniły sobie ust w czasie jedzenia i stopniowo inne małpy przejęły ten nawyk. Kiedy ostatnia małpa na pierwszej wyspie nauczyła się tej sztuczki, pierwsza na kolejnej wyspie zaczęła czyścić ziemniaki bez żadnego dostrzegalnego fizycznego kontaktu lub ingerencji z zewnątrz...

Przy naszej obecnej mocy komunikowania się, dzięki internetowi i wzajemnemu zaufaniu, wglądy będą się rozprzestrzeniały coraz skuteczniej. Nasze kultury będą mogły przynosić sobie nawzajem konkretny pożytek. Możemy tu zacytować Manfreda Seegersa, powszechnie znanego eksperta w sprawach buddyzmu: „Tybetańczycy lepiej wiedzą, czego warto się nauczyć, my natomiast lepiej wiemy, jak wprowadzić to w życie”. Tybetańczycy uczą się mechanicznie na pamięć buddyjskich książek, które posiadają moc sprowadzania oświecenia, natomiast ludzie Zachodu mają dostatecznie wiele szczęścia, żeby nawiązać tu kontakt. Angażują ciało, mowę i umysł, moc intuicji i kojarzenia, żeby to, co zrozumieli, wprowadzić w życie. Najlepsze jest to, że dzisiaj możemy jednocześnie mieć ciastko i zjeść je. Możemy cieszyć się szczęściem w nocy i posiadać tylko tyle dzieci, iloma potrafimy się zaopiekować. Odrodziliśmy się w najlepszej części świata dzięki niezwykle dobrej karmie i możemy wykorzystywać naszą wolność praktycznie, medytując codziennie choćby przez krótki czas. Możemy być świadomi potencjału innych i podejmować działania przynoszące im pożytek. Jakie życie mogłoby być pełniejsze? Skorzystajmy z niego, dopóki nasze wielkomiejskie getta nie zaczęły płonąć.

Opracowanie: Artur Przybysławski, Woj­tek Tra­cew­ski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Budda w Silicon Valley - Lama Ole Nydahl | O medytacji - Lama Ole Nydahl | Guru joga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pieśń oddania - Dziamgon Kongtrul Lodro Thaje | Bohater Marpa - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Mar­pa | Siedem Rozkoszy - Gotzangpa | Sześć wyzwalających działań - Lama Ole Nydahl | Współczujące działanie - 16 Karmapa | Nie ma prywatnych stanów umysłu - Karol Ślęczek | Praca z emocjami - Gerd Boll | O Wojtku co tak pięknie pudże śpiewał co tak pieknie pudże spiewal - Z Wojtkiem Tracewskim rozmawia Rafał Żwirek | Benalmadena Story - impresje budowlańca, podróżnika - Żwirek - Rafael Horhe Mendoz | Gdańsk - Adam Jankiewicz | Ziemia w Malborku - Ka­sia Do­ma­lew­ska, Ja­rek Fal­kow­ski | W grodzie Kraka i Karola - Krakowska Sanga | Dharma w Beskidach - Wiadomości z dziedziny nieruchomości | The Stupa House Courier - Jaś Wój­cik | Cytat - Dziamgon Kongtrul Lodro Taje | Szine - Hannah Nydahl |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: