DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 33 -> Marpa, Część I

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Marpa, Część I

„Choć linia twego rodu zostanie w tym życiu przerwana, twoja linia dharmy będzie niczym rzeka płynąca tak długo, jak długo istnieć będą nauki Buddy. Niektórym ludziom o umysłach nieczystych będzie się wydawać, że oddajesz się w tym życiu przyjemnościom zmysłowym. Twoje pożądania będą się wydawać niezmienne, niewzruszone i wielkie niczym wykute w kamieniu.
Z drugiej jednak strony, ponieważ rozpoznałeś naturę rzeczy, samsara wyzwala się sama przez się, tak jak wąż samoistnie się rozplata. Przyszli uczniowie linii będą niczym synowie lwów i garudów, a każde kolejne pokolenie będzie lepsze od poprzedniego”.
Naropa, słowa pożegnalne dla Marpy


Marpa Lotsała - Marpa Tłumacz był pierwszym tybetańskim dzierżawcą linii szkoły Karma Kagyu. Biografie Marpy, Milarepy i Gampopy są między innymi dlatego szczególnie interesujące, że reprezentują trzy buddyjskie sposoby życia. Marpa jest przykładem świeckiego buddysty, pana domu, który obok praktyki - lub też w jej ramach - troszczy się o gospodarstwo, interesy i rodzinę. Milarepa, najsłynniejszy ze wszystkich tybetańskich joginów, reprezentuje drogę jogina par excellence, zrywającego wszelkie więzy z zewnętrznym światem i społeczeństwem, który koncentruje się wyłącznie na praktyce. Gampopa natomiast był pierwszym mnichem linii Karma Kagyu. Założył on pierwszy klasztor i służy za przykład monastycznego stylu życia. Podział ten jednak dotyczy tylko wymiaru zewnętrznego, a nie samego wglądu. Wszyscy trzej dysponowali poglądem jogina, zasadniczym w diamentowej drodze, mówiącym o pierwotnej czystości wszystkich zjawisk.
Właśnie przykład Marpy jest dziś szczególnie wart uwagi, ponieważ świecki buddyzm stanowi dla Zachodu najistotniejszy sposób życia. Ilość osób prowadzących tryb życia jogina była zawsze bardzo ograniczona, a funkcjonowanie klasztorów niemożliwe jest bez wsparcia ze strony ludzi świeckich i silnego zakorzenienia buddyzmu w społeczeństwie. Kolejnym, jeśli nie najważniejszym powodem podążania za Marpą jest to, że dla większości ludzi, którzy obecnie w zachodnich społeczeństwach interesują się buddyzmem, świecki buddyzm jest jedynym odpowiednim sposobem praktyki. Przykład Marpy pokazuje, że ten sposób życia nie jest niepełnowartościowy; że zadaniem ludzi świeckich nie jest jedynie wspieranie klasztorów, jak czasem twierdzą niektórzy przedstawiciele buddyzmu klasztornego. Marpa pokazuje wyraźnie, że w praktyce ostatecznie chodzi tylko o takie rzeczy, jak zaufanie do nauczyciela, dobra motywacja i zaangażowanie.
W tekście sutry Matka Zwycięzców (tyb. Dzialłe Jum Dziapa) znajdujemy następujące stwierdzenie: „Niektórzy bodhisatwowie (aby działać) potrzebują ojca i matki, ale nie żony. Inni potrzebują ojca, matki i żony, ale nie synów i córek. Jeszcze inni potrzebują ojca, matki, żony, synów, córek, służby i wszelkiego rodzaju przyjemnych rzeczy”. Marpa należał do tego trzeciego typu bodhisatwów.

Młodość Marpy
Lodrak położony jest na dalekim południu Tybetu, na granicy z Bhutanem. W dolinie Troło, okolicy bogatej w lasy i żyzną ziemię, żyła na przełomie wieków majętna rodzina ziemiańska. W 1012 roku, w rodzinie tej urodził się trzeci syn, który miał stać się jedną z najważniejszych postaci buddyzmu tybetańskiego.
Z początku wcale się na to nie zanosiło. Dharma Łangczuk - tak rodzice nazywali chłopca, który później zasłynął jako Marpa - był skrajnie agresywny i uparty. Rodzice nie mieli wątpliwości, że siłę tę należy skierować na dobrą drogę, bo w przeciwnym razie Dharma Łangczuk wyrządzić może wielką krzywdę i sobie, i innym. Zatem gdy miał dwanaście lat, powierzyli go lamie, który nadał mu imię Cziokji Lodro.
Chłopiec bardzo szybko nauczył się czytać i pisać, co jednak w najmniejszym stopniu nie złagodziło jego charakteru. Jego rodzice mieli powiedzieć: „Jest w stanie wyrządzić nam albo wielką szkodę, zabijając siebie lub nas, albo też szkodę mniejszą, niszcząc nasz dom, pola i cały dobytek”. Ponieważ wszyscy myśleli i mówili o nim w podobny sposób, rodzina postanowiła wysłać go gdzieś daleko.
Tak oto Marpa przybył do klasztoru w dolinie Nyugu, gdzie przez trzy lata uczył się sanskrytu u lamy Drogmi. Marpa wielokrotnie prosił lamę Drogmi o inicjacje i instrukcje diamentowej drogi - na próżno. Stało się dla niego jasne, że z tym lamą nie ma aż tak silnego związku karmicznego. W końcu dakini Czerwona Mądrość (tyb. Dordże Pamo) zainspirowała go do odnowienia dobrego związku karmicznego z wcześniejszych żywotów, z mistrzami żyjącymi w Indiach. Tak więc Marpa wykonał wiele ofiarowań dziękczynnych dla lamy Drogmi i opuścił go, aby udać się w drogę do Indii, gdzie w owych czasach rozkwitała dharma.
Po pierwszej fali rozprzestrzeniania dharmy przez Guru Rinpocze, król Lhangdharma, zwolennik przedbuddyjskiego szamanizmu, tak gruntownie wykorzenił buddyzm z Tybetu, że jeszcze w 200 lat później prawie niemożliwe było otrzymanie, studiowanie i praktykowanie głębokich nauk dharmy. Dlatego wielu Tybetańczyków udawało się w owym czasie do Indii, aby uczyć się dharmy na wielkich uniwersytetach lub u sławnych mahasiddhów owych czasów. Dopiero w połowie jedenastego wieku dharma w Tybecie została szeroko rozprzestrzeniona przez indyjskiego mistrza Atiszę oraz Marpę.
Najpierw Marpa powrócił do rodziców, opowiedział im o swoich planach podróży i poprosił, aby wypłacili mu jego część spadku. W owym czasie istniał zwyczaj, że uczeń, by otrzymać nauki, musiał dowieść swoich poważnych zamiarów ofiarowując indyjskim mistrzom wiele złota. Wszystkie sprzeciwy i protesty rodziców Marpy nie zdołały go odwieść od niebezpiecznego przedsięwzięcia. Na jego decyzję nie wpłynęło nawet to, że dwaj przyjaciele, którzy z początku chcieli mu towarzyszyć, w ostatniej chwili stracili odwagę, skutkiem czego musiał wyruszyć sam. Zamieniwszy swój spadek na złoto, udał się poprzez Kunthang i Kyitrong do Nepalu. Ponieważ nie chciał podróżować sam, przyłączył się w drodze do innego Tybetańczyka zwanego Nje, który także chciał studiować dharmę w Indiach.

Pierwsza podróż Marpy do Indii
W Nepalu Marpa i Nje spotkali dwóch uczniów indyjskiego mahasiddhy Naropy. Kiedy tylko Marpa usłyszał imię „Naropa”, odnowił się jego karmiczny związek z tym mistrzem z poprzednich żywotów. Marpa poczuł silne pragnienie spotkania Naropy. Najpierw jednak spędził trzy lata przy stupie Swajambhu w Kathmandu, aby przyzwyczaić się do obcego, gorącego klimatu. Dla Tybetańczyków podróż z górskiego klimatu w nieznośne upały Indii łączyła się z najwyższym ryzykiem dla zdrowia. Podczas tych trzech lat Marpa studiował dharmę u dwóch uczniów Naropy, lamów Cziterpy i Paindapy, którzy w swej dobroci zajęli się nim i pomogli mu nawiązać kontakt z Naropą.
Kiedy Marpa i Nje wyruszyli w stronę Indii, drogi ich rozdzieliły się, gdyż Nje nie odczuwał żadnego zaufania do Naropy i nie chciał go szukać - słyszał, że Naropa był kiedyś wielkim uczonym uniwersyteckim i zrezygnował z tego stanowiska, aby żyć jak jogin. Nje podzielał poglądy elity towarzyskiej, która gardziła takimi ludźmi.
Słowa Naropy wypowiedziane podczas pierwszego spotkania z Marpą w klasztorze Phullahari dobitnie wyrażają znaczenie tego wydarzenia. Naropa rzekł: „Zgodnie z przepowiednią guru (Tilopy), zapraszam mojego syna, cenne naczynie Marpę Lodro z północnego kraju śniegu, by objął rządy”. Marpa otrzymał najpierw inicjację i objaśnienia do tantry Hewadżry, należącej do tantr matczynych. Hewadżra stał się jego osobistą formą medytacyjną.
Po roku studiów Marpa ponownie spotkał Nje, który uczył się przez ten czas u innych guru. Postanowili porównać swoją wiedzę i okazało się, że Marpa lepiej zna się na tantrze Hewadżry niż Nje. Nje powiedział jednak, że tantra Hewadżry jest już powszechnie znana w Tybecie. Dlatego byłoby lepiej studiować tantrę Gujasamadży, należącej do tantr ojcowskich, o której Marpa nic nie wiedział. Wróciwszy do Naropy, Marpa opowiedział mu, co się wydarzyło i poprosił go o nauki Gujasamadży. Naropa nie przekazał mu tej tantry osobiście, lecz posłał go do mistrza Dżnianagarby, od którego Marpa otrzymał inicjację i instrukcje.
Już w drodze powrotnej do Pullahari, do Naropy, Marpa spotkał znów Nje i ponownie porównali swoje rezultaty. Tym razem Marpa przewyższył go pod względem wiedzy o Gujasamadży. Nje powiedział jednak, że Gujasamadża stała się w międzyczasie tak popularna w Tybecie, że studiowanie jej nie przyniesie wielkiego pożytku - o wiele ważniejsza jest matczyna tantra Mahamaji. Kiedy Nje zaczął o niej rozprawiać, Marpa nie mógł nic powiedzieć na ten temat. Tak więc po powrocie poprosił Naropę, żeby nauczył go także tej tantry.

Kukkuripa
Naropa odparł, że mógł go sam nauczyć Gujasamadży, jednak czas był po temu nieodpowiedni. Dlatego posłał go do Dżnianagarby. Podobnie mógłby go nauczyć Mahamaji, ale lepiej będzie, jeżeli Marpa pójdzie do guru Kukkuripy, zwanego też Santibhadrą. Miał on mieszkać na wyspie pośrodku jeziora o trującej wodzie. Naropa przywołał trzech joginów, którzy obiecali chronić Marpę przed jadowitymi wężami, drapieżnikami i duchami. Oprócz dwóch ptaków, które towarzyszyły mu przez cały czas, Marpa przez całą drogę nie zobaczył ani jednego zwierzęcia i po dwóch tygodniach odnalazł opisane przez Naropę trujące jezioro. Dzięki wskazówkom Naropy był w stanie dotrzeć do wyspy.
Marpa był przez Naropę przygotowany na to, co go tu czekało: zastał istotę porośniętą włosami i bardziej przypominającą małpę niż człowieka. Trudno by było rozpoznać w nim guru. Niektóre źródła donoszą też, że Kukkuripę przez cały dzień otaczały złośliwe suki, które nocą zamieniały się w dakinie. Było to podobno skutkiem pogardliwego mówienia o kobietach w przeszłości.
Napotkany udawał, że nie zna żadnego Kukkuripy. Dopiero gdy Marpa powiedział, że przysłał go Naropa, dał się poznać jako Kukkuripa i zastosował się do jego próśb. Nie omieszkał jednak dla żartu wygłosić paru pogardliwych uwag na temat Naropy. Marpa otrzymał, wraz z innymi joginami i joginkami, inicjację oraz objaśnienia do tantry Mahamaji. Usłyszał też o wielkim mistrzu Maitripie i poczuł do niego wielkie zaufanie. W nocy przed opuszczeniem Kukkuripy śnił o pięknej dziewczynie, która przedstawiła się jako posłanniczka Maitripy i dotknęła wazą jego głowy. Obudził się czując olbrzymią radość, a jego pragnienie spotkania Maitripy stało się jeszcze silniejsze. Podczas uroczystości pożegnalnej Kukkuripa powiedział Marpie, że już wcześniej wiedział o jego przybyciu i że wysłał mu naprzeciw dwóch strażników, których ten postrzegał jako ptaki.
Najpierw jednak Marpa powrócił do Naropy i w trzy dni pokonał drogę, która zazwyczaj zajmowała dwa tygodnie. Marpa zdał Naropie sprawę ze swojego spotkania z Kukkuripą. Początkowo Naropa żartował z wyglądu Kukkuripy, twierdząc, że musi on się zadowolić sukami, bo z powodu swej małpiej twarzy nie może sobie znaleźć żadnej kobiety. Później jednak opowiedział Marpie, że Kukkuripa ma szczególne osiągnięcia w praktyce Mahamaji i że sam tę praktykę od niego otrzymał. W zamian nauczył go tantry Hewadżry.
Następnie udzielił Marpie całego przekazu Mahamaji, niczym nie różniącego się od tego, który otrzymał on od Kukkuripy. Marpa zapytał, dlaczego musiał znosić trudy niebezpiecznej podróży, mogąc od razu uzyskać przekaz od Naropy. Naropa objaśnił mu, że lepiej było dla niego otrzymać przekaz bezpośrednio od Kukkuripy, z pierwszego źródła.
Podczas jednej z dalszych podróży Marpa spotkał ponownie swojego starego towarzysza Nje. Tym razem Marpa był górą podczas dyskusji na temat Mahamaji. Nje ciekaw był, kto go tego nauczył, Marpa miał jednak uczucie, że lepiej zataić imię nauczyciela i dlatego tylko robił na jego temat niejasne aluzje. Wprawdzie Nje odkrył później, że musiało chodzić o Kukkuripę, jednak nie był w stanie przedostać się przez trujące jezioro, aby się z nim spotkać. Naropa wyjaśnił później Marpie, że niepotrzebnie ukrywał imię swego nauczyciela, ponieważ i tak można go spotkać tylko wtedy, gdy się nagromadziło zasługę i ma się z nim karmiczny związek.

Maitripa
Marpa wyruszył w drogę, by odszukać Maitripę. Znalazł go w klasztorze Płomienna Góra Ognia i otrzymał od niego nauki mahamudry, a poprzez tę praktykę szczególne doświadczenia i wgląd. Od Maitripy Marpa dostał również przekaz tradycji doha. Doha to spontaniczne pieśni urzeczywistnienia, śpiewane przez praktykujących przy szczególnych okazjach. Często zawierają głębokie nauki. Niektóre z najsłynniejszych pieśni linii Karma Kagyu ukazały się po angielsku w zbiorze „Rain of Wisdom”. Owe „pieśni wadżry” nie były pisane w zwykły sposób, lecz wyłaniały się spontanicznie z wglądu nauczyciela, dlatego też miały moc wywoływania u słuchających niezwykłych doświadczeń i wglądów. Później stały się słynne przede wszystkim dzięki tzw. „Stu tysiącom pieśni Milarepy”.
Kiedy Marpa powrócił do Naropy, ten wysłał go po dalsze przekazy na południe, na cmentarze Sosadwipa, gdzie od dakini Dagmemy miał otrzymać tantrę Cathupitha. Marpa dostał te nauki (wraz z wieloma innymi) od joginów, którzy medytowali w okolicach Sosadwipy.
Kiedy Marpa powrócił do Naropy, otrzymał przekaz Najwyższej Radości (tyb. Korlo Demczog), a następnie ćwiczył się intensywnie w praktykach znanych później jako sześć jog Naropy. Są one bardzo skutecznymi ćwiczeniami pozwalającymi pracować nad aspektem energii umysłu. Medytacje na wewnętrzny system energii ciała, ćwiczenia fizyczne, techniki oddechowe umożliwiają szybkie przekształcenie zwykłego przeżywania w oświecone. Należy do nich na przykład poła (w innej formie niż ta, której uczy się dzisiaj i która jest u nas tak znana). Marpa miał wyborne osiągnięcia medytacyjne, szczególnie przy praktyce wewnętrznego żaru (tyb. tumo).
Marpa był już 12 lat poza Tybetem i złoto, które zabrał, było na wyczerpaniu. Tak więc postanowił udać się na jakiś czas do Tybetu, po pierwsze aby zebrać więcej złota, a po drugie, aby zacząć rozprzestrzeniać dharmę. Przysiągł Naropie, że do niego powróci i ruszył w drogę. Ponieważ z zasobów Nje również niewiele już pozostało, spotkali się, żeby znów wspólnie podróżować.

Powrót do Tybetu
Nje bardzo szybko zauważył, że Marpa nauczył się więcej od niego i ogarnęła go zazdrość. Podczas przeprawy promem przez Ganges zadbał o to, żeby książki Marpy wpadły do wody; miało to wyglądać na wypadek. W pierwszej chwili Marpa był tak zrozpaczony, że poważnie się zastanawiał, czy i on nie powinien rzucić się w nurt rzeki. Szybko się jednak uspokoił i kategorycznie zażądał wyjaśnień od Nje, którego przejrzał. Nje wyparł się wszystkiego, ale przekupiony przez niego przewoźnik opowiedział później Marpie, jak to było.
W końcu Nje zaoferował Marpie własne książki do skopiowania. Ponieważ jednak ich nauczyciele i ustne wskazówki były tak odmienne, Marpa odrzucił tę propozycję jako bezużyteczną. Potem jednak zdecydował się ją przyjąć. Nje poprosił go, żeby nikomu nie opowiadał o tym incydencie. Kiedy przybyli do Nepalu, Marpa pożegnał Nje, który ruszył sam do Tybetu. W Nepalu Marpa ponownie odwiedził Guru Cziterpę. Pochwalił on rezultaty jego praktyki medytacyjnej, która pozwoliła mu zareagować bez gniewu na to, co się wydarzyło.
Na granicy z Tybetem Marpa został wbrew swojej woli zatrzymany na kilka dni przez celników miasta Lisokara. Pewnej nocy miał tam we śnie bardzo silną wizję medytacyjną wielkiego mahasiddhy Sarahy, którą później przekazał w jednej ze swych najsłynniejszych pieśni wadżry. Marpa powiedział też, że po tej wizji miał uczucie, iż nawet gdyby ukazali mu się wszyscy buddowie trzech czasów, nie miałby do nich żadnych pytań. W drodze do ojczystego Lodrak Marpa odwiedził Nje, żeby wypożyczyć do kopiowania obiecane księgi. Nje wymawiał się jednak. Zaproponował, żeby Marpa nauczał w Tybecie tantr matczynych, podczas gdy on sam uczyłby tantr ojcowskich i odmówił mu dostępu do ksiąg. W związku z tym Marpa wyjechał. Jego wiedza jednak nie przepadła, gdyż znał większość tekstów na pamięć, a niejasności mógł rozwiać podczas późniejszych podróży do Indii. Już na początku swojej działalności nauczyciel Marpa przekonał się, że nauki w dużym stopniu stały się częścią jego samego.
Kiedy po tej pierwszej podróży do Indii Marpa powrócił do ojczystego Lodrak, dowiedział się, że jego matka i ojciec zmarli podczas jego dwunastoletniej nieobecności. Wtedy Marpa mocno zapragnął ponownie spotkać swoich nauczycieli w Indiach i zaczął zbierać złoto, by przygotować się do drugiej podróży.
Choć mieszkańcy Lodrak i krewni szanowali Marpę, nie pytali go o nauki, ani nie okazywali mu szczególnej czci. Pierwszymi uczniami Marpy byli ludzie spoza Lodrak, którzy usłyszeli o nim, przyjechali do niego i poprosili o objaśnienia dharmy. Marpa dał im inicjacje i wskazówki, a w zamian otrzymał dary.
W owym czasie, podczas swoich podróży Marpa spotkał kilku swoich przyszłych, głównych uczniów: Ngogtona Czodora, Marpę Goleka, Tsurtona Łangne i Barama Bałacziena. Marpa udzielił wielu inicjacji i nauk oraz z powodzeniem wykonywał rytuały przeciw często występującej wtedy śmiertelnej chorobie dzieci. W zamian otrzymał wiele podarunków, które zamienił na złoto, ponieważ najłatwiej było je transportować do Indii.
Marpa Golek - jeden z jego późniejszych, głównych uczniów - dowiedział się pewnego dnia, że Marpa otrzymał w podarunku duże ilości odświętnej odzieży i że ma ją przy sobie. Widząc Marpę w zwyczajnych, starych ubraniach, Marpa Golek uznał go za skąpca, który jest przywiązany do odzieży i nie chce jej nosić. Kiedy jednak Marpa wyjaśnił mu, że chce ją zamienić na złoto, aby pojechać do Indii i otrzymać nauki dharmy, Golek był poruszony oddaniem Marpy i nabrał wiele zaufania.
W tym czasie Marpa poślubił też swoją główną żonę, Dagmemę, z którą potem miał siedmiu synów. W oficjalnych biografiach nie wspomina się wcale lub tylko wzmiankuje na marginesie o tym, że miał wiele partnerek w różnych miejscach w Tybecie, które opiekowały się założonymi przez niego ośrodkami dharmy.

Druga podróż do Indii
Kiedy wyszło na jaw, że Marpa rzeczywiście przygotowuje się do drugiej podróży do Indii, wielu uczniów poprosiło go, aby wolno im było mu towarzyszyć, na co się jednak nie zgodził. Zamiast tego wyruszył w drogę sam, z dużą ilością złota. Jego szlak znów wiódł przez Nepal, gdzie ponownie spotkał lamów Cziterpę i Pandaipę. Wspólnie z towarzyszami podróży, którzy się potem do niego przyłączyli, dotarł później bez większych przeszkód do Indii.
Marpa pogłębił swoje studia u głównych nauczycieli Naropy i Maitripy. Uczył się także z polecenia Naropy u innych wielkich mistrzów, między innymi takich jak, Sri Bhadra, Kukkuripa, Dakini Niguma, Dżnianagarba, Simhadwipa.
Pewnego razu Naropę odwiedził Akarasiddhi, wielki uczony z Kaszmiru. Naropa, którego poprosił on o udzielenie inicjacji i objaśnień Gujasamadży, powitał go jak równego sobie. Akarasiddhi powiedział Marpie, że ma zamiar pojechać do Chin. W tej samej chwili Marpie przemknęło przez głowę, że mniej ludzi będzie go prosiło o nauki Gujasamadży, jeżeli przed nim przejedzie przez Tybet taki wielki uczony. Ponieważ Akarasiddhi miał nadnaturalne właściwości, odgadł myśli Marpy. Nic jednak nie powiedział i odjechał do Tybetu. Tam uświadomił sobie, że nie ma wystarczającego związku karmicznego z Tybetańczykami, żeby im przynieść pożytek na większą skalę. Akarasiddhi zobaczył, że Marpa jest emanacją mahasiddhy Dombi Heruki i że Tybetańczycy z zaufaniem do diamentowej drogi mają głęboki związek karmiczny tylko z nim. Powrócił więc do Indii i porozmawiał z Marpą o jego pomyśle i o rozwoju wypadków.
Zanim Marpa po sześciu latach wyruszył w powrotną drogę do Tybetu, Naropa polecił mu, iż ma koniecznie jeszcze raz do niego wrócić, jako że nie otrzymał jeszcze wszystkich nauk. Wędrując przez Tsang w centralnym Tybecie Marpa poznał Metona, który później miał zostać jednym z jego głównych uczniów. Wspólnie z jego rodziną i wieloma uczniami żył przez wiele lat w Lodrak. W tym okresie przybył do niego także najważniejszy z jego uczniów, Milarepa. Milarepa miał stać się najbardziej znanym joginem Tybetu - jego sława miała sięgnąć daleko poza kulturę Kraju Śniegów i buddyzmu.
W owym czasie zwykłemu człowiekowi nie łatwo byłoby dostrzec doskonałe właściwości Milarepy - przyszły jogin właśnie zamordował za pomocą czarnej magii trzydzieści pięć osób w zemście za krzywdę wyrządzoną jego matce, siostrze i jemu samemu. Następnie prześladowany przez straszliwe wyrzuty sumienia postanowił praktykować dharmę ze strachu przed karmicznymi konsekwencjami własnych działań. Marpa jednak przed długi czas nie dawał mu żadnych objaśnień, tylko zaprzągł go do niewolniczej pracy przy budowaniu domów, burzeniu ich, budowaniu nowych itd. Marpa miał nadzieję, że jego syn, Dharma Dode, zostanie dzierżawcą linii. Na polecenie Marpy Milarepa zbudował dla niego własnymi rękami dziewięciopiętrowy dom.
Przez cały czas Marpa traktował Milarepę z premedytacją w sposób zły: wymyślał mu, bił go, upijał się i dawał mu sprzeczne wskazówki. Dopiero po długim czasie, kiedy Milarepa w rozpaczy poważnie rozmyślał o samobójstwie, a uczniowie Marpy wraz z jego żoną Dagmemą zaczęli wywierać na niego silną presję, przekazał on Milarepie inicjacje i objaśnienia. Na końcu wytłumaczył także swoje niezwykłe zachowanie: tylko poprzez to „szczególne traktowanie” dało się usunąć ciężką negatywną karmę Milarepy, co z kolei było możliwe wyłącznie dlatego, że Milarepa miał bezwarunkowe zaufanie do Marpy. Później Marpa powiedział mu, że w przyszłości żadnego ucznia nie można traktować w ten sposób. Przez kilka lat Milarepa mieszkał u Marpy, uczył się i medytował, później zaś medytował w górach w całkowitej samotności i osiągnął pełne oświecenie.

Trzecia podróż do Indii
Marpa zaczął się przygotowywać do trzeciej podróży, bo przecież obiecał to swojemu nauczycielowi. Jeździł po okolicy, udzielając nauk dharmy i zbierał ofiary, aby zamienić je na złoto. Kiedy recytował zamykające wersy rytuału inicjacji, trzy dakinie objawiły mu się w wizji i dały objaśnienia do pewnej mistycznej pieśni dharmy Naropy, której dotąd nie rozumiał. Także Milarepa, który przebywał na odosobnieniu, miał wizję, w której Dakini powiedziała mu, że powinien zapytać Marpę o objaśnienia do „Przenoszenia świadomości”. Milarepa opuścił odosobnienie, udał się do Marpy i poprosił o nauki. Marpa rozpoznał wizję jako znak dakiń i przypomniał sobie, że Naropa wspomniał mu o dwóch naukach, które miał otrzymać, o „przenoszeniu świadomości” i „szeptanych naukach dakini”. Aby się upewnić, Marpa i Milarepa jeszcze raz przejrzeli teksty, które Marpa przyniósł z Tybetu. Nie mogli jednak tych nauk znaleźć. Dla Marpy wizje te były znakiem, że nadszedł czas kolejnej podróży do Indii.
Uczniowie i rodzina patrzyli na to jednak inaczej i próbowali go odwieźć od tego pomysłu, próbując mu to za wszelką cenę wyperswadować i uciekając się do różnorodnych podstępów. Uświadamiali mu jego wiek i niebezpieczeństwa podróży oraz proponowali, by wysłał swojego syna Dharma Dode. Marpa wyjaśnił im jednak, że obiecał Naropie, iż przybędzie osobiście. Poza tym dobrze się w Indiach orientuje, a jego syn jest tak młody, że wszyscy by się o niego martwili. Marpa powtarzał raz po raz, że i tak wyruszy, choćby podróż ta miała go kosztować życie.
Kiedy wszelkie próby perswazji zawiodły, rodzina ukryła całe złoto Marpy i jego zapasy na drogę. Wtedy wybiegł on z domu, aby w podróż wyruszyć bez niczego. Milarepa odnalazł go następnego dnia. W końcu uczniowie namówili Marpę, by powrócił przynajmniej na jakiś czas. Odrzuciwszy wszelkie prośby uczniów, by kogoś ze sobą wziął, Marpa wyruszył w drogę nieco później, zabierając ze sobą wielką czarę złotego pyłu.
Po drodze Marpa spotkał wielkiego uczonego Atiszę, który dopiero co przybył do Tybetu. Był on drugą w owym czasie obok Marpy ważną osobistością w odnowie buddyzmu tybetańskiego. Zaprosił go były król z zachodniego Tybetu, który przekazał władzę bratu i został mnichem. Ponieważ od panowania wrogo do buddyzmu nastawionego króla Lhangdharmy przez długi czas brakowało autentycznych nauk, istniała potrzeba, aby indyjscy mistrzowie wyjaśnili, które części buddyzmu tybetańskiego są autentyczne, a które nie. Atisza nauczał w Tybecie głównie klasztornych aspektów buddyzmu mahajany. Wiedzy i doświadczenia diamentowej drogi praktycznie nie mógł przekazać, gdyż w owym czasie - jak ujął to Milarepa - „serce tybetańskiego ludu opętane było przez demona”. Zadanie przeniesienia tantrycznych nauk do Tybetu na większą skalę przypadło Marpie. Mówi się też, że Atisza sprowadził do Tybetu „naczynie”, a więc ożywił zewnętrzne klasztorne formy i dał podstawę mahajanie, a Marpa przyniósł „zawartość”, a więc metody diamentowej drogi i mahamudrę. Atisza do tego stopnia nieustannie podkreślał znaczenie schronienia, że otrzymał przydomek Lama Schronienia.
Atisza zajmował wysokie stanowisko na uniwersytecie buddyjskim w Indiach w czasach, w których działali tam Naropa i Maitripa. Otrzymał on wiele nauk od Naropy. Z początku jednak nie rozpoznał właściwości Maitripy - kiedy ten potajemnie ćwiczył praktyki diamentowej drogi sprzeczne z regułami zachowania klasztornego i został na tym przyłapany, Atisza polecił usunąć go z klasztoru. Na odchodnym Maitripa dokonał jednak tak przekonujących cudów, że wszyscy zrozumieli, iż w swojej bezbrzeżnej głupocie przegnali właśnie wysoko urzeczywistnionego mistrza. Wyzwolicielka (Tara) wezwała w wizji Atiszę, by nauczał w Tybecie również po to, by naprawić ten błąd. Marpa przyjął inicjację od Atiszy i spytał go o Naropę. Atisza powiedział mu, że spotkanie Naropy w ludzkiej formie nie jest możliwe, gdyż „wszedł on w działanie”. W terminologii diamentwej drogi zwrot ten oznacza zaawansowaną fazę praktyki, kiedy praktykujący pozbył się już wszelkich koncepcji na temat medytacji i niemedytacji i żyje w sposób wykraczający całkowicie poza wyobrażenia zwykłych ludzi. Nie sposób przewidzieć, gdzie i jak można taką istotę zobaczyć. Szansę na to mają tylko uczniowie posiadający wielkie oddanie i zaufanie, ale nawet w ich przypadku nie ma pewności, czy dojdzie do spotkania. Atisza zasugerował, że Marpa lepiej by zrobił jadąc z nim do Tybetu jako jego tłumacz. Marpa nie mógł sobie jednak wyobrazić, że miałby już nie spotkać swojego nauczyciela i pojechał dalej.
W Indiach spotkał Pradżniasimhę, któremu Naropa zapowiedział przybycie Marpy i zostawił dla niego kilka rzeczy, między innymi tankę Hewadżry. Pradżniasimha poradził Marpie, by najpierw udał się do Maitripy, aby tam intensywnie medytować na Naropę. Marpa szukał Naropy ponad osiem miesięcy. Najpierw odwiedził swoich wcześniejszych nauczycieli, praktykował z nimi i przywoływał Naropę. Potem wędrował od miasta do miasta, czasem sam, czasem z towarzyszami podróży i wypytywał wszędzie o Naropę. W międzyczasie pewien złośliwy król, który chciał zagarnąć złoto Marpy, najpierw zaproponował mu stanowisko nauczyciela, a spotkawszy się z odmową, na kilka dni wsadził go do więzienia. Czasami Marpa otrzymywał od ludzi wskazówki, które dodawały mu otuchy, od czasu do czasu słyszał też głos Naropy, który przemawiał do niego i udzielał mu krótkich nauk. Chwilami widział Naropę i miał silne wizje spotkania z nim. Ostatecznie w ósmym miesiącu, kiedy był już bardzo zniechęcony bezowocnymi poszukiwaniami guru, ukazała mu się w lesie mandala Hewadżry - osobistego jidama Marpy. Od razu zrozumiał, że jest to wypromieniowanie Naropy, zaczął więc wzywać swego nauczyciela i ten w końcu mu się ukazał. Owładnięty radością Marpa ze łzami w oczach objął go w uniesieniu i ze szczęścia stracił przytomność. Kiedy przyszedł do siebie, ofiarował Naropie przyniesiony złoty pył. Mimo że Naropa powiedział, iż go nie chce, Marpa tak długo upierał się, by przyjął dar, że w końcu guru wziął od niego złoty pył, po czym po prostu wyrzucił go w krzaki. Mimo całej radości Marpie przemknęło przez głowę, ile trudu kosztowało go zebranie tego skarbu. Wtedy Naropa powiedział: „Jeśli jest ci przykro z powodu utraty, masz swoje złoto z powrotem - ja go nie potrzebuję. Dla mnie wszystko jest złotem”. To powiedziawszy, dotknął stopą ziemi, która przemieniła się w złoto. Podczas owego trzeciego pobytu u nauczyciela Marpa musiał pokonać liczne przeszkody i przejść przez ciężkie oczyszczenia. Już w drodze do Phullahari napadły go nieoświecone dakinie i duchy, które, mimo wszystkich osiągniętych przez niego właściwości i obecności Naropy, napędziły mu śmiertelnego strachu. Próbując pozostać w bliskości nauczyciela, Marpa przebiegł przez litą skałę, jak przez chmurę. Mimo że Naropa mógł go sam ochronić, przywołał swojego nauczyciela - Tilopę. Wtedy pojawił się on w formie niezliczonych, pełnych mocy aspektów buddy, które przepędziły duchy. W Phullahari Marpa poprosił Naropę o pewne szczególne przekazy, które miał otrzymać. Naropa spytał go, dlaczego pragnie otrzymać nauki o przenoszeniu świadomości. Kiedy Marpa opowiedział mu o wizji Milarepy, Naropa skłonił głowę w kierunku Tybetu i powiedział: „Jak wspaniale! W mrocznym Tybecie pojawiła się istota, która wzejdzie jak słońce ponad śniegiem”. Mówi się, że w owej chwili wszystkie góry i drzewa Indii skłoniły się w tę samą stronę i że widać to jeszcze w okolicach Pullahari.
Marpa otrzymał od Naropy „Szeptane nauki Dakini” i przekaz „Przenoszenia świadomości”. Określenie „szeptane” bierze się stąd, że nauki te zawsze przekazywane są uczniowi przez nauczyciela bezpośrednio i jedynie ustnie. Nazwa „nauki Dakini” oznacza, że nauczyciel Naropy, Tilopa, otrzymał je bezpośrednio od „Czerwonej Mądrości” (tyb. Dordże Pamo) - głównej dakini w polu mocy buddy „Najwyższej Radości” (tyb. Demczog) - przekazy te związane są z najistotniejszymi aspektami praktyki na Najwyższą Radość i Dordże Pamo. Naropa wyjaśnił Marpie, że są one esencją wszystkiego, czego nauczył się do tej pory. Polecił mu też zadbać o to, aby przez trzynaście pokoleń utrzymywane były tylko przez jedną osobę, a dopiero potem rozpowszechnione. A zatem w czasach Milarepy, Gampopy, pierwszego Karmapy itd. wskazówki te przechowywane były zawsze przez dzierżawcę linii i dopiero piąty Karmapa przekazał je większej liczbie swoich uczniów.
Marpa miał wrażenie, że nauki, które właśnie otrzymał, różnią się od poprzednich głębią i skutecznością. Zadawał sobie pytanie, czy nie byłoby sensowniej od razu korzystać z tych silnych środków. Ale kiedy zapytał o to Naropę, guru odpowiedział mu, że nauki te nie przyniosłyby mu pożytku bez wszystkich wyrzeczeń i wysiłków, których się podjął, by otrzymać dharmę. Przytoczył mu własny przykład i opowiedział o próbach, które przeszedł, aby uzyskać nauki od swojego nauczyciela Tilopy. Później Marpa śpiewał w pieśni wadżry: „Jeśli nie otrzymaliście przekazu Karma Kagyu, nie miejcie nadziei, że mędrkowanie uczonych rozszczepiających włos na czworo doprowadzi was do osiągnięcia oświecenia w jednym życiu. Jeśli jednak macie zamiar praktykować dharmę całym sercem, trzymajcie się linii Naropy i Maitripy”.
„Przenoszenie świadomości” (tyb. poła trondziuk) to inna ważna nauka, którą Marpa otrzymał od Naropy i która miała jeszcze odegrać wielką rolę w późniejszej aktywności Marpy w Tybecie. W tej odmianie poły chodzi nie o to, aby wysłać umysł w chwili śmierci do czystej krainy, ale żeby go przed śmiercią przenieść do ciała kogoś, kto właśnie zmarł. Jeżeli tylko nowe ciało jest zasadniczo nienaruszone, praktyka ta umożliwia uniknięcie długiej przerwy w aktywności, powodowanej przez narodziny, dzieciństwo itd. Choć środek ten dziś wydaje się nam bardzo dziwny i nawet nieco makabryczny, miał on na celu umożliwienie wielkim joginom dalszą nieprzerwaną praktykę i działalność na rzecz dharmy.
Pewnego dnia Naropa postanowił sprawdzić, na ile pomyślne są okoliczności związane ze zdolnościami Marpy do utrzymania linii przekazu. Następnego ranka, kiedy Marpa jeszcze spał, wyemanował na niebie olbrzymią postać Hewadżry - postać z energii i światła. Potem obudził Marpę i powiedział do niego: „Patrz, pojawił się twój jidam. Przed kim teraz się pokłonisz, przed nim czy przede mną”?
Na tym etapie rozwoju Marpa powinien był dokonać właściwego wyboru, jednak na skutek karmicznej zasłony skłonił się przed jidamem, zamiast przed nauczycielem. W odpowiedzi Naropa rozpuścił formę Hewadżry w światło, które wpłynęło następnie do jego serca. Potem rzekł: „Zanim pojawił się guru, nikt nie znał nawet imienia Buddy. Buddowie tysiąca kalp pojawiają się jedynie dzięki guru”. Naropa wyjaśnił Marpie głębokie znaczenie tego wydarzenia: lina dharmy Marpy nie będzie kontynuowana w obrębie jego rodziny. Chociaż Marpa zawsze pragnął, żeby jego syn Dharma Dode został kiedyś dzierżawcą linii, Naropa powiedział, że do tego nie dojdzie. Mimo to linia Karma Kagyu przetrwa tak długo, jak długo istnieć będą nauki Buddy.
Wydarzenie to było dla Marpy początkiem kolejnego ciężkiego oczyszczenia - w bardzo krótkim czasie pozbył się wielkiej ilości negatywnej karmy. Poważnie chorował przez długi czas, trzynaście razy był bliski śmierci, trzykrotnie stracił przytomność, cierpiał z powodu głębokich depresji i koszmarów. Przyjaciele troszczyli się o niego w tym czasie, praktykowali u jego boku, budowali wokół niego pola mocy i rozważali możliwości stosowania różnych kuracji i leczniczych rytuałów. Marpa odmówił jednak przyjęcia jakiejkolwiek pomocy i oświadczył, że jego powrót do zdrowia zależy tylko od tego, czy Tybetańczycy mają wystarczająco dużo dobrej karmy, aby później otrzymać od niego nauki dharmy. W przeciwnym wypadku wszelkie wysiłki będą daremne. Rzeczywiście z biegiem czasu doszedł do siebie; pozostał tylko głęboki smutek. Z okazji jego powrotu do zdrowia Naropa zorganizował uroczystość i zaśpiewał pieśń dharmy, w której udzielił mu głębokich wskazówek. To wydarzenie tak silnie podziałało na Marpę, że jego depresje ostatecznie odeszły.
Kiedy Marpa wkrótce potem kąpał się razem z Naropą, wrona ukradła strażnika, którego zawsze nosił na szyi. Jednym gestem mocy Naropa unieruchomił ptaka, który spadł z nieba, po czym oddał Marpie jego strażnika i powiedział, że odtąd nie napotka już żadnych dalszych przeszkód.
Zbliżał się czas powrotu Marpy do Tybetu. Zarówno on, jak i Naropa zdawali sobie sprawę z tego, że już się w tym życiu nie zobaczą. Podróże Marpy trwały dwadzieścia jeden lat, z czego szesnaście lat i siedem miesięcy spędził u swojego nauczyciela Naropy. Uczył się u trzynastu guru owego czasu i otrzymał oraz praktykował najwyższe nauki diamentowej drogi. Marpa cieszył się, że dobrze wykorzystał swój czas. Równocześnie żal mu było opuszczać nauczyciela i współpraktykujących.
Podczas wielkiej uroczystości pożegnalnej Naropa wypowiedział słynne później słowa: „Choć linia twego rodu zostanie w tym życiu przerwana, twoja linia dharmy będzie niczym rzeka płynąca tak długo, jak długo istnieć będą nauki Buddy. Niektórym ludziom o umysłach nieczystych będzie się wydawać, że oddajesz się w tym życiu przyjemnościom zmysłowym. Twoje pożądania będą się wydawać niezmienne, niewzruszone i wielkie niczym wykute w kamieniu.
Z drugiej jednak strony, ponieważ rozpoznałeś naturę rzeczy, samsara wyzwala się sama przez się, tak jak wąż samoistnie się rozplata. Przyszli uczniowie linii będą niczym synowie lwów i garudów, a każde kolejne pokolenie będzie lepsze od poprzedniego”. Na koniec Naropa nadał Marpie tytuł dzierżawcy linii, wysłał go z powrotem do Tybetu i przyrzekł, że po tym życiu spotkają się w czystych krainach.

Opracowanie: Ewa Zachara