DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 30 -> Pielgrzymka

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Pielgrzymka

Maria Przyjemska
_________


"Znajomość buddyzmu powinna opierać się na bezpośrednim doświadczeniu cierpienia świata, jego przyczyn, ich końca - oświecenia - i stosowaniu środków, które do niego prowadzą. Nasze pielgrzymki dawały do tego zawsze świetną okazję".
Lama Ole Nydahl
Nie tylko nasz nauczyciel, lecz także sam Budda Siakjamuni i wielu innych mistrzów polecało odwiedzanie miejsc narodzin, śmierci, oświecenia i udzielenia pierwszych nauk przez czwartego historycznego Buddę. W ten sposób można pójść w ślady wielkich nauczycieli, którzy osobiście do miejsc tych pielgrzymowali.
Oznacza to podróż do Indii, ale dla nas, i jak się okazuje nie tylko dla nas, wszystko rozpoczęło się i zakończyło w dolinie Kathmandu, u stóp nepalskich Himalajów. Tu spędziliśmy pierwsze kilka dni, przygotowując się do dalszej podróży, tu przylecieliśmy na ostatnie 9 dni po wyprawie do Indii, chłonąc błogosławieństwo, płynące z tego niezwykłego miejsca. Jest ono także symbolem początku rozwoju większości z nas, ponieważ to tutaj właśnie ma swoje źródło wielka odyseja buddyzmu tybetańskiego na Zachód. W 1968 roku w Kathmandu właśnie, Lama Ole i Hannah, wówczas jeszcze ciągle niepoprawni poszukiwacze szczęścia, spotkali najpierw Tseczu Rinpocze, a wkrótce potem Karmapę i doświadczyli tego wszystkiego, co napełniło ich niewzruszonym zaufaniem i stało się motorem ich dzisiejszej pracy. Wielka stupa i wzgórze Swayambhu stanowią centrum tej szczególnej mandali. To tam, przy wejściu do dzisiejszego klasztoru Szamarpy odbyła się Ceremonia Korony i pierwsze spotkanie naszych nauczycieli z Karmapą. Tu znajdują się też niezwykle strome schody, na których Ole pomyślnie zdał test zaufania Karmapy.
Jest to także najstarsze święte miejsce całego buddyzmu, mówi się, że istniało od zawsze. Cała dolina Kathmandu była niegdyś jeziorem, na co istnieją dowody naukowe, a znajdujące się tam pole mocy samoistnie zrodziło w nim kryształową stupę (swayambhu oznacza samopowstała). Zaczęła ona promieniować we wszystkich kierunkach i przyciągnęła uwagę buddy Mandziuśriego, który włożył w wodę swój miecz zamieniając je w żyzną dolinę i możliwe stało się korzystanie z błogosławieństwa tego miejsca. Wzgórze Swayambhu, będące samo w sobie naturalną stupą zwieńczono spektakularnym budynkiem. Znajdują się w nim relikwie pochodzące jeszcze od poprzedniego Buddy, zostało także pobłogosławione przez buddę Siakjamuniego i wielu mahasattwów. Otoczone jest wieloma innymi stupami, wizerunkami buddów i klasztorami, ostatni zaś remont zewnętrznej fasady stupy Swayambhu przeprowadził wuj Tseczu Rinpocze, główny lama Drukpa Kagyu. Moc tego miejsca jest wciąż tak wielka, że niektórzy, także całkiem zwyczajni ludzie, raz w roku latem widzą odbicie Wielkiej Stupy na niebie.
Historia Boudha, drugiej ogromnej stupy w Kathmandu jest również niezwykła. Wybudowała ją zwykła kobieta z pomocą swoich dwóch synów, z których jeden był wcześniejszą inkarnacją Guru Rinpocze, a drugi Trisonga Detsena, króla Tybetu, który wprowadził do niego dharmę. Przy budowie pracował także osioł, któremu nie poświecono wystarczającej ilości uwagi (to nie żadna aluzja!) i który z powodu mocy nagromadzonej w ten sposób zasługi i negatywnych życzeń odrodził się jako Langdharma, król odpowiedzialny za zniszczenie "starego" przekazu buddyzmu w Tybecie. Boudha jest niezwykła także i z tego powodu, że posiada właściwość spełniania życzeń, a spacerowanie po niej nie uchodzi za przejaw złego smaku.
Dlatego nie dziwi fakt, że w obrębie całej doliny Kathmandu znajduje się tak wiele pełnych mocy miejsc i relikwii, wiele z nich związanych jest zwłaszcza z linią przekazu Kagyu.
Najbardziej szczególne z nich, to miejsca samoistnie powstałe, czyli takie, w których energia oświecenia jest tak silna, że powoduje spontaniczne pojawienie się wizerunku buddy na skale czy w jaskini. Jako przykład może służyć wyłaniająca się coraz wyraźniej ze skały Zielona Wyzwolicielka, czy opisane w Tantrach Czakrasamwary i Hewadżry jedno z 24 tajemnych miejsc, w których Demczok i Dordże Pamo zamanifestowali zjednoczenie radości i pustki, przekształcając rządzące tam nieoświecone hinduistyczne energie. Nieprzypadkowo więc miejsce to obrali sobie do medytacji Tilopa i Naropa, którzy praktykowali tam, nad brzegiem malowniczej rzeki, w sąsiadujących ze sobą niewielkich jaskiniach. Wyżej w górach znajdują się też dwie jaskinie, które w niezwykły sposób odwiedził Guru Rinpocze; zapadając się w jednej z nich w głąb skały i wyłaniając się spod ziemi w drugiej.
Niedaleko stąd znajduje się ponadto dom, w którym przez kilka lat żył wielki Marpa przygotowując się do jednej ze swoich wypraw do Indii. W tej okolicy zamieszkiwali także przez jakiś czas X Szamarpa i XIII Karmapa, a Budda Siakjamuni w jednej ze swoich poprzednich inkarnacji ofiarował tu swoje ciało głodnej tygrysicy.
Pola mocy buddów, bodhisattwów i wielkich nauczycieli przyciągnęły do stolicy Nepalu niezwykle ważne relikwie. Bardzo szczególne, nie tylko ze względu na wartość zabytkową są chociażby posążki Wadżrajogini, Milarepy, Buddy i Zielonej Tary. Wszystkie z nich potrafiły mówić i kiedyś można było tego doświadczyć, lecz dziś karma ludzi nie jest wystarczająco dobra, aby usłyszeć ich mowę- wyjaśnia Tseczu Rinpocze. Spośród nich na wyjątkową uwagę zasługuje posążek Milarepy wykonany przez Reczungpę. Jest to ta szczególna statua ze słynnej opowieści o tym, jak "podobny księżycowi" uczeń Milarepy wykonał podobiznę swego mistrza z ręką ułożoną w typowy dla niego sposób, czyli przy uchu i przyniósł ja Milarepie zapytawszy, czy choć trochę go przypomina. Tak, wygląda dokładnie tak samo, jak ja - odpowiedział Milarepa i w tym momencie posążek opuścił rękę Oprócz wspomnianej już umiejętności mówienia, statuetka ta posiada inne niezwykłe właściwości - np. jej ośrodek serca pozostaje stale ciepły. Jego autentyczność potwierdził także XVI Karmapa.
Z Kathmandu wyruszyliśmy autobusem do Lumbini, znajdującego się jeszcze w Nepalu.
LUMBINI
Położone u stóp Himalajów miejsce narodzin Buddy. Niegdyś, tak, jak inne miejsca pielgrzymek oznaczone filarem i stupą przez wielkiego króla Asiokę, który rządził w Indiach w III wieku p.n.e. i rozpowszechnił buddyzm na wielką skalę, m.in. zbudował 84 000 stup. Dziś został tam już tylko filar. Wybudowana później mała nieładna świątynia, gdzie można obejrzeć płaskorzeźbę ze świątyni Asioki, zniszczonej przez najazdy muzułmańskie i murowaną sadzawkę, w której miała się kąpać królowa Maja, matka Buddy, tuż przed jego urodzeniem. 2500 lat temu był to piękny gaj, gdzie oczekująca na rozwiązanie królowa zatrzymała się podczas podróży do Devadaha, stolicy królestwa jej rodziców. Postąpiła według dawnego, kultywowanego do dziś zwyczaju hinduskiego, wedle którego poród odbywa się w domu rodzinnym kobiety.
Książe Siddhartha przyszedł na świat w pełnię księżyca wyłoniwszy się z boku matki, która przytrzymała się gałęzi drzewa. Zdarzeniu temu towarzyszyło wiele cudów, a samo dziecko posiadało 36 znaków doskonałości. Szczególny chłopiec od razu po urodzeniu przeszedł siedem kroków i obwieścił światu: Urodziłem się, aby przynieść pożytek innym; to jest moja ostatnia inkarnacja.
Poza sezonem miejsce to robi wrażenie wyjątkowo zaniedbanego pod względem duchowym, potęgowane przez obecność nachalnych handlarzy plastikowymi dewocjonaliami i niezrozumiałą dla nas wschodnia czołobitną religijnością, która towarzyszyć nam będzie odtąd na wszystkich etapach naszej podróży
Kapilavastu
Mniej więcej godzinę drogi od Lumbini znajdują się ruiny starożytnej stolicy Kapilavastu, miejsca, w którym do 29 roku życia żył Siddhartha, otoczony na polecenie ojca wszelkim zbytkiem tak, aby nie spełniła się przepowiednia mówiąca o tym, że jeśli nie dostrzeże on cierpienia świata, zostanie wielkim władcą. Po wspaniałym pałacu, w którym toczył beztroskie życie pozostały zapadłe głęboko w ziemi fundamenty. Na powierzchni oglądać można tylko ruiny zabudowań powstałych znacznie później, a od wschodniej strony na horyzoncie pojawiają się Himalaje. Nieopodal znajdują się też ruiny klasztoru wybudowanego dla Buddy przez jego ojca, króla Siudhodhane, Tu Siakjamuni udzielił schronienia własnemu synowi, gdy ten przyszedł upomnieć się o swoja schedę Klimat ideologiczny w państwie Siakja był niezwykle postępowy. Było ono republiką rządzoną przez władcę wybieranego spośród rodu Siakjów wywodzących się z kasty wojowników - kszatrijów. Wyjątkowe było także to, że postać braminizmu, jaką wyznawała rodzina przyszłego Buddy nie przewidywała istnienia boga-stworzyciela. Kapilavastu zostało jeszcze za życia Buddy całkowicie zniszczone z powodu najazdu armii spokrewnionego i skłóconego z klanem Siakja władcy innego pobliskiego państewka.
KUSZINAGAR
Budda przepowiedział swoją śmierć trzy miesiące wcześniej. Powiedział, że żadnej nauki nie zatrzymał w zamkniętej dłoni i wyruszył w swoją ostatnią wędrówkę. Po drodze przyjął zaproszenie dobrodusznego kowala, który sam o tym nie wiedząc, poczęstował go trującą potrawą. Budda zgodził się jej skosztować, aby nie sprawić mu zawodu i tylko pod warunkiem, że nikt inny nie będzie jej jadł. Ciężko chory wyruszył w dalszą drogę do Kuszinagar. Miasto to wybrał między innymi dlatego, że tam spotkać miał swojego ostatniego ucznia. Nauki, jakie wygłosił tuż przed śmiercią to wskazówka, aby praktykujący dharme stali się schronieniem dla samych siebie i pamiętając o przemijalności, dążyli do najwyższego wyzwolenia. Parinirwanie Buddy towarzyszyło trzęsienie ziemi, dźwięki muzyki i inne niezwykłe znaki. Pozostałe po kremacji relikwie podzielono między ośmiu królów, a w miejscu, gdzie się odbyła, wybudowano stupę. Kuszinagar było na naszej trasie pierwszym miastem w Indiach. To, że buddyści stanowią tak znikomy procent populacji kraju staje się bardzo wyraźne w miejscach dla nas ważnych - nierzadko zaniedbanych i otoczonych przez oszustów, polujących na datki naiwnych pielgrzymów. Stupa Parinirwany pomazana jest przez dzieciaki napisami w hindi, a wszystkiemu przyglądają się spokojnie mnisi therawady palący papierosy na schodach świątyni. Od czasów Buddy oblicze Indii radykalnie się zmieniło i odnosi się wrażenie, że z przebogatej, starożytnej kultury nie zostało już nic. Wszechobecne jest natomiast niewyobrażalne wręcz czasem zacofanie, przeludnienie, brud i nędza. Wielu lamów twierdzi, że tłumy żebraków, chorzy i kalecy umierający na ulicach oraz ogromne rzesze niepiśmiennych, są zjawiskami wskazującymi na brak współczucia wśród odradzających się w tym kraju. My za to mogliśmy po raz pierwszy naprawdę docenić własną dobrą karmę.
Sravasti
Tu Budda spędził 24 pory deszczowe, dokonał kilku cudów i prawdopodobnie udzielił wielu nauk Diamentowej Drogi. Jednym z cudów było ujarzmienie przerażającego mordercy Angulimali (vel "Naszyjnik z Palców"). Po spotkaniu z Buddą przyjął on nie tylko schronienie, ale nawet i ślubowania mnisie. Innym cudem Buddy było wyemanowanie z siebie drzewa mango, które wyrosło, zazieleniło się i zaowocowało formami jidamów. Władca Sravasti wybudował dla sangi kilka klasztorów. Dziś zwiedzić można jeszcze ruiny słynnego parku i kompleksu klasztornego Jetawana. Spotkała nas tu typowo indyjska przygoda - rząd ustalił, że z dnia na dzień ma zacząć obowiązywać ustawa: za wstęp zamiast 20 rupii (równowartość 1 zł) cudzoziemcy muszą płacić 20 dolarów.
Radzgir
W czasach Siakjamuniego Radzgir był tętniącą życiem stolicą królestwa Magadha.
Główne aktywności Buddy odbywały się w wielkich miastach, gdyż tam własnie - w Benares, Patnie, czy Sravasti - spotkać było można najbardziej wykształconych, otwartych ludzi. Oprócz wymienionych powyżej starożytnych metropolii, jednym z ulubionych miejsc Buddy był Radzgir, stolica królestwa Magadhy, gdzie sanga posiadała trochę ziemi. Na górze zwanej Sępim Szczytem przekazane zostały wybranym uczniom i mahasattwom nauki o pustości zjawisk, współczuciu i mądrości, czyli nauki Mahajany. Po śmierci mistrza, w miejscu tym po raz pierwszy spisano nauki dharmy, których dotąd uczono się na pamięć. Roztacza się stąd całkowicie magiczny widok na cała dolinę i zadrzewione ruiny stolicy starożytnego królestwa.
Następca tronu Magadhy nie był w przeciwieństwie do swego ojca przychylny aktywnościom Buddy. Jego przychylność zdobył sobie kuzyn Buddy, Devadatta, który zaprezentował na dworze królewskim magiczne moce. Zostali oni wspólnikami w spisku zabicia Buddy. Podjęto trzy nieudane próby. Za pierwszym razem wynajęto żołnierza, który po wykonaniu zadania miał wycofać się umówioną drogą, na której czekali już na niego dwaj inni z zamiarem zamordowania i jego. Plan nie powiódł się, gdyż kiedy tylko niedoszły morderca znalazł się w polu mocy Buddy, padł mu do stóp i ze zdumieniem usłyszał, że powinien wrócić inna droga. Za drugim razem udało się Devadacie zranić stopę Siakjamuniego - stoczył on skałę z Sępiego Szczytu. Za trzecim razem wysłał na niego rozwścieczonego słonia. Współczucie Buddy spowodowało jednak, że rozpędzony kolos zatrzymał się i zaczął łasić się jak pies.
SARNATH
Po osiągnięciu oświecenia Budda skierował się w stronę Benares i na jego przedmieściach, w parku jeleni, udzielił pierwszych nauk. Słuchaczami byli głównie bogowie, zwierzęta i jedynie pięcioro ludzi- towarzysze Buddy z czasów ascezy. Pierwszy Obrót Kołem Dharmy obejmuje głównie Cztery Szlachetne Prawdy, nauki o przyczynie i skutku oraz Środkową i Szlachetną Ośmioraką Ścieżkę. Cały teren parku jest istną oazą - pięknie utrzymany, otoczony klasztorami i zrekonstruowaną polaną, na której pasą się sarny, a ogromna stupa Dhamekha, ufundowany przez Asioke, upamiętnia miejsce wygłoszenia pierwszych nauk.
BODHGAJA
W maju, o świcie, który nastąpił po pełni księżyca, Siddhartha Gotama osiągnął całkowite oświecenie, stając się czwartym historycznym Buddą. Na temat pierwszych siedmiu tygodni po oświeceniu istnieją dwie wersje - albo Siakjamuni nie nauczał wcale, albo też przekazywał w tym czasie nauki tajemne (np. Tantrę Hewadżry). Miejsce, pod drzewem bodhi, gdzie siedział nosi nazwę Diamentowego Tronu i mówi się, ze stanowi ono miejsce oświecenia wszystkich poprzednich i przyszłych Buddów. Zostało ono już w czasach Asioki otoczone stupami, posągami, przepięknym parkiem, klasztorami i świątyniami. W największej z nich znajduje się jeden z najstarszych wizerunków Buddy, który podczas jednej z podróży na Wschód, jakie odbyli Lama Ole i Hannah, uśmiechnął się do nich.
Bodhgaja jest po prostu wspaniałym miejscem do praktyki. Podobno szczególnie dobrze jest robić tu pokłony, dlatego cały teren parku zapełniony jest praktykującymi z całego świata. Mnisi i ludzie świeccy przybywają tłumnie aby medytować i wyrażać życzenia. Tutaj odbywa się także coroczne Kagyu Monlam z udziałem Szamara Rinpocze, a w zeszłym roku także i Karmapy. Po zapadnięciu zmroku, gdy cały teren parku rozświetlony jest tysiącami świeczek i lampek maślanych, atmosfera staje się wyjątkowa: nasze własne życzenia osiągnięcia oświecenia mieszają się z życzeniami innych.
Nalanda
Prastary i największy buddyjski uniwersytet istniał na długo przed urodzeniem Siakjamuniego. Sam Budda odwiedził kilka razy tę słynną uczelnię, stad pochodzili także Sariputra i Mogallana, główni jego uczniowie. Złoty wiek Nalandy zaznaczyła obecność wielkich filozofów Mahajany: Nagardżuny, Aryadewy, Asangi, Dharmakirtiego i Santarakszity, który wraz z Guru Rinpocze przybył na zaproszenie króla Trisonga Detsena do Tybetu, aby wprowadzić do niego dharmę. Później nauczał tu także Naropa zanim wyruszył na poszukiwanie swojego guru i prawdziwego duchowego doświadczenia. Świetność Nalandy przygasała stopniowo wraz z upadkiem buddyzmu w Indiach i kolejnymi najazdami muzułmańskimi. Dzisiaj obejrzeć tam można dobrze zachowane pozostałości ogromnego miasteczka uniwersyteckiego ze świątyniami, salami wykładowymi, mieszkalnymi i administracyjnymi oraz stupy, reliefy, posążki, a obok tego także i studnie, piece i kamienne lawy.
Nalanda była ostatnim przystankiem na naszej wędrówce śladami Buddy Siakjamuniego. Z pobliskiej Patny wylecieliśmy z powrotem do Kathmandu, gdzie czekały już uroczystości z okazji urodzin Tseczu Rinpocze i inicjacja tysiącramiennej formy Kochających Oczu. Były tańce lamów, pudże, przyjaciele z Europy i Ameryki, przyleciała także Hannah Nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, aby spotkać Buddów, jak mówi Lama Ole - podróż ta dała nam jednak świetną okazję do doświadczenia wielu pól mocy oraz poznania historycznych i kulturowych źródeł powstania Przekazu, który zawędrował do nas na Zachód.