DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 27 -> Emocje

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Emocje

Lama Ole Nydahl
_________

Swobodna gra nieograniczonej przestrzeni przejawia się na zewnętrznym poziomie jako światy, zdarzenia albo istoty - jako obiekty, o których informują nas zmysły czy też badania naukowe. Na poziomie wewnętrznym są to myśli i uczucia, które nieustannie pojawiają się i zmieniają - rozpoznajemy je i rozwijamy, po czym powracają one do obszaru potencjalności, z którego się wyłoniły. Jednocześnie wszystkie dualistyczne sposoby myślenia oddzielają umysł od tego, co w nim powstaje i w ten sposób sprawiają, że nasze życie staje się pełne ograniczeń.


Najbardziej znane z nich to materializm i nihilizm. W starożytnej Grecji, kilkaset lat po czasach Buddy, pewne ważne osobistości poczuły się zaniepokojone tymi kierunkami w myśleniu, które podawały w wątpliwość wszelkie wartości. Ludzie ci uważali, że teoretyczna możliwość dzielenia materii aż do poziomu, na którym ostatnie jej cząstki znikną w przestrzeni, jest szkodliwa społecznie i z tego powodu uznali, że istnieje ostateczna, niepodzielna „cegiełka" rzeczywistości - „atomos". Było to czyste przypuszczenie, którego nie można było uzasadnić, chroniło ono jednak przed groźbą niebytu. Założenie, że cząstki od pewnej określonej wielkości nie mogą się już dalej dzielić, dawało autorom tej idei przyjemne poczucie solidności i rzeczywistości zjawisk. Jednak ich sukces nie był trwały. Miłośnicy niczym nieograniczonego myślenia pojawiali się uparcie i ciągle od nowa - nihilistyczny pogląd nigdy tak naprawdę nie wymarł. Na przestrzeni ostatnich 2300 lat, te światopoglądowe przemiany można było obserwować w sztuce niespokojnego i nieprzekupnego Zachodu - w czasach popularności materializmu pełna była ona namalowanych barwami ziemi wyobrażeń kobiet z imponującym biustem, otoczonych dziećmi i owocami.
Jednak już wkrótce nawet najzagorzalsi orędownicy czystej materii odkryli straszącego w ich raju upiora - przemijalność. Im więcej się posiada, tym więcej trzeba pozostawić za sobą w chwili śmierci. W dodatku, jeśli zjawiska są prawdziwe, prawdziwe są również starość, choroba i śmierć. Wiara w rzeczywiste istnienie rzeczy, czyni automatycznie rzeczywistym również cierpienie, które staje się jeszcze bardziej niepokojące.
Zewnętrzną oznaką tego rozczarowania było pojawienie się poglądu mającego ograniczyć szkody. Miał on uchronić ludzkość przed wpadnięciem w sidła powabów życia. Dobór słów w literaturze stał się bardziej ostrożny i staranny, na obrazach pojawiły się osobliwe, często chude i mizerne postacie, a ich kolorystyka nabrała odcienia zieleni lub błękitu. Szybko jednak zdrowy rozsądek unicestwił tę próbę osiągnięcia bezpieczeństwa za pomocą jednostronnego poglądu. Uczynienie wszystkiego szarym i pozbawionym znaczenia, nie chroni przed cierpieniem. W dodatku trzeba się z nim wówczas zmagać z poziomu braku radości, co zmniejsza szansę na zapanowanie nad wydarzeniami.

Tak, jak należałoby tego oczekiwać od myślących niezależnie Europejczyków, z czasem pojawiły się również inne obserwacje rzeczywistości - powstały takie wyjaśnienia natury zjawisk, jak egzystencjalizm, transcendencja (Platon) czy immanencja (Arystoteles). Jeżeli chodzi o umysł, wyobrażenia na jego temat zmieniały się równie często, jeżeli tylko pozwalały na to oficjalne poglądy państwa i Kościoła. Do czasu kiedy kochający wolność, a obecnie także wykształcony Zachód, poznał nauki Buddy, wiedza na temat samego przeżywającego była w naszej kulturze dosyć skromna. Różnorodność stanów wewnętrznych wydawała się przez to oszałamiająca. Dziś nie musi już tak być - zdolność do zrozumienia, że umysł jest w swej esencji podobny przestrzeni, świadomy swojej natury oraz nieograniczony, rośnie często samoistnie już po pierwszym świadomym zetknięciu z nim. Bez tego ponadczasowego klucza do wszechogarniającej nieustraszoności, radości, która powstaje sama z siebie i aktywnego współczucia, które pogłębiają się wraz z rosnącym wglądem, nie moglibyśmy uniknąć niezliczonych, ślepych uliczek oraz przemijających i pomieszanych uczuć. Pomieszane stany umysłu, od heroicznych po łzawe, mogą opanować życie tych, którzy nie wzbogacili go o żadną trwałą podstawę dzięki buddyjskiemu poglądowi i medytacji. Te, często rzeczywiście przeszkadzające, emocje prowadzą do niezliczonych słów i działań, które z kolei ograniczają nasze przyszłe szczęście i możliwość wyboru. Dlatego powinniśmy je dokładnie zbadać.

Co stanowi źródło uwarunkowanych radości i cierpień świata? Biorą one swój początek z podstawowej niewiedzy umysłu - z faktu, że nie potrafi on dostrzec swojej prawdziwej natury. Ktoś przyzwyczajony do pławienia się na przemian w poczuciu winy i uldze przebaczenia, które religie wiary oferują wraz z usługami osobowych bogów, nie będących jednak z jakichś tajemniczych powodów w stanie zapanować nad własnym stworzeniem, może uznać to wyjaśnienie za podejrzane. Jest ono jednak przynajmniej logiczne.

By się przejawić, zjawiska nie potrzebują w rzeczywistości żadnej zewnętrznej siły, która byłaby od nich oddzielona - to umysł grając sam ze sobą sprawia, iż w jego przestrzeni pojawiają się wewnętrzne i zewnętrzne światy. Rozpoznawszy to, ktoś kto szczerze praktykuje, będzie starał się doświadczyć natury samego przeżywającego, a tym samym źródła wszystkich zjawisk. Jest to szczególna postawa, ponieważ większość istot poszukuje przyczyn wydarzeń w zewnętrznym świecie - prawdopodobnie dlatego, że koncentracja na tym, co dzieje się dookoła, zawsze była warunkiem przetrwania.

Doświadczenie samego przeżywającego nie jest jednak łatwe, ponieważ nieoświecony umysł funkcjonuje tak jak oko, które nie jest w stanie zobaczyć samo siebie. W jaki sposób powstają nieoświecone strumienie doświadczeń, które składają się na zwyczajne życie? Od nie mającego początku czasu, niezdolność istot do doświadczania, że przeżywający, to co jest przeżywane i sam proces przeżywania są częściami tej samej całości, powoduje powstawanie głównych przeszkadzających uczuć - przywiązania i niechęci. Nie pozostają one długo same. Ich piękne dzieci to chciwość i żądza posiadania, a także nienawiść i gniew. Jednocześnie niewiedza dodatkowo wydaje na świat niepotrzebną, zubożającą dumę, na skutek której uważamy samych siebie za lepszych od innych. W istocie oznacza to, że znajdujemy się zawsze w kiepskim towarzystwie i to uczucie z powodzeniem odbiera nam radość życia. Tak, jak cząsteczki, mogą osiągać tylko określone wielkości, również nawarstwienia uczuć zdają się rozpadać na pojedyncze elementy, kiedy nadmiernie się rozrosną. Budda powiedział, że przeszkadzające uczucia mogą tworzyć ze sobą 84000 różnych kombinacji. Mimo, że same są uwarunkowane, potrafią przesłonić nie uwarunkowany umysł i uniemożliwić przejawienie się zarówno jego spontanicznej radości, jak też bezpośrednie doświadczenie wglądu. W ten sposób niweczą świeżość i moc Tu i Teraz. Ten kto rozwinął dojrzałość pozwalającą widzieć przemijające i zmienne stany umysłu takimi, jakimi są w istocie, może się nimi doskonale bawić. Jeżeli potrafimy przeżywać je jak interesujące rewie widoczne na naszym wewnętrznym „ekranie telewizyjnym" lub jako opuszczający nas ogród zoologiczny, możemy w dowolny sposób zmieniać kanały, albo studiować zabawne zwierzęta pod lupą.
Zdolność do unikania przeszkadzających uczuć, osłabiania ich, czy też przekształcania przy pomocy wglądu lub dzięki współczuciu, a nawet rozpoznania umysłu poprzez obserwację ich wybryków, jest niezwykle cennym podarunkiem. Taką wolnością cieszą się jednak tylko praktykujący, którzy w tym, lub w przeszłych żywotach stali się świadomi przestrzeni wokół wydarzeń. Ludzie zwykle uważają pomieszane uczucia za prawdziwe, mimo że nieustannie się one zmieniają. Są unoszeni ich nurtem, co prowadzi do niezręcznych lub szkodliwych słów i działań, które powodują trudności w zewnętrznym świecie i wprowadzają negatywne wrażenia do własnej podświadomości. Kiedy nasiona te dojrzewają jako zewnętrzne i wewnętrzne trudności, niezręczni ogrodnicy zazwyczaj zapominają, że sami posadzili kaktusy, na których teraz siedzą. Myślą, że to inni spowodowali ich cierpienie, znowu mówią i czynią coś niemądrego i tak koło uwarunkowanych i budzących niezadowolenie doświadczeń toczy się dalej przez kolejne żywoty.

Nie musi tak jednak być. Fakt, że teraźniejszość istot została uwarunkowana przez ich przeszłość oznacza, że można kierować własną przyszłością. Istnieje wiele poziomów, na których jest to możliwe, a najwspanialsze z nich znajdują się w naszym umyśle. Przeszkadzające uczucia zdecydowanie nie są czymś nieodwracalnym i strasznym - jeżeli staramy się zręcznie i odważnie z nimi pracować, stają się surowcem dla urzeczywistnienia. Wyrażają nasze karmiczne tendencje i spotykając się z nimi twarzą w twarz stajemy się dojrzali. Nasze społeczeństwa, z konieczności spoglądające do wewnątrz, chętnie zajmują się uczuciami. Buddyjscy nauczyciele opisują je zwykle w oparciu o tradycyjne teksty, dlatego chciałbym przedstawić tutaj nieco inne spojrzenie - podejście, które pozwala dojrzałemu człowiekowi usiąść za kierownicą własnego życia. Skuteczna praca z przeszkadzającymi uczuciami przypomina umiejętne prowadzenie wojny lub grę w szachy. Wymaga dokonania dokładnej oceny sił przeciwnika i uczciwego oszacowania własnych. Następnie trzeba przewidująco zaplanować zarówno dalekosiężne, jak też bliskie, cele - w taki sposób, by wykorzystać dla własnego pożytku możliwie wiele sił wroga. Ponieważ opanowanie umysłu oznacza ponadczasowe szczęście, a w wypadku klęski pomieszaniu nie będzie końca, warto w batalii z emocjami odnieść zwycięstwo!

Ocena przeciwnika oznacza rozpoznanie jego natury. Czy szybkie jak błyskawica i nieopanowane uczucia ogarniają nas zazwyczaj w jednej chwili i natychmiast wywołują żenujące lub szkodliwe zachowania, których nie potrafimy powstrzymać, czy też nasz umysł przypomina raczej wylęgarnię, w której powoli przychodzą one na świat? Czy lgniemy do gniewu i wzmacniamy go aż do chwili, w której zamieni się w prawdziwą wrogość, czy też mamy do niego dystans i potrafimy go przeczekać?

W pierwszym przypadku szybkie „pej!" - wypowiedziane w duchu lub po cichu - może rozpuścić wiele powierzchownych przeszkadzających uczuć. Jeśli mamy prawdziwe zaufanie do lamy, możemy go sobie wyobrazić nad głową, stopić się z nim i po prostu nim być. Jeżeli przeszkadzające uczucia piętrzą się wolniej, można bardzo skutecznie się ich pozbyć, pozwalając im ześliznąć się po wibracji mantr, tak jak po ochronnej warstwie oleju. Mantry utrzymują dziwaczne emocje i zachowania z dala od umysłu i ciała, nie dopuszczając do powstania przynoszących cierpienie nawyków. Ponieważ wszystko co przeszkadzające jest złożone i uwarunkowane, trudności muszą w końcu utracić moc i zostawić nas w spokoju. Kiedy to rozpoznamy, w przyszłości nie będziemy się już im tak łatwo dawali wodzić za nos. Świadomość własnej siły wymaga zarazem dojrzałego spojrzenia do wewnątrz - Jak mi się dziś powodzi? Na ile poważnie świat nadwerężył ostatnio moją zbroję? Jakie wcześniejsze doświadczenia mogę teraz zastosować, by uporać się z obecnymi nieprzyjemnymi stanami?

Ścierając się z emocjami, możemy odeprzeć przeciwnika przy pomocy następujących działań:

  • Wprawdzie rzadko czujemy się bohatersko ustępując przeszkodom pola, często zapobiega to jednak skutecznie niepotrzebnym dramatom. Postępowanie takie daje nam też cenny czas na spacer, bez którego znaleźlibyśmy się w sytuacji, z której - jak wiemy z doświadczenia - prawdopodobnie znowu nie potrafilibyśmy wyjść obronną ręką.
  • Następnym krokiem jest wzrastająca świadomość, że przeszkadzające uczucia można przekształcić. W rzeczywistości nie są tak prawdziwe, jakimi chcą nam się wydać. Możemy na przykład zobaczyć, że danego cierpienia nie było przedtem i dlatego za chwilę będzie musiało odejść - zauważymy, że każde położenie zmienia się z chwili na chwilę. Dzięki rosnącemu zrozumieniu, że również trudności są przemijające i nietrwałe, będziemy w stanie coraz skuteczniej je przekształcać. Najskuteczniejsze sposoby, które to umożliwiają, to porównanie własnej sytuacji z położeniem innych i rozwinięcie współczucia. Ktoś kto uważa, że żyje w złych warunkach, straci natychmiast ochotę do użalania się nad sobą, kiedy uświadomi sobie na przykład, jak traktują się nawzajem mieszkańcy Afryki. Ten kto czuje się obco w opanowanym przez mężczyzn i pozbawionym miłości społeczeństwie, będzie musiał rozwinąć ponadosobistą empatię, myśląc o niedoli muzułmańskich kobiet i zacząć szukać sposobów przyniesienia im pomocy. Kiedy w jakimś gorącym momencie pomyślimy przez chwilę „czy chciałbym się z nim zamienić?" lub „spędzenie z nim kilku minut jest straszne, a on nie może uciec od siebie ani w dzień, ani w nocy", pomoże nam to złagodzić wiele starć. Taka chwila zastanowienia nawet najnieszczęśliwszym ludziom może dać doświadczenie pełnego współczucia sprzężenia zwrotnego. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że inni bywają trudni z powodu niewiedzy, a nie dlatego, że są źli. Ponieważ w rzeczywistości ci, którzy sprawiają cierpienie innym, najwięcej szkód wyrządzają na przyszłość sobie samym, podczas gdy ich ofiary pozbywają się wcześniejszej złej karmy, czynimy ze współczucia to, co tylko możliwe dla obu stron.
  • Najskuteczniejszym sposobem pracy z przeszkadzającymi uczuciami pozostaje jednak wolność wyboru własnego sposobu postrzegania zjawisk: żadne uwarunkowane doświadczenie nie powinno móc sprawić, że zapomnimy o ostatecznej prawdzie. Dążąc do tej świadomości, ponadczasowej jak zwierciadło pod odbiciami, umysł który wszystko tworzy i wszystkiego doświadcza rozumie, że każdy posiada naturę buddy, a wszystko co się wydarza jest bogactwem umysłu. Od chwili uzyskania tego wglądu możemy zachowywać się tylko tak, jak budda pomiędzy przyszłymi buddami - świat nie przestaje wówczas być Czystą Krainą. Ponieważ na tym poziomie rozpoznajemy wszelkie myśli, jakie by one nie były, jako wyraz psychologicznego nadmiaru umysłu i jego mądrości oraz słyszymy wszelkie dźwięki jako pełne znaczenia i jako mantry, złodziej wchodzi do całkowicie pustego domu. W takiej sytuacji przeszkadzające uczucia nie mogą liczyć na jakiekolwiek uznanie, ani wsparcie. Jeżeli w chwili w której się rozpuszczają, odczuwamy jedynie samoistne wyzwalanie się umysłu i jesteśmy w stanie obserwować ich przebieg z bezpiecznego dystansu, jako jego swobodną grę, rozpościera się przed nami prawdziwe morze spełnienia. Wewnętrzne stany, które tak długo zdawały się być naszymi niebezpiecznymi wrogami, teraz są jedynie źródłami mocy. Obróbka sadzy doprowadziła do powstania najpiękniejszych diamentów, a z kokonów przeszkadzających uczuć uwolniło się pięć mądrości buddy. Dokonamy tego!

Opracowanie: Ewa Zachara