DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 26 -> 12 ogniw współzależnego powstawania

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

12 ogniw współzależnego powstawania

Tadeusz Uchto
_________


Koło życia

Nauka o dwunastu ogniwach współzależnego powstawania jest jedną z podstawowych nauk Buddy. Wynikła bezpośrednio z jego wglądu - nie otrzymał jej od nikogo, nie została mu również objawiona. Osiągnął oświecenie i dostrzegł jakimi rzeczy są, jednocześnie zrozumiał też, dlaczego jeszcze nie potrafimy ich takimi zobaczyć. Ta nauka jest wyobrażona na tybetańskim Kole Życia. Przedstawia ono samsarę, czyli sytuację w jakiej się obecnie znajdujemy. Nie jest to obraz naszego prawdziwego umysłu, widać na nim jedynie, w jaki sposób na skutek pomieszania więzieni jesteśmy w cyklicznej egzystencji. Wciąż wędrujemy w zamkniętym kręgu od jednej uwarunkowanej zależności do drugiej i dopóki nie rozpoznamy, że w rzeczywistości te poszczególne ogniwa nie istnieją i wszystkie obrazki na Kole Życia są tylko złudzeniami, będziemy doświadczali cierpienia i narodzin w jednym z kolejnych ograniczeń. Jeśli rozpoznamy, że są to iluzje, wówczas będziemy mogli wydostać się z tych obrazów i zamanifestować bardziej interesująco - w formach wyobrażających różne aspekty oświecenia przedstawionych na tybetańskich tankach. Sprawa jest więc prosta. Poszczególne wyobrażenia na Kole Życia przedstawiają sytuacje uwarunkowane, tanki natomiast ukazują oświecone właściwości naszego umysłu, których nikt nie stworzył i które nie wynikają z karmy, lecz są po prostu swobodną grą oceanu świadomości.

Ponieważ tybetańskie Koło Życia wyobraża nieoświecony umysł, nigdy nie stoi na ołtarzu, lecz wisi przy wejściu do pomieszczenia medytacyjnego, by przypominało nam, jaką sytuację mamy porzucić. Demon, który trzyma w szponach Koło Życia, to w rzeczywistości Jama, Pan Śmierci. Trzyma on zwierciadło, w którym możemy zobaczyć położenie w jakim się znajdujemy – stan braku satysfakcji, pełen problemów, cierpień itd. Widok tej sytuacji ma nas zainspirować do poszukania z niej wyjścia – stanu trwałego szczęścia, którego nie można już utracić.
Tybetańskie Koło Życia odpowiada na wiele podstawowych egzystencjalnych pytań: jaka jest natura nas samych i całej rzeczywistości, skąd się bierze cierpienie, dlaczego się odradzamy, co powoduje, że jedni są bogaci i utalentowani, a inni biedni i pozbawieni zdolności, dlaczego doświadczamy silnych emocji itd. Oczywiście wszystkie te wyjaśnienia są wolne od idei Boga Stwórcy – zjawiska są wzajemnie uwarunkowane i kolejne wynikają logicznie z poprzednich. Nic nie pojawia się w sposób cudowny, nie ma też cudownych narodzin. Jama pokazuje nam, że samsara jest cykliczną egzystencją, w której bez przerwy doświadczamy narodzin i śmierci. Dopóki jesteśmy uwikłani w ten cykl, dopóty jesteśmy w mocy Pana Śmierci. Jama nie jest formą medytacyjną, jego postać ilustruje jedynie tę sytuację.

W samym centrum koła wyobrażone są trzy pożerające się nawzajem zwierzęta: kogut, wąż i świnia. Symbolizują one odpowiednio trzy podstawowe trucizny umysłu: pożądanie, gniew i niewiedzę. Z powodu tych emocji wykonujemy różne działania, które prowadzą nas do odrodzenia się w niższych światach. Dalej, na zewnętrznych, większych polach, przedstawione są nasze różne sny. Na przykład śni nam się, że jesteśmy ludźmi, co jest oczywiście całkowitym nieporozumieniem, bo przecież w rzeczywistości nie jesteśmy nimi. Jesteśmy oceanem świadomości, który zawiera wiele różnych strumieni i fal. Dopóki tego nie urzeczywistnimy, żyjemy w snach, które bierzemy bardzo serio - np. w tej chwili myślimy naprawdę bardzo poważnie, że jesteśmy naszymi ciałami, myślami i uczuciami. Z tego powodu później odradzamy się jako myszka, albo kotek. Kotek jest głęboko przekonany, że musi biegać za myszką, a myszka myśli, że musi bać się kotka. Tymczasem gdyby myszka rozpoznała, że śni, że tak naprawdę nie jest myszką tylko psem, wówczas mogłaby pogonić kota. Tak to funkcjonuje.
Jeśli w nocy jesteśmy w stanie rozpoznać, że to co się z nami dzieje jest snem, wówczas możemy całą rzeczywistość naszego snu kształtować zupełnie dowolnie. W taki sam sposób możemy wyjść poza sen, który wydaje się nam w tej chwili być naszą codzienna rzeczywistością. Na zewnętrznym kręgu Koła Życia wyobrażone są różne światy, w których umysł może się odrodzić: świat bogów, półbogów, ludzi, zwierząt, głodnych duchów i istot piekielnych. Nie są to miejsca, lecz raczej stany psychologiczne, które wyłaniają się z różnych tendencji i emocji w naszym umyśle.

Współzależne powstawanie

Teraz możemy przejść do nauki, która symbolicznie przedstawiona jest jako dwanaście obrazków tworzących pewną całość. Nie oznacza to, że Budda usiadł sobie pewnego dnia pod drzewem bodhi i nagle zaczęło mu wirować przed oczami dwanaście obrazków. Ten buddyjski komiks to po prostu dydaktyczne wyjaśnienie, w jaki sposób złożona i uwarunkowana jest cała rzeczywistość. Zanim przejdziemy do szczegółów chciałbym powiedzieć najpierw kilka słów o tym, co jest esencją nauki o współzależnym powstawaniu. Otóż Budda mówił, że nic nie istnieje samodzielnie. Wszystko jest od siebie wzajemnie uzależnione, zjawiska nie istnieją same przez siebie. Różne rzeczy, które uważamy za realne, są jedynie iluzją, zejściem się razem różnych uwarunkowań. Kiedy warunki te przeminą, nic nie pozostanie. Wszystko jest dynamiczną siecią powiązań. Jeżeli w jednym miejscu gdzieś tę sieć dotkniemy, informacje i reakcje pojawią się we wszystkich wszechświatach. W ten sposób prawda o całości jest taka sama, jak prawda o części.
Cytując słowa Buddy: „Jedno istniejąc powoduje powstanie drugiego. Gdy jedno się pojawia, musi pojawić się drugie. Gdy jedno się nie pojawia, nie pojawia się również drugie. Gdy jedno zamiera, ustaje drugie”. Tak właśnie funkcjonują owe powiązania. Wciąż dostarczamy warunków do pojawienia się następnego ogniwa, nowego stanu w naszym życiu. A dopóki pojawiają się nowe stany, muszą one pociągać za sobą określone konsekwencje. Dlatego nie możemy wyrwać się z kręgu współzależnych ogniw. Jeśli bylibyśmy w stanie rozpuścić te zależności, przerwać jedną z nich, wówczas następna nie powstałaby i bylibyśmy wolni. Dwanaście ogniw, o których dzisiaj mówimy pokazuje, jak funkcjonują te uwarunkowania, w jaki sposób o wszystkim decydują.
Mimo że nie ma tak naprawdę pierwszego ogniwa, omówię po kolei wszystkie z nich, przechodząc od jednego do drugiego w prawą stronę, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Ważne jest to, że wszystko toczy się wewnątrz zamkniętego koła. Nie ma pierwszego ani ostatniego miejsca, nigdy nie było początku i nikt nas nie stworzył. Ocean świadomości istnieje od nie mającego początku czasu, również nasza niezdolność do rozpoznania jego prawdziwej natury nie ma początku. Żeby jednak jak najprzejrzyściej wyjaśnić cały ów mechanizm, zacznijmy od pierwszego ogniwa.

Oogniwo pierwsze – niewiedza

Na obrazku symbolizuje ją ślepiec, podpierający się laską i wędrujący przez pustynię. Czasami jest to głupiec, który zawiązał sobie własnymi rękami opaskę na oczach i idzie bez celu, potykając się i błądząc. Czym jest niewiedza? Jest brakiem oświecenia, niemożnością doświadczenia, że jesteśmy otwartą przestrzenią. Dopóki nie osiągniemy oświecenia, jesteśmy pogrążeni w niewiedzy – nie widzimy, jakimi zjawiska są naprawdę. Widzimy ich sposób przejawiania się, ale nie to, jakie są w swej esencji. Nie dotykamy rzeczywistości bezpośrednio w jej nagości, tylko postrzegamy ją przez zasłony różnych koncepcji, myśli, emocji, dualistycznych poglądów itd.
Myślimy, że jesteśmy jakąś osobą, jakimś ciałem. Równie rzeczywiści są inni, gdyż kochamy się z nimi, albo walczymy. Ponieważ kontaktujemy się w jakiś sposób ze zjawiskami, wydaje nam się, że istniejemy, to nas w pewien sposób potwierdza. Myślimy, że jesteśmy centrum wszechświata, że to my jesteśmy najważniejsi, że to ludzie są najważniejsi, że kula ziemska jest najważniejsza. Projektujemy nasze obawy i lęki na innych, widząc w nich to, czego nie widzimy w sobie. Niezrozumienie tego współzależnego powstawania jest podstawową, głęboką niewiedzą. Subtelny aspekt owej niewiedzy to wszystkie uwarunkowania, które biorą z niej swój początek - różnego rodzaju myśli, działania, tendencje i nawyki w umyśle, które tworzą „nasz” charakter.

Ogniwo drugie – karmiczne wzorce

Owe tendencje, które zabarwiają świadomość, ilustruje drugi obrazek. Wyobrażony jest na nim garncarz przy swoim warsztacie. Każdy garnek wychodzący spod jego rąk jest niepowtarzalny, ma swój szczególny charakter, ponieważ zależy od rodzaju gliny, która została użyta, nacisku na koło, sposobu wyrobienia się koła, nawet od reumatyzmu, który zniekształcił palce garncarza. Tak właśnie sami kształtujemy zawartość naszego umysłu, gromadzimy potencjał, który pociągnie nas za sobą dalej. Żyjemy działając w niewiedzy i w końcu umieramy.

Śmierć jako dar dla jogina

To, co się dzieje z nami w chwili śmierci, jest odzwierciedleniem naszego życia – również w tym momencie nie mamy żadnej wolności. Po śmierci cały strumień naszej świadomości, wszystkie zbudowane przez nas tendencje i nagromadzone wrażenia utożsamiają się z tzw. mentalnym ciałem, z którym identyfikujemy się w bardo. Bardo, czyli stan pośredni pomiędzy śmiercią, a kolejnymi narodzinami, trwa średnio około 49 dni. W tym czasie przeżywamy szereg bardzo intensywnych doświadczeń – w przypadku kogoś, kto żył w sposób nieświadomy i nie potrafił kierować swoimi działaniami, mogą one być rzeczywiście przerażające.
Mentalne ciało bardo jest jedynie iluzją, naszym nawykiem identyfikowania się z czymś, potrzebą formy. Dopóki nie rozpoznamy, że nasz umysł jest otwartą przestrzenią, będziemy ciągle szukali potwierdzenia, że istniejemy jako coś konkretnego. Zauważmy, czego najbardziej się boimy - właśnie tego, że moglibyśmy utracić swoje ciało, że możemy się skaleczyć, zranić, czy wreszcie zginąć. Jeżeli zwyczajny człowiek traci ciało, jest to dla niego głębokie cierpienie. Tymczasem dla kogoś, kto praktykuje Dharmę rzeczywiście bardzo intensywnie, dla prawdziwego jogina, śmierć jest największym prezentem, jaki w ogóle można sobie wyobrazić. Aby rozpuścić lgnięcie do „ja” za życia, trzeba zdobyć się na olbrzymi wysiłek – mało kto jest w stanie tego dokonać. Natomiast w chwili śmierci jest to znacznie łatwiejsze, gdyż nagle całe „ego”, pięć skand i osiem świadomości, wszelkie tendencje i wyobrażenia – wszystko to się rozpuszcza i przez moment doświadczamy samej esencji – jasnego światła świadomości, stanu buddy. Jeśli jednak nie mamy żadnego doświadczenia w medytacji, trudno nam będzie ten wgląd utrzymać.
Jeżeli jednak świadomie pracowaliśmy z umysłem, osłabialiśmy niepotrzebne nawyki i uczyliśmy się panowania nad emocjami, wówczas całe ogniwo, o którym właśnie mówimy, może stworzyć nam warunki niezbędne do osiągnięcia wyzwolenia w chwili śmierci – albo wyskoczymy z całego zamkniętego kręgu uwarunkowań, albo wskoczymy w bardzo sprzyjającą sytuację w kolejnym życiu, szybko spotkamy w nim wyzwalające nauki, właściwego nauczyciela i będziemy mieli wszystkie pozostałe warunki niezbędne do dalszej praktyki.
Pod koniec bardo widzimy jakąś kochającą się parę. Jeżeli mamy odrodzić się jako ludzie, wówczas zobaczymy te dwie istoty jako mężczyznę i kobietę. To, że czujemy się przyciągani do konkretnej pary w określonym miejscu i czasie nie jest przypadkowe – sytuacja ta jest uwarunkowana przez tendencje, które mamy w umyśle. Jeśli mamy chęć na tatę, to odrodzimy się jako dziewczynka, a jeżeli raczej na mamę, to będziemy chłopcem. Następnie rodzimy się i koło toczy się dalej.

Ogniwo trzecie – świadomość

Następne ogniwo to świadomość. Na kolejnym obrazku w Kole Życia przedstawiona jest małpa - prymitywna, jak głupia skacząca po drzewie, zawsze niespokojna i mająca jakieś intencje. Gdy nasza świadomość połączy się z już z jajem i plemnikiem, tracimy przytomność i budzimy się po jakimś czasie z tego stanu w łonie matki – odbieramy wówczas jedynie podstawowe odczucia, takie jak ciepło albo zimno, ruch albo bezruch itd. Ponieważ nasze postrzeganie jest wtedy tak prymitywne, etap ten ilustruje prymitywne zachowanie się małpy.

Ogniwo czwarte – nazwa i forma

Następnie nasza prymitywna świadomość, będąca zalążkiem późniejszej, w pełni dojrzałej ludzkiej świadomości, zaczyna organizować wokół siebie cały psychofizyczny organizm, czyli po prostu „ego”. Psychologia buddyjska mówi o pięciu skandach „ego”. Najpierw z przestrzeni wyłania się forma i to ona jest pierwszym elementem składowym naszego „ja”. Następnie forma ta szuka potwierdzenia w relacjach z otoczeniem – pierwsze z nich to właśnie odczuwanie zimna i ciepła, bólu i przyjemności itp. To jest druga skanda - odczuwanie. Następna to rozróżnianie, czyli ocenianie pewnych doświadczeń jako przyjemnych, a innych jako nieprzyjemnych. Czwarta skanda to reagowanie – wymyślamy i podejmujemy różnego rodzaju działania, pozwalające nam przyciągnąć to, co oceniliśmy poprzednio jako przyjemne lub odepchnąć to, czego nie chcemy. Piątą skandą jest samoświadomość. Wszystkie te skandy nie są czymś realnym, są to tylko złudzenia.
Właściwie cała rzeczywistość złożona jest z sześciu elementów. Element przestrzeni to miejsce, gdzie zjawiska mogą się wydarzać, element ziemi to wszystko to, co stałe, woda to to, co ciekłe, itd. Jeśli chodzi o nasze ciało, włosy, zęby, kości i mięso należą do żywiołu ziemi, wszystkie płyny organizmu do żywiołu wody, jego ciepło do elementu ognia, a oddech do żywiołu powietrza. W chwili narodzin wypożyczamy od rzeczywistości te wszystkie elementy, a w momencie śmierci musimy je oddać. Problem polega na tym, że całą ową pożyczkę uważamy za swoją własność – identyfikujemy się np. z naszym ciałem, które tak naprawdę wcale do nas nie należy itd. Taka intelektualna analiza jest bardzo pomocna – zrozumienie tego wszystkiego pomaga nam uwolnić się od wątpliwości i skuteczniej medytować.

Ogniwo piąte – sześć podstaw

Chodzi tutaj o zmysły – symbolizuje je dom z pięcioma oknami i jednym wejściem. Proces budowania organizmu psychofizycznego został zakończony, mamy więc dom – trwały i solidny. Zmysły to możliwość nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym. Cały nasz organizm wyobraża dom, natomiast drzwi i okna symbolizują zdolność świadomości do postrzegania zjawisk, do doświadczania rzeczywistości. W buddyzmie świadomość, dostrzegająca, że coś się wydarza, jest traktowana jako szósty zmysł, po widzeniu, słyszeniu, dotyku, węchu i smaku.
Jak widzicie, te poszczególne ogniwa są uwarunkowaniami, które powodują, że musi się w konsekwencji przyjść coś następnego. Jeśli pojawił się już organizm psychofizyczny, nie można powstrzymać dalszego biegu wypadków.

Ogniwo szóste – kontakt

W naszym komiksie etap ten reprezentuje pani w objęciach pana. W punkcie tym chodzi o pojawianie się wrażeń. Kontakt z rzeczywistością może być albo bardzo twórczy, albo może jeszcze silniej uwięzić nas w całej owej ograniczonej, samsarycznej sytuacji. Może nas w nią jeszcze bardziej wplątać, ponieważ jesteśmy bardzo wrażliwi na to, czego doświadczamy. Poszczególne wrażenia i zjawiska oddziałują na nas bardzo różnie – jedne nas przyciągają, a inne odpychają. Obie te postawy rodzą konkretne działania, a one z kolei budują w naszym umyśle tendencje i nawyki, które prowadzą nas do kolejnego ogniwa.
Oczywiście, dobre kontakty i wrażenia mogą być bardzo pomocne w rozwoju – chwile, w których dostrzegamy piękno sztuki lub krajobrazu, czy też postrzegamy wewnętrznie różne formy buddów, mogą nas rzeczywiście zainspirować. Z drugiej strony jednak, skoro nastąpił już kontakt, zaczynamy również oceniać zjawiska zgodnie ze schematem „lubię – nie lubię”, co jest właśnie korzeniem naszego pomieszania.

Ogniwo siódme – wrażliwość

Na obrazku reprezentuje wrażliwość niefortunny pan ze strzałą w oku. Strzała ma pokazać, jak bardzo jesteśmy wrażliwi na zjawiska, ponieważ wydają nam się tak bardzo solidne i realne. Chociaż wszystkie wrażenia traktujemy jako niezwykle ważne, w rzeczywistości są one iluzjami. Mimo to sądzimy, że jeżeli przyciągniemy te, które oceniliśmy jako przyjemne, będziemy szczęśliwi. Mamy po prostu błędny pogląd. Widzenie zjawisk jako rzeczywistych jest właśnie tą strzałą w oku – jednocześnie nie wiemy, skąd wziął się cały kłopot, kto ją wystrzelił.

Ogniwo ósme – pożądanie

Kiedy już ocenimy jakiś obiekt jako interesujący, pojawia się pożądanie. Symbolizuje je kobieta, podająca mężczyźnie coś dobrego do wypicia. Ten widząc ów nektar baaardzo chce się napić, nie może się powstrzymać... W buddyzmie zaspokajanie pragnień nie jest niczym negatywnym. Możemy w bardzo właściwy sposób zaspokajać wiele naszych pragnień i nie będzie to miało nic wspólnego z negatywnym znaczeniem słowa „pożądanie” – z tym, zgodnie, z którym używa się go w terminologii buddyjskiej. Zgodnie z naukami Buddy ograniczające pożądanie to takie, które zostawia po sobie pewną „pozostałość”, będącą przyczyną powstania następnego ogniwa w łańcuchu zależności. Jeśli po prostu chce nam się jeść i pić, to, kiedy zaspokoimy głód i pragnienie, nic nie pozostaje, cała sytuacja się rozpuszcza.W rzeczywistości pożądaniem w buddyzmie nazywamy przypisywanie różnym obiektom wartości, których nie posiadają. Jeśli ktoś myśli, że będzie naprawdę szczęśliwy, kiedy będzie bardzo zdrowy, przystojny, pozna piękną kobietę, która urodzi mu dużo dzieci itd., to w końcu będzie miał kłopot. Przypisywanie takiej mocy przedmiotom, ludziom i sytuacjom jest właśnie ograniczającym pożądaniem. Jednocześnie można cieszyć się partnerami, samochodami, karierą lub czymkolwiek innym w sposób zupełnie zdrowy i naturalny – mając świadomość pustości tych zjawisk, tego że odejdą i nie maja absolutnego znaczenia.
Istnieją dwa rodzaje pożądania - pierwszy to nieustanne folgowanie sobie, a drugi to neurotyczny brak doświadczenia. Z pierwszym z nich mamy do czynienia wtedy, gdy staramy się za wszelką uciec przed otwartością własnego umysłu, neurotycznie wypełnić pustkę, którą odczuwamy coraz to nowymi przyjemnymi przeżyciami, na przykład seksem. Tego rodzaju działania będą stwarzać tendencje i nawyki w umyśle i w rezultacie poprowadzą nas ku nowym ograniczeniom, wytworzą „pozostałości”.
Z pożądaniem drugiego rodzaju mamy do czynienia wtedy, gdy np. przez 56 lat nie mieliśmy kobiety i tak bardzo jej pragniemy, iż pojawia się określone napięcie, które również tworzy w umyśle niepotrzebne tendencje. Oczywiście przykłady które podałem są skrajne, ale dzięki temu łatwiej można to wszystko zrozumieć.Skoro już o tym mówimy, opowiedzmy sobie może o kilku innych błędach, które zdarzają się w relacji między kobietami a mężczyznami.

Taniec pało i kandro

Mężczyzna na zewnętrznym poziomie manifestuje energię i siłę, pewną przejrzystość i efektywność, jednak jego wnętrze jest żeńskie, jest wrażliwością i otwartością. U kobiety wszystko to jest zorientowane odwrotnie. Na zewnętrznym poziomie jest wrażliwa, otwarta i inspirująca, jej wnętrze jest jednak męskie – pełne mocy, stanowcze, skuteczne w osiąganiu celów.
Żeby osiągnąć oświecenie trzeba znaleźć harmonię między aspektem zewnętrznym i wewnętrznym. W tantrach męski aspekt oświecenia określa się słowem „pało”, a żeński „kandro”. Pało i kandro tańczą ze sobą w wielkiej radości w otwartej przestrzeni. Jest to taniec niczym nieograniczony, doskonały. Natomiast dopóki nie urzeczywistnimy obu tych oświeconych aspektów, taniec ten jest tańcem pijanych, którzy się zataczają, wzajemnie warunkują i ograniczają. Mężczyzna, który nie nawiązał kontaktu ze swoim żeńskim wnętrzem, staje się szorstki, agresywny, dominujący i zaczyna manipulować innymi. Prowadzi co prawda w tańcu, ale często nie wie dokąd. Jeżeli kobieta nie odnajdzie drogi do swego męskiego aspektu, stanie się sentymentalna, niesamodzielna i nieskuteczna w działaniu. Mężczyzna, który nie nawiązał kontaktu ze swoim żeńskim aspektem i nagle spotyka zrealizowaną kandro, będzie przerażony jej niepowstrzymanym tańcem, poczuje się zagubiony i straci pewność siebie. Nie jest to twórcza sytuacja. Z kolei jeśli kobieta, która nie potrafi odnaleźć dostępu do swej wewnętrznej męskości, spotka zrealizowanego pało, będzie przerażona jego efektywnością, odwagą i nieustraszonością – w rezultacie również poczuje się zablokowana.
Teraz chciałbym opowiedzieć wam krótko o pewnym przypadku, który często się zdarza. Otóż wyobraźmy sobie mężczyznę, który nie znalazł w swoim związku wewnętrznego, żeńskiego aspektu. Odczuwa oczywiście brak pełni, nie uświadamia sobie jednak, na czym on polega. Dlatego projektuje ów brak jedności ze swoim żeńskim aspektem na partnerkę. Zaczyna ją widzieć w sposób bardzo wyidealizowany i nieprawdziwy - nie ma to nic wspólnego z czystym widzeniem, o które chodzi w buddyzmie. Człowiek taki nie odróżnia poziomu relatywnego od absolutnego. Pożąda partnerki i podświadomie jest przekonany, że dzięki jej bliskości i kochaniu się z nią, odnajdzie pełnię, której mu brak, brakujący aspekt, którego nie potrafi znaleźć w sobie. Jest to błąd, ponieważ tą jedność można odnaleźć tylko we własnym umyśle, a partner jedynie budzi w nas nasze ukryte właściwości i inspiruje nas do ich odnalezienia. Taka błędna postawa prowadzi często do tego, że mężczyźni szybko rozczarowują się swoją partnerka, szukają następnej, potem znowu następnej – w rezultacie tej neurotycznej pogoni spotykają ich ciągle nowe rozczarowania. Podobnie kobieta, która nie jest w stanie odnaleźć mocy i siły w sobie, szuka oparcia w czymś zewnętrznym. Projektuje swoje oczekiwania na partnera i w ten sposób go idealizuje. W efekcie również doświadcza rozczarowań. W rzeczywistości chodzi o to, by mężczyzna zainspirowany swoją partnerką mógł odnaleźć w sobie pewne poziomy wrażliwości i otwartości, natomiast kobieta powinna dzięki męskiej inspiracji odnaleźć własną moc i energię. Pało to nieustraszony wojownik i nie chodzi tutaj o nieustraszoność na polu bitwy, w obliczu śmierci, lecz o nieustraszoność przeżywania z pełną intensywnością narodzin i śmierci, każdej chwili w życiu, każdej myśli i emocji. Jest to świadomości tego, że każda sytuacja w życiu przeminie, by dać miejsce następnej, jakiekolwiek lgnięcie nie ma więc sensu. Pozwalamy więc każdemu zjawisku odejść i jesteśmy całkowicie otwarci na nową sytuację, jaka by nie była.
Cechy pało to również: radość, energia, współczucie, forma, produktywność, zdolność do przewodzenia innym, zdolność do upraszczania, skuteczność, wytrzymałość, intelekt i solidność. Kandro natomiast to tancerka – swoim tańcem wyraża nieograniczoność i otwartość przestrzeni. Cechy kandro to: inspiracja, otwartość, mądrość, przestrzenność, wielowymiarowość w postrzeganiu, intuicja, zdolność do otwierania przestrzeni aby zjawiska mogły się przejawić, harmonia, odbiorczość, empatia, zmienność.

Ogniwo dziewiąte – lgnięcie

Mając pragnienia staramy się uchwycić ich obiekty – przedmioty, osoby czy sytuacje. Nasze wyraźne lgnięcie dotyczy przedmiotów, natomiast subtelne związane jest z ideami, koncepcjami i myślami, które tworzą nasz światopogląd. W wyniku naszych działań, uwarunkowanych przez pożądania, pojawia się pewien światopogląd, który usprawiedliwia to, co robimy. Tak powstaje zamknięty krąg. Na obrazku wyobrażona jest małpa zrywająca owoce. Rysunek ten symbolizuje sytuacje z naszego codziennego życia, w których z powodu emocji, idei i myśli wykonujemy różne działania – unikamy tego co nam nie odpowiada i staramy się zdobyć to, co nam się podoba.

Ogniwo dziesiąte – stawanie się

Na kolejnym obrazku przedstawiony jest akt poczęcia. To ogniwo to nasze wybory. Czasami wydaje nam się, że są świadome i wolne, ale najczęściej jest to jedynie złudzenie. To czy wybieramy kraj i inne okoliczności swojego kolejnego odrodzenia, wynika również z tendencji, jakie nagromadziliśmy w przeszłości. Jeśli ktoś był bardzo chciwy i skąpy, świat jego wartości jest jasno określony – w konsekwencji odrodzi się w świecie głodnych duchów. Zawsze będzie miał mniej, niż będzie chciał, jedzenie i picie będzie się zmieniało w jego rękach w truciznę lub roztopiony ołów itd.
Wybory prowadzące nas do kolejnej egzystencji podejmujemy już teraz. Dokonywanie wyborów to bardzo ważne ogniwo. To dzięki nim zmieniamy towarzystwo, spotykamy lamów, zaczynamy praktykę, zmieniamy sposób życia i system wartości. Te wszystkie decyzje wynikają z różnych tendencji w naszym umyśle, a te z kolei wynikają z poprzednich ogniw.

Ogniwo jedenaste i dwunaste – narodziny i śmierć

Następnie przychodzimy na świat i to jest kolejne ogniwo – narodziny. Samsara związana jest z utratą, w jej zamkniętym kręgu wciąż coś umiera i odchodzi, dlatego jeżeli się narodzimy, będziemy musieli doświadczyć ostatniego etapu współzależnego powstawania - śmierci.
I jeszcze kilka słów na zakończenie. W rzeczywistości cały ów krąg współzależnego powstawania jest iluzją. Jeżeli to rozpoznamy, jeżeli zrozumiemy cały ten mechanizm, będziemy w stanie świadomie z nim pracować. Wówczas stanie się on procesem rozwoju i w konsekwencji doprowadzi nas do wyzwolenia i oświecenia.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Tłumy ludzi pełnych zaufania - Rafał Olech | Karmapa w Danii - Maria Przyjemska | Cztery rodzaje bardo - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Pierwsza wizyta Karmapy na Zachodzie - Lama Ole Nydahl | Cytat - IX Karmapa | Życie jest krótkie - Lama Ole Nydahl | Ole przemycił wtedy przez granicę 15 osób z Polski - Tomek Lehnert | Pracujcie ciężko i dawajcie lekką ręką. - Lama Ole Nydahl | 12 ogniw współzależnego powstawania - Tadeusz Uchto | Pop buddyzm, czyli rozmowa z przyjacielem - Wojtek Tracewski | Najważniejsze było jednak to... - Leszek Misiek Nadolski | W poszukiwaniu tego, co ważne - Bartek Kozłowski | Lama Ole w Paryżu Północy - Bartek Kozłowski | 2200 kilometrów do Dełaczien - Żwirek | Poznań - Paulina Banaś | Hamburg - Ania Spychała, Ilona Jakubczyk | The Stupa House Courier - Żwir, Gruz & Co |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: