DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 24 -> The Stupa House Courier

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

The Stupa House Courier

Buddyści wszystkich krajów łączcie się


Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy!

Prace w Stupa House nabierają tempa. Choć brzmi to ironicznie, budowanie zaczynamy od rozbiórki. Szczegółowe plany przygotowane przez uprawnionego konstruktora na życzenie władz gminy pozwoliły nam przygotować zwycięską strategię. Wszyscy już wiedzą, że czeka nas bitwa z kominem-monstrum: to nie lada gratka rozbić 150 m3 ceglano-betonowej konstrukcji. Dla ułatwienia: jedna ciężarówka Star zabiera ok. 5 m3 gruzu, czyli 30 kursów po 5 ton, razem ca. 150 ton. Kolejny krok kampanii to bój z górną częścią budynku - nadbudówką i poddaszem. I mimo że budynek zmaleje nam do wysokości 11,32 m, to tylko po to, żeby utworzyć przyczółek do powstania całego nowego piętra. Polegną również ściany pionowe środkowej części budynku by ustąpić miejsca Gompie, a w piwnicy zostanie przygotowane przedpole do wzmocnienia fundamentów.
W ten oto sposób nadejdzie wiosna, a z nią powszechna mobilizacja. Ukończony projekt architektoniczno-budowlany spowoduje, że kto żyw, walczyć będzie o każdy schodek zewnętrznej klatki schodowej (o przepustowości kilku szwadronów), o każdy metr wspomnianego piętra, nad którym po ostatecznym zwycięstwie wznosić się będzie dumnie siedziba Sztabu Generalnego - pokój Lamy.Równolegle, cały czas trwają zmasowane ataki na źródła finansowe. Sztab specjalistów zajmuje się pozyskiwaniem sponsorów, organizowaniem koncertów, akcją informacyjno-reklamową. Możecie o tym przeczytać obok. I tu zwracamy się do wszystkich czujących buddystów: z każdym wpłaconym groszem na Konto Ośrodka Warszawskiego zbliżmy się do celu. Flaga Zwycięstwa górująca nad Warszawą - jak wam się to podoba?
Rafał Olech

Karma czie ling Warszawa, Związek Buddyjski Karma Kagyu, Bank PKO S.A. III Oddział w Warszawie, konto nr 12401040-27045116-2700-401112-001

Pożegnanie komina w Stupa House

Wśród gorących taktów, granej na żywo muzyki ska, pożegnaliśmy komin w Stupa House. Było to pożegnanie symboliczne, bo dzisiaj (początek grudnia) komin wciąż jeszcze stoi, a my czekamy na ostatnie zezwolenie. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, Drogi Czytelniku, że kiedy czytasz te słowa, w Warszawie praca wre i po kominie już nie ma śladu! W każdym razie pożegnanie mamy już za sobą. Nie rozbiliśmy co prawda butelki szampana, ale zabawa była równie dobra, a może nawet lepsza, niż przy wodowaniu okrętu. Fantastyczny zespół „Pan Profeska" (6-ciu młodych, zdolnych i przystojnych gości!) wzruszył opowieścią o dziewczynach, które „stoją na pianinach, palą cygara i papierosy". W powietrzu unosił się aromat grzańców (made by Rafał Żwirek), które, w połączeniu z rozgrzewającą muzyką i gorącymi tanecznymi rytmami, pozwoliły wszystkim uczestnikom bawić się do rana. Jeśli ktoś nie znalazł sobie bliskiego przyjaciela wśród niezliczonej rzeszy pięknych pań i panów, mógł jeszcze pomarzyć o spotkaniu z ciemnookim Neo lub tajemniczą Trinity - w sali kinowej, odbywała się projekcja kultowego filmu buddystów „The Matrix". Specjalną atrakcją pożegnalnego wieczoru był pokaz czapek, zaprojektownych przez naszą zdolną i piękną koleżankę Martę Rutę. Futrzane czapy, uszatki, kapelusze z piór i inne cudeńka prezentowali na swoich głowach nasi przyjaciele. Urocze modelki wzbudzały okrzyki zachwytu, a przystojni modele - głębokie westchnienia. Pożegnanie komina to kolejna impreza, która odbyła się w Stupa House. W ten sposób nasz ośrodek staje się miejscem wyjątkowym, warszawskim centrum niezależnych kulturalno - imprezowych wydarzeń. Przychodzi tu coraz więcej ludzi, najpierw na imprezy, potem na medytacje. Jeśli tak dalej pójdzie, to już wkrótce przestaniemy mieścicić się w prowizorycznej Gompie, stworzonej w budynku na czas remontu. Oby tak się stało!
Karolina Kwaśnik

Planeta Stupa House, 28 pażdziernika 1999

Zaczęło się od spotkania z Suzan, kobietą piękną, mądrą i bogatą, dysponującą w dodatku dyskoteką o pojemności ponad tysiąca osób, którą zgodziła się nam udostępnić. Potem nastąpił typowy efekt kuli śniegowej - jak spod ziemi wyrośli Kinior ze swoją Sky Orkiestrą, samochody, którymi można było ich przywieźć, dj'eje, dekoracje, zaproszenia, plakaty na mieście. I tak dalej. Jednym słowem wszystkim chciało się wszystko - stary numer z przyjaźnią i idealizmem znowu zadziałał. Nie bylibyśmy oczywiście sobą, gdybyśmy nie dodali do tego ogólnego entuzjazmu szczypty naszego rdzennego stylu pijanego-sąsiada-który-próbuje-wszystko-naraz-ci-wytłumaczyć-o-życiu. Słowem zaliczyliśmy parę spektakularnych wpadek - nie uderzyliśmy na czas do sponsorów i mediów; zafundowaliśmy ludziom czekającym pod drzwiami małą praktykę cierpliwości itd. Świetnie zadziałała natomiast elektroniczna poczta pantoflowa. Wprawdzie zamiast spodziewanych tysiąca pięciuset wpadło tylko około trzystu osób, za to byli to sami znajomi znajomych i przyjaciele znajomych przyjaciół. Akustyk robił co mógł, aby koncert wypadł blado, ale i tak mu się nie udało. Dziewczyny z chórków zadbały o to, aby puls w męskich krwioobiegach nie spadał poniżej 200. Tak czy owak wszyscy ci, którzy spodziewali się cza-czy spędzili miło czas w trakcie koncertu sącząc trunki w barkach. Kinior zapytał tylko: „no, ale zwróci wam się to chociaż...?" Po koncercie pląsaliśmy do wczesnych godzin rannych na stalowym parkiecie wśród dymu i laserów. Bardzo przyjemnie. Właściwie to nawet fajnie, że nie zostaliśmy milionerami tak od razu i nadal mamy cenną możliwość kombinowania funduszy na remont Stupa House. Damy jeszcze czadu gdzie indziej.
Marek Rosiński