DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 22 -> XVI Karmapa Randziung Rigpe Dordże

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

XVI Karmapa Randziung Rigpe Dordże

Rozmowa z Lamą Tsultrimem Namgjalem, osobistym służącym XVI Karmapy przeprowadzona przez Hansa Emberta z ośrodka w Sztuttgarcie.


Hans Jak to się stało, że został pan najbliższym służącym Karmapy? Jest przecież wielkim zaszczytem móc trzymać Czarną Koronę w czasie ceremonii?
Tsultrim Namgjal Kiedy rodzina Karmapy uciekła w 1960 roku z Tybetu do Indii, Jego Świątobliwość i Ponlop Rinpocze przebywali już w Sikkimie, który wówczas był jeszcze niezależnym królestwem. Karmapa wysłał jednego z królewskich ministrów i dwóch swoich oficjalnych przedstawicieli do Nepalu, by powitali jego rodzinę i w ten sposób dotarła ona bezpiecznie do Gangtoku (stolicy Sikkimu - przyp. tł. pol.). W Tybecie rodzina Jego Świątobliwości była bardzo duża, teraz wraz ze służącymi liczyła już tylko piętnaście osób. Karmapa polecił wybudować kilka domów, w których mogłaby ona zamieszkać. Wówczas nie było jeszcze żadnej porządnej drogi między Gangtokiem a klasztorem - po prostu niczego. Rząd Indii pomagał co prawda przysyłając żywność i ubrania, ale o wszystkie inne potrzeby troszczył się Karmapa.
Już mój ojciec był sekretarzem Karmapy aż do ostatniego dnia swojego życia. Poprosili go o to zarówno Ponlop Rinpocze, jak też sam Jego Świątobliwość. Karmapa zapytał kiedyś mojego ojca, jaką przyszłość zaplanował dla swoich synów - czy zamierza posłać ich do klasztoru, czy też wolałby, żeby poszli do szkoły. Ja sam chciałem zostać mnichem i żyć w klasztorze. Mój ojciec poprosił Karmapę, by skierował mnie do jakiegoś nauczyciela, który nauczyłby mnie pisać. I tak pewnego dnia zacząłem się uczyć. Karmapa nauczył mnie osobiście początku alfabetu, a potem polecił jednemu ze swoich "umdze" - tych, którzy prowadzą wszystkie pudże w głównej hali klasztoru - by zajął się mną dalej. W 1961roku Jego Świątobliwość udzielił mi ślubowań mnicha. W klasztorze nauczyłem się czytać i pisać po tybetańsku i kiedy nie miałem już z tym żadnych trudności, zacząłem poznawać gramatykę razem z Szamarem Rinpocze, Situ Rinpocze, Dzigmelą i innymi tulku. Studiowaliśmy wspólnie pod okiem Topgi Rinpocze. Istnieją trzy poziomy ślubowań: "genien", "getsyl" i wreszcie "gelong". Kiedy ukończyłem naukę u Topgi Rinpocze, przyjąłem od Karmapy drugie z nich. Nie brałem udziału w budowie obecnego klasztoru w Rumteku, gdyż byłem za mały i ciągle jeszcze się uczyłem. Kiedy jednak później przeprowadziliśmy się z małego, starego klasztoru do nowego, przestałem się kształcić i zostałem w nim umdze w czasie pierwszych pudż. W wieku dwudziestu lat przyjąłem ślubowania "gelong" i znowu kontynuowałem naukę. Pewnego dnia stary sekretarz Karmapy złamał sobie nogę. Jego Świątobliwość zawołał mnie i zapytał: "Chciałbyś zostać moim sekretarzem? Jesteś moim bratankiem. Czy nie bawiłoby cię troszczenie się o mnie?" Oczywiście, że tego chciałem! Przerwałem studia i przeniosłem się do Karmapy. Praca dla niego była teraz moim jedynym zadaniem. Inni, którzy kontynuowali naukę, stali się później wielkimi lamami.
Hans Podróżował pan z Karmapą również na Zachód. Jakie zrobił on na panu wrażenie?
Tsultrim Namgjal Pierwszym moim wrażeniem było to, że ludziom na Zachodzie naprawdę dobrze się w tym życiu powodzi: są szczęśliwi, mają wszystko i stoją przed nimi otworem wszelkie możliwości, jakie można sobie wymarzyć. Są jednak równocześnie tak bardzo uwikłani w swój własny świat. Tak całkowicie koncentrują się na swoim małym świecie, że o wszystkim zapominają - kim są i co ich czeka w przyszłości. Nigdy nie myślą o tym, co stanie się z nimi w przyszłym życiu. Miałem wrażenie, że to właśnie jest największym błędem ludzi Zachodu - nigdy nie zastanawiają się nad swoim przyszłym życiem. Karmapa udzielił im podstawowych buddyjskich nauk. Ponieważ w owym czasie mało kto słyszał jeszcze o buddyzmie, nie mógł przekazać niczego więcej.
Hans Czy przypomina pan sobie jakieś szczególne wskazówki, których Karmapa udzielił ludziom Zachodu?
Tsultrim Namgjal Powiedział, że jest bardzo ważne, żeby w ogóle posiadać religię, gdyż mając ją uzyskujemy pomoc zarówno dla tego, jak też dla przyszłego życia. Poza tym powinniśmy rozwinąć przekonanie, że nasze obecne życie jest bardzo krótkie, przyszłe natomiast przeciwnie - będzie bardzo długie i trudne. Dlatego też powinniśmy poświęcić trochę czasu na przygotowanie się do niego.
W 1977 roku Karmapa był również w Niemczech. We Frankfurcie ludzie obecni na spotkaniu opowiedzieli mu o drugiej wojnie światowej. Był tym bardzo poruszony, przeprowadził też wówczas specjalne pudże i uczynił wiele mocnych życzeń w intencji Niemiec i całego świata. Następnego dnia zgodnie z planem podróży powinien był właściwie wyjechać, został jednak jeszcze jeden dzień dłużej we Frankfurcie, by zakończyć owe pudże. To wszystko - naziści, Hitler, cała druga wojna z ową olbrzymią ilością zabitych - tak mocno na niego podziałało, że pudże były dla niego ważniejsze niż dalsza podróż.
Hans Czy mógłby pan opowiedzieć coś o dzieciństwie Karmapy?
Tsultrim Namgjal Kiedy XVI Karmapa, Rangdziung Rigpe Dordże był bardzo mały, przeprowadzał kiedyś ceremonię Czarnej Korony. Sama Korona uniosła się wówczas na wysokość stopy nad jego głową. W tym samym czasie Dziamgon Kongtrul Czientse Ozer Rinpocze widział go jako pierwszego Karmapę, Dysum Czienpę. Innym razem widział go jako wielkiego mahasidhę Wimalamitrę. Również wielu innych ludzi widziało Karmapę pod różnymi postaciami. Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże został inronizowany w wieku ośmiu lat. Bawił się wówczas pewnego razu w wodzie i nagle okazało się, że widoczne są na jej powierzchni odciski jego stóp. Była to jesień albo zima, ale następnego lata nadal można było zobaczyć owe ślady na wodzie. Kiedy w 1979 roku można było znowu wjechać do Tybetu, niektórzy ludzie odwiedzili to miejsce, by zobaczyć czy ciągle jeszcze są one widoczne. Opowiadali później, że nadal można je rozpoznać i że są tak wyraźne jak dawniej.
Pewnego razu, będąc w tym samym wieku, Karmapa odwiedził kilka klasztorów wracając z podróży do Kham i przeprowadził dla nich pewne szczególne pudże. Wykonał wówczas również ofiarowanie mandali używając ryżu, którego niewielka ilość upadła w pewnej chwili na podłogę. Niektóre z owych ziarenek zamieniły się wtedy w relikwie. Ryż był żółty, relikwie jednak przyjęły postać, białych kuleczek.
Kiedy Jego Świątobliwość udał się w 1970 roku do Nepalu, towarzyszyło mu czterech tulku. W Nepalu Karmapa udzielił przekazu Kagyu Ngagdzo (wielkiego cyklu inicjacji obejmującego wszystkie ważne praktyki Linii Kagyu. Inicjacji tych udzielił również J. E. Dziamgon Kongtrul Rinpocze w 1989 roku w Rżdby w Danii. Przekazy mocy udzielane przez Karmapę odbyły się w klasztorze Urdzien Tulku Rinpocze w Katmandu. Kiedy Jego Świątobliwość rozrzucał ryż, jego ziarna poleciały do samej stupy i innych świętych miejsc, co właściwie było zupełnie niemożliwe. Interesujące było również to, w jaki sposób Karmapa rozpoznawał reinkarnacje wysokich tulku. Wszystko to działo się dzięki jego intuicji - czuł po prostu, gdzie ten lub inny tulku się odrodził. Prosił następnie o coś do pisania i pisał: ten tulku urodził się w tym i w tym miejscu, jego ojciec i matka noszą takie a takie imiona, ich dom ma taki a taki kolor, a jego dach taki a taki kształt. Karmapa widział to po prostu i opisywał potem na papierze.
Hans Czy zdarzało się, że Jego Świątobliwość rozpoznawał tulku, kiedy ich spotykał?
Tsultrim Namgjal Przed 1974 rokiem Karmapa odwiedził pewien tybetański ośrodek w starym Delhi. W owym klasztorze przeprowadził ceremonię Czarnej Korony, po której ludzie stanęli w długiej kolejce, by otrzymać błogosławieństwo. W sali było również wielu uchodźców, wszystko odbywało się jednak bardzo szybko. W pewnej chwili przed Karmapą stanęło małe dziecko, on zaś uśmiechnął się, popatrzył na matkę malca i powiedział: "Musisz się bardzo troszczyć o swojego chłopca, a później ja się nim zajmę. Powinnaś dbać, żeby był czysty." Była to inkarnacja pewnego Rinpocze. Miały miejsce przypadki, kiedy Karmapa odkrywał jakiegoś tulku, a następnie podawał opis jego domu i inne dane. Mnisi, których wysyłał, by odnaleźli dziecko, wracali jednak czasem z niczym, gdyż nie udało im się trafić do właściwego miejsca. Wówczas jego Świątobliwość podawał więcej szczegółów i następna wyprawa kończyła się sukcesem.
Hans Czy mógłby pan powiedzieć coś o niezwykłych właściwościach Karmapy?
Tsultrim Namgjal Karmapa miał niezwykłą charyzmę. Kiedy ktoś go odwiedzał, był bardzo uprzejmy i pełen miłości. Jednocześnie jednak roztaczał wokół siebie aurę takiej mocy, że ludzie mimo to czuli się onieśmieleni. Był po prostu bardzo silny. Każdy, kto go tylko zobaczył, chciał jak najdłużej przebywać w jego pobliżu, niezależnie od tego, czy był buddystą, chrześcijaninem czy muzułmaninem. Kiedy osoba taka patrzyła na Karmapę, zmieniały się natychmiast wszystkie wyobrażenia, jakie miała na jego temat dotychczas i zaczynała go kochać. Poza tym każdy czuł, że nie istnieje żadna różnica pomiędzy Buddą a Jego Świątobliwością. Niektórzy z ludzi, którzy przychodzili do Karmapy zupełnie nie interesowali się buddyzmem, chcieli tylko go zobaczyć, gdyż tak wiele o nim słyszeli. Byli czasem bardzo dumni i rozmawiali z Karmapą jak z pierwszym lepszym zwyczajnym człowiekiem. Osoba taka siadała na przykład na sofie obok niego, Jego Świątobliwość patrzył na nią, po czym w trakcie rozmowy gość spływał wręcz stosownie na podłogę między poduszki i zaczynał już tylko słuchać tego, co mówił Karmapa. Niezależnie od tego, czy ludzie byli bardzo dumni, czy pełni gniewu - wszyscy stawali się nader przyjaźni i skromni, kiedy spotykali Karmapę.
Hans Czy istniało coś, co Karmapa lubił szczególnie?
Tsultrim Namgjal Jego Świątobliwość kochał wszystkie zwierzęta, szczególnie upodobał sobie jednak ptaki i własne psy, którym udzielał nawet nauk. Potem, kiedy umierały, przechodziły przez śmierć medytując, co można było wyraźnie zobaczyć. Godzinami siedziały np. w pozycji medytacyjnej. Głowy miały sztywno wyprostowane i uniesione do góry, a ich serca były jeszcze ciepłe przez trzy - cztery godziny po zgonie. Miały też zawsze trochę wody lub krwi na czubku nosa. Takie same zewnętrzne znaki pojawiają się, gdy wysocy lamowie umierają w medytacji. Po trzech czy czterech godzinach zwierzęta te umierały rzeczywiście i wówczas ich głowy opadały. Karmapa potrafił również zaprzyjaźnić ze sobą zwierzęta, które zwykle są raczej wrogami, jak, na przykład, koty i myszy. Kiedy w Tybecie poszedł kiedyś do lasu, kazał jednemu ze służących zabrać do klasztoru królika i sarnę. Potem wszystkie zwierzęta zgodnie żyły razem, nigdy nie walczyły ze sobą - zachowywały się jak rodzina. Kiedy jeden z ptaków odleciał i opowiedziano o tym Karmapie, ten rzucił za nim odrobinę pobłogosławionego ryżu i uciekinier powrócił. Między ptakami znajdował się pewien żółty kanarek, o którym Jego Świątobliwość mówił zawsze, że jest reinkarnacją bodhisattwy. Szczególne było u owego kanarka to, że mimo iż był samcem, zawsze kiedy do ptaszarni przyniesiono jajko jakiegoś leśnego ptaka, ogrzewał je i wysiadywał, potem zaś opiekował się młodymi niezależnie od tego, do jakiego gatunku należały. Zajmując się ptakami Karmapa nie czynił żadnych rozróżnień - troszczył się o nie jak o samego siebie.
Hans Czy przebywając z Karmapą przeżył pan kiedyś coś szczególnego, o czym chciałby pan opowiedzieć?
Tsultrim Namgjal Kiedy w latach 70-tych Karmapa udał się na pielgrzymkę do Indii, w dniu w którym do nich przybył, zatrzymał się w ambasadzie Bhutanu. Było tam wówczas około osiemdziesięciu czy dziewięćdziesięciu osób z Indii i innych krajów i wkrótce zaczęły się odbywać wywiady. Nagle pewna dama zapytała, czy może zrobić Karmapie zdjęcie swoim polaroidem. Kiedy przycisnęła wyzwalacz, Karmapa myślał akurat o czymś innym i okazało się, że na zdjęciu zamiast jego postaci widać mandalę Strażnika Dharmy Bernakczien (Mahakali). Teksty mówią, że między Karmapą i Mahakalą nie ma żadnej różnicy, że są oni jednym i tym samym. Na owym zdjęciu - które ciągle jeszcze istnieje - można to wyraźnie zobaczyć. Pewni ludzie, którzy nie lubią Karmapy mówili później, że był to tylko fotograficzny trick. Ja jednak widziałem to na własne oczy.
Kiedy Jego Świątobliwość przebywał we wschodnim Bhutanie, był bardzo, bardzo chory. Miał wiele ropiejących guzów rozsianych po całym ciele. Było to naprawdę coś poważnego. Bhutańscy ministrowie, którzy go odwiedzali, radzili mu, by natychmiast poszedł do szpitala i tam wypoczął. Każdy mu to radził. On jednak odpowiedział: "Nie mogę tego zrobić. Tutaj we wschodnim Bhutanie, gdzie nie ma jeszcze nawet dróg, ludzie są tak biedni ". Mimo iż był tak chory, przez cały dzień - od siódmej rano do siódmej wieczorem - udzielał inicjacji.
Poprzedni Karmapowie często wydawali swoje polecenia pisemnie. Jeśli na przykład ściana w jakimś budynku pękła, Karmapa pisał, że rysa nie powinna się powiększać. Następnie ową kartkę papieru przyczepiano do muru i pęknięcie się nie powiększało. Na polecenie Karmapy opiekowałem się Kandziurem i innymi świętymi tekstami, przechowywanymi w pewnym starym domu, było tam również jednak dużo szczurów, które zjadały książki, co wkrótce stało się dla mnie dużym problemem. Poszedłem więc do Karmapy i powiedziałem mu, że trzeba je wytruć. On odparł jednak: "Nie, nie powinieneś tego robić", po czym kazał sobie przynieść miskę piasku. Gdy ją przyniosłem, zanurzył rękę w piasku i zaczął się nim bawić. Wreszcie wysłał mnie do owego domu dodając, bym posypał owym piaskiem teksty. Po tym, jak to zrobiłem, żadna z książek nie padła już ofiarą szczurów. Dzisiaj bardzo przydałaby mi się znowu odrobina tego szczególnego piasku.
Pewnej zimy w lesie, w odległości ok. dziesięciu kilometrów stąd, wybuchł potężny pożar, który szybko się rozprzestrzenił i zbliżał się coraz bardziej do klasztoru. Wówczas Karmapa wyszedł na dach i patrząc w kierunku, z którego nadchodził ogień wypowiedział kilka modlitw, po czym pożar wygasł sam z siebie.
Kiedy przybyliśmy do Sikkimu, jego mieszkańcy hołdowali jeszcze kilku niezbyt dobrym obyczajom. Zabijali na przykład zwierzęta, gdy ktoś umarł albo gdy chorował, by zadowolić złe duchy. Ofiarowywali im owe zwierzęta w trakcie pudż, które przeprowadzali w intencji chorych lub zmarłych. Zwyczaj ten był szczególnie mocno zakorzeniony tutaj w Sikkimie. Ludzie niezbyt to lubili, ale nie mieli wyboru. Byli przekonani, że aby wyleczyć chorego muszą zabić i ofiarować owe zwierzęta. Pewnego dnia przyszli jednak do Karmapy i zapytali go, co powinni zrobić, by móc zaprzestać składania ofiar ze zwierząt. Jego Świątobliwość odpowiedział im, że nie muszą się bać złej energii, która wpływa na chorego, gdyż od tej chwili on, Karmapa, będzie owego ducha pilnował. Dodał także, że nie muszą już składać ofiar, by go uspokoić, po czym napisał krótką modlitwę na trzy strony i dał im ją. W czasie wykonywania pudż mieli natomiast ofiarowywać kadzidła i odrobinę jedzenia. Dzięki tej praktyce złe energie miały utracić moc wpływania na chorego. Później zwyczaj składania ofiar ze zwierząt rzeczywiście zanikł w całym Sikkimie.
W owym czasie było tam wiele duchów i bogów ziemi, którzy nie byli zbyt oświeceni. Czasami szkodzili ludziom, czasami jednak również im pomagali. Karmapa zapanował nad wszystkimi tymi energiami i dzisiaj są one strażnikami Dharmy.
Ojciec obecnego Dziamgona Kongtrula Rinpocze należał do linii Gelugpa. Kiedy Karmapa powiedział mu, że chciałby, by oddał mu swego syna, ojciec spróbował dyskutować. Był bardzo bogatym i wpływowym człowiekiem i powiedział: "To mój jedyny syn i dlatego nie chcę go oddać do klasztoru ". Karmapa jednak uspokoił go: "Dam ci innego syna ", po czym pobłogosławił go i wypowiedział kilka modlitw. W ten sposób po jakimś czasie urodził się młodszy brat Dziamgona Kongtrula Rinpocze. Tak spełniają się wszystkie życzenia skierowane do Karmapy. Jego Świątobliwość posiadał również zdolność bezbłędnego przewidywania nieszczęść i przeszkód. Jego dawniejszy Sekretarz Generalny Namgje Jongdu musiał pewnego razu pojechać do Kalimpongu. Powiedział o tym rano Karmapie, który powtarzał właśnie mantry trzymając swoją malę w ręce. W chwilę później powiesił różaniec na szyi sekretarza i powiedział: "Musisz ją dzisiaj nosić". Namgje Jongdu zdziwił się i zaczął się zastanawiać, co może oznaczać ów niezwykły gest. W dwie godziny później przydarzył mu się ciężki wypadek, w czasie którego samochód rozpadł się na dwie części. Sekretarz został przejechany jednym kołem, jednak nic poważnego mu się nie stało. Auto nadawało się tylko na złom, lecz żaden z pasażerów nie odniósł obrażeń.
Hans Czy sądzi pan, że funkcjonuje to również teraz?
Tsultrim Namgjal Ależ oczywiście! Musi pan jednak mieć stuprocentowe zaufanie i naprawdę tego czegoś chcieć. Wówczas życzenia się spełnią. Jeśli jednak będzie pan miał wątpliwości, nic z tego nie będzie. Kiedy przyjadę do Europy z XVII Karmapą, z pewnością będę mógł opowiedzieć znacznie więcej.

Opracowanie: Wojtek Tracewski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

 | PODOBNE ARTYKUŁY: