Od czasu do czasu, Milarepa, o¶wiecony poeta i pie¶niarz, opuszcza³ swe górskie samotnie. Pewnego dnia poprosi³ o nocleg w jednym z klasztorów. Poniewa¿ jednak wygl±da³ jak dziki asceta i najwyra¼niej nie nale¿a³ do ¿adnej uznanej tradycji, lamowie wskazali mu wystawiony na wiatr k±t, przed drzwiami jednej z mnisich cel i nie troszczyli siê wiêcej o nic nie znacz±cego go¶cia.
Wieczorem, mnich mieszkaj±cy w celi po³o¿y³ siê spaæ, a Milarepa przykucn±³ na zewn±trz pod drzwiami i równie¿ zamkn±³ oczy. Mnich jednak nie móg³ tej nocy zasn±æ poniewa¿ by³ skarbnikiem klasztoru. Ca³± noc my¶la³ o tym, ile móg³by zarobiæ na krowie, która mia³a zostaæ zar¿niêta nadchodz±cego ranka. W umy¶le przeprowadza³ inwentaryzacjê, wyobra¿a³ sobie ka¿d± nadaj±c± siê do u¿ytku czê¶æ zwierzêcia i kalkulowa³ ewentualne zyski, od których nale¿a³o nastêpnie odj±æ koszty w³asne. Do ¶witu mnich przemy¶la³ ju¿ wszystkie ewentualno¶ci, nie wiedzia³ jednak dok³adnie, ile mo¿e za¿±daæ za krowi ogon. Zmêczony i rozdra¿niony zerwa³ siê z pryczy, wymamrota³ obowi±zkowe modlitwy, zapali³ lampki ma¶lane i kadzid³o na domowym o³tarzu, i wyszed³ na zewn±trz, nadeptuj±c przez nieuwagê na Milarepê.
Potrz±saj±c g³ow± mnich spojrza³ na obdart± postaæ jogina le¿±cego na progu i drzemi±cego w najlepsze. "S³oñce podnosi siê coraz wy¿ej a ty ¶piochu le¿ysz tu ci±gle jeszcze bezczynnie, nie medytuj±c ani nie modl±c siê o powodzenie ludzi, którzy ciê z takim po¶wiêceniem karmi± i troszcz± siê o twoje przetrwanie", burcza³ niezadowolony. "I co¶ takiego nazywa siê joginem... duchowym nauczycielem?! Nie rozumiesz zupe³nie, na czym polega dawanie i branie?" "Zwykle nie ¶piê w ten sposób", odpar³ Milarepa. "Jednak ostatniej nocy nie mog³em siê ani uspokoiæ, ani odpocz±æ, bo przez ca³y czas my¶la³em o obliczaniu zysków z krowy maj±cej dzisiaj dla mnie umrzeæ."
Mnich zamilk³ g³êboko poruszony. Jego twarz obla³ rumieniec wstydu, pok³oni³ siê jednak przed Milarep± i podziêkowa³ mu, gdy¿ rozpozna³ w nim pos³añca buddy, który przyby³, by udzieliæ mu wa¿nej lekcji.